września 26, 2017

(653) Stancje

Tytuł: Stancje
Autor: Wioletta Grzegorzewska
Wydawnictwo W.A.B.
Stron 192

Opis wydawnictwa:
Po maturze Wiolka przyjeżdża z rodzinnej wsi do Częstochowy na studia polonistyczne. Życie w mieście to dla dziewczyny szereg nowych wyzwań. Wzdłuż ulic nazwanych imionami świętych ciągną się sklepiki z dewocjonaliami i włóczą pielgrzymi.

Świat nie zna jeszcze komputerów i telefonów komórkowych. Wiolka tuła się od jednej stancji do drugiej: mieszka w podejrzanym robotniczym hotelu, klasztorze, wynajętej kawalerce. W każdym miejscu poznaje innych ludzi i ich historie, słucha opowieści o kosmosie, więzieniu, oswojonych wronach, rosyjskich zupach, narzeczonej, która oszukała i odeszła. Pozostaje otwarta na nowe doświadczenia i lektury. Stopniowo konfrontuje się ze wspomnieniami o dzieciństwie spędzonym na wsi, własnymi wyobrażeniami, swoim ciałem.

Wreszcie, zakochuje się po raz pierwszy. Powieść Wioletty Grzegorzewskiej to subtelna historia o dojrzewaniu, młodzieńczym zagubieniu, poszukiwaniu i poznawaniu samego siebie. Stancje są także luźną kontynuacją docenionego przez krytykę zbioru Guguły, wydanego w 2014 roku.

Moja recenzja:

Wioletta Grzegowska to autorka znana szczególnie za sprawą powieści "Guguły", nominowanej do nagrody Nike. "Stancje" luźno nawiązują do tego poprzedniego zbioru, jednak spokojnie można je czytać także bez znajomości tamtego utworu. Wydane pod koniec sierpnia w serii Archipelagi wydawnictwa W.A.B. przyciągają uwagę minimalistyczną okładką, znanym nazwiskiem na okładce, a podczas lektury nie zawodzą. "Stancje" to dawka naprawdę dobrej, polskiej literatury wysokich lotów – zbiór tekstów, których wspólnym mianownikiem jest postać głównej bohaterki oraz stancje... przemieszczanie się – symboliczne poszukiwanie swojego miejsca na ziemi. Bohaterka odbywa pielgrzymkę horyzontalną i wertykalną, wyrusza w głąb siebie, zakochuje się po raz pierwszy i w pewnym sensie zdecydowanie walczy o przetrwanie. Ta jej walka jest taka prawdziwa, niewydumana. 

Życie ukazane w powieści Wioletty Grzegorzewskiej jawi się jako trudna, kręta droga przetykana jedynie krótkimi postojami. Postojami, które wiążą się z równie krótkimi okresami szczęścia, stabilizacji i spokoju. Wioletta jest młoda, niedoświadczona, przyjeżdża do Częstochowy studiować. Początkiem jej życiowej wędrówki jest mała miejscowość pod Częstochową, do której w swoich opowieściach, we wspomnieniach będzie często powracała. Jako do swojego źródła, miejsca pierwszych inicjacji – chwil szczęścia, ale także przemian. W jej pamięci ważne miejsce zajmuje rodzina – szczególnie dziadkowie i ich życiowe doświadczenia... także te wojenne. To motyw bardzo często pojawiający się w polskiej literaturze – oddziaływanie wojny na kolejne pokolenia, nawet nie te bezpośrednio nią dotknięte. Wioletta Grzegorzewska wplata ten wątek nienachalnie, ale zarazem bardzo celnie i mocno. Te urywki, te aluzje do wojennych przeżyć (nie tylko dziadków Wioli, ale także przełożonej klasztoru, w którym w pewnym momencie ląduje) wywarły na mnie bardzo duże wrażenie, ponieważ Grzegorzewskiej udało się uniknąć epatowania tym tematem. W ogóle mam wrażenie, że "Stancje" to wysublimowana proza. 

"Stancje" są krótką pozycją złożoną z bardzo krótkich rozdziałów, z których każdy zostaje celnie rozpoczęty oraz inteligentnie zakończony, tworząc ciekawą całość. Prozę Grzegorzewskiej możnaby analizować słowo po słowie, ponieważ wbrew pozorom zawiera w sobie bardzo dużo sensów, a lapidarność i skrótowość stosowane przez Grzegorzewską są bardzo wymowne. Mimo swojej małej objętości "Stancje" mają zamkniętą formułę, kończą się intrygująco, ale zasycają pragnienia literackie czytelnika. Spotkałam się z niejedną opinią mówiącą o tym, że "Stancje" nie dorównują "Gugułom". Na razie nie mogę się do tego odnieść, ale mam poczucie, że to bardzo możliwe. Jej najnowszy utwór bowiem nie wbija w fotel, choć bez wątpienia zasługuje na uwagę. 

Wioletta Grzegorzewska nie przykłada w swojej powieści dużej uwagi do portretów psychologicznych bohaterów, ale podkreśla ich różnorodność. Nadaje im pojedyncze, ale wyraziste rysy. Zarysowuje, ale nie pogłębia ich postaci. Czy powoduje tym niedosyt? Niekoniecznie, ponieważ to właśnie ten pozorny zamęt i wielobarwność sprawiają, że czytelnik trwa w tej lekturze. Niezbyt długiej, ale wartościowej. "Stancje" nie posiadają fabuły o której można by opowiadać godzinami. Nawet pojawiający się wątek miłosny, opisywany jako historia pierwszej miłości... nie został przez autorkę pogłębiony. Ta jedynie się po nim prześlizgnęła... Najważniejsze jest przemieszczanie się, poszukiwanie i dostrzeganie jak inni kierują życiem bohaterki. Dojrzewanie, usamodzielnianie się, wyrywanie spod wpływu innych... o tym wszystkim mówią "Stacje" na podstawie losów niezbyt charyzmatycznej bohaterki. Powieść autorki "Guguł" jest krótką, lapidarną, ale bogatą sensologicznie powieścią. 

Moja ocena: 7+/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza