Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literackie. Pokaż wszystkie posty

listopada 18, 2021

(727) Twoje dziecko w sieci

(727) Twoje dziecko w sieci
Tytuł: Twoje dziecko w sieci. Przewodnik po cyfrowym świecie dla czasami zdezorientowanych rodziców.
Autor: Agnieszka E. Taper
Wydawnictwo Literackie
Stron 216 

"Twoje dziecko w sieci" to przewodnik po internetowych przestrzeniach, mapa wybranych cyfrowych zjawisk, słownik komputerowych pojęć takich jak bot, avatar czy stream, a w końcu poradników dla użytkowników sieci i gości cyfrowego świata - uczący jak korzystać z tych dobroci w sposób bezpieczny oraz zbiór dobrych rad i złotych zasad dla rodziców - o tym jak ustalać granice w korzystaniu z sieci, jak dbać o bezpieczeństwo swoich dzieci, jak wspierać higienę ich korzystania z komputera, rozumieć zjawiska ich otaczające i język, którym mówią. Agnieszka E. Taper jest edukatorką medialną, która pokazuje, że choć należy doceniać nowe technologie, to jednak trzeba dostrzegać także możliwe związane z nimi zagrożenia i reagować na nie zawczasu, tak by kontakt ze światem online mógł opierać się jedynie na jego pozytywnych aspektach. "Twoje dziecko w sieci" jest zbiorem pokazującym niektóre z tych zagrożeń oraz proponującym rozwiązania mające na celu zapewnienie jak największego bezpieczeństwa. 

Sięgając po książkę Traper oczekiwałam pozycji, która choć nie skierowana bezpośrednio do mnie, wzbudzi moje zainteresowanie i pokaże świat online także od strony teoretycznej, np. opierając się na badaniach, eksperymentach społecznych - kierowało mną zainteresowanie tym tematem, związane z ukończonymi przeze mnie studiami z zakresu kulturoznawstwa oraz napisana praca dyplomowa, której końcową myślą było stwierdzenie, że na każdym etapie funkcjonowanie młodego człowieka w świecie cyfrowym, kluczowa staje się edukacja medialna, która w wielu szkołach jeszcze leży i kwiczy. Właśnie na tej edukacji medialnej autorka się skupia, nie zagłębiając się jednak jakoś specjalnie w kwestie teoretyczne czy kwestie wpływu danych segmentów cyfrowego świata na rozwój człowieka. Trochę żałuję, trochę rozumiem jaki był główny zamysł tej książki - edukacja. 

Urodziłam się w 1999 roku, można więc powiedzieć, że mimo wszystko należę do pokolenia urodzonego po 2000 roku, które już z komputerami się swobodnie wychowywałam. Jakby to źle nie zabrzmiało, szczególnie w świetle omawianej tutaj książki - rano w trakcie przygotowywania do przedszkola, w wieku pięciu lat, oglądałam Klub Winx, a w wieku sześciu lat dostałam pierwszy komputer - zarazem laptop, który służył mi do grania. W wieku 11 lat sama, bez informowania o tym rodziców założyłam tę stronę. Moi rodzice nigdy nie kontrolowali mojej działalności w internecie, choć gdy strona zaczęła już hulać... oczywiście o jej istnieniu ich poinformowałam. Za ich zgodą w wieku mniej niż 13 lat założyłam Facebooka, który wtedy służył mi do kontaktowania się z osobami z wymiany Taize. Tak więc... złamane zostały wszelkie zasady głoszone przez edukację medialną - nie robiłam w tym czasie większych głupot, choć ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że edukacja medialna nie byłaby wcale takim złym pomysłem... ale ten aspekt pomińmy. To nie pora na spowiedź. Lektura tej publikacji ma jednak sprawić, że rodzice zapobiegną nawet tym mniejszym głupotkom. Ze względu na swój wiek i sposób prowadzenia narracji przez Taper, z początku czułam się wykluczona, jako właśnie to najmłodsze pokolenie - oddalone od tego starszego, do którego skierowana jest ta pozycja, o miliony lat świetlnych... nie dałam się jednak zrazić, bo wiedziałam, że posiadam teoretyczny background, który w pewien sposób uprawnia mnie do lektury tej książki, z pozycji ciekawskiego badacza, chcącego sprawdzić jak o edukacji medialnej się mówi.

Agnieszka E. Traper w swojej książce pokrótce opowiada o cyfrowym świecie - grach, internecie, portalach społecznościowych, ale również o zagrożeniach związanych z korzystaniem z jego dobrodziejstw. Kluczowy w tej książce jest rozdział o domowej edukacji medialnej, w której autorka pokazuje jak ważne jest wyznaczanie granic, tworzenie dobrych nawyków, zwracanie uwagi na to, że dzieci bardzo często powielają zachowania dorosłych. To nie tylko krótkie oprowadzenie po cyfrowym świecie, obejmujące między innymi zaznajomienie z pojęciami, z którymi można się w nim spotkać, ale ciekawe i dosyć rozległe kompendium wiedzy o edukacji medialnej, którą autorka zajmuje się na co dzień - może być przyczynkiem do rozmów z dziećmi w każdym wieku i medialnej profilaktyki. Jest dobrze, przystępnie napisane i choć napisana stricte w formie poradnikowej i dosyć skrótowej, stanowi odpowiednie wprowadzenie do tematyki. Dopełnienie tej pozycji stanowi ciekawa forma graficzna, odwołania w tekście do wcześniejszych i późniejszych stron, tak by swobodnie się po nim poruszać (także w sposób wybiórczy) oraz rozległa bibliografia, która może stanowić świetne uzupełnienie wiedzy - również tej z zakresu teorii cyfrowego świata. 

"Twoje dziecko w sieci. Przewodnik po cyfrowym świecie dla czasami zdezorientowanych rodziców" to bardzo świeża publikacja, która zagubionym rodzicom może wiele uświadomić i przede wszystkim pokazać, że stawianie granic i kontrolowanie tego, co dziecko robi w sieci nie jest wchodzeniem z butami w jego prywatność. To wyraz troski o dobro dziecka, ale również o swoje, ponieważ to rodzic ponosi odpowiedzialność prawną (i często moralną) za działania potomka w sferze cyfrowej. Świeżość publikacji Taper wiąże się również z tym, że nie brak w niej odwołań do niedawnych wydarzeń, takich jak pandemia Covid-19, nauczanie zdalne czy bum na lody Ekipy (czy nawet opakowania po nich). To aktualny, dotykający obecnych trendów, takich jak marzenia by zostać youtuberem czy influencerem poradnik pokazujący nie tylko takie zagrożenia jak seksting czy hejt, ale również np. pragnienie za gonieniem niedoścignionych ideałów prezentowanych w internecie, przez co mam wrażenie... z tą pozycją powinni zapoznać się nie tylko rodzice, ale również osoby tworzące w internecie. Taper uświadamia, że cyfrowy świat to wielki przemysł, którego odbiorcy są przede wszystkimi towarami, ale przy odpowiedzialnym działaniu można wyciągnąć z niego również wiele korzyści dla siebie. Kluczem do tego jest jednak edukacja medialna. 

Moja ocena: 7/10

marca 29, 2020

(717) Przeciwnik

(717) Przeciwnik
Tytuł: Przeciwnik
Autor: Emmanuel Carrere
Wydawnictwo Literackie
Stron 200
Jean - Claude jest mordercą. Zabił swoją żonę, siedmioletnią córeczkę, pięcioletniego synka. Zabił również swoich rodziców. Zamordował, a potem próbował to ukryć - pozorując nieszczęśliwy wypadek. Nie udało mu się jednak zabić samego siebie, a potem przekonać śledczych, że sam jest ofiarą. Zostawił karteczkę "Banalny wypadek, niesprawiedliwość mogą wywołać szaleństwo. Wybaczcie mi". Jego sprawa wstrząsnęła opinią publiczną we Francji, wzbudziła także wiele emocji w autorze bestsellerowego "Królestwa". Emmanuel Carrere postanowił przyjrzeć się bliżej nie tyle samej sprawie, co postaci oskarżonego. Pragnął zrozumieć, co sprawiło, że lubiany i szanowany w społeczności mężczyzna, kochający mąż, ojciec i syn dopuszcza się tak okrutnej zbrodni. Odpowiedź jest krótka: słabości, kłamstwo i lęk - tytułowy "przeciwnik". 

Emmanuel Carrere to pisarz, którego prozę pokochałam za sprawą „Królestwa” – monumentalnej książki o historii chrześcijaństwa. Ona uświadomiła mi fenomen tego zjawiska. „Przeciwnik” jest zupełnie innym utworem. Trudno uznać go za powieść, choć opowiada historię wielkiego kłamstwa, które doprowadziło do okrutnej zbrodni. Przez niektórych jest uznawany za książkę głęboko chrześcijańską, bo pokazującą jak łatwo zło – czasami za sprawą jednego niewłaściwego kroku – może wejść do naszego życia. Dla mnie jest to pozycja, która budzi w człowieku wiele pytań i wątpliwości…  zarazem pozwala poznać odrobinę lepiej autora „Królestwa”.

To bardzo ciekawa książka pokazująca jak łatwo jest kłamać i oszukiwać, jak niewiele potrzebne jest  aby doprowadzić człowieka do zbrodni i obłędu, a przede wszystkim… jak wiele możemy nie wiedzieć o swoich bliskich, sąsiadach, znajomych. Jean - Claude przez 20 lat udawał, że jest lekarzem, cenionym pracownikiem WHO, że prowadzi ważne badania. Wyjeżdżał w delegacje, dobrze zarabiał, znał cenione w świecie nauki postacie. To wszystko okazało się jednak kłamstwem, a Jean - Claude oszustem - choć na pewno nie... pospolitym. Jego historia zaczęła się niewinnie. Nie zdał jednego egzaminu na studiach, zaczął kłamać, nie skończył studiów, nigdy nie pracował i jak się później okazało nie zarabiał. Stworzył całą sieć kłamstw, która przez prawie 20 lat pozwalała mu bez problemu oszukiwać najbliższych, funkcjonować i żyć na dobrym poziomie... jako skromny, dosyć cichy, ale dobry człowiek. Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, ale ta historia naprawdę porusza. Sąd przyglądając się całej sprawie był w szoku jakim cudem jego kłamstwa nie wyszły wcześniej na jaw. Jean - Claude był przekonujący, z pozoru pewny siebie... w rzeczywistości wiedział jednak jak bardzo jego kłamstwo jest kruche, odczuwał ogromną presję i strach. I niestety te wszystkie emocje uległy zbyt dużej kumulacji, a gdy grunt zaczął mu drżeć pod nogami... uznał, że wyjście jest tylko jedno.

Podczas lektury zostajemy skonfrontowani z jego życiem pełnym łgarstw, ale także z opiniami najbliższego otoczenia, z rozprawą sądową, z funkcjonowaniem skazanego w więzieniu. Wbrew pozorom to właśnie te ostatnie fragmenty książki dotyczące życia za kratkami - poruszyły mnie najbardziej, pobudziły najwięcej emocji. Jedną z tych emocji było dogłębne oburzenie. To nie jest jedna z tych książek, o których po przeczytaniu szybko się zapomina - jest na to zbyt mocna i zbyt prawdziwa. Psychiatrzy uznali, że Jean - Claude nie jest osobą chorą psychicznie. Bardzo możliwe, że faktycznie nie jest. W mojej opinii osobą do cna toksyczną, która sama nie wie kiedy kłamie, bo czyniła to notorycznie - z kłamstwa uczyniła sposób na życie i jak sama niekiedy wskazuje - czasami nawet nie pamięta co stało się naprawdę, a co było kłamstwem i pasowało do zgrabnie ułożonej historii. Kłamstwo stało się silniejsze od Jean - Claude.

Carrere z początku, podczas lektury, wzbudził we mnie bardzo mieszane uczucia. Mam wrażenie, że jego chęć kontaktu z mordercą - potrzeba jego zrozumienia i współczucie mu okazywane były niezdrowe - żeby nie powiedzieć - chore. Nie potrafiłam się z tym zupełnie utożsamić. Potem na szczęście ta łaskawość autora dla Jean - Claude zmalała. "Przeciwnik" nie jest owocem pracy kilku tygodni, ale kilku lat - odczuwa to czytelnik. Z czasem podejście autora nie zmienia się na jakieś negatywne, pełne niechęci, ale odsłania się dużo większa dojrzałość. Dla mnie "Przeciwnik" jest owocem właśnie dojrzałości i rzetelności autora. Zresztą stanowił punkt zwrotny w jego literackiej karierze, przez wielu nazywany był francuskim odpowiednikiem "Z zimną krwią" Capote.

Carrere stworzył portret człowieka psychicznie zdegradowanego, uwikłanego w spirali kłamstwa i wątpliwości… Niespełna 200 stron świetnej literatury. Carrere pisze wybitnie i "Przeciwnik" jest dla mnie tego kolejnym dowodem. Po lekturze tej książki mam poczucie zaspokojonej ciekawości - przekonanie, że wszystko co powinnam o historii tego kłamstwa i morderstw wiedzieć - wiem. Jest to dla mnie bardzo spójne i ciekawie napisane. "Przeciwnik" we Francji został wydany po raz pierwszy ponad 20 lat temu, w Polsce jest to jego kolejne wydanie - tym razem w tłumaczeniu Grażyny Majcher. Pełno w tej pozycji emocji i to co bardzo mi się spodobało, to fakt, że ostatecznie autor czytelnikowi pozostawia decyzję do opinii moralnej dotyczącej bohatera. Interesująca, ważna i wzbogacająca lektura. Bardzo polecam.

Jean - Claude zamordował swoją rodzinę w 1993 roku. Niecały rok temu wyszedł na wolność.
W 2001 roku na ekrany kin trafił nakręcony na podstawie książki film "Przeciwnik".

Moja ocena: 8/10

lutego 17, 2019

(702) Marzycielki (recenzja przedpremierowa)

(702) Marzycielki (recenzja przedpremierowa)
Tytuł: Marzycielki
Autor: Jessie Burton
Wydawnictwo Literackie
Stron 160 

Premiera: 
27.02.2019 

Opis wydawcy: 
"[…] Dla dwunastu córek króla Alberta śmierć królowej Laurelii oznacza nie tylko utratę matki. Decyzją ojca dziewczęta zostają objęte ścisłą ochroną. Odbiera się im ukochane lekcje, przedmioty, i – co najważniejsze – osobistą wolność.

Jednakże siostry, zwłaszcza najstarsza z nich, księżniczka Frida, nie zgadzają się na taki los. Jest coś, co nadal posiadają i czego ojciec nie może im odebrać: siła wyobraźni. Mogąc polegać wyłącznie na własnej pomysłowości, królewny podejmują walkę o życie na swoich warunkach. […]"


Moja opinia: 
Po niezapomnianej, niezwykle klimatycznej "Miniaturzystce", która zapadła mi w pamięć..., która bez wątpienia była dla mnie jedną z najważniejszych książek 2015 roku (i jest zresztą nadal) oraz  majstersztykiem niezwykle barwnie ukazującym siedemnastowieczny Amsterdam i stosunki międzyludzkie oraz  "Muzie", która także była wspaniała, jednak odrobinę gorsza od "Miniaturzystki" Jessie Burton powraca na polski rynek wydawniczy z baśnią. "Muza", która bardzo mi się podobała i, która została przeczytana ponad 1,5 roku później niż "Miniaturzystka" - mimo, że wtedy dzielnie ją goniła... dziś jest jedną z wielu książek. Zamglona w mej pamięci, pozostała w niej jedynie jako powieść przeczytana, a nie przeżyta - w przeciwieństwie do "Miniaturzystki". A jak będzie z "Marzycielkami", baśnią dla dziewczynek, w której tradycja została zanurzona w nowoczesności? Czy pozostanie w mojej pamięci? Rozstrzygnie to czas, jednak chwile spędzone przy jej lekturze były powrotem do świata baśni i dzieciństwa, a także zachętą do ponownego sięgnięcia po baśnie braci Grimm.

Niezaprzeczalnie: "Miniaturzystki" są baśniową, piękną, poruszającą wyobraźnię historią o siostrzanej miłości, odwadze i walce o niezależność, która została jednak utrzymana w dość spokojnym klimacie. Nie ma w niej damsko - męskiej miłości, księcia na białym koniu, "żyli długo i szczęśliwie", a jest za to spokojne wkraczanie w dorosłość, która została ukazana jako moment zerwania z beztroską, niczym nieskrępowaną zabawą. Brak księcia na białym koniu, który wybawia księżniczki z zamku sprawia, że nie jest to romantyczna i ckliwa opowieść, którą uczennice szkoły podstawowej (bo do takiej grupy wiekowej ta historia jest kierowana) będą czytały z wypiekami na twarzy. To raczej ukazująca prawdziwą przyjaźń i siostrzane więzi historia, która pokazuje, że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli - tak jakbyśmy chcieli, jednak to... nie powinno nas zatrzymywać i nie powinno stanowić dla nas bariery, która sprawi, że zrezygnujemy z marzeń, swoich pragnień i oczekiwań co do życia. To jedynie przeszkody do przeskoczenia / ominięcia, a nie mury nie do rozbicia. 

Młodsi czytelnicy odbiorą tę historię jako uroczą, wciągającą, ciekawą historię, która zrywa ze schematami. Dla mnie "Marzycielki" stanowią jednak adaptację historii spisanej i opublikowanej już ponad 200 lat temu. Już po spojrzeniu na okładkę "Marzycielek" miałam pewne podejrzenia, w trakcie czytania byłam już pewna, a po lekturze historii Burton jeszcze się dodatkowo upewniłam w tym, że "Marzycielki" są po prostu adaptacją baśni braci Grimm "Stańcowane pantofelki". Podczas lektury opowieści Burton myślałam, że podobieństwo dotyczy ilości sióstr; faktu, że znalazły tajemne przejście i tańcowały, tym samym niszcząc swoje pantofelki oraz, że król obiecuje królestwo i rękę jednej z nich mężczyźnie, który odkryje ich tajemnicę. Tak było podczas lektury. Po lekturze sięgnęłam po "Stańcowane pantofelki" i przekonałam się, że podobieństw jest więcej: tak dalekich, że nawet świat przedstawiony w "Marzycielkach" - jego niektóre elementy są żywcem wzięte ze "Stańcowanych pantofelków", jak diamentowe i złote drzewa, usypianie mężczyzn, żeby nie odkryli ich tajemnicy, sposób potwierdzenia odkrycia dotyczącego ich nocnych wypraw itd. Dla mnie to już nie jest jedynie inspiracja, a właśnie adaptacja. Adaptacja, która coś od siebie dodaje, bowiem baśń zaczyna się od tego, że królewny są zamknięte, ale nie uzasadniają dlaczego do tego doszło. Jednak nawet uzasadnienie jest mało oryginalne, bowiem podobne pojawia się w filmowych adaptacjach baśni braci Grimm.  

To co najbardziej przeszkadza mi w "Stańcowanych pantofelkach" to fakt, że nigdzie w książce / na okładce nie jest powiedziane, że jest to adaptacji baśni braci Grimm. A jest nią bez wątpienia - może nowocześniejszą, bo każda z dwunastu sióstr zostaje dokładnie scharakteryzowana (jednak przez natłok w opowieści gdzieś to się odrobinę rozmywa), nie ma w niej królewiczów, zakończenie też jest inne (choć bardzo przewidywalne, bo odwołujące się do znanego motywu) a w powieści pojawiają się auta i aeroplany. To co przychodzi mi na myśl to stwierdzenie, że "Marzycielki" Jessie Burton to sfeminizowane "Stańcowane pantofelki", które postanawiają pozbyć się królewiczów, książąt, odciąć się od romantycznych tradycji adaptacyjnych, a każdą z sióstr uczynić indywidualną jednostką, która decyduje sama o sobie. Siostry są same odpowiedzialne za swój los. 

To oderwanie od miłosnych tradycji Burton się udało. Przedstawienie sióstr - podjęła próbę, jednak tak jak w przedstawieniu filmowym "Stańcowanych pantofelków" skupiła się na najstarszej z sióstr, która wiedzie w opowieści prym. Przypisanie każdej z sióstr innych zainteresowań bez wątpienia było dobrym zabiegiem, który sprawi, że młodym czytelniczkom będzie łatwiej utożsamić się z bohaterkami, a tym samym zaangażować w historię. Co jednak w wypadku gdy najsilniej poczują się związane z zainteresowaniami bohaterki, która de facto poza momentem przedstawiania nie pojawia się już później jednostkowo? 

Jak widzicie - z punktu widzenia dorosłego, w miarę oczytanego czytelnika mam do tej pozycji parę "ale". Patrząc na samą historię - gdybym przeczytała ją z 10 lat temu, w wieku tych 9 - 10 lat - na pewno by mnie zachwyciła... i zachwyci także wielu czytelników, kiedy tylko wpadnie w ich ręce. To ciekawa, wywołująca uśmiech na twarzy, a jednocześnie poruszająca historia, która została napisana pięknym językiem, z którego słynie Burton. To także pozycja wyróżniająca się ze względu na genialną narrację, dzięki której czujemy się jakbyśmy poznawali tę historię z ust przyjaciółki. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że została przepięknie zilustrowana! Idealna lektura dla dziewczynek

Moje wątpliwości budzi jedynie fakt, że nie mówi się o tym, że to adaptacja, a więc jedynie po trochu wyobraźnia autorki odpowiada za tę historię... Szkielet tej historii stworzyli bowiem bracia Grimm. Jest to dla mnie nieetyczne i odbiór tej historii zdecydowanie psuje. W zagranicznych opiniach pojawia się informacja, że to reinterpretacja baśni Grimm... także w opiniach zamieszczonych na stronie wydawcy. Brakuje jednak tej opinii na okładce książki (przynajmniej w wydaniu przedpremierowym), ale może wydawnictwo nadrobi to niedociągnięcie na wydaniu finalnym? 

kwietnia 30, 2018

(693) Całe miasto o tym mówi

(693) Całe miasto o tym mówi
Tytuł: Całe miasto o tym mówi
Autor: Fannie Flagg
Wydawnictwo Literackie
Stron 462

Opis wydawcy:

Rodzina to skarb, życie jest darem, a miłość nigdy nie umiera... Proste życiowe mądrości Fannie Flagg są jak balsam dla duszy.

1889, Missouri. Dziesięć lat wcześniej szwedzki imigrant Lordor Nordstrom kupił kawałek żyznej ziemi. Wkrótce potem dołączyli do niego inni osadnicy i tak powstało Elmwood Springs. Niedawno za namową sąsiadów zamieścił w gazecie ogłoszenie matrymonialne...

1889, Chicago. Katrina Olsen od pięciu lat jest służącą w dużej posiadłości. Jej uwagę właśnie przykuł prasowy anons: 37-letni Szwed pozna Szwedkę
w celu matrymonialnym.
Mam dom i krowy.
Lordor Nordstrom
Swede Town, Missouri

... I tak zaczęła się ta historia. Poznajcie dowcipną i pełną ciepła opowieść o losach mieszkańców amerykańskiego miasteczka i nadstawcie dobrze ucha, by usłyszeć, o czym plotkuje się na Spokojnych Łąkach. Spokojne Łąki, hmmm, nie są może najlepszym miejscem do plotek, a jednak gwarno tam i radośnie jak na targowisku.

Moja opinia: 
Fannie Flagg to autorka bestsellerowych "Smażonych zielonych pomidorów". Film na ich podstawie obejrzałam kilka lat temu... i pozostał w mojej pamięci do dnia dzisiejszego. To wzruszająca ekranizacja, która pokazuje, że optymizmem nie napawają jedynie historie ze szczęśliwym zakończeniem. Niezwykle ciepły film... na podstawie - z tego co słyszałam - równie ciepłej książki. Sięgając po "Całe miasto o tym mówi" miałam dosyć duże (ale niewygórowane) oczekiwania. W swoich oczekiwaniach skupiłam się jednak na języku jakim ta powieść zostanie napisana i na kreacji bohaterów. Fabuła? To miało dla mnie drugorzędne znaczenie - do tego stopnia, że sięgając po "Całe miasto..." kompletnie nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Jaką historię autorkę ma do przekazania? Okazuje się, że Flagg w "Całe miasto..." opisuje przeszło sto trzydzieści lat z życia małej, choć ciągle powiększającej się społeczności. Opisuje jej wzloty i upadki, opowiada wiele ludzkich historii i niejednokrotnie wzrusza. W tej powieści nie roi się od szczęśliwych zakończeń - słodycz zostaje przez Flagg zawsze zrównoważona goryczą, a jednak to naprawdę pokrzepiająca lektura. 

"Całe miasto o tym mówi" to powieść podzielona na wiele krótkich rozdziałów - to właśnie po części dzięki temu... połykałam rozdział za rozdziałem... i nim się spostrzegłam doszłam do ostatniej strony. To była naprawdę ciekawa, bardzo ciepła historia. Mnogość bohaterów, wątków, przedział czasowy obecny w tej powieści - to czynniki, które sprawiają, że każdy znajdzie w tej powieści wątek dla siebie interesujący. Autorka opisuje zmiany w małej społeczności, z której mieszkańcami za sprawą dziwnego cmentarza...  czytelnik przez całą tę historię się nie rozstaje. Przedstawia ich reakcje na zmiany zachodzące w świecie - nowe odkrycia naukowe, wydarzenia polityczne, wojny, tragedie. Mimo tego... miasto Elmwood Springs przez większość powieści pozostaje zamkniętą społecznością, czymś na znak szklanej kuli. Wielkie wydarzenia historyczne - wieść o nich, dociera do mieszkańców, niejednokrotnie budzi ich zdziwienie, jednak w gruncie rzeczy... najczęśniej nie wywiera na nich wielkiego wpływu. Natomiast kiedy już do zderzenia tych dwóch światów dochodzi... nawet wtedy Elmwood Springs liczy się bardziej. Wydarzenia opisane w powieści Fannie Flagg rozgrywają się od 1889 roku do 2021 - to daje czytelnikowi możliwość dostrzeżenia zmian zachodzących w świecie (na uwagę zasługuje szczególnie aspekt walki kobiet o prawa wyborcze). 

Fannie Flagg stworzyła powieść świetną w swej prostocie, braku przekombinowania... i choć w powieści pojawia się nierealny wątek, który bardzo mnie zaskoczył - to jednak dominująca jest w niej prostota, brak udziwnienia. To powieść angażująca czytelnika, choć mnie interesowała szczególnie na początku.... potem, gdzieś po drodze poczułam się już lekko znużona historiami przeżywanymi w Elmwood Springs. Ze sceny delikatnie usuwali się bohaterowie, których tak bardzo polubiłam na pierwszych stronach powieści, a Elmwood Springs wraz z rozrastaniem się traciło swoją sielankowość i małomiasteczkowy urok. To właśnie te pierwsza lata historii Elmwood Springs, urokliwa nieśmiałość Lordora, jego niesamowita zaradność sprawiła, że tak tę powieść polubiłam. 

"Całe miasto o tym mówi" to urokliwa opowieść o najważniejszych wartościach w życiu: rodzinie, przyjaźni, miłości, odpowiedzialności. To obraz ludzkiego życia - naznaczonego zarówno sukcesami jak i porażkami. Bohaterowie tej powieści to postacie, które muszą mierzyć się z trudnościami, wielopokoleniowe rodziny, które próbują ułożyć sobie jak najlepiej życie - znaleźć odpowiednie dla siebie miejsce, pomysł na siebie, sens życia. Powieść Fannie Flagg nie jest idealną pozycją - autorka bardzo dobrze poradziła sobie z konstruowaniem fabuły, kreacją bohaterów, jednak czasami bardzo brakowało mi w niej dynamizmu. Ten spokój, brak pędu obecny w tej powieści... poczatkowo stanowił spokojną przystań, potem jednak zaczął mnie odrobinę nużyć. Jednak... myślę, że to taki urok (a niekiedy zmora) prozy Flagg - oderwanie od pędu współczesności, chęć ściągnięcia czytelnika do świata przez siebie stworzonego - klimatu, bohaterów i ich problemów. W prozie Flagg tkwi jakaś magia, która sprawia, że choć to nie było do końca udane spotkanie... będę powracała do jej prozy.

Moja ocena: 7.5/10 

marca 02, 2018

(688) Nieznana terrorystka

(688) Nieznana terrorystka
Tytuł: Nieznana terrorystka
Autor: Richard Flanagan
Wydawnictwo Literackie
Stron 332

Opis wydawcy:
To, co wczoraj było prawdą, dzisiaj już nią nie jest. Po nocy spędzonej z przystojnym nieznajomym, Gina Davies, tancerka występująca w klubie erotycznym pod pseudonimem Doll, staje się główną podejrzaną  w śledztwie dotyczącym zamachu terrorystycznego w Sydney. Policja znajduje trzy bomby, które miały eksplodować na stadionie, a usiłujący za wszelką cenę ratować swoją karierę wypalony zawodowo dziennikarz robi poszlakowy reportaż. Australia jest przerażona wizją nieznanej terrorystki. Dziewczyna z trudem rozpoznaje siebie w zmanipulowanym telewizyjnym portrecie. Próbuje uciekać. Tymczasem w tle polowania na Doll rozgrywa się zupełnie inna mroczna historia…

Moja opinia: 
Richard Flanagan - laureat Nagrody Bookera i bardzo ceniony na świecie pisarz, stworzył porywającą opowieść o świecie po zamachu 11 września. Pokazuje, że świat nie jest czarno - biały, a wyraźna granica w definicji między dobrem i złem już nie istnieje. Ludzka obojętność, niezrozumienie i strach sprawiają, że dochodzi do nadużyć na tle narodowościowym. "Nieznana terrorystka" jest książką boleśnie prawdziwą - historią pokazującą jak bardzo świat zmienił się po atakach na wieżowce WTC. Terroryzm, fałszywe newsy, machlojki polityków, kłamstwa dziennikarzy sprawiają, że zwykły, szary człowieczek otrzymuje zafałszowany obraz rzeczywistości... jego ogląd sytuacji zostaje zniekształcony, a on sam staje się kolejnym trybikiem w wielkiej machinie nienawiści i strachu, które niesie za sobą terroryzm.  "Nieznana terrorystka" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Flanagana - ciekawe, poruszające i wzbogacające. 

Główną bohaterką "Nieznanej terrorystki" jest tancerka erotyczna - z początku pozostająca dla czytelników postacią dosyć enigmatyczną, jednak potem okazująca się kobietą, która wiele w życiu przeszła... ale cały czas wierzy, że może coś osiągnąć, założyć rodzinę, zbudować dom. I chociaż większość łączy tancerki erotyczne z prostytucją... to jednak ona sama w ten sposób swojego ciała nie sprzedaje. Jej praca, mimo, że daje jej poczucie, że jest piękna (a to akurat lubi) - wiąże się także z uczuciami obrzydzenia i zniechęcenia. Stanowi jednak sposób na dojście do celu... Bliżej zostaje poznana przez czytelników dopiero w drugiej części książki. Jednak już od początku czytelnik zdaje sobie sprawę z tego, że jest niewinna, a telewizja spragniona sensacji i brutalności... robi z niej potwora. 

Podczas lektury tej książki nie zabrakło mi irytacji... bohaterka wpadła w błędne koło - z początku poszukiwana jako świadek, osoba mogąca pomóc w dochodzenia... nie zgłosiła się na policję - zakładała, że cała sprawa jest głupim żartem, że wyjaśni się bez jej udziału, a potem... bała się wyjaśnić jaki naprawdę wymiar miała jej relacja z domniemanym terrorystą. Ta irytacja, myślenie "Dlaczego kobieto nie idziesz na policję?", chęć potrząśnięcia jej przyjaciółką, która także całą sprawę bagatelizowała...  z czasem osłabła. Przyszło zrozumienie, że co prawda bohaterka jest irytująca i naiwna, jednak z każdą kolejną stroną, chwilą historii zaczyna dostrzegać wielowymiarowość otaczającego ją świata, poziom zawikłania ludzkiej natury. Z naiwnej staje się niezwykle rozumna. 

"Nieznana terrorystka" to porywająca, niezwykle poruszająca i otwierająca oczy historia. Świetnie napisana i skonstruowana powieść, z wyrazistymi bohaterami i zaskakującym zakończeniem. Pokazuje jak nagonka medialna może zniszczyć człowieka... jak ludzie i cały świat żywią się paranoją i strachem, który jest skutecznie wykorzystywany. Richard Flanagan pokazał w tej powieści pisarską klasę, literacki kunszt i niezwykłe umiejętności w zakresie stopniowania akcji, budowania napięcia - "Nieznana terrorystka" jest ponadczasową i uniwersalną powieścią z iskrą oraz szczyptą pikanterii. Ukazuje jak bardzo świat i ludzie są skomplikowani, a przy tym bezwzględny. Uzmysławia, a zarazem pokazuje jak często ludzie oceniają... wydają osądy... krzywdzą drugiego człowieka kierując się szczątkowymi, często niepotwierdzonymi informacjami. Tak jakby prawda... i kłamstwo były na sprzedaż. To rewelacyjna, bardzo klimatyczna powieść - autor świetnie poradził sobie z oddaniem atmosfery i ciepła upalnej Australii, a także wszelkich meandrów ludzkiej psychiki. 

Moja ocena: 9+/10

lutego 21, 2018

(687) Kto wypuścił bogów?

(687) Kto wypuścił bogów?
Tytuł: Kto wypuścił bogów?
Autor: Max Evans
Wydawnictwo Literackie
Stron 376

Opis wydawcy: 
Niesforny dwunastolatek, całkiem wiekowa Panna i uwięziony na Ziemi demon – awantura gotowa!

Elliot Hooper nie ma łatwego życia. Od śmierci dziadka mieszka sam z mamą na starej farmie w południowej Anglii. Wstawać rano nie lubi, za szkołą nie przepada, ale to wszystko byłoby do zniesienia, gdyby tylko nie szwankująca pamięć mamy Elliota. Josie zamiast otaczać syna opieką, sama jej coraz częściej potrzebuje.

Rosnące długi, czyhająca na rodzinną farmę wścibska sąsiadka i znikająca raz za razem mama to zbyt dużo jak na dwunastolatka. A gdyby tego wszystkiego było za mało, pewnej nocy w oborze na farmie Elliota ląduje Panna, która przedstawia się jako „nieśmiertelna”, „gwiezdna konstelacja” i „członkini Rady Zodiakalnej”, licząca sobie niespełna dwa tysiące lat!

To dopiero początek kłopotów Elliota... Dziwaczna istota, którą – co tu dużo gadać – chłopiec ma za lekką szajbuskę, szuka „więźnia numer czterdzieści dwa”.

Kim jest więzień?
Kto pragnie przejąć władzę nad światem bogów i ludzi?
Czy chłopiec zdoła przeciwstawić się tajemniczemu i potężnemu wrogowi?
Jedno jest pewne – na Elliota i jego nowych, boskich przyjaciół spadną prawdziwe gromy!

Moja opinia: 
"Kto wypuścił bogów?" Maz Evans to początek fascynującej, zabawnej i niezwykle przystępnej serii dla młodszych czytelników. Uczniowie podstawówki pokochają tę historię. Spotkałam się z opiniami, że Maz Evans powiela po prostu to co już wcześniej wymyślił Rick Riordan - nie wiem czy zgadzać się z tym, czy nie: nie czytałam serii o Percym.  Mogę oceniać jedynie tę powieść. Od momentu kiedy ukończyłam podstawówkę minęły lata, jednak z lektury powieści "Kto wypuścił bogów?" czerpałam naprawdę dużą przyjemność. Oczywiście - powieść Evans nie jest arcydziełem. Nie posiada sprecyzowanym wad - chodzi o jej ogólny odbiór: bardzo pozytywny, choć nie idealny. 

Maz Evans wprowadziła bogów znanych z greckich mitów we współczesny świat i jego realia... tak więc Hermes nie będzie mógł się rozstać ze swoim ibogiem (iphonem), a Charon czyli straszny przewoźnik po Styksie (rzece umarłych) będzie prowadził korporację taksówkarską. To sprawia, że szczególnie czytelnicy obeznani choć w pewnym stopniu w mitologii greckiej (uczniowie podstawówki bez wątpienia do nich należą), dostrzegą komizm ukryty w tej powieści. Zachowanie niektórych charakterystycznych cech charakteru oraz atrybutów greckich bogów... przy jednoczesnym ich unowocześnieniu sprawia, że "Kto wypuścił bogów?" staje się niezwykle zabawną i przewrotną powieścią. 

Głównym bohaterem powieści Maz Evans jest dwunastolatek - niezwykle rezolutny i mądry chłopak, który ma na głowie cały dom... To właśnie te fragmenty: obserwowanie jego próby załatania wszystkich dziur (problemów) oraz uchronienie mamy przed wszelkim niebezpieczeństwem sprawiają, że staje się bliski czytelnikowi. Jego niewydumane problemy... poruszają odbiorcę. Evans stworzyła całą kompanię świetnie wykreowanych i barwnych postaci: zarówno te śmiertelne jak i nieśmiertelne postacie zapadają w pamięć i wywołują silne emocje (choć najsilniejsze chyba ta podstępna, okropna sąsiadka...) . 

"Kto wypuścił bogów?" to zabawna, mądra i trzymająca w napięciu historia, stworzona w oparciu o greckie mity. Evans połączyła dwa światy (realny i fantastyczny) w sposób nietuzinkowy. Wprowadziła greckich bogów w świat śmiertelników - zaznajomił dwunastoletniego chłopaka z wielkimi greckimi bogami, który "uczłowieczył", a jednak nadała im pewne ograniczenia... nawet bogowie olimpijscy muszą liczyć się z pewnymi zasadami i kodeksami. Jest w tej książce szczypta sensacji, tajemnicy i przygody. Cała góra: przyjaźni i miłości. To naprawdę dobrze skonstruowany debiut literacki, która daje nadzieję na świetne kolejne części... dla mnie pełnił rolę rozluźniającej powieści - dla młodszego czytelnika ma szansę stać się porywającą, wręcz zapierającą dech w piersi historią. 

Moja ocena: 8/10

stycznia 21, 2018

(679) Kiedy była porządną dziewczyną

(679) Kiedy była porządną dziewczyną
Tytuł: Kiedy była porządną dziewczyną
Autor: Philip Roth
Wydawnictwo Literackie
Stron 392

Opis wydawcy:

Lata czterdzieste dwudziestego wieku, małe miasteczko na Środkowym Zachodzie. Lucy Nelson ma za sobą trudne dzieciństwo. W walce z uzależnieniem alkoholowym ojca, który ostatecznie trafił do więzienia, poniosła sromotną porażkę. Pomimo tego wciąż próbuje zmieniać mężczyzn wokół siebie, nawet jeśli może to doprowadzić do jej zguby.

Jednym z kolejnych „pacjentów” Lucy staje się mąż, Roy – człowiek niedojrzały i nieodpowiedzialny, życiowy nieudacznik. Czy Lucy wygra w tej nierównej walce?

Moja opinia: 
Prozę Rotha uwielbiam, a każda chwila, kiedy sięgam po jego kolejną powieść jest dla mnie prawdziwym świętem. Za mną "Everyman", "Konające zwierzę", "Wzburzenie", "Teatr Sabata" i "Amerykańska sielanka" - wszystkie doskonałe, precyzyjne i niezwykle celne w obrazowaniu amerykańskiego społeczeństwa. Philip Roth to marka sama w sobie. Ten amerykański pisarz już od lat wymieniany jest jako jeden z głównych kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Jego proza jest poruszająca, wciągająca, a bohaterowie barwni i bardzo prawdziwi zarówno w swoich wadach jak i zaletach. Z tym, że Roth słynie także z tego, że głównymi bohaterami jego powieści są mężczyźni. W sumie od tej reguły istnieje tylko jeden wyjątek... jest nim właśnie powieść "Kiedy była porządną dziewczyną". Moje jak dotąd jedyne, ale bardzo silne rozczarowanie prozą Rotha. 

Małe, amerykańskie miasteczko, a w nim główna bohaterka - Lucy Nelson. Jej dzieciństwo zostało naznaczone alkoholizmem ojca, biernością i brakiem zaradności matki. Milczeniem ukochanych osób. To wszystko sprawiło, że czuła się bardzo samotna, bezradna i niezaradna życiowo. Historia stara jak świat... Lucy, choć potępiająca to jak wyglądała jej rodzina, małżeństwo jej rodziców, dzieciństwo... w swoim życiu powtarza podobne błędy. Wybiera niewłaściwego faceta, nie potrafi zapanować nad własnym życiem, ale stara się. Pragnie wyrwać się z rodzinnego środowiska, jednak wpada w ramiona faceta, który ciągnie ją na dno. Odnawia piekło, które przeżywała jako dziecko. Lucy zaczyna się wycofywać, a jej egzystencji towarzyszą coraz większe pokłady lęku. Natomiast najciekawszym aspektem jej historii było dla mnie jej macierzyństwo. 

Powieści Rotha charakteryzuje dużo ilość ironii - w tej także jest to widoczne. Bez wątpienia Roth posługuje się językiem po mistrzowsku - kreśli każde zdanie wyraźną kreską i stara się, aby dialogi były błyskotliwe - w zależności oczywiście od tego, który z bohaterów w rozmowie uczestniczy. W powieściach Rotha zawsze ujmowało mnie to, że potrafiłam w nich znaleźć cząstkę siebie. W tym przypadku jednak tak nie było - postać Lucy, choć tragiczna... budziła nie tyle mój żal, co irytację. Wolę Rotha zdecydowania jako pisarza tworzącego charaktery męskie. Mam wrażenie, że gdzieś się pogubił... zbytnio utragicznił i zinfantylizował postać Lucy. To w gruncie rzeczy słaba kobieta, która robi wszystko dla innych, choć z krzywdą dla siebie. Gdzieś w jej zachowaniu zaciera się granica między dobrocią a głupotą. 

"Kiedy była porządną dziewczyną" tak jak inne powieści Rotha opisuje życie w małym miasteczku, zamknięcie społeczności, baczne spojrzenie jej uczestników zwrócone na innych, mentalne ograniczenie, stereotypowość, niechęć względem innego sposobu życia niż ten wybrany przez nich. To wszystko cenię w prozie Rotha - poruszanie amerykańskich problemów i obrazowanie społeczności, jednak tym razem autor podał to wszystko w zbyt ciężkiej i topornej formie. Zabrakło mi w tej książce pewnej dozy polotu i lekkości. Roth napisał po prostu wiele lepszych książek. 

"Kiedy była porządną dziewczyną" zaczyna się ciekawie i początkowo wciąga, jednak potem fabuła, dialogi stają się zbyt rozwleczone, a sama historia nie tyle płytka... co po prostu nużąca, męcząca i nudna. Brak wyraźnego punktu na którym mogłabym zawiesić wzrok sprawił, że cała historia gdzieś ok. połowy książki zaczęła mnie już ogromnie męczyć. To spowodowało, że potem już częściej odpływałam myślami... niż trwałam przy bohaterce i jej perypetiach. Roth porusza w niej kilka ciekawych wątków jak np. fałszywa pobożność, uzależnienie od drugiej osoby, chorobliwy przymus czynienia dobra, jednak to wszystko podał czytelnikom w sposób, który w ogóle do mnie nie przemówił. Jestem zawiedziona, bo ta historia miała duży potencjał. Nie mniej - z Roth'em się nie rozstaję, do poznawania jego twórczości cały czas gorąco Was zachęcam, ale... nie zaczynajcie przygody z tym autorem od tej powieści. Napisał wiele lepszych książek. 

Moja ocena: 6/10

stycznia 20, 2018

(678) Tkanka

(678) Tkanka
Tytuł: Tkanka
Autor: Natalia de Barbaro
Wydawnictwo Literackie
Stron 56

Nie jestem wielką fanką poezji - zresztą jak większość ludzi (także tych czytających). Szkolarskie podejście, analizowanie każdej najmniejszej metafory, symbolu, porównania, wypisywanie środków stylistycznych zastosowanych przez autora, analizowanie każdego słowa sprawiają, że bardzo często zapominamy dostrzegać samą treść. Brakuje interpretacji tekstu, którą zastępuje analiza formy. Na moich półkach znajduje się jednak kilkadziesiąt tomików poezji - takich klasyków jak Horacy, Leśmian, Morsztyn, Kochanowski czy Biernat z Lublina, a także tych twórców mniej znanych. Ci wszyscy poeci przeze mnie wymienieni są gruntownie "przerabiani" na lekcjach polskiego - szczególnie na profilu humanistycznym. To często sprawia, że samodzielnie już po nich nie sięgamy. Nie wszyscy poezję lubią, nie wszyscy ją cenią - moim zdaniem powinna przede wszystkim przemawiać do serca i duszy odbiorcy, wywoływać w nim obrażenia. Do mnie w ten sposób przemawiają utwory Poświatowskiej, Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej (te spotkania z ich poezją zostały jednak wzbogacone za sprawą znajomości ich biografii), a także ks. Jana Twardowskiego. 

Dzisiaj chcę opowiedzieć Wam parę słów o króciutkim tomiku poezji Natalii de Barbaro pt. "Tkanka". Pani Natalia to z zamiłowania poetka, a z wykształcenia psycholożka. Zadebiutowała w 2010 roku, książką poetycką pt. "Ciemnia". W "Tkance" zostało zawarte 35 wierszy jej autorstwa. Piszę o tych wierszach, ponieważ zasługują na uwagę - wywołują w czytelniku obrażenia. Wzbudzają niepokój, wprawiają w drżenie. Większość jest bardzo krótka, a z pewnością nie znajdziemy w tym zbiorze utworów długich. To poezja skupiona na kruchości życia i przemijaniu - ludzi, życia i rzeczy. 

Natalia de Barbaro przemawia do czytelnikami symbolami i skojarzeniami. Jej wiersze, choć krótkie są bardzo obrazowe i niosą za sobą wiele treści. Poetka w tym tomie skupia się na tematyce przemijania, utraty, śladów, które po sobie zostawiamy... Zabiera czytelników na drogi, do ogrodów, w krainę snów, w krajobrazy zimowe i wiosenne. Autorka trąca czytelnika, szturcha, przyprawia o lęk, pewną dozę smutku i nostalgii. Warto sobie ten tomik, jego poznawanie dawkować... to prosta, nieskomplikowana, ale bardzo mocna poezja, która uruchamia wyobraźnię i wrażliwość na otaczający nas świat. W tym wypadku nie trzeba się zastanawiać "co autor miał na myśli..." - wystarczy czuć. 

października 01, 2017

(656) Przed premierą: Księga nocnych kobiet

(656) Przed premierą: Księga nocnych kobiet
Tytuł: Księga nocnych kobiet
Autor: Marlon James
Wydawnictwo Literackie
Stron 480

Premiera: 12.10.2017

Opis wydawcy:
Lilit rodzi się jako niewolnica, ale nikt nie potrafi jej zniewolić. W jej żyłach płynie „krew Kromanti, co nigdy nie zna stanu niewolnego, zmieszana z białą krwią, co zawsze zna wolność, i gna w żyłach Lilit jak pożar lasu”. Inne niewolnice dostrzegają w dziewczynie obecność ciemnych, pradawnych mocy. Patrzą w zielone oczy tej „rogatej duszy” z podziwem i przerażeniem. Widzą w Lilit sprzymierzeńca w swojej sprawie – w zaciszu pobliskiej jaskini planują bowiem rewoltę przeciwko znienawidzonemu massa, nadzorcom i batowym. Z czasem jednak niepokorna czarna dziewczyna zaczyna stanowić zagrożenie dla pozostałych negra. Jej lojalność wobec białego massa może zaprzepaścić długie przygotowania...

Moja opinia:
Hipnotyzująca, niezwykła, pochłaniająca, wielkie literackie wydarzenie, niezapomniana, przepiękna, choć miejscami brutalna opowieść o niewolnictwie, brudach historii, sile kobiet i istocie przyjaźni  w ekstremalnych sytuacjach i momentach dziejowych. Marlon James to autor, z którego twórczością po raz pierwszy zetknęłam się podczas mordęczej lektury "Krótkiej historii siedmiu zabójstw" - nowatorstwo języka, które tam ukazał, zabiegi stylistyczne... to wszystko sprawiło, że równie wielu ludzi ją znienawidziło jak i pokochało. To było niesamowite, inspirujące, ale także naprawdę trudne literackie doświadczenie. W "Księdze nocnych kobiet" autor prezentuje zupełnie inny styl i rezygnuje z nowatorstwa językowego, ale i tak tworzy książkę iście epicką, niezwykle poruszającą i pokazuje, że posiada niesamowite literackie umiejętności. Nowatorski staje się więc sam poziom literackiego kunsztu Jamajczyka. "Księgę nocnych kobiet" powinien przeczytać każdy. Dla mnie to do tej pory najlepsza książka 2017 roku. Niezapomniana, zapadająca w pamięć, niezwykle porywająca... książka dla której rzuca się wszystko, porzuca wszelkie obowiązki. 

Hippolyte Taine, francuski filozof doby pozytywizmu uważał, że ludzie są zdeterminowani przez środowisko, rasę i moment dziejowy (rozumiany jako poziom rozwoju intelektualnego człowieka). Historia Lili zdaje się to potwierdzać. Rodzi się jako niewolnica, jej los zostaje z góry przesądzony - ma służyć białym panom. Niewolnictwo to w owym czasie coś zupełnie normalnego. Dziwniejszego jest nieposiadanie niewolników niż ich posiadanie. Być może sytuacja bohaterów książki Marlona Jamesa jest tym trudniejsza, że ma miejsca na Jamajce, będącej angielską kolonią, a więc w pewnym oddaleniu od cywilizowanych enklaw, gdzie o prawa czarnoskórej ludności zaczyna już się walczyć. Marlon James kanwą swej powieści uczynił niewolnictwo, ucisk czarnoskórej ludności, ich brutalne traktowanie, egzekucje, ale także walkę o wolność. Walkę podczas której zginęły tysiące, ale która zakończyła się w 1833 roku zniesieniem niewolnictwa na Jamajce. Marlon James jest podczas opisywania historii inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami brutalny, szczegółowy, naturalistyczny, zachowuje dbałość o najmniejsze detale, kreśli wszystkie sceny tak wyraziście, że czytelnik ma je przed oczami. Wręcz namacalny terror obecny na jamajskich plantacjach w XVIII i XIX wieku, który budzi bunt i odrazę. Tym samym "Księga nocnych kobiet" to powieść dla osób, które o "Powrocie do domu" Yaa Gyasi mówiły, że jest to powieść kładąca zbyt mały nacisk na problem niewolnictwa. Marlon James postępuje odwrotnie - kładzie wyraźny nacisk, obrazuje, szokuje, przygląda się, ale jednocześnie... potrafi wydobyć ze swojej powieści prawdziwe piękno. 

Marlon James napisał książkę przemyślaną od A do Z, wywołującą w czytelniku bardzo silne emocje. Na każdej stronie, za sprawą każdego zdania. Barwni bohaterowie, a wśród nich główna bohaterka - krnąbrna, niepoprawna, uparta, nieakceptująca żadnych autorytetów, przeklinająca, niepokorna, ściągająca na siebie niebezpieczeństwo za niebezpieczeństwem, karę za karą. Nie jest potulnym barankiem, ani niewinną pokrzywdzoną przez życie osobą. Jej zachowanie często wzbudzało we mnie irytację, niekiedy budziło nawet odrazę. Książka Marlona Jamesa to chyba jedna z niewielu książek, które za sprawą irytującej głównej bohaterki nie straciły w moich oczach. Jedna z niewielu książek, w których krnąbrna bohaterka jest niesamowitym atutem. Jej niewyparzony język, niezgoda na los, nawet poczucie bycia kimś lepszym... oczywiście w pewnym momencie popadamy z jednej skrajności drugiej - nagle to biali stają się tymi gorszymi "rasowo". Szybko jednak okazuje się, że wszyscy ludzie, niezależnie od koloru skóry... są równie podatni na wpływ zawiści i poczucia urażonej dumy. 

A kobiety? Wszystkie są tak samo dumne, pewne siebie i zdeterminowane by walczyć o to co kochają. Powieść Marlona Jamesa to tym samym także bardzo niekonwencjonalna historia damskiej przyjaźni. Takiej szczerej, bolesnej i ogromnie prawdziwej. Główne skrzypce w jego powieści jak łatwo się domyślić grają właśnie one - kobiety. Mające w sobie coś z kochanych matek, ale także strasznych czarownic i zaklinaczek, dziwek i czułych kochanek, sióstr i córek, ale także kobiet żądnych zemsty, niekiedy także morderczyń. To czarne i białe kobiety dyrygują światem w "Księdze nocnych kobiet" - to one rozdają karty, decydują o losie ludzi... to one walczą, to one nienawidzą, to one kochają. To one nadają rytm i piękno tej powieści.

"Księga nocnych kobiet" to księga emocji i ludzkich zachowań. Opowieść o żądzy zemsty, lojalności, kobiecej sile, miłości, cielesności, dojrzewaniu, marzeniach, cierpieniu, podeptanej godności, gwałtach, zniewoleniach i walce o wolność. Marlon James napisał mroczną, dopracowaną w każdym najdrobniejszym szczególe powieść. Autor pokazuje, że świat nie jest czarno - biały, a ludzkie wybory są zdeterminowane przez wiele czynników. Świat nie jest prosty... tak samo jak ludzka psychika. "Księga nocnych kobiet" to hipnotyzująca powieść, w której autorowi "Krótkiej historii siedmiu zabójstw" udało się zgrabnie, niezwykle lirycznie przedstawić historię niewolnictwa, walki o wolność, ale także obraz relacji na poziomie niewolnik - pan, relacje panujące wśród niewolników... ten obraz jest niekiedy bardzo brutalny przez swą prawdziwość, świadomość tkwiącą w czytelniku, że to wszystko naprawdę miało miejsce. Piękna, poruszająca, obowiązkowa lektura. Do pokochania i zapamiętania. 

Moja ocena: 10/10

sierpnia 24, 2017

(643) 50 książek Wydawnictwa Literackiego - przegląd

(643) 50 książek Wydawnictwa Literackiego - przegląd
Tak naprawdę najlepszą weryfikacją książek pod kątem: "Czy naprawdę są dobre? Czy są warte przeczytania?" jest to czy sięgając po nie kilka lat później - nadal wywołują w nas silne emocje, wspomnienia związane z namacalnymi wydarzeniami czy też poszczególnymi towarzyszącymi nam podczas lektury odczuciami. 

Piszę recenzję pod wpływem chwili - wydaję ocenę w skali, która ma być dla Was czytelna. Jedne aspekty przeczytanych pozycji chwalę, drugie krytykuję - ocena jest takim wyśrodkowaniem. Czasami dzieje się jednak tak, że książki, które oceniłam bardzo wysoko... uciekają z mojej pamięci. Stają się jednymi z wielu przeczytanych przeze mnie pozycji, które nie zapisały się głęboko w moim umyśle. Nie każda książka może zachwycić, nie każda okazuje się perłą i nie każda może zająć trwałe miejsce w moim sercu - przy średnio setce książek rocznie - to po prostu niewykonalne. 

W ciągu ostatnich sześciu lat przeczytałam i zrecenzowałam 50 książek Wydawnictwa Literackiego - wśród nich znalazły się pozycje lepsze i gorsze, jednak nie mam wątpliwości co do tego, że jest to wydawnictwo, którego książki czytam najczęściej. Dodatkowo zdecydowanie to oni wydają w moim odczucie te najlepsze. Wiodą prym wśród moich recenzji, wiodą prym na mojej stronie. Będą wiedli prym także w tym poście. Przypomnę Wam dzisiaj pokrótce te wszystkie 50 książek. Opowiem o tym, które musicie przeczytać, które możecie, a które spokojnie możecie sobie odpuścić... 

KSIĄŻKI PHILIPA ROTHAPrzesiąknięte groteską, ironią, Ameryką. Wybitne, zjawiskowe, hipnotyzujące - nic dziwnego, że Roth od lat jest wymieniany jako jeden z głównych kandydatów do literackiej Nagrody Nobla. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "Wzburzenie" to książka silnie ideowa, a przy tym podkreślająca jak nieprzewidywalny jest los. Philip Roth opowiada o drobiazgach, które choć banalne... mogą zaważyć na całej egzystencji. To krótka, aczkolwiek bardzo treściwa i skondensowana powieść w której amerykański autor po raz kolejny pokazuje jak dobry warsztat pisarski udało mu się wytworzyć. Dzieło Rotha zachwyca wysokiej jakości językiem, portretami psychologicznymi bohaterów i fabułą, która z pozoru dosyć zwykła tak naprawdę opisuje ważne dla historii i obyczajów Ameryki zjawiska.
  • "Everyman" to powieść zmuszająca do refleksji. Poruszająca i wybitna proza o tym co powinno spotkać każdego człowieka, wcześniej czy później. O starości i przemijaniu... Philip Roth stworzył kolejnego bohatera z krwi i kości, którego umieścił wśród społecznych konwenansów i stereotypów. Jak zwykle postarał się o ciekawy portret psychologiczny nie tylko głównego bohatera, ale także ludzi z jego otoczenia. Tak samo jak everyman to każdy człowiek, tak samo "Everyman" to książka, którą powinien przeczytać każdy... może nie dziś, może nie jutro, ale kiedyś na pewno.
  • "Amerykańska sielanka" zachwyca już samym wprowadzeniem do fabuły - ciekawe artystyczne i pisarskie zagrania sprawia, że czytelnik z coraz większą fascynacją zanurza się w tej historii. Mocą pisarstwa Rotha jest fakt, że z pozoru tworzy bardzo zwyczajne historie, ale w nich ukryta zostaje ogólna prawda.  W "Amerykańskiej sielance" Roth opowiada o Ameryce, rodzinie, macierzyństwie, ojcostwie, rodzącym się terroryzmie, buncie młodych... i bezwarunkowej miłości. Mimo miejscami ciętego, prowokacyjnego języka - jest piękna i poruszająca. To jedna z tych niezwykle smakowitych literackich podróży, którymi trzeba się rozkoszować...
  • "Konające zwierzę" ujęło mnie swoją przenikliwością, ukazaniem aspektu przemian kulturowych mających miejsce w latach 60 – tych i bardzo trudnych relacji międzyludzkich. To powieść o ludzkich namiętnościach, dojrzewaniu, starzeniu się i miłości. Powieść o ludzkiej stracie i niedołężności w relacjach z drugim człowiekiem – szczególnie w tej najsilniejszej, a przy tym najtrudniejszej jaką jest miłość. Philip Roth stworzył dzieło prawdziwe (czasami wręcz brutalnie prawdziwe), okraszone sporą dozą ironii – ironii dobrze wpasowującej się w ogólny wydźwięk tej powieści. "Konające zwierzę" to w moim odczuciu bezapelacyjnie dobra powieść. Perła, która jednak nie przez wszystkich zostanie doceniona.

    Na tę powieść uważaj:
  • "Teatr Sabata" może być ulubioną książką autora, ale z pewnością nie jest najlepszą powieścią jego autorstwa. Wyraziste portrety psychologiczne bohaterów umykają w odmętach seksualnych fantazji i pragnień. Świetnie skonstruowana fabuły i ludzkie dramaty toną w wulgarności tej powieści... Nie da się tego utworu jednoznacznie sklasyfikować, ponieważ pod tym pancerzem wyuzdaniu i wulgarności skrywa się wielobarwna, momentami przyprawiająca o gorzki śmiech, momentami o wzruszenie i wrażenie rozdarcia powieść. Przewija się przez nią wiele naprawdę świetnie jak to u Rotha skonstruowanych wątków... ale po co było tutaj tyle ordynarnego seksu?
KSIĄŻKOWY MISZ - MASZ

Książki, które trudno wpasować do jednej, większej kategorii - eseje, biografie, poradniki. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "Interwencje 2" są ciekawą lekturą, która bez wątpienia wzbogaca czytelnika. Nie można jej przeczytać od deski do deski, ale krótka forma tekstów w niej zawartych pozwala na jej swobodne "podczytywanie". Teksty zawarte w tym zbiorze są ciekawe i bez wątpienia intrygujące. To książka reprezentujące myślenie Houellebecqa, które jest odważne, nietuzinkowe... czasami wkraczające wręcz na grząski grunt. Chyba nie ma czytelnika, który zgodziłby się ze wszystkimi myślami autora, jednak nie ma wątpliwości co do tego, że "Interwencje 2" to bezkompromisowy komentarz do świata, który znajdzie swoje zastosowanie również dzisiaj - może nie we wszystkich kwestiach, ale w wielu.
  • "Audrey w domu" nie jest publikacją biograficzną ani taką z której "laik" w temacie Audrey może dowiedzieć się wszystkiego o jej życiu. To dopełnienie tego co już wielokrotnie zostało powiedziane. Dla mnie jednak "Audrey w domu" jest przede wszystkim publikacją ogromnie inspirującą, która przybliża postać Audrey i czyni ją bardziej ludzką... bliższą? Nie mam wątpliwości, że to pozycja obowiązkowa dla fanów aktorki! Ucieszy niejednego... tym bardziej, że nawet najwięksi kulinarni ignoranci poradzą sobie z przygotowaniem potraw według przepisów zamieszczonych w książce. "Audrey w domu" to ujęcie życia Hepburn pod jego najważniejszymi kątami... z wieloma smakami i kulinarnymi poradami - pozycja bez wątpienia nietuzinkowa.
  • "Królestwo" to oprócz tego, że książka niezwykle interesująca, w której wydać ogromny poziom erudycji autora to w dodatku pozycja, która wciąga i fascynuje. Przedstawia fakty z historii chrześcijaństwa ogólnie znane, ale także wchodzi głębiej w tajemnice jego początków. Carrere mimo ogromnej klasy z jaką to robi pisze niesamowicie lekko i przystępnie. "Królestwo" po prostu dobrze się czyta. Chrześcijaństwo intryguje francuskiego pisarza, ale przez to, że jest niewierzący "Królestwo" nie jest powieścią przesiąknięta ideologią - a historią ideologii. To rewelacyjna książka o początkach chrześcijaństwa, która przypadnie do gustu wierzącym jak i niewierzącym. To pozycja wielopłaszczyznowa, kwintesencja dobrej, mądrej literatury.
Na te książki uważaj:
  • "Franciszek. Papież ludzi" to książka, która została naprawdę solidnie napisana. Jednocześnie czyta ją się tak jakby to była po prostu pogawędka ze znajomym, niezobowiązującą opowieścią. Evangelini Himitan ma bez wątpienia talent. Może to jest spowodowane faktem, że papież wywarł na niej jeszcze przed konklawe niezwykłe wrażenie. Ta książka to ambitne źródło wiedzy napisane z pasją, a informacje w niej zawarte są ułożone w logiczny ciąg, ale... warto zwrócić uwagę na to, że na chwilę obecną już jest odrobinę... nieaktualna. W Polsce została wydana w 2013 roku - warto na to zwrócić uwagę!
  • "Sekrety roślin" to krótka, sympatyczna i po prostu atrakcyjna książka o świecie roślin – zbiór anegdot, ciekawostek dotyczących flory. Ponad 200 zaskakujących, zabawnych faktów ze świata roślin, który niejednokrotnie wiąże się nie tylko ze światem przyrody, ale także obszarów historii, literatury, mitologii, geografii i legend. Bardzo fajna książka dla wielkich entuzjastów natury i nie tylko. Całość jednak jest niejednorodna, raczej do przeglądania niż do czytania od deski do deski... "Sekrety roślin..." stanowią jedynie preludium do fascynującego świata natury.
  •  "DAN - SHA - RI. Jak posprzątać, by oczyścić serce i umysł " to krótka pozycja, którą warto przejrzeć. Pozytywny kopniak w kierunku zmian naszego otoczenia. O dziwo książka ta nie prowadzi do skrajnego minimalizmu, a jedynie do pozbycia się z przestrzeni rzeczy, które w jakiś sposób nasz ograniczają. Warto oczyszczać swoją przestrzeń z rzeczy, które w jakimś sposób zakłócają nasz spokój. Yamashita nie jest kolejną fanatyczką, która każe pozbyć się wszystkiego - jest kobietą, która z porządku wokół siebie, z pozbywania się niepotrzebnych rzeczy nauczyła się czerpać wewnętrzną siłę. Nie jest to z pewnością arcydzieło ani rewolucyjny poradnik, ale pozycja naprawdę ciekawa. 
KSIĄŻKI SUE MONK KIDD

Piękne, poruszające, kobiece, bardzo przejmujące historie... niesamowity język, barwność i klasa sama w sobie. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "Czarne skrzydła" to piękna, poruszająca, a przede wszystkim mądra i wartościowa książka. Warto pamiętać o tym, że autorka swoją książkę oparła na historii Sary Grimke - kobiety, która w XIX w. działała na rzecz kobiet i zaniechania niewolnictwa. Styl pisania autorki, jej pomysł na fabułę nie pozwala zapomnieć o tej książce. Serdecznie polecam osobom poszukującym wartościowej, a przy tym ciekawej i zgrabnie napisanej książki. Książki o przyjaźni, pragnieniu szczęścia i sprawiedliwości, której warto szukać...
  • "Sekretne życie pszczół" to literatura odrobinę niższych lotów niż "Czarne skrzydła", ale urzekająca i bardzo ważna... Pełna ciepła, sympatyczna, wzruszająca, wciągająca i po raz kolejny pokazująca problem niewolnica w XX wieku. Książka o czasach, kiedy niewolnicy na papierze otrzymali wolność, a w rzeczywistości... Opowieść pokazująca konflikty na tle rasowym i kobiecą przyjaźń ponad wszystko. 
  • "Podróże z owocem granatu" oprócz tego, że zachwyciły mnie językiem jakim zostały napisane i swoją szczerością zmusiły mnie do refleksji i zatrzymania się.  Dzieło Sue i Ann to piękna i przejmująca opowieść o dojrzewaniu i poszukiwaniu własnej drogi. Obraz relacji matki i córki przedstawiony przez nie i ich językiem - językiem barwnym i chyba niepowtarzalnym. Sue i Ann nie boją się mówić o sprawach trudnych... także takich jak wiara. Nie można jednak zapomnieć o podróżniczych walorach tej książki. Bowiem wraz z autorkami czytelnik może wybrać się w wycieczkę pełną pięknych zabytków i historii. Są piękne, wzruszające i napisane z gracją... a fakt, że cała historia w nich przedstawiona jest historią prawdziwą ogromnie na mnie podczas lektury oddziaływała.  To pozycja do analizowania, wertowania, powracania. Pozycja oczarowująca, a przy tym niezwykle prosta i klimatyczna. "Podróże z owocem granatu" polecam i matkom, i córkom... w każdym wieku. Ta niezwykle mądra powieść oczaruje niejednego... 
LITERATURA KOBIECA

Niekoniecznie lekka, łatwa i przyjemna, jednak stworzona stricte z myślą o kobietach i dla kobiet. Jej bohaterkami są silne, niezależne kobiety, które są zdeterminowane, aby osiągnąć to o czym marzą. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "W butach Valerii" to książka, która mnie uwiodła. Nie mogę Wam się nie przyznać do tego, że po skończeniu lektury tej książki jestem już wielką fanką Valerii,  jej przyjaciółek i ich perypetii. Jeśli szukacie lektury idealnej na upalny, letni dzień to jestem pewna, że dobrym wyborem i dla Was może się stać ta książka. Mam nadzieję, że i Wy odkrycie jej urok i polot, którego ma w sobie pełno, a przede wszystkim, że będziecie się bawić i szczerzyć podczas jej czytania tak jak ja! Autorka serii pisze niesamowicie lekko i porywająco. Zahacza, a nawet zatapia się w tematy i dylematy ważne. Znajdziemy w niej namiętność, miłość, przyjaźń, a nawet problemy w pracy... to obraz cząstki społeczeństwa. 
  • "Powrót do Mandalaj" nie jest arcydziełem literatury. Jest jednak książkę, której naprawdę warto poświęcić kilka chwil.... o każdej porze roku. Niezwykłe zapachy, klimat są niezwykle żywe w tej powieści i inspirujące. Autorka wciąga nas przez 544 strony do świata przez siebie stworzonego...intrygującego i niezwykle powabnego. Mimo tego, że jest to powieść wielowątkowa autorka świetnie poradziła sobie ze skleceniem wszystkiego w całość. To jedna z tych naprawdę bardzo dobrych książek wakacyjnych i rozluźniających!
  • "Jajko z niespodzianką" to debiutancka powieść scenarzystki serialu "Na dobre i na złe" jest uroczą, przyjemną książką, którą czyta się z zapartym tchem. Nie brak tu delikatnej miłości, a przede wszystkim prawdziwego życia. Takie połączone tworzy książkę, która wywołuje w czytelniku same pozytywne emocje. Historia o bezinteresownej pomocy i serdeczności... książka o codzienności. Codzienności ukazanej w niezwykle lekki i przystępny sposób.
Na te powieści uważaj: 
  • "W ogrodzie Mirandy" jest niestety nużącą powieścią, której czytanie... nie chcę pisać, że jest stratą czasu, bo wierzę w umiejętności literackie Katarzyny Krenz. W tej powieści jednak gdzieś się pogubiła i opowieść o Mirandzie nie zasługuje na uwagę... Całość jest dosyć oschła, okrojona z emocji i szczegółów, które nadają treści innym powieściom. Na chwilę obecną powieść Katarzyny Krenz budzi w czytelniku gorycz dotyczącą jej niewykorzystanego potencjału... Nijaka bohaterka, mdła fabuła. "W ogrodzie Mirandy" niestety nie jest powieścią, którą mogę Wam polecić, choć... widzę obraz, który chciała przekazać czytelnikowi autorka. Nie wyszło jej jednak wprowadzenie go w życie, wykonanie.
  • "Cztery rzęsy nietoperza" to powieść smutna w swym wydźwięku... przez to momentami czytelnik ma ochotę odłożyć ją na półkę. Jej czytanie trochę przypomina oglądanie serialu, który nie ma zaplanowanego zakończenia, a jedynie pokazuje życie grupy ludzi. Nie ma w niej miejsca na wielkie happy endy, przeświadczenie, że "teraz już wszystko będzie dobrze". Bohaterowie doskonale zdają sobie z tego sprawę – z nieprzewidywalności losu, z trudności, które na pewno się jeszcze przed nimi pojawią... Ale Hanna Kowalewska oczarowuje językiem, dopracowaniem, podsuwaniem kolejnych wątków z poprzednich części i tak jak to bywa z serialami... chce się czytać jej powieść, z nadzieją, że w życiu bohaterów znowu nastanie szczęście.
  • "Kilka dni lata" - powieść Małgorzaty Sobieszczańskiej to powieść trudna i smutna. Taka, która pozostawia w czytelniku obrażenia po lekturze. Nie ma w sobie nic z lekkości lata, a jedynie jego upał i żar. Jego trud... Może właśnie to powoduje, że powieść Sobieszczańskiej jest pozycją tak dobrą i wyjątkową? Niepowtarzalną? Trudno mi pisać o czymś tak dobrym. O czymś czego nie da się wyrazić słowami, to trzeba po prostu poczuć i poznać. Poznać trzy pogubione kobiety... z czego dwie jeszcze próbują udawać odważne. Niesamowite oddanie realiów ubiegłych dekad, wrażenie zamknięcia z bohaterkami w szklanej kuli... Niestety na dzień dzisiejszy pamiętam już z niej niewiele.
KSIĄŻKI OLGI TOKARCZUK

Jedna z najwybitniejszych współczesnych polskich pisarek i jej proza - wymagająca, niesamowita... ją po prostu trzeba poznać. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "Prawiek i inne czasy" to niezwykle mocna powieść. Zapada w pamięć. Powód tego jest prosty. Autorki pisze o przemijaniu, śmierci, tym jak może poplątać się w krótkiej chwili naszej życie. To nie jest lekka książka, a jednak momentami wydawało mi się, żeKr czyta ją się przyjemnie. Jest w tym odrobinę prawdy, bowiem jest naprawdę ciekawa i intrygująca. Momentami druzgocąca... Tokarczuk pisze bardzo kontrowersyjnie i mam wrażenie, że momentami brakowało jej czegoś takiego jak wyczucie dobrego smaku. Jednak niesamowicie doceniam to jak wykreowała świat w którym osadziła akcję, tą baśniowość wsi i jej zupełne odrealnienie. Nasuwa mi się na myśl stwierdzenie, że prozę Tokarczuk można pokochać albo znienawidzić.

Na tę powieść uważaj: 
  • "Prowadź swój pług przez kości umarłych" to z jednej strony powieść, która ogromnie mi się podobała, a z drugiej strony pozycja, która także niejednokrotnie mnie irytowała. Nie mniej to niezwykłe literackie przeżycie i niesamowita powieść, którą czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Nie każdemu jednak do gustu tak mocno jak mi. Jest w prozie Tokarczuk coś takiego co powoduje, że ogromnie chcę poznać jej inne powieści i bez wątpienia prędzej czy później to zrobię. W moim serduchu jednak pierwsze miejsce z tych dwóch pozycji Tokarczuk, które jak na razie przeczytałam... pierwsze miejsce zajmuje "Prawiek i inne czasy" - powieść cięższa, ale także wywołująca w czytelniku większe obrażenia... pozostawiająca ślad. Szkoda, że Tokarczuk nie ukazuje w  powieści "Prowadź..." pełni swoich pisarskich możliwości...
POWIEŚCI KRYMINALNE / SENSACYJNE

Porcja lektur dla fanów kryminalnych zagadek, mrocznych tajemnic... i intrygujących śledczych. 


Koniecznie przeczytaj: 
  • "Broadchurch" to bardzo dobre odtworzenie serialu, które jednak od niego trochę odstaje. Książka ze sporą ilości emocji w której jednak rozwiązanie zagadki nie jest rzeczą najważniejszą. Ma swoje plusy i minusy. Ukazuje życie w małym miasteczku, ciekawych bohaterów no i ma świetnego Aleca. Erin Kelly stworzyła rewelacyjną książkę na podstawie jeszcze lepszego serialu. Książka Kelly bez wątpienia wygrywa ciekawą fabułą, ukazaniem emocji, bohaterami... i niesamowitym klimatem. Jeśli lubicie tego typu zawikłane zagadki kryminalne, z wyrazistymi bohaterami radzę sięgnąć po "Broadchurch", który pozwoli Wam się na chwilę oderwać od rzeczywistości. Wciąga bardzo. 
  • "Ciemna strona" to naprawdę zgrabnie opracowana i zebrana antologia, której czytanie było dla mnie przyjemnością. Jest to z pewnością gratka dla fanów szwedzkich kryminałów. Choć... nie wszystkie opowiadania w niej się znajdujące są opowieściami czysto kryminalnymi. Można tu także znaleźć problemy społeczne, a  tym samym problemy zwykłych ludzi. Jest to więc także pewne świadectwo na temat społeczeństwa szwedzkiego. Tylko uwaga... Istnieje wysokie niebezpieczeństwo, że najdzie Was jeszcze większa ochota na czytanie szwedzkich kryminałów... Ale to przecież sama przyjemność, prawda? ;)
Na te powieści uważaj:
  • "Noora" to bardzo dobra powieść obyczajowa, a dobry kryminał. Powieść Johansson miała być jednak przede wszystkim świetnym kryminałem, prawda? To się autorce nie udało. Na tym polu "Noora" przegrywa. Wygrywa jednak jeśli chodzi o ukazanie problemu braku akceptacji wśród rówieśników, uporczywej chęci bycia zauważonym. Wygrywa krótko mówiąc w kwestii ukazania psychiki statystycznego, przeciętnego nastolatka. Ogółem jednak jest... za krótka, niedopracowana w pełni, napisana po tzw. "łebkach", a jednak intrygująca. Dobra i pozytywnie wpływająca na rozluźnienie, nie spodziewajcie się jednak fajerwerków.
  • "Venla" jest jednej strony mroczna, ciekawa i wciągająca... z drugiej nużąca, dusząca, irytująca i po prostu momentami nudna. Nie wiem co myśleć o tej serii, jednak jedno jest pewne. Seria "Miasteczko Palokaski" nie podbiła mojego serca. To dobra seria przy tworzeniu, której niestety autorzy nie potrafili umiejętnie wykorzystać całego potencjału wymyślonej przez siebie historii. 
ELEMENTARZE

Cudowne, pięknie wydane zbiory twórczości wspaniałych polskich poetów. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "Elementarz Haliny Poświatowskiej dla szczęśliwych i nieszczęśliwych kochanków" to książka owiana bólem i miłością. Pełna pięknych wierszy, zdań. Wybór dokonany przez Marię Rolę jest różnorodny i barwny. To jedna z tych pozycji na której zrecenzowanie brak słów. To książka dla tych którzy kochają poezję i dla tych, którzy dopiero chcą ją pokochać. Zachwyci niejedną osobą. Pięknie wydane, w twardej oprawie jedynie dopełnia całości. To zaledwie albo aż 200 stron styczności z pięknym słowem, dopracowanym stylem, emocjami i dziełami uznanymi przez wielu. 
  • "Elementarz księdza Twardowskiego dla najmłodszego, średniaka i starszego" nie jest pozycją, którą przeczytałam od deski do deski i pod żadnym pozorem nie zalecam Wam tego robić. Zaglądam jednak do niego bardzo często, a teksty w nim wyczytane od czasu do czasu uderzają mnie z niezwykłą intensywnością i przede wszystkim... zapadają w pamięć. "Elementarz ks. Twardowskiego..." to pozycja dla każdego kto pragnie choć przez chwilę mieć kontakt z niezwykłą mądrością, przenikliwością podaną na tacy za sprawą pięknego języka. 
KLASYKA LITERATURY
Powieści stare jak świat, uznane przez wielu, czytane przez pokolenia. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "Pajęczyna Charlotty" w nowym wydaniu, w twardej oprawie i ze ślicznymi ilustracjami zachwyca nie tylko wydaniem, ale także (niezmiennie) treścią i choć utwór E.B.White nie jest pozycją bez skaz, to jednak jest niesamowicie wartościową pozycją literatury dziecięcej. Klasyką, która zachwyca po dzień dzisiejszy. Pięknym dziełem o przyjaźni i o tym, że każdy ma swoje miejsce w świecie i prawo do życia. Książką o przygodzie jaką jest same życie.. Barwne postacie, szybka akcja i gama emocji. E.B. White stworzyło niesamowitą pozycję literatury dziecięcej. Pozycję, którą powinien poznać każdy... niezależnie od wieku, bo "Pajęczyna Charlotty" jest chyba takim utworem na który nigdy nie jest za późno. 
  • "Ania z Zielonego Wzgórza" jest ogromnie ciekawą książką. Pokazuje prawdziwą przyjaźń i to, że naprawdę warto marzyć. Styl autorkijest łatwy w odbiorze. Wszystkie wydarzenia są bardzo ciekawie opisane, a opisy zostały po prostu napisane po mistrzowsku. Niesamowite przedstawienie ludzkich charakterów i angielskich krajobrazów... serię o Anii kocham całym sercem i ten zachwyt trwa nieustannie!
  • "Jak wam się podoba" powinno być utworem smutnym. W końcu pojawia się w nim nieszczęśliwa miłość, wygnanie, niezgoda między braćmi... Jednak dzięki brawurze i odwadze Rosalindy "Jak wam się podoba" staje się sztuką niezwykle pogodną i wesołą. Taką przy której czytelnik niejeden raz ma ochotę się roześmiać. Nie przypuszczałam nigdy, że będę mogła tak polubić (ba! pokochać!) twórczość Shakespeare. 
  • "Sztukmistrza z Lublina" czyta się jak dobrą powieść sensacyjną - wartka akcja, barwne postacie, a do tego wyraźnie zarysowane tło społeczne i kulturowe. Isaac Bashevis Singer zaskakuje. Historii Jaszy nie brakuje dramatyzmu przez co "Sztukmistrza..." czytałam z zapartym tchem. Brak w niej rozległych opisów, ciężkiego języka. Singer swoją powieścią, losami Jaszy urzeka. Prowadzi życie bohatera w sposób nieoczywisty, a samego czytelnika zmusza do zastanowienia się nad swoją moralnością, czynami, przyszłością. W aurze narastającego napięcia Singer prowadzi akcję z humorem, klasą, a przy tym prostotą. Urzeka i hipnotyzuje.  
  • "Bajki robotów" to zdecydowanie książka dla osób lubiących książki fantastyczne i twórczość Stanisława Lema. Przeniesie Was do świetnie wykreowanego świata fantastycznego. Podczas jej czytania nie będziecie pamiętać o prawdziwym świecie. To będzie Wasza chwila zapomnienia, która każdemu jest potrzebna.
KSIĄŻKI DOROTY TERAKOWSKIEJ

Specyficzna, momentami trudna proza skierowana do czytelnika... chyba w każdym wieku. Świat rzeczywisty miesza się w nich ze światem fantastycznym i czytelnik otrzymuje dawkę niezwykle mądrej i wartościowej literatury. 


Koniecznie przeczytaj: 
  • "Córka czarownic" Doroty Terakowskiej to zaskakująca swą mądrością książka. Mogłoby się wydawać, że to kolejna książka fantasy, ale nic z tego! Nie można tu mówić o "kolejnej" - ta książka po prostu wybija się w szeregu przed inne. Jest źródłem mądrości, pokazuje czym jest prawdziwa dobroć, dojrzałość i miłość. "Córka czarownic" choć z początku troszkę mnie nużyła, potem po prostu mnie oczarowała, zaskoczyła i zagościła na stałe w moim sercu. Wpisana na Światową Listę CH. H. Andersena została nie bez powodu.  Ta powieść to arcydzieło literatury. 
Na tę powieść uważaj:
  • "Tam gdzie spadają anioły" to bardzo specyficzna książka.  Do tej powieści muszę zrobić jeszcze jedno podejście w przyszłości. Może wtedy spojrzę na nią inaczej? Bardzo mnie zasmuciła. To jednak bez wątpienia dzieło warte uwagi, pokazujące tą kruchą relację dobra ze złem, pokazujące co w życiu jest tak naprawdę ważne. Ciężka, trudna, smutna lektura... pełna smutnych postaci. Zdecydowanie pozycja nie dla każdego. 
KSIĄŻKI LARSA SAABYE CHRISTENSENA

Jeden z moich najukochańszych autorów. Niesamowity pisarz, wymieniany jako jeden z kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Jego powieści są wielowątkowe, zapadające w pamięć, rewelacyjnie napisane. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "Beatlesi" to książka wielka, wzruszająca, intrygująca, wciągająca... i niesamowita. Obraz dojrzewania w niej przedstawiony jest boleśnie prawdziwy i bardzo przenikliwy. Miliony ludzi uważają ją za powieść, która odmieniła ich życie. Nic w tym dziwnego, bowiem brakuje tak szczerych utworów. Szczerych aż do bólu. "Beatlesi" to literacka uczta, dzieło wieloznaczne, piękne i zaskakujące, Christensen pisze mistrzowsko, konstruuje akcję z niezwykłą precyzją i zachwyca... gra na emocjach czytelnika – wzbudza łzy i uśmiech. Książka Christensena to nie tylko literacka uczta, ale także niesamowita literacka podróż po meandrach dojrzewania... Niebanalna i bardzo przenikliwa. NAJLEPSZA ZE WSZYSTKICH PRZECZYTANYCH PRZEZE MNIE KSIĄŻEK WYDAWNICTWA LITERACKIEGO.
  • "Odpływ" jest powieścią ujmującą, przejmującą, choć często niepokojącą. To wyraziści bohaterowie, aspekt dorastania, skomplikowanych relacji rodzinnych i braku zrozumienia. Christensen rozbudza wyobraźnię, niekiedy szokuje. Zachwyca umiejętnością stopniowania napięcia, mrocznym klimatem i niepokojem, który ogarnia czytelnika podczas czytania. Nie mam żadnych  wątpliwości co do tego, że Christensen wie co to znaczy dobrze pisać. Dodatkowo w swoich powieściach nie pomija wydarzeń ważnych dla świata i Norwegii. To proza dojrzała i hipnotyzująca. 

MISZ - MASZ PROZY NAPISANEJ PRZEZ MĘŻCZYZN

Różnorodne, ale na swój sposób wszystkie - wybitne powieści. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "Krótka historia siedmiu zabójstw" nie jest książką krótką, lekką, przyjemną. Jest straszna, czytanie jej to katorga. Męcząca i trudna. Marlon James napisał jednak powieść przy tym wszystkim ujmującą. Niełatwą, bardzo niepokojącą... z ciekawie rozgrywającą się akcją. Powieść Jamesa tętni emocjami i jest ważnym jamajskim głosem. Głosem pełnym muzyki reggae, przekleństw, buntu i niezgody na otaczający świat. To ważna powieść, wstrząsająca, ale przede wszystkim nietuzinkowa i oparta na ciekawych zabiegach językowych. Marlon James genialnie posługuje się piórem, manipuluje emocjami czytelnika... i jest w tej książce na 100%. "Krótka..." nie jest tym czego się po niej spodziewałam. Jest wymagającą literaturą z wyższej półki. Równie trudną jak wspaniałą.
  • "Osaczenie" to genialna, bardzo emocjonalna i mocna powieść. Napisana świetnym językiem i genialnie przetłumaczona. Odważna, ale nie tandetna, To ciekawe językowe zabiegi, świetne portrety psychologiczne bohaterów i ogromna doza zmysłu obserwacyjnego autora.  Carl Frode Tiller ma bez wątpienia literacki talent i ogromny potencjał, który już zresztą bardzo owocnie wykorzystuje. Początek jego trylogii to aspirująca do pozycji arcydzieła powieść psychologiczna, która przyciąga ilością emocjonalnego bagażu i intryguje, cały czas niesamowicie wciągając. "Osaczenie" to po prostu dawka świetnej, mądrej i ambitnej literatury. Pozycja dla tych, których najbardziej przyciąga życie, meandry ludzkiej psychiki i szczerość w literaturze. Szczerość w akompaniamencie świetnego warsztatu pisarskiego. Genialna od A do Z. 
  • Garth Nix stworzył świat dopracowany w każdym najdrobniejszym szczególe, bohaterów prawdziwych, szczerych i zagubionych. Świetnie zaczął i świetnie skończył. A to wszystko powoduje, że nie żałuję czasu spędzonego podczas lektury "Clariel". To książka dla tych, którzy lubię się rozkoszować literaturą fantasy...
  • "Bat na koty" to książka zdecydowanie warta uwagi. Pełna ciepła i uroku. Mądra i piękna w swej prostocie. A co najważniejsze pokazująca, że na zmiany w życiu nigdy nie jest za późno. To powieść wprost idealna na zimowy wieczór.. Skusicie się na wycieczkę na mazurską wieś, w którą chce nas zabrać pan Jerzy Niemczuk? Jeśli tak to spotkacie tam zwykłych - niezwykłych ludzi. Problemy dnia codziennego, ale także jego radości. To książka napawająca nadzieją, że po deszczu zawsze wychodzi słońce. Świetni bohaterowie, prosta, lecz porywająca fabuła. 
  • "Historia ślimaka, który odkrył znaczenie powolności" to pozycja, która oczaruje młodszych czytelników (w warstwie dosłownej) jak i tych starszych (ich przede wszystkim, bowiem ci zobaczą w niej drugie dno). Ta książka to: prosty język, lekka forma, ale to wszystko w otoczeniu bardzo ważnych myśli. Myśli o tym, że nie wolno nam zapominać o przeszłości, która nas ukształtowała... o tym, że trzeba sprzeciwiać się niesprawiedliwości. To krótka, piękna historia o byciu człowiekiem pełna symboliki, pięknych słów i ważnych treści. Prosta, ale warta poznania.
  • "Sońka" to genialna książka. Po prostu. Mocna i poruszająca. Ignacy Karpowicz nie dość, że opowiada historię brutalną, to jeszcze przedstawia psychikę narodów podczas wojny. Polak, Białorusinin, Niemiec... podczas wojny oni wszyscy są w pewnym sensie równi, bo ogarnięci szałem wojny. "Sońka" demaskuje brudy wojny, wiejskiego społeczeństwa, ukazuje rzeczywistość mieszkańców wsi podczas wojny i hipnotyzuje swoją szczerością. Karpowicz w swoim utworze nie boi się wytykać wad Polaków, robi to wszystko z dużą dozą ironii... niekiedy bardzo bezlitośnie. "Sońka" jest nie powieścią optymistyczną czy nawet przyjemną. To powieść, która szokuje swoją prostotą. Prostotą wyrazu, odwołaniem do pierwotnych instynktów. Niesamowity język. Niesamowita aura. Niesamowita książka.  
KSIĄŻKI JESSIE BURTONDobry język, niezwykle plastyczne opisy, odwołania do przeszłości. 


Koniecznie przeczytaj:
  • "Miniaturzystka" zachwyca fabułą, bohaterami, akcją, ale przede wszystkim klimatem siedemnastowiecznego Amsterdamu. A to wszystko za sprawą niezwykle zgrabnego języka autorki. Aż trudno uwierzyć, że to jej debiut. Może i debiut... ale za to jaki! Niesamowicie wciągający, hipnotyzujący... po prostu porywający do swojego świata. Zawartość piękna, ale trzeba przyznać, że jeśli chodzi o wydanie wydawnictwo naprawdę się postarało. "Miniaturzystka" to majstersztyk... majstersztyk taki sam jak rzeczy tworzone przez tytułową miniaturzystkę. 
  • "Muza" to opowieść o ludzkich namiętnościach, pragnieniu samorealizacji, miłości, przyjaźni i trudnych relacjach rodzinnych. To historia osadzona częściowo na tle problemów hiszpańskiej wojny domowej z którą kontrast stanowi świat sztuki. Historia niesamowitego, wieloznacznego obrazu rozgrywa się na tle historii pełnej krwi, niewinnych istnień, bombardowań i strzałów. Jednak w powieści Burton nie tylko sztuka jest niejednoznaczna i pełna niedomówień. Bohaterowie są tak wielobarwni, że czasami dla czytelnika wręcz niemożliwi do uchwycenia i wstawienia w pewne wzorce i dawniej ustalone schematy. Proza gęsta od emocji.
MISZ - MASZ PROZY NAPISANEJ PRZEZ KOBIETY

Różnorodne, ale na swój sposób wszystkie - wybitne powieści.


Koniecznie przeczytaj:
  • "Zbrodnia hrabiego Neville'a" to krótka, zabawna i ekscentryczna powieść, a w dodatku niesamowicie zaskakująca. Proza Amelie Nothomb jest nieprzewidywalna i nietuzinkowa. Mnóstwo w niej humoru, słownych potyczek, sarkazmu... i szaleństwa. Tak, książka belgijskiej pisarki jest odrobinę szalona, a to wszystko za sprawą charakterystycznych i ekscentrycznych bohaterów, których przywary, przyzwyczajenia są ich cechami dominującymi. "Zbrodnia hrabiego Neville'a" to książka dziwna, szokująca, ale niesamowicie (w pewnym sensie) pozytywna. Napisana z dystansem i humorem bawi, rozluźnia, intryguje i zaskakuje.
  • "Oblubienica z Azincourt" to naprawdę dobra, kobieca powieść historyczna. Nie brak w niej miłości, nadziei, smutku, bólu jak i oddania, wierności i intryg. Pani Hickson pokazuje w swojej książce główny zarys życia Katarzyny de Valois oraz jak duże znaczenie w XV w. miały pałacowe intrygi, zdrady. Akcję swojej książki prowadzi na przestrzeni wielu lat, więc możemy być świadkiem przemian zachodzących w społeczeństwie i w bohaterach. To krótko mówiąc pełna ciepła, dobrze napisana książka. Autorka pisze lekko, ale z gracją. A wszystko w tej powieści łączy w zwartą, inteligentną fabułę.
  • "Historia pszczół" to rewelacyjna, wielka i mądra powieść. Zgrabnie zarysowane sylwetki bohaterów, przystępny, ale nie infantylny i prostacki język. "Historia pszczół" to powieść niezwykła przez zwykłość swoich bohaterów, brak udziwniania i świetne wypośrodkowanie tempa akcji. Maja Lunde stworzyła powieść (przy pomocy naukowych informacji o pszczołach), która niejednokrotnie mnie wzruszała, a przez cały czas bardzo ciekawiła. Pozycja norweskiej pisarki to coś więcej niż powieść obyczajowa. To dzieło zmuszające do otworzenia oczu na świat i innych ludzi. Zmusza do myślenia o przyszłości - nie tylko naszej, ale także naszej planety. Ukazuje skomplikowane rodzinne relacje i zachwyca. Po prostu zachwyca. 
  • "Próba"  została stworzona jako zaliczenie pracy na uczelni. Bardzo, bardzo udane zaliczenie pracy! "Próbie" brakuje trochę do ideału, ale w otoczce jej niezwykłości to wszystko umyka czytelnikowi wręcz niezauważalnie. Ciekawa forma, świetnie skonstruowane portrety psychologiczne bohaterów. Historia społeczności w której doszło do wydarzenia budzącego niepokój jest ciekawa, oryginalna i wciągająca. Autorka wystrzegła się w swej debiutanckiej powieści banalności i schematów, tworząc dzieło nieoczywiste, często niepokojące swą niezwykłością i nietuzinkowością, ale trzeba przyznać, że przy tym wszystkim Eleanor Catton stworzyła dzieło, którego czytanie jest czystą ucztą literacką... To powieść z której emanuje miłość do dobrego języka, teatru i nieoczywistości ludzkich charakterów. 
  • "Drogo do domu" to książka bardzo dobrze napisana, z ciekawymi i różnorodnymi portretami psychologicznymi bohaterów, jednak nie można jej zaliczyć do dzieł oryginalnych/wstrząsających. Brak w niej większej dozy odwagi pisarskiej Gyasi. Jest to jednak bez wątpienia powieść, która muska temat niewolnictwa i rasizmu – rozbudza ciekawość i zainteresowanie tym tematem w otoczeniu ciekawych wątków obyczajowych, które niekiedy bywają bardzo trudne i smutne. Yaa Gyasi potrafi dobrze pisać, stworzyła rewelacyjną, barwną powieść, która jednak nie oszałamia. Jest powieścią niebanalną – to na pewno. 
* * *

50 książek, 50 krótkich podsumowań i 50 ciekawych literackich doświadczeń. Czytaliście? Macie w planach?