grudnia 20, 2018

(700) Kopnij piłkę ponad chmury. Reportaże z Nepalu

(700) Kopnij piłkę ponad chmury. Reportaże z Nepalu
Różne są szkoły reportażu, a jednak do mnie... zawsze najmocniej trafiają te pisane przez reportażystów zaangażowanych emocjonalnie, którzy pozwalają swoim uczuciom wybrzmiewać w tekstach, które tworzą. Ilona Szelezińska w swojej debiutanckiej książce zdecydowanie jako właśnie taka pisarka daje się poznać. "Kopnij piłkę ponad chmury..." to zbiór reportaży o współczesnym Nepalu, w którym jednak przeszłość przede wszystkim ta związana z kulturą i tradycją posiada wyraźny wpływ i związek z teraźniejszością. Szelezińska nigdy się nie dystansuje - często jest fizycznie współuczestnikiem opisywanych wydarzeń, a zawsze jest uwikłana uczuciowo w opisywane historie. To daje czytelnikowi pewną wolność odczuwania - pozwala mu nie nabierać dystansu do poznawanych treści, a przeżywać je całym sobą. 

Na polskim rynku wydawniczym w ostatnich latach utarło się przekonanie, że jeśli chcemy sięgnąć po dobry reportaż, powinnyśmy sięgnąć po reportaż z Wydawnictwa Czarne. Przyznaję - sama sięgając po ten gatunek, swe kroki kieruję ku półce z pozycjami z Czarnego. Zbiór Ilony Szelezińskiej został natomiast wydany przez Marginesy. Wydawnictwo, które nie zawodzi mnie nigdy w kwestii beletrystyki, ale reportaż w ich wykonaniu był dla mnie czymś zupełnie nowym. Nowym... i jak się okazało wbijającym w fotel, bowiem "Kopnij piłkę ponad chmury" to zbiór angażujących emocjonalnie, ciekawych i rozwijających tekstów dotyczący niezwykłego, choć znajdującego się w trudnym położeniu Nepalu. Państwo otoczone przez dwa mocarstwa - Chiny i Indie, a do tego jeszcze zdeterminowane w dużej mierze przez warunki geograficzne - potężne Himalaje i częste trzęsienia ziemi... tak częste, że przez większość mieszkańców te, które u Europejczyków budzą grozę, przez Nepalczyków nie są odczuwane. To wszystko staje się podwalinami dla tekstów naprawdę zaskakujących. 

Ilona Szelezińska od lat pracuje jako przewodnik po Nepalu. Można więc powiedzieć, że kraj ten poznała od podszewki, jednak w jej reportażach nadal widać pewne zafascynowanie, a niekiedy nawet zaskoczenie. Wiedza, którą nam przekazuje nie ma encyklopedycznego charakteru. W "Kopnij..." oczywiście znajdziemy opis niektórych charakterystycznych dla Nepalu tradycji czy obrzędów, jednak w większości będziemy je oglądali przez pryzmat emocji innych ludzi. Przez recenzje przewija się opinia, że "Kopnij piłkę..." to książka ukazująca przede wszystkich patriarchat panujący w Nepalu, jednak nam - Europejczykom - kojarzy nam się on z czymś skrajnie negatywnie. W Nepalu jest natomiast częścią tradycji. To inna kultura, tradycja, uwarunkowania społeczne, warunki geopolityczne - dla mnie reportaże Szelezińskiej pokazują, jak świat jest piękny przez swoją różnorodność... i jak kobiety cały czas rosną w siłę - nie przez założenie "wszyscy są równi", ale przez tego pokazanie / udowodnienie.

Książkę otwiera reportaż o nepalskich małych boginiach, zwanych Kumari. Małych dziewczynkach, które na kilka lat swojego życia trafiają do pałacu, są sławione, otaczane czcią, aby potem... wrócić do rodziny, rzeczywistości i zabrać się za czytanie pierwszej części Harrego Pottera. Ten otwierający tekst pokazuje najlepiej przenikanie się tradycji ze współczesnością. Ukazuje rozkrok, w którym znajduje się Nepal, swego rodzaju zawieszenie między starym i nowym światem. Z kolejnych tekstów Szelezińskiej w pamięci utkwił mi szczególnie ten związany z obrzędami religijnymi dotyczącymi śmierci. Plastyczność opisu uroczystości pogrzebu sprawiła, że zafascynowanie nepalską kulturą zdecydowanie wzrosło. Te dwa teksty, o Kumari i obrzędach pogrzebowych, dotykają przede wszystkim kwestii nepalskiej tradycji.

W reportażu Szelezińskiej nie chodzi jednak jedynie o tradycję, ale przede wszystkim o ludzi. Potwierdzają to wstrząsające teksty dotyczące kobiet zmuszanych do prostytucji, dzieci odratowanych z więzienia, gdzie trafiły u boku osadzonych matek - ten tekst dotyka bardzo silnie także aspektu trzęsień w Nepalu - to najlepszy dowód na to, że historie w książce Szelezińskiej przenikają się. Autorka dużo uwagi poświęca trzęsieniu ziemi, które miało miejsce w 2015 roku i zdezorganizowało, a także odmieniło życie tysięcy osób. Zginęło prawie 9 tysięcy, a rannych zostało prawie 25 tysięcy ludzi, ale te wydarzenia wywarły wpływ także na osoby, które bezpośrednio nie ucierpiały. Ilona Szelezińska opisuje swoje emocje związane z powrotem do Nepalu po trzęsieniu, uczestniczeniu w akcji pomocy potrzebującym, rozmawia z ludźmi, którzy postanowili zmienić swoje życie, rzucić pracę i skupić się na działalności w ramach wolontariatu. Ukazuje jak przełomowe dla Nepalu było to wydarzenie, a jednak nie zapomina o życiu przed i poza trzęsieniem - ukazując między innymi życie ludzi mieszkających w Himalajach... i to właśnie tam pojawi się tytuł książki. A czy Wy - mieliście możliwość kiedyś kopnąć piłkę ponad chmury?

Te wszystkie opowieści zawarte w "Kopnij piłkę ponad chmury" pokazują reporterską pierwszą klasę. Trudno jest uwierzyć w to, że to debiut Szelezińskiej - jednocześnie daje to jednak nadzieję, że autorka nie zniknie z rynku wydawniczego i wróci do czytelników z kolejnymi Nepalskimi opowieściami. 

Moja ocena: 9/10

listopada 14, 2018

(699) Jak czytać literaturę

(699) Jak czytać literaturę
Tytuł: Jak czytać literaturę
Autor: Terry Eagleton
Wydawnictwo Aletheia
Stron 250

Wydawnictwo Aletheia i pozycje przez nie wydawane to zdecydowanie moje odkrycie roku 2018. Inteligentne, ciekawe, erudycyjne... po świetnych wykładach Nabokova i wywiadach z nim przyszedł czas na książkę "Jak czytać literaturę", której autorem jest Terry Eagleton. To swego rodzaju przewodnik po kontakcie z literaturą, instruktaż jak z nią obcować, żeby z kontaktu ze słowem pisanym wynieść jak najwięcej. Profesjonalnym krytykom literackim ta pozycja może wydać się dosyć płytka - kompletnych laików może zachwycić lekkością z jaką została napisana. Osobiście plasuję się gdzieś pomiędzy - "Jak czytać literaturę" ani mnie ziębi, ani parzy. To ciekawa pozycja, która znajdzie tak wiele fanów jak i zdecydowanych oponentów.

Zacznijmy jednak od początku: brak znaku zapytania w tytule, a więc forma oznajmująca sugeruje, że autor przedstawia pewien sposób, receptę na czytanie literatury. Jednak o ile tytuł pozostawia nam pewną podpowiedź związaną ze specyfiką książki... to potem od strony formalnej książka zawodzi w pewnej kluczowej kwestii. Przez pozycję Eagletona przewija się mnóstwo tytułów i ich autorów - czasami jest to odwołanie zaledwie jednozdaniowe, czasami kilkunastostronnicowe, aby potem autor przeszedł do innego zagadnienia krytyki literackiej... i ponownie do danego utworu powrócił. Tym sposobem w "Jak czytać literaturę" czytelnik natrafi na ponad 20 utworów i ich autorów. Dochodzi tu do pewnej sprzeczności, bowiem to nie czytelnicy tych ponad dwudziestu utworów... zaznajomieni z nimi dokładnie są grupą docelową dla tej pozycji. Dla krytyka dzieło Eagletona będzie zbyt banalne. Z kolei laik... niezaznajomiony dokładne z utworami, o których wspomina autor... będzie się gubił. Jestem pewna, że każdy z nas, czytelników mógłby z tej pozycji wyciągnąć więcej... gdyby na końcu książki znajdował się indeks tytułów lub chociaż autorów. Usprawniłoby to poruszanie się po tej pozycji... i sprawiło, że np. ja, osobiście sięgnęłabym po nią jeszcze nie raz - nawet po przeczytaniu jej od deski do deski. Przykładowo po przeczytaniu "Magazynu osobliwości" Dickensa, który już czeka pod ręką, aż zacznę jego lekturę... chętnie wróciłabym do fragmentów dotyczących jego analizy w "Jak czytać literaturę" - autor (a może jego wydawca?) nie daje mi jednak tej szansy. Ktoś mądry powie, że oczywiście mogę przekartkować od deski do deski utwór Eagletona... ale szczerze? Kto z nas będzie na tyle zmotywowany? A potem... przy czytaniu "Dumy i uprzedzenia" znowu mam przekartkować od deski do deski "Jak czytać literaturę".  I tak ponownie po lekturze "Moby Dicka", "Raju utraconego", "Judy nieznanego", "Hamleta", "Burzy", "Otella", "Czekając na Godota", "Maleńkiej Dorrit"... i kilkunastu innych dzieł literatury światowej, które już na zawsze zapisały się w historii literatury? A teraz pomyślcie: jak wiele ułatwiłby indeks tytułów.

"Realni ludzie, ponieważ są czymś więcej niż tworami językowymi, mają pewien stopień niezależności od otoczenia [...] . Ponieważ potrafią rozpoznawać swoje sytuacje, mogą również je zmieniać, podczas gdy karaluchy i bohaterowie literaccy tkwią w nich na zawsze."*

"Jak czytać literaturę" to pozycja, w której widać ogrom erudycji autora i jego oczytanie, skupienie (pod różnymi względami) na słowie pisanym. Znajomość przywoływanych przez autora pozycji zdecydowanie podnosi komfort czytania utworu Eagletona, jednak nie jest niezbędne, więc słowo "erudycja" nie powinno nas odstraszać. Utwór składa się z pięciu części: początki, bohater, narracja, interpretacja i wartość - w których autor nie dzieli się z nami receptami na to jak najlepiej czytać, a raczej luźnymi refleksjami dotyczącymi poszczególnych dzieł... przez większość czasu jego wypowiedzi nawet w obrębie jednej części są dosyć nieskładne, a jednak ze względu na fakt, że płynie z nich miłość do literatura - zapoznawanie się z nimi może być rozwijające (a raczej dla osoby, która choć trochę jest z literaturą zaznajomiona - ugruntowujące wiedzę). Zabrakło mi wyraźnego zakończenia, podsumowania, zamknięcia... wywód autora zostaje nagle urwany... i przez chwilę do czytelnika nawet nie dochodzi, że to koniec.

Eagleton nie przekazuje czytelnikowi konkretnej, świeżej wiedzy. Mimo zróżnicowania, którego się dopuszcza, a więc zahaczania nie tylko o prozę, ale także o poezję i dramat w swoich przemyśleniach  - na przykładach przekazuje jedynie ogólne prawdy dotyczące istoty literatury, a nie interpretacyjne nowinki. Skupia się raczej na przedstawieniu wielości, a także rozbieżności interpretacji; ukazaniu, że krytyk literacki zakłada, że nic w dziele literackim nie dzieje się bez powodu. To co bardzo mi się spodobało to fakt, że autor nie stara się tworzyć w literaturze sztucznych podziałów na dobrą i złą, niską i wysoką literaturę. Nie wytwarza także algorytmu oceny co jest dobrą literaturą. Dzięki temu... kilkanaście stron poświęca na analizę pewnych zagadnień z Harry'ego Pottera.

"Jak czytać literaturę" została lekko napisana, jednak wielość literackich odwołań może nastręczać pewnych trudności. Daleko tej pozycji do podręczniki, a jednak istnieje spora szansa, że czytelnik wyciągnie coś z niej na temat technik tworzenia postaci, narratorów, światów nierealistycznych czy też naginania fabuły, podstawowych pojęć związanych z analizą. Eagleton przypomina, że literatura to w swej istocie nierealny świat... w jego książce sporo jest oczywistości, co sprawia, że "Jak czytać literaturę" polecam zdecydowanie "nie-krytykom" literackim. Czy kogoś książka Eagletona może zafascynować? Wątpię, ale z pewnością każdy może wyciągnąć z niej coś wartościowego... rozbudza literacki apetyt, niezaspokajając go.

Moja ocena: 6+/10

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Jak czytać literaturę" Terry Eagleton

września 18, 2018

(698) Gdzie są kamedulskie piwnice..

(698) Gdzie są kamedulskie piwnice..
Tytuł: Gdzie są kamedulskie piwnice czyli dwór, gang i przypowieści 
Autor: Robert Rynkowski
Wydawnictwo Petrus
Stron 186

Opis wydawcy: 
Spokojne wakacje wypełnione słodkim lenistwem? Nie w wypadku Karoliny, Anety i Karola oraz dwojga ich nowych przyjaciół! Karolina zawsze znajdzie jakąś zagadkę do rozwiązania. A jeśli nie, to... zagadka znajdzie ją. Nawet niczym niewyróżniający się "dwór" zdaje się kusić tajemnicą, której rozwikłania nie powstydziłby się Indiana Jones. Rozwiązywanie zagadek z odległej przeszłości nie jest jednak łatwe, gdy wszystkie tropy zdają się prowadzić donikąd, a w drogę wchodzi gang Fryzjera. Czy i tym razem intuicja nie zawiedzie Karoliny? Czy "dwór" rzeczywiście skrywa jakąś tajemnicę? Czy w każdej legendzie jest ziarnko prawdy? I czy uda się przechytrzyć wrogi gang?

Młodszych i starszych czytelników zapraszam do świata kolejnych wakacyjnych przygód bohaterów znanych z powieści "Szyfr, muzeum i sykomora - czyli gdzie jest skarb prapradziadka", świata, w którym ich przyjaźń zostanie poddana próbie i w którym będą musieli odpowiedzieć na ważne życiowe pytania.

Moja opinia: 
Robert Rynkowski jest pisarzem, z którego twórczością zetknęłam się po raz pierwszy w 2012 roku za sprawą książki "Każdy jest teologiem". Następną przeczytaną przeze mnie książką jego autorstwa było "Zrozumieć wiarę" (autor historii o kamedulskich piwnicach jest doktorem teologii dogmatycznej.), aby później przeskoczyć do pozycji z zupełnie innego gatunku i literackiego obszaru. "Szyfr, muzeum i sykomora" była dawka naprawdę dobrej literatury skierowanej do młodego czytelnika, jednak to druga część historii o paczce młodych przyjaciół pokazuje jak bardzo Rynkowski literacko się rozwinął. W jego pozycjach dla młodzieży widać ogromny potencjał, spostrzegawczość i błyskotliwość autora. Dzięki temu "Gdzie są kamedulskie piwnice..." były angażującą, skrzącą się humorem i inteligentnymi nawiązania do polskiej mentalności (a więc także realnego życia) powieścią, w której autor po raz kolejny udowadnia, że potrafi odejść od akademickiego języka na rzecz stworzenia przygodowej historii z wartką akcją, która usatysfakcjonuje niejednego czytelnika.

Kluczowym aspektem tej recenzji jest postawienie odpowiedzi na pytanie czy z historią tajemnicy kamedulskich piwnic można się zmierzyć bez znajomości poprzedniej części serii. Znajomość poprzedniego tomu, ze względu na występujące do niego nawiązania, wzbogaca fabułę i uprzyjemnia lekturę drugiej części. Nieznajomość "Szyfru, muzeum..." nie wyklucza jednak możliwości czerpania satysfakcji z uczestniczenia w przygodach młodych przyjaciół - tym bardziej, że w powieści pojawiają się nowe postacie. Autor dopracował portrety psychologiczne bohaterów, wystawił ich przyjaźń na próbę, a także uwrażliwił pod kątem różnych religii. Podczas wakacyjnego wyjazdu nauczył ich tolerancji. I choć świat bohaterów nie został namalowany w samych kolorowych barwach - ba! W powieści występuje nawet gang o nazwie Hejersi - to jednak przyjaciołom nigdy nie brakuje optymizmu, chęci przeżycia niesamowitej przygody... ich życie ma być pełne barw i doświadczeń... co niejednokrotnie przyprawia ich rodziców o szybsze bicie serca ("Zamek jest cudowny, ale najważniejsze jest to, że są tam... No, zgadnijcie co? Nieodkryte zamurowane, zalane betonem podziemia! I my je właśnie odkryjemy. Co wy na to?"*)

"Gdzie są kamedulskie piwnice..." to powieść, której akcja została osadzona na Suwalszczyźnie. Pełna ciekawostek historycznych i... tych dotyczących religii. Młodzi czytelnicy mogą dzięki niej przybliżyć sobie pokrótce istotę nie tylko chrześcijaństwa (a także elementy z nim związane jak przypowieść), ale także prawosławia. Co ciekawe..  autor mimo swojego wykształcenia nie narzuca czytelnikom jednej opcji, a myśl która się przebija... to stwierdzenie, że każda religia w jakiś sposób ogranicza. Jest nie tylko łaską, ale także obciążeniem. Autorowi udało się ukazać różnice między ludźmi... bez oceniania i wydawania łatwych osądów.  To ciekawa i mądra książka dla młodego czytelnika.


Robert M. Rynkowski pisarsko bardzo się rozwinął - świetne poradził sobie z zawiązaniem akcji i jej rozwinięciem. Historia kamedulskich piwnic posiada potencjał na o wiele dłuższą i bardziej rozbudowaną powieść, która poruszałaby jeszcze więcej zagadnień. Wierzę, że Rynkowski jeszcze niejednokrotnie mnie zaskoczy i niecierpliwie wypatruję jego kolejnych powieści - mam nadzieję, że obszerniejszych, bogatszych w jeszcze więcej wątków i lepiej zarysowane portrety psychologiczne. "Gdzie są kamedulskie..." to świetne minimum. Autora stać na genialne maksimum. Jestem pewna, że jeszcze to pokaże :) Robert M. Rynkowski to bardzo ciekawa postać nie tylko na rynku książki teologicznej, ale jak się okazuje także... powieści dziecięcej i młodzieżowej.

*Cytat pochodzi z książki "Gdzie są kamedulskie piwnice..." Robert M. Rynkowskiego.

sierpnia 31, 2018

(697) Krótka wymiana ognia

(697) Krótka wymiana ognia
Tytuł: Krótka wymiana ognia
Autor: Zyta Rudzka
Wydawnictwo WAB
 Stron 196

Opis wydawcy:
„Pewnego dnia podszedł do mnie mężczyzna z papierosem: ma pani ogień? Odpowiedź zajęła mi kilka lat, ale pytanie było jak iskra. Moja wyobraźnia zajęła się i stanęła w płomieniach”.

Opowieść zaczyna się na pozór zwyczajnie. Któregoś dnia Romę Dąbrowską, starą poetkę, zaczepia na przystanku młody mężczyzna. Krótkie spotkanie staje się dla niej swoistym odkryciem – uświadamia sobie, że jej życie erotyczne dobiegło już końca. Odtąd Roma rozpoczyna swój życiowy bilans miłosny: wydobywa z pamięci erotyczne przygody, krótkie chwile namiętności i miłosne wspomnienia. Powoli odkrywa siebie w różnych rolach: córki, żony, pisarki i matki. Wspominając dawne miłostki, zastanawia się, co stało się z jej genialną córką, która pewnego dnia ją opuściła. Odnalezienie jej stanie się dla Romy równie istotne, jak odpowiedź na pytanie, kim właściwie jest ona sama – i kim są dla niej ludzie spotkani niegdyś na jej życiowej drodze.

Moja opinia:

"Krótka wymiana ognia" Zyty Rudzkiej, czyli powieść rzeczka została wydana w serii "archipelagi" wydawnictwa W.A.B. Archipelagi to dla mnie wyznacznik dobrej literatury - to właśnie w tej serii zostały opublikowane takie powieści jak "Robinson w Bolechowie" czy też "Moja córka komunistka". Powieść Rudzkiej to krótka, poruszająca, naturalistyczna historia, która została nasiąknięta erotyzmem, a także olbrzymią życiową dojrzałością. W opowieści o starej poetce groteska miesza się z nastrojami melancholii i smutku. Idąca w parze z okrutną szczerością i realnością ukazanych obrazów subtelność sprawia, że czytelnik otrzymuje zapadające w pamięci, niesamowicie poruszające studium starości, przemijania, pożądania i kondycji człowieka we współczesnym świecie. 

Kim jest główna bohaterka powieści Rudzkiej? To stara poetka, będąca jednak główne symbolem starości. To starość przedstawiona jako zbiór obciążeń, ograniczeń, rozpad ciała, a równocześnie nieprzemijające z wiekiem pragnienia. Pesymistyczny, a przy tym niezwykle prawdziwy obraz ukazujący zmarginalizowanie starego człowieka zawiera w sobie dużo goryczy, jednak ta czara goryczy nigdy nie zostaje przelana. Słowa głównej bohaterki: "Tymczasem zrobiłam się stara."* stanowią jej zamknięty opis, a zarazem pierwsze zdane tej historii. Oprócz starej kobiety stanowi także portret córki, matki, żony i pisarki... wszystkie te role niosły za sobą w życiu Romy pewne ograniczenia, porcje żalu. Fragmentaryczność przedstawionej historii sprawia, że czytelnik nie jest w stanie odtworzyć historii Romy od A do Z, jednak bez problemu wysnuje wniosek, że w jej przypadku nie sprawdzą się słowa: "Po co starym namiętność? Ja mam morze czułości od wnusi i nie muszę się rozglądać"*. To więc zupełnie inny obraz starej kobiety od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Niańczenie wnuków i pielęgnowanie ogrodu zdecydowane nie jest zajęciem dla niej. 69 - letnia bohaterka nadal odczuwa popęd seksualny, choć jednocześnie zdaje sobie sprawę, że przez resztę społeczeństwa jest już postrzegana jako osoba zupełnie aseksualna. Niekiedy wulgarnymi słowami mówiąc o przeszłości daje zarazem wyraz swoich teraźniejszych pragnień: "Kiedyś byłam ciepła i wilgotna, sprawna w cipce."* Świadomość potrzeb własnego ciała idzie natomiast w parze z ironiczną, a przy tym celną i bezkompromisową opinią na temat samej siebie...

"Mogę się myć, perfumować, a i tak czuć mnie będzie tą, co już prawie zamieniła nylony na przeciwzakrzepowe rajstopy, majteczki na luźne figi, podpaski na senior pieluchy, obcasy na półbuty, zęby na perełki wciśnięte między odleżynę a dziąsło."*

 „Człapię do lustra. Dyszę. Rozbieram się. Jak przed plutonem. Pokancerowana. W plamach. Liszajach. Wyżłobieniach. Koroduję. Kwilę w strupkach szarych. Sflaczała i obrzmiała. Spocona, obśliniona od myśli. Przyglądam się sobie. Nawet jednej duszy w promieniu całego ciała”.*

W "Krótkiej wymianie ognia" autorka zachęca czytelników do zadania sobie pytania o to co zmienia starość. Okazuje się, że jedynie ciało, bowiem temperament z początku pozostaje bez zmian... dopiero potem pod społecznym naciskiem dochodzi do konfrontacji chęci i możliwości. Dla niektórych Roma jest bohaterką dziwaczną, bezczelną, niekiedy nawet śmieszną nimfomankę... warto zapytać: dlaczego? Bo odstaje od ogólnie przyjętego modelu kobiety przed siedemdziesiątką? Historia Rudzkiej zamknięta na dwustu stronach obejmuje trzy pokolenia kobiet (przy czym losy tego najmłodszego zostają poruszone w bardzo enigmatyczny sposób), 70 lat... gdzieś zahacza o sztampowość identyfikując wielką historię z wielką tragedią (wątek napaści Sowietów, bardzo popularny we współczesnej literaturze polskiej). Połączenie części historycznej ze współczesną - mnie do siebie nie przekonało. Gdzieś te dwie odrębne rzeczywistości kłóciły się ze sobą, wprowadzały chaos - osobno historie w nich obu przedstawione były naprawdę dobrze skonstruowane i napisane - w zespoleniu jednak coś nie grało. 

Książka Rudzkiej to oprócz poruszenia tematu starości także historia o postrzeganiu swoich porażek z perspektywy czasu, miłości ("Miłość to komunizm. Zrównuje i wykorzystuje."*), poezji ("Przetwórstwo poetyckie jako towar ciężko zbywalny. Ale dzielnie rozstawiam swój kramik w domach kultury. Jest w nich coś z płaczu cudzego dziecka w pociągu. Nie mogę się doczekać kiedy wysiądę."*) i pisaniu w ogóle ("Nie mam cierpliwości do wierszy. Nie nadążam, prąd zdania znosi mnie, ale bez słów nie mogę obejść się, nie mogą objąć się."*). 

"Krótka wymiana ognia" to niezwykle precyzyjna, oszczędna w słowa, a jednocześnie niekiedy szokująca swą dosłownością (bohaterka uznaje swoją matkę za "kości i ścięgna") i brakiem grzeczności proza. To stylistyczna i psychologiczna bomba. Autorka posługując się krótkimi zdania, nigdy nie zapomina o szczegółach i drobiazgach. Dojrzała, bardzo przemyślana proza o systemach wartości, starości (i strachu przed nią), ludzkiej niedoskonałości i konfrontowaniu się z samym sobą ("Skrzywił się. Coś tam burknął jak mamulka, machnął ręką niecierpliwie i tak samo jak mamulka zostawił mnie z tym najgorszym dla mnie towarzystwem - mną samą."*). Pozycja, która pozostawia po sobie ślad jeszcze długo po lekturze - pełna mądrości, świetnego języka. Intrygująca i angażująca historia - zarówno ze względu na fabułę jak i specyficzny klimat. 

Moja ocena: 8+/10

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Krótka wymiana ognia", autorstwa Zyty Rudzkiej.

sierpnia 09, 2018

(696) Lagom

(696) Lagom
Tytuł: Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia
Autor: Lola A. Akerstrom
Wydawnictwo Marginesy
Stron 192

Ludzie na całym świecie szukają reguły, regulaminu, planu, zasad, które pozwoliłyby im powiedzieć, że wiodą szczęśliwe życie. W swoich poszukiwaniach mieszkańcy poszczególnych państw niekiedy dochodzą do nieco, odrobinę odrębnych wniosków - i tak na księgarnianych półkach mamy wysyp pozycji dotyczących duńskiej recepty na szczęście, czyli hygge, a także tych związanych z lagom, czyli szwedzką zasadą umiaru (nie wspominając o tych japońskich i tak dalej... ). Według Akerstrom to właśnie poszukiwanie harmonii, czerpanie radości z drobiazgów, okazywanie szacunku otoczeniu ułatwia znalezienie własnej recepty na szczęście. Ta równowaga, nieodczuwanie braku ani nadmiaru jest w książce "Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia" jest bardzo wyraźnie widoczna, jednak nie najważniejsza. To bardzo krótka, zwięzła publikacja, która choć niekiedy razi zawartymi w niej truizmami i banałami - zaskakuje ciekawostkami na temat Szwedów.

Wysyp pozycji poradnikowych i pseudo motywacyjnych spowodował (a przynajmniej powinien spowodować), że wydawnictwa będą się prześcigały w dążeniu do uzyskania niesamowitej szafy graficznej. Rzeczywiście - wydawcy dbają o jakość oprawy graficznej podczas wydawania takich pozycji, jednak w swoich dążeniach mających na celu przyciągnięcie czytelnika posługują się podobnymi chwytami. Tak więc "Lagom" jak inne tego typu pozycje została wydana w twardej oprawie, a w środku czytelnik może znaleźć sporą ilość fotografii i ilustracji - faktycznie - niektóre z nich mogłyby znaleźć uznanie na Instagramie, jednak większość... nie zdobyłaby tysięcy polubień.

Publikacja wydawnictwa Marginesy została podzielona na dziesięć rozdziałów, które dotykają różnych obszarów życia. Kultura, jedzenie, obchodzenie świąt, zdrowie, moda, uroda, design, wnętrza, życie towarzyskie, zabawa, praca, biznes, finanse, naturalny, zrównoważony rozwój - każdy znajdzie w tej pozycji parę słów na temat interesującej go dziedziny życia. To przedstawienie nie tylko teorii, ale także realnego wcielania lagom w życie. Proste, krótkie zdania w towarzystwie lakoniczności treści sprzyjają czytelnikom. To krótka, niewymagająca zbytniego wkładu intelektualnego pozycja. Z jej lektury wyniosłam cytat z Marka Twaina, który od momentu pierwszego zetknięcia z "Lagom" błąka mi się po głowie...

"Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."

Podobno to jedna z życiowych dewiz Szwedów... bardzo trafna i skłaniająca mnie do myśli, że może mam w sobie coś ze Szwedów. Autorka przedstawia między innymi zwyczaje związane z piciem kawy, organizowaniem przestrzeni, ćwiczeniami, recyklingiem, harmonią, osiąganiem kompromisów, miłością do natury. Zrobiła to w ciekawy sposób, jednak przy podsumowaniach rozdziałów gdzieś się pogubiła i zeszła bardzo mocno w stronę oklepanych formułek, przepisów na szczęście. Uderzyła w tony truizmów i banałów. "Lagom" jest pozycją, która może zachwycić jedynie kompletnych laików w temacie motywacji. Jednak może te truizmy i banały trzeba przeczytać tysiąc razy, aby móc wcielić je w życie...? Możemy założyć, że nawet jeśli podczas lektury zobaczymy tor, w którym musimy zmierzać, nową wersję nas samych... za chwilę wrócimy do starych schematów, w stare koleiny. Sprawianie, że nowo wytyczony plan będziemy dostrzegać jak najczęściej może nam pomóc... choćby odrobinę.

Według rankingów Szwedzi są zdecydowane szczęśliwszym narodem od Polaków. Warto o tym pamiętać i może ten fakt powinien nas delikatnie zachęcić do sięgnięcia po "Lagom", lekturę przyjemną, rozluźniającą, napawającą na krótką chwilę takim optymizmem: "Zmienię swoje życie na lepsze! Będę szczęśliwsza, szczęśliwszy! ;)", a przy tym miłą graficznie dla oka, prostą, nieskomplikowaną, choć niekiedy zaskakującą. To w gruncie rzeczy inspirująca, ale nie dająca większego, zdecydowanego kopa do zmian publikacja, ponieważ opierająca się na treściach i radach, które w teorii każdy już zna... Ale może to utopia? Książka motywacyjna, która mogłaby odmienić nasze życie? Może skrywa się gdzieś na księgarnianych półkach, ale ja jeszcze do niej nie dotarłam? Zresztą... ile może być recept na szczęście?

Moja ocena: 6/10

czerwca 26, 2018

(695) Chłopiec z latawcem

(695) Chłopiec z latawcem
Tytuł: Chłopiec z latawcem
Autor: Khaled Hosseini
Wydawnictwo Albatros
Stron 408

"Chłopiec z latawcem" jest jedną z tych niewielu pozycji, po które sięgnęłam po raz drugi...  Pierwszy raz książkę Hosseina przeczytałam w lipcu 2016 roku – od tego czasu błąkała się po mojej głowie. Zapadła w pamięć jako dawka naprawdę dobrej i przejmującej literatury. Drugie spotkanie z "Chłopcem z latawcem" było równie poruszające, ciekawe i angażujące jak to pierwsze. To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że "Chłopiec z latawcem" jest powieścią, po którą naprawdę warto sięgać. 

"[...] grzechem jest tylko jedno. Mianowicie kradzież. Wszystkie inne grzechy są formą kradzieży. [...] Gdy zabijasz człowieka, kradniesz życie – ciągnął tato. - Kradniesz żonie prawo do męża, zabierasz dzieciom ojca. Gdy kłamiesz, kradniesz komuś prawo do prawdy. Gdy oszukujesz, kradniesz prawo do uczciwości."

Khaled Hosseini, "Chłopiec z latawcem"

Khaled Hosseini to afgański pisarz piszący po angielsku, a jego powieść "Chłopiec z latawcem" to już powieść kultowa. Mimo kiepskiej ekranizacji, "Chłopiec z latawcem" jest książką, która trafiła na listę 100 książek, które wg BBC trzeba przeczytać przed śmiercią. "Chłopiec z latawcem" jest przejmującą opowieścią o przyjaźni, kłamstwie, relacjach w rodzinie, strachu i Afganistanie – wczoraj i dziś. Jedyną wadą tej powieści jest fakt, że jest to fikcja literacka. Bardzo dobra fikcja literacka... 

Głównym bohaterem powieści Khaleda jest Amir. Poznajemy go w latach siedemdziesiątych XX wieku. Dwunastoletni wówczas Amir jest synem zamożnego i cenionego człowieka. Wychowuje się jednak w domu bez kobiet, bowiem jego matka zmarła podczas porodu. Amir nieustannie próbuje nawiązać kontakt z ojcem, jednak w jego odczuciu... wyraźnie nie wpisuje się w obraz jego syna. Chcąc zdobyć uznanie ojca, bierze udział w konkursie puszczania latawców. Wygrywa. Nie udałoby mu się to jednak bez pomocy o rok młodszego Hasana, syna służącego. Pierwszym słowem Hasana było słowo "Amir", a on sam w domu ojca Amira zresztą tak samo jak jego ojciec jest traktowany bardzo dobrze. Wręcz jak członek rodziny, który po prostu ma pewne obowiązki. Amir i Hasana łączy zażyłość, która jednak nie dochodzi do głosu w towarzystwie obcych. Dochodzi do tragedii. Amir jest świadkiem napaści bandy miejscowych chłopaków na Hasana. Nie reaguje... nawet wtedy, gdy widzi jak ich psychopatyczny przywódca gwałci Hasana. Po tym relacja chłopaków zmienia się nie do poznania. Amir nie mogąc pogodzić się ze swoim tchórzostwem zaczyna obwiniać wszystkich, a już w szczególności Hasana... Dwadzieścia pięć lat później Amir jest cenionym pisarzem. Ma żonę, dom, a jednak cały czas nie może zaznać spokoju. Tajemnice z przeszłości męczą go i nie pozwalają spokojnie spać. Przeszłość zamierza go dogonić... 

Amir to chłopak, którego z początku bardzo polubiłam. Na skutek wydarzeń, do których doszło... w pewnym momencie to się zmieniło. Nie zawsze było mi łatwo zrozumieć zachowanie Amira – jego ułomności jako dziecka, ale także jako już dorosłego człowieka. Jednak to właśnie przez te ułomności obraz stworzony przez autora zyskuje na prawdziwości. Będąc tchórzliwym człowiekiem, a przy tym dzieckiem niedowartościowanym przez brak uwagi ze strony ojca cały czas próbuje uciekać przed odpowiedzialnością. Pragnie być gwiazdą, ale idąc po najmniejszej linii oporu. Kiedy doszło do tragedii Hasana był dzieckiem, więc nie można go obwiniać w tej sprawie. To jego zachowanie potem budzi mój największy bunt... myślę jednak, że w tej kwestii zaparł się w swoich odczuciach i trwał w tych samych emocjach jeszcze lata później. Zabrakło przefiltrowania tamtych tragicznych wydarzeń przez późniejsze doświadczenia i zdobytą wiedzę. Amir jak i reszta bohaterów "Chłopca..." to postacie niesamowicie barwne pokazujące różne postawy wobec życia, moralności, kwestii odkupienia, a także wobec bycia uchodźcą. To także różne podejście do kultury... W powieści pada wymiana zdań o tym, że Amir był zawsze turystą w Afganistanie – amerykańskie ubrania, zabawki, samochody. Kultury Afganistanu zakosztował dopiero w dorosłości, a wcześniej żył w "amerykańskim Afganistanie". To odbiło się na jego późniejszym myśleniu i na tym jak różni są bohaterowie tej powieści. "Chłopiec z latawcem" jest tak pasjonującą powieścią, że mogłabym pisać jeszcze o samych bohaterach godzinami, ale nie chcę zdradzać zbyt wiele... 

"Chłopiec z latawcem" ujmuje swoją prawdziwością ukrytą pośród literackiej fikcji. Bardzo ważne są ukazane w niej relacje Amira z innymi bohaterami. Relacje bardzo często skomplikowane. Na wierzch wybija się tu oczywiście relacja Amira z ojcem. Ojciec Amira nie jest złym człowiekiem, ale nie potrafi okazać czułości Amirowi, co jednak swoje wytłumaczenie znajduje dopiero kilkadziesiąt lat później... Autor jednak nie pozostawia niczego bez odpowiedzi, a każde zdanie w jego powieści zostało gruntowanie przemyślane i ma ogromne znaczenie. Wraz z przewracaniem kolejnych stron czytelnik przekonuje się jak ważne jest zwracanie w tej książce uwagi na niuanse... 

Khaled Hosseini stworzył książkę ważną także ze względu na umiejscowienie jej akcji w Afganistanie. Autor ukazując historyczne przemiany i turbulencje jakim był poddawany Afganistan, jego bujną historię... robiąc to wszystko w sposób nienatarczywy ściąga wzrok czytelnika w tamtą stronę. Pokazuje, że kiedyś Afganistan wyglądał inaczej – był miejscem dziecięcej sielanki, miejscem dobrym jak każde inne. W pewnym momencie ważnym elementem tej powieści stała się kultura tego państwa, obyczaje związane z zaślubinami i nie tylko. Było to bez wątpienia ciekawe doświadczenie tym bardziej, że nieskażone mową polityczną. 

"Chłopiec z latawcem" to świetna książka, którą bardzo dobrze się czyta. Wzruszające studium o relacjach w rodzinie, przyjaźni, winie i odkupieniu. Ukazuje Afganistan w sposób bardzo bliski. Khaled Hosseini napisał książkę, która zapada w pamięć i pokazuje, że nigdy nie jest za późno, aby odkupić swoje winy. Pokazującą, że to nie nasze przewinienia nas definiują, a raczej to czy próbujemy im zaradzić. "Chłopiec z latawcem" to wreszcie książka zaskakująca, bardzo głęboka, z wyrazistymi bohaterami, napisana bardzo dobrym językiem. To jedna z tych uniwersalnych powieści, w których można odnaleźć każdy motyw, każde zagadnienie, każde uczucie... Wielowymiarowa i wspaniała. 

Moja ocena: 9+/10

Za możliwość przeczytania tej powieści ogromnie dziękuję Wydawnictwu Albatros!

maja 30, 2018

(694) Nocna runda

(694) Nocna runda
Tytuł: Nocna runda
Autor: Lee Child
Wydawnictwo Albatros
Stron 432
Opis wydawcy: 
Wysiadł na postoju, żeby rozprostować kości, i na wystawie lombardu zobaczył znajomo wyglądający sygnet. Takie nosili kadeci West Point, kiedy tam studiował. Ten, sądząc po wielkości, należał do kadetki. Jak to się stało, że trafił do lombardu w jakiejś dziurze? Chęć odkrycia tej historii to wystarczający powód, by nie wsiadać z powrotem do autobusu. A jest jeszcze inny: informacje o sygnecie Reacher musi wyciągać tak, żeby pytane osoby nie pożałowały spotkania z nim. Co tym bardziej podsyca jego determinację.

Pozna historię właścicielki sygnetu, nawet jeśli będzie musiał stanąć sam przeciwko bandzie harleyowców, spacyfikować miejscowego mafiosa, sprzymierzyć się z dziwnym człowieczkiem w garniturze i przemierzać dzikie pustkowia Wyoming.

Moja opinia:
Czytać dwudziesty drugi tom serii bez znajomości prozy autora, a co za tym idzie chociaż jednego tomu z poprzednich? Szaleństwo. Szaleństwo, o które się pokusiłam. Sięgając po "Nocną rundę" Lee Childa kierowałam się jedynie zapowiedziami wydawcy. Wiedziałam, że to kolejny tom serii... z tym, że nie spodziewałam się, że jest ona tak obszerna. To z pewnością szaleństwo, ale czy błąd? Niekoniecznie. Z lektury "Nocnej rundy" czerpałam przyjemność na poziomie fabularnym powieści kryminalnej, choć i tu miałam parę zastrzeżeń. "Nocną rundą" nie mogłam się zachwycić. Zadziałała moja ignorancja (a więc nieznajomość poprzednich tomów) czy też pycha autora, który wyszedł z założenia, że czytelnik sięgający po "Nocną rundę" zna poprzednie tomy? 

Nie chodzi tu o wątki fabularne – na poziomie fabularnym książka jest jasna do zrozumienia, a główna akcja zamknięta w jednym tomie. Zacznijmy jednak od samego początku... główny bohater, Jack wyrusza w poszukiwaniu dziewczyny, która sprzedała sygnet, który stanowił formę przywileju w akademii West Point. Jest przekonany, że musiało wydarzyć się w jej życiu coś złego... co ją do tego zmusiło. Chce odkryć tę tajemnicę. Pozostali bohaterowie domyślają się, że chce w ten sposób spłacić jakiś dług – czytelnik także zdaje sobie z tego sprawę. Jednak o jaki dług chodzi? Bez znajomości poprzednich części się tego nie dowiemy. Poznajemy silnie zbudowanego mężczyznę, który nie cacka się ze zbrodniarzami, a przez niektórych porównywany jest do Wielkiej Stopy, jednak tak naprawdę – nie poznajemy jego charakteru. Wiemy jak żyje – jest wolnym strzelcem, nie ma komórki, domu, samochodu, zobowiązań i jest gotów łamać prawo. Jednak co go ukształtowało? Jak do tego doszło? I dlaczego tak się zachowuje? Otrzymujemy już wyraźnie ukształtowaną postać, o której powinnyśmy wiedzieć już wszystko za sprawą poprzednich tomów. Nie chodzi bynajmniej o to, żeby autor w powieści streszczał doświadczenia życiowe bohatera z poprzednich dwudziestu jeden książek, jednak tu nie ma tego w ogóle. Brak jakichkolwiek retrospekcji pozwalających lepiej zrozumieć bohatera sprawił, że to była dla mnie bardzo uboga pod względem charakterologicznym lektura. Z pozostałymi bohaterami, którzy pojawiają się tylko w tej części sytuacja wygląda lepiej, choć też nie jest satysfakcjonująca. Takie to mdłe i płytkie. 

A West Point? Jeśli już mówimy o tym, że to taka trudna do przeżycia / przetrwania szkoła... podajmy jakieś przykłady. Zobrazujmy. Przecież – bądźmy szczerzy – nawet czytelnik, który zna poprzednie tomy, czyta coś więcej niż powieści Childa o Reacherze, więc niekoniecznie będzie potrafił odtworzyć obraz tej szkoły. Ale dobra... załóżmy, że autor napisał tę powieść dla czytelnika świetnie postać Jacka i jego doświadczenia znającego... lub, że mamy do czynienia z czytelnikiem, którego interesuje jedynie wątek kryminalny / czy też sensacyjny. Niestety i tu nie było tak dobrze jak miało być. 

"Nocna runda" to z początku ogromnie nużąca książka. Główny bohater udaje się do miasta X, znajduje pierścień, wydobywa informacje od osoby Y, przenosi się do miasta A, zdobywa informacje od osoby B, przenosi się do miasta D, zdobywa informacje od osoby E. Zawsze z trudem, zawsze podróżując autostopem i opowiadając napotkanym osobom o tym w jakim celu podróżuje. Z początku też wspomina co jakiś czas o kobiecie, z którą spędził pewien czas, a która go zostawiła... snując refleksję na temat tego co ona aktualnie robi. Autor nagle ten wątek niespodziewanie urywa. Gdzieś tak w połowie cała historia zaczyna nabierać rumieńców, akcja delikatnie się rozkręca, jednak i tak więcej w tej książce swojskości i nostalgii niż zapierającej dech w piersi fabuły. 

Śmieszne, bo w sumie "Nocna runda" mi się podobała. To nie był stracony czytelniczo czas, jednak bez wątpienia mogłam go spędzić lepiej. Stosunkowo kiepskie portrety psychologiczne bohaterów i skupienie uwagi przez autora na akcji, która swoją drogą także nie wbijała w fotel – nie opłaciło mu się. Po prostu. Czegoś mi w tej książce podczas jej lektury zabrakło – niestety nie chodzi tu jedynie o brak znajomości poprzednich książek z serii. W miarę ciekawy pomysł na fabułę nie został w pełni dopracowany, akcji było też za mało, portretów psychologicznych bohaterów prawie w ogóle. W połowie zrobiło się lepiej – ciekawiej, spójniej, mniej schematycznie, jednak to nadal nie była petarda. Ogółem "Nocne runda" to sympatyczna, w miarę ciekawa powieść kryminalna, jednak nie spełniła do końca moich oczekiwań. Zabrakło mi częstszego nerwowego wstrzymywania oddechu i choć przez ostatnią część książki... przeleciałam bardzo szybko to jednak cały czas uważam, że to nie to. Do losów Jacka Reachera wrócę w przyszłości. Nie wykluczam także, że sięgnę np. po pierwszy tom tej serii, aby lepiej zaznajomić się z głównym bohaterem. Na chwilę obecną – czuję ogromny niedosyt. Tym bardziej, że nie zabrakło w tej książce błędów logicznych, sytuacji nieprawdopodobnych. I nie - to nie jest mięsista, mocna i męska literatura. Sytuację ratuje dobre pióro autora i stworzenie kameralnej atmosfery.

Moja ocena: naciągane 7-/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Albatros!