października 21, 2014

(310) Franciszek. Papież ludzi.

(310) Franciszek. Papież ludzi.
Tytuł: Franciszek. Papież ludzi.
Autor: Evangelina Himitian
Wydawnictwo Literackie
Stron 340

"Chcę Kościoła ubogiego dla ubogich."
Papież Franciszek

"Habemus papam!" te słowa rozbrzmiały 13 marca 2013 roku informując cały świat o radosnej nowinie. Papież został wybrany, a wybór okazał się być dość zaskakujący. Jorge Mario Bergoglia - papież Franciszek był jak dotąd postacią mało znaną. Pomimo tego jego wybór według wielu zapowiada nową erę w historii Kościoła. Jak można się pewno domyślić od razu pojawiła się "moda" na książki o nowym papieżu. Jednak książka Evangelini Himitan nie jest zwykłym dokumentem, a raczej swego rodzaju świadectwem. Autorka przedstawia postać papieża Franciszka rzetelnie, okiem dziennikarza, ale także zwykłej kobiety, która miała kontakt z jego życzliwością. To nie tylko opowieść o jego tytułach, ale także o uwarunkowaniach społecznych, jego rodzinie, przyjaciołach, o życiu wielkiego człowieka, który postanowił stać się ubogim dla ubogich. 

Widzicie... wyznaję zasadę, że trzeba wiedzieć co się dzieje na świecie. W pogoni za tą myślą stwierdziłam, że wypada wiedzieć co nieco o papieżu. Z pomocą przyszło mi Wydawnictwo Literackie wraz z książką "Franciszek. Papież ludzi". Wyglądała dosyć konkretnie, a i opis dawał nadzieję na dawkę dobrej literatury z której dodatku mogę się dużo dowiedzieć. No i nie myliłam się. Sięgniecie po książkę Evangelini Himitan było naprawdę dobrym wyborem. Autorka - dziennikarka z wieloletnim doświadczeniem pisze o papieżu w sposób niezwykle lekki. Nie przedstawia go tylko jako kapłana, ale także jako zwykłego człowieka...

Trudno to opisać, ale ta książka jest napisana z taką swego rodzaju czułością, a jednocześnie pewnym dystansem. Pani Himitan zna osobiście papieża Franciszka z czasów kiedy nim jeszcze nie był. W swojej książce pokazuje wszystkie aspekty, które go kształtowały przez lata. Poczynając od bliskiej relacji z babcią po doświadczenia zyskiwane już podczas pracy arcybiskupa. O.Bergoglia zmieniał przez lat swoją pozycję w Kościele jak i znaczenie. Piękne jednak jest to, że bez względu na tym czy był zwykłym księdzem, prowincjałem, kardynałem czy arcybiskupem zawsze miał wielkie serce dla biednych, słabszych od siebie. Dla tych, którzy codziennie potrzebują naszej pomocy. Potrafił być prawdziwym przyjacielem i opoką. Zresztą objęcie przez niego najważniejszej funkcji w Kościele tego nie zmieniło. Nadal potrafi uniżyć się poziomu innych ludzi, znaleźć czas dla swoich przyjaciół. To takie drobne, ale niezwykle ważne i piękne rzeczy, A właśnie o tych małych z pozoru nic nieznaczących rzeczach, które tak naprawdę okazują się wielkimi w wykonaniu papieża Franciszka mówi ta książka.

To ważny, a jednak nie jedyny aspekt tej książki. Evangelina Himitian pokazuje czas przemian społecznych, dyktatury i wydarzenia ważne dla Argentyny i Ameryki Łacińskiej oraz rolę i stosunek wobec takie wszystkiego papieża. Jednak autorki nie interesują tylko czasy przeszłe i teraźniejsze, ale również przyszłość w której na papieża Franciszka czeka wiele wyzwań. Przedstawia główne aspekty jego pontyfikatu oraz wyzwania które na niego czekają. Krótko mówiąc przedstawia całą jego drogę życiową opartą na bliskiej relacji z Bogiem. A także jej przyszłość... Jestem naprawdę ciekawa jak to się dalej potoczy. Ta książka rozbudza ciekawość. Opowiada o człowieku -  jezuicie, który jeździł autobusem, a zamiast okazałej rezydencji wolał skromny pokój. O człowieku, który wierzy w pokój między odmiennymi wyznaniami religijnymi.

"Franciszek. Papież ludzi" to książka, która została naprawdę solidnie napisana. Jednocześnie czyta ją się tak jakby to była po prostu pogawędka ze znajomym, niezobowiązująca opowieść. Evangelini Himitan ma bez wątpienia talent. Może to jest spowodowane faktem, że papież wywarł na niej jeszcze przed konklawe niezwykłe wrażenie. Ta książka to ambitne źródło wiedzy napisane z pasją, a informacje w niej zawarte są ułożone w logiczny ciąg, Jej lektura była dla mnie przyjemnością i dzięki temu dowiedziałam się naprawdę wielu rzeczy. Autorka w dodatku rozbudziła moją ciekawość związaną z postacią nowego papieża. Kto wie - może Evangelini Himitan pokusi się za kilka lat o książkę na temat jego pontyfikatu? Byłoby świetnie! Polecam także dla osób, które nie są zagorzałymi katolikami. Warto wiedzieć co nieco na temat ludzi, którzy mają na tym świecie znaczenie... A przynajmniej się z nim opatrzyć, a ta książka daje tą możliwość poprzez zdjęcia.

Moja ocena: 9/10 Wybitna!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!
                                                   

października 19, 2014

(309) Posłaniec

(309) Posłaniec
Tytuł: Posłaniec
Autor: Markus Zusak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 346

"A jeżeli facet taki jak ty potrafi się podnieść i zrobić to, co ty zrobiłeś dla tych ludzi, to może każdy będzie w stanie. Może każdy zdoła się wznieść ponad swoje ograniczenia."*

Gracie w karty? A co gdyby pewnego dnia Wasza gra w karty obróciła się przeciwko Wam? Gdyby Wasza nijakość obróciła się przeciwko Wam... Ed Kennedy jest zwykłym, pospolitym taksówkarzem bez ambicji i większych pragnień. Pewnego dnia otrzymuje pierwszą wiadomość... As karo zaczyna jego przygodę, prowadzi do zmian. Stawia przed nim pierwsze zadania, wyzwania i niepokoi. A potem pojawiają się kolejne karty... Gra staje się coraz bardziej skomplikowana, zadania coraz trudniejsze, a strach coraz większy, Ed zaczyna pytać innych oraz samego siebie... Dlaczego ja? Kto jest panem tej gry? Do czego to ma prowadzić? A przede wszystkim... Czy dam radę? Co się stanie jeśli mi się nie uda? Będzie źle... Ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych, prawda? 

"Posłaniec" to książka Markusa Zusaka - autora, którego ja uwielbiam, którego jestem wielką fanką. A to wszystko przez jego książkę "Złodziejka książek" (recenzja), która szczerze mnie zachwyciła. Czytałam ją w okolicznościach dosyć nieprzyjemnych, a jednak wywołała na mnie piorunujące wrażenie. Kiedy pojawiła się dla mnie możliwość przeczytania innej książki Markusa Zusaka stwierdziłam, że jestem szczęściarą. Choć z drugiej strony... pojawił się niepokój. No bo co jeśli tym razem się zawiodę? Co jeśli "Posłaniec" spowoduje jakieś odchylenia na mojej opinii na temat tego autora? Na szczęście p.Zusak nie jest jednym z tych autorów, którzy mają na swoim koncie dwadzieścia dobrych, ale nie genialnych książek. To jeden z tych autorów, który ma w swoim pisarskim dorobku kilka książek, ale takich, które się wyróżniają i, które są naprawdę warte przeczytania. "Posłaniec" udowodnił mi, a raczej potwierdził, że Markus Zusak ma świetne pióro, niezwykłą wyobraźnię i przede wszystkim... talent.

"Wstałem i zszedłem po schodach. Wolę gonić za słońcem, niż na nie czekać."*

Już na pierwszych stronach tej powieści poznajemy Eda - przeciętnego taksówkarza. Bohater tej książki jest naprawdę przeciętny... nie ma żadnych ukrytych mocy ani nic takiego. Żyje w brudnym, biednym mieście, na jego przedmieściu. W miejscu życia ludzi bez ambicji, których nic już nie czeka. Jego matka przy każdej możliwej okazji daje mu odczuć jak bardzo go nienawidzi... A jego jedynym towarzyszem życia jest Odźwierny - brudny i śmierdzący pies. Mieszkają razem w równie uroczej ruderze. Codziennie patrzy jak Audrey - dziewczyna, którą kocha spotyka się z innym facetem. A nie z nim. Pewnego dnia niechcący powstrzymuje napad na bank... Ed jeszcze tego nie wie, ale to wtedy pojawia się nadzieja na to, że coś może się zmienić w jego życia. Szansa na to znikoma, ale zawsze jakaś. Zostaje wybrany na Posłańca - ma ulżyć cierpiącym, czasami przez swoje własne cierpienie... Komuś może się wydać, że jest to raczej praca niewdzięczna, ale Ed szybko się przekonuje, że choć to praca trudna, ciężka to jednak niesie korzyści nie tylko dla jego "klientów". Teraz tylko pozostaje znaleźć odpowiedź na pytanie... kto za tym stoi.

Autor prowadzi akcję w taki sposób, że czytelnik nie może się domyślić co wydarzy się dalej... Ta książka to zagadki, niespodziewane zwroty akcji. A główny bohater szybko staje się naszym przyjacielem. Sposób narracji jak i cała historia jest niesamowity. Ed jest narratorem i prowadzi z czytelnikiem swego rodzaju rozmowę, która tylko napędzała u mnie chęć dalszego czytania tej powieści! Podczas jej czytania czułam się jakbym gdzieś biegła, prowadziła gonitwę z czasem. Czas w tej książce biegnie nieubłaganie. Narracja w czasie teraźniejszym jest dosyć rzadko spotykana, ale Markus Zusak śmiało po nią sięgnął i to się bez wątpienia opłaciło!

"Posłaniec" to książka z początku niepokojąca i przygnębiająca. Jest szaro i smutno... Potem to wszystko dzięki roli Posłańca nabiera powoli kolorów. I przez to ta książka jest wstrząsająca. Mogłam się tego spodziewać... bo przecież już "Złodziejka książek" wywarła na mnie takie wrażenie. A jednak ta książka także mnie zaskoczyła. Jest ciekawie, zgrabnie napisana. Ona intryguje i wciąga. Markus Zusak po raz kolejny stworzył niebanalną książkę, która jest swego rodzaju wiadomością dla nas samych. Pokazuje, że każdy z nas może odmienić swoje życie... na zmiany, nawet te wielkie wbrew pozorom nigdy nie jest za późno. Warto się zastanowić nad odpowiedziami na pytanie: Jak wygląda moje życie? Kim/gdzie będę za dziesięć lat? Czy coś się zmieni? Czy jestem szczęśliwy i dumny z powodu ? Dokąd zmierzam? 

"Wkrótce ona mówi:
– Jesteś moim najlepszym przyjacielem, Ed.
– Wiem.
Mężczyznę można zabić takimi słowami.
Bez pistoletu.
Bez kul.
Tylko słowa i dziewczyna."*

Markus Zusak daje nam impuls do zatrzymania się i zastanowieniem się nad swoim życiem. A robi to za pomocą "Posłańca" - książki wciągającej, zaskakującej i niebanalnej. Książki, która mnie oczarowała i porwała na kilka godzin. Ale ostrzegam... to książka momentami przygnębiająca, która jednak daje nadzieję na zmiany. Jest to pozycja idealna nie tylko dla fanów "Złodziejki książek". To powieść, która na długo pozostaje w pamięci... Uwiera, niepokoi i nie pozwala o sobie zapomnieć. To jedna z tych książek, które zostają w nas na zawsze, które mają na nas wpływ. Pokazuje zwykłych ludzi, odblaski szarości życia każdego z ludzi. W końcu życie nikogo tak naprawdę nie jest idealne...Ona pokazuje właśnie tą nieidealną, ciemną stronę życia - cierpienie, smutek, rozpacz, czarną otchłań...Autor po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczył, a także umocnił swoją pozycję na liście moich "naj. "Posłaniec" ląduje na półce obok "Złodziejki książek", ale także w  moim sercu... Serdecznie polecam!

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Markusa Zusaka "Posłaniec".

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!


października 05, 2014

(308) Ciemna strona

(308) Ciemna strona
Tytuł: Ciemna strona
Autor: Praca zbiorowa, opracował John - Henri Holmberg
Wydawnictwo Literackie
Stron 410

"Wyjątkowa antologia pięknych i mrocznych skandynawskich historii kryminalnych, ze Stiegem Larssonem jako wisienką na torcie" Camilla Läckberg

Zbrodnia, tajemnica, suspens... Myślę, że mogę śmiało napisać, że większość moli książkowych Szwecja ( i Skandynawia – ale o tym kiedy indziej) kojarzy się z... kryminałami. Na których zapoznania ja także postanowiłam się skusić. I było warto! „Ciemna strona” to zbiór opowiadań. Znajdziemy w niej dzieła tych bardziej popularnych jak i tych mniej popularnych autorów. A wisienką na torcie jak pisze sama p. Camilla Läckberg jest Stieg Larsson. I nie ukrywam, że to właśnie to nazwisko zaważyło na chęci przeczytania tej książki. Choć zazwyczaj staram się unikać zbiorów opowiadań. No, ale cóż... kto by dla szwedzkich autorów nie zdecydował się na wyjątek?

Jak to bywa z antologiami są tu opowiadania lepsze i gorsze. Autorzy mają różne dorobki literackie, różne doświadczenia związane z pisarstwem. Tych szwedzkich autorów jest tyle, że naprawdę trudno zapoznać się ze wszystkimi. Jednak w tej książce mamy przyjemność (większą lub mniejszą) zapoznać się z dziełami dwudziestu autorów. Bez wątpienia jest to ciekawe doświadczenia chociażby ze względu na to, że tych nazwisk powszechnie znanych o których huczy się non stop, a które jednocześnie cały czas nie wychodzą w Polsce z mody jest kilka. Jest to więc także sposób na poznanie tych mniej znanych autorów. A warto pamiętać, że „mniej znany” nie oznacza wcale „gorszy”. Przejdźmy więc teraz do samej treści...

Antologię otwiera opowiadanie pt.:”Spotkanie po latach” Tove Alsterdal, które opowiada o spotkaniu po latach przyjaciółek z czasów szkolnych. Pojawiają się tu jednak elementy mistyczne, które niepokoją, a w głowie pozostawiają znak zapytania... To bez wątpienia dobry początek tej antologii, który na długo zapada w pamięć. Kolejne opowiadanie „Lubił swoje włosy” Rölfa i Cilli Börjlind jest już inne. Jednak jest to kolejne niepokojące, może trudne do wyjaśnienia opowiadanie? Z pewnością ciekawe. Następnie mamy przyjemność zapoznać się z opowiadaniem Åke Edwardson'a pt.: „Nigdy w rzeczywistości”. Troszkę dziwny tytuł, a jednak podchodziłam do niego bardzo pozytywnie ze względu na samego autora. Bez wątpienia jest to jedno z lepszych i tragiczniejszych opowiadań w tej antologii. Super! „I w nasz ciemny dom” Inger Frimansson to dosyć przykre opowiadanie o tym co używki potrafią zrobić z człowiekiem. Przykre, a z drugiej strony porywające. Dzieło długoletniej życiowej partnerki Stieg'a Larrsona tj. p.Gabrielsson o tytule :”Ostatnie lato Paula” było dla mnie przyjemną, ale nie porywającą lekturą. A szkoda. Jedno z gorszych opowiadań moim zdaniem w tej antologii. Anna Jansson i jej opowiadanie „Pierścień” było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem w którym jednak na początku było mi troszkę trudno się połapać. Ale ogarnęłam! ;) No i potem czeka na nas świetne opowiadanie, którego autorką jest Åsa Larsson pt.: „Sanie pocztowe” jest genialne w swojej prostocie. To była sama przyjemność! I jest to z kolei najdłuższe opowiadanie... Nadszedł czas na autora, którego najbardziej oczekiwałam. Przed Wami Stieg Larsson ze swoim opowiadaniem „Supermózg”. Choć tytuł jest moim zdaniem lekko infantylny, ale wnętrze jest o wiele ciekawsze i bardziej ambitne. Akcja tego opowiadania odgrywa się w przyszłości. Uznany biegacz zostaje zaproszony na badania... Nie przewiduje co będzie miało go tam spotkać. Bez wątpienia jest to najlepsze opowiadanie w tej antologii, które wyróżnia się z tego tłumu. Wciągające i intrygujące!

Z kolei "Nieprawdopodbne spotkanie" Henninga Mankella i Håkana Nessera opowiada o dość osobliwym spotkaniu dwóch panów pewnej nocy. Ciekawe, ale nie porywające. Porywające za to jest kolejny tekst, a mianowicie "Alibi señora Banegasa" Magnusa Montekiusa pokazujące do czego może doprowadzić kłamstwo. Tragiczne, a z drugiej strony śmieszne. Super! "Coś w jego oczach" Daga Öhrlunda to opowiadanie o pewnej policjantce i jednej z jej spraw. Bardzo spodobało mi się jego zakończenia. Jedno z lepszych opowiadań w tej antologii. "Ty zawsze przy mnie stój' autorstwa Malin Persson Giolito to utwór smutny, tajemniczy i przejmujący. Lubię, kiedy teksty wywołują w czytelniku żywe emocje, a to opowiadanie właśnie takie jest. Pokazuje bezduszność, której ja znieść nie mogę... I może właśnie dlatego to opowiadanie mi się spodobało? "Miltimilioner" Maj Sjöwall i Per Wahlöö to zabawne, ciekawe opowiadanie, ale nie jakieś arcydzieło. "Kalendarz Braun" Sary Stridsberg to słaby punkt tej antologii... Kolejne opowiadanie to "Zemsta dziewicy" Johan'a Theorin'a - ciekawe, inne, bardzo przyjemne. "Maitreja" Veroniki von Schenck to opowiadanie, należąca do tej trójki najlepszych moim zdaniem. Jest tajemnica, jest akcja, jest świetna bohaterka. Jest jak najbardziej na tak! Ostatnie opowiadanie czyli "Późno ocknie się grzesznik" Katariny Wennstam to dobre zakończenie tego zbioru. Tajemnica wyjawiona po latach to świetny pomysł, który autorka potrafiła wykorzystać.

W tej antologii najbardziej urzekły mnie trzy opowiadania: "Supermózg" Larssona, "Alibi senora Banegasa" Montekiusa no i "Maitreja" pani von Schenck. Ale jak pewno się domyślacie po tekście powyżej trudno było mi wybrać te trzy najlepsze opowiadania. A powód jest prosty. To antologia na naprawdę wysokim poziomie i moim zdaniem nie ma tu kiepskiego opowiadania. Są po prostu dobre, świetne i wybitne. Jednak praca Johna - Henri'ego Holmberg'a nie kończy się tylko na zebraniu tych opowiadań w jedną dość obszerną książkę. To także pojawiający się po tych opowiadaniach artykuł opowiadający o sukcesie szwedzkich kryminałów, ale... to jeszcze nie wszystko. Na końcu znajdują się także noty o autorach każdego z tych opowiadań. tym samym "Ciemna strona" staje się nie tylko zgrabną antologią, ale także źródłem wiedzy. Pomimo tego nie widzę przeszkody, żeby te dodatkowe strony pominąć. Nie mniej myślę, że warto się z nimi zapoznać chociaż dość pobieżnie. 

Myślę, że po swoich wcześniejszych słowach wyraz "Polecam" jest już zupełnie zbędny. "Ciemna strona" to naprawdę zgrabnie opracowana i zebrana antologia, której czytanie było dla mnie przyjemnością. Jest to z pewnością gratka dla fanów szwedzkich kryminałów. Choć... nie wszystkie opowiadania w niej się znajdujące są opowieściami czysto kryminalnymi. Można tu także znaleźć problemy społeczne, a  tym samym problemy zwykłych ludzi. Jest to więc także pewne świadectwo na temat społeczeństwa szwedzkiego. Naprawdę warto się skusić na lekturę tej książki. Tylko uwaga... Istnieje wysokie niebezpieczeństwo, że najdzie Was jeszcze większa ochota na czytanie szwedzkich kryminałów... Ale to przecież sama przyjemność, prawda? ;)

Moja ocena: 7/10 Bardzo dobra!

Za możliwość zapoznania się z tą książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

sierpnia 23, 2014

(307) Recepta na miłość

(307) Recepta na miłość
Tytuł: Recepta na miłość
Autor: Paula Roc
Wydawnictwo SQN
Stron: 255

"Pewnie nie wybrałam dobrego dnia na ostateczne rozstrzygnięcie, ale czy kiedykolwiek byłabym w stanie wszystko naprawić i przestać się bać? Najważniejsze jednak, że Ty zdecydowałeś chwycić się mocno życia i nikt nie mógł Cię zatrzymać." str. 249 "Recepta na miłość" Paula Roc

Lekarze, pacjenci, recepty, choroby, śmierć...
Od kilku lat można zauważyć coraz popularniejszą, a co za tym idzie silniejszą modę na seriale medyczne. "Chirurdzy", "Dr House", "Na dobre i na złe", "Lekarze". Do tego należałoby jednak jeszcze dodać np.: "Szpital". Pomimo tego ja dzisiaj skupię na tej pierwszej grupie. Mamy lekarzy, pacjentów, choroby oraz problemy pacjentów, ale także życie prywatne tych pierwszych. Na ekranach telewizyjnych pojawia się coraz więcej seriali medycznych. a w sumie każdy ze scenariuszu kieruje się podobnym schematem. Pojawia się więc pytanie: Dlaczego takie seriale cieszą się taką popularnością? Czyżbyśmy tak bardzo potrzebowali kontaktu z lekarzami, chorobami, szpitalami? A może za tym stoi coś więcej? Pewna... prawdziwość życia, która z nich bije? Przejdźmy jednak do sedna sprawy. "Moda na szpitale" zaczyna powoli wywierać swój wpływ także na literaturę. Ale czy historie o lekarzach opowiedziane na papierze mają taką samą moc i siłę przebicia? Postanowiłam się o tym przekonać na własnej skórze czytając książkę Pauli Roc pt.: "Recepta na miłość". Zapraszam więc do zapoznania się z moimi wnioskami...

Próbowaliście kiedyś uciec od problemów? Z pewnością. W końcu kto z nas nie próbował zapomnieć, odciąć się od tego co złe i nieprzyjemne, krępuje i budzące smutek? Magda - główna bohaterka powieści Pauli Roc postanawia właśnie uciec... Przeprowadza się do Barcelony z nadzieją, że uda jej się rozpocząć nowe życie bez smutku, poczucia winy. Poznajemy także Juana, który nie ma odwagi podążyć za marzeniami, rzucić studia, które nie dają mu żadnej satysfakcji, przyjemności, a co najważniejsze wyznać Magdzie, że ją kocha. No i jest jeszcze mało odpowiedzialny Roi. Roi, który od razu jak burza wtargnął do życia Magdy. Choć żadne z nich tego nie chciało. Stażyści, kłótnie, nieporozumienia, relacje z rodzinami, znajomymi, błędy, porażki, wygrane... Jest jeszcze zakręcona Irati i jej równie zakręcone co niemiłe problemy. Nie zapominajmy także o Irene, która waha się czy ratować życie siostry. Wszystko leży w rękach Juana. Czy uda mu się jednak przekonać dziewczynę do dania siostrze jeszcze jednej szansy? Czy niedoszli lekarze nauczą się o co tak naprawdę chodzi w tym zawodzie? Czy uleczą samych siebie? Pytań jest wiele, ale odpowiedź na każde z tych pytań jest tuż obok...

Niespełnione marzenia, ambicje, oczekiwania, zawody... Myślę, że tym wszystkim w dużej części jest ta książka. Marzenia za którymi trudno podążać, z dnia na dzień zmienianie planów, nieustanne zmiany zachodzące w życiu. Strach, niepewność, niepokój, walka z samym sobą. Widzicie... każdy z bohaterów książki Pauli Roc zmierza się z którymś z tych problemów. Magda - główna bohaterka tej powieści jest zagubiona i szuka swojego miejsca w życiu, które utraciła na skutek nieprzewidzianych kolein losu. Ci młodzi lekarze, stażyści dopiero wkraczają w dorosłość, uczą się odpowiedzialności, wkraczają w samodzielne, pełne obaw i niepokojów, ale także i radości życie. Muszą wybierać, decydować, podejmować decyzje - czasami już nieodwracalne. Ale przede wszystkim, że człowiek, żeby być szczęśliwym musi żyć w zgodzie z samym sobą.

Ważnym wątkiem tej książki, choć może wątkiem na który autorka nie kładzie zbyt dużego nacisku jest relacja siostry z pacjentką szpitala w którym pracuje Magda. Irene zostaje poproszona przez rodziców i lekarzy, żeby oddała swój szpik kostny siostrze - Isabel. Każda dziewczyna zrobiłaby to na jej miejscu dla swojej siostry, prawda? Nie ona. Głęboko zakorzenione w niej poczucie odrzucenia, smutek, nienawiść, poczucie bycia gorszym powoduje, że chce, żeby jej siostra zniknęła - umarła. Irene jest przez to bardzo zamknięta w sobie... U jednych może budzić odrzucenie, odrazę... No bo w końcu... jak można odmawiać pomocy swojej siostrze? Zadać cios swojej rodzinie? Ale Juan nie jest taki jak inny. Cechuje się niezwykłą wrażliwością i empatią, która pozwala mu zrozumieć postępowanie Irene i współczuć właśnie jej. A kto wie? Może ta sprawa obierze zaskakujący finał?

Ta książka jest momentami przerażająca... Przerażająca przez swoją prawdziwość, przez pokazanie szarości życia, które jest jedynie przeplatane jasnymi barwami. Ta opowieść nie ma takiego zupełnego "happy end'u". Tu ten "happy end" jest zbudowany na fundamencie strachu, niepewności bólu. Jedna rzecz / sprawa przybiera właściwy, dobry obrót, ale niepostrzeżenie druga się wali. Czy tak właśnie nie jest w naszym życiu? Bo przecież chyba życie nikogo z nas nie jest w stu procentach idealne, prawda? A Paula Roc to odkrywa, wykładając na stół wszystkie karty. To nie jest książka odpowiednia na poprawę humoru - o nie! Bo to książka o życiu, tu nie ma mega uczuć, niezwykłych historii - tu jest po prostu życie. Szare, smutne, momentami radosne, trudne, a przede wszystkim kruche. Sama w sobie ta powieść jest momentami bardzo smutna... mowa tu bowiem o bólu, depresji, załamaniu, uzależnieniu od leków, udawaniu kogoś innego. W dzisiejszych czasach, czasach pogoni za pieniędzmi często można zauważyć ludzi załamanych, bo nie spełniają oczekiwań, bo sobie nie radzą, ale oni sami się do tego nie przyznają, nie chcą powiedzieć ani przyznać przed samym sobą "mam problem". Udajemy silnych w czasach, kiedy niepokój i słabość są niepożądane. Ale czy niepożądane jest także bycie sobą, a nie udawanie kogoś innego?

Ale "Recepta na miłość" to także nieszczęśliwa miłość i ukazanie trudności i tego jak bardzo skomplikowane są relacje damsko - męskie. Czyżby porozumienie między tymi dwoma płciami było momentami zupełnie niemożliwe? Paula Roc zaskakuje prawdziwością charakterów swoich bohaterów. Mają wady i zalety. Jednak podczas czytania tej książki odnosiłam momentami wrażenie, że autorka skupia się w większości na słabych stronach stworzonych przez siebie postaci. Szkoda, bo mają bez wątpienia także dobre strony. A jednak przez to bohaterowie nie są przerysowani ani wyidealizowani. Myślę, że ważnym aspektem tej książki jest pokazanie, a raczej przypomnienie, że "szewc chodzi bez butów". Lekarze z tej powieści zmagają się z problemami psychicznymi, zdrowotnymi... innym pomagają, a sobie pomóc nie potrafią. I, że pani w sklepie, nauczyciel w szkole, pracodawca w pracy... także mają własne życie, problemy i nie tylko.

Pisarka przez swoje dzieło chciała pokazać (a może przypadkiem to zrobiła?), że ważne jest pokazanie swojej prawdziwości i unikalności. Bowiem każdy jest inny. Może ja się po prostu do tego przyczepiłam? W każdym razie jeśli się o czymś nie mówi to nie znaczy to, że tego czegoś nie ma. I nawiązując do tego zamierzam nawiązać do pomyłki do której dopuściło się wydawnictwo (?), a tą pomyłką jest pomylenie imion na jednej ze stron powieści, ale mogę na to ewentualnie przymknąć oko...;)
Reasumując "Recepta na miłość" to ciepła powieść, która wzrusza przez swą prawdziwość. Nie jest to jednak książka dobra na poprawę humoru - ostrzegam! Autorka pokazuje, że tak naprawdę życie nikogo nie jest idealne. Są jednak też minusy - akcja rozgrywa się w Barcelonie... a gdzie tu jest ta Barcelona? Barcelony brak. A jednak... jeśli dla autorki Barcelona jest chlebem powszednim to po co się nad nią rozwodzić? Nie mogę też przyznać, że ta książka jest porywająca, bo nie jest... ale jest za to ciepła i pouczająca. Momentami męcząca, a jednak pokazująca jak ważne jest w trudnych chwilach wsparcie rodziny. Mało tu medycyny, więc dla fanów lekarzy nie polecam. No i ten banalny tytuł... no bo gdzie tu ta recepta na miłość? Jak widzicie ta książka ma swoje plusy i minusy. I to od Was zależy czy dacie jej szansę... jednak ja jej lektury nie żałuję. Warto sobie zadać pytanie: Czy każda książka musi być idealna?

Moja ocena: 6+/10 Dobra z plusem!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN!

lipca 26, 2014

(306) Tancerka z Kairu

(306) Tancerka z Kairu
Tytuł: Tancerka z Kairu
Autor: DeAnna Cameron
Wydawnictwo Otwarte
Stron 355

"Modna dama, popularna w towarzystwie.To była tylko wizja, sen, nie rzeczywistość."

Taniec. Dla jednego to pasja, sposób na życie, a jeszcze dla innych jest to sposób na wyrażenie siebie samych - swoich emocji, odczuć, tego co w nas drzemie - smutku lub radości, wygranej lub porażki. Dla kobiet jest to każe sposób na wyrażenie swej kobiecości, powabu. Tego, że także mogą być niezależne. Nic więc dziwnego w tym, że taniec cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Dziewczynki już od małego uczęszczają na lekcje tańca - jedne z lepszym, drugie z gorszym skutkiem. Łączy je jednak to, że wszystkie czerpią z tego radość. To zainteresowanie tańcem widać także w filmach jak i w książkach oczywiście. "Tancerka z Kairu" - tytuł pełen powabu, lecz nie wiadomo co się pod nim skrywa. Do tego jeszcze ta również pełna zmysłowości okładka. Cóż poradzić? Musiałam przeczytać tą książkę. Spodziewałam się jednak czegoś innego, ale... ale... otrzymałam coś więcej,
coś lepszego niż oczekiwałam. Jak sami wiecie niektóre niespodzianki bywają miłe. A "Tancerka z Kairu" autorstwa DeAnna Cameron okazała się dla mnie właśnie taką niespodzianką. W takim razie zapraszam do odpakowania tej niespodziewanie miłej niespodzianki wraz ze mną ;)

Rok 1893. Chicago. Dora Chambers jest młodą, a zarazem świeżo upieczoną mężatką. Trafiając za mężem do Chicago porzuca swoje dawne życie i próbuje się przyzwyczaić do tamtejszych realiów. Nie jest to jednak łatwe posiadając tak wymagającego męża jakim jest dla niej Charles. Aby sprostać jego wymaganiom kobieta postanawia pomóc przy organizacji Wystawy Światowej. Pomimo swojego braku doświadczenia panna Chambers już na samym początku ma postanowione na swojej drodze poważne zadanie. Zadaniem Dory ma być opieka nad grupą egipskich tancerek brzucha. Ale nie myślcie tu o zabawianiu ich itd... Główna bohaterka tej książki ma za zadanie "wyplenić" z ich tańca ruchy, które mogły wzbudzać pożądanie w mężczyznach. Jest to w oczach Pań Zarządzających wyjątkowo niepożądane, więc zrozumiała jest ich decyzja, aby nałożyć na tancerki pewne ograniczenia. Dotyczące także ich... stroju. Ale jak się pewno domyślacie tancerki nie zamierzają tak łatwo odpuścić swoich korzeni i poczucia wolności oraz bycia sobą. Przed Dorą stoi bez wątpienia trudne zdanie. Sytuację utrudnia jej dobroć, brak zdecydowania. A co najważniejsze nie została ona jeszcze "zepsuta" przez elitę. Kolejnym czynnikiem komplikującym jej położenie jest taniec. Bowiem taniec brzucha budzi w niej nieznane dotąd emocje, uczucia... Uczy się czym jest prawdziwa odwaga, namiętność, pasja... a może nawet miłość? Ten egzotyczny taniec uwalnia w Dorze coś dotąd zupełnie nieznanego, powoduje jej uwolnienie. Ale czy na tyle, że będzie gotowa odejść od męża? Być szczęśliwa u boku innego mężczyzny? Czy pozwoli przeżyć prawdziwej miłość? A taniec... gdzie w jej życiu znajdzie się miejsce dla tańca? A może odkreśli ten fragment grubą linią (przekreślając zarazem swe marzenia i pragnienia)?

Słyszeliście kiedyś o Little Egypt? Muszę przyznać, że ja osobiście o niej nie słyszałam aż do momentu przeczytania tej książki,  a jednak uważam, że warto się zapoznać z jej historią choć z grubsza, kiedy mówimy o książce p. Cameron. Taniec egipski jak i sama Little Egypt była dla autorki impulsem do napisania tej książki. No więc kim była ta Little Egypt? Odpowiedź jest bardzo prosta (z pozoru). Była jedną z pierwszych na świecie tancerek brzucha. Rozgłos zdobyła po występie na Wystawie Światowej w Chicago. Tym samym rozsławiając ten taniec na cały świat. Pomimo tego, że jej pojawienie się na scenie niesie za sobą takie "konsekwencje" to jednak jest to postać bardzo tajemnicza, o której wiemy nie wiele i pewno więcej się nie dowiemy. Nie mniej jest to postać ciekawa. A co więcej ściśle związana z tańcem brzucha. Ale powróćmy do wątku głównego...

Dora Chambers jest bohaterką, która zasługuje na uwagę. Myślę, że jej postawa obrazuje życie wielu z nas. W nowym miejscu jest zagubiona, a jednak pomimo tego stara się być odważna i szczęśliwa. Cieszyć się z tego co ma. Chce być idealną żoną. Chce, żeby Charles był z niej zadowolony. Aż pewnego dnia w sposób psychiczny zaczyna umierać... zamykać się w sobie. Choć jest otoczona tłumem ludzi czuje się bardzo samotna. Jest młoda, a mąż nie ułatwia jej życia. Jego wahania nastrojów, nieprzewidywalność, brak oznak miłości budzą w Dorze lęk i niepewność. Przez to wszystko zaczyna tracić pewność siebie, staje się nieszczęśliwa. Aż do pewnego dnia kiedy na jej drodze staje Hossam... ale o tym za chwilę ;) Jej relacje z mężem są bardzo kruche. Brak jej osoby z którą mogłaby o wszystkim porozmawiać, ale nie myślcie, że oddaje swoje małżeństwo bez walki. O nie! Jednak nie potrafi się odnaleźć w gronie elity. Dora pragnie stabilizacji, szczęścia w codzienności. Swoje miejsce znajduje właśnie wśród tancerek brzucha. Zaskakuje ją ich bezinteresowność, serdeczność... nie tego się spodziewała. A jednak dopiero tam odnajduje spokój. Widzicie... panna Chambers jest bohaterką, która pokazuje, że warto o siebie walczyć. Nie poddawać się. Bo w końcu... jeśli my nie zawalczymy o swoje szczęście to kto inny ma to zrobić? Wszystko leży tylko i wyłącznie w naszych rękach.

Wątek miłosny w tej książce to tak naprawdę zderzenie dwóch realiów w życiu Dory. Jej relacja z mężem, z którym nie łączy ją nic. Jest nieszczęśliwa, ale ukrywa to przed samą sobą. Próbuje fałszować prawdę. Pociesza się, próbuje się cieszyć tym co ma. A szczęście jest przecież tuż obok... Hossam jest przeciwieństwem jej męża. Czuły, troskliwy, czuje bijącą od niego miłość non stop. No i jeszcze jest ten żar, ogień, namiętność, radość z każdego spotkania, a tego w jej małżeństwie nie ma. Główna bohaterka staje przed trudnym wyborem. Może zostać przy mężu - być nieszczęśliwa, dusić się, mieć wrażenie, że nie spotka jej już nic dobrego. Ale jest też drugie wyjście. Rozstać się z mężem - być z Hossamem, być znowu szczęśliwą, spełnioną kobietą, otoczoną miłością i wrażeniem, że jest potrzebna. Wybór jest oczywisty, prawda? Gdyby to tylko było takie proste... Dora aby dojść do swojego szczęścia musi znaleźć w sobie odwagę, dążyć do niemożliwego. Czy jednak zdecyduje się na ten krok?

Opowieść miłosna opowiedziana w tej książce jest urocza, ciepła. Od niej wręcz bije ciepło! Relacja Dory z Hossamem jest fascynująca, piękna. A przy tym wszystkim tuż obok znajduje się jej relacja z mężem - z dnia na dzień ochładzająca się coraz bardziej. Bardzo polubiłam postać Dory, a w Hossamie mogłabym się wręcz zakochać ;) Ich relacja jest pełna czułości, tęsknoty za sobą, jest krucha, a jednak silna tak jak żadna inna. To jest po prostu para, której się gorąco kibicuje od początku do końca. Ta książka przez te wszystkie drobne i większe elementy jest książką o pokonywaniu własnych leków, przezwyciężaniu obaw, pogoni za szczęściem za którym po prostu czasami boimy się wyruszyć. Pokazuje także zderzenie dwóch światów elity i zwykłych ludzi. Jak myślicie... kogo życie bardziej mi się spodobało? Oczywiście, że zwykłych ludzi, którzy żyją pasją i są sobą. Nie udają nikogo innego, zgranej rodzinki, kiedy tak wcale nie jest. Bo prawdziwość liczy się najbardziej!
Pragnę jeszcze raz powrócić dzisiaj do tematu tańca.W tej książce jest go troszkę... mało. Mi to nie przeszkadzało, ponieważ w momencie kiedy był już ten taniec był zachowany jego klimat i urok, ale nie oczekujcie jego zbyt dużo. "Tancerka z Kairu" to opowieść, której taniec jest jedynie tłem. Interesującym i ważnym. Jest on bowiem fundamentem tej powieści. Początkiem i końcem. Autorka o nim nie zapomniała. Ale nie jest to rzecz, której poświęciła najwięcej uwagi. Przy tym jednocześnie go na pewno nie zaniedbała.

"W tej powieści jest wszystko! Czy jesteś dorosłą kobietą czy nastolatką, czy kochasz taniec czy nie, na pewno pokochasz tą książkę!" The Chronicles Magazine

Słowa, które zacytowałam wyżej mogłyby być tak naprawdę kwintesencją mojej recenzji. Dzieło DeAnny Cameron pt.: "Tancerka z Kairu" to książka w której jest naprawdę wszystko. Subtelna miłość, marzenia, walka o siebie, ciepło, walka z samym sobą, przyjaźń, odkrywanie, pasja no i jeszcze oczywiście... taniec. Pani Cameron oczarowała mnie swoją książką, a jej czytanie było dla mnie samą - czystą niezakłóconą niczym przyjemnością. Bohaterowie są barwni, a i historia ta została dobrze osadzona w czasach historycznych. Autorka pokazuje w niej przeciwieństwa, rozterki i nie tylko. Myślę, że to książka dla każdej kobiety, która nie jest jeszcze pewna swej wartości i tego czy warto podejmować śmiałe decyzje. (Warto!). To książka dla tej, która potrzebuje oderwania od szarości dnia codziennego. Dla tej, która potrzebuje się zrelaksować, przeczytać niezbyt szczęśliwą historię, która ma jednak szansę rozwinąć się jak najlepiej dla głównej bohaterki. Idealna to ta książka nie jest. To przyjemna powieść (romans) - idealna na rozluźnienie. Nie ma tu zbyt dużo egzotyki, arabii i tak dalej... Ale jeśli potraficie się bez tego obejść, a chcecie się zrelaksować to... Krótko mówiąc: Polecam, bo mnie ta książka oczarowała!

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!
Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

lipca 25, 2014

(305) Stosik 3/2014

(305) Stosik 3/2014
No to przyszedł czas na kolejny stosik... Dopiero trzeci w tym roku z publikowanych, ale będzie ich więcej ;) 


Od góry:
1.Powtórka z gimnazjum. Historia Polski. Od Piastów do współczesności. - kupione na wyprzedaży za symboliczne 1 zł.  Przyda się ;)
2. Powtórka z gimnazjum. Historia powszechna 2. Nowożytność i współczesność. - j.w.
3. Powtórka z gimnazjum. Historia powszechna 1. Starożytność i średniowiecze. - j.w.
4. Powtórka z gimnazjum. Język polski 3. Od międzywojnia do współczesności. - j.w.
5. Powtórka z gimnazjum. Język polski 2. Od romantyzmu do modernizmu. - j.w.
6. Powtórka z gimnazjum. Język polski 1. Od antyku do oświecenia. - j.w.
7. Dlaczego wierszem? Lucylla Pszczołowska - j.w.
8. Tatuaż z lilią Ewa Seno - przyjemna książka. Przeczytana, zrecenzowana. Od Wydawnictwa Feeria. [recenzja]
9. Babskie fanaberie Ania Witowska - od Wydawnictwa Feeria. Na razie tylko przeglądana, ale zapowiada się świetnie :)
10. Kapelusz pełen nieba Terry Pratchett - to już taka klasyka, że stwierdziłam, że muszę w końcu przeczytać coś tego autora. Zakup własny na wyprzedaży za 3 złote. 
11. Recepta na miłość Paula Roc - od Wydawnictwa SQN, już przeczytana. Bardzo fajna, ale nie powalająca. Recenzja niebawem.
12. Drzewo migdałowe Michelle Cohen Corasanti - od Wydawnictwa SQN. Już nie mogę się doczekać aż ją przeczytam. Czuję, że to będzie świetna książka.
13. Mężczyźni wolą krągłości Dr Pierre Dukan - zakup własny za 2 złote. To może być naprawdę interesująca pozycja. 
14. Władysław Bartoszewski. Środowisko naturalne. Korzenie. Michał Komar. - prezent dla mamy.
15. Ptaki ciernistych krzewów Colleen McCullough - nagroda na koniec roku szkolnego. Przeczytana. Uczucia bardzo mieszane. Recenzja już niebawem.. 
16. Ucieczka z Krainy Wiecznego Śniegu. Stephan Talty - od Wydawnictwa SQN. Zapowiada się pasjonująca lektura. 

No i... to by było wszystko ;)
Pozdrawiam!

lipca 24, 2014

(304) Siostrzyca

(304) Siostrzyca
Tytuł: Siostrzyca
Autor: John Harding
Wydawnictwo Mała Kurka
Stron 285

"Któż, z choć odrobiną inteligencji,
Nie chciałby pocałować Florencji

Ten, kto chce przeżyć..."

Niejednoznaczna, niepokojąca, zaskakująca, nieprzewidywalna, mroczna, tajemnicza, wciągająca, ciekawa, zagadkowa, niepoczytalna, nietuzinkowa, inna, olśniewająca, świetna, dopracowana w każdym najdrobniejszym szczególe, genialnie napisana, a co za tym wszystkim idzie wybitna. 
To wszystko i wiele innych rzeczy nasuwa mi się na myśl po przeczytaniu książki pod tytułem: "Siostrzyca" autorstwa Johna Hardinga. I w sumie mogłabym skończyć tą recenzję na tych dwóch zdaniach, ale nic z tego! Ja zamierzam Was jeszcze pomęczyć swoimi wypocinami ;) Chcę żebyście chociaż w maleńkim stopniu poznali geniusz tej powieści. John Harding bowiem, choć nie należy do tych najbardziej znanych brytyjskich pisarzy to jednak moim zdaniem należy do tych najlepszych z jakimi miałam styczność. Nieznany niestety zbytnio w Polsce, a szkoda. Jego książka to dzieło, które naprawdę warto poznać. To dzieło dla tych, którzy lubią się smakować literaturą. Dla tych, którzy chcą poznawać nowe literackie ścieżki. To co? Wybierzecie się ze mną w nową literacką podróż jaką jest "Siostrzyca"? Zapraszam!

Angielski dworek. A w nim mieszka dwunastoletnia Florence wraz z przyrodnim bratem oraz służbą, która jest odpowiedzialna za opiekę nad nimi. Ich wuj, a zarazem prawny opiekun jest postacią w książce o której dowiadujemy się nie wiele z opowiadań Florence, a nie poznajemy jej osobiście. Choć i główna bohaterka nie wie o nim zbyt dużo. Dużo natomiast dowiadujemy się o zakazie, który został na nią za sprawą wuja nałożony. A mianowicie wuj zakazał edukacji dziewczynki. Z pewnością znacie powiedzenie, że zakazany owoc smakuje najlepiej. I tak też było w tym wypadku. W rezydencji jednak znajdowała się biblioteka, która dla pełnej ciekawości Florence była zagadką. Dwunastolatka sama złamała szyfr słów, a najpiękniejsze chwile swojego życia zaczęła przeżywać w zapomnianej bibliotece oddając się pasji czytania. Szybko stała się elokwentną, młodą osóbką, która szybko przewyższyła inteligencją innych. Jej bezpieczny świat zaczyna się jednak powoli burzyć... Najpierw przez wyjazd jej młodszego braciszka do szkoły, potem przez pojawienie się guwernantki, która odkrywa jej tajemnicę... i tym kończy jej przygodę z czytaniem. Ale potem panna Whitaker ginie w dość zagadkowych okolicznościach. Jednak ulga Florence połączona ze smutkiem nie trwa długo. Na jej drodze pojawia się panna Taylor. Odtąd w lustrach, w myślach i nie tylko dziewczyna ma przed oczami kobietę w czerni. Odtąd jej świat zaczął przesiąkać zapachem chloroformu i lilii... A jej bezpieczny świat oddalał się coraz bardziej. Jak sama Florence pisze... "Cóż miałam robić? Broniłam go." Ale co gorsza coraz bardziej zaczął się od niej oddalać brat. A tego nasza główna bohaterka już nie mogła znieść. Został jej jeszcze przyjaciel panicz Van Hoosier. A co jeśli on też zacznie się oddalać? A może lepiej dla niego, żeby się oddalił? Tylko jest pewne... "ale" - czy panna Taylor rzeczywiście była taka zła? A może to Florence postradała zmysły? A może... a może... odpowiedź na oba pytania brzmiałaby "Tak"?

"Przez choróbsko me szkaradne 
Do Florencji dziś nie wpadnę.
Astma więzi moje płuca
I wizyty mi zakłóca."

Florence jest jak się wydaje na początku najzwyczajniejszą pod słońcem bohaterką, ale... tylko na początku. Z każdą kolejną stroną jej postać staje się coraz bardziej skomplikowana i staje się tak naprawdę dla czytelnika zagadką. I to jaką! W jednej chwili myślicie, że to ot taka zwykła dziewczyna, która przeżywa wyjazd brata do szkoły i, która wbrew wszystkim łamie zasady, byle tylko czytać. No, ale cóż? Kto nie uwielbia moli książkowych? ;) Potem myślicie, że bohaterka jest waleczna, odważna, a przy tym zagubiona. A do jakiego dochodzicie potem wniosku? Że postradała zmysły. Natomiast kiedy już jesteś o tym przekonani w prawie stu procentach autor tak kieruje akcją i bohaterką, że zaczynacie w końcu w to wątpić. I jak to w końcu było z tą bohaterką? Nie wiem. Mogę się jedynie domyślać. Jedno jest pewne. Ta dziewczynka jest intrygującą i bardzo rozwiniętą intelektualnie bohaterką i widać, że p.John bardzo przyłożył się do stworzenia tej postaci i wlał w nią dużo serca. Bo widzicie... ta dwunastolatka jest bardzo dojrzała. Tak dojrzała, że momentami ma się wrażenie, że jest dorosłą kobietą. Jej język i elokwencja dają się poznać na każdej stronie. I widać świetnie tą elokwencję pomimo słów języka, który sam stworzyła. A słowa te nadają jeszcze większej tajemniczości i grozy tej przyprawiającej o gęsią skórkę powieści. "Utragiczniła się", "odwrotnoskutkowała", "przypatknęłam", "zuważniałam", "odpłakiwaliśmy", "uksiążkowioną" itd.. - robią wrażenie, prawda? Szczególnie w ustach można by nawet powiedzieć śmiertelnie poważnej dziewczynki.

Ważnym, jeśli nie najważniejszym aspektem tej książki są relacje Florence z innymi ludźmi. Dziewczynka w pewnym momencie robi się zarozumiała i uważa każdego za gorszego od siebie. Z czasem coraz bardziej upewnia się w tym przekonaniu. Staje się coraz bardziej zepsuta. Jedyną rzeczą, która się nie zmienia jest jej miłość do brata. Bohaterka potrzebuje bezpieczeństwa, które w pewnym sensie daje jej młodszy brat. Nie lubi zmian, a panna Taylor jej zdaniem jest wyznacznikiem i prowodyrką wszystkich zmian, które już zaszły. Boi się także tego co może w przyszłości nastać. Panna Taylor jest jednak jedyną osobą, która budzi we Florence pewien strach, a co za tym idzie respekt. Innych bowiem traktuje delikatnie mówiąc dość lekceważąco. Jej "przyjaciel" Van Hoosier byłby gotowy dla niej zrobić wszystko i stanąć za nią murem. Ona jednak chce coraz więcej. Ona nie stanie za nim murem. I to właśnie może zabić ich zapowiadającą się ciekawie przyjaźń. I kogo byłaby to wina? Każdy uważałby inaczej. Bowiem musicie wiedzieć, że Florence nigdy nie przyzna się do błędu i nie wyzna skruchy. A taki brak pokory może prowadzić do tragicznych w skutkach wydarzeń...

"Głosu nie dobędę, nie mogę mówić
Do Nowego Jorku każą mi powrócić
Lecz miasto nie dobędzie mojej atencji
Gdyż sercem będę przy Florencji"

Ta książka ma klimat. Już od pierwszej strony. Poważna przemowa narratorki, którą jest Florence pokazuje już na samym początku, że nie będzie to lekka książka. Wiersz "Łabędzica" na początku. Zapomniane, głuche korytarze w rezydencji, poczucie osamotnienie i wrażenie, że za chwilę zza zakrętu ktoś wyskoczy. Wszędzie obserwujące oczy, czarne ptaki... Nawiązania do Edgara Allana Poe i wielu innych znanych dzieł oraz ich autorów funduje nam w dodatku krótką lekcję literatury. Świetni bohaterowie, Florence i panna Taylor są ich najlepszymi przedstawicielami. No i oczywiście pełno zagadek, niedomówień - skomplikowana, intrygująca fabuła. Autor choć zaczyna dość spokojnie, potem stawia przed czytelnikami dziesiątki pytań. Ale nie liczcie na to, że poznacie wszystkie...

"Siostrzyca" to książka nietuzinkowa. Książka więcej niż dobra. Po prostu świetna. Powieść Johna Hardinga czyta się z przyjemnością, ciekawością i lekkimi obawami. Wierzcie mi. Nie chcielibyście poznać Florence. Autor stawia przed nami mnóstwo pytań, zostawia niedomówienia, a jednak nie robi tego w sposób irytujący. Powieść się kończy, a wątpliwości zostają. Wątpliwości, które towarzyszą nam jeszcze długo po przeczytaniu tej powieści. I może właśnie w tym leży jej świetność? Nie jest przewidywalna! Jest cały czas zagadką. Jednak zagadką dopracowaną w każdym najdrobniejszym szczególe. Ale ostrzegam - ona wciąga! Jest genialna. Przez klimat, postacie, fabułę i nieprzewidywalność. To książka dla tych, którzy lubią dostać gęsią skórkę przy czytaniu książki, dla tych, którzy nie lubią banałów. Serdecznie polecam... Tylko uważajcie na Florence! Ona lubi zaskakiwać i szokować...

Moja ocena: 9+/10 Wybitna z plusem!

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mała Kurka!