listopada 06, 2021

(725) Instytut Bombowych Teorii

(725) Instytut Bombowych Teorii
Tytuł: Instytut Bombowych Teorii
Autor: Tom Gauld
Wydawnictwo Marginesy
Stron 160

Uwielbiam komiksowe propozycje wydawnictwa Marginesy. Sukcesywnie (i systematycznie) zapoznaję się z ich graficznymi publikacjami - jak to często bywa w takich sytuacjach - jedne zachwycają mnie bardziej, drugie mniej. Doceniam jednak ich różnorodność i to, że wśród stale powiększającej się oferty - każdy może znaleźć coś dla siebie. "Instytut Bombowych Teorii" należy do tych mniej mnie zachwycających pozycji, jednak wynika to przede wszystkim z tego faktu, że jak się okazuje - nie jestem grupą docelową tego komiksu, czy też raczej zbioru około 150 komiksowych historyjek / anegdotek. Mimo, że miały być to humorystyczne opowiastki o szalonych naukowcach i odkryciach, skierowane nawet do tych osób, które nie wiedzą nic o Pitagorasie... będę szczera. O Pitagorasie co nieco wiem, poczucie humoru jako takie również mam, a jednak... humoru w dużej ilości z tych historyjek zrozumieć nie potrafiłam. Ale to nic. Książka trafiła w ręce naukowego fascynata... i go zafascynowała. 


Tom Gauld w tym swego rodzaju albumowym zbiorze komiksów (zdecydowanie odradzam czytanie od deski od deski! Nawet zbyt dużo dobrego jedzenia może wywołać niestrawność!) skupił się wynalazcach i wynalazkach oraz szeroko pojętej nauce - nie ulegając jednak fascynacji jedynie jedną z jej dyscyplin, dzięki czemu - naprawdę nie ma opcji, żeby nie zrozumieć chociaż jednego z zawartych w tym zbiorze skeczów? jeśli możemy te historyjki tak nazwać. To, co zasługuje również na wskazanie i wspomnienie, to oczywiście praca tłumaczy: Karoliny Iwaszkiewicz i Adama Pluszka, którzy dostosowali ten komiks do polskich odbiorców, przez co możemy w nim znaleźć stwierdzenia czy przykłady niewystępujące w oryginale. 


"Instytut Bombowych Teorii" zachwyci szczególnie fascynatów nauki, choć i laicy w tym temacie znajdą w tym albumie kilka zabawnych historii. Nie mniej - jest to z pewnością komiksowy zbiór, który należy sobie dawkować, tak by nie poczuć się zbyt przytłoczonym zamieszczonymi w nim historiami. Historyjki w nim zawarte są różnorodne - bardziej i mniej ambitne, ich zrozumienie wymaga również różnego poziomu specjalistycznej wiedzy. Prosta kreska przedstawiająca te historie, idealnie oddaje ich swego rodzaju surowość. Mój, jakby się mogło wydawać dość krytyczny odbiór tej pozycji wynika z tego, że z wiekiem zaczęłam szukać w literaturze czy też właśnie w komiksach / powieściach graficznych emocji (tu mistrzowska jest "Artemizja") i/lub wiedzy (tu serdecznie polecam "Neurokomiks"). W tej pozycji emocji nie ma, a wiedza w niej zawarta bez dość dużych fundamentów... dla mnie jest (w większości) niedostępna. Tak więc jak wcześniej wspomniałam - komiks trafił w ręce osoby zakochanej w nauce i związanej z nią ciekawostkach... i tam został o wiele lepiej odebrany i dał dużo więcej satysfakcji z lektury.


Moja ocena: 6/10

października 21, 2021

(724) Dziewięć miesięcy czułego chaosu

(724) Dziewięć miesięcy czułego chaosu
Tytuł: Dziewięć miesięcy czułego chaosu 
Autor: Lucy Kinsley 
Wydawnictwo Marginesy 
Stron 256 

Jeśli właśnie dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży lub Twoja najlepsza przyjaciółka podzieliła się z Toba radosną nowiną o tym, że niedługo zostanie mamą... a może Ty sama jesteś na etapie takich starań... a może po prostu chcesz dowiedzieć się więcej o wyjątkowym stanie, jakim jest bycie w ciąży, ten komiks jest dla Ciebie. Jeśli jakkolwiek jesteście związane z tematem ciąży... a może ciążą już dawno za Tobą, ale chcesz spojrzeć na ten okres z pewnym rozbawieniem... a może właśnie zmagasz się z porannymi / lub też całodobowymi mdłościami... ta opowieść może Cię podnieść na duchu. "Dziewięć miesięcy czułego chaosu" to niesamowita opowieść o jednym z najbardziej wyjątkowych, pełnym miłości, a jednocześnie strachu, zaskoczeń i skrajnych emocji w życiu kobiety okresie, jakim jest ciąża. To bardzo osobista opowieść, która wywołuje zarówno łzy smutku jak i radości - choć tych drugich zdecydowanie więcej. 



Graficzka, Lucy Kinsley, od zawsze pragnęła zostać matką, lecz gdy nadszedł czas realizacji tych pragnień - okazało się to trudniejsze niż myślała i trudniejsze niż oczekiwało tego otoczenie wokół niej. Tak - o tym też jest ta książka, o spojrzeniach i naciskach społeczeństwa, znajomych i rodziny, w kwestii posiadania dzieci, a także o tych niewygodnych, przykrych, raniących, niedyskretnych pytaniach, o tym jak łatwo zranić drugą osobę (niechcąco, ale jednak), kierując się swoją ciekawością, beztroską i założeniem, że jeśli coś było łatwe dla mnie to na pewno jest też takie dla drugiej strony. Lucy Kinsley dzieli się swoją bardzo trudną historią, drogą do zostania mamą - nie brak w niej problemów związanych z płodnością, poronień, a także kłopotów zdrowotnych, które swoją kulminację znalazły w trakcie dramatycznego porodu. 


Komiks Kinsley nie jest jedynie osobistą opowieścią, ale jest także swego rodzaju przewodnikiem (choć bardzo subiektywnym) po zdrowiu reprodukcyjnym, zmianach zachodzących w organizmie kobiety w okresie ciąży, jej rozwoju, a także pewnych "smaczkach", które wywołują szczególny uśmiech na twarzach kobiet, które doskonale rozumieją dlaczego w pewnym momencie dużo lepszym towarzyszem w łóżku staje się poduszka ciążowa niż partner czy odczuwają tak jak autorka, a zarazem bohaterka tej książki chęć poddania się hibernacji aż do porodu. Dla osób niepodzielających takich doświadczeń, może być to równie fascynująca opowieść... bowiem zabierająca ich do świata, wcześniej dla nich niedostępnego, a niekiedy bardzo ekscentrycznego. Z tego powodu może to być także ciekawa pozycja dla mężczyzn, ponieważ ma szansę ułatwić im zrozumienie, na przykład dlaczego naleśniki będące wieczorem największym złem i wywoływaczem mdłości, rano mogą stać się najbardziej pożądaną potrawą. 


"Dziewięć miesięcy czułego chaosu" to opowieść o płodzeniu i rodzeniu dzieci od A do Z, o zawiłej instrukcji testu ciążowego, całodobowych mdłościach, długich marszach po korytarzach szpitalnych, gdy rozwarcie konieczne do porodu jest zbyt małe. Opowieść Kinsley ma oprócz walorów humorystycznych, ogromne walory psychologiczne, ponieważ nie idealizuje okresu starania się o dziecko ani ciąży. Ukazuje ciemne i jasne blaski tego okresu jednocześnie uświadamiając, że to, że kobieta spodziewa się dziecka, nie oznacza, że musi z uśmiechem na twarzy znosić opuchnięte kostki czy nieustanne mdłości - jej "narzekanie" czy niezadowolenie z powodu tych niedogodności związanych z okresem ciąży - jednocześnie nie przeczy jej radości, szczęścia i niecierpliwego oczekiwania narodzin potomka, co świetnie ilustrują zaprezentowane w komiksie ilustracje. Kinsley pokazuje, że okres starań o dziecko, ciąży oraz porodu to taki słodko-gorzkie miesiące, stanowiące jedynie preludium do prawdziwej przygody, jaką stanowi wychowywanie małego człowieka. 


Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!

kwietnia 09, 2021

(723) Słuchajcie dziewczyny!

(723) Słuchajcie dziewczyny!

Krótki, błyskotliwy komiks, napisany dziarskim językiem, z wieloma odwołaniami do popkultury: filmów, książek, komiksów. Wspaniała pozycja szczególnie dla młodych dziewcząt, w wieku 12-14 lat. "Słuchajcie dziewczyny!" to książka otwierająca oczy, wywołująca uśmiech na twarzy i pokazująca, że dorastanie i kobiecość wcale nie są takie złe jakby się wydawało... a przede wszystkim: nie muszą być tematem tabu, nie muszą również prowokować rumieńców zawstydzenia na twarzy. Wbrew powszechnym opiniom moim zdaniem nie jest to komiks, który ma celu wychowanie młodych feministek, a jedynie utwór pokazujący, że bycie kobietą nie musi stawiać człowieka na niższej pozycji względem mężczyzny i  nie wiąże się z samymi utrudnieniami jak np. bolesne miesiączki, potrzeba depilacji, ciąża czy poród. 

Katja Klengel jest niemiecką absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie. Bardzo szybko w swojej drodze zawodowej postanowiła skupić się na komiksach, tworząc między innymi na swoim blogu autobiograficzny pamiętnik komiksowy. Można powiedzieć, że "Słuchajcie dziewczyny!" to utwór będący właśnie takim wycinkiem jej autobiograficznej twórczości - napisany bez owijania w bawełnę, z ogromnym dystansem do siebie, szczerością i olbrzymią ilością poczucia humoru. To poczucie humoru sprawia, że żenujące nie staje się nawet czytanie o tym jak autorka musiała na wycieczce pokazać koleżankom swoje włosy łonowe czy o tym za jak krwiożercze i mrożące krew w żyłach wydarzenie uważała poród. Ogromna dawka dystansu do siebie, który posiada autorka... sprawia, że jej opowieści są zabawne, autentyczne i trafiające szczególnie do młodych czytelniczek. 

"Słuchajcie dziewczyny!" to opowieść o dojrzewaniu i wszystkich jego "ciemnych" blaskach - owłosienie na ciele, tabu związane ze sromem, waginą, łechtaczką, w dorosłym życiu naciski na posiadanie męża, dzieci, stabilnej sytuacji życiowej - stracone szanse, niewykorzystane okazje i zmiany zachodzące w kobiecym ciele. Komiks Klengel nie ma sprecyzowanej fabuły, toku opowieści - to zbiór historyjek, wspomnień i anegdotek, zilustrowany w przystępny sposób z wieloma odwołaniami do popkultury - znajdziemy więc tutaj nawiązania do Harrego Pottera czy Czarodziejki z Księżyca. To wszystko sprawia, że przez ten komiks po prostu się przelatuje strona za stroną. 
Pozycja Katjy Klengel zdecydowanie nie wyczerpuje szerokiej tematyki dojrzewania i kobiecości. Nie jest także zaawansowanym przewodnikiem po meandrach kobiecego dojrzewania i problemów, z którymi musi zmierzyć się na pewnym etapie każda nastolatka... jednak stanowi zaproszenie do rozmowy, szczególnie dla młodych dziewcząt. Oczywiście - obecnie w sposób często niekontrolowany, takowe zaproszenie stanowi przede wszystkim korzystanie z internetu, jednak... myślę, że i tak jest to pozycja, którą warto podrzucić uczennicom starszych klas podstawówki. Bardzo wartościowym aspektem tej pozycji jest jej humor, zanurzenie w popkulturze... oraz lista polecanych filmów, książek, która znajduje się na końcu tego komiksu. Żałuję, że przez tłumacza nie została dodana taka polska lista... Ale może w kolejnym wydaniu? Bardzo przyjemna kreska, trafiające do odbiorcy ilustracje, świetne dialogi. To naprawdę dobra, choć pozostawiająca jeszcze wiele do powiedzenia w tym temacie pozycja. Jednak... co najważniejsze: ośmiela i zachęca do dalszych poszukiwań, jednocześnie nie bombardując odbiorcy często postrzeganym negatywnie feminizmem. 

Moja ocena: 7/10 Bardzo dobry!

Tytuł: Słuchajcie, dziewczyny! / Autor: Katja Klengel / Wydawnictwo Marginesy / Stron 160   

stycznia 27, 2021

(722) Księga o Niewidzialnym

(722) Księga o Niewidzialnym
Tytuł: Księga o Niewidzialnym
Autor: Eric - Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo Znak
Stron 368

Eric-Emmanuel Schmitt jest pisarzem, którego prozę uwielbiam od czasów gimnazjum, czyli od lektury szkolnej, jaką była wtedy książka Oskar i pani Róża... zresztą w 2014 roku Wam o tym literackim spotkaniu już opowiadałam. "Księga o Niewidzialnym" to zbiór pięciu powieści Schmitta. W jego skład wchodzą następujące pozycje: buddyjska baśń Milarepa, Pan Ibrahim i kwiaty Koranu, Oskar i pani Róża, Dziecko Noego oraz Zapasy z życiem. Przed lektura tego zbioru znane były mi już powieści Sekta egoistów, Dziecko Noego, Ewangelia według Piłata, Małe zbrodnie małżeńskie, Oskar i pani Róża oraz zbiór opowiadań Historie miłosne... można więc powiedzieć, że co nieco z twórczości Schmitta już przeczytałam. Sięgając po "Księgę o Niewidzialnym" wiedziałam, że się nie zawiodę, że ten zbiór przyniesie mi pewne ukojenie, poczucie nadziei i uśmiech. Tak właśnie było. Eric-Emmanuel Schmitt otula swoją prozą i daje nadzieję. W sposób niezwykle wrażliwy i delikatny opowiada o miłości, życiu, śmierci i przyjaźni. 

Nie chciałabym Wam dzisiaj streszczać treści tych poszczególnych powieści, zarysuję jedynie tematy jakie poruszają i emocje jakie we mnie wzbudziły. Nadmienię również, że wszystkie je czyta się ekspresowo, ma się poczucie zamkniętej i dopracowanej całości. Czytanie bez wątpienia ułatwia także zastosowanie większej niż standardowo czcionki. To nie jest tak, że ten zbiór zachwycił mnie stuprocentowo, ponieważ jeden z tych utworów dość mocno mnie rozczarował... jednak pozostałe cztery na stałe uplasowały się w moim czytelniczym serduszku. 

"Moja mała siostrzyczko, ci, których przepełniają pragnienia i zwyczajne urazy, nie mogą niczego uczynić dla bliźnich. Nie robią też niczego pożytecznego dla samych siebie. To tak, jakby człowiek porwany przez potok usiłował ratować innych."

"Milarepa", Eric - Emmanuel Schmitt

Otwierająca zbiór buddyjska baśń Milarepa nie znalazła miejsca w mojej czytelniczej czołówce. To opowieść o dziecku z dobrego domu, któremu niczemu nie brakowało i które szczerze wyraziło żal z powodu straty drugiej osoby. Uczyniło to jednak w sposób tak przejmujący, że uświadomiło drugiemu człowiekowi całą nędzę jego położenia i pokazało, że powinien czuć się nieszczęśliwym... tym samym sprowadziło na niego nieszczęście i zło. To zło znalazło w końcu odzwierciedlenie także w tym, niewinnym z początku, tytułowym bohaterze. Milarepa jest opowieścią na bazie buddyjskiej baśni i życiorysu legendarnego Milarepy żyjącego w XI wieku. Płynie z niej refleksja dotycząca tego, że bardzo łatwo jest czynić zło - dużo trudniej jest to uczynione zło przekuć w dobro. Po jej lekturze chciałoby się zakrzyknąć "zło dobrem zwyciężaj, a bliźniemu wybaczaj". Bardzo pozytywne w niej jest to, że pozwala zaznajomić się z historią życia jednego z najpopularniejszych joginów tybetańskich, ale na tle pozostałych powieści znajdujących się w tym zbiorze... wypada moim zdaniem fabularnie najsłabiej, choć nie jest to wina Erica - Emmanuela Schmitta, a po prostu kwestia specyfiki tej historii. Jest to także jedyna historia, której lektura - prawdopodobnie przez swoją baśniowość - nieco mi się dłużyła. 

"Na tym polega luksus [...] niczego na wystawie, niczego w sklepie, wszystko w cenie"

"Pan Ibrahim i kwiaty Koranu"

Pan Ibrahim i kwiaty Koranu to z kolei opowieść o jedenastoletnim zagubionym chłopcu, który chodzi na dziwki, kradnie, jest zaniedbywany przez ojca i choć już dawno zerwał ze światem dzieciństwa - nie potrafi odnaleźć się również w tej pozornej dorosłości. Na jego drodze pojawia się jednak pan Ibrahim, który otacza go opieką i wyrozumiałością, a jednocześnie uczy go świata i pozwala wyzbyć się goryczy i złości. Pokazuje chłopcu między innymi jak wiele może zdziałać zwykły uśmiech. Posiada niesamowitą przenikliwość i mądrość, którą ujmuje niepokornego chłopca i przekonuje, że tak naprawdę posiadamy ogromny wpływ na to jak wygląda nasze życie... i często możemy sprawić, że będziemy szczęśliwsi. W tej niewiele ponad sześćdziesięciostronnicowej opowieści ujęli mnie bohaterowie, ich rozmowy, jej klimat... nie zabrakło wzruszeń, uśmiechów i celnych myśli dotyczących uśmiechu, pragnienia miłości, szczęścia, wiary i bogactwa - różnorodnie rozumianego. Wspaniała historia i jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam ją poznać... obejrzę także na pewno jej ekranizację. 

"[...] próbo­wałem tłumaczyć rodzi­com, że życie to ta­ki dziw­ny pre­zent. Na początku się je prze­cenia: sądzi się, że dos­tało się życie wie­czne. Po­tem się go nie do­cenia, uważa się, że jest do chrza­nu, za krótkie, chciałoby się niemal je od­rzu­cić. W końcu ko­jarzy się, że to nie był prezent, ale je­dynie pożyczka. I próbu­je się na nie zasłużyć."

"Oskar i pani Róża"

Oskar i pani Róża to zdecydowanie najpopularniejsza historia stworzona przez Schmitta. Główny m bohaterem jest dziesięcioletni Oskar, który leży w szpitalu i nie wierzy ani w bajki, ani w to, że będzie jeszcze długo żył - że przed nim całe życie. Niedługo umrze i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. To opowieść dotykająca tematu śmierci, wiary i nadziei. W tym utworze Schmitt przypomina jak kruche jest życie, że nic nie trwa wiecznie, że warto doceniać dar jakim jest życie i czerpać z niego pełnymi garściami... nawet w chwilach, gdy nie wszystko układa się po naszej myśli. Piękna płynie nauka z tej swoistej przypowieści -  nie tylko nauka dotycząca zmagania się z chorobą, zbliżającą się śmiercią, ale także ta dotycząca wiary i przyjaźni. Ponadto historia Oskara przypomina jak inteligentne są dzieci... 

"Religia nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa, proponuje tylko pewien sposób życia."

"Dziecko Noego"

Jedną z moich najukochańszych opowieści Schmitta jest Dziecko Noego, której akcja rozgrywa się w okupowanej przez Niemców Belgii. Katolicki ksiądz ukrywa żydowskiego chłopca w prowadzonym przez siebie ośrodku, a więź, która zostaje wytworzona między ojcem Pons a Josephem bardzo wyraźnie wpływa na dorosłe życie chłopca. Dziecko Noego jest wspaniałą opowieścią o różnicach kulturowych i religijnych, a co za tym idzie dziełem o potrzebie tolerancji i otwartości na drugiego człowieka. To absolutnie wyjątkowa pozycja pośród tych poruszających temat holokaustu, ponieważ nie niesie za sobą tak ciężkiego ładunku emocjonalnego jak inne powieści poruszające ten temat. Holokaust jest tutaj jedynie tłem wydarzeń dotykających przede wszystkim tolerancji, przyjaźni, dzieciństwa, w którym pojawiają się emocje... np. względem rodziców, których możemy się wstydzić, ale które są... jak pokazuje Schmitt czymś zupełnie naturalnym. Dla mnie Dziecko Noego jest powieścią absolutnie wyjątkową, pokrzepiającą, a przez to magiczną. 

"- (...) Celem nie jest koniec drogi, tylko posuwanie się naprzód.

- Właśnie nie chcę triumfować, chcę żyć.

- Jasne. Życie nie jest ani grą, ani meczem, bo gdyby tak było, byliby tacy, co wygrali."

"Zapasy z życiem"

Zapasy z życiem, czyli ostatnia opowieść z tego zbioru, to historia Juna, zbuntowanego nastolatka, żyjącego na ulicach Tokio, który nie chce mówić o swojej rodzinie. Pewnego dnia na jego drodze staje mistrz sumo, który postanawia zrobić z niego adepta tej dyscypliny... mimo, że Jun absolutnie nie wpisuje się wagowo w chociażby najniższą kategorię. Co więcej... ma problem z przytyciem. Okazuje się, że blokada znajduje się w jego umyśle. Rozmowy z mistrzem sprawiają jednak, że powoli zaczyna wyciągać na wierzch bolesne doświadczenia z dzieciństwa, przepracowywać swego rodzaju traumy. Co za tym idzie - ma szansę odkryć w sobie odwagę, siłę, wrażliwość i inteligencję, o której wcześniej nie miał pojęcia. Historia Juna to opowieść o wygrzebywaniu się z niepewności, o dążeniu do wielkości i poszukiwaniach własnego miejsca w życiu. Wzrusza, daje nadzieję i inspiruje. 

"Księga o Niewidzialnym" to absolutnie wyjątkowy i wspaniały zbiór powieści Schmitta. Nie brakuje w nim odrobiny filozofii, zagadnień dotyczących wiary, buddyzmu, poszukiwaniu własnej drogi. To jednak w większość przede wszystkim opowieści o młodych ludziach, którzy szukają swojego miejsca w świecie, poznają czy jest przyjaźń, miłość, dojrzałość, a przez konfrontacje z dorosłymi poznają życiowe prawdy i otrzymują drogowskazy, które pozwalają im dalej funkcjonować w sposób pełniejszy, dający więcej nadziei i szczęścia. Eric - Emmanuel Schmitt pisze w lekki sposób, który pozwala czytelnikowi bardzo szybko i łatwo wciągnąć w opowiadaną przez niego historię. Jednocześnie wszystkie one stanowią zamkniętą całość i nie pozostawiają niedosytu - są pełne - pełne nie tylko fabularnie, ale również pełne wrażliwości, miłości, przyjaźni i nadziei. Proza Schmitta pokrzepia, zarówno młodszych jak i starszych czytelników. 

Moja ocena ogólna zbioru: 8+/10 Rewelacyjna z plusem!

listopada 15, 2020

(721) Gang różowego sari

(721) Gang różowego sari

Tytuł: Gang różowego sari
Autor: Amana Fontanella Khan
Wydawnictwo Wielka Litera
Stron 304

"Gang różowego sari" to książka, która na swoją kolej na czytelniczej półce... nie dość, że cierpliwie... to jeszcze wytrwale. Odkąd tylko wpadła w moje ręce znajdowała się wśród tych pozycji, które pragnę przeczytać w pierwszej kolejności. Okazało się jednak, że moje wyobrażenia jej dotyczące były inne niż to co w rzeczywistości, autorka - Amana Fontanella Khan jest nam w stanie w tej biograficzno - faktograficznej książce przekazać. 

"Gang różowego sari" odkrywa przed czytelnika malutki kawałeczek kobiecego świata w Indiach - pokazuje ich problemy, trudności, z którymi się zmagają - gwałty, nierówność, zmuszanie do małżeństw, dominująca rola mężczyzny, bieda. Ta historia, rzeczywistość opowiedziana zostaje przez dziennikarkę, przez pryzmat kobiecego ruchu, na którego czele stoi Sampat Pal Devi. Różowe sari, bambusowe kije, 200 tysięcy członkiń..., które ze względu na swoją liczebność i hałas, który są w stanie wywołać - mogą wywierać nacisk na polityków. Najwięcej jest jednak w tej książce nie indyjskiej rzeczywistości, nie problemów, z którymi zmagają się kobiety w Indiach, a samej założycielki ruchu - Sampat. Sampat, która choć przez wielu może być uwielbiana i podziwiana... w moich oczach jawi się jako osoba, do której działań należy podejść ze zdrową dawką krytycyzmu, ponieważ mimo posiadania wielkiej siły przebicia, zdolności przemawiania do prostego ludu... jej brak pewnego obycia, żeby nie powiedzieć, że wykształcenia sprawia, że nie do końca zdaje sobie sprawę z procesów kierujących światem - a taka osoba, która chce dużo robić - działać i jednocześnie jest przekonana o swojej niezłomności, może bardzo łatwo paść ofiarą manipulacji, własnej pewności siebie lub ambicji. Sampat lubi być chwalona, doceniana ze względu na trudną drogę, którą przeszła, aby otrzymać niezależność. To wszystko sprawia jednak, że wydaje mi się postacią łasą na pochlebstwa... a pod pozorem doceniania jej pracy łatwo jest zdobyć jej przychylność, która nie zawsze będzie wykorzystywana we właściwych celach. 

Autorka opowieści przekazuje czytelnikowi te wątpliwości, o których opowiadają jej niektórzy z rozmówców - z drugiej jednak strony wydaje mi się, że wbrew temu co napisała w posłowiu - fakt przebywania z Sampat, mieszkania w jej domu, życzliwość, którą ją darzy nie pozwala mówić  jej czytelnikowi o nich wprost. Oczywiście - można uznać to za wielką zaletę tej historii, że autorka pozostawia nam przestrzeń do wydania samodzielnego osądu, jednak posłowie, w którym szczególnie widać przychylność względem Sampat... delikatnie tą możliwość swobodnego opiniowania czytelnikowi odbiera. Może więc nie warto czytać posłowia, a swą historię skończyć na epilogu, który zdaje się być swego rodzaju zwieńczeniem wątpliwości, które zajmowały myśli czytelnika w trakcie lektury? 

Opowieść Fontanelly Khan zostawiła we mnie pewne poczucie niedosytu, ponieważ zaoferowała mi coś odmiennego od tego, czego oczekiwałam. Być może dlatego, że nie polubiłam Sampat, która jest w centrum opisywanych wydarzeń... trudno było mi bardziej zaangażować się w tę historię, nie patrząc na nią, skupiając się na budzących się we mnie wątpliwości względem głównej postaci tej historii. "Gang różowego sari" nie był złą lekturą, jednak nie był także pozycją, którą mogłabym Wam gorąco polecać. To zaledwie maluteńki wycinek świata indyjskich kobiet, który opowiada o problemach, które intuicyjnie są nam wszystkim znane. Być może mój brak zachwytu związany z tą powieścią wiąże się z tym, że za dużo było w niej polityki, a zbyt mało ludzkich historii? To one najbardziej mnie poruszają, stanowią najlepszy sposób do opisania rzeczywistości i świata... tu tego zabrakło. 

Moja ocena: 6+/10 Dobra z plusem!

lipca 24, 2020

(720) Wyjątkowy rok

(720) Wyjątkowy rok
Tytuł: Wyjątkowy rok
Autor: Thomas Montasser
Wydawnictwo Świat Książki
Stron 152

"Wyjątkowy rok" to powieść, na którą czaiłam się, odkąd tylko pojawiła się w zapowiedziach, czyli już od 2016 roku, jednak cały czas jakoś nie było nam po drodze. W późniejszych latach niejednokrotnie przerzucałam ją w biedronkowo - kauflandowo - carrefourowych koszach z tanią książką, za niecałe 10 złotych, ale jakoś... mimo ogromnej chęci, żeby ją przeczytać - nie skusiłam się na jej zakup. Argumentowałam to tym, że to na pewno urocza i wspaniała historia, ale bardzo krótka... więc niewarta 10 złotych. Gdy w zeszłym tygodniu dorwałam ją jednak za 2 złote w antykwariacie... no oprzeć już się nie mogłam. Może to i dobrze. Moje literackie spotkanie z powieścią Montassera pokazuje jak bardzo nasze oczekiwania mogą być sprzeczne z rzeczywistością, jak niesamowitą moc ma promowanie książki w ramach współpracy blogerskiej (wśród blogowych ocen mówi się o nich w samych superlatywach!) i, że nie zawsze nasze opinie będą pokrywały się z głosem tłumu. W powieści Montassera wyjątkowość występuje jednak tylko jako jedno ze słów pojawiających się w tytule. 

Przez ostatnie 10 lat przeczytałam mnóstwo wspaniałych książek, które pokazały mi jak literackie światy mogą być rozbudowane, wspaniałe, wzbogacające. Gdy miałam 11 lat wymyśliłam tytuł tej strony: "Książki - inna rzeczywistość", ponieważ już wtedy... jako jedenastoletnia dziewczynka uznałam, że książki przenoszą nas do innego świata, pozwalają przeżyć inne zdarzenia, zobaczyć miejsca, które być może będą dla nas niedostępne w prawdziwym życiu, poznać ludzi, charaktery, sposoby myślenia i podejścia do życia, z którymi nie zawsze będziemy się utożsamiać. Być może dlatego cytaty z "Wyjątkowego roku"... 

"Odkrywanie książki to swobodne unoszenie się nad koniecznościami codzienności, wyrwanie się z tu i teraz i przeniesienie w jakiś inny czas i inne miejsce."

"O tak, literatura może człowieka wciągnąć i całkowicie pochłonąć jego uwagę. Może go przenieść w inne światy i uwolnić od ciężaru codzienności na tyle, że bez reszty się w niej zanurzy. "

... stanowią dla mnie truizmy i banały. Nie sprawiają, że "Wyjątkowy rok" odbiorem jako wyznanie miłości do literatury i pięknych książek. Największym wyrazem miłości do literatury jest napisanie dobrej książki - "Wyjątkowy rok" się do takich nie zalicza. 

Ale zacznijmy od fabuły... 

Valerie niedawno zrobiła licencjat z ekonomii. Jej ciotka zaginęła bez śladu - zostawiła jedynie kartkę z prośbą o to, by bratanica zaopiekowała się staroświecką księgarnią. Valerie z początku zamierza jak najszybciej uporządkować wszystkie sprawy związane ze sklepem i doprowadzić do jego likwidacji. Książki znajdujące się w sklepie zaczynają ją jednak zaskakiwać... a herbata zaparzona w samowarze uwodzi ją swoim smakiem. 

I to by było tyle, jeśli chodzi o fabułę tej powieści. I tak moje bardzo krótkie streszczenie wydaje się być bogatsze od treści tej książki. Wiele jest krótkich książek, które jednak uwodzą i oczarowują czytelnika. Ta jednak zdecydowanie do takich nie należy - nudna, przewidywalna, bez akcji, zarysowanych wyraziście bohaterów... podczas czytania miałam wrażenie, że czytam szkic książki, która miała potencjał. Szkoda tylko, że doszło do wydania szkicu, a nie pełnowymiarowej powieści - z ciekawymi wydarzeniami, rozwiniętymi wątkami, barwnymi bohaterami. Pojawia się wątek miłosny, jakiś aspekt przyjaźni, niedokończonej książki, ekscentrycznej ciotki... pojawiają się... jak ziarenka maku. Prawie niewidoczne. 

Thomas Montasser jest dziennikarzem i agentem literackim... niestety aż strach pomyśleć za wydanie jakich książek odpowiadał. Niestety w tym przypadku pod piękną okładką skrywa się bardzo nieciekawa, nudna historia do połknięcia w jeden wieczór - oczywiście... jeśli lubicie mdłe historie, w których znajdziecie parę ckliwych cytatów odnośnie istoty książki / literatury - ta książka może Wam przypaść do gustu. To nie jest powieść, która bardzo męczy - to po prostu pozycja, która literacko daje tyle co lektura ogłoszeń zamieszczonych w gazecie. Olbrzymie czytelnicze rozczarowanie - autor starał się stworzyć klimatyczną, ciekawą powieść, której akcja rozgrywałaby się w starej księgarni z dobrą literaturą, ale zdecydowanie zbyt wiele rzeczy po drodze mu nie wyszło. Warto pamiętać, że nie każda książka o książkach to od razu dobra powieść. "Wyjątkowy rok" to strata czasu i pieniędzy. Nie polecam.

Moja ocena: 2/10

lipca 04, 2020

(719) Komiksowo: Loteria

(719) Komiksowo: Loteria
Tytuł: Loteria
Autor: Shirley Jackson
Wydawnictwo Marginesy
Stron 160

Krótki, mroczny, angażujący komiks, który mimo małej ilości słów w nim zawartych (a może właśnie dzięki temu?) wywołuje gęsią skórkę. Uważny czytelnik domyśli się o co chodzi w tej krótkiej historii, ale i tak będzie czuł dreszczyk oczekiwania, który szybko przemienić może się w duszności spowodowane tym jak na małą społeczność wpływają tradycje, ugruntowane zwyczaje.

27 czerwca, pogodny i słoneczny dzień, na placu zbierają się wszyscy mieszkańcy wioski. - To jedno zdanie zawiera w sobie esencję tej opowieści, ponieważ to tam, co roku, od nowa rozgrywa się historia miejscowej tradycji, oddziaływania małej społeczności - uwikłania w te relacje i historię. Do drewnianej skrzynki trafiają imiona wszystkich mieszkańców wioski, później jedno imię jest losowane... jednak w tej loterii nikt nie chce zostać wylosowany, a przegranym okazuje się cała społeczność.

Miles Hyman, autor komiksowej "Loterii" specjalizuje się w komiksach i adaptacjach klasyki literackiej. "Loteria" jest adaptacją jednego z najsłynniejszych amerykańskich opowiadań XX wieku, które stworzyła jego babcia - Shirley Jackson. Potencjalny sukces komiksowej "Loterii" i zainteresowanie czytelników nią oparte jest na trzech filarach: bycia adaptacją opowiadania Jackson, niesamowitej kresce i ilustracjom oraz przedmowie autora, która prawdopodobnie zawiera więcej słów niż sam komiks (mimo, że ma zaledwie 5 stron), a jednocześnie stanowi świadectwo pewnej literackiej i rodzinnej spuścizny.

Gdy zainteresuje Was znikoma ilość słów pojawiająca się w tym komiksie, przypomnijcie sobie, że samo oryginalne opowiadanie także jest bardzo krótkie, a mimo to potrafi oddać drzemiące w nim emocje i wzbudzić niepokój. Wrażenie niepokoju zostaje osiągnięte przez pojmowanie pewnego okrucieństwa jako czegoś zupełnie normalnego, stanowiącego element od lat kultywowanej tradycji, którą należy wspierać tak, aby nie wymarła. "Loteria" pokazuje konsekwencje społecznego konformizmu.

"Loteria" zdecydowanie nie jest komiksem do czytania, ale pozycją do oglądania. Uważne przyjrzenie się stworzonym grafikom daje o wiele więcej czytelnikowi niż ta niewielka ilość okienek dialogowych. Podczas spotkań z komiksem zawsze jednym z najważniejszych czynników, które pozwalają mi określić na ile to zetknięcie z dziełem graficznym było owocne, udane - jest to czy emocje towarzyszące bohaterom i fabule są dla mnie jasne do odczytania. Szczególnie w sytuacji, gdy mam do czynienia z komiksem fabularnym, a nie popularnonaukowym. Hyman oddał te emocje w swoich ilustracjach fenomenalnie - tworząc aurę tajemniczości, oczekiwania, niepokoju, grozy, a przy tym pewnej sielskości małego miasteczka, w którym każdy każdego zna.

Komiks Hymana stanowi ciekawy wątek, ogniwo dyskusji dotyczącej konformizmu społecznego, usilnego kultywowania tradycji, sposobu funkcjonowania małej społeczności ściśle ze sobą powiązanej tradycją, węzłami krwi i wspólną historią. Mimo swojej małej objętości stanowi pozycję, która rezonuje w czytelniku / oglądaczu po przeczytaniu / obejrzeniu. Stanowi idealne uzupełnienie lektury opowiadania Jackson, taką graficzną kropkę nad "i", ale nawet bez lektury tego opowiadania - daje czytelniczą satysfakcję związaną z zanurzeniem się w świat - nam, mam nadzieję, jak najbardziej odległy ideologicznie. Niesamowite kreska, budowanie napięcia rysunkami, przemawiające do wyobraźni odbiorcy obrazy... "Loteria" zasługuje na uwagę.

Moja ocena: 8,5/10