listopada 30, 2015

(416) Listopadowy stosik książek po złotówce... ;)

(416) Listopadowy stosik książek po złotówce... ;)
Listopad był bez wątpienia udanym miesiącem pod względem nabytków. Pod względem blogowym... troszkę gorzej, ale się staram ;) Dzisiaj pragnę zaprezentować Wam książki, które udało mi się kupić w większości za złotówkę lub mniej. Choć dwie pozycje dostałam w upominku, a jeszcze cztery inne od Mamy. W tym miesiącu nie zamierzam Wam pokazywać pozycji recenzenckich. 

A więc tak... 



Lewy stosik, od góry:
1. C.S. Levis - Cztery miłości
2. Agata Christie - Karaibska wyspa
3. Sarah Blake - Niedoręczony list
4. Michał Gogol - Opowiadania petersburskie
5. Tadeusz Breza - Urząd
6. John Fowles - Kolekcjoner
7. Aleksander Krawczuk - Cesarz August
8. Angielski. Kurs last minute
9. Angielski w cztery tygodnie
10. Mariusz Szczygieł - Zrób sobie raj
11. Tomasz Piątek - Heroina
12. J.M.G. Le Clezio - Urania
13. Dorota Terakowska - Samotność Bogów
14. A. M. de Lera - Pasodoble śmierci
15 i 16. Aleksander Dumas - W dwadzieścia lat później tom 1 i 2
17  18. Karol Dickens Klub Pickwicka tom 1 i 2

Prawy stos od góry: 
19. Hiszpański poziom średni
20. Jan Tomasz Gross - Złote żniwa
21. Dwudziestolecie międzywojenne
22. Wisława Szymborska - Lektury nadobowiązkowe
23. My, dzieci z dworca ZOO 
24. Alice Sebold - Nostalgia anioła
25. Anne Tyler - Drabina czasu
26. Cyprian Norwid - Vade - mecum
27. Stefan Żeromski - Sen o szpadzie
28. L.M.Montgomery - Emilka tom 3
29. Jan Jakub Kolski - Egzamin z oddychania
30. Dziecko na niebie - Jonathan Carroll
31. Candace Bushnell - Seks w wielkim mieście
32. Jonathan Carroll - Zakochany Duch
33. Arman M. Nicholi - Pytania o Boga (tak naprawdę rozmowa Levisa i Freuda... a raczej to jak mogłaby wyglądać)
34. Jane Austen - Perswazje
35. Ernest Hemigway - Rajski ogród
36. Żarłoczny mózg

Z tego stosika najbardziej radują mnie "Perswazje", "Rajski ogród", dzieło Szymborskiej, Norwida, "Zakochany Duch", "Klub Pickwicka"... Jednak zupełnie oszalałam, kiedy zobaczyłam "Nostalgię anioła", która jest praktycznie nie dostępna! No i "My, dzieci z dworca zoo" i "Angielski. Kurs Last minute" :) I nawet znalazło się miejsce na dwie książki wydawnictwa Czarne (Aż wstyd przyznać, ale moje pierwsze... ups...).

Drugi stosik:


Od góry: 

37. Lauren Weisberger - Diabeł ubiera się u prady
38. Alex Kava - Kolekcjoner
39. Rachel Joyce - Niezwykła wędrówka Harolda Fry
40. Milena Agus - Póki rekin śpi
41.Bernhard Schlink - Lektor
42. Amor Towles - Dobre wychowanie
43. Daniel H. Wilson - Robokalipsa
44. Marcel Griaule - Bóg wody
45. Jerzy Pilch - Wiele demonów
46. [AUDIOBOOK] Busz po polsku. Postscriptum.
47. Stanisław Lem - Śledztwo
48. Cuda Lourdes Historia św. Bernadetty
49 i 50. Melchior Wańkowicz - Dzieła emigracyjne
51. Arturo Perez - Reverte - Batalista

Z tego stosiku za to najbardziej cieszą mnie "Dzieła emigracyjne", Lem, "Niezwykła wędrówka" i... "Lektor" :) 

Ale to nie koniec! W tym miesiącu moja biblioteczka wzbogaciła się także o świetny miesięcznik "Nowe książki" oraz opowiadanie Michała Szołochowa "Los człowieka".


A jaki dla Was był ten miesiąc? Jak wrażenia?  Znacie może którąś z zaprezentowanych przeze mnie pozycji?
Pozdrawiam!

listopada 29, 2015

(415) Fenomenalna powieść o dojrzewaniu i kłodach rzucanych przez los pod nogi... czyli "Szczygieł"

(415) Fenomenalna powieść o dojrzewaniu i kłodach rzucanych przez los pod nogi... czyli "Szczygieł"
Tytuł: Szczygieł
Autor: Donna Tartt
Wydawnictwo Znak Literanova
Stron 800

"Po co w ogóle czymkolwiek się przejmować? Czy jako istoty wrażliwe nie zostaliśmy umieszczeni na ziemi, żeby zaznać szczęścia w tym krótkim czasie, który jest nam dany?"
Donna Tartt, "Szczygieł"

Piękna, olśniewająca, zaskakująca. Wybitna powieść. Bez wątpienia arcydzieło napisane pięknym, eleganckim językiem. Wartka akcja, bohaterowie z krwi i kości, ciekawa fabuła, przyciągające uwagę zwroty akcji. A to wszystko i wiele więcej w powieści, która ujęła tysiące czytelników... w tym także mnie. "Szczygieł" to piękna, masywna powieść, której żadna strona nie jest stroną niepotrzebną, zbędną. Cudowna, wciągająca - przyciągająca na każdej stronie. Poruszająca, wzruszająca... po prostu fenomenalna. Możecie spodziewać się jednego. Ta recenzja będzie samymi "ochami" i "achami" nad powieścią Donny Tartt. Tylko, że ta powieść na to zasługuje... A ja jestem nią totalnie, obłędnie oczarowana. 

Donna Tratt to amerykańska pisarka, autorka trzech powieści, które pisała latami. Jej pierwszą powieścią była książka "Tajemna historia". Powieść, której pisanie zaczęła w 1983 roku została wydana w 1992 roku i bardzo szybko została uznana za bestseller. Następnie była powieść "Mały przyjaciel". "Szczygieł" jest jej trzecią i jak na razie ostatnią powieścią. W 2014 roku zdobywcą Nagrody Pulitzera. Tym samym ta powieść wywołała wielkie bum w środowisku literackim... chodziła za mną odkąd tylko pojawiła się na polskim rynku wydawniczym. Już wtedy wiedziałam, że będzie to powieść niesamowita. Mimo tego nie spodziewałam się, że będzie powieścią AŻ tak niesamowitą. Jak się okazało jednak później jest to możliwe. Pomimo swoich dużych gabarytów trzecia powieść pani Donny to książka, której czytanie jest samą przyjemnością, a przy tym taką podczas której czytania... czytelnik nie orientuje się jak szybko przewraca strony.

"Świat do mnie nie przyjdzie, więc ja muszę wyjść do świata" 
Donna Tartt, "Szczygieł"

Głównym bohaterem tej wielkiej powieści (zarówno pod względem objętościowym jak i jakościowym) jest Theo Decker. Chłopiec traci matkę w zamachu terrorystycznym w muzeum. Cudem udaje mu się przeżyć wybuch. W irracjonalnym odruchu, pod wpływem prośby wykrada z ruin muzeum niewielki obraz pt. "Szczygieł", który był ulubionym obrazem jego matki. Z początku ceniony obraz jest dla Theo symbolem tego co było przed śmiercią jego matki. Z czasem jednak obraz ten ściąga na chłopaka niebezpieczeństwo. Nie mniej będzie mu towarzyszył w trakcie dorastania, podróży poprzez bogate apartamenty przy Park Avenue po rozpustę świata Las Vegas, a raczej jego półświatka... Podupadający antykwariat w Nowym Jorku, ciemne zakątki Amsterdamu. Dla Theo zaczęło się nowe życie. Tajemnice, zawirowania, problemy życiowe, narkotyki, pierwsze miłości, pierwsze fascynacja i nieubłagalny bieg życia oraz jego nieprzewidywalność - tym właśnie jest najnowsza powieść Donny Tartt. 

Postać Theo jest postacią dynamiczną. Ze świetnego ucznia, usłuchanego chłopaka pod wpływem wydarzeń, których był uczestnikiem zamienia się w młodocianego złodzieja, pijaczynę i nie tylko. To wszystko jednak dzieje się stopniowo. Jest trochę jak taka trzcinka wietrze - jego zachowanie zależy w ogromnym stopniu od tego w jakim środowisku przebywa. A jego kompani bywają bardzo różnoracy... od renowatorów mebli przez cenione i bogate postacie aż do zdemoralizowanych chłopaków, a i parę innych ziółek po drodze się znajdzie. Mimo wszystko nawet w momentach największych upadków Theo jest bohaterem, którego czytelnik może bez problemu polubić. Jest inteligentny i choć czasami nie rozumie tego co się wokół niego dzieje to jednak bez wątpienia zdobył moje serce. A i inne postaci są niczego sobie. W książce Donny Trott można spotkać postacie charyzmatyczne, egoistyczne, empatyczne, snobistyczne, zagubione i wiele innych. Nie ma jednak w tej książce bohaterów idealnych od A do Z. To bohaterowie z krwi i kości. Czyli tacy jakich wytrawny czytelnik lubi najbardziej.

Ubolewam nad tym, że nie miałam okazji przeczytać poprzedniej powieści autorki. Jednak już "Szczygieł" pozwala mi sądzić, że pisze świetnie. I choć niektórych mogą irytować narkotyki pojawiające się w książce i nie wszystkie wzorowe zachowania to myślę, że jest to na tyle wyważone, że nie wpływa na ogólny odbiór tej powieści. One tylko pokazują jaką człowiek jest poplątaną i zagubioną istotą. Jak trudne dla Theo jest czasami wyznaczenie sobie pewnej granicy. Proces dojrzewanie to w końcu także pewien proces porażek, sukcesów i przede wszystkim błędów. 

"Wielki smutek, który dopiero teraz zaczynam pojmować: nikt nie wybiera własnego serca. Nie możemy zmusić siebie do tego, żeby chcieć czegoś, co dobre dla nas lub dla innych ludzi. Nie wybieramy tego jacy jesteśmy."
Donna Tartt, "Szczygieł"

Amerykańska pisarka trzyma czytelnika cały czas w napięciu. Stopniowo potęguje napięcie, aby wreszcie dojść do punktu kulminacyjnego. Czytelnik czuje rosnące napięcie, a przy tym przeżywa to co za chwilę można spotkać bohaterów tej powieści. Bohaterów, którzy od pierwszych stron stają się czytelnikowi niesamowicie bliscy. Fabuła jest niebanalna, ciekawa, a pomysły autorki niejednokrotnie zaskakujące. Do tego język jakim autorka się posługuje jest dopracowany, ma w sobie coś wykwintnego i niezwykle eleganckiego.

"Szczygieł" to piękna, wzruszająca i zachwycająca powieść. Czytałam ją z wypiekami na twarzy martwiąc się losem Teo i tym co będzie dalej. W dodatku autorka radzi sobie w sposób mistrzowski z opisami miejsc w którym toczy się akcja. Są wyraziste... Donna Tartt potrafi nawet w sposób idealny przekazać upał, klimat Las Vegas. Potem bardzo łatwo jest jej wrócić do opisywania Nowego Jorku. To wszystko robi w sposób bardzo realny i wyrazisty. Powieść w moim odczuciu naprawdę wielka. Przy tym wciągająca, urzekająca i naprawdę piękna. Wyrazista, genialna, z bohaterami z krwi i kości. Książka pokazująca, że nie zawsze wszystko toczy się po naszej myśli... z wieloma pięknymi zdaniami. Polecam Wam ją serdecznie. Jedna z najlepszych książek jakie miałam okazję przeczytać w 2015 roku. Proza Donny Tartt to proza zasługująca na największą dozę uwagi. Długo o niej nie zapomnę!

Za możliwość przeczytania tej naprawdę świetnej powieści serdecznie dziękuję matras.pl! :) 

listopada 28, 2015

(414) Ludzie chyba jednak nie są banalnie przewidywalni... czyli: "Pan Przypadek i fioletowoskórzy"

(414) Ludzie chyba jednak nie są banalnie przewidywalni... czyli: "Pan Przypadek i fioletowoskórzy"
Tytuł: Pan Przypadek i fioletowoskórzy
Seria: Pan Przypadek i... (#4)
Autor: Jacek Getner
Wydawnictwo Zakładka
Stron 248

"Po przekroczeniu niektórych granic, wbrew pozorom, nie następuje dalsza eskalacja zjawisk."
Jacek Getner, "Pan Przypadek i fioletowoskórzy"
Stało się. Przeczytałam czwarty tom przygód rodzimego detektywa Jacka Przypadka. Pan Jacek Getner po raz kolejny mnie nie zawiódł, a co więcej... mogę nawet stwierdzić, że kolejne tomy z tej serii czytam z coraz większą przyjemnością, a przy tym podczas czytania odnoszę wrażenie pewnej płynności, relacji miedzy opowiadaniami zawartymi w tomie - ściślejszej niż w poprzednich tomach. Polski pisarz serwuje nam trzy naprawdę dobre i ciekawe opowiadania w których wykrycie sprawcy wcale nie jest takie łatwe. Ale zacznijmy od początku - kim są fioletowskórzy? W książka Jacka Getnera to osoby bezdomne trudniące się zbieraniem złomu i innych rzeczy, które można upchnąć w skupie, aby uzyskać pieniądze na drogocenny "Kwiat pustyni". Trzy opowiadania, trzy różne fabuły połączone oczywiście osobą Jacka Przypadka oraz innych bohaterów przewijających się przez ten tom. Bez obawy jednak - Jacek Getner umożliwia nam bowiem spotkanie także z postaciami, które poznaliśmy w poprzednich tomach. Pojawia się rozwinięcie wątków z którymi czytelnik spotyka się w poprzednich tomach, a to wszystko w sposób uporządkowany. Choć przyznaję, że te opowiadania wywołały u mnie różne emocje...
Pierwsze opowiadanie pt.: "Winetu i Old Spejs" to moim zdaniem opowiadanie z tego zbioru najsłabsze. Do Jacka Przypadka przychodzi jego dawny przyjaciel Winetu, aby ten pomógł mu odnaleźć jego życiową partnerkę Old Spejs. Różne tropy prowadzą genialnego detektywa w różne strony. Nie wiadomo czy Old Spejs uciekła, aby rozpocząć nowe życie czy może została zamordowana? Rozwiązanie zagadki okazuje się być dosyć zaskakujące, a jednak cała historia jakoś mnie do siebie nie przekonała. Odczułam to jednak dopiero pod koniec. Zbyt duże natężenie dziwnych postaci spowodowało, że ta historia wydała mi się historią dosyć nieprawdopodobną, a już z pewnością dziwną. Jednak jak wiadomo różne ziółka istnieją. Nie mniej czytało się przyjemnie.
Przy drugim opowiadaniu o tytule "Wszyscy jesteśmy winni" sytuacja przedstawia już się lepiej. Z pozoru banalna sprawa zamienia się (jak to zazwyczaj w przypadku Przypadka) w wielką aferę. Ktoś ukradł jednemu z bezdomnych jego łup, w dodatku zranił się w głowę. Sprawa okazuje się o tyle trudna, że niejedna osoba przyznaje się do tego czynu. Zadanie Przypadka jest "dosyć" proste. Oczyścić z zarzutów wszystkich bezdomnych, którzy przyznają się do winy... a przy okazji znaleźć prawdziwego winnego. Ten twór wyobraźni Jacka Getnera czytałam z jeszcze większym zaangażowaniem i zaciekawieniem niż "Winetu i Old Spejs". Bardzo dobre opowiadanie, a przy tym prawdopodobne i mam wrażenie, że nieprzekoloryzowane.
Trzecie, a zarazem ostatnie opowiadanie pt.: "Świentoszek" (nie popełniłam błędu ortograficznego ;)) opowiada o pewnej zagadce związanej bezpośrednio z ekologią... i wszystkimi jej fanatykami - nie zawsze szczerymi. Cyniczny detektyw musi rozstrzygnąć komu tak naprawdę zależy na obecności / śmierci podfruwajki brązowej. To opowiadanie podobało mi się najbardziej. W dodatku najbardziej mnie zaciekawiło, zaangażowało w czytanie, a rozwiązanie tej zagadki pięknie ułożyło mi się w głowie. To właśnie "Świentoszek" w większości determinuje moją opinię na temat tej pozycji.
Pan Jacek Getner stworzył trzy naprawdę ciekawe opowiadania, przy czym właśnie to ostatnie przypadło mi do gustu najbardziej. Była trzynastka, byli celebryci, były korpoludki, a teraz przyszedł czas na fioletowoskórych, którzy zostali utrzymani na naprawdę dobrym poziomie. Jacek Getner pisze coraz ciekawiej i to czuć. Cyniczny, zabawni bohaterowie... cała ich paleta. No i oczywiście postać głównego bohatera. W tej części mam wrażenie, że Przypadek był odrobinę mniej cyniczny, a bardziej zatroskany. Dobrze jest widzieć zachodzące w nim zmiany. Co najważniejsze: autor ma cały czas ciekawe pomysły na zbrodnie... ciekawe co wymyśli w kolejnych tomach. Bo ten zakończył mistrzowsko!
Nie przepadam za zbiorami opowiadań. Jednak to podczas czytania książek Jacka Getnera nie przeszkadza mi w najmniejszym stopniu, bowiem są one "spięte", powiązane bohaterami, którzy pojawiają się w tej serii już od pierwszego tomu, a wśród nich między innymi komisarz Łoś, którego niestety ku mojemu zmartwieniu było odrobinę mniej niż w poprzednich tomach... mam nadzieję, że w następnych wróci do czytelników w normalnej dawce. Warto wspomnieć o tym, że Przypadek oczywiście po staremu zdobywa coraz to nowych wrogów i coraz więcej niechęci... Myślę jednak, że jakoś sobie z tym poradzi.
"Pan Przypadek i fioletowoskórzy" to zbiór kolejnych opowiadań o sprawach genialnego rodzimego detektywa Jacka Przypadka. Detektywa słynące z rozwiązywania swoich zagadek z pewną dozą cynizmu... oczywiście nie może zabraknąć irytowania innych (przede wszystkim ważnych) osób. Do tego dochodzi kwestia jego przyjaciela Boga Seksu, jego ojca i nie tylko. Jacek Getner pisze naprawdę ciekawie, przyjemnie i po jego pozycje sięgam z dużym zainteresowaniem. Przyjemne w odbiorze i intrygujące. Nie są to może arcydzieła, ale myślę, że serii pana Getnera jeszcze będzie głośno... w końcu jeszcze wszystko przed nim, a widać, że robi postępy... Wyolbrzymia jednak niektóre rzeczy co niektórych może niestety odrzucić. Mnie osobiście czasami to irytowało, a jednak... taka po prostu cecha tej serii. Tym się wyróżnia. Mimo to osobiście bardzo lubię i polecam. To naprawdę bardzo dobry cykl, którego jednak nie zaszkodzi jeszcze troszkę doszlifować.
Za możliwość zapoznania się z kolejną częścią przygód cynicznego detektywa serdecznie dziękuję Autorowi!

listopada 24, 2015

(413) Brak akceptacji, samotność, poszukiwanie... czyli "Odrodzona"

(413) Brak akceptacji, samotność, poszukiwanie... czyli "Odrodzona"
Tytuł: Odrodzona
Seria: Wodospady Cienia po zmroku (#1)
Autor: C.C.Hunter
Wydawnictwo Feeria
Stron 422

"To, że chcesz walczyć, nie robi z ciebie dobrego agenta. Prawdziwe zalety to świadomość, jak uniknąć walki, którą byś przegrała, i umiejętność schowania dumy do kieszeni."

C.C.Hunter, "Odrodzona" 


C. C. Hunter po raz kolejny stworzyła książkę, którą naprawdę dobrze się czyta. Obracając się w otoczeniu bohaterów ze swojej serii "Wodospady cienia" tworzy naprawdę dobry spin - off. A co ważne - nie trzeba znać jej pierwszej serii, aby w tej świetnie się odnaleźć. Oczywiście. W jednym bohaterka zawodzi... można się bowiem jeszcze długo po przeczytaniu "Odrodzonej" zastanawiać jak wyglądają bohaterowie. Jakby po części wychodziła z założenia, że czytelnicy znają ich z poprzedniej serii, a przecież z drugiej strony... czytelnik jej nie znający świetnie odnajdzie się w fabule oraz wśród towarzyszy Delli. Spokojnie można się z nią więć zapoznawać jako z czymś zupełnie na rynku wydawniczym nowym. Osobiście czytałam dwa pierwsze tomy jej poprzedniej serii. a "Odrodzona" dopowiedziała mi co działo się dalej i pozwoliła przypomnieć sobie to co działo się wcześniej. 

Życie Delli odmieniło się jednego dnia. Wirus wampiryzmu pozbawił ją rodziny i spowodował, że zagubiła własną tożsamość. Miała wszystko - idealnego chłopaka, rodzinę, była ukochaną córeczką rodziców. Wszystko zmieniło się, kiedy temperatura jej skóry zaczęła się obniżać, a jej samej przestała wystarczać na śniadanie kanapka. Stała się wampirem. Schronieniem stały się dla niej Wodospady Cieni. To w tej szkole oprócz "ludzkich" przedmiotów uczy się jak żyć w środowisku ludzkim i radzić sobie z przemianami, które w niej zaszły. To właśnie w tej szkole nastolatki uczą się jak wykorzystywać (w imię dobra!) swoje nadprzyrodzone umiejętności... tak, aby nie zagrażać innym. Della mimo posiadania dwóch wspaniałych przyjaciółek, które tam poznała - Mirandy i Kylie czuje się bardzo samotna. Postanawia odszukać swoją zaginioną część rodziny. Po drodze jeszcze rozpoczyna treningi dla organizacji JBF, której pełnoprawnym agentem chce się stać w przyszłości. Musi się także zmierzyć z kłopotami sercowymi. Zmiennokształtny Steve to chłopak, który nieźle miesza jej w głowie i sercu. Jednak w Wodospadach Cieni zjawia się nowy uczeń, Chase. Zagadkowy wampir budzi złe wspomnienia w Delli i nie daje jej spokoju... Młoda wampirzyca będzie musiała tak pokierować swoim życiem, aby osiągnąć wybrane cele i przy okazji nie skończyć ze złamanym sercem. 

Pani Hunter po raz kolejny funduje czytelnikom coś na kształt trójkąta miłosnego co wzbudziło we mnie pokłady irytacji. Czyżby odgrzewała stare kotlety? To aspekt na który patrząc o wiele lepiej zacząć swoją przygodę z tą serią bez czytania serii o Kylie. Wtedy można uniknąć uczucia irytacji, deja vu i odebrać twórczość pani Hunter jako w miarę świeżą twórczość, pomysły. Oczywiście o tą świeżość w natłoku książek tego typu naprawdę trudno. Mimo to autorka wygrywa bohaterami drugoplanowymi. Tak... no tu trzeba przyznać, że się popisała. Postać Holiday, jej męża (groźnego komendanta) to takie dobre duchy tej powieści. Cicho wszystko obserwują  wkraczają do akcji, kiedy uznają to za konieczne. Nawiązują relacje z głównymi bohaterami i po prostu są taką opoką. A jak było z głównymi bohaterami? Różnie.

Amerykańska pisarka stworzyła postać Delli jako bohatera zagubionego, odrzuconego przez własną rodzinę. Pokazuje problem wampira, choć tak naprawdę takie odrzucenie spotyka niejednokrotnie młodzież w okresie w dojrzewania. A przecież.. rodzice Delli nie wiedząc o tym co tak naprawdę spotkało ich córkę uważają, że ta właśnie przechodzi problemy związane z dojrzewaniem. Podejrzewają ją o picie, zażywanie narkotyków, ciążę, kradzieże... - krótko mówiąc o to wszystko co może złego spotkać nastolatkę. Pisarka ukazała Dellę jako dziewczynę w miarę dojrzałą. Bez wątpienia z jej perspektywy ta dojrzałość jest większa niż w poprzedniej serii. Mimo to nadal widać młody wiek bohaterów, nieobeznanie z życiem i prawami nimi rządzącymi.

Oczywiście w tego typu powieści musiał się pojawić wątek romantyczny, który jest... ciekawy. Mimo tego trójkąta i niektórych irytujących zachowań bohaterki. Stają się one jednak mniej irytujące i dokuczające, kiedy pamięta się o tym co aktualnie przeżywa bohaterka, o jej rozterkach i kłopotach. Czytając serię "Wodospady Cieni" czytelnik jest bardzo ubogi jeśli chodzi o wiedzę na temat Delli i tego jaka naprawdę jest. Jest tylko jedną z dwóch przyjaciółek Kylie, w dodatku bezkompromisową. W tej serii pani Hunter wyraźnie pokazuje, że to co dzieje się wokół Delli także jest ważne i godne uwagi. Tym samym pokazuje, że cały świat nie toczy się wokół Kylie, a jej przyjaciółki także mają co pokazać. Della staje się postacią mniej tajemniczą, irytującą... i choć nadal mówi to co jej ślina na język przyniesie to jednak nie odrzuca tym czytelnika. Choć przyznaję, że będzie musiała nabrać trochę pokory... No i tego ten tajemniczy, pewny siebie Chase. To akurat nowa postać, której obecności jednak autorka nie narzuca przez cały czas. Pojawia się w momentach ważnych i wymagających jego obecności. Szczerze mówiąc - to bez wątpienia bohater, które może sobie zaskarbić sympatię czytelnika, jednak nie na początku, a jakoś w trakcie lektury.

"Odrodzona" to powieść w której oprócz skomplikowanych relacji w rodzinie, przyjaźni i miłości ważnym aspektem jest także akcja i tajemnica. Na pochwałę zasługuje fakt, że autorka od samego początku wprowadza intrygujący wątek kryminalny i w naprawdę dobrym stylu przy nim trwa do ostatniej strony. Nie spada on na nas jak grad z jasnego nieba. Tak samo jak odpowiedzi pod koniec. Jak możecie się domyślić tych odpowiedzi za dużo nie jest... w końcu gdyby tak było - o czym miałyby być kolejne części? A czy będzie się je miło czytać? Jeśli aktorka utrzyma poziom to bez wątpienia "tak". C. C. Hunter posługuje się lekkim, niewymagającym językiem, pisze ciekawie i z werwą.

Pierwszy tom serii "Wodospady Cieni po zmroku" nie jest książką wybitną, ale za to idealną lekturą na odprężenie. Świat wykreowany przez autorkę wciąga, a perypetie głównej bohaterki są naprawdę ciekawe... i momentami nawet przejmujące. Ta powieść to idealna książka dla nastolatek pokazująca, że każdy wiek ma swoje problemy oraz różne inne niedogodności. Czyta się ją szybko, z zaciekawieniem a i autorka stara się nie powielać pewnych od dawna utartych szlaków. Nie zawsze jej to wychodzi. Jednak ile w końcu można wymyślić nowego w kwestii paranormal romance i jego pochodnych? "Odrodzona" to bardzo dobra reprezentantka gatunku, która pozwoliła mi się na kilka godzin oderwać od rzeczywistości i skupić na losach bohaterów. Polecam fanom twórczości Hunter (a właściwie Christie Craig) oraz wszystkim, którzy lubię opowieści o miłości, przyjaźni, z kryminałem w tle i stworzeniami nadprzyrodzonymi oczywiście ;)

Za możliwość poznania losów Delli serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!

listopada 22, 2015

(412) Blog ważną częścią mojego życia? Wyznania książkoholiczki... cz. 1

"To szaleństwo." - myślę, biorąc się za pisanie tego postu. Postu, który chodzi za mną już od kilku miesięcy... Postu do ktorego zainspirowała mnie Querida. Na początku września pokazałam Wam swój stosik na pożegnanie wakacji i napisałam, że zaczynam naukę w liceum. Querida skomentowała to w ten sposób: "Jejku, już liceum, a ja pamiętam, kiedy byłaś na początku gimnazjum :) Życzę powodzenia w nowej szkole i oczywiście udanej lektury!". Widzicie... nie wszyscy z Was wiedzą, że tego bloga prowadzę od szóstej klasy szkoły podstawowej... A z tym wiąże się kilka faktów.

1. Swojej pierwszej recenzji wolę nie wspominać. Recenzowałam "Zmierzch"..., kiedy dzisiaj czytam tą recenzję chce mi się śmiać. Ale co mnie doprowadziło do tego, że 1 marca 2011 założyłam "Książki – inna rzeczywistość"?

Odpowiedź jest prosta: zafascynowanie po przeczytaniu Sagi Zmierzch (tydzień, z przerwami na sen i jedzenie) romansami paranormalnymi. Wtedy w zapowiedziach ukazała się książka "Żelazny król". Zakochałam się w okładce (nadal nie wiem dlaczego) i szukałam o niej informacji w internecie...w ten sposób trafiłam na blogi z recenzjami książkami. "Złodziejka Książek", "Kreatywa", blog niestety już nieistniejący Sujeczki, "Zakurzona półka" to blogi, które były dla mnie ogromną inspiracją. Krótko mówiąc: też tak chciałam. Więc założyłam bloga. Swoją drogą "Żelazny król" wpadł w moje ręce dopiero dwa lata później...

Byłam najmłodszą blogerką książkową w tamtym czasie, a dzisiaj czuję, że stoję w miejscu. Że ten blog stoi w miejscu.

2. Ostatnio zrozumiałam, że dopiero w dniu dzisiejszym dojrzałam do prowadzenia tego bloga... i, że teraz wiem jak chcę, żeby on wyglądał.

"Książki – inna rzeczywistość" nie mają być tylko miejscem o książkach. Mają być miejscem o kulturze, ciekawych artykułach... chcę tu mieć filmy, muzykę, książki i nie tylko! Na razie tylko muszę jeszcze znaleźć na to czas...

3. Wiem, że moje recenzje nie są idealne.

Oj, nie są... Kiedy czytam niektóre z nich z perspektywy czasu mam ochotę się rozpłakać. Ale ja naprawdę się staram, wiecie? To nic jak mi nie wychodzi... To zawsze motywacja, żeby następną recenzję napisać lepiej, ciekawiej, wnikliwiej.

4. Najważniejsze: Tak, ten blog jest ważną częścią mojego życia. Chcę, żeby stał się bardziej "mój". Więcej postów, więcej inspiracji, więcej kultury... chcę żeby tętnił życiem... ideał: posty codziennie. Wiem, że to w moim wypadku troszkę nierealne... Ale wiecie co? Postaram się.

listopada 21, 2015

(411) Muzyczny kącik: "Zielony ocean" Agnieszki Osieckiej

(411) Muzyczny kącik: "Zielony ocean" Agnieszki Osieckiej

Seria: Sześć oceanów
Tekst: Agnieszka Osiecka
Wykonawca: Various Artists

"Tej zabawy w niebo-piekło tak już nienawidzę,
Że sam nie wiem czy to wściekłość,
Czy się miła wstydzę."

Fragment tekstu piosenki "Nie wybaczaj" - Agnieszka Osiecka

Co jest jednym z najlepszych dodatków do dobrej książki? Dobra muzyka. Jakiś czas temu w moje ręce wpadła płyta "Agnieszka Osiecka: Ocean zielony". To przerażające, ale współcześnie niektórzy gimnazjaliści nie wiedzą kim była Agnieszka Osiecka. Nawet jeśli znają niektóre jej teksty to jednak nie kojarzą ich z jej osobą, a z Marylą Rodowicz, Majką Jeżowską czy ze zespołem Skaldowie. Ale nie o tym dzisiaj... Z myślą o wielkich fanach twórczości Osieckiej wznowiona została seria "Pięć oceanów". W dodatku wzbogacona o "Ocean szósty". To właśnie o tej "szóstce" zamierzam Wam dzisiaj co nieco opowiedzieć. 

"Agnieszka Osiecka: Ocean zielony" to zbiór takich utworów jak "Tango Warszawa", "Nie wybaczaj", "W żółtych płomieniach liści" czy "Wybacz mamasza". Na płycie znajdziecie utwory mniej znane, jak i te popularniejsze. Różny klimat, rytmika... Nie mniej - oczywiście wszystkie zasługują na uwagę! Przesłuchałam tą płytę kilka razy, a i tak za każdym razem teksty Agnieszki Osieckiej wywołują na mnie ogromne wrażenie. Swój udział w tym mają także wykonawcy, których możemy usłyszeć... Wśród nich znajdują się takie postacie jak: Mela Koteluk, Stanisława Celińska, Stanisław Soyka, Katarzyna Nosowska, Anna Serafińska. 

Jak sami więc widzicie niektóre piosenki Osieckiej zostały przedstawione w nowych aranżacjach. Brakuje tu niestety Seweryna Krajewskiego. Nie mniej "Ocean zielony" to płyta, której z pewnością warto posłuchać. Może chociażby po to, żeby nie kojarzyć wybitnej polskiej poetki, Agnieszki Osieckiej jedynie z takimi utworami jak "Małgośka" czy "A ja wolę moją mamę"? Piękne aranżacje, cudowna muzyka i niezwykłe doświadczenie dla ucha. Myślę, że dla fanów jak i zainteresowanych ta płyta jak i pozostałe z serii będą nie lada gratką. Może idealnym prezentem mikołajkowym? 

PS. Wiecie co mnie najbardziej ujmuje w twórczości Agnieszki Osieckiej? Fakt, że każdy znajdzie w niej jakiś utwór, który wyjątkowo przypadnie mu do duszy, serca. Dla mnie takim utworem jest piękne "W Żółtych Płomieniach Liści" na których samo wspomnienie dostaję wypieków na twarzy. W tym wypadku w wykonaniu Iwony Loranc. No i jeszcze to "Tango Warszawa" w wykonaniu Soyki. Jest co słuchać... Polecam!

Pełny spis piosenek znajdujących się na płycie jest dostępny oczywiście na stronie empik.com. 

Ponowne spotkanie z tekstami Agnieszki Osieckiej umożliwił mi sklep internetowy empik.com. Serdecznie dziękuję!

listopada 18, 2015

(410) Posłuchaj, a zrozumiesz... czyli "Playlist for the dead."

(410) Posłuchaj, a zrozumiesz... czyli "Playlist for the dead."
Tytuł: Playlist for the Dead. Posłuchaj a zrozumiesz.
Autor: Michelle Falkoff
Wydawnictwo Feeria
Stron 272

"Nigdy się z tego nie otrząsnę. już wiem, że to prawda, ale to wcale nie oznacza, że pewnego dnia się z tym nie pogodzę i nie zacznę żyć od nowa."

Michelle Falkoff, "Playlist for the Dead"

"Playlist for the Dead. Posłuchaj a zrozumiesz" to książka, która w ostatnim czasie zawojowała rynek wydawniczy. Patrząc na jej długość byłam skłonna uwierzyć w to, że jest naprawdę wybitną lekturą. Byłby to w końcu kolejny przykład na to, że czasami te krótkie powieści są najlepsze... Sięgnęłam po książkę Michelle Falkoff i przyznaję, że obiecywałam sobie po niej bardzo wiele. Niestety po kilku pierwszych stronach przez moją głowę przemknęła myśl: O co to całe halo?. Była to jak się później okazało myśl całkowicie błędna" "Playlist for the Dead" to jedna z tych powieści, które w moim odczuciu zyskują z każdą kolejną stroną. Wraz z wgłębianiem się w dalsze strony tej powieści byłam coraz ciekawsza co dalej, jak potoczą się losy głównego bohatera... i co zaważyło na losach jego przyjaciela.

Nastoletni chłopak o imieniu Sam przychodzi pewnego dnia do swojego najlepszego (a zarazem jedynego) przyjaciela Haydena. Wchodząc do pokoju zauważa, że ten jeszcze śpi. Jak się jednak szybko okazuje chłopak tak naprawdę nie żyje. Popełnił samobójstwo. Przed śmiercią ułożył i zostawił dla Sama playlistę z karteczką: "Dla Sama – posłuchaj, a zrozumiesz." Od tego momentu w życiu Sama zaczyna się zupełnie nowy etap. Wsłuchując się w playlistę Haydena i w swoje wspomnienia próbuje złożyć to co wydarzyło się krótko przed śmiercią jego przyjaciela oraz co działo się w jego życiu tak naprawdę. A przede wszystkim poszukuje odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego?". Sam próbuje ułożyć swoje życie od nowa. Poznaje nowych znajomych, tajemniczą dziewczynę o imieniu Astrid. Jednak bardzo szybko może się okazać, że wszystko w co wierzył było jednym wielkim kłamstwem, a on nie potrafił tego dostrzec. Chłopak odtwarza historię życia przyjaciela tym samym przerzucając przez filtr swoją historię. 

Samobójstwo młodego człowieka to trudny temat, który mam wrażenie, że na początku został troszkę strywializowany. Na początkowych stronach tej powieści było moim zdaniem zbyt dużo komiksów, gier komputerowych. To nie do końca przypadło mi do gustu. Oczywiście to tworzyło obraz głównych bohaterów, ale jak się później okazało mieli oni do zaoferowania o wiele więcej. Na szczęście autorka w końcu wszystko ładnie wypośrodkowała i nie czułam się podczas czytania obarczona światem, który przecież w ogóle mnie nie interesuje. Bez wątpienia komiksy i gry to nie moje klimaty. 

Sam jest postacią dynamiczną. Z każdą kolejną stroną staje się coraz dojrzalszy. Podoba mi się, że autorka nie uczyniła z Sama wielkiego buntownika, skłóconego z rodzicami, a wręcz przeciwnie. Główny bohater to zwykły chłopak którego jednak spotkało coś niezwykłego i niezwykle przykrego. Śmierć przyjaciela. To zmusza Sama do cofnięcia się i przeanalizowania jeszcze raz wszystkiego co razem przeżyli. Musi jeszcze raz zrozumieć na czym polega dojrzała przyjaźń. Mam wrażenie, że śmierć Haydena powoduje, że Sam dojrzewa i przestaje widzieć otaczający go świat w czarno - białych barwach. Zaczyna inaczej postrzegać otaczający go świat i zauważać rzeczy na które wcześniej nie zwracał uwagi. 

Powieść pani Michelle można odczytywać na dwóch płaszczyznach. Jako powieść fabularną lub jako powieść psychologiczną. Osobiście postarałam się ją odczytywać na obu tych płaszczyznach. Jako zwykła powieść fabularna jest to książka niezmiernie ciekawa z intrygującą akcją (w której znajdzie się miejsce na przyjaźń, pierwszą miłość, imprezy i nie tylko). Patrząc na nią jako na powieść psychologiczną nie można nie zauważyć kwestii wygórowanych oczekiwań rodziców, pierwszych miłości i rozczarowań, prześladowania, dokuczania czy karmy. Książka pokazująca, ze nie wszystko jest zawsze takie jakie wydaje nam się na pierwszy rzut oka. Autorka próbuje wejść w psychikę nastolatka pogubionego, nieszczęśliwego i samotnego. Odkrywa przed czytelnikiem problemy nastolatków, ich złość, nienawiść, zagubienie... Różne postacie, różne problemy, ale to wszystko przedstawione w sposób bardzo trafny i delikatny, z dużą empatią. 


"Playlist for the Dead" to świetna, niezwykle wartościowa i poruszająca książka. Dzieło Falkoff pokazuje, że niektóre rzeczy nas czasami po prostu przerastają. To także powieść w której zakochiwałam się z każdą kolejną stroną. Sam to z kolei bohater, którego bardzo polubiłam. To on nadaje tej książce taki szczery obraz. On oraz jego znajomi.. pogubieni, z różnymi problemami.. Czym uwiodła mnie przede wszystkim autorka? Zakończeniem. Zgrabnym, podsumowującym, zapadającym w pamięć. Zbiera wszystko w całość przekazując w jednym punkcie to co próbuje przekazać czytelnikowi przez całą książkę. Także poprzez muzykę. Na początek każdego rozdziału jedna piosenka. LINKIN PARK, THE NATIONAL, FOSTER THE PEOPLE i wiele innych wykonawców towarzyszy Samowi oraz czytelnikowi podczas poznawania historii Haydena i Sama. "Playlist for the Dead" to książka dla której warto się na chwilę zatrzymać. Polecam - szczególnie osobom, które lubią czytać mądre i wartościowe młodzieżówki! Mimo niezbyt zgrabnego początku... majstersztyk zapadający w pamięć.

Za możliwość poznania nie zawsze łatwej historii Sama serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!