Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

listopada 30, 2019

(716) Trzy nie do końca udane pierwsze razy - Nesbo, Knapp i Masterton

(716) Trzy nie do końca udane pierwsze razy - Nesbo, Knapp i Masterton
Pierwszy raz... z nowym pisarzem. Cielesny kontakt z jego książką, mentalny z językiem i słowami - takich "razów" się nie zapomina. To one w dużej mierze decydują o tym jak dalej rozwinie się nasza znajomość, a raczej czy w ogóle będzie ona kontynuowana. Tak więc w moim życiu pojawili się trzej nowi panowie - Jo Nesbo, Radek Knapp oraz Graham Masterton. Przyznaję - nie poznałam ich w tej najlepszej literackiej formie ani też w największych gabarytach. Każda z tych książek nie miała bowiem więcej niż 200 stron. Tak więc dziś będzie wyjątkowo krótko - krótko o krótkich niewypałach. Na pierwszy ogień pójdzie Jo Nesbo… 

Tytuł: Krew na śniegu 
Autor: Jo Nesbo 
Wydawnictwo Dolnośląskie 
Stron 164

Jedna z moich koleżanek w gimnazjum szaleńczo zaczytywała się w powieściach Nesbo - ja pozostawałam na nie obojętna. Na półce co prawda znalazła się jedna czy dwie pozycje tego autora, ale nie chciałam wchodzić w nową serię - a tym samym zapoznawać się z żadną z książek, wchodzących w skład cyklu o  Harrym Hole'u. Wizyta w antykwariacie i wydane trzy złote sprawiły, że w moje ręce wpadła powieść "Krew na śniegu" - zupełnie inny bohater, krótka historia... jednak nie coś idealnego na "pierwszy raz". Największą zaletą tej powieści Nesbo jest bowiem jej zakończenie - zaskakujące, świetne, a przez to ratujące tę powieść. To właśnie te kilka ostatnich stron sprawia, że nie żałuję, że nie odłożyłam tej książki w połowie... tak jak mi to przeszło przez myśl. (Szczerze mówiąc... już po kilkunastu stronach chciałam ją puścić dalej w świat). 

Główny bohater "Krwi na śniegu", Olav jest płatnym mordercą - bez rodziny, przyjaciół i nadziei na ich posiadanie. Jest dobry w swoim fachu, jednak posiada pewne zahamowania. Jednym z nich jest bez wątpienia to, że zakochał się od pierwszego wejrzenia w kobiecie, którą miał zabić. Kobiecie, która dodatkowo jest żoną jego szefa, od którego dostał zlecenie na to konkretne morderstwo. 

Nesbo napisał nieskomplikowaną historię, która jest (poza ścisłym zakończeniem powieści) bardzo przewidywalna. Językowo? To lekkie czytadło. Ot, takie do przeczytania w jeden wieczór. Autor gdzieś próbował się pokusić o głębsze przybliżenie sylwetki Olava - trochę próbował zabawić się w psychologa, ale to nie wyszło. Sama postać Olava także nie zyskała mojej sympatii. Gdyby nie to, że jest płatnym mordercą... stwierdziłabym, że to takie przysłowiowe "ciepłe kluchy". Z drugiej strony on sam jako narrator pierwszoosobowy to przyznawał. Wskazywał na to, że nie pasuje do końca do profilu płatnego mordercy - delikatność ścierała się w nim z posturą i fizycznymi możliwościami oraz oczekiwaniami formułowanymi przez innych. Jest zarazem mało bystrym bohaterem, przez to bardzo charakterystycznym, a jednak takim, z którym na dłuższą metę nie da się wytrzymać zbyt długo. 

"Krew na śniegu" nie zraziła mnie do Nesbo - podświadomie czułam, że nie będzie to historia na tyle angażująca jak te z cyklu o Harrym. Jednak... "Krew na śniegu" to nic więcej niż czytadło. To historia, w której zawarte zostało trochę intrygi, akcji, romansu, a autor pokusił się także o mały rys psychologiczny bohatera, który wyjaśnia motywy jego postępowania. Nie mniej - "Krew na śniegu" nie jest książką, którą polecam. To akceptowalna historia, z ciekawym zaskoczeniem, które ratuje całość, jednak to za mało, żeby poświęcić jej chociaż o krztę więcej uwagi... Czy wrócę do Nesbo? W przyszłości na pewno, jednak sięgnę wtedy po coś bardziej sprawdzonego, co da mi szansę na odczucie większej czytelniczej satysfakcji. 

Moja ocena: 5/10

Tytuł: Instrukcja obsługi Polski
Autor: Radek Knapp
Wydawnictwo Carta Blanca
Stron 126

Radek Knapp jest Polakiem, który od 12. roku życia mieszka w Austrii. Jest znany wśród polskich czytelników przede wszystkim jako autor, zekranizowanej powieści "Lekcje Pana Kuki". "Instrukcja obsługi Polski" to coś na kształt reportażu, przeczytanego przeze mnie z czystej ciekawości i nieprzesądzający niczego w temacie pt. Czytać "Lekcje Pana Kuki" czy jednak nie czytać? Byłam ciekawa spojrzenia osoby, w pewien sposób związanej z Polską, a jednak od niej oddalonej - co uzna za ważne i szczególnie interesujące? Nie tylko w temacie zabytków, jedzenia, ale przede wszystkim polskiej mentalności. To na pewno pozycja napisana z dużym dystansem ze strony autora, a także sporą dawką ironii, która pozwala autorowi opowiedzieć z przymrużeniem oka o stereotypach dotyczących Polaków, Polsce przed transformacją, w jej czasie, a także po niej. Nie jest to jednak zdecydowanie dobra i warta uwagi pozycja. 

To zbiór felietoników, które dla polskiego czytelnika nie będą ciekawe. A dla niemieckojęzycznego? Uważam, że mogą być dosyć krzywdzące, niesprawiedliwe... dla odbioru Polski i Polaków, bo niewiele jest w tej książce poważnych i wartościowych treści. Chciałabym, żeby turyści przyjeżdżający do nas z krajów niemieckojęzycznych nie natykali przed podróżą na takie pozycje. Bo problem z tą pozycją jest jeden i to bardzo duży: Polacy będą zmęczeni tym ciągłym naśmiewaniem się z sytuacji, które znamy jak np. elektryk, który prowadzi Polskę ku wolności... - z czytania o sytuacjach, w których nie ma nic zaskakującego ani odkrywczego, a obcokrajowiec, który natrafi na tę pozycję - będzie przez ponad 120 stron czytał jedynie o przywarach Polaków... i summa summarum - również nie wyciągnie nic wartościowego z tej pozycji, chyba że bardzo zafałszowany obraz Polski i jej mieszkańców. Brakuje w tej książce dziennikarskiego zacięcia i przede wszystkim faktografii! To nie są wartościowe treści o polskiej kulturze czy mentalności. To krótkie, niewnoszące nic nowego felietoniki? Zapiski? 

Wiadomo - jak każdy naród mamy swoje stereotypy (prawdziwe lub nie), które nas dotyczą. Jednak przedstawianie zbiorowości tylko w taki sposób, w dodatku przez autora - Polaka - jest żenujące. Tym bardziej, że nie stoi za tym nawet dobry warsztat pisarski... przez większość czasu miałam wrażenie, że autor usiadł i napisał tę książkę w kilka godzin - bez żadnego planu i większego namysłu. Nie ma w niej nic odkrywczego, jest płytka, słabo napisana, a humor autora i przekonania do mnie zupełnie nie trafiły. Umieszczanie tej książki w księgarniach na półce "reportaż" jest dla niej wielką nobilitacją, ale dla pozycji z nią sąsiadujących obrazą. Zdecydowanie nie polecam. 

Moja ocena: 3/10

Tytuł: Szatańskie włosy
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo Albatros 
Stron 176

Z tą powieścią sytuacja jest dosyć specyficzna, bo doskonale wiedziałam (tu akurat zrobiłam research), że jest to jedna z najgorszych powieści Mastertona - nie oczekiwałam po niej niczego wielkiego i nic takiego również nie otrzymałam. To dosyć tandetna, infantylna powieść - horror, która może przerazić jedynie dziesięcio-, jedenastolatków. Jednak ten tkwiący w niej kicz, to było coś co akurat tamtego upalnego dnia, kiedy ją czytałam... było mi potrzebne. Bo to właśnie taka lektura do czytania na plaży, a nie w okresie Halloween, kiedy chcemy poczuć dreszczyk emocji. Jest w niej tak dużo absurdów, że na myśl o tym na mojej buzi pojawia się uśmiech. Uwaga: szatańskie włosy atakują. 

Kelly, główna bohaterka "Szatańskie włosów" jest uczennicą w salonie fryzjerskim słynnego stylisty. Do jednych z jej zadań należy oczywiście sprzątanie włosów i znoszenie toreb z nimi do piwnicy. Pewnego dnia zaczynają się ruszać, przybierać dziwne kształty,. Pewnego dnia także na jej ramieniu pojawiają się kolorowe włosy, których nie jest w stanie się w żaden sposób pozbyć. Nikt nie potrafi jej odpowiedzieć na pytanie skąd się wzięły... Kelly zaczyna podejrzewać u siebie jakąś chorobę. ale lekarze także nie potrafią jej pomóc. To nie koniec "dziwności" w jej życiu. W zagadkowych okolicznościach zaczynają ginąć osoby, które w jakiś sposób były związane z jej szefem, a ona sama nabiera nadludzkiej wręcz siły... Poznaje także nowego chłopaka, który jest gotowy pomóc zmierzyć jej się z demonami wkraczającymi w jej życie. 

To nie jest bardzo zły horro. Sam pomysł na fabułę, wątek "władcy much" był dosyć intrygujący, tylko potem jakoś zrobiło się tak bardzo absurdalnie, a przez to kiczowato. Ale... nawet czasami udało się autorowi wprowadzić nutę napięcia i niepokoju. Co prawda - im dalej w las, tym było gorzej, ale to było 176 stron niezłej (a może raczej nietragicznej?) rozrywki, która nie została o dziwo zdominowana przez wątek miłosny - za co autorowi należy się plus. Sama fabuła była przewidywalna, ale Masterton niekiedy na tyle dobrze wykreował klimat tej powieści, że nie rzucało się to tak bardzo w oczy. (No i można było poczuć niekiedy włosy w przełyku... od ogromu włosów w książce).

"Szatańskie włosy" są baaaardzo prostą książką, która u dorosłego czytelnika, który przeczytał choć jeden dobry horror lub obejrzał chociaż taki film nie wywoła gęsiej skórki. To zdecydowanie nie jest jedna z tych powieści, po których przeczytaniu będziemy bali się pójść sami do toalety. Także... na spokojnie - można czytać w każdych warunkach. W "Szatańskich włosach" mamy jednak do czynienia z tym rodzajem kiczu, który może być odrobinę fascynujący. Oczywiście - to nie jest pozycja, do której kiedykolwiek wrócę, jednak w tej całej otoczce kiczu, olbrzymiej prostoty - na pewien sposób... podobała mi się. Nie traktuję jej jako złej powieści Mastertona, ale jako dobrą młodzieżówkę - bo to jedynie wśród młodych czytelników może znaleźć poklask i uznanie. Dla mnie jest bardzo przeciętna... choć... jest w niej coś ujmującego. 

Moja ocena: 5/10

czerwca 26, 2018

(695) Chłopiec z latawcem

(695) Chłopiec z latawcem
Tytuł: Chłopiec z latawcem
Autor: Khaled Hosseini
Wydawnictwo Albatros
Stron 408

"Chłopiec z latawcem" jest jedną z tych niewielu pozycji, po które sięgnęłam po raz drugi...  Pierwszy raz książkę Hosseina przeczytałam w lipcu 2016 roku – od tego czasu błąkała się po mojej głowie. Zapadła w pamięć jako dawka naprawdę dobrej i przejmującej literatury. Drugie spotkanie z "Chłopcem z latawcem" było równie poruszające, ciekawe i angażujące jak to pierwsze. To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że "Chłopiec z latawcem" jest powieścią, po którą naprawdę warto sięgać. 

"[...] grzechem jest tylko jedno. Mianowicie kradzież. Wszystkie inne grzechy są formą kradzieży. [...] Gdy zabijasz człowieka, kradniesz życie – ciągnął tato. - Kradniesz żonie prawo do męża, zabierasz dzieciom ojca. Gdy kłamiesz, kradniesz komuś prawo do prawdy. Gdy oszukujesz, kradniesz prawo do uczciwości."

Khaled Hosseini, "Chłopiec z latawcem"

Khaled Hosseini to afgański pisarz piszący po angielsku, a jego powieść "Chłopiec z latawcem" to już powieść kultowa. Mimo kiepskiej ekranizacji, "Chłopiec z latawcem" jest książką, która trafiła na listę 100 książek, które wg BBC trzeba przeczytać przed śmiercią. "Chłopiec z latawcem" jest przejmującą opowieścią o przyjaźni, kłamstwie, relacjach w rodzinie, strachu i Afganistanie – wczoraj i dziś. Jedyną wadą tej powieści jest fakt, że jest to fikcja literacka. Bardzo dobra fikcja literacka... 

Głównym bohaterem powieści Khaleda jest Amir. Poznajemy go w latach siedemdziesiątych XX wieku. Dwunastoletni wówczas Amir jest synem zamożnego i cenionego człowieka. Wychowuje się jednak w domu bez kobiet, bowiem jego matka zmarła podczas porodu. Amir nieustannie próbuje nawiązać kontakt z ojcem, jednak w jego odczuciu... wyraźnie nie wpisuje się w obraz jego syna. Chcąc zdobyć uznanie ojca, bierze udział w konkursie puszczania latawców. Wygrywa. Nie udałoby mu się to jednak bez pomocy o rok młodszego Hasana, syna służącego. Pierwszym słowem Hasana było słowo "Amir", a on sam w domu ojca Amira zresztą tak samo jak jego ojciec jest traktowany bardzo dobrze. Wręcz jak członek rodziny, który po prostu ma pewne obowiązki. Amir i Hasana łączy zażyłość, która jednak nie dochodzi do głosu w towarzystwie obcych. Dochodzi do tragedii. Amir jest świadkiem napaści bandy miejscowych chłopaków na Hasana. Nie reaguje... nawet wtedy, gdy widzi jak ich psychopatyczny przywódca gwałci Hasana. Po tym relacja chłopaków zmienia się nie do poznania. Amir nie mogąc pogodzić się ze swoim tchórzostwem zaczyna obwiniać wszystkich, a już w szczególności Hasana... Dwadzieścia pięć lat później Amir jest cenionym pisarzem. Ma żonę, dom, a jednak cały czas nie może zaznać spokoju. Tajemnice z przeszłości męczą go i nie pozwalają spokojnie spać. Przeszłość zamierza go dogonić... 

Amir to chłopak, którego z początku bardzo polubiłam. Na skutek wydarzeń, do których doszło... w pewnym momencie to się zmieniło. Nie zawsze było mi łatwo zrozumieć zachowanie Amira – jego ułomności jako dziecka, ale także jako już dorosłego człowieka. Jednak to właśnie przez te ułomności obraz stworzony przez autora zyskuje na prawdziwości. Będąc tchórzliwym człowiekiem, a przy tym dzieckiem niedowartościowanym przez brak uwagi ze strony ojca cały czas próbuje uciekać przed odpowiedzialnością. Pragnie być gwiazdą, ale idąc po najmniejszej linii oporu. Kiedy doszło do tragedii Hasana był dzieckiem, więc nie można go obwiniać w tej sprawie. To jego zachowanie potem budzi mój największy bunt... myślę jednak, że w tej kwestii zaparł się w swoich odczuciach i trwał w tych samych emocjach jeszcze lata później. Zabrakło przefiltrowania tamtych tragicznych wydarzeń przez późniejsze doświadczenia i zdobytą wiedzę. Amir jak i reszta bohaterów "Chłopca..." to postacie niesamowicie barwne pokazujące różne postawy wobec życia, moralności, kwestii odkupienia, a także wobec bycia uchodźcą. To także różne podejście do kultury... W powieści pada wymiana zdań o tym, że Amir był zawsze turystą w Afganistanie – amerykańskie ubrania, zabawki, samochody. Kultury Afganistanu zakosztował dopiero w dorosłości, a wcześniej żył w "amerykańskim Afganistanie". To odbiło się na jego późniejszym myśleniu i na tym jak różni są bohaterowie tej powieści. "Chłopiec z latawcem" jest tak pasjonującą powieścią, że mogłabym pisać jeszcze o samych bohaterach godzinami, ale nie chcę zdradzać zbyt wiele... 

"Chłopiec z latawcem" ujmuje swoją prawdziwością ukrytą pośród literackiej fikcji. Bardzo ważne są ukazane w niej relacje Amira z innymi bohaterami. Relacje bardzo często skomplikowane. Na wierzch wybija się tu oczywiście relacja Amira z ojcem. Ojciec Amira nie jest złym człowiekiem, ale nie potrafi okazać czułości Amirowi, co jednak swoje wytłumaczenie znajduje dopiero kilkadziesiąt lat później... Autor jednak nie pozostawia niczego bez odpowiedzi, a każde zdanie w jego powieści zostało gruntowanie przemyślane i ma ogromne znaczenie. Wraz z przewracaniem kolejnych stron czytelnik przekonuje się jak ważne jest zwracanie w tej książce uwagi na niuanse... 

Khaled Hosseini stworzył książkę ważną także ze względu na umiejscowienie jej akcji w Afganistanie. Autor ukazując historyczne przemiany i turbulencje jakim był poddawany Afganistan, jego bujną historię... robiąc to wszystko w sposób nienatarczywy ściąga wzrok czytelnika w tamtą stronę. Pokazuje, że kiedyś Afganistan wyglądał inaczej – był miejscem dziecięcej sielanki, miejscem dobrym jak każde inne. W pewnym momencie ważnym elementem tej powieści stała się kultura tego państwa, obyczaje związane z zaślubinami i nie tylko. Było to bez wątpienia ciekawe doświadczenie tym bardziej, że nieskażone mową polityczną. 

"Chłopiec z latawcem" to świetna książka, którą bardzo dobrze się czyta. Wzruszające studium o relacjach w rodzinie, przyjaźni, winie i odkupieniu. Ukazuje Afganistan w sposób bardzo bliski. Khaled Hosseini napisał książkę, która zapada w pamięć i pokazuje, że nigdy nie jest za późno, aby odkupić swoje winy. Pokazującą, że to nie nasze przewinienia nas definiują, a raczej to czy próbujemy im zaradzić. "Chłopiec z latawcem" to wreszcie książka zaskakująca, bardzo głęboka, z wyrazistymi bohaterami, napisana bardzo dobrym językiem. To jedna z tych uniwersalnych powieści, w których można odnaleźć każdy motyw, każde zagadnienie, każde uczucie... Wielowymiarowa i wspaniała. 

Moja ocena: 9+/10

Za możliwość przeczytania tej powieści ogromnie dziękuję Wydawnictwu Albatros!

maja 30, 2018

(694) Nocna runda

(694) Nocna runda
Tytuł: Nocna runda
Autor: Lee Child
Wydawnictwo Albatros
Stron 432
Opis wydawcy: 
Wysiadł na postoju, żeby rozprostować kości, i na wystawie lombardu zobaczył znajomo wyglądający sygnet. Takie nosili kadeci West Point, kiedy tam studiował. Ten, sądząc po wielkości, należał do kadetki. Jak to się stało, że trafił do lombardu w jakiejś dziurze? Chęć odkrycia tej historii to wystarczający powód, by nie wsiadać z powrotem do autobusu. A jest jeszcze inny: informacje o sygnecie Reacher musi wyciągać tak, żeby pytane osoby nie pożałowały spotkania z nim. Co tym bardziej podsyca jego determinację.

Pozna historię właścicielki sygnetu, nawet jeśli będzie musiał stanąć sam przeciwko bandzie harleyowców, spacyfikować miejscowego mafiosa, sprzymierzyć się z dziwnym człowieczkiem w garniturze i przemierzać dzikie pustkowia Wyoming.

Moja opinia:
Czytać dwudziesty drugi tom serii bez znajomości prozy autora, a co za tym idzie chociaż jednego tomu z poprzednich? Szaleństwo. Szaleństwo, o które się pokusiłam. Sięgając po "Nocną rundę" Lee Childa kierowałam się jedynie zapowiedziami wydawcy. Wiedziałam, że to kolejny tom serii... z tym, że nie spodziewałam się, że jest ona tak obszerna. To z pewnością szaleństwo, ale czy błąd? Niekoniecznie. Z lektury "Nocnej rundy" czerpałam przyjemność na poziomie fabularnym powieści kryminalnej, choć i tu miałam parę zastrzeżeń. "Nocną rundą" nie mogłam się zachwycić. Zadziałała moja ignorancja (a więc nieznajomość poprzednich tomów) czy też pycha autora, który wyszedł z założenia, że czytelnik sięgający po "Nocną rundę" zna poprzednie tomy? 

Nie chodzi tu o wątki fabularne – na poziomie fabularnym książka jest jasna do zrozumienia, a główna akcja zamknięta w jednym tomie. Zacznijmy jednak od samego początku... główny bohater, Jack wyrusza w poszukiwaniu dziewczyny, która sprzedała sygnet, który stanowił formę przywileju w akademii West Point. Jest przekonany, że musiało wydarzyć się w jej życiu coś złego... co ją do tego zmusiło. Chce odkryć tę tajemnicę. Pozostali bohaterowie domyślają się, że chce w ten sposób spłacić jakiś dług – czytelnik także zdaje sobie z tego sprawę. Jednak o jaki dług chodzi? Bez znajomości poprzednich części się tego nie dowiemy. Poznajemy silnie zbudowanego mężczyznę, który nie cacka się ze zbrodniarzami, a przez niektórych porównywany jest do Wielkiej Stopy, jednak tak naprawdę – nie poznajemy jego charakteru. Wiemy jak żyje – jest wolnym strzelcem, nie ma komórki, domu, samochodu, zobowiązań i jest gotów łamać prawo. Jednak co go ukształtowało? Jak do tego doszło? I dlaczego tak się zachowuje? Otrzymujemy już wyraźnie ukształtowaną postać, o której powinnyśmy wiedzieć już wszystko za sprawą poprzednich tomów. Nie chodzi bynajmniej o to, żeby autor w powieści streszczał doświadczenia życiowe bohatera z poprzednich dwudziestu jeden książek, jednak tu nie ma tego w ogóle. Brak jakichkolwiek retrospekcji pozwalających lepiej zrozumieć bohatera sprawił, że to była dla mnie bardzo uboga pod względem charakterologicznym lektura. Z pozostałymi bohaterami, którzy pojawiają się tylko w tej części sytuacja wygląda lepiej, choć też nie jest satysfakcjonująca. Takie to mdłe i płytkie. 

A West Point? Jeśli już mówimy o tym, że to taka trudna do przeżycia / przetrwania szkoła... podajmy jakieś przykłady. Zobrazujmy. Przecież – bądźmy szczerzy – nawet czytelnik, który zna poprzednie tomy, czyta coś więcej niż powieści Childa o Reacherze, więc niekoniecznie będzie potrafił odtworzyć obraz tej szkoły. Ale dobra... załóżmy, że autor napisał tę powieść dla czytelnika świetnie postać Jacka i jego doświadczenia znającego... lub, że mamy do czynienia z czytelnikiem, którego interesuje jedynie wątek kryminalny / czy też sensacyjny. Niestety i tu nie było tak dobrze jak miało być. 

"Nocna runda" to z początku ogromnie nużąca książka. Główny bohater udaje się do miasta X, znajduje pierścień, wydobywa informacje od osoby Y, przenosi się do miasta A, zdobywa informacje od osoby B, przenosi się do miasta D, zdobywa informacje od osoby E. Zawsze z trudem, zawsze podróżując autostopem i opowiadając napotkanym osobom o tym w jakim celu podróżuje. Z początku też wspomina co jakiś czas o kobiecie, z którą spędził pewien czas, a która go zostawiła... snując refleksję na temat tego co ona aktualnie robi. Autor nagle ten wątek niespodziewanie urywa. Gdzieś tak w połowie cała historia zaczyna nabierać rumieńców, akcja delikatnie się rozkręca, jednak i tak więcej w tej książce swojskości i nostalgii niż zapierającej dech w piersi fabuły. 

Śmieszne, bo w sumie "Nocna runda" mi się podobała. To nie był stracony czytelniczo czas, jednak bez wątpienia mogłam go spędzić lepiej. Stosunkowo kiepskie portrety psychologiczne bohaterów i skupienie uwagi przez autora na akcji, która swoją drogą także nie wbijała w fotel – nie opłaciło mu się. Po prostu. Czegoś mi w tej książce podczas jej lektury zabrakło – niestety nie chodzi tu jedynie o brak znajomości poprzednich książek z serii. W miarę ciekawy pomysł na fabułę nie został w pełni dopracowany, akcji było też za mało, portretów psychologicznych bohaterów prawie w ogóle. W połowie zrobiło się lepiej – ciekawiej, spójniej, mniej schematycznie, jednak to nadal nie była petarda. Ogółem "Nocne runda" to sympatyczna, w miarę ciekawa powieść kryminalna, jednak nie spełniła do końca moich oczekiwań. Zabrakło mi częstszego nerwowego wstrzymywania oddechu i choć przez ostatnią część książki... przeleciałam bardzo szybko to jednak cały czas uważam, że to nie to. Do losów Jacka Reachera wrócę w przyszłości. Nie wykluczam także, że sięgnę np. po pierwszy tom tej serii, aby lepiej zaznajomić się z głównym bohaterem. Na chwilę obecną – czuję ogromny niedosyt. Tym bardziej, że nie zabrakło w tej książce błędów logicznych, sytuacji nieprawdopodobnych. I nie - to nie jest mięsista, mocna i męska literatura. Sytuację ratuje dobre pióro autora i stworzenie kameralnej atmosfery.

Moja ocena: naciągane 7-/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Albatros!

lipca 05, 2016

(509) Chłopiec z latawcem

(509) Chłopiec z latawcem
Tytuł: Chłopiec z latawcem
Autor: Khaled Hosseini
Wydawnictwo Albatros
Stron 416

"[...] grzechem jest tylko jedno. Mianowicie kradzież. Wszystkie inne grzechy są formą kradzieży. [...] Gdy zabijasz człowieka, kradniesz życie – ciągnął tato. - Kradniesz żonie prawo do męża, zabierasz dzieciom ojca. Gdy kłamiesz, kradniesz komuś prawo do prawdy. Gdy oszukujesz, kradniesz prawo do uczciwości."

Khaled Hosseini, "Chłopiec z latawcem"

Khaled Hosseini to afgański pisarz piszący po angielsku, a jego powieść "Chłopiec z latawcem" to już powieść kultowa. Mimo kiepskiej ekranizacji, "Chłopiec z latawcem" jest książką, która trafiła na listę 100 książek, które trzeba przeczytać przed śmiercią wg BBC. Zawsze kiedy sięgam po książki z tej listy zastanawiam co było czynnikiem, który o tym zadecydował, bo przecież w tym zestawieniu mamy książki dla dzieci, klasykę, literaturę fantastyczną oraz tą współczesną. Myślę, że "Chłopiec z latawcem" znajduje się na tej liście, bo jest przejmującą opowieścią o przyjaźni, kłamstwie, relacjach w rodzinie, strachu i Afganistanie – wczoraj i dziś. Jedyną wadą tej powieści jest fakt, że jest to fikcja literacka. Bardzo dobra fikcja literacka... 

Głównym bohaterem powieści Khaleda jest Amir. Poznajemy go w latach siedemdziesiątych XX wieku. Dwunastoletni wówczas Amir jest synem zamożnego i cenionego człowieka. Wychowuje się jednak w domu bez kobiet, bowiem jego matka zmarła podczas porodu. Amir nieustannie próbuje nawiązać kontakt z ojcem, jednak w jego odczuciu... wyraźnie nie wpisuje się w obraz jego syna. Chcąc zdobyć uznanie ojca, bierze udział w konkursie puszczania latawców. Wygrywa. Nie udałoby mu się to jednak bez pomocy o rok młodszego Hasana (niestety wydawnictwo pomyliło się w opisie...), syna służącego. Pierwszym słowem Hasana było słowo "Amir", a on sam w domu ojca Amira zresztą tak samo jak jego ojciec jest traktowany bardzo dobrze. Wręcz jak członek rodziny, który po prostu ma pewne obowiązki. Amir i Hasana łączy zażyłość, która jednak nie dochodzi do głosu w towarzystwie obcych. Dochodzi do tragedii. Amir jest świadkiem napaści bandy miejscowych chłopaków na Hasana. Nie reaguje... nawet wtedy, gdy widzi jak ich psychopatyczny przywódca gwałci Hasana. Po tym relacja chłopaków zmienia się nie do poznania. Amir nie mogąc pogodzić się ze swoim tchórzostwem zaczyna obwiniać wszystkich, a już w szczególności Hasana... Dwadzieścia pięć lat później Amir jest cenionym pisarzem. Ma żonę, dom, a jednak cały czas nie może zaznać spokoju. Tajemnice z przeszłości męczą go i nie pozwalają spokojnie spać. Przeszłość zamierza go dogonić... 

Amir to chłopak, którego z początku bardzo polubiłam. Na skutek wydarzeń do których doszło... w pewnym momencie to się jednak zmieniło. Nie zawsze było mi łatwo zrozumieć zachowanie Amira – jego ułomności jako dziecka, ale także jako już dorosłego człowieka. Jednak to właśnie przez te ułomności obraz stworzony przez autora zyskuje na prawdziwości. Będąc tchórzliwym człowiekiem, a przy tym dzieckiem niedowartościowanym przez brak uwagi ze strony ojca cały czas próbuje uciekać przed odpowiedzialnością. Pragnie być gwiazdą, ale idąc po najmniejszej linii oporu. Kiedy doszło do tragedii Hasana był dzieckiem i moim zdaniem nie można go obwiniać w tej sprawie. To jego zachowanie potem budzi mój największy bunt... myślę jednak, że w tej kwestii zaparł się w swoich odczuciach i trwał w tych samych emocjach jeszcze lata później. Zabrakło przefiltrowania tamtych tragicznych wydarzeń przez późniejsze doświadczenia i zdobytą wiedzę. Amir jak i reszta bohaterów "Chłopca..." to postacie niesamowicie barwne pokazujące różne postawy wobec życia, moralności, kwestii odkupienia, a także wobec bycia uchodźcą. To także różne podejście do kultury... W powieści pada wymiana zdań o tym, że Amir był zawsze turystą w Afganistanie – amerykańskie ubrania, zabawki, samochody. Kultury Afganistanu zakosztował dopiero w dorosłości, a wcześniej żył w "amerykańskim Afganistanie". To odbiło się na jego późniejszym myśleniu i na tym jak różni są bohaterowie tej powieści. "Chłopiec z latawcem" jest tak pasjonującą powieścią, że mogłabym pisać jeszcze o samych bohaterach godzinami, ale nie chcę zdradzać zbyt wiele... 

"Chłopiec z latawcem" ujmuje swoją prawdziwością ukrytą pośród literackiej fikcji. Bardzo ważne są ukazane w niej relacje Amira z innymi bohaterami. Relacje bardzo często skomplikowane. Na wierzch wybija się tu oczywiście relacja Amira z ojcem. Ojciec Amira nie jest złym człowiekiem, ale nie potrafi okazać czułości Amirowi, co jednak swoje wytłumaczenie znajduje dopiero kilkadziesiąt lat później... Autor jednak nie pozostawia niczego bez odpowiedzi, a każde zdanie w jego powieści zostało gruntowanie przemyślane i ma ogromne znaczenie. Wraz z przewracaniem kolejnych stron czytelnik przekonuje się jak ważne jest zwracanie w tej książce uwagi na niuanse... 

Khaled Hosseini stworzył książkę ważną także ze względu na umiejscowienie jej akcji w Afganistanie. Autor ukazując historyczne przemiany i turbulencje jakim był poddawany Afganistan, jego bujną historię... robiąc to wszystko w sposób nienatarczywy ściąga wzrok czytelnika w tamtą stronę. Pokazuje, że kiedyś Afganistan wyglądał inaczej – był miejscem dziecięcej sielanki, miejscem dobrym jak każde inne. W pewnym momencie ważnym elementem tej powieści stała się kultura tego państwa, obyczaje związane z zaślubinami i nie tylko. Było to bez wątpienia ciekawe doświadczenie tym bardziej, że nieskażone mową polityczną

"Chłopiec z latawcem" to świetna książka, którą bardzo dobrze się czyta. Wzruszające studium o relacjach w rodzinie, przyjaźni, winie i odkupieniu. Ukazuje Afganistan w sposób bardzo bliski. Khaled Hosseini napisał książkę, która zapada w pamięć i pokazuje, że nigdy nie jest za późno, aby odkupić swoje winy. Pokazującą, że to nie nasze przewinienia nas definiują, a raczej to czy próbujemy im zaradzić. "Chłopiec z latawcem" to wreszcie książka zaskakująca i nierzadko bardzo głęboka, z wyrazistymi bohaterami, napisana bardzo dobrym językiem. To jedna z tych uniwersalnych powieści w których można odnaleźć każdy motyw, każde zagadnienie, każde uczucie... Wielowymiarowa i wspaniała. 

Moja ocena: 9+/10

sierpnia 28, 2015

(386) Najdłuższa podróż

(386) Najdłuższa podróż

Tytuł: Najdłuższa podróż
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo Albatros
Stron 496

"Ufaj ludziom - powtarzał mi - dopóki nie okażą się niegodni twojego zaufania. A przed takimi, którym przestałeś ufać, miej się na baczności."

Nicholas Sparks, "Najdłuższa podróż" 

Nicholas + Sparks to połączenie chyba zna każda osoba "czytająca". Jedni książki tego pana czytają z uwielbieniem, drudzy podchodzą do nich obojętnie, a jeszcze inni traktują jego powieści jak harlequiny. Osobiście należę do grupy delikatnego uwielbienia. Jak dotąd przeczytałam "Jesienną miłość", "Ostatnią piosenkę" , "Bezpieczną przystań" (jeszcze niezrecenzowaną) no i oczywiście "Najdłuższą podróż". W moim odczuciu każda książka Sparksa jest inna i zaskakująca. Przyznam Wam się, że po "Najdłuższą podróż" sięgnęłam w ciemno. Nie wiedziałam o czym jest ta książka, kim są bohaterowie.  Tym większe po jej przeczytaniu jest zafascynowanie nią.... Nie tego się spodziewałam i myślę, że będę mogła śmiało powiedzieć, że to jak dotąd najlepsza książka Sparksa jaką dane mi było przeczytać. Piękna przez to, że zbiegają się w niej dwie historie miłosne, które w niespodziewanym momencie się krzyżują... mogąc odmienić swoje losy. 

Ira Levinson ma 91 lat i przed sobą kilka miesięcy życia. Jego życie jest pozbawione barw odkąd jego żona Ruth umarła. Kiedy pewnego dnia jego samochód wypada z drogi Ira jest pogodzony z tym, że zbliża się koniec jego ziemskiej wędrówki. W końcu szanse na to, że ktoś zauważy jego samochód pod górą śniegu są znikome. Niespodziewanie jego współpasażerką staje się Ruth. Zmarła przed laty żona próbuje powstrzymać Ira na duchu. Tym sposobem Ira ma szansę jeszcze raz przeżyć i powspominać historię swojej miłości z Ruth... Analizuje, przeżywa jeszcze raz i walczy o każdy oddech. 

Cztery miesiące przed wypadkiem Iry zaczyna toczyć się historia miłosna Luka i Sophii. Sophia jest studentką historii sztuki, Luke pracuje na ranczu swojej mamy i ujeżdża byki. Ich drogi krzyżują się, kiedy przyjaciółki Sophii namawia ją na to, żeby zobaczyła ujeżdżanie byków na żywo. Dziewczyna jeszcze nie spodziewała się, że ten wypad może zmieni całe jej życie... Z nieprzyjemnej sprzeczki z byłym chłopakiem wybawia ją Luke. Ten przystojny kowboj szybko opanowuje jej myśli... a ona jego. Od tego niespodziewanego spotkania zaczyna się ich wspólna podróż. Długa i trudna... Pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów. Ona planuje pracować w muzeum, on chce dalej żyć na ranczu. Jednak przecież już niejedna historia pokazała, że miłość potrafi pokonać wszelkie przeszkody, prawda?

Nicholas Sparks zaserwował tym razem swoim czytelników dwie historie miłosne, które udało mu się w zaskakujący sposób ze sobą połączyć. Tak naprawdę myślę, że trudno określić, która z tych historii spodobała mi się bardziej. Każda ma w sobie to "coś" i każda ma w sobie coś z dramatu. Mimo to te historie są naprawdę bardzo różne... już samo oddalenie kilkudziesięciu lat między ich rozpoczęciem się powoduje, że ich bohaterowie są zupełnie inni. Historia Ruth i Iry tak samo jak historia Sophii i Luke'a to historia skomplikowanej miłości. I choć ta pierwsza toczyła się kilkadziesiąt lat temu to jednak Sophii i Luke mogą z niej wyciągnąć profity emocjonalne także dla siebie. Może to właśnie Ira ma im wskazać drogę w którą mają podążać?

Nicholas Sparks stworzył wyrazistą dwójkę głównych bohaterów. Sophii jak i Luke wiedzą co czują i wiedzą, czego oczekują od życia. Jednak nasze pragnienia i oczekiwania nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Niestety tak jest i  ta para młodych ludzi sama szybko zaczyna sobie zdawać z tego sprawę. Z początku myślałam, że Luke będzie raczej jakimś typowym macho, a okazał się bohaterem bardzo dojrzałym, przyjaznym i niezapatrzonym w siebie. Z Sophii sytuacja przedstawia się następująco  - jest odrobinę nieśmiała, a w niektórych sytuacjach bardzo odważna, a co najważniejsze nie zachowuje się jak zepsuta laleczka. Ira to z kolei człowiek po którego myśleniu w ogóle nie widać jego wieku, a raczej jego życiowe doświadczenie. Przez to nawet te części książki w których to on przejmował pałeczki nie były ani trochę męczące. Śmiem nawet twierdzić, że to właśnie one wzbogacały ją o pewną życiową mądrość. To właśnie te fragmenty z historią Ira i Ruth nadały tej książce swego rodzaju powagę i spowodowały, że nie jest pierwszą lepszą książką dla młodzieży. Nicholas Sparks umieścił w tej powieści bohatera dojrzałego, który wiele przeżył. Przez ten zabieg nadał tej historii niesamowity wydźwięk...

"Najdłuższa podróż" to powieść o najdłuższej podróży w poszukiwaniu miłości, spełnienia, a co za tym idzie szczęścia. Ta podróż nie zawsze jest łatwa. Miłość nie zawsze jest łatwa. Jednak Nicholas Sparks swoją książką przekazuje myśl: "Miłość może pokonać każdą przeszkodą". Autor stworzył kolejną piękną powieść. Zakończenie przyprawiło mnie o gęsią skórkę i spowodowało, że jeszcze długo byłam podekscytowana tym co przeczytałam. Są książki o których po przeczytaniu chce się mówić, mówić i mówić! "Najdłuższa podróż" jest właśnie jedną z nich - wciągającą, porywającą, niekiedy wzruszającą, a kiedy indziej wywołująca uśmiech na twarzy. Świetny pomysł na fabułę, przystępny język... pozostaje się tylko cieszyć, że na półce pozostaje jeszcze do przeczytania "Anioł Stróż", "Na zakręcie" i "List w butelce".

Moja ocena: 9/10 Wybitna!

maja 25, 2013

(257) Buszujący w zbożu

(257) Buszujący w zbożu
Tytuł: Buszujący w zbożu
Autor: J.D.Salinger
Wydawnictwo Albatros
Stron 304
Opis Wydawcy:
Bohaterem 'Buszującego w zbożu' jest szesnastoletni uczeń, Holden Caulfield, który nie mogąc pogodzić się z otaczającą go głupotą, podłością, a przede wszystkim zakłamaniem, ucieka z college`u i przez kilka dni 'buszuje' po Nowym Jorku, nim wreszcie powróci do domu rodzinnego. Historia tych paru dni, którą opowiada swym barwnym językiem, jest na pierwszy rzut oka przede wszystkim zabawna, jednakże rychło spostrzegamy, że pod pozorami komizmu ważą się tutaj sprawy bynajmniej nie błahe...




Moja recenzja: 
Będę szczera... przeczytałam książkę "Buszujący w zbożu" J.D.Salingera jedynie dlatego, że była to moja lektura szkolna. Nie miałam najmniejszej ochoty się za nią zabierać, choć przyznaję, że momentami bardzo mnie intrygowała. Zaczęłam ją czytać dzień przed omawianiem i tego też dnia skończyłam. Czy to dlatego, że była tak porywającą książką? Bynajmniej nie. Po prostu ciekawiło mnie co jeszcze głupiego zrobi główny bohater - Holden. Pierwsze wrażenie było złe i nie ukrywam, że miałam ochotę wyrzucić tą książkę jak najszybciej przez okno, jednak tego nie zrobiłam i nie żałuję, ponieważ następnego dnia zapałałam do tej książki wielką... miłością. A może do głównego bohatera?

Irytujący bohater, który rzuca wszystko, ucieka ze szkoły i wyrusza w samotną podróż po Nowym Jorku. Nierozsądne postępowanie, nierozsądny bohater. A może tak wcale nie jest? Może po prostu wydaje się nierozsądny na tle innych "ludzkich" robotów nastawionych tylko na zarabianie pieniędzy, liczenie ich i wydawanie. Holden sprzeciwia się ścieżkom utartym przez innych ludzi. Jest wyjątkowy i postępuje według swojego własnego planu. Nie obchodzi go to co myślą o nim inni ludzie, nie znaczy to jednak, że jest bezduszny. Po prostu posiada własne zdanie, którego nie boi się jawnie wyrażać.

Przy czytaniu tej książki towarzyszyło mi mnóstwo emocji... zupełnie sprzecznych. To jakie decyzje podejmie Holden bardzo mnie ciekawiło. Jego samotna wędrówka po Nowym Jorku była głównym elementem tej książki. Przez to, że nie czuł się zrozumiany przez nikogo jego życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Poszukiwał w życiu własnej drogi przez co czasami błądził, ale pomimo tego zawsze był sobą i nie próbował nigdy udawać kogoś innego niż w rzeczywistości był.

Holden jest zbuntowany, niepokorny, uparty i co najważniejsze ma właśnie zdanie o którym mówi głośno. Jest bezpośredni, ale przy tym bywa nawet czasami kulturalny. Jest postacią, którą jestem po prostu ... zafascynowana. Przeczytałam tą książkę już jakiś czas temu, a pomimo tego nadal nie mogę o niej przestać myśleć. "Buszujący w zbożu" to książka szczera do bólu i za to ją kocham! Autor przedstawia wszystko szczerze i nie bawi się w owijanie w bawełnę. Oby było o wiele więcej takich książek. Choć niestety szanse na to marne...

J.D. Salinger złamał wszystkie prawa rządzące literaturą. Znalazł swój własny styl pisania, którego się ściśle trzymał. Nie odstąpił od niego. Jego książka jest poplątana, momentami irytująca, ale także interesująca. To zupełnie coś innego! Nie brak to niecenzurowanego języka i nie tylko. Główny bohater nie jest grzeczną, niewinną postacią, a wręcz przeciwnie. Autor pokazał jacy nastolatkowie są naprawdę. Pokazał to co w nich "drzemie". Narracja pierwszoosobowa, chaotyczna... uwielbiam ją!

Dlaczego "Buszujący w zbożu" tak mi się spodobał? Bo to chyba najszczersza książka jaką kiedykolwiek przeczytałam. Brak w niej obłudy, idealnych bohaterów. I... uważam, że spodoba się wszystkim, którzy mieli kiedyś choć odrobinkę w sobie buntu. Osobom, które nie zawsze zgadzały się ze zdaniem innym. Nie pokochałam tej książki od pierwszego wejrzenia, ale pokochałam ją od drugiego wejrzenia. To chyba też się liczy, prawda? ; D

Moja recenzja: 10/10 Arcydzieło!

grudnia 27, 2011

(104) Jesienna miłość

(104) Jesienna miłość
Tytuł: Jesienna miłość
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo Albatros
Stron 208
Napisane z tyłu:
Jest rok 1958. Beztroski siedemnastolatek, Landon Carter, rozpoczyna naukę w ostatniej klasie szkoły średniej w Beauford w Karolinie Północnej. Jego ojciec kongresman pragnie, by syn zrobił karierę - tymczasem Landon, podobnie jak reszta klasy, nie zaczął jeszcze zastanawiać się, co zrobić z dorosłym życiem. Jedynie Jamie Sullivan, cicha, spokojna dziewczyna, opiekująca się owdowiałym ojcem, pastorem, jest inna. Nie rozstaje się z Biblią, nie chodzi na prywatki, a dzień bez dobrego uczynku uważa za stracony. Tymczasem zbliża się doroczny bal. Nie mając akurat dziewczyny, Landon w odruchu desperacji zaprasza Jamie, na którą nikt dotąd nie zwrócił uwagi. Znajomość nie kończy się na balu. Wykpiwany przez kolegów chłopak początkowo unika Jamie, wkrótce jednak ich kontakty przeradzają się w przyjaźń, a potem głęboką miłość. Landon odkrywa prawdziwy sens życia - piękno natury, radość, jaką sprawia pomaganie innym, ból po utracie najbliższej osoby...

Moja recenzja:
Gwiazdor przyniósł mi książkę "Jesienna miłość". Jaka była moja reakcja? Zaczęłam tańczyć i skakać po pokoju ze szczęścia, bo marzyłam o tej książce. Podziękowałam rodzicom i następnego dnia książka była już przeczytana, bo jest krótka, ale cudowna. Książkę przeczytałam pod wpływem filmu "Szkoła uczuć".

Film oglądałam napewno z piętnaście razy i to w bardzo krótkim czasie, bo w ciągu czterech miesięcy. Ryczałam przy nim za każdym razem i bardzo spodobała mi się ta historia, więc chciałam ją przeczytać i nie żałuję. Choć książka tak samo jak film nie była doskonała.

Poznajemy zupełnie innych bohaterów, jeden jest zbuntowanym imprezowiczem, a główna bohaterka jest córką pastora, która stara się czynić tylko dobre rzeczy. Są zupełnie inni, pokazują, że rzeczywiście przeciwieństwa się przyciągają.

Ale najlepsze jest to, że tą historię opowiada nam 58-letni Landon, opowiada o swojej Jesiennej Miłości. Jest już dojrzałym człowiekiem, więc komentuje swoje zachowania z czasu kiedy miał 17 lat. Jest napisana bardzo  prostym, przyjemnym językiem.


Już po raz drugi przekonuję się o talencie Nicholasa Sparksa. Choć według mnie autor nie zatrzymuje się, nie rozpisuje się, pędzi tak jakby się śpieszył. Płakałam, książka wzrusza, ludzie marzą o takiej miłości, jaka została pokazana w tej książce.

Bardzo ją polecam, wszystkim, którzy nie lubią banalnych historii. Tym którzy szukają wartościowych książek!
Okładka chociaż filmowa to i tak bardzo mi się podoba :)

Moja ocena: 9,5/10

kwietnia 02, 2011

(5) Ostatnia piosenka

(5) Ostatnia piosenka
Tytuł: Ostatnia piosenka
Tytuł oryginału: The last song
Autor: Nicholas Sparks
Przełożyła: Magdalena Słysz
Strony: 444
Wydawnictwo Albatros

Od autora: Siedemnastoletnia Ronnie reaguje z niechęcią na informację, że całe lato spędzi z ojcem, z którym od dawna nie utrzymuje kontaktów. Trzy lata wcześniej jej rodzice rozwiedli się, a zmęczony robieniem kariery ojciec Ronnie, utalentowany pianista wykładający w konserwatorium Juilliarda, porzuciła Nowy Jork i przeniósł się do miasteczka w Północnej Karolinie. Dla zbuntowanej dziewczyny to ciężka próba: przyzwyczajona do zgiełku wielkiego miasta, zakochana w jego nocnym życiu i modnych klubach, musi zmierzyć się z senną atmosferą małej mieściny orz stawić czoło ojcu, do którego ciągle czuje żal. Czy będzie to najgorsze lato w jej życiu? Wszystko na to wskazuje. Pewnych rzeczy nie da się jednak przewidzieć – na przykład tego, że pozna Willa, przystojnego siatkarza, obiekt westchnień miejscowych dziewcząt, ani tego, że zakocha się z wzajemnością.
Książka została z filmowana w roli głównej z Miley Cyrus.
Zacznę od tego, że wydarzenia w książce są opowiadane z punktu widzenia czterech osób. Szczerze Mówiąc nigdy nie czytałam tak napisanej książki, ale spodobało mi się to bardzo, ujmujące w tym jest to, że znamy uczucia aż czterech osób, a nie tylko głównego bohatera, wiemy także co nawzajem te postacie o sobie myślą.

Na początku książki autor napisał podziękowania między innymi dla Miley Cyrus. A brzmią one tak: "Rodzinie Cyrusów muszę podziękować nie tylko za to, że gościła mnie w swoim domu, ale także za wszystko co zrobiła z myślą o filmie. Szczególnie dziękuję Miley, która wybrała imię dla Ronnie. Gdy tylko je usłyszałem, wiedziałem, że pasuje idealnie!" Według mnie wynika z tego, że jeszcze przed ukazaniem się książki było wiadomo, że powstanie film na podstawie książki w roli głównej z Miley. Ale to tak nawiasem mówiąc :-)

Po podziękowaniach, znajduje się prolog, w którym matka Ronnie chce jeszcze raz usłyszeć całą historię jeszcze raz, więc ma się wrażenie, że Ronnie opowiada to wszystko swojej matce.

Co do okładki to wolę, jakiś chociażby symbol od kadru z filmu, po prostu kiedy wyciągam książkę, nie chcę co chwilę patrzeć na Miley, chociaż nic do niej nie mam.

Podobno jest to dramat, lecz ja tej książki nigdy bym nie zaklasyfikowała do dramatu, bo jedyne co może być w niej dramatyczne, to śmierć ojca Ronnie i moment w którym Blaze krótko mówiąc palą się ręce. Ale tak poza tym to według mnie to bardzo spokojna i poukładana książka.

Momentami musiałam się zmuszać, żeby czytać ją dalej,a momentami nie mogłam się od niej oderwać.

Postać Ronnie bardzo mi się podoba, pokazuje, że czasami zachodzą w nas zmiany, których nie chcemy, ale które w późniejszym czasie wyjdą nam na dobre. Pokazuje także, że musimy myśleć zanim coś zrobimy, bo potem może już nie być odwrotu. Bo co się stania, to się nie odstanie. Postać Ronnie po tych wszystkich zdarzeniach diamentralnie się zmienia.


Książka według mnie jest napisana bardzo prostym językiem. Kończy się epilogiem, zresztą bardzo przyjemnym, a ostatnie jego zdanie brzmi tak: "Ja też cię kocham, Willu Blakelee- szepnęła i uniosła głowę, żeby znowu się z nim pocałować".

Książka ma 37 rozdziałów + prolog i epilog.

Oceniam ją na 7,5/10, ponieważ jakiś strasznie mnie nie wciągnęła, ale może to dlatego że wcześniej oglądałam film ;-) Polecam i książkę i film.

* * *
Jak widzicie zmieniłam wygląd bloga, oraz skalę oceń, teraz skala wynosi 10/10. Jak się podoba ???
 Jeśli znacie jakieś fajne książki to piszcie w komentarzach. W poniedziałek pojawi się stosin nr 1 !!!