Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty

stycznia 27, 2021

(722) Księga o Niewidzialnym

(722) Księga o Niewidzialnym
Tytuł: Księga o Niewidzialnym
Autor: Eric - Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo Znak
Stron 368

Eric-Emmanuel Schmitt jest pisarzem, którego prozę uwielbiam od czasów gimnazjum, czyli od lektury szkolnej, jaką była wtedy książka Oskar i pani Róża... zresztą w 2014 roku Wam o tym literackim spotkaniu już opowiadałam. "Księga o Niewidzialnym" to zbiór pięciu powieści Schmitta. W jego skład wchodzą następujące pozycje: buddyjska baśń Milarepa, Pan Ibrahim i kwiaty Koranu, Oskar i pani Róża, Dziecko Noego oraz Zapasy z życiem. Przed lektura tego zbioru znane były mi już powieści Sekta egoistów, Dziecko Noego, Ewangelia według Piłata, Małe zbrodnie małżeńskie, Oskar i pani Róża oraz zbiór opowiadań Historie miłosne... można więc powiedzieć, że co nieco z twórczości Schmitta już przeczytałam. Sięgając po "Księgę o Niewidzialnym" wiedziałam, że się nie zawiodę, że ten zbiór przyniesie mi pewne ukojenie, poczucie nadziei i uśmiech. Tak właśnie było. Eric-Emmanuel Schmitt otula swoją prozą i daje nadzieję. W sposób niezwykle wrażliwy i delikatny opowiada o miłości, życiu, śmierci i przyjaźni. 

Nie chciałabym Wam dzisiaj streszczać treści tych poszczególnych powieści, zarysuję jedynie tematy jakie poruszają i emocje jakie we mnie wzbudziły. Nadmienię również, że wszystkie je czyta się ekspresowo, ma się poczucie zamkniętej i dopracowanej całości. Czytanie bez wątpienia ułatwia także zastosowanie większej niż standardowo czcionki. To nie jest tak, że ten zbiór zachwycił mnie stuprocentowo, ponieważ jeden z tych utworów dość mocno mnie rozczarował... jednak pozostałe cztery na stałe uplasowały się w moim czytelniczym serduszku. 

"Moja mała siostrzyczko, ci, których przepełniają pragnienia i zwyczajne urazy, nie mogą niczego uczynić dla bliźnich. Nie robią też niczego pożytecznego dla samych siebie. To tak, jakby człowiek porwany przez potok usiłował ratować innych."

"Milarepa", Eric - Emmanuel Schmitt

Otwierająca zbiór buddyjska baśń Milarepa nie znalazła miejsca w mojej czytelniczej czołówce. To opowieść o dziecku z dobrego domu, któremu niczemu nie brakowało i które szczerze wyraziło żal z powodu straty drugiej osoby. Uczyniło to jednak w sposób tak przejmujący, że uświadomiło drugiemu człowiekowi całą nędzę jego położenia i pokazało, że powinien czuć się nieszczęśliwym... tym samym sprowadziło na niego nieszczęście i zło. To zło znalazło w końcu odzwierciedlenie także w tym, niewinnym z początku, tytułowym bohaterze. Milarepa jest opowieścią na bazie buddyjskiej baśni i życiorysu legendarnego Milarepy żyjącego w XI wieku. Płynie z niej refleksja dotycząca tego, że bardzo łatwo jest czynić zło - dużo trudniej jest to uczynione zło przekuć w dobro. Po jej lekturze chciałoby się zakrzyknąć "zło dobrem zwyciężaj, a bliźniemu wybaczaj". Bardzo pozytywne w niej jest to, że pozwala zaznajomić się z historią życia jednego z najpopularniejszych joginów tybetańskich, ale na tle pozostałych powieści znajdujących się w tym zbiorze... wypada moim zdaniem fabularnie najsłabiej, choć nie jest to wina Erica - Emmanuela Schmitta, a po prostu kwestia specyfiki tej historii. Jest to także jedyna historia, której lektura - prawdopodobnie przez swoją baśniowość - nieco mi się dłużyła. 

"Na tym polega luksus [...] niczego na wystawie, niczego w sklepie, wszystko w cenie"

"Pan Ibrahim i kwiaty Koranu"

Pan Ibrahim i kwiaty Koranu to z kolei opowieść o jedenastoletnim zagubionym chłopcu, który chodzi na dziwki, kradnie, jest zaniedbywany przez ojca i choć już dawno zerwał ze światem dzieciństwa - nie potrafi odnaleźć się również w tej pozornej dorosłości. Na jego drodze pojawia się jednak pan Ibrahim, który otacza go opieką i wyrozumiałością, a jednocześnie uczy go świata i pozwala wyzbyć się goryczy i złości. Pokazuje chłopcu między innymi jak wiele może zdziałać zwykły uśmiech. Posiada niesamowitą przenikliwość i mądrość, którą ujmuje niepokornego chłopca i przekonuje, że tak naprawdę posiadamy ogromny wpływ na to jak wygląda nasze życie... i często możemy sprawić, że będziemy szczęśliwsi. W tej niewiele ponad sześćdziesięciostronnicowej opowieści ujęli mnie bohaterowie, ich rozmowy, jej klimat... nie zabrakło wzruszeń, uśmiechów i celnych myśli dotyczących uśmiechu, pragnienia miłości, szczęścia, wiary i bogactwa - różnorodnie rozumianego. Wspaniała historia i jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam ją poznać... obejrzę także na pewno jej ekranizację. 

"[...] próbo­wałem tłumaczyć rodzi­com, że życie to ta­ki dziw­ny pre­zent. Na początku się je prze­cenia: sądzi się, że dos­tało się życie wie­czne. Po­tem się go nie do­cenia, uważa się, że jest do chrza­nu, za krótkie, chciałoby się niemal je od­rzu­cić. W końcu ko­jarzy się, że to nie był prezent, ale je­dynie pożyczka. I próbu­je się na nie zasłużyć."

"Oskar i pani Róża"

Oskar i pani Róża to zdecydowanie najpopularniejsza historia stworzona przez Schmitta. Główny m bohaterem jest dziesięcioletni Oskar, który leży w szpitalu i nie wierzy ani w bajki, ani w to, że będzie jeszcze długo żył - że przed nim całe życie. Niedługo umrze i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. To opowieść dotykająca tematu śmierci, wiary i nadziei. W tym utworze Schmitt przypomina jak kruche jest życie, że nic nie trwa wiecznie, że warto doceniać dar jakim jest życie i czerpać z niego pełnymi garściami... nawet w chwilach, gdy nie wszystko układa się po naszej myśli. Piękna płynie nauka z tej swoistej przypowieści -  nie tylko nauka dotycząca zmagania się z chorobą, zbliżającą się śmiercią, ale także ta dotycząca wiary i przyjaźni. Ponadto historia Oskara przypomina jak inteligentne są dzieci... 

"Religia nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa, proponuje tylko pewien sposób życia."

"Dziecko Noego"

Jedną z moich najukochańszych opowieści Schmitta jest Dziecko Noego, której akcja rozgrywa się w okupowanej przez Niemców Belgii. Katolicki ksiądz ukrywa żydowskiego chłopca w prowadzonym przez siebie ośrodku, a więź, która zostaje wytworzona między ojcem Pons a Josephem bardzo wyraźnie wpływa na dorosłe życie chłopca. Dziecko Noego jest wspaniałą opowieścią o różnicach kulturowych i religijnych, a co za tym idzie dziełem o potrzebie tolerancji i otwartości na drugiego człowieka. To absolutnie wyjątkowa pozycja pośród tych poruszających temat holokaustu, ponieważ nie niesie za sobą tak ciężkiego ładunku emocjonalnego jak inne powieści poruszające ten temat. Holokaust jest tutaj jedynie tłem wydarzeń dotykających przede wszystkim tolerancji, przyjaźni, dzieciństwa, w którym pojawiają się emocje... np. względem rodziców, których możemy się wstydzić, ale które są... jak pokazuje Schmitt czymś zupełnie naturalnym. Dla mnie Dziecko Noego jest powieścią absolutnie wyjątkową, pokrzepiającą, a przez to magiczną. 

"- (...) Celem nie jest koniec drogi, tylko posuwanie się naprzód.

- Właśnie nie chcę triumfować, chcę żyć.

- Jasne. Życie nie jest ani grą, ani meczem, bo gdyby tak było, byliby tacy, co wygrali."

"Zapasy z życiem"

Zapasy z życiem, czyli ostatnia opowieść z tego zbioru, to historia Juna, zbuntowanego nastolatka, żyjącego na ulicach Tokio, który nie chce mówić o swojej rodzinie. Pewnego dnia na jego drodze staje mistrz sumo, który postanawia zrobić z niego adepta tej dyscypliny... mimo, że Jun absolutnie nie wpisuje się wagowo w chociażby najniższą kategorię. Co więcej... ma problem z przytyciem. Okazuje się, że blokada znajduje się w jego umyśle. Rozmowy z mistrzem sprawiają jednak, że powoli zaczyna wyciągać na wierzch bolesne doświadczenia z dzieciństwa, przepracowywać swego rodzaju traumy. Co za tym idzie - ma szansę odkryć w sobie odwagę, siłę, wrażliwość i inteligencję, o której wcześniej nie miał pojęcia. Historia Juna to opowieść o wygrzebywaniu się z niepewności, o dążeniu do wielkości i poszukiwaniach własnego miejsca w życiu. Wzrusza, daje nadzieję i inspiruje. 

"Księga o Niewidzialnym" to absolutnie wyjątkowy i wspaniały zbiór powieści Schmitta. Nie brakuje w nim odrobiny filozofii, zagadnień dotyczących wiary, buddyzmu, poszukiwaniu własnej drogi. To jednak w większość przede wszystkim opowieści o młodych ludziach, którzy szukają swojego miejsca w świecie, poznają czy jest przyjaźń, miłość, dojrzałość, a przez konfrontacje z dorosłymi poznają życiowe prawdy i otrzymują drogowskazy, które pozwalają im dalej funkcjonować w sposób pełniejszy, dający więcej nadziei i szczęścia. Eric - Emmanuel Schmitt pisze w lekki sposób, który pozwala czytelnikowi bardzo szybko i łatwo wciągnąć w opowiadaną przez niego historię. Jednocześnie wszystkie one stanowią zamkniętą całość i nie pozostawiają niedosytu - są pełne - pełne nie tylko fabularnie, ale również pełne wrażliwości, miłości, przyjaźni i nadziei. Proza Schmitta pokrzepia, zarówno młodszych jak i starszych czytelników. 

Moja ocena ogólna zbioru: 8+/10 Rewelacyjna z plusem!

stycznia 22, 2018

(680) Kiedy będziemy wolne

(680) Kiedy będziemy wolne
Tytuł: Kiedy będziemy wolne. Moja walka o prawa człowieka.
Autor: Szirin Ebadi
Wydawnictwo Znak

Szirin Ebadi to społeczna aktywistka, nauczycielka akademicka, pierwsza sędzina w historii Iranu i laureatka Pokojowej Nagrody Nobla. "Kiedy będziemy wolne" to jej historia - historia walki z irańskim reżimem: o prawa człowieka, prawa kobiet, a także szokujący raport dotyczący masowych aresztowań, publicznych egzekucji, tortur przeprowadzanych na opozycjonistach, opowieść o działaniach policji moralnej, codziennym życie w Teheranie, gdzie kobieta może zostać aresztowana za randkowanie... jak i wystający spod chusty kosmyk włosów. Rewolucja islamska i wprowadzenie prawa szariatu odmieniło życie tysięcy osób w Iranie. W tym życie Szirin Ebadi, która szybko stała się wrogiem publicznych, zagrożeniem dla władzy, choć... nigdy nie chodziło jej o politykę, a jedynie o prawa człowieka. 

Ebadi w swojej książce ujawnia szczegóły dotyczące jej osobistego dramatu. Służby wewnętrzne terroryzowały jej przyjaciół, współpracowników i rodzinę. Niektórzy się od niej odsunęli dla własnego bezpieczeństwa. Ci, którzy tego nie zrobili... szybko zaczęli tego żałować. Więzienie, tortury... Szirin Ebadi - jej głos głośno rozbrzmiewający na świecie miał rzekomo działać na niekorzyść państwa - w rzeczywistości mógł działać jedynie na niekorzyść reżimu. Ważne jest to, co podkreśla sama autorka - nigdy nie chodziło jej o polityczne rozrywki. Została w nie jednak uwikłana... Pewnego dnia wyjechała na zagraniczną konferencję i nigdy już do Iranu nie powróciła - sprawa była jasna - może zostać za granicą i działać na rzecz praw człowieka, które w Iranie są ciągle łamane lub wrócić do ojczyzny i resztę życia spędzić w więzieniu. Rząd zemścił się jednak na jej rodzinie. Utrudniał opuszczenie kraju jej córce; a mąż Szirin został uwiedziony przez agentkę, nagrany i skazany za cudzołóstwo, na ukamienowanie. Odebrano jej wszystko - dom, kosztowności, oszczędności, a także Nagrodę Nobla... włącznie z medalem, który z tej okazji otrzymała. Jej mąż niknąć śmierci mógł tylko w jeden sposób - wyrzekając się swojej żony, nazywając ją zdrajczynią, wrogiem publicznym, mówiąc, że tak naprawdę działa na rzecz obcego wywiadu... i inne podobne bzdury. Te wymienione przeze mnie sytuacje są jednymi z wielu, które w swojej książce opisuje irańska działaczka. 

"Kiedy będziemy wolne" to już jak sugeruje sam tytuł, poprzez użycie formy żeńskiej... książka o kobietach. Działaczkach, feministkach, prawniczkach, matkach i córkach, które podejmują nierówną walkę (poprzez działania o mniejszym lub większym zakresie) z państwem kontrolowanym w pełni przez ekstremistycznych wyznawców islamu, którzy w religii upatrują możliwości rozszerzania swoich wpływów. Ebadi opowiada przede wszystkim o silnych kobietach. Jednak siła nie wyklucza problemów z wyborem życiowej drogi, sposobu postępowania. W nich wszystkich wielkie idee kłócą się z chęcią zadbania o dobrobyt swój i swojej rodziny. Podejmują trudne decyzje i wybory, choć zdają sobie sprawę z ich możliwych konsekwencji, a potem z godnością je znoszą.

Postać Szirin Ebadi i jej historia zasługuje na ogromną uwagę. Mimo otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla w Polsce jest postacią dosyć mało znaną. Jej życie - walka o prawa człowieka, a przede wszystkim wybory, które podejmowała i nadal podejmuje jako matka i żona - kobieta, przyjaciółka, współpracowniczka i działaczka zmuszają do refleksji. To kobieta, która w imię idei zrezygnowała ze swojego całego dotychczasowego życia. Nigdy nie zwróciła się przeciwko swojej religii ani państwu, ale przez nie została wykluczona. Poświęciła swoje małżeństwo w imię nierównej walki. Niejednokrotnie ryzykowała szczęściem swoich córek (które doceniały jej działalność), aby zapewnić choć odrobinę wolności irańskim kobietom. Próbowała wykorzystać wszystkie możliwe, dostępne jej środki, oczywiście w granicach irańskiego prawa, które z czasem jednak zaczęło się kurczyć tak bardzo, że... adekwatniejszym pojęciem stało się bezprawie.

"Kiedy będziemy wolne" to poruszająca historia kobiety, która w imię walki o prawa człowieka poświęciła swoje życie (małżeństwo, dom, kontakty z irańskimi znajomymi...) i tzw. "święty spokój". Przytoczone przez noblistkę wspomnienia pokazują eskalację dyktatury, ucisk, który powoduje. Przybliża Iran, mentalność ludzi, a także pokazuje jak wiele szarości istnieje w świecie muzułmańskim. Iran nie był idealny nawet przed rewolucją islamską - polski czytelnik podczas lektury tej książki zda sobie z tego sprawę ekspresowo. Nie mniej to co działo się później (i niestety cały czas dzieje) jest o wiele gorsze. Książka stworzona przez Ebadi to ważna pozycja o silnych kobietach, Iranie i działaniu na rzecz prawa człowieka. Bardzo szczera, a przez to poruszająca. Nie wszystkie działania, postępowania Ebadi spotkają się z przyklaskiem ze strony czytelnika - jej niektóre zachowania mogą wręcz budzić pewne kontrowersje, bo czy... nie powinno być tak, że rodzina znajduje się zawsze na pierwszym miejscu? "Kiedy będziemy wolne" to bardzo ciekawa i wartościowa literatura faktu, która poszerza horyzonty poprzez ukazanie i uświadomienie człowiekowi jak bardzo prawa człowieka w świecie islamskich ekstremistów są łamane. Nie chodzi jednak o potępienie islamu lub wzruszające historyjki o uciemiężonych kobietach, ale o historyczną prawdę opowiedzianą przez inteligentną działaczkę. Prawdę popartą wieloma przykładami wynikającymi z jej doświadczeń osobistych oraz tych zawodowych. To bardzo wartościowa pozycja na rynku literackim, która pokazuje sposób działania aparatu państwowego.

Zachęcam także do przeczytania wywiadu z autorką: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,22518940,iranska-noblistka-szirin-ebadi-wasza-wladza-tez-boi-sie.html?disableRedirects=true - to przedsmak tego, co oferuje książka "Kiedy będziemy wolne". 

października 02, 2017

(657) Sztuka oddechu

(657) Sztuka oddechu
Tytuł: Sztuka oddechu
Autor: Danny Penman
Wydawnictwo Znak
Stron: 128
Opis wydawcy:

ZAPANUJ NAD ODDECHEM, A ZAPANUJESZ NAD SWOIM ŻYCIEM
Oddychasz 22 000 razy dziennie. Ilu oddechów jesteś świadomy?
Zaczynamy i kończymy nasze życie oddechem. To oddech odzwierciedla nasze emocje, sprawia, że czujemy się silni i mamy kontrolę nad naszym ciałem. 
Danny Penman, światowej sławy trener uważności, pokazuje, że tak naturalna czynność życiowa jak oddychanie to cenny skarb, który może poprawić jakość życia, jeśli tylko będziemy ją wykonywać bardziej świadomie.


Moja opinia: 
"Sztuka oddechu" to kolejna z książek pokazujących jak funkcjonować, jak żyć... aby osiągnąć chociażby względny spokój i szczęście ze swojej egzystencji. Danny Penman poleca skupić się na świadomym oddychaniu, a tym samym treningu uważności, czyli mindfullness. Mindfullness to trening polegający na skupianiu się na chwili obecnej - bez cofania się w przeszłość i wybiegania w przyszłość. To wszystko ma prowadzić ku odstresowaniu się, przejęciu kontroli nad swoim życiem. Są różne metody i sposoby medytacji - powtarzanie jak mantry wybranych słów, liczenie czy też skupienie na oddechu, które proponuje nam autor w tej ślicznie wydanej pozycji. 

Danny Penman oprócz tego, że jest pisarzem, dziennikarzem, światowym trenerem uważności... jest przede wszystkim człowiekiem, którego oddychanie uratowało. Uległ wypadkowi podczas lotu paralotnią. Połamany czekał na ratunek... jedno wiedział na pewno - jeśli zamknie oczy... ryzyko, że już ich nie otworzy jest ogromne. Był sam. Sam na sam ze swoim bólem i oddechem. Postanowił skupić się na tym drugim. Osiągnął stan spokojnego wyciszenia, głębokiej uważności, mindfullness - to go uratowało.  Sztuka oddychania jemu ocaliła życie, wielu osobom pomogła poradzić sobie z bólem, pokonać depresję. Oddech to coś nierozwiązalnie związanego z naszym życiem, z nami samymi, od dnia narodzin aż do dnia śmierci. To naturalna terapia? 

Treść książek tego typu zazwyczaj w mojej głowie po lekturze się zaciera. Lubię je czytać, lubię robić postanowienia wniesienia myśli w nich zawartych do swojego życia, wykorzystania porad, osiągnięcia stanu mindfullness. "Sztuka oddechu" nie jest pierwszą książką tego typu z jaką mam do czynienia, ale chyba pierwszą tak konkretną. Autor skupia się na przedstawieniu kilku sposobów medytacji, która przy regularnym wykonywaniu rzeczywiście może przynieść efekty. Mam wrażenie, że odwoływanie się do oddechu w sytuacjach stresowych to coś normalnego... wyrównywanie oddechu, jego liczenie, skupienie się na nim - na jego głębokości i czasie. Penman te medytacje jednak pogłębia. Samo czytanie o nich niejednokrotnie przyprawiało mnie o dreszcz i rozluźnienie. "Sztuka oddechu" nie zrewolucjonizowała mojego życia, ale jest z pewnością najładniej wydaną, najciekawszą i najkonkretniejszą książką dotyczącą mindfullness dla laików z jaką dotychczas się spotkałam. Zachwyci fascynatów tematu, a dla takich ignorantów jak ja... pozostanie niekrzywdzącą pozycją. 

Moja ocena: brak.

sierpnia 30, 2017

(645) Nigdy nie zapomnę

(645) Nigdy nie zapomnę
Tytuł: Nigdy nie zapomnę
Autor: Kerry Lonsdale
Wydawnictwo Znak
Stron 427

Kerry Lonsdale napisała książkę, która chwyta za serce, porywa do swojego świata, zaskakuje...  porusza serca i dusze nie tylko tych najromantyczniejszych czytelniczek, wielkich marzycielek, które wciąż śnią o księciu na białym koniu. "Nigdy nie zapomnę" nie jest powieścią o stracie i jej opłakiwaniu, ale o jej przezwyciężaniu, pokonywaniu samotności i odradzaniu się. Podczas lektury powieści Lonsdale... oczy mogą się zaszklić od łez, na twarzy może pojawić się uśmiech, a w głowie mętlik. "Nigdy nie zapomnę" przez większość była reklamowana jako urocza, piękna kobieca powieść, ale w niej tkwi o wiele więcej... jest po trochu drapieżna, po trochu wzruszająca, ale bardzo, bardzo zaskakująca. Szczególnie dla czytelniczki, która uniknęła przed jej lekturą zaznajamiania się ze spoilerami. Powieść amerykańskiej pisarki to idealna pozycja dla kobiet, które chcą dać się porwać do świata opowieści, ale być świadkiem czegoś więcej niż kolejnej cukierkowej historii. 

Życie Aimee odmieniło się w jednej chwili, zupełnie niespodziewanie. W dniu i w kościele, w którym miała stanąć na ślubnym kobiercu z ukochanym Jamesem... stanęła obok jego trumny. W chwili jego śmierci miała zaledwie dwadzieścia sześć lat, a on? Był w jej życiu od zawsze, ponad osiemnaście lat. Dziecięca przyjaźń, z czasem przerodziła się w wielką miłość, wspólne plany na przyszłość. Ich szczęście zostało jednak przerwane - niespodziewane. Nie za sprawą choroby, ale jak się wydaje nieszczęśliwego wypadku. W dniu pogrzebu podeszła do niej tajemnicza kobieta twierdząc, że jej ukochany nie umarł. Z czasem okazało się, że to jasnowidzka stawiająca tarota. Straciła na wiarygodności, której wcześniej i tak zbytnio nie posiadała... Cały świat Aimee został odmieniony. Została zmuszona do zerwania z planami na przyszłość, ukochanym, miejscem, w którym od lat pracowała. Próbowała od nowa poukładać sobie życie... spotkała fajnego faceta, któremu na niej zależało, ale ona... cały czas psychicznie należała do Jamesa. 

Mini streszczenie tej powieści sugeruje, że będzie to kolejna łzawa historia o młodej kobiecie, która z dnia na dzień traci swojego ukochanego - próbuje uporać się z żałobą i spotyka faceta, przy którym znowu się uśmiecha, zaczyna widzieć od nowa świat w barwach, zakochuje się, pakuje ciuchy zmarłego narzeczonego... i mówi: "Trzeba żyć dalej!"... Nic z tego - historia stworzona przez Kerry Lonsdale jest o wiele bardziej skomplikowana, zaskakująca - po prostu świetna. To jedna z tych powieści od których po prostu nie można się oderwać, ponieważ kiedy czytelnik myśli już, że wszystko wie, że wszystko przewidział - autorka spuszcza na niego kolejną bombę lub raczej zarzuca kolejną przynętę, która nie pozwala mu się oderwać od tej powieści - nawet na chwilę. 

"Nigdy nie zapomnę" łączy w sobie romans, dramat i wątki kryminalne. Niektóre osoby może to porównanie zniechęcić, ale myślę, że to lepsza wersja powieści Nicholasa Sparksa. Klimat pozostaje bardzo podobny, ale język jest momentami o wiele lepszy. Oczywiście i w tej książce pojawiają się sceny z lekka kiczowate czy też po prostu nudne. Chyba nic nie jest idealne... Kerry Lonsdale co najważniejsze napisała powieść, która co ogromnie zaskakujące trzyma w napięciu do ostatniej strony - na niej także wprawia w ogromne zdumienie, a potem jeszcze sprawia czytelnikowi radość, ponieważ okazuje się, że w Ameryce miała już premierę druga część tej historii... Nie ma się jednak czego obawiać - "Nigdy nie zapomnę", choć daje nadzieję na kontynuację - spokojnie może stanowić także zamkniętą całość. 

Akcja jest szybka, fabuła ciekawa... i oczywiście - jest to powieść skierowana stricte do kobiet, ale stosunkowa niebanalna. Romantyczna, ale nieprzesłodzona. Pokazująca, że droga do szczęścia potrafi być bardzo wyboista, a przy tym dająca ogromne pokłady nadziei na lepsze jutro. Główna bohaterka jak i jej otoczenie szybko zyskują sympatię czytelników - z początku wszystko wydaje się być takie zwyczajne i codzienne, ale z czasem nabiera wielu barw... i po prostu rumieńców. Może przez to traci trochę na realności? Jeśli tak - to jedynie odrobinę. Kerry Lonsdale miała świetny pomysł na swoją książkę, jej fabułę, zwroty akcji, sylwetki bohaterów i to wszystko udało jej się przedstawić w naprawdę rewelacyjny, pozbawiony banalności sposób. Dobry język, dobrze przedstawione sylwetki bohaterów i fabuła, która po prostu zachwyca, chwyta za serce... i długo nie pozwala o tej książce zapomnieć. "Nigdy nie zapomnę" to powieść obok której żadna fanka literatury kobiecej nie może przejść obojętnie. 

Moja ocena: 9/10

sierpnia 29, 2017

(644) Miasteczko kłamców

(644) Miasteczko kłamców
Tytuł: Miasteczko kłamców
Autor: Megan Miranda
Wydawnictwo Znak
Stron 400

"Miasteczko kłamców" Megan Mirandy to thriller, który trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. Zaskakująca fabularnie jak i konstrukcyjnie, misternie skonstruowana powieść do przeczytania w jeden wieczór. Zaczyna się stosunkowo banalnie i przewidywalnie, jednak z każdą kolejną stroną wciąga coraz bardziej, intryguje i gwarantuje naprawdę dobrą rozrywkę. Megan Miranda, amerykańska pisarka stworzyła naprawdę udane połączenia thrillera z kryminałem, w którym równie ważne jak rozwiązanie zagadki jest uporanie się bohaterki z przeszłością - podjęcie decyzji o ostatecznym zmierzeniu się z nią. Wysiłek dla umysłu, kryminalna zagadka i igraszka z czytelnikiem - świetna intelektualna rozrywka. Warto wypatrywać kolejnych powieści tej autorki. 

Nicolette wyjechała z Cooley Ridge przed dziesięcioma laty, kiedy zaginęła jej najlepsza przyjaciółka. Nie oglądała się zbytnio za siebie. W rodzinnym miasteczku zostawiła bliskich, przyjaciół i ukochanego z liceum, a także mroczną tajemnicę, która na zawsze odmieniła jej życie, a także ją samą. Układa sobie życie od nowa, zyskuje teoretyczną życiową stabilizację. To wszystko zmienia się, gdy otrzymuje list, który budzi jej niepokój. Jedna wiadomość wystarcza, aby wróciła do domu. Krótko po jej przyjeździe do domu z miasteczka znika kolejna dziewczyna. Ostatni raz była widziana, kiedy wchodziła do lasu w pobliżu domu Nicolette. Tajemnica z przeszłości, strach, wzajemne oskarżenia, multum podejrzanych... mimo, że wszyscy mają alibi. Miasteczko pełne kłamców... pełne tajemnic... i niepokojącej przeszłości. 

"Miasteczko kłamców" nie zachwyca od pierwszych stron. Wydaje się dosyć banalne, może nawet kiczowate? Tajemnice związane z zaginięciem najlepszej przyjaciółki, która była szkolną gwiazdą, ciągle przyciągającą spojrzenie, powrót jej przyjaciółki do miejscowości, w której te wydarzenia miały miejsce... i nagle okazuje się, że przyjaciółka, która zaginęła była niezwykle toksyczną osobą, która uzależniała ludzi od siebie. Ginie kolejna dziewczyna, pojawiają się kolejne tajemnice, krąg wokół bohaterów coraz bardziej się zacieśnia. Do miejscowości wkraczają osoby, które nie żyły w tej sieci kłamstw - pozostają poza jej obrębem. Pragną jednak odkryć prawdę... niektórzy będą im to utrudniali przekonani, że nikt nie może im pomóc ani ich zrozumieć. Czy tylko mi przypomina to "Słodkie kłamstewka" (Pretty Little Liars)? To podobieństwo sprawiło, że z początku byłam nastawiona do tej pozycji dosyć sceptycznie. Z czasem jednak te wszystkie gryzące mnie podobieństwa zaczęły niknąć w obliczu ciekawych i co najważniejsze zaskakujących zwrotów akcji. 

Innowacją, z którą osobiście spotkałam się po raz pierwszy było specyficzne chronologiczne ułożenie rozdziałów, a tym samym akcji. Zapoznając się z fabułą i historią opowiedzianą w "Miasteczku kłamców" czytelnik cofa się do wydarzeń coraz wcześniejszych - zamiast przeć do przodu z akcją - on tak naprawdę się cofa. Zdecydowanie zaczyna w dniu piętnastym, a potem wraca dzień po dniu. To co z początku wprowadza niemały chaos w książce jak i w umyśle czytelnika - bardzo szybko staje się jej największą zaletą. To bez wątpienia wyróżnia ją na tle innych thrillerów. Wbrew pozorom autorce udało się to wszystko ułożyć tak zgrabnie, że powstaje z tego jeden logiczny ciąg - choć nie ukrywam: kusi mnie, żeby przeczytać teraz tę powieść od... tyłu, czyli w zwykłej kolejności chronologicznej. Aby dokładnie pojąć o czym tak naprawdę piszę... "Miasteczko kłamców" trzeba po prostu przeczytać.

Wydawnictwo Znak oferuje polskim czytelnikom poruszający thriller, który wiele mówi o poczuciu winy, tajemnicach, ale także o prawdziwej miłości i przyjaźni. Autorce nie udało się stworzyć przejmującej galerii postaci, ale główna bohaterka zasługuje na dość sporą uwagę ze strony czytelnika. "Miasteczko kłamców" to książka z (jak się okazuje po kilkudziesięciu stronach) zaskakującą fabułą i rewelacyjnym zakończeniem. Okazała się nietuzinkową powieścią, która choć nie zapada na zawsze w pamięć - pozostawia po sobie ślad w postaci naprawdę świetnego rozluźnienia i kilku godzin rewelacyjnej rozrywki. Jeśli więc poszukujecie powieści, która zaangażuje Was całych w swój świat, wciągnie Was w wiry opowiadanej historii... wzbudzi lekki dreszczyk niepokoju i ogromną dawkę ciekawości - sięgnijcie po "Miasteczko kłamców".

Moja ocena: 8/10

lipca 24, 2017

(635) Gorące mleko

(635) Gorące mleko

Niezwykle poetycka, hipnotyzująca, skomplikowana, piękna i zapadająca w pamięć proza. Studium relacji córki z matką. "Gorące mleko" Deborah Levy to gorąca, magnetyczna powieść. Idylliczne andaluzyjskie plaże, ogrom kłębiących się emocji, podróż ostatniej szansy. Matka i córka. Rose i Sofia. Ponadto lokalny lekarz, jego córka, niezwykła dziewczyna i jej tajemniczy chłopak. Poszukiwanie odpowiedzi, własnej tożsamości, uniezależnianie się, odbudowywanie i zrywanie więzi... opowieść o tożsamości, macierzyństwie, kruchości rodzinnych relacji. Niesamowita historia... niesamowite emocje... niesamowity styl autorki. Niezapomniana historia. 

Rose od dawna cierpli na trudny do zdiagnozowania paraliż, który ujawnia się u niej... jedynie czasami. Nie mówi o tym głośno, ale są chwile kiedy jest w stanie wstać z wózka inwalidzkiego i pójść do sklepu. Mimo to jest przekonana, że jest śmiertelnie chora. Jej przekonanie o swojej chorobie, cierpiętniczym życiu w połączeniu z jej dominującym charakterem sprawiają, że jest kobietą, z którą trudno dojść do porozumienia... i krótko mówiąc: wytrzymać. Sofia (jej córka) czuje się jednak w obowiązku, aby towarzyszyć swojej matce w Andaluzji. Na co dzień pracuje w kawiarni, nie posiada własnego życia prywatnego, znajomych, przyjaciół, pozostaje w złych relacjach z ojcem, który odszedł do dużo młodszej kobiety. 

Wyprawa do Andaluzji, aby zasięgnąć porady znanego lekarza to szansa nie tylko dla Rose, aby uporać się z paraliżem, ale także dla Sofie, aby ta zaczęła swoje własne życie z dala od matki i jej depresyjnych nastrojów. Sofia jest cały czas związana niewidzialnym ze sznurem z wózkiem inwalidzkim swojej matki  - ponadto jest gotowa na każde jej zawołanie i tym samym gdzieś po drodze traci szansę na własne życie. Andaluzyjskie plaże, wysokie temperatury, piękna woda... kąpiele, żar lejący się z nieba sprawiają, że kobieta powoli zaczyna odrywać się od swojego codziennego życia. Rodzi się w niej od dawna uśpiony bunt i rozpoczyna się proces jej powolnego uniezależniania się od matki... i paradoksalnie: dopiero teraz zaczyna dorastać. Pragnie wyrwać się z psychicznej zależności i uwiązania od matki, która w rezultacie jest po prostu bardzo samotną pozostawioną samą sobie kobietą. 

Oczywiście możemy po prostu stwierdzić, że matka znęca się nad córką, a ta nie potrafi się wyrwać spod jej (świadomego) destrukcyjnego wpływu. W rzeczywistości jednak ich relacje są o wiele bardziej nie tylko kruche, ale przede wszystkim skomplikowane. Miłość, niezdrowe przywiązanie, ale też okrucieństwo przejawiające się w ich relacji są bardzo intensywne. One same trwając w tej relacji nie zawsze zdają sobie z tego sprawę. W oczy rzuca się to jednak momentalnie ekscentrycznemu lekarzowi Rose, który zabiega o to, żeby Sofie dla dobra swojego i swojej matki trochę się odsunęła - poukładała swoje relacje z ojcem i usamodzielniła się - ważniejsze staje się uniezależnienie psychiczne, a nie tylko finansowe.

"Gorące mleko" to powieść o uzależnieniu od drugiego człowieka na różnych płaszczyznach. Sofie na kartach powieści przechodzi przemianę - uwalnia się mentalnie i seksualnie. Hiszpania doprowadza do wybuchu w niej pokładów emocji, których wcześniej nie dopuszczała do głosu. Deborah Levy stworzyła oniryczną, magiczną, jakąś taką ospałą... zamgloną... nieoczywistą powieść, która posiada niezwykły klimat. W "Gorącym mleku" nie dzieje się wiele - wszystko jest ospałe, powolne, nieśpieszne. Przy tym wszystkim bohaterowie, fabuła... wszystko jest dosyć enigmatyczne. Akcja nie nabiera tempa, nie wciska w fotel, ale hipnotyzuje... porywa i wciąga. Przewijające się przez powieść symbole, nic nieznaczące zdania, które w rzeczywistości znaczą tak wiele. Niedopowiedzenia, niejednoznaczności... "Gorące mleko" to pełna zmysłowych, a zarazem subtelnych obrazów na temat bliskości, wolności, macierzyństwa, życia wewnętrznego. Porywająca, hipnotyzująca.

Moja ocena: 9,5/10

stycznia 28, 2017

(595) Szukając Noel

(595) Szukając Noel
Tytuł: Szukając Noel
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo Znak
Stron 290

"Zastanawiam się często, jak to się dzieje, że podczas gdy ciężkie doświadczenia jednych ludzi hartują, innych pozostawiają złamanych i zgorzkniałych. Znalazłem kiedyś w jakiejś książce celne porównanie: ten sam podmuch jeden płomień gasi, a drugi wzmacnia."

Richard Paul Evans, "Szukając Noel" 

Richard Paul Evans to na tyle znany pisarz, że wiedziałam już od dawna, że wcześniej czy później będę musiała przeczytać jakąś powieść jego autorstwa. "Stokrotki w śniegu", "Obiecaj mi", "Kolory tamtego lata" czy też "Szukając Noel"... Kiedy ostatnia z tych pozycji wpadła w moje ręce za zaledwie 3 zł przez moją głowę przemknęła myśl, że może to właśnie odpowiednia chwila, żeby nadrobić czytelnicze zaległości. Zaczęłam czytać już w drodze powrotnej i... przepadłam. A jednak po prozie wręcz mitycznego autora powieści obyczajowej oczekiwałam czegoś więcej. Nie mniej... było wzruszająco, było ciepło i było pięknie. "Szukając Noel" to krótka, pokrzepiająca historia, która ujmie wszystkie kobiety spragnione pozytywnej i podnoszącej na duchu opowieści o rodzinie, przyjaźni i miłości. Powieści osadzonej w zimowej, świątecznej aurze pełnej życiowych przełomów.

Mama Mark'a zawsze powtarzała, że czasami anioły schodzą na ziemię pod ludzką postacią, aby nieść otuchę, być przy człowieku, wspierać go... Mark przekonał się o tym pewnej nocy, podczas śnieżycy, kiedy jego samochód zgasł na drodze. Szukając pomocy, schronienia, kontaktu ze światem trafia do kawiarni, a tam na pomoc wychodzi mu pewna dziewczyna. I już od pierwszej filiżanki gorącej czekolady Mark wie, że choć spotkali się z Macy przypadkowo... ich spotkanie nie może mieć przypadkowych konsekwencji. Mark jest życiowych rozbitkiem, stracił stypendium na uczelni, dziewczynę z którą był od lat, a jego matka niedawno zginęła w wypadku samochodowym. Tym samym utracił jedyne połączenie z domem... Jest samotny i zrezygnowany, wręcz obrażony na cały świat. Macy jest jego przeciwieństwem – dojrzała, doświadczona przez los, skrzywdzona w dzieciństwie, a przy tym chętna do niesienia pomocy. Jednak w obliczu uczucia, które zaczyna ich łączyć oboje stają się nieporadni i niepewni. 

"Myślę, że bycie rodzicem przypomina trochę chowanie się za taką kotarą. Udajemy, że mamy wszystko pod kontrolą – że jesteśmy wszechmocni i wszechwiedzący niczym wielka głowa Czarnoksiężnika – podczas gdy naprawdę kulimy się za zasłoną, gorączkowo manipulując przy dźwigniach i przełącznikach. Robimy, co w naszej mocy, by nad tym wszystkim choć trochę zapanować." 

Richard Paul Evans, "Szukając Noel"

Jednak "Szukając Noel" jest bez wątpienia powieścią opowiadającą o czymś więcej, niż jedynie uczuciu rodzącym się między dwójką poturbowanych przez życie ludzi. To historia o odnajdywaniu swojej życiowej drogi, o zaufaniu pokładanym w ludziach, drugich szansach i przegapionych okazjach. To także podróż po przeszłości... Powieść bardzo skondensowana fabularnie, a przy tym wywołująca w czytelniczkach silne emocje. Największy bunt budzi bez wątpienia trudne dzieciństwo Macy, fakt jak bardzo została poturbowana przez życie, dorosłych z nią związanych. Macy jest dorosłą kobietą, wychowaną w rodzinie zastępczej bynajmniej nie jak z polsatowskiej "Rodziny zastępczej". Po latach stara się odnaleźć młodszą siostrę z którą przed laty została rozłączona...  Przy okazji odkrywa swoje korzenie, rodzinną historię. Także Mark będzie musiał cofnąć się do przeszłości, spojrzeć z większym dystansem, a przy tym wyrozumiałością na relację z ojcem... W końcu podobno bez znajomości przeszłości nie można ruszyć ku przyszłości. 

Richard Paul Evans stworzył ciepłą powieść, która krzepi i podnosi na duchu. To taka lekka, a przy tym nieinfantylna opowieść, która porusza ludzkie problemy dotyczące własnej tożsamości, pierwszych silnych emocji, rodzinnych relacjach Powieść amerykańskiego pisarza nie została napisana wybitnym językiem... niestety. To język prosty, nieskomplikowany, która sprzyja szybkiej lekturze tej powieści. I pod tym względem "Szukając Noel" nie spełnia w pełni moich literackich wymagań, ale autor fabułą i jej zawikłaniem nadrabia to co traci przez nie do końca wyszkolony warsztat językowy. "Szukając Noel" to wciągająca, wzruszająca, a przy tym niesamowicie ciepła historia..., która do głębi porusza i zachwyca delikatnością w przedstawianiu ludzkich emocji. Richard Paul Evans pisze pięknie dla kobiet o kobiecych i męskich emocjach... "Szukając Noel" zapada w pamięć i oczarowuje. 

Moja ocena: 7+/10 Bardzo dobra z plusem!

grudnia 03, 2016

(574) Mistrz i Małgorzata

(574) Mistrz i Małgorzata
Tytuł: Mistrz i Małgorzata
Autor: Michaił Bułhakow
(Tłumaczenie: Leokadia Anna Przebinda, Grzegorz Przebinda, Igor Przebinda)
Wydawnictwo Znak
Stron 544

"Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!"

Michaił Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata" 

"Mistrz i Małgorzata" to klasyk nad klasykami o którym chcę dzisiaj opowiedzieć bez znajomości jego polonistycznego omówienia. Poprzez emocje jakie towarzyszyły mi podczas jego czytania... Michaił Bułhakow stworzył dzieło, które nieustannie zachwyca. Niektórych zniechęca przez fakt bycia lekturą szkolną, przez jej wpakowywanie w nudne ramy opracowań i omówień. Jednak nowe tłumaczenie Przebindów pokazuje, że "Mistrza i Małgorzatę" można odczytywać ciągle na nowo, ciągle z pasją. "Mistrz i Małgorzata" to jedno z największych dzieł literatury światowej - piękne, niezwykle obrazowe i często przewrotne. To genialne połączenie dwóch światów... rzeczywistego i fantastycznego, a wszystko to w latach trzydziestych dwudziestego wieku, w Moskwie. 

Akcja "Mistrza i Małgorzaty" rozgrywa się na dwóch przestrzeniach czasowych: Moska, lata trzydzieste dwudziestego wieku i Jerozolima czasów Chrystusa. Obie te przestrzenie czasowe zostały przez autora połączone wątkami fabularnymi, jednak bezpośredni związek tych dwóch historii czytelnik dostrzega dopiero pod koniec lektury. Cała powieść zaczyna się dość niepozornie, ponieważ od rozmowy dwóch literatów... w którą wtrącić postanawia się Woland. Diabeł Woland przybywa niespodziewanie do Moskwy wraz ze swoją świtą (w tym sławnym kotem Behemotem) i zaczyna wprowadzać w mieście własny porządek, który szybko doprowadza niejedną osobę do szaleństwa...

Wydarzenia w Jerozolimie toczą się wokół procesu Jeszui Ha - Nocri, mesjasza i jego egzekucji. Główną postacią w tej historii jest procurator - Piłat, który zmaga się z problemami zdrowotnymi oraz tymi natury czysto duchowej. Przeżywa moralne rozterki wiedząc, że niesłusznie skazuje mądrego i dobrego człowieka na śmierć...
Wbrew pozorom Mistrz i Małgorzata nie są głównymi bohaterami tej powieści, ale ich historia w pewien sposób łączy wszystkie wątki fabularne zawarte w tym utworze. Historia ich miłości, wyniszczającego, bo prawdziwego uczucia i uwikłania w świat wyższych istot... rozgrywek. To historia miłości, która aby znaleźć swe ujście jest gotowa na wszystko - także na pakt z diabłem i wieczne potępienie. 

"Mistrz i Małgorztaa" to powieść, która została wydana już po śmierci Bułhakowa. Pierwsze wydanie zostało objęte szeroko zakrojoną cenzurą. W literackim kręgu naukowym krążą różne jej interpretacje. Powszechnie uważana jest jednak za dzieło z pogranicza alegorii politycznej i utworu satyrycznego. Dzieło Bułhakowa jest zagadkowe i niejednoznaczne, a to wszystko prowadzi do jego wielu interpretacji. Większość jednak doszukuje się w nim groteski, alegorii życia w dwudziestowiecznej Moskwie, odbicie ustroju politycznego i życia w tym wielkim, rosyjskim mieście w którym w tamtym okresie panowały donosy, fałszywe oskarżenia, niespodziewane zaginięcia. Jednak jedno pozostaje pewne: "Mistrz i Małgorzata" nawet bez odczytywania tych wszystkich kontekstów satyrycznych - politycznych i społecznych jest powieścią wybitną, błyskotliwą. Arcydziełem literatury rosyjskiej.

Teoretyk literatury, Michał Bachtin stwierdził, że "Mistrz i Małgorzata" jest mennipeą, czyli utworem, który wywodzi się z tradycji karnawałowo - ludowej, a w którym pierwiastki fikcyjne i fantastyczne łączą się z rzeczywistością. To jeden z największych plusów powieści Bułhakowa. Barwne, plastyczne opisy, nieśpieszność w opisywaniu otaczającego bohaterów świata pozwala czytelnikowi zatracić się w opowiedzianej historii, choć z początku wydaje się to być trudnym. Jednak intrygi diabła, który chce ośmieszyć ludzkie niedowiarstwo, zakłamanie i obłudę... wywołują na twarzy czytelnika cień złośliwego uśmiechu... oraz strachu. "Mistrz i Małgorzata" to niezwykle barwna pozycja ze względu na postacie, ich psychologiczne portrety..., które po prostu zachwycają. Bułhakow chwyta za serce jednak także za sprawą dołożenia wątków fantastycznych - wiedźmy, gadające koty, hipnoza, przyjęcie u szatana, czytanie w myślach... duża dawka ironii, humoru, groteski i niesamowitej barwności! Bułhakow porywa - niezmiennie.

"Mistrz i Małgorzata" to jedna z takich książek, które powinien przeczytać każdy... i to nie pod nauczycielskim batem pt. "to lektura szkolna". To przepiękna, niesamowicie barwna, intrygująca, genialna, wielowątkowa opowieść z diabłem i jego poczynaniami w roli głównej. Z różnymi ludźmi, różnymi historiami i wieloma wątkami  - niekiedy bardzo śmiało demaskującymi ludzką obłudę. Powieść Bułhakowa to jednak także historia miłości dla której kochankowie są gotowi zrobić wszystko... nawet zawrzeć pakt z samym diabłem. Historia o ludzkim zamroczeniu, zakłamaniu i jeszcze kilku innych wadach. Michaił Bułhakow w sposób zgrabny, niezwykle inteligentny za pomocą swojego pisarskiego stylu w którym osiągnął prawdziwe mistrzostwo, przedstawia także Moskwę pierwszej połowy XX wieku wraz z jej paradoksami... "Mistrz i Małgorzata" to literacka rozrywka z najwyższej półki, książka o której prędko się nie zapomina. Literacki majstersztyk. Genialne działo, które ujmie niejednego. Bez wątpienia jedna z najlepszych książek jakie kiedykolwiek zostały napisane. 


Moja ocena:10/10

marca 20, 2016

(462) Koszmarny Karolek. Władcy mroku

(462) Koszmarny Karolek. Władcy mroku
Tytuł: Koszmarny Karolek. Władcy mroku
Autor: Francesca Simon
Wydawnictwo Znak Emotikon
Liczba stron: 416

"Mama tonęła w surowych jajkach, stłuczonych skorupkach, soku i płatkach. 
- Ach, jakie pyszne - szepnęła słabym głosem.
- Nic się nie martw, mamo! - wrzasnął Koszmarny Karolek. - Mam świetny prezent, którym cię umyję. (tu obrazek Koszmarnego Karolka z własnoręcznie zrobionym mopem)."

Francesca Simon, "Koszmarny Karolek. Władcy Mroku"

Czy jest jeszcze ktoś kto nie słyszał o Koszmarnym Karolku i jego niekiedy... naprawdę koszmarnym zachowaniu? W perypetiach Karolka zaczytywałam się będąc w trzeciej klasie szkoły podstawowej i od tego momentu wspominałam je bardzo miło i z uśmiechem na twarzy! Oj, dużo wtedy przeczytałam opowiadań o Karolku. Nigdy jednak żadnego nie posiadałam w swojej biblioteczce. To ostatnio się zmieniło... I tak oto w moje ręce po latach znowu trafił Karolek. "Koszmarny Karolek Władcy Mroku" to zbiór czterech książek o Karolku: "Koszmarny Karolek i mroczna zmora", Koszmarny Karolek i wszechwładni władcy"; "Koszmarny Karolek i konieczny keczup", "Koszmarny Karolek i brutalne robale". Podczas czytania nie dość, że się świetnie bawiłam to jeszcze dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy.

"Koszmarny Karolek i mroczna zmora" to zbiór czterech opowiadań z których dowiadujemy się czego tak naprawdę boi się Karolek i dlaczego jego mama tak nie lubi Dnia Matki. Dodatkowo po raz kolejny czytelnik może poznać chytry i przebiegły charakterek Karola. Na szczęście nie zawsze wszystko idzie po jego myśli ;) "Koszmarny Karolek i konieczny keczup" to już nie opowiadania związane ze zmorami, a z jedzeniem. No po części.. Co więcej Karolek w jednym z nich mówi prawdę! Co zdarza mu się naprawdę rzadko. W dodatku musiał zmierzyć się z groźnym wrogiem... a mianowicie z kurą ;)
Przez te opowiadania przewijają się postacie nie tylko Karolka, ale także jego rodziny i otoczenia szkolnego. Tak więc poznajemy jego brata - Doskonałego Damianka, jego mamę, tatę, przyjaciela Ordynarnego Olo czy nauczycielki i nianie. Ze wszystkimi Koszmarny Karolek potrafi rozprawić się raz dwa. Co prawda nie zawsze to obywało się bez komplikacji i bez strat dla Karolka. W końcu nie wszystko może ujść mu płazem. To niejednokrotnie budzi zabawne sytuacje. Tym samym to była najzabawniejsza część książki.

Z pozostałych dwóch książek może za to dowiedzieć się wielu ciekawostek na temat owadów i władców, które zostały zawarte w książkach "Koszmarny Karolek i brutalne robale" oraz "Koszmarny Karolek i wszechwładni władcy". Tak więc w ten sposób możecie poznać wszelkie smaczki dotyczące życia królów. Ich teksty, które zachowały się w pamięci ludzi do dzisiaj, ich morderstwa i dziwactwa, rekordy, przydomki. 

"Maria Antonina, królowa Francji (1774-1792), zasłynęła z powiedzenia: "Niech jedzą ciastka!". Zareagowała tak na wiadomość, że ubodzy paryżanie nie mają chleba."

Frances Simon, "Koszmarny Karolek Władcy mroku"

Z części o owadach możemy się np. dowiedzieć, że twierdzenie, że wiek biedronki można określić, licząc jej kropki jest zupełnie błędne! O ile zbiory opowiadań o Karolku mają za zadanie przede wszystkim bawić to... pozostałe dwie książki mają za zadanie wzbogacić wiedzę młodego czytelnika oraz zaciekawić go światem historycznym i przyrodniczym. Przyznam Wam się, że i dla mnie niektóre fakty były ogromnym zaskoczeniem! Co prawda... jest jedna nieaktualna informacja, a mianowicie informacja o najdłużej panującej królowej. Jak wiemy niedawno "rekord" pobiła Elżbieta II. To będzie pasjonująca lektura dla tych młodszych jak i starszych czytelników. 

Zbiory opowiadań są to zabawniejszą częścią i przede wszystkim mniej... ambitną i grzeczną. Koszmarny Karolek bez wątpienia nie jest jednym z tych miłych chłopczyków, którzy czasami coś przeskrobią. Niestety Koszmarny Karolek to chłopiec, który tylko myśli o tym co by tu złego wykombinować. Z tego też powodu może nie przypaść niektórym rodzicom do gustu. I choć ja bardzo lubię historie o Karolku, z których niektóre powodują, że mam ochotę śmiać się w głos to jednak muszę przyznać, że Koszmarny Karolek może nie wpływać dobrze na morale małych chłopców. Dlatego też tą książkę (a raczej jej części z opowiadaniami) należy podsuwać z dużym rozmysłem i wiedzą o tym (a przede wszystkim przewidywaniami) czy Koszmarny Karolek nie będzie miał złego wpływu na pociechy. Z kolei część o owadach i władcach - do gustu przypadnie wszystkim dzieciom i z pewnością im nie zaszkodzi! W dodatku z pewnością rozbudzi ich ciekawość.

Koszmarny Karolek jest ponadczasowy i bardzo cieszę się, że udało mi się do niego wrócić do latach. Zachwyci, rozbawi i zaciekawi niejedno dziecko. Mi osobiście najbardziej z zawartych książek w tomie spodobały się pozycje: "Koszmarny Karolek i mroczna zmora" oraz "Koszmarny Karolek i wszechwładni władcy". Francesca Simon stworzyła kolejne pozycje, które bardzo mi się spodobały... "Koszmarny Karolek. Władcy mroku." to zbiór bardzo różnorodny i chyba nie ma takiej możliwości, żeby choć jego jeden element nie przypadł do gustu odbiorcy. Jeśli dzieciaki z Waszego otoczenia nie miały okazji poznać Koszmarnego Karolka to myślę, że warto, żeby to zmieniły... ale wiecie... tak z rozmysłem ;) Całość dopełniają ilustracje, których twórcą jest Tony Ross. 

Moja ocena: 5/6

Za możliwość ponownego spotkania z Koszmarnym Karolkiem dziękuję Wydawnictwu Znak!

stycznia 31, 2016

(438) Czas pokaże

(438) Czas pokaże
Tytuł: Czas pokaże
Autor: Anna Ficner - Ogonowska
Wydawnictwo Znak
Stron 715

"W życiu potrzebne są zarówno odwaga, jak i siła. Odwaga, by mówić, a siła by milczeć" 

Anna Ficner - Ogonowska, "Czas pokaże"

Mam mętlik w głowie. Nie potrafię napisać recenzji tej książki. Nie potrafię oddać swoich uczuć. To moje pierwsze spotkanie z prozą Anny Ficner - Ogonowskiej i jestem pewna, że nie ostatnie. "Czas pokaże" to książka w której się bezgranicznie zakochałam, choć główna bohaterka czasami mnie irytowała. To piękna, mądra powieść o życiu... dająca nadzieję i radość. Na początku tej powieści znajdują się opinie czytelniczek na temat tego, że proza tej pani odmieniła ich życie najlepsze. Przyznam się ze wstydem, że na początku troszkę w to powątpiewałam. Uznałam to za chwyt marketingowy. Po kilkudziesięciu stronach, które niestety trochę mi się wlekły.. zrozumiałam o czym mówiły, bo sama to poczułam. Szczęście, wiarę w siebie i pewność, że wszystko będzie dobrze. Wiarę w to, że to ode mnie zależy jak potoczy się moje życie. Książka niesamowita, napakowana mądrościami, napawająca optymizmem... coś pięknego i niezwykle mocnego. Anna Ficner - Ogonowska pomogła mi odkryć w sobie na nowo niepoprawną romantyczkę i optymistkę. Dziękuję!

Dla mnie ta książka to fenomen... z jednej strony niekiedy bardzo mi się dużyła, bohaterka niesamowicie irytowała, a ukazywanie w większości dramatów doprowadzało do szału... z drugiej... po jej przeczytaniu mam ochotę tylko się chichrać i czytać ją po raz kolejny. Jednak muszę przyznać, że jest fenomenalna mimo niejednego minusu. Wywarła na mnie ogromne wrażenie i spowodowała, że targa mną mnóstwo emocji! W większości pozytywnych! To teraz troszkę o fabule.

Julka to dwudziestotrzyletnia studentka, przyjaciółka Neli. Nadal mieszka w domu rodzinnym, gdzie każdy dyktuje jej co ma robić. Szczególnie matka i ciotka. Julka udaje cichą i spokojną, z pokorą przyjmuje wszelką krytykę, ale tak naprawdę... w duszy ma tego wszystkiego dosyć, ma ochotę się wyrwać i chce być w końcu traktowana jak dorosła. Nie ma jednak odwagi, by powiedzieć to głośno. Wraz z Nelą już ponad rok udziela się w szpitalu na dziecięcym oddziale onkologicznym w szpitalu. Tam też poznaje swoją wielką miłość. Problem w tym, że ta miłość jest ordynatorem oddziału starszym od niej o dwadzieścia lat... To nie jej jedyny problem - jego przeszłość wywiera wpływ na ich relację. Julka już wie, że to ten jedyny. Wie, że to z Łukaszem chce spędzić swoje życie. Wie także, że musi być bardzo silna, aby do tego doszło. Czy znajdzie w sobie siłę aby zawalczyć o to co dla niej najważniejsze? Czy znajdzie siłę, aby wyjść z bezpiecznego kokonu i zacząć żyć na własną rękę? Julka będzie potrzebowała dużo odwagi i wiary, że miłość może pokonać wszelkie burze. 

Fabuła książki pani Ogonowskiej została dobrze rozplanowana i przemyślana, a jednak doskwierał mi fakt, że było bardzo mało sielanki w relacjach Łukasza z Julką. Inaczej: ona była. Tylko, że autorka nam o niej nie opowiadała. Było wspomniane, że się spotykają i nic więcej. Wbrew pozorom jednak sama Julka zaznacza w jej historii, że nie jest najważniejszy aspekt jej miłości, a aspekt zdobywania przez nią dojrzałości. Zdobywania siły do wyrwania się z utartych przez innych szlaków. Walki o siebie i swoje życie. Julka uczy nabierać się dystansu do społeczeństwa i do tego co kto o niej pomyśli, powie. Dojrzewa. 

Łukasz to facet po przejściach. Ordynator dziecięcego oddziału onkologicznego, oddany swojej pracy i dzieciom. Długoletnia praktyka lekarska nauczyła go radzić sobie ze stratami... Jako doświadczony lekarz wie, że czasami trzeba po prostu odpuścić. Wie jednak także, że niekiedy trzeba walczyć. Kiedy na jego drodze staje Julka jest pewny, że to przy niej chce się budzić każdego dnia, o nią walczyć, choć wie, że będzie trudno. Najważniejszą istotą w jego życiu... zawsze będzie szpital. Jest dojrzały i pewny swych uczuć, cierpliwy. Julka jest pod pewnymi względami jego przeciwieństwem - niedoświadczona życiowa, momentami bardzo porywcza, a przez to niekiedy zachowująca się bardzo dziecinnie. To jeszcze młoda osoba, które nie wszystkie informacje potrafi właściwie przyjąć, przetrawić. Przez to momentami odbierałam ją jako postać irytującą. Niezwykłą przyjemność sprawiało mi jednak obserwowanie tego jak dorasta. jak rzeźbi się jej charakter, jak z młodej dziewczyny staje się młodą kobietą z jasno obraną przez siebie drogą. Pani Ogonowska była niezwykle szczera w kwestii ukazania jest charakteru... w tym także jej kokieterii pojawiającej się w pewnej chwili.
Relacja Julki i Łukasza od początku była bardzo trudna i wystawiona na nieprzychylne spojrzenia innych. Ale wiecie... "Kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje". Czy ich miłość przetrwa próby na które jest wystawiana? Wszystko leży w ich rękach. Czy znajdą w sobie odwagę? I przede wszystkim siłę aby zawalczyć o siebie piękne uczucie, które ich połączyło? Czas pokaże... 

"Czas pokaże" to książka, która zaczyna się dosyć banalnie. Dwie studentki i ich mało ciekawe życie. Kilkadziesiąt pierwszych stron mnie nie porwało, jednak potem z każdą kolejną stroną już było tylko lepiej, płynniej i ciekawiej. Styl Anny Ficner - Ogonowskiej nie należy może do najlepszych, ale jest naprawdę dobry. Niektórym może nie odpowiadać fakt, że w książce znajduje się bardzo dużo obserwacji dotyczących społeczeństwa, przemyśleń... mi to jednak ogromnie odpowiadało. Do tego stopnia, że musiałam się powstrzymywać, żeby nie zakreślać co drugiego stania w tej powieści. Mnóstwo w niej trafnych i przede wszystkim mądrych refleksji. Pani Ogonowska jest widocznie dobrą obserwatorką życia. 

Wątek miłosny w tej powieści moim zdaniem nie jest najważniejszy. Niezwykle ważnym aspektem jest próba uwolnienia się Julki spod wpływu innych osób, jej zdobywanie odwagi, żeby walczyć o siebie. To powieść o młodej kobiecie, która w obliczu miłości nauczyła się mówić o tym czego pragnie, czego potrzebuje i co chce. To historia, która może przydarzyć się każdej kobiecie. Niekiedy smutna, niekiedy wesoła. Napawająca jednak optymizmem i dobrą energią. Powieść pani Anny ma lepsze i gorsze momenty. Nie uważam jednak, żeby pomimo swojej dużej objętości była to powieść przegadana. Co więcej... cieszę się, że mogłam się związać z Julką (którą w gruncie rzeczy polubiłam) i jej historią na tak wiele stron. Ubolewam jednak nad faktem, że jej historia nie będzie kontynuowana. 

Reasumując: Najnowsza powieść Anny Ficner - Ogonowskiej jest powieścią rewelacyjną, świetną i jak dla mnie mimo wszystkich wad o których wspomniałam powieścią wybitną. Płynie z niej niezwykły optymizm. Cała historia została opisana niezwykle ciekawie i przyznam Wam się, że nie zawsze czuję się tak zżyta z bohaterami. W tym wypadku oni i ich historia jednak cały czas krążą po mojej głowie. Historia bardzo piękna, choć też niezwykle trudna. "Czas pokaże" to książka, która wzmacnia swą dobrą energią i napawa optymizmem. Książka w której się po prostu kompletnie zakochałam... Więc tak: Wy teraz biegniecie do księgarni/biblioteki po "Czas pokaże", a ja zabieram się za ponowne czytanie tej powieści. Wiem, że teraz wyciągnę z niej jeszcze więcej.. i już nie mogę się tego doczekać.

Za możliwość poznania niesamowitej książki pani Ogonowskiej serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak!

maja 16, 2015

(358) Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji.

(358) Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji.
Tytuł: Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji.
Autor: Anna Wojtacha
Wydawnictwo Znak
Stron 300

„Widzisz, Rosja to jest pewien stan umysłu (…)”
Anna Wojtacha, „Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji.”

Rosja i mentalność jej obywateli to obecnie można powiedzieć temat „na czasie”. Rynek wydawniczy już od pewnego czasu przeżywa wielkie „bum” w tym kierunku. Jedną z pierwszych książek przedstawiających spojrzenie obywateli rosyjskich na władzę Putina i życie w Rosji jakie było dane mi jak dotychczas poznać jest książka polskiej korespondentki wojennej, Anny Wojtachy pt.”Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji”. Zainteresowana tym innym światem jakim jest Rosja z chęcią sięgam po tego typu książki, jednak nie każdą czytało mi się tak przyjemnie jak tą. Anna Wojtacha pisze szczerze i bardzo często osobiście, pokazując także swoje życie. Przedstawia różnych bohaterów, opowiada różne historie. Ale osią historii każdej z nich jest Rosja – pewien stan umysłu.

Anna Wojtacha to kobieta odważna. Poszukuje ludzi w sytuacjach ekstremalnych, a w Rosji takich nie brakuje. Może to stąd bierze się jej sympatia do tego kraju? Do tego narodu? W swojej książce przedstawia kilka historii, historie kilku ludzi, którzy przed kadrem kamery z pewnością nie powiedzieli by tego co wyznali polskiej korespondentce. Snajper Specnazu, budowniczowie rurociągu Gazpromu, kombatant czeczeńskiej wojny, bezdomny z Ułan Ude i moskiewska prostytutka to tylko niektórzy bohaterowie historii opowiedzianych przez panią Annę. A jednak przede wszystkim jedna z tych historii dodaje tej książce rumieńców...

Czy książka – zbiór opowieści z Rosji może mieć w sobie trochę pikanterii? Oczywiście, że tak. Wspomniany już wcześniej snajper Specnazu to partner Anny Wojtachy. Poznajemy burzliwą historię ich związku, jednak jest to dopiero początek. Ta trudna historia miłosna pomimo tego nie dominuje w tej powieści. Pojawia się na wstępie, żeby pewne rzeczy potem wytłumaczyć. Jednak jest to po prostu jedna z kilku historii, które pani Wojtacha przedstawia. Co jednak nie zmienia faktu, że rumieńce momentami mogą się pojawić podczas czytania tej książki, ale to mnie wcale nie dziwi. Książka „Zabijemy albo pokochamy...” to bowiem bardzo szczery, osobisty obraz tego jak autorka widzi Rosję i jak widzą ją inni.

Anna Wojtacha nie boi się w swojej książce szczerości. A jak wiadomo szczerość nie zawsze bywa czymś miłym. Nie brak więc w tej książce tez Rosjan z którymi statystyczny Polak się nie zgodzi. Nie brak także przekleństw oraz dużej ilości wódki. Nie brak więc w niej także relacji ze spotkań (niemiłych) Anny Wojtachy ze służbami rosyjskimi. Pani Anna to kobieta z pazurem i czułam to podczas czytania przez całą książkę. Jednak pomimo swojego pazura jest także kobietą niesamowicie szczerą i wbrew pozorom wrażliwą – nie upiększa swoim myśli ani słów. Mówi i pisze to co myśli.

„Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji” to książka przez którą chce się jeszcze więcej Rosji. To po prostu inny świat choć taki bliski. Inna kultura i mentalność. Anna Wojtacha nie jest fanką Putina, ale jest za to świetną obserwatorką... w dodatku potrafi wyciągać z Rosjan ich odczucia i poglądy na temat życia w Rosji. Rosjanie są dla mnie narodem niezwykle interesującym, a w dodatku jakiego autora książki na temat Rosji bym nie czytała to mam wrażenie, że w słowach Rosjan zawsze pojawia się ta sama nuta. Odczucia mają oczywiście różne, ale łączy ich jedno. Wszyscy są bardzo mocno związani ze swoim narodem. Nieważne czy uważają, że dzieje się dobrze czy źle. Oni czują prawdziwą więź ze swoją ojczyzną.

Pani Wojtacha pisze jak już to podkreśliłam szczerze, a w dodatku językiem bardzo przystępnym dla czytelnika. Nie brak tu w końcu nawet romansu czy sensacji. To nie są suche opowieści. To są opowieści, które są przesycone emocjami – tak samo bohaterów jak i autorki tej książki. Niesamowicie żywe postacie spowodowały, że jeszcze długo po przeczytaniu tej książki o nich myślałam. Na szczęście pani Wojtacha nie pozostawia nas w niewiedzy jeśli chodzi o dalsze losy bohaterów. Oczywiście w stopniu w jakim jest to możliwe.

„Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji” to książka dzięki której jestem jeszcze bardziej zafascynowana Rosją. To książka świetnie napisana, a w dodatku niesamowicie wciągająca. Ot, taka na jeden wieczór, jeśli ma się czas. Książka, która mnie urzekła. Z tych wszystkich powodów chciałabym Wam ją serdecznie polecić. Nie tylko osobom zainteresowanym Rosją, ale także osobom, które mają ochotę poznać historie innych ludzi. To książka w której myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Co więcej mam nadzieję, że nie jest to ostatnia publikacja pani Anny Wojtachy...


Moja ocena: 8+/10 Rewelacyjna z plusem!

Za możliwością zapoznania się z książką „Zabijemy albo pokochamy...”serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak!

kwietnia 06, 2015

(348) Atlas: Doppelganger

(348)  Atlas: Doppelganger
Tytuł: Atlas: Doppelganger
Autor: Dominika Słowik
Wydawnictwo Znak
Stron 352

"kontynenty wyglądały trochę jak takie ciemne plamy, w które nikt nie wierzy, i przynosi mi to pewnego rodzaju ulgę."
Dominika Słowik, "Atlas: Doppelganger".

"Atlas. Doppelganger" to jedna z tych książek wobec której uczucia mam bardzo mieszane. Może to przez to, że to w moim odczuciu powieść, która ma swoje wzloty i upadki? Jednak jedno muszę jej oddać... To książka wyróżniająca się na rynku wydawniczym, a jej autorka nie przejmuje się żadnymi konwenansami. Była zapowiadana jako debiut na jaki czekano od lat, była zapowiadana jako dzieło zaskakujące... Zaskakuje - przez większość czasu pozytywnie, ale jak już napisałam wcześniej pojawiają się upadki, słabsze punkty... Jednocześnie muszę przyznać, że zadziwia i zwraca uwagę już od pierwszej strony. A powód jest bardzo prosty: autorka nie uznaje w swojej książce czegoś takiego jak duża litera. To mnie bardzo zaintrygowało już od początku lektury tej książki... No i fabuła niczego sobie.

Pierwszoosobowy narrator (w domyśle autorka) opowiada o chwilach spędzonych ze swoją koleżanką Anną oraz jej dziadkiem. A tak naprawdę opowiada o historiach opowiadanych przez wspomnianego dziadka. Główną osią wspomnień dziadka jest jego lokalna społeczność - blokowisko. Szary, lecz z drugiej strony niesamowicie barwny świat blokowiska z czasów PRL ukazuje p. Dominika w swojej książce. Ukryte tęsknoty, pragnienia... Niektóre historie są tak niesamowite, że aż niepokojące. Nie ma co rozpisywać się na temat fabuły. Ta książka nie ma ściśle określonej fabuły. To zbiór wspomnień i wspominek. Podczas wczytywania się w opowieści dziadka często zastanawiałam się jakie są motywy jego działania... Opowiada dziewczynkom bowiem sytuacje, który rzeczywiście mogły mieć miejsce oraz historie tak nieprawdopodobne... A może po prostu przekoloryzowane? To powoduje, że chociaż przeczytałam tą książkę już jakiś czas temu to jednak cały czas nie daje mi ona spokoju. Zbyt dużo pytań i swego rodzaju niedosyt... Myślałam, że wszystko się wyjaśni. Ale nic z tego. Pani Słowik zostawiła mnie z niezłym mętlikiem w głowie.

Jak już pisałam wcześniej ta książka nie jarzyła mi się przez cały czas w kolorowych barwach. Historie ekscentrycznego dziadka, które z początku bardzo mnie ciekawiły i wciągały w pewnym momencie zaczęły mnie nużyć i nudzić. Mam wrażenie, że w pewnym momencie po prostu pojawił się swego rodzaju... Kryzys. Autorka zaczęła się gubić i niepotrzebnie dokładać kolejne strony powieści. Chyba troszkę na siłę... To zepsuło mi obraz całości. Jednak potem na szczęście pani Dominika z powrotem wróciła na stare dobre tory i w rezultacie koniec tej książki mnie usatysfakcjonował. Pomimo tego niesmak po tym kryzysie pozostał... To był jeden z powodów dla których wrażenia mam takie mieszane.

Sami pewnie przyznacie, że przydałoby się drobne wyjaśnienie tytułu tej książki "Atlas: Doppelganger". Wyraz "Doppelganger", lecz pisany z przegłosem nad "a" wywodzi się z języka niemieckiego i oznacza w mitologii sobowtóra, istotę fikcyjną, ducha - bliźniaka żyjącej osoby, czarny charakter mający możliwość pojawiania się w dwóch miejscach jednocześnie. A także jako... podwójnego wędrowca. O tym wszystkich dowiadujemy się już na pierwszych stronach powieści i to szczerze mówiąc spowodowało, że ta książka zaczęła mnie ciekawić jeszcze bardziej. W rezultacie przez to stała się dla mnie jeszcze większą tajemnicą..., a co za tym idzie zagadką. Może pewnego dnia doznam olśnienia i pojmę w 100% o co chodziło w tej książce?

Śląskie blokowisko z czasów  PRL - u to inspiracja dla pani Dominiki Słowik. To właśnie tam osadza główne miejsce wydarzeń mających miejsce w opowiadaniach.  Tworzy w ten sposób małą, niezwykłą ojczyznę. Swego rodzaju mały, zamknięty świat... dostępny tylko dla wybranych i zasłużonych. Ten świat był czasami tak niezwykły, że miałam wrażenie jakby zamknęła blokowisko wraz z ich mieszkańcami w szklanej bańce, odizolowanej ściśle od świata zewnętrznego. To tworzyło swego rodzaju atmosferę niepokoju i powodowało, że bardzo często podczas czytania czułam się trochę... nieswojo, a już na pewno dziwnie.

"Atlas. Doppelgamger" to bez wątpienia książka zaskakująca. I bez wątpienia książka bardzo nierówna. Mam nieodparte wrażenie, że autorka niepotrzebnie dodawała do tej historii kolejne strony. Przez to czytanie w pewnym momencie przestawało być przyjemnością...  Jednak trzeba przyznać, że Dominika Słowik pisze intrygująco, jednak... musi jeszcze popracować nad swoim językiem i warsztatem pisarskim. Zapowiada się dobrze, ale jednak to jeszcze nie jest coś co mogłabym uznać za świetne i olśniewające. Reasumując więc jak na razie dzieło p. Dominiki otrzymuje ode mnie mocną siódemkę z nadzieją, że następne pozycje będą bardziej udane.

Moja ocena: 7/10 Bardzo dobra!
Za możliwość zapoznania się z dziełem p. Dominiki Słowik serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak!

marca 29, 2013

(244) Ludzie na walizkach

(244) Ludzie na walizkach
Tytuł: Ludzie na walizkach
Autor: Szymon Hołownia
Wydawnictwo Znak
Stron 152
Moja recenzja:
Szymon Hołownia jest znanym prezenterem i publicystą. Jest uznawany przez niektórych ludzi za teologa przede wszystkim dzięki książkom, które i ja postanowiłam poznać. Lekturę jego twórczości zaczęłam od jednej z najtrudniejszej książek jego autorstwa. "Ludzie na walizkach" to bardzo mądra książka, ale przy tym bardzo smutna.

To zbiór rozmów, które kilka lat temu Szymon Hołownia przeprowadził ze swoimi gośćmi na potrzeby programu telewizyjnego, który prowadził. Wszystkie te rozmowy dotyczą bardzo trudnej tematyki, choć coraz powszechniejszej, a mianowicie: bólu, cierpienia, śmierci i nie tylko. Swoje rozmowy przeprowadził z osobami, które w życiu prywatnym spotkały się z ludzkim cierpienie, ale także z osobami, które z tym cierpieniem spotykają się na co dzień w życiu zawodowym.

Z początku ta książka wydawała mi się "łatwa", ale potem ze strony na stronę coraz bardziej zmieniałam zdanie na ten temat. Stawała się coraz trudniejsza i ... smutniejsza. Szybko doszła do momentu w, którym musiałam ją odkładać co parę chwil, żeby trochę ochłonąć. "Ludzie na walizkach" to bez wątpienia pouczająca książka, ale niektórzy uważają, że nie powinno jej się czytać w trudnych momentach swojego życia, ale ja uważam właśnie na odwrót...

Moja mama od lat choruje na nowotwór, a w tej książce jest bardzo dużo o tej chorobie... W końcu jest uważana za jedną z najcięższych chorób, jakie spotykają powszechnie ludzi. Jedno pytanie zadane w tej książce brzmiało następująco: "Czy istnieje większy ból niż ten towarzyszący chorobie nowotworowej?". To pytanie powinno mnie rozbić wewnętrznie, prawda? W końcu myśl, że osoba, którą się bardzo kocha, cierpi, jest okropna, prawda? I rzeczywiście kiedy przeczytałam to pytanie zachciało mi się płakać. Pomimo tego dalej wgłębiałam się w tą książkę, aż zaczęła mi ona przynosić... ulgę.

Każda osoba z którą Szymon Hołownia przeprowadzał wywiad była pewna tego, że to wszystko ma sens, że cierpienie i ból mają sens. Dlaczego? Po co? Gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Odpowiedzi na te pytania i na inne próbują odnaleźć odpowiedź rozmówcy autora tej książki. Bohaterowie nie owijają niczego w bawełnę, mówią po prostu to co leży im na sercu. Przez to ta książka stała się dla mnie pewnym obrazem osób cierpiących. Pokazuje także cierpienie osób, których cierpienie jest spowodowane tym, że widzą cierpienie innych. Ta książka pokazuje, że z cierpieniem da się normalnie żyć, a przede wszystkim, że trzeba normalnie żyć.

Wydaje mi się, że książka "Ludzie na walizkach" może być dla nas pewnego rodzaju pociechą. Trudno jest mi o niej zapomnieć. Cały czas po nią sięgam i czytam jej fragmenty. Nie chcę zdradzać dokładnej treści wywiadów, które znajdują się w tej książce. Powiem tylko, że każdy ten wywiad nauczył mnie czegoś ważnego. Szymon Hołownia czasami w sposób bardzo bezpośredni ciągnie swoich rozmówców za język i zmusza ich do konfrontacji z samym sobą. Przez to ta książka staje się jeszcze ciekawsza. A okładka oddaje jej charakter.

Szczerze mówiąc zdaję sobie sprawę z tego, że wielu osobom ta książka się nie spodoba. Ale w tej recenzji liczy się moje zdanie, a więc... mi ta książka bardzo się spodobała. Serdecznie ją polecam! Trzeba ją jednak przeczytać kilka razy, żeby ją w pełni zrozumieć. Dużo myślę o tej książce i ciągle odkrywam w niej coś nowego. Dzieło Szymona Hołowni zajęło określone miejsce w moim życiu. Ta książka to historie prawdziwych ludzi... coś co może spotkać każdego z nas, a może... już spotkało?

Moja ocena: 8+/10 Rewelacja z plusikiem!

Za książkę serdecznie dziękuję Księgarni Gandalf!