Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty

lutego 16, 2018

(685) Mity skandynawskie

(685) Mity skandynawskie
Tytuł: Mity skandynawskie
Autor: Roger Lancelyn Green
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Stron 280

Opis wydawcy:
Tęcza tworząca migotliwy most pomiędzy światami bogów i ludzi. Wąż tak ogromny, że oplata cały świat. Naszyjnik tak piękny, że nawet boginię doprowadza do szaleństwa...

Wielkie skandynawskie sagi są pełne magii i bohaterskich czynów. Roger Lancelyn Green znanym od niepamiętnych czasów mitom o wędrówkach Odyna, młocie Thora, śmierci Baldra czy ostatniej bitwie nadał nową formę, łącząc je w jedną ekscytującą opowieść, która ożywia surowe piękno krain skandynawskich bogów i olbrzymów. Swoją relację oparł na zachowanych poematach i podaniach, starając się jak najwierniej oddać ducha oryginału – tę niezwykłą atmosferę Północy. 

Moja opinia: 
Chyba każdy z nas miał w swoim życiu taki moment, kiedy bardzo dużą uwagę przykładał do mitycznych opowieści o bogach i herosach... W dzieciństwie zawsze skupiałam się na mitologii greckiej - jej częste adaptacje w animowanych serialach dla dzieci i młodzieży sprawiały, że wydawała mi się bliska, a jej bohaterowie bardzo ludzcy. Nawet groźny Zeus nie był dla mnie budzącym respekt, gromowładnym bogiem, a jedynie miłym, choć nad wyraz silnym staruszkiem. Nie ukrywam, że ogromny wpływ na takie postrzeganie bogów miał dla mnie animowany serial - "Spadkobiercy tytanów". Zresztą... to właśnie o mitologii greckiej mówi się w szkole najwięcej. Rzymska stanowi jedynie jej odpowiednik, a o mitologii egipskiej mówi się niewiele... o wierzeniach innych państw wspomina zaledwie w kilku zdaniach. Nigdy nie interesowałam się historiami o wikingach, a już tym bardziej mitami skandynawskimi.... Dzisiaj, po lekturze książki Rogera Lancelyna Greena wiem jak wiele straciłam. 

"Mity skandynawskie" spisane przez Rogera Lancelyna Greena zostały pierwotnie opublikowane w 1960 roku. W Polsce światło ujrzały jednak dopiero w zeszłym roku. To zbiór opowieści oparty  na zachowanych poematach i podaniach - w pełni oddaje nastrój północy i jest niezwykle klimatyczny. Wszystkie przedstawione w tym zbiorze opowieści są ze sobą ściśle związane i tworzą wspaniałą, intrygującą całość. Poczynając już od pierwszej opowieści o świecie wyłaniającym się z chaosu po wszelkie historie przedstawiające losy bogów, a także przeplatające się losy bogów, olbrzymów i ludzi... Green serwuje czytelnikom opowieści pełne magii, mądrości, intryg i bardzo często także brutalności. Świat skandynawskich mitów i bogowie są nieubłagani... jeśli istnieje jakaś szansa na szczęśliwe zakończenie - to tylko za sprawą sprawiedliwości. Skrucha i wielki żal nie pomoże - liczą się przysięgi i umowy, które muszą zostać dotrzymane. 

Mitologia skandynawska obfituje w wiele wątków i historii, które w zmienionej formie mogliśmy poznać już np. w mitologii greckiej lub w Starym Testamencie. Przez mitologię Greena przewijają się postacie, które pod zmienionymi imionami mieliśmy okazję poznać już w historiach innych kultur. To kolejne źródło postaci, historii i wątków, którzy porezentują typowo ludzkie zachowania - obrazują zarówno ich zalety jak i wady, z każdymi najmniejszymi nawet słabości. Bowiem nawet bogowie, posiadający moc i władzę okazują się niekiedy słabi. Stają się ofiarami własnej pychy i krnąbrności. Potrafią silnie kochać, ale także mścić się w sposób niewyszukany. 

Opowieści przedstawione w tym zbiorze układają się w logiczną całość, która przedstawia świat skandynawskich mitów jako zdominowany przez silnych mężczyzn posiadających władzę nad kobietami. Toczą się w nim nieustanne walki między bogami a olbrzymami... ich ofiarami często stają ludzie. Roger Lancelyn Green będący potomkiem normadzkich wikingów spisał historie rozpięte między początkiem świata a dniem ostatecznej bitwy, końcem świata.... "Mity skandynawskie" to wspaniały zbiór opowieści - pełnych magii i powabu. Początkowo trudno jest się wdrożyć w tę historię, jednak potem z każdą kolejną chwilą... coraz bardziej wciąga, inspiruje... rozbudza ciekawość i wyobraźnię. Pozycja Greena stanowi wspaniały wstęp do poznawania mitologii skandynawskiej. To zbiór gruntownie przemyślany, który zaznajamia nas ze staroskandynawskimi opowieściami... buduje podwaliny pod wiedzę, którą warto rozwijać i dalej zgłębiać. 

Moja ocena: 8,5/10

marca 13, 2017

(610) Zimowa miłość

(610) Zimowa miłość

Tytuł: Zimowa miłość
Autor: Elżbieta Rodzeń
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Stron 464

"Przy­padek rządzi po­nad połową naszych działań, a my kieru­jemy resztą." 

Niccolo Machiavelli

Kobieca literatura – szczególnie ta, której ważnym elementem jest miłość bywa trywialna, głupia i banalna. Dlatego też po takie pozycje sięgam rzadko, a jeśli już to częściej po autorki zagraniczne, ponieważ mimo, że w literaturze polskiej czynnikiem pozytywnie wpływającym może być polska mentalność (choć i tu różnie) czy też samo miejsce akcji... i ten potencjał nieczęsto zostaje wykorzystany. "Zimowa miłość" to książka, która skusiła mnie przede wszystkim swoją okładką i opisem zapowiadającym spotkanie miłości po latach. A co z tym, że to książka polskiej autorki? Ze względu na dobrą, niebanalną szatę graficzną... na ten fakt zwróciłam uwagę dopiero, gdy zabrałam się za czytanie. I dobrze, bo mogłabym się niepotrzebnie zniechęcić (i po prostu po tę pozycję nie sięgnąć), a przecież Elżbieta Rodzeń odwaliła kawał dobrej roboty. Wydawnictwo także! Na polskim rynku wydawniczym większość książek literatury kobiecej ma na okładce... kobiety – uśmiechnięte tak lub inaczej, więc "Zimowa miłość" ze swoją okładką wyróżnia się! Natomiast okładka w połączeniu z niebanalną treścią dają czytelniczkom satysfakcjonującą całość. 

Anna jest dyrektorem kliniki chirurgii plastycznej. Jest samotna i skupiona na pracy. Michał jest natomiast laryngologiem, pracuje w szpitalu dziecięcym i ma wspaniały kontakt ze swoimi małymi pacjentami, jak i córeczką. Anna i Michał mieszkają w tym samym mieście, a jednak starają się unikać. Dochodzi jednak do tego, że pojawiają się na tej samej konferencji. Na tym się nie kończy... jedna decyzja doprowadza do lawiny wydarzeń, której nie potrafi powstrzymać nawet ich niepewność we wzajemnych relacjach. Niepewność, która sięga jeszcze wydarzeń sprzed szesnastu lat. Poznali się na pierwszym roku medycyny – oboje porzucili dla studiów swoje pasje. Może to właśnie przez to odnaleźli wspólny język? Stopniowo ich przyjaźń zaczęła przeradzać się w głębsze uczucie. Michał był pewny swoich uczuć, widział swoje życie u boku Anny – małżeństwo, dom, dzieci... Nagle Anna jednak z nim zerwała, nie siląc się nawet na najmniejsze kłamstwo w kwestii tego "dlaczego?". Po prostu odeszła – bez słowa... I Michał dopiero wiele lat później ma szansę poznać odpowiedź na pytanie "dlaczego", jednak czasami na danie pewnych odpowiedzi bywa już za późno. 

Po "Zimową miłość" sięgnęłam z tego samego powodu, z którego myślę większość kobiet sięga po literaturę stricte kobiecą, czyli pragnęłam się rozluźnić... przeczytać pokrzepiającą i dającą nadzieję historię, która najlepiej zakończona happy endem wywoła uśmiech na mojej twarzy. Zatrzymać się jeszcze na chwilę w zimowej aurze, która zostanie jednak otulona ciepłym kokonem miłości – zarówno tej pierwszej, jak i tej powracającej jak bumerang – czasami po miesiącach, a czasami po latach. Książka Elżbiety Rodzeń okazała się jednak być nie tylko pokrzepiająca, ale także zmuszająca do refleksji, bo pokazująca jak wiele człowiek może stracić przez zwykły strach. A może wcale nie tak zwykły, ponieważ paraliżujący, obezwładniający i zmuszający do podjęcia decyzji, które zadają ból. 

Historia przedstawiona w "Zimowej miłości", choć oparta na kanwie spotkania ze starą miłością po latach jest niebanalna, a relacje między bohaterami misternie skonstruowane. Powieść Elżbiety Rodzeń to jedna z tych książek, które czyta się z wypiekami na twarzy, choć autorka utrzymuje niejednorodne tempo akcji. Retrospekcje pozwalają poznać historię początku relacji Anny i Michała, lecz one same wzbudziły także we mnie pewne uczucie niedosytu, ponieważ gdy te się skończyły... zabrakło mi pewnego spoiwa losów Anny po rozstaniu. Szesnaście lat z życia Anny zostało prawie zupełnie pominięte – być może to celowy zabieg mający na celu podkreślenie, że jest to przede wszystkim historia miłości, która nie pozwoliła Annie ruszyć do przodu, ale w kontraście z przedstawionymi losami Michała – nie jestem pewna, czy ten celowy zabieg jest dobry dla ogólnego odbioru książki. 

Tym co zawsze ujmuje mnie w historiach miłosnych jest wprowadzenie młodego bohatera, który staje się swego rodzaju spoiwem, a tym samym łącznikiem w skomplikowanych relacjach między dorosłymi. I tak, córka Michała wprowadza do tej historii nie tylko niewinność, dziecięce spojrzenie na świat, ale także łagodność, której paradoksalnie towarzyszy iskra, ponieważ to właśnie ona niejednokrotnie podgrzewa atmosferę. Atmosferę, która często mogłaby być oziębła, bowiem "Zimowa miłość" jest powieścią, której akcja toczy się przede wszystkim w małym domku, w zasypanym śniegiem lesie i na szpitalnych korytarzach – jednak to co kojarzy mi się z tymi oboma miejscami, to swego rodzaju mikroświaty, w których aż tętni od emocji między bohaterami. 

Elżbieta Rodzeń napisała świetną powieść, która porywa. "Zimowa opowieść" to książka, która zaskakuje i choć brakuje jej trochę do ideału... na swój sposób zachwyca. Jest niebanalna, nie brak w niej scen chwytających za serce, ale także takich, które wywołują uśmiech na twarzy czytelniczek. Przejmująca, kobieca historia o przeznaczeniu, drugich szansach, walce z samym sobą, ale także wybrakowaniu i kompleksach, które nie pozwalają normalnie żyć. Autorka uzyskuje bardzo ciekawy efekt przez to, że trzyma przez długi czas czytelniczki w niepewności. Mimo, że zakończenie jest łatwe do przewidzenia... droga, która do niego prowadzi jest smakowita i warta poznania / przeczytania. "Zimowa miłość" to książka idealna nie tylko na zimowy, mroźny dzień, ale także pozycja dla której warto zarwać noc – ciepła, wzruszająca, pokrzepiająca i niosąca nadzieję, że nigdy nie jest za późno na szczęście. Jedna z tych słodko – gorzkich książek, których kolejne strony przewraca się niecierpliwie z pytaniem: "Co będzie dalej?". Piękna historia, która uwodzi kreacjami bohaterów, oddaniem kruchości międzyludzkich relacji, a w której nic nie jest ani czarno – białe, ani proste. 

Moja ocena: 8/10

grudnia 07, 2016

(576) Mroczna materia

(576) Mroczna materia
Tytuł: Mroczna materia
Autor: Blake Crough
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Stron 340

"Idziemy własnymi, sztywno wyznaczonymi drogami, tak bardzo jesteśmy zagłębieni w koleinach, że przestajemy wiedzieć, kim naprawdę są ci, których kochamy."

Blake Crouch, "Mroczna materia"

Bardzo rzadko sięgam po kryminały i thrillery, a po powieści z wątkiem science fiction jeszcze rzadziej... "Mroczna materia" przypomniała mi jak wiele takim postępowaniem tracę. Blake Crouch napisał powieść z ciekawą  i porywającą fabułą, w którą wplótł elementy fizyki kwantowej. Nie ograniczył się w swoim thrillerze jedynie do pościgu - zadaje pytania o alternatywne drogi, małe wybory, które zmieniają całą życiową drogę człowieka... miejsce w którym obecnie się znajduje. Wbrew pozorom omija pytanie... "co by było gdyby?", a raczej wyraźnie zwraca uwagę, że los każdego mógł wyglądać o wiele gorzej. Nie trzeba znać zasad fizyki kwantowej, by wiedzieć, że jedna sekunda - decyzja czy pójść prawą stroną chodnika czy lewą, uśmiechnąć się czy nie... może (i ma!) wpływ nie tylko na los osoby, która podejmuje decyzję, ale także na innych... "Mroczną materię" polecają Tess Gerritsen, Harlan Coben, Andy Weir, Lee Child i wielu innych, znanych i lubianych pisarzy, którzy swoje książki sprzedają w milionowych nakładach. Blake Crouch bez wątpienia do tego grona dołączy!

Jason Dessen to mąż i ojciec, wykładowca fizyki w drugorzędnym college'u.  Porzucił swoje marzenia o wielkiej karierze i odkryciach, aby uczestniczyć w wychowywaniu dziecku. Jest szczęśliwy, a jednak w jego głowie czasami pojawia się pytanie jak wyglądałoby jego życie, gdyby podjął inne decyzje... gdyby zostawił swoją obecną żonę, wtedy... przed laty - gdy oboje byli młodzi, kariera stała przed nimi otworem, a oni zrezygnowali ze swoich osobistych aspiracji na rzecz życia rodzinnego. 
Pewnego dnia jednak zostaje zaatakowany przez zamaskowanego porywacza. Porywacz wywozi go w inne miejsce i pozbawia przytomności. Gdy główny bohater budzi się, znajduje się w jakimś laboratorium i otaczają go ludzie w kombinezonach, a on sam jest przykuty pasami do noszy. Świat jednak jest inny. Żona Jasona jest jedynie jego dziewczyną sprzed lat. Jego syn nigdy nie przyszedł na świat. On sam jest natomiast wielkim fizykiem, który dokonał niemożliwego. Dokonał tego nad czym "prawdziwy" Jason lata temu pracował...

Jason jest zmuszony uciekać przed ludźmi, którzy chcą go złapać i skrzywdzić. Musi znaleźć sposób, by wrócić do swojej rzeczywistości... do swojego życia i wszystkich wyborów, i decyzji z nim związanych. "Mroczna materia" to tym samym książka z szybką akcją, która opiera się na motywie pościgu... i naprawdę zapiera dech w piersi. Osoby o słabych nerwach mogą momentami dostawać palpitacji serca, nawet gdy będą zakładały, że przecież wszystko musi skończyć się dobrze. Historia Jasona jest przejmująca tym bardziej, że nie chodzi w niej o porachunki z mafią, bycie świadkiem morderstwa, kłopoty finansowe..., a o skradzioną tożsamość i życie. Wszystkie czyny Jasona są napędzane przez wielką miłość, którą czuje do swojej żony i syna. Miłość przez którą niejednokrotnie przebija rozpacz.

Jason to bohater, którym czytelnik ma czasami ochotę mocno potrząsnąć, bo sam domyśla się całości / sytuacji i położenia w jakim znajduje się bohater szybciej niż on sam. Jest to jednak wiadome, ponieważ Jason nie doszukuje się w swoim położeniu od początku wydarzeń związanych z fizyką kwantową, istnienia odrębnych światów, alternatywnych rzeczywistości... bilionów alternatywnych rzeczywistości, w których niekiedy życie jakiegoś Jasona Dessena różni się minimalnie, a w niektórych różni się diametralnie...od życia "prawdziwego" Jasona... to powielony obraz tego jak mogłoby wyglądać jego życie w bilionach różnych opcji, pod wpływem bilionów różnych decyzji. Jason to facet, który od razu zyskuje sympatię czytelnika... także za sprawą jego emocjonalności, namacalności. To nie jest "macho". To mężczyzna, który pragnie jeszcze kiedyś ujrzeć żonę i syna... wrócić do swojej rzeczywistości. Kieruje nim miłość. Bohater przechodzi w trakcie powieści transformację, podczas przechodzenia której dowiaduje się jak wiele można poświęcić dla miłości.

W niejednym czytelniku lęk wzbudzi stwierdzenie, że "Mroczna materia" posiada w sobie elementy science fiction. Niepotrzebnie! Nawet czytelnik, który nie cierpi fizyki (szczególnie tej kwantowej) będzie czytał powieść Crouch'a z zapartym tchem. Te wszystkie fizyczne wątki nie są natarczywe, są jakimś punktem wyjścia dla zrozumienia całości powieści, a przede wszystkim sytuacji w kt/órej znajduje główny bohater. Sama idea "Mrocznej materii" nie jest ani odkrywcza ani nietuzinkowa, ponieważ powieść opiera się na teorii istnienia wieloświatu (multiwersum). "Multiwersa" występują powszechnie w kulturze masowej (także na rynku polskim) - mowa tu oczywiście przede wszystkim o literaturze i filmie. W książce Crouch'a ten aspekt został jednak przedstawiony ciekawie i na tyle intrygująco, że "Mroczna materia" nie należy do książek, które można odłożyć w trakcie czytania. 

"Mroczna materia" to świetna pozycji z rzędu thrilleru z nutką science fiction. To szybka, porywająca do swojego świata powieść, do przeczytania w jeden wieczór, bo inaczej... po prostu się nie da. Tym co ujmuje w powieści Crouch'a są emocje, determinacja głównego bohatera połączona z jego wewnętrznym rozdarciem. To historia o miłości i gonitwie za swoim życiem, niespełnieniu i chęci zdobycia szczęścia. Jej lektura jest ekscytująca i niesamowicie wciągająca. Choć Crouch nie posługuje się wybitnym językiem, zapewnia rozrywkę na naprawdę dobrym poziomie. "Mroczna materia" jest na swój sposób ujmująca i niezapomniana. Rzeczywistość została w niej połączona w niesamowity sposób z fikcją czysto literacką... dając obraz, który wydaje się być wręcz stworzony do przeniesienia na ekrany kin. Jak głoszą informacje zawarte na amerykańskich stronach... prawo do ekranizacji zostały wykupione na podstawie części maszynopisu. Niestety na razie nie wiadomo czy powieść Crouch'a rzeczywiście doczeka się ekranizacji... gdyby to się udało... "Mroczna materia" ekranizacja mogłaby się ubiegać o miano filmowego hitu! Na razie pozostaje jednak sięgnąć po rewelacyjną powieść.
Moja ocena: 9/10

października 23, 2016

(554) Para zza ściany

(554) Para zza ściany
Tytuł: Para zza ściany
Autor: Shari Lapena
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Stron 336

"Prawda leży blisko. Zawsze jest blisko. Trzeba tylko ją zauważyć."

Shari Lapena, "Para zza ściany"

Elektryzujący kryminał, którego moc jest oparta na narracji, niedomówieniach i narastającym napięciu. Historia podczas czytania której czytelnik będzie niejednokrotnie zmieniał stronę barykady, po której zamierzał stanąć. Thriller emocjonujący, stale zaskakujący i trzymający w napięciu. Shari Lapena stworzyła powieść sensacyjną, której nie oparła na tanich chwytach, a na naprawdę ciekawej narracji i zgłębieniu psychologicznych motywacji bohaterów. "Parę zza ściany", którą polecają między innymi Tess Gerritsen, Harlan Coben i Lisa Gardner czytelnicy będą czytali z zapartym tchem. Z niemiłym poczuciem, że nikt nie jest bezpieczny, że nikomu nie można ufać... 

Zaczyna się dość niewinnie. Młoda para, świeżo upieczeni rodzice, szczęśliwe małżeństwo - Anne i Marco, zostają zaproszeni przez przyjaciółką zza ściany, Cynthię na kameralną imprezę z okazji czterdziestych urodzin jej męża, Grahama. Cynthia nie życzy sobie jednak, żeby na imprezę przyszli wraz z dzieckiem... opiekunka dla dziecka w ostatniej chwili odwołuje swoje przyjście, a Anne po wielu namowach męża postanawia zostawić dziecko same. Ich zabezpieczeniem przed ew. zagrożeniem ma być elektroniczna niania oraz fakt, że postanawiają co pół godziny, na zmianę chodzić do dziecka. Impreza jednak nie przebiega do końca tak jak chciałaby Anne. W dodatku martwi się tym, że zostawiła dziecko same... Małżeństwo w końcu udaje się do domu. Tam jednak okazuje się, że ich córeczka zniknęła. Do ich domu wkracza tłum policjantów, z dziesiątkami pytań, a przed drzwiami zaczynają gromadzić się dziesiątki dziennikarzy, a oni sami stają się głównymi podejrzanymi. 

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Anne choruje na depresję poporodową. Jednak to niejedyny fakt wskazujący na to, że za zniknięcie małej Cory mogą odpowiadać sami rodzice. Marco ma kłopoty finansowe. Przeszłość Anny pozostawia wiele wątpliwości. Pojawiają się nieścisłości związane z jej wspomnieniami z tej ostatniej nocy. Społeczeństwo już wydaje wyrok - za zniknięcie dziecka są odpowiedzialni rodzice. Śledczy także dają im wyraźnie do zrozumienia, a ich przesłuchiwania nie mają końca. Kręcą się po domu, badają ich przeszłość... Gdy wydaje się, że zagadka zniknięcie niemowlaka jest bliska rozwiązania - pojawiają się kolejne pytania. Pytania i zaskakujące wydarzenia nie mają końca, a jednak czytelnik cały czas ma wrażenie, że najważniejsze dopiero przed nim... 

"Para zza ściany" to powieść, która intryguje już samą fabułą, a potem jest już tylko lepiej.  Co ciekawe Shari Lampena nie skupia się i nie zamyka się na jedynie jednego czy też dwóch bohaterów. 
Specyficzna narracja, która pozwala poznać czytelnikom można by rzec, że jednocześnie emocje i myśli wszystkich bohaterów występujących w danej scenie zdecydowanie wzbogaca i w pewien sposób charakteryzuje tę powieść. Genialne oddanie ich wewnętrznej udręki, zależności i relacji. Przy tej okazji pojawiają się niestety niekiedy powtórzenia... nie jestem pewna czy celowe. Być może pojawiają się po prostu dla podkreślenia emocji bohatera - ich zaktualizowania (czy też potwierdzenia, że nadal są takie same). Shari Lapena w bardzo zgrabny i ciekawy sposób przedstawiła motywacje bohaterów. Zrobiła to w sposób tak interesujący i dokładny, że bez wątpienia możemy w tym wypadku mówić o thrillerze psychologicznym.

Czytając "Parę zza ściany" czytelnik wyraźnie czuje wzrastające napięcie i niepokój, ponieważ powieść Lapen nie zapewnia czytelnikowi odpowiedzi już od pierwszych stron. Niejednokrotnie myli tropy i tak naprawdę czytelnik nie ma możliwości wybiegania na przód, a jeśli taka możliwość się pojawia... jest bardzo ograniczona. Wpływ na to ma także z pewnością fakt, że akcja toczy się w większości w domu małżeństwa... na zamkniętej przestrzeni, w zamkniętym gronie, które niegdyś było szczęśliwe. Teraz to jednak właśnie tam rozgrywa się wielki dramat utraconego dziecka. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Shari Lapena zafundowała czytelnikom narrację w czasie teraźniejszym, co już samo w sobie zaskakujące, ponieważ bardzo rzadkie. Także w thrillerach. Może to jednak to powoduje, że "Para zza ściany" tak wciąga? Tak silnie wpływa na emocje czytającego?

Pisząc, że "Para zza ściany" zapiera w dech w piersiach nie mam na myśli jedynie tempa akcji, a także emocje, które budzi w czytelniku. Cierpienie, udręczenie, zagadkowość, poczucie zagrożenia i lekkiego szaleństwa - to wszystko w trakcie czytania udziela się czytelnikowi powodując, że książkę Lapen trzeba czasami odłożyć na bok... żeby ochłonąć. Nabrać dystansu do rozgrywających się wydarzeń, bo to przecież właśnie potencjalna krzywda dzieci budzi w człowieku najsilniejsze uczucia, ponieważ dzieci są nieskalane. Niewinne. Bezbronne. Thriller Lapen pokazuje, że nie da się nigdy poznać drugiego człowieka do końca. Autorka w zgrabny sposób operuje ludzkimi słabościami i ułomnościami tworząc świetny thriller, z genialnie skonstruowaną zagadką, która będzie trzymała czytelnika do ostatniej strony w napięciu... aby tam zadać ten ostateczny cios. Jak dla mnie rewelacyjny, ogromnie ciekawy i dopracowany powieść. Idealna na długi, jesienny wieczór.

Moja ocena: 8/10


września 04, 2016

(531) Mroczniejszy odcień magii

(531) Mroczniejszy odcień magii
Tytuł Mroczniejszy odcień magii
Autor V.E.Schwab
Wydawnictwo Znak i S-Ka
Stron 406

"Kolekcjonerzy byli zamożni i znudzeni, i zazwyczaj nie interesowali się samą magią – nie odróżniliby run uzdrawiających od zaklęcia wiążącego – a Kell ogromnie się cieszył z ich mecenatu. Entuzjaści byli bardziej kłopotliwi. Uważali się za prawdziwych magów i pragnęli świecidełek  innych Londynów nie po to, by je posiadać lub pokazywać innym, lecz do użytku własnego!"

V.E.Schwab, Mroczniejszy odcień magii

Fantasy zdecydowanie nie jest gatunkiem powieści po, który sięgałabym często. Wręcz przeciwnie... w ostatnich latach taka sytuacja ma miejsce co najwyżej kilka razy w ciągu roku. "Mroczniejszy odcień magii" skusił mnie jednak prostotą okładki, opisem. Dodatkowo chciałam przenieść się na kilka godzin do zupełnie innego świata. Powieść Schwab po części mi to umożliwiła. Okazała się pozycją wciągającą, z dobrze skonstruowanym światem magicznym. "Mroczniejszy odcień magii" mogę bez wątpienia uznać za książkę rewelacyjną, jednak nie ukrywam, że ja spodziewałam się po niej lektury dojrzalszej... a nie ma co ukrywać "Mroczniejszy odcień magii" to powieść skierowana głównie do osób, które preferują literaturę młodzieżową. 

Na skutek nie do końca wytłumaczalnych magicznych działań na Ziemi istnieją cztery równoległe do siebie Londyny, a jednak życie w każdym z nich toczy się inaczej. Inny jest także poziom natężanie magii na ich obszarach... Szary Londyn jest brudnym i nieciekawym miejscem, które jest rządzone przez szalonego króla. W Czerwonym Londynie równorzędne miejsce zajmuje magia i życie. Biały Londyn to Londyn wycieńczony bitwami o magię. Ostatni, czwarty Londyn... Londyn Czarny już prawdopodobnie nie istnieje, a już na pewno się o nim nie mówi...

Oficjalnie, Kell jest wysłannikiem z Czerwonego Londynu, a zarazem jednym z ostatnich magów, którzy potrafią przemieszczać się między Londynami. Działa jako ambasador i podróżnik – to oficjalnie. Nieoficjalnie zajmuje się przymytnikiem rzeczy między światami, co jest oczywiście zabronione... Pewnego dnia wpada w zastawioną na niego pułapkę i zostaje schwytany podczas nieświadomej próby przemytu. Jest zmuszony uciekać... w ten sposób trafia do Szarego Londynu, gdzie naraża się złodziejce – Lily Bard. Postanawiają jednak połączyć siły i wyruszyć w trudną podróż, która ma na celu uratować ich świat...

Kell i Lily to dosyć młode postacie. Victoria Schwab stworzyła bohaterów, którzy choć momentami są irytujący, mimo wszystko zyskują sympatię czytelnika. Kell to czarodziej, który jak się czytelnikowi na początku wydaje jest niesamowicie dojrzały, szanowany... z czasem jednak okazuje się, że nie czuje się dobrze w roli, którą przyszło mu przyjąć. A fakt, że należy tylko z tytułu do rodziny królewskiej, bowiem tak naprawdę nie łączą go z nią więzy krwi... z czasem zaczyna wywoływać w nim gorycz. On sam nie wie nic o swojej przeszłości. Żyje teraźniejszością, lecz w pewnym momencie to przestaje wystarczać. Z kolei Lily to młoda złodziejka, która ma wielkie aspiracje... w tym zawodzie. Marzy o tym, by pewnego dnia kupić statek, wypłynąć nim na morze i zacząć działalność jako piratka. Brzmi jak marzenie dziesięciolatki, prawda? Jednak Lily to młoda kobieta, która wiele w życiu przeszła. Niestety więcej złego niż dobrego, tak więc liczy na to, że jej los może się w końcu odmienić. 

Bohaterowie wyruszają we wspólną podróż – wyprawę trudną, pełną niebezpieczeństw... w poszukiwaniu prawdy i ładu. Victoria Schwab w swojej książce zaskakuje zwrotami akcji i zachwyca światem, który stworzyła. Wszystkie cztery Londyny to światy różniące się od siebie. To ekscentryczni królowie, mieszkańcy, widoki i obyczaje. Historia Kell'a i Lily jest pełna niespodziewanych wydarzeń i trudności, a szczęśliwe zakończenie wydaje się nigdy nie nadejść. Na swojej drodze spotykają różnych ludzi – często niebezpiecznych, w walce z którymi mogą pomóc jedynie czyste intencje okraszone dużą szczyptą sprytu. Świat stworzony przez Schwab nie wyróżnia się jednak specjalnie na tle innych fantastycznych światów, choć ma jeden zdecydowany atut... jest nim język stworzony na potrzeby tej powieści, a wymyślony przez samą autorkę. To zdecydowanie dodaje smaczku tej pozycji i w ten sposób ją wyróżnia, jednak patrząc na obecne trendy w literaturze fantasy, staje się to już zjawisko dość powszechne. 

"Mroczniejszy odcień magii" to bardzo ciekawa i wciągająca powieść z pogranicza powieści fantasy i przygodowej. To barwni bohaterowie i świat pełen barw. A czas akcji? Nie wiadomo. Może gdzieś tam istnieją inne Londyny w których magia ma prawo bytu? Na razie jednak spragnionym atrakcji czytelnikom pozostaje zaczytywać się w powieści Schwab – wielobarwnym utworze o przyjaźni i walce dobra ze złem. Victoria Schwab stworzyła rewelacyjną, szybką, pełną akcji i bardzo dynamiczną powieść, która zachwyci przede wszystkim fanów literatury młodzieżowej, bo choć Schwab serwuje czytelnikom powieść z wątkami fantasy, to jednak mało wyszukanymi. "Mroczniejszy odcień magii" nie jest przykładem wirtuozerii języka, a przykładem literatury fantastycznej dla mało zaawansowanych w tym temacie, a jednak ciekawskich. Na mnie wyparła bardzo dobre wrażenie – taka wersja light literatury fantasy.

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!

kwietnia 18, 2011

(13) To nie powinno się zdarzyć

(13) To nie powinno się zdarzyć

Tytuł: To nie powinno się zdarzyć
Tytuł oryginału: A shouldn't happen to a vet
Autor: James Herriot
Przełożyli: Irena Doleżal - Nowicka i Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Z serii Wszystkie stworzenia małe i duże
Napisane na okładce:
Weterynarz James Heriot po rocznej praktyce - mimo usilnych starań, by opanować wszystkie tajniki zawodu - wciąż popada w tarapaty.Trudne do przewidzenia zachowanie czworonożnych pacjentów sprawia, że nigdy nie wie co go czeka za chwilę.
W drugim tomie zabawnych wspomnień Jamesa Herriota z cyklu Wszystkie stworzenia małe i duże. Lekarz leczy rozmaite zwierzęta, od koni wyścigowych po psy, uczestnicząc jednocześnie w życiu ich właścicieli, barwnych postaci z gór Yorkshire. Jego stołem operacyjnym są oblane słońcem pola, a miejscem pracy - kręte górskie drogi oraz budynki z szarych kamieni. Życie domowe nieustannie ubarwiają mu lekkoduch Tristan i błyskotliwy, lecz kapryśny pracodawca, Siegfried Farnon, autor dewizy życiowej: "Bardzo cieniutka granica dzieli naprawdę dobrego weterynarza od piramidalnego głupca".

Ta recenzja będzie wyjątkowo krótka, ponieważ za bardzo nie wiem co mam napisać na temat tej książki. Więc tak jak już wiecie jest to druga część cyklu "Wszystkie zwierzęta małe i duże", autorstwa Jamesa Herriota. P. James opisuje w tej książce swoje wspomnienia związane ze swoją praktyką weterynaryjną. Coś mnie ciągnęło do tej książki, lecz z drugiej strony myślałam, że z trudem przez nią przebrnę. Lecz kiedy zaczęłam ją czytać bardzo się zdziwiłam, wciągnęła mnie. Momentami było naprawdę śmiesznie.


Każdy rozdział porusza inny wątek praktyki autora książki. James jest weterynarzem i ma stalowe nerwy, co jak się okazuje w tym zawodzie jest bardzo potrzebne. Książkę uważam za bardzo udaną, po przeczytaniu tej książki mam już ochotę na kolejną część.

Na podstawie całej serii, powstał film i serial, osobiście ani tego, ani tego nie oglądałam.

Moja ocena: 10/10

* * *

A teraz w pewnym rodzaju apel. Czasami się zdarza, że macie niepotrzebne książki, książki do których wiecie, że już nie powrócicie. Wiecie już, że książki są całym moim życiem, więc jeśli macie jakieś niepotrzebne książki, to proszę o kontakt na morelka15@onet.pl Każdą książkę chętnie przygarnę:-)