Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MG. Pokaż wszystkie posty

listopada 25, 2017

(671) Dziadek do orzechów

(671) Dziadek do orzechów
Tytuł: Dziadek do orzechów
Autor: E.T.A.Hoffmann
Wydawnictwo MG
Stron 448

Opis wydawcy:
Jest Wigilia. Siedmioletnia Klara i jej braciszek Fred czekają na świąteczne prezenty. Jak zawsze najwspanialszy dostaną od sędziego Droselmajera, zegarmistrza i wynalazcy, ich chrzestnego ojca; w tym roku jest to wspaniały zamek z poruszającymi się figurkami. Jednak dzieci wolą inne zabawki od mechanicznych cudów skonstruowanych przez sędziego, którymi nie można się tak po prostu bawić: Klara dostaje nowe lalki i śliczną sukienkę, Fred pułk ołowianych huzarów oraz konia na biegunach. Pod choinką jest jeszcze jeden prezent – dziadek do orzechów, w postaci małego człowieczka o dużej głowie i cienkich, krótkich nóżkach; włożenie do jego ust orzecha i pociągnięcie za drewniany płaszczyk powoduje rozłupanie skorupki. Figurka, mimo że brzydka, bardzo przypada do serca Klarze, jej więc zostaje oddana pod opiekę…

Książka, utrzymana w fantastycznej konwencji, opowiada o przygodach małej Klary w świecie, w którym zabawki ożywają, a księciem ich królestwa zostaje tytułowy Dziadek do Orzechów.

Moja opinia: 
Wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a nim do nich dojdzie... czekają nas Mikołajki. To idealny czas, aby podarować nie tylko bliskim dzieciom, ale także dorosłym mądre, wyjątkowo wydane i poruszające historie. Jedną z takich jest bez wątpienia klasyczny "Dziadek do orzechów" autorstwa E.T.A. Hoffmanna. Przez większość znany z ekranizacji, w tym tych animowanych jak "Barbie". To dzieło zapisane w kronice kultury masowej, ale mam wrażenie, że stosunkowo nieznane w swej oryginalnej treści. To urocza, idealna na świąteczny czas powieść o dobru, akceptacji i byciu dobrym człowiekiem. Historia "Dziadka do orzechów" poruszy  nawet najbardziej zatwardziałe serca. 

Świąteczny klimat, choinka, prezenty, wizyty rodziny... i świat zabawek, królestwo zabawek, na którego czele stoi bardzo nieurodziwy dziadek do orzechów. Miłość potrafi jednak przemienić nawet żabę w księcia, a co dopiero dziadka do orzechów w królewicza. Dzieło Hoffmanna to opowieść o dziewczynce, która jest bardzo odważna i nie ocenia ludzi ani zabawek po ich wyglądzie. Jest gotowa na poświęcenia, na wychodzenie z własnej strefy komfortu. Ze względu na postać głównej bohaterki to mądra i pouczająca książka, która wiele wnosi do życia czytelnika i uwrażliwia na krzywdę innych. Główne skrzypce w tej powieści gra z początku bardzo niepozorna dziewczynka, która jednak z każdą kolejną stroną, chwilą chwyta człowieka coraz bardziej za serce.

Do czytania dla starego czy dla młodego czytelnika? Dla starego i młodego. W wydaniu z wydawnictwa MG nie tylko do czytania, ale także do oglądania niezwykle sugestywnych czarno - białych ilustracji, które zajmują w tej książce sporo miejsca. Historia "Dziadka do orzechów" to opowieść, która zachwyci dzieci, wprawi je nawet momentami w lekki strach, a na końcu... wywoła na ich buziach uśmiech. Natomiast dla dorosłego lektura "Dziadka do orzechów" będzie czasem relaksu, powrotu do dziecięcych lat, gdy z wypiekami na twarzy wypatrywało się pierwszej gwiazdki, chwili gdy przyjdzie gwiazdor. Lat, gdy zasiadało się z bliskimi i poznawało kolejne świąteczne historie. "Dziadek do orzechów" to klasyka. Klasyka, w której w okresie świątecznym powinnyśmy się zaczytywać równie intensywnie jak w "Opowieści wigilijnej". Ta niezwykła historia, opowiadanie utrzymane w baśniowej, fantastycznej konwencji, które po raz pierwszy zostało wydane w 1816 roku (w Polsce po raz pierwszy w 1906) do dnia dzisiejszego zachwyca i zdobywa uznanie. Piękna, magiczna opowieść, którą warto poznać. 

Moja ocena: 10/10

listopada 19, 2017

(670) Wichrowe wzgórza

(670) Wichrowe wzgórza
Tytuł: Wichrowe wzgórza
Autor: Emily Bronte
Wydawnictwo MG
Stron 448

Opis wydawcy:
Akcja Wichrowych Wzgórz rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX w. Earnshaw, właściciel majątku Wuthering Heights (tytułowe Wichrowe Wzgórza), przywozi do domu bezdomnego, cygańskiego chłopca, którego znalazł na ulicach Liverpoolu i nakazuje własnym dzieciom traktować go jak brata. Pomiędzy przybyszem a małą Cathy rodzi się więź tak silna, że z czasem przestają się liczyć nie tylko z konwenansami, ale i z ludźmi, wśród których żyją. Namiętność Heathcliffa i Catherine obnaża mroczną stronę ludzkiej natury, jest mściwa, wszechogarniająca i dzika jak wrzosowiska Yorkshire. Bohaterowie powieści Brontë płacą za to najwyższą cenę, a za ich błędy musi odpokutować następne pokolenie…

Moja opinia:
"Wichrowe wzgórza" to powieść kultowa, w krajach angielskojęzycznych jedna z lektur szkolnych. Sama zetknęłam się z nią po raz pierwszy w wieku 11 lat podczas lektury "Zmierzchu". Wydawnictwo MG wypuściło ostatnio na polski rynek jej piękne wznowienie. Fakt ten był dla mnie bodźcem, który sprawił, że w końcu postanowiłam po "Wichrowe wzgórza" sięgnąć. Zaczęło się niezwykle intrygująco, pobudzająco wyobraźnię, ale potem... gdzieś się w tej historii pogubiłam, przestała mnie interesować i choć rozumiem zamysł autorki - nie potrafię tej historii pokochać. Gdzieś w połowie zaczęła mnie nużyć, ale to klasyka, więc doczytałam dalej... i choć przyprawiła mnie o delikatnie szybsze bicie serca pod koniec... większość czasu mnie nużyła,  a bohaterowie irytowali. Ich zachowanie mnie obruszało, a ja sama w tym wszystkim... miałam ochotę nimi potrząsnąć. Dobra literatura powinna wywoływać w czytelniku obrażenia, poruszać, gnębić, wywoływać emocje. "Wichrowe wzgórza" emocje we mnie wywołują, ale nie potrafię się tą powieścią zachwycać, poczuć fascynacji losami bohaterów.

Emily Bronte, wiktoriańska pisarka opisała historię miłości, która może nie potrafi pokonać wszelkich przeszkód, ale jest wieczna, nieprzemijalna. Jej niespełnienie sprawia, że przez bohaterów zaczynają przebijać najgorsze cechy, uczucia i emocje - złość, nienawiść, zazdrość, zawiść. To wszystko prowadzi do tego, że pragną zemsty. Heatcliff dla wielu kobiet jest bohaterem, do którego wzdychają... we mnie jednak jego zachowanie przez większość czasu budziło odrazę. Oczywiście rozumiem, że miał trudną przeszłość (zresztą autorka świetnie nakreśliła jego charakter, przeszłość, motywując jego obecne działania właśnie przeszłością), ale z drugiej strony... jest w nim tyle goryczy, zawiści i chęci zemsty, że nie umiem darzyć go sympatią.

"Wichrowe wzgórza" były opowieścią jak na epokę w której powstały rewolucyjną, ubliżającą społecznym normom i konwenansom, uwłaczającą dla moralności. Teraz jednak także przyciągają spojrzenie - ukazaniem ogromu negatywnych emocji, miłości, która budzi w człowieku najgorsze emocje, a także samym sposobem narracji. Czytelnik w "Wichrowych wzgórzach" nie staje się uczestnikiem wydarzeń, tak samo narrator. Narrator powieści Bronte sam poznaje opowieść dotyczącą losów Heatcliffa z opowieści jednej ze służących. Poznajemy z niej zachowania bohaterów, opinię, wrażenia służącej jakie miała podczas kontaktów z nimi, ale nie poznajemy bezpośrednio ich psychiki, chociaż oni sami... czasami się przed nią otwierają. Ich motywacja staje się dzięki temu jasna, a jednak w większości przypadków nie zdobywała mojego zrozumienia i współczucia. Bohaterowie "Wichrowych wzgórz" stają się z każdą kolejną stroną coraz bardziej cyniczni i przestają się liczyć ze wszystkimi i wszystkim. 

Emily Bronte (ją bowiem tradycja uznaje za autorkę "Wichrowych wzgórz") napisała bardzo odważną książkę, która mylnie jest przez większość kojarzona z romansem. To historia pełna emocji (w większości negatywnych), które determinują zachowanie bohaterów, obrazów pełnych ponurych, ale jakże urokliwych wrzosowisk. Historia o dwóch pokoleniach rodzin, które żyją z sobą w niezgodzie, ale także w pewnym strachu i obawie przed czynami drugiej strony. Mnie ta historia nie porwała, ale rozumiem jej fenomen... autorka genialnie opisuje ludzką psychikę, wprowadza mroczny, pełen tajemnic i niepokoju klimat. Nie lubię "Wichrowych wzgórz", nie lubię bohaterów tej powieści, ich zachowań..., ale lubię jej narrację, zakończenie, piękny język jakim została napisana. To, że zapada w pamięć, że przedstawia całą paletę ludzkich zachowań, że jej bohater przypomina po trochu szekspirowskiego Makbeta i Hamleta. Wywołała we mnie emocje, poruszyła mnie i zapadła w pamięć. "Wichrowe..." można pokochać albo znienawidzić, ale nie można nie docenić kunsztu pisarskiego autorki.

Moja ocena: brak.

października 22, 2017

(663) Wspomnienia z martwego domu

(663) Wspomnienia z martwego domu
Tytuł: Wspomnienia z martwego domu
Autor: Fiodor Dostojewski
Wydawnictwo MG
Stron 244

Opis wydawcy:

Wspomnienia z martwego domu to najbardziej osobiste dzieło Fiodora Dostojewskiego.

W 1849 roku Dostojewski za przynależność do Koła Pietraszewskiego został skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie. W ostatniej chwili car zamienił ją na więzienie połączone z ciężkimi robotami. Pisarz przebywał na katordze cztery lata, a doświadczenia zebrane w tym okresie pozwoliły mu przedstawić w powieści obraz życia w syberyjskim więzieniu.

Swoje wspomnienia Dostojewski wkłada w usta szlachcica skazanego za zabójstwo żony na dziesięć lat ciężkich robót. Opisuje zwyczaje panujące na katordze, relacje między współwięźniami, ich historie, zachowania, postawy i charaktery, przedstawia różne fragmenty katorżniczego życia (pobyty w szpitalu, handel wódką, święta, kary cielesne, zachowanie przełożonych, roboty) i wiele sylwetek skazańców. Są pośród nich ludzie dobrzy, wartościowi, z którymi nawiązuje przyjaźnie. Jednak większość katorżników to ludzie ponurzy, dumni, ambitni, zawistni, źli i złośliwi. Awantury, kradzieże i bójki są na porządku dziennym, atmosfera moralna panująca w barakach jest trudna do zniesienia. Większość skazańców pochodzi ze stanu chłopskiego, do byłego „pana” odnoszą się niekiedy z nienawiścią, Aleksandrowi Pietrowiczowi jako byłemu szlachcicowi jest na katordze wyjątkowo ciężko, wrogość większości współwięźniów i samotność – to uczucia szczególnie doskwierające mu podczas pierwszych miesięcy pobytu w więzieniu.

Moja opinia: 
Fiodor Dostojewski, autor "Zbrodni i kary" przebywał na katordze w Omsku, w latach 1850 - 1854  za przynależność do Koła Pietraszewskiego, które było grupą dyskusyjną młodych, rosyjskich intelektualistów krytykujących rosyjski ustrój, rozmyślających o zachodniej filozofii, w rzeczywistości zupełnie niegroźnych, jednak w latach czterdziestych (w 1848 roku ma miejsce Wiosna Ludów), w oczekiwaniu na wybuch rewolucji... zostali uznani przez władzę za grupę groźnych wywrotowców, której członkowie zasługują na najcięższą karę - śmierć. Kompani z Koła Pietraszowskiego stali już na Placu Siennym, egzekutorzy czekali jeszcze tylko na znak do wystrzału. Wtedy 22 grudnia 1849 roku, Dostojewski doznał pewnie przed plutonem egzekucyjnym jednej z największych chwil szczęścia w swoim życiu. Ku zdziwieniu zebranych nadjechał żołnierz z informacją, że decyzją cara wyrok śmierci został zamieniony na cztery lata katorgi. 

"Wspomnienia z martwego" domu diametralnie różnią się od innych utworów Dostojewskiego, chociażby od najpopularniejszej "Zbrodni i kary". To zbiór zapisków szlachcica, który trafił na katorgę po zamordowaniu żony. Osadzonego, który ze względu na stan społeczny z którego pochodzi na katordze jest często pomijany, czuje się wyobcowany, bardzo samotny, porzucony, jest obiektem żartów, kpin... przez lata nie jest uznawany przez ogół za "towarzysza" katorgi, chociaż tak jak innym jest mu ciężko. Te zapiski nie obfitują w akcję, dialogi, z początku czekałam aż nabiorą większe tempa, ale gdy zorientowałam się, że to nie nastąpi - zaczęłam rozkoszować się tymi, czasami nieśpiesznymi historiami, jednak tak wyraźnie oddającymi istotę rosyjskiej katorgi, psychiki więźniów. 

Dostojewski jest w tym utworze drobiazgowy, a świadomość, że jest to dla rosyjskiego prozaika książka tak osobista sprawia, że czytelnik zaczyna odczuwać dziwne uczucie intymności i bliskości. Lektura "Wspomnień z martwego domu" staje się nagle tak empiryczna, tak przejmująca, a historie opisane w nich tak prawdziwe, realne i poruszające. Kiedy znajoma zapytała mnie czy jest to książka inna od "Zbrodni i kary", pierwsze co przyszło mi do głowy to odpowiedzieć: "To trochę tak jakbyś siedziała z przyjacielem, który opowiada Ci o swojej podróży, ale w toku opowieści zbacza z tematu, opowiada o życiu napotkanych osób; zbacza z opowieści o miejscach, które odwiedził, aby opowiedzieć dokładnie o tym co jadł, o osobach, które przygotowały posiłek itd...". Jest intymnie, ciekawie, intrygująco i angażująco psychicznie, a przy tym zachwycająco językowo. Dla mnie to Dostojewski w świetnej formie w małej pigułce. 

Autor nie demonizuje katorgi ani więźniów, raczej pokazuje uniwersalizm bycia uwięzionym. W odniesieniu do postaci przewijających się we "Wspomnieniach z martwego domu" moim zdaniem możemy mówić przede wszystkim o uwięzieniu psychicznych, ponieważ choć skuci kajdanami niejednokrotnie od lat.... mimo wszystko, choć po części sami panują nad porządkiem w katordze - wybierają kucharza, zakładają teatr, ustalają społeczne warunki i podziały, a pod maską zbrodniarzy (którymi bez wątpienia niektórzy są), pod pozorami pewnych siebie, silnych facetów, którzy kpią ze wszystkiego, głośno rechoczą i wdają się w bójki - tkwią ludzie przytłoczeni swoim wyrokiem, wymiarem kary. W katordze stykają się prawdziwymi zbrodniarze z więźniami politycznymi. Prawosławni/ z żydami. Rosjanie z krwi i kości z Polakami, którzy trzymają się z boku (swoją drogą Polakom Dostojewski poświęca w swoim utworze stosunkowo dużo miejsca). Delikatni młodzi chłopcy z rosłymi chłopami. Każdy próbuje się odnaleźć w tej więziennej rzeczywistości, polepszyć swój byt, ułatwić odsiadkę. 

"Wspomnienia z martwego domu" to niezwykle interesująca historia, która przybliżyła mi przede wszystkim postać samego Dostojewskiego. Jego wnikliwe obserwowanie otaczającej rzeczywistości, niezwykłe psychologiczne zdolności, zafascynowanie ludzką psychiką i prawami rządzącymi ludźmi, ich moralnością. Rosyjski pisarz w swoim utworze demaskuje "istotę resocjalizacji" pokazując, że tak naprawdę w katorgach mowa jest jedynie o karze. Często dochodzi do radykalizacji poglądów więźniów, ich moralnej deprawacji. Jednak nawet tam... można znaleźć okruchy przywiązania i przyjaźni. "Wspomnienia z martwego domu" przez swą prawdziwością zapadają w pamięć, a w nielicznych momentach / fragmentach, które mnie nużyły przypominałam sobie, że istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że to wszystko miało naprawdę miejsce... i wracałam znów do tej pozycji tak samo zafascynowana i oczarowana jak wcześniej.

Moja ocena: 9/10

września 02, 2017

(647) Zbrodnia i kara

(647) Zbrodnia i kara
Tytuł: Zbrodnia i kara
Autor: Fiodor Dostojewski
Wydawnictwo MG
Stron 576


Opis wydawcy: 


Słynna powieść Fiodora Dostojewskiego, opowiadająca o losach byłego studenta Rodiona Raskolnikowa, który postanawia zamordować i obrabować bogatą lichwiarkę.

Pomysł na tę powieść narodził się w czasie, kiedy sam autor przebywał na katordze. Zainteresował się wtedy psychologią współwięźniów, wśród których byli i tacy, którzy zostali skazani za morderstwo.
Bohater powieści, 23-letni były student prawa jest półsierotą, ma jednak kochająca rodzinę. Jego matka i siostra darzą go głęboką miłością i wspierają finansowo.
Jednak bohater, zbuntowany przeciw porządkowi świata, decyduje się popełnić morderstwo. Jest przekonany, że jako jednostka wybitna, ma prawo zabijać, gdyż geniusz usprawiedliwia wszystkie zbrodnie na „zwykłych” ludziach. Morderstwo ma stać się rodzajem sprawdzianu jego odwagi. Choć jednocześnie bezpośrednia pobudką tego czynu jest zła sytuacja finansowa Raskolnikowa…

Moja recenzja: 

"Zbrodnia i kara" to moje kolejne podejście do prozy Dostojewskiego. W przeciwieństwie do "Biesów" - "Zbrodnia i kara" wciągnęła mnie już od pierwszej strony. Nie miał tu żadnego wpływu fakt, że po prostu musiałam ją przeczytać. Chciałam ją przeczytać, chciałam się z nią zmierzyć..., ale nie myślałam, że tak bardzo pokocham historię Raskolnikowa. "Zbrodnia i kara" to powieść kultowa do której fabuły i pytań w niej stawianych bardzo często nawiązywali i nawiązują pisarze. Historia fascynująca, ogromnie poruszająca, ponieważ dla Dostojewskiego nie ma rzeczy czarno - białych. Jest za to mnóstwo szarości... Główny bohater staje w obliczu zbrodni, staje się mordercą, ale nie traci sympatii czytelnika, ponieważ tak naprawdę to właśnie on jest największą ofiarą. 

Rodion Raskolnikow był utalentowanym studentem prawa. Z braku funduszy (może także po części z lenistwa?) był zmuszony zakończyć swoją edukację. Doświadczenie biedy, samotności, braku zrozumienia ze strony bliskich doprowadziło go do rozmyślań o zbrodni - zbrodni, którą w końcu decyduje się popełnić. Sprawdzian odwagi? Chęć zrealizowania zbrodni doskonałej, nie do wykrycia? Raskolnikow nie bierze jednak pod uwagę tego jak krucha i delikatna jest ludzka psychika. Dopuszcza się zbrodni, ale nie potrafi przewidzieć tego jak ogromny wpływ będzie miała na jego emocjonalną kruchość. Raskolnikow morduje z zimną krwią, ale nie jest złym człowiekiem, choć na takiego w pewnym momencie próbuje się kreować... jest za to osobą ogromnie pogubioną. 

Fiodor Dostojewski stworzył postać Raskolnikowa perfekcyjnie. Dopracował ją w każdym najmniejszym szczególe, pogłębił warstwę psychologiczną, stworzył bohatera o ugruntowanych przekonaniach, który prezentuje się jako postać trójwymiarowa. Nie jest ani przez chwilę płytki ani płaski... Bardzo emocjonalny, żywiołowy i namiętny - namiętny w swych zachowaniach i wypowiedziach - postać mordercy splata się w nim z postacią wrażliwca. Rosyjski pisarz nie skupił się jedynie na głównym bohaterze - równie ciekawi są bohaterowie drugoplanowi, którzy zajmują określone pozycje w rosyjskim społeczeństwie. Tu ujawnia się także wątek społeczny - Dostojewski zdecydował się na przedstawienie najniższej warstwy społecznej, którą zżera bieda... spotykają się w niej degeneraci, alkoholicy, szerzy się prostytucja. W powieści pojawiają się oczywiście także ludzie lepiej ustawieni, ale służą oni jedynie podkreśleniu biedy i tragicznego położenia tych pierwszych. 

Petersburg jest znany w literaturze jako miasto moralnego zepsucia - oczywiście także u Dostojewskiego został tak ukazany. To nędza, brud i bieda. Głównym motywem "Zbrodni i kary" jest zbrodnia, kara i powiązane z tym aspekty psychologiczne. Pełne emocji rozmowy, będące udziałem Raskolnikowa nie pozwalają nie zwrócić uwagi uwagi na wątki religijne i filozoficzne zawarte w dziele Dostojewskiego. W obliczu szerzącego się zepsucia i nędzy, problemów natury materialnej stawiane zostają pytania o Boga i jego miejsce w ówczesnym świecie. Dostojewski zadbał o każdy najmniejszy szczegół swojej powieści i czytelnik może być pewny, że nic nie dzieje się w niej bez powodu... i tak ogromne znaczenie mają także sny Raskolnikowa. 

Dostojewski w "Zbrodni i karze" pyta o to czy zbrodnię można czymś usprawiedliwić, jednocześnie pokazuje, że nie ma zbrodni bez kary..., a ewentualny brak tej kary niszczy człowieka bardziej niż przeżycie kary. "Zbrodnia i kara" to nie bez powodu najpopularniejsza książka Dostojewskiego - wyrazista, fascynująca, poruszająca, niesamowicie wciągająca i pokazująca za co ludzie tak kochają literaturę rosyjską. Powieść Dostojewskiego zmusza do myślenia, zatrzymania się na chwilę i niezmiennie intryguje. Jest wielobarwna, niebanalna, a przeplatanie się w niej wątków miłosnych, filozoficznych, sensacyjnych, kryminalnych, psychologicznych, religijnych sprawia, że fabuła nie nuży i utrzymuje czytelnika w stałym napięciu. Zachwycające jest to, że mimo, że u Dostojewskiego pojawia się wiele opisów otoczenia, a także przeżyć wewnętrznych... to wszystko dostarcza jedynie literackiej rozkoszy, a nie nudy. Bardzo, bardzo polecam!

Moja ocena: 10/10

września 01, 2017

(646) Lalka

(646) Lalka
Tytuł: Lalka
Autor: Bolesław Prus
Wydawnictwo MG
Stron 864

"Lalka" wydana po raz pierwszy na łamach "Kuriera Codziennego" w 1890 roku to historia, którą zna każdy Polak (przynajmniej ze słyszenia). Budziła kontrowersje i podziw. Dzisiaj jest podobnie, choć kontrowersje nie są wywoływane przez przedstawienie przez Bolesława Prusa konfrontacji romantycznego i pozytywistycznego idealizmu z realizmem, a raczej przez ciągłą dyskusję nad tym czy "Lalka" nadal powinna być lekturą. A jak jest z tym podziwem? Budzi go do dzisiaj, choć nie w uczniach, którzy są z niej przepytywani pod kątem: "W którą stronę obróciła się Łęcka, kiedy..". "Lalka" jest wielką powieścią pozytywistyczną i jednym z najlepszych dowodów na to, że to czego nienawidzimy czytając na potrzeby szkolne... możemy pokochać przy późniejszym spotkaniu. 

Polscy idealiści na tle społecznego rozkładu... to właśnie ich chciał ukazać Bolesław Prus. Wśród nich Stanisław Wokulski i główny wątek "Lalki", czyli jego miłość do Izabeli Łęckiej. Stanisław Wokulski jest zubożałym szlachcicem, kupcem, który jednak dorobił się majątku. Izabela Łęcka jest dla odmiany arystokratką, której rodzinny majątek, a nawet posag już dawno przepadł. To jednak nie przeszkadza jej w tym, żeby czuć się lepszą od Wokulskiego, chociaż jego majątek przewyższa środki, w których posiadaniu są Łęccy. Staś wraca do Warszawy z wojny rosyjsko - tureckiej gotowy ubiegać się o rękę panny Izabeli. Ta jest jednak nieubłagana. Liczą się dla niej przede wszystkim pieniądze i luksus, ale nie chce się związać z kupcem - jest piękna z zewnątrz, ale pusta w środku... jak ta tytułowa lalka. Wokulski rozwija swój sklep, ale robi to jedynie dla Izabeli - sam już dawno zgubił poczucie sensu życia na rzecz miłości...

Akcja "Lalki" rozgrywa się między styczniem 1878 a październikiem 1879. Przedstawia losy idealistów - nauki, pracy i miłości. Bolesław Prus w swojej powieści przedstawił panoramę życia społeczeństwa Warszawy, a także panoramę narodową lat 70. XIX wieku. W rzeczywistości "Lalki" widać jednak także echa czasów napoleońskich. W powieści została zawarta panorama historyczna i obyczajowa ówczesnej Polski, a także głębia ludzkich uczuć, emocji i wrażeń za sprawą pogłębionych portretów psychologicznych postaci. Fabułę "Lalki" czytelnik poznaje na dwóch planach: za sprawą odautorskiej narracji, a także z "Pamiętnika starego subiekta" pisanego przez starego, poczciwego romantyka jakim Rzeczki - swoją drogą zdecydowanie moja ulubiona postać "Lalki". 

Bolesław Prus podczas pisania przykładał ogromną uwagę do detali - już od pierwszych stron uwagę czytelnika przyciągają drobiazgowe, bardzo detaliczne opisu sklepu (na myśl w tym momencie przychodzi "Wszystko dla pań" Emila Zoli, w którym przede wszystkim został ukazany świat handlu). Nic więc dziwnego, że tak dokładne jak opisy przestrzeni w której rozgrywa się akcja "Lalki" są także opisy ludzi ją zapełniających. Przez powieść przewijają się kupcy, przemysłowcy, wychowawcy, uczniowie... ludzie, którzy mają za zadanie kreować / konstruować otaczającą ich rzeczywistość. "Lalka" nie jest książką o ludziach sukcesu, ale o wszelkich odcieniach warszawskiego (a co za tym idzie polskiego) społeczeństwa. Bolesław Prus wykreował postacie z krwi i kości - jedne są kreatorami, a inne ofiarami ówczesnej polityki, a co za tym idzie przemian społecznych. Odrzucania romantyzmu na rzecz pozytywizmu - na razie bardzo niedoskonałego. 

Autor nawiązuje w swojej powieści do ważnych wydarzeń historycznych, takich jak zakończone klęską powstanie styczniowe. Pisze o potrzebie pracy organicznej nie tylko dla dobra jednostki ale ogólnego wzmocnienia (szczególnie gospodarczego) Polski, która nie była niepodległym organizmem. Prus krytykuje warszawską arystokrację, jej społeczne i psychologiczne zachowanie, nieobjęcie opieką przez rząd najniższych warstw społecznych... "Lalka" nie jest jednak jedynie krytyką - jest także pochwałą heroizmu, powieścią po trochu historyczną, obyczajową, satyrą, a nawet momentami książką science fiction. Momentami banalna i naiwna w miłości Wokulskiego do Łęckiej, nużąca za sprawą niekiedy przydługich opisów, pasjonująca w swej wielobarwności, wielowątkowości i wielowymiarowości. Plastyczność opisów i języka, oddanie realiów ówczesnego życia sprawiają, że "Lalkę" trzeba poznać - dla rozwoju światopoglądu, kontaktu z literaturą na wysokim poziomie. Nie warto się poddawać podczas lektury, choć często będzie nużąca... warto dać jej szansę - jeśli nie w szkole - to przynajmniej później. To polska klasyka, która zasługuje na uwagę. Szczególnie jeśli mamy do czynienia z tak pięknym wydaniem jak to z MG.
Moja ocena: 8/10

sierpnia 16, 2017

(640) Inteligencja kwiatów

(640) Inteligencja kwiatów
Tytuł: Inteligencja kwiatów
Autor: Maurice Maeterlinck
Wydawnictwo MG
Stron 192

"Mówiliśmy do tej pory o inteligencji kwiatów, teraz jest rzeczą słuszną rzec słowo o zapachu będącym ich duszą. Niestety, podobnie jak się dzieje, gdy mowa o duszy ludzkiej, zapachu innej sfery, w której skąpana jest świadomość człowieka, natrafiamy zaraz na początku na rzeczy niepoznawalne." 


Maurice Maeterlinck, "Inteligencja kwiatów"

Moda na ekologię i życie blisko natury przekłada się nie tylko na pozycje znajdujące się w restauracyjnych menu, ale także na pozycje wydawane przez wydawnictwa. Nic więc dziwnego, że wydawnictwo MG zdecydowało się wznowić zbiór esejów autorstwa Maurice Maeterlinck, belgijskiego dramaturga, poety, eseisty, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury z 1911 roku. W pięknej twardej oprawie, z interesującymi i barwnymi ilustracjami (a także drzeworytami) przyciąga wzrok już na księgarnianej półce. Maurice Maeterlinck nie posiadał wykształcenia biologicznego ani przyrodniczego - był jednak bardzo uważnym obserwatorem przyrody. Dzięki swoim literackim umiejętnościom potrafił pisać o niej fascynująco i mówiąc po dzisiejszemu... z polotem. 

Wiek XIX był czasem chemii, XX fizyki, a XXI zapowiada się na wiek biologii - nauce najbardziej spektakularnie obecnie się rozwijającej. Nic więc dziwnego, że budzi nieustanne zaciekawienie - wśród młodszych jak i starszych ludzi. "Inteligencja kwiatów" została po raz pierwszy wydana w 1907 roku. Wydawnictwo MG oddaje ją w ręce czytelników w tłumaczeniu Franciszka Mirandoli (żyjącego w latach 1871-1930). W głowach sporej grupy czytelników w tym momencie zapali się czerwona lampka, która wzbudzi w nich lęk przed przestarzałą treścią, sposobem jej zaprezentowania - językiem i stylem. Obawy te jednak są zupełnie bezpodstawne bowiem "Inteligencja kwiatowa" jest ponadczasowa. To zbiór pięknie napisanych, zgrabnych i godnych uwagi stylistycznie esejów dot. roślin. 

"Inteligencja kwiatów" Maurice Maeterlincka pełna jest interesujących informacji na temat kwiatów. Jej tytuł nie jest przypadkowy - pokazuje jak bardzo kwiaty są świadome i inteligentne. Została wydana na początku XX wieku, ale pokazuje jak wielki cały czas jest rozwój nauk przyrodniczych, jak wiele już o roślinach wiemy. Nie jest to bynajmniej wiedza stricte podręcznikowa. To wiedza, która pozwala spojrzeć na otaczający nas świat z innej - lepszej perspektywy. Narracja Maeterlincka jest niesamowita, ponieważ mimo, że opisuje procesy życiowe roślin, ich zachowania w sposób bardzo szczegółowy i drobiazgowy, opowiada o nich... jakby opowiadał o zachowaniu istot bardzo sobie bliskich - ludzi.

Pozycja wydana przez MG wyróżnia się na tle innych książek przyrodniczych, ponieważ uderza swoją klasycznością. To ważne i ciekawe eseje, które warto poznać chociażby ze względu na postać literackiego noblisty. W książce czytelnik ma okazję przeczytać np. o szałwii, róży, zawilcu czy też maku, a także mniej znanych roślinach jak np. spercecie siewnej. Piękny wydanie, różnorakie ilustracje przyciągają spojrzenie czytelnika. Oprawa graficzna jest naprawdę satysfakcjonująca. Nie ma wątpliwości co do tego, że "Inteligencja kwiatów" pełna ciekawostek ze świata przyrody, jednak to lektura przede wszystkim dla tych najwytrawniejszych czytelników, którzy są największymi miłośnikami przyrodniczego świata. Dla wszystkich to dobra pozycja do podczytywania, czytania fragmentami. Eseje są ciekawe, interesujące... z tym, że im większe będzie zainteresowanie czytelnika światem kwiatów - tym większy będzie jego zachwyt pozycją Maeterlincka. To książka dla wybranych - dla wielu niestety może okazać się zbyt ciężka i nużąca - nie mniej: warto przyjrzeć jej się bliżej. Jest ciekawa, ambitna... i naprawdę dobra.

Moja ocena: 8/10

sierpnia 12, 2017

(639) Tajemnica Mirtowego Pokoju

(639) Tajemnica Mirtowego Pokoju
Tytuł: Tajemnica Mirtowego Pokoju
Autor: Wilkie Collins
Wydawnictwo MG
Stron 368

Wilkie Collins - angielski powieściopisarz, dramaturg i autor opowiadań tworzący w XIX wieku. Jeden z najpopularniejszych ówczesnych twórców i prekursor powieści detektywistycznej oraz sensacyjnej. Polscy czytelniczy odkrywają go od niedawna od nowa za sprawą wydawnictwa MG. "Tajemnica Mirtowego Pokoju" to moje trzecie spotkanie z jego twórczością - po (w moim odczuciu) genialnej powieści "Córki niczyje", po mniej genialnej książce "Armadale". Okazuje się jednak, że geniusz, nietuzinkowość, gracja języka i czytelnicza rozkosz z literatury w pełni objawiają się jedynie podczas pierwszego spotkania z prozą Collinsa. To co podczas lektury "Córek niczyich" uznawałam za najlepszego atuty, czyli nietuzinkowość, wielowymiarowość, zwroty akcji... w następnych powieściach okazało się być przez autora powielane.

Myślę, że bardzo ciężko jest być zafascynowanym całym dorobkiem literackim jednego autora - zazwyczaj (szczególnie ci klasyczni) powielają w swoich powieściach chwyty, koncepcje postaci, zwroty akcji, wątki fabularne. Odczułam to przy prozie Emila Zoli i odczuwam to także przy powieściach Wilkie Collinsa. Przestają być dla mnie fascynujące, ale nadal potrafią mnie zachwycić. Przez ogrom emocji, wspomnienia związane z pasją i zafascynowaniem "Córki niczyje" pozostają u mnie na pierwszym miejscu, a jednak z lektury "Tajemnicy Mirtowego Pokoju" czerpałam niebywałą przyjemnością. Dobry język, ciekawa i szybka akcja.... bohaterowie i ich wybory moralne, które choć dzisiaj mogą budzić sprzeciw / irytację czy nawet śmiech... przyciągają uwagę. "Tajemnica Mirtowego Pokoju" to przyciągająca uwagę historia o tym do czego prowadzi kłamstwo i tajemnice. Historia pokazująca, że prawdziwa, silna, nieprzepłakana miłość naprawdę istnieje - chociażby w świecie powieści Collinsa.

Sara Leeson jest zaufaną pokojówką i jedyną osobą obecną przy śmierci lady Treverton. Zostaje zmuszona przez lady do napisania pod jej dyktando listu do kapitana Trevertona,w którym wyznaje największą tajemnicę swojego życia, której nawet na łożu śmierci nie jest w stanie wyznać mu osobiście. Przed śmiercią wywiera na Sarze presję i zmusza ją do złożenia przysięgi, że ta nie zniszczy listu ani nie zabierze go ze sobą, jeśli opuści tom. Agituje Sarę do przekazania listu kapitanowi i odpowiedzenia na wszystkie jego pytania po śmierci lady Treverton. Pokojówka nie jest jednak w stanie podołać jej prośbie - jest przekonana, że wyjawienie prawdy zniszczyłoby życie wielu osobom. Ukrywa więc list w niezamieszkałej części dworu, w Pokoju Mirtowym. Następnie ucieka, aby uniknąć niewygodnych pytań i jakichkolwiek podejrzeń.

Piętnaście lat później w wiejskim kościółku odbywa się cichy ślub Rosamond Treverton, córki kapitana Trevertona i Leonarda Franklanda - niewidomego szlachcica. Jego ojciec przed katy kupił starożytną siedzibę Trevertonów... i tym samym Rosamond po latach ma szansę wrócić do krainy dzieciństwa. Młode małżeństwo pozostaje skupione na swoim szczęściu, ale niestety ich sielanka nie trwa długo. Na jaw wychodzą skrywane tajemnice, które stanowią próbę ich charakterów, jak i próbę dla ich miłości, przywiązania, zaufania... i szczęścia. Profile psychologiczne bohaterów z początku są stosunkowo niejasne, zagmatwane. Czytelnik ma problem ze zrozumieniem motywacji Sary, lady Traverton, a także te piętnaście lat później Rosamond, która w podejściu do drugiego człowieka wykazuje bardzo różnorodne zachowania. To wszystko z czasem mija - obraz staje się klarowniejszy, a fabuła dla znawców prozy Collinsa - raczej przewidywalna.

Wilkie Collins pisząc "Tajemnicę Mirtowego Pokoju" nie stworzył przełomowej dla swojej twórczości powieści. Jest to jednak powieść na tyle dobra i fascynująca, że wręcz zachwycająca - szczególnie dla tych czytelników, którzy z prozą Wilkiego Collinsa mają do czynienia po raz pierwszy. Barwne i plastyczne opisy, wartki język i ciekawe dialogi sprawiają, że "Tajemnicę Mirtowego Pokoju" czyta się z wypiekami na twarzy. Proza Collinsa obfituje w wartką akcję oraz ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Jest taką ciepłą, w sumie niezobowiązującą powieścią, której daleko do wybitności, ale która reprezentuje naprawdę dobrą klasyczną literaturę, w której w wolnych chwilach zaczytywały się XIX - wieczne damy z dobrych domów. Powtarzalność niektórych wątków wytrwałych czytelników Collinsa może zirytować, ale... nie ma wątpliwości co do tego, że czas poświęcony na poznanie "Tajemnicy Mirtowego Pokoju" nie jest czasem straconym.

Moja ocena: 7+/10

czerwca 30, 2017

(631) Klub Pickwicka

(631) Klub Pickwicka

Tytuł: Klub Pickwicka
Autor: Charles Dickens
Wydawnictwo MG
Stron 530

Z klasyką bywa różnie. Są takie pozycje, które dzięki przystępnemu językowi wręcz się połyka, ale są także takie, których ukryte znaczenie niekiedy... bywa przytłaczające i trudne do zrozumienia. I po części taki właśnie jest "Klub Pickwicka" Charlesa Dickensa. Pod płaszczykiem historii o perypetiach grupki starszych panów, Charles Dickens zamieścił krytykę angielskiego społeczeństwa. Jego obyczajowości, zwyczajów, ale przede wszystkim skupił się na krytyce prawa i sądownictwa w Anglii. To wszystko zgrabnie zakrył humorystycznymi historyjkami, opowiastkami, piosenkami... "Klub Pickwicka" jest przesiąknięty Anglią - jej wszystkimi obliczami. Charles Dickens stworzył połączenie powieści obyczajowej, satyry, farsy i romansu łotrzykowskiego. Połączenie godne uwagi i poznania. 

Blisko trzystu bohaterów, różnorodność ich języka, humor, ironia, satyra i sarkazm... a w tym wszystkim najważniejszy jest Samuel Pickwick - dobroduszny, grubiutki, gentlemen, którego nie opuszcza uśmiech. Pickwick stoi na czele grupki przyjaznych i zabawnych przyjaciół, którzy bardzo często niechcący wikłają się w kłopoty, żenujące i trudne sytuacje... jeszcze częściej jednak biesiadują, piją, jedzą, bawią się, opowiadają zabawne historie. A pan Pickwick? Jest uważnym obserwatorem świata tego bliższego i dalszego - zagląda głęboko w różne warstwy społeczne, interesuje go drugi człowiek i jego zachowania. 

"Klub Pickwicka" to historia kilku panów po pięćdziesiątce, którzy dużo mówią, dużo myślą i dużo robią. Niekiedy wpadają w tarapaty, w których właśnie najwyraźniej zostaje ukazane angielskie społeczeństwo. Spotykają mnóstwo bohaterów... i to ogromny plus tej powieści! Mimo, że naprawdę trudno zapamiętać wszystkie przewijające się przez nią postacie - jedno jest pewne: są niezwykle barwne, wyraziste i różnorodne. Umykają z pamięci, ale tworzą ogólny dobry obraz tej powieści. Dickens za sprawą perypetii bohaterów wysuwa ostrą krytykę angielskiego sądownictwa i Anglii XIX wieku w ogóle. Niby wszystko jest pięknie, zabawnie, humorystycznie..., a jednak pod tym jest twarda i sroga opinia. Tym samym "Klub Pickwicka" staje się pozycją dość wymagającą. 

Akcja w "Klubie Pickwicka" nie pędzi jak szalona - jest raczej bardzo równomierna, stonowana. Niektóre sytuacje, pewna wkradająca się monotonność... takie wrażenie, że to wszystko jest rozwlekłe... powoduje, że czasami proza Dickensa w tym wypadku mnie nudziła. Rekompensatę stanowią jednak bardzo dopracowane i barwne opisy (chociażby potraw!). To sprawia, że "Klub Pickwicka" staje się bardzo smakowitą, barwną i wielowymiarową pozycją. Wielowątkową, ważną społecznie i ideologicznie. Sympatyczni bohaterowie, akcja w której humor przeplata się z humorem... wszystko ok, ale jednak o wiele bardziej zachwyciła mnie "Maleńka Dorrit". I to od niej polecam zacząć Wam przygodę z Dickensem, a jeśli już coś znacie... w Waszym czytelniczym "doświadczeniu" - "Klubu Pickwicka" zabraknąć nie może. 

Moja ocena: 7,5/10

lutego 02, 2017

(598) Armadale

(598) Armadale
Tytuł: Armadale
Autor: Wilkie Collins
Wydawnictwo MG
Stron 720

"Jedyna nadzieja, jaka ci pozostaje, opiera się na wielkiej niewiadomej – niewiadomej, czy jesteśmy panami swojego losu, czy też nie."

Wilkie Collins, "Armadale" 

Prozę Wilkiego Collinsa, XIX – wiecznego autora pokochałam za sprawą "Córek niczyich", które były po prostu przedstawicielkami naprawdę wyśmienitej literatury, z całą paletą intryg, bohaterów i zwrotów akcji. Wilkie Collins – autor (i prekursor) powieści sensacyjnych i detektywistycznych., wtedy mnie zachwycił. Wtedy, a teraz? "Armadale" to kolejna książka, w której autor pokazuje swój literacki talent w tworzeniu ciekawej fabuły, intryg, i wątków oscylujących między relacjami międzyludzkimi, które napędza cała gama emocji. Collins przy pierwszym spotkaniu uwodzi, przy drugim już trochę mniej, ponieważ nagle okazuje się, że jego powieści są względem siebie schematyczne, infantylne i wypadają dość banalnie. Brak tego nowego przebłysku..., a jednak nie mogę przejść obok "Armadale" obojętnie, ponieważ ona cały czas uwodzi narracją i fabułą. Rozbiegają się w mojej głowie dwa rodzaje opinii... opinia na temat poszczególnych książek Collinsa i opinia na temat jego całościowej twórczości. Poszczególne pozycje – zachwycają. Literacki dorobek w ujęciu całościowym – odstrasza schematycznością i nawarstwiającą się infantylnością. Dzisiaj jednak nie pora na ocenianie jego twórczości w ujęciu całościowym, a na opiniowanie "Armadale" – kolejnej pięknej, poruszającej powieści sensacyjnej, gdzie emocje grają główne role... i to one popychają bohaterów do określonych czynów. Piękna, wciągająca powieść, z Anglią w tle. 

Anglia, rok 1850. Do wiejskiej gospody trafia znaleziony w polu nieprzytomny mężczyzna. Z czasem okazuje się, że to bezrobotny włóczęga, który niejedno już w swoim życiu przeszedł. Ozias Midwinter od lat tuła się... od jednej nieżyczliwej osoby do drugiej nieżyczliwej osoby. Mimo swojej dobroci i wrażliwości jest ciągle piętnowany, na każdym kroku popychany i wszędzie niemile widziany. Tym większe jest jego zdziwienie, gdy na jaw wychodzi, że w gospodzie zajmuje się nim Allan Armadale, syn zubożałej wdowy. Mimo różnic, odrębnego stanu majątkowego Allan podchodzi do Oziasa z niesłabnącą życzliwością i optymizmem. Optymizmem tak daleko posuniętym, że budzi w Midwinterze same ciepłe emocje, budzi w nim życzliwość i wielką serdeczność. Serdeczność, która prowadzi do tego, że stają się przyjaciółmi, a życie Oziasa wreszcie nabiera barw... jasnych. 

Młodzieńcy nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że przed laty losy ich ojców splotły się w tragicznych okolicznościach. Okoliczności te były na tyle tragiczne, że powinny zostać tajemnicą już na zawsze... Niestey spokój tajemnicy sprzed lat, a tym samym spokój młodzieńców chce zburzyć piękna, inteligentna, a przy tym podstępna panna Gwilt, która jest gotowa zrobić wszystko, aby osiągnąć swoje cele... W powieściach Collinsa, jeśli coś może się wydarzyć – bez wątpienia będzie miało miejsce. "Przypadki chodzą po ludziach", a "Armadale" jest tego najlepszym przykładem. Wilkie Collins w swoim utworze porusza temat fatum... i zależności człowieka względem niego. I choć te wszystkie zbiegi okoliczności pozostają do przewidzenia... i tak budzą w czytelniku silne emocje. 

"Armadale" to powieść pełna barwnych bohaterów, którzy igrają z przeznaczeniem. Moje serce szybko zdobył Ozias Midwinter, który czuje odpowiedzialność za czyny swojego ojca... Zna pełną prawdę i stara się ją ukryć przed Allanem, dla jego własnego bezpieczeństwa i szczęścia. Z czasem jednak dochowanie tajemnicy staje się dla niego coraz trudniejsze, a beztroska Allana coraz bardziej kłóci się z pełnym niepokoju zachowaniem Oziasa, który wszędzie widzi podstęp. Jednak bohaterem, który ujął mnie najbardziej jest pastor, który czuwa nad wszystkim i wszystkimi, obejmująca to swoim niezacofanym, pełnym życiowej mądrości, nie kierującym się uprzedzeniami spojrzeniem. Po raz kolejny Wilkie Collins ujął mnie charakterystyką bohaterów, którzy są niesamowicie wyraziści! W dodatku wszelkie opisy ich emocji, czy też otoczenia wnoszą wiele do odbioru całości... i chyba nie ma w tej książce strony, której nie czytałoby się z przyjemnością. 

Powieść Wilkiego Collinsa niesamowicie wciąga już od pierwszych stron – przedstawioną historią jak i klimatem. Całości dopełnia piękny język i narracyjny talent. Jednak "Armadale" to także pięknie ukazane XIX – wieczne społeczeństwo angielskie. Częste zwroty akcji, fabularne zawikłanie i ten niepokój związany z różnymi intrygami uderzającymi w głównych bohaterów..., ale kreacja wszystkich bohaterów w "Armadale" zasługuje na uwagę. Zarówno pozytywni bohaterowie jak i te czarne charaktery. To idealna powieść dla wszystkich kobiet, które pragną wciągającej historii z wieloma wątkami sensacyjnymi i detektywistycznymi, które porwą je do XIX – wiecznej Anglii.  Nadal obstaję przy tym, że proza Collinsa uwodzi czytelnika i w sobie rozkochuje. Jest mądra i naprawdę wspaniała... z tym, że przy lekturze większej ilości jego powieści na jaw wychodzi schematyczność towarzysząca jego sztuce. Jednak i tak... kolejna powieść Collinsa mnie prawdziwie oczarowała. 

Moja ocena: 9+/10 Wybitna z plusem!

grudnia 22, 2016

(582) Córki niczyje

(582) Córki niczyje
Tytuł: Córki niczyje
Autor: Wilkie Collins
Wydawnictwo MG
Stron 768

"Nie, nic na tym świecie nie pozostaje w ukryciu na zawsze. Prędzej czy później przychodzi dzień, w którym złoto od stuleci leżące niepostrzeżenie w ziemi wydostaje się na powierzchnię. Zdradliwy piasek odsłania ślad stopy, która kiedyś po nim stąpała, w woda w końcu wyrzuca na brzeg ciało, które w niej utonęło. Nawet ogień po strawieniu jakiegoś przedmiotu pozostawia wyznanie winy w postaci popiołu."

Wilkie Collins, "Córki niczyje"

Wilkie Collins, a właściwie William Wilkie Collins był angielskim powieściopisarzem, dramaturgiem i autorem opowiadań. Tworzył w XIX wieku. "Córki niczyje", czyli w oryginale "No Name" to powieść z 1862 roku, którą czyta się wybornie, szybko, jednocześnie rozkoszując się stylem pisarskim autora. To wielowątkowa historia łącząca w sobie wątki sensacyjne, detektywistyczne jak i miłosne, a to wszystko w aurze XIX - wiecznej Anglii. Piękna, ujmująca, wciągająca dawka naprawdę dobrej literatury. Prawie 800 stron lektury na najwyższym poziomie. "Córki niczyje" to powieść, która zawładnęła w pełni moimi myślami i czytelniczymi pragnieniami, a Wilkie Collins szybko stał się jednym z moich ulubionych pisarzy. Książka Collinsa to jeden z tych utworów, o których intensywnie myśli się... podczas ich lektury i nie tylko. To postacie, które głęboko zapadają w pamięć. "Córki niczyje" to wreszcie powieść, która zaskakuje brakiem schematyczności i czarno - białego spojrzenia.

Życie Magdalen i Nory Vanstone to idylla. Kochane przez zamożnych rodziców, wychowywane w dobrobycie, domu pełnym miłości, wsparcia i poczucia bezpieczeństwa. Ich komfortu nie burzyły ani kłopoty finansowe, ani rodzinne niesnaski. Jednak na skutek tragicznego w skutkach zbiegu okoliczności tracą rodziców, odkrywają, że urodziły się jako nieślubne dzieci i tym samym zostają pozbawione jakiekolwiek spadku, wyrzucone z domu, w którym szczęśliwie dorastały... Jednak oprócz straszliwego piętna społecznego, nieustępliwego prawa, odarte z prawa do własnego nazwiska tracą poczucie bezpieczeństwa, wrażenia bezpiecznej przyszłości. Wrzucone w brutalny świat są zmuszone polegać jedynie na własnych umiejętnościach i próbować odbudować świat, w którym przyszło im żyć. Zbudować go od nowa... 

Starsza ze sióstr - zrównoważona Nora postanawia objąć posadę guwernantki i w ten sposób zarobić na swoje utrzymanie. I w tym momencie drogi sióstr rozchodzą się na długi czas, a łączy je jedynie sporadyczny kontakt listowny, bowiem dynamiczna, żywiołowa i niezależna Magdalen pragnie odzyskać rodzinny majątek za wszelką cenę. Planuje zemstę... najpierw musi jednak zdobyć potrzebne do jej przeprowadzenia środki finansowe. Wykorzystując swoją niebanalną urodę i talent wraz z kapitanem Wraggem - oszustem i dalekim krewnym jej matki zaczyna występować na scenie, jednak to dopiero preludium tego czego ma się dopuścić w przyszłości. Zdeterminowana i zdesperowana jest gotowa posunąć się w swoich działaniach bardzo daleko, nie bacząc na konsekwencje, a zwracając uwagę jedynie na oczekiwany rezultat.

"[...] kobieta nie może nigdy wiedzieć, jak bardzo oddała się człowiekowi, którego kocha, dopóki ów człowiek jej nie sponiewiera." 

Wilkie Collins, "Córki niczyje"

Magdalen, a zarazem główna bohaterka to powieść, która choć nie baczy na uczucia innych... budzi w czytelniku żałość i współczucie. Jest ofiarą swoich czasów, porzuconych nadziei, zaprzepaszczonych marzeń, niefortunnego przypadku. Czytelnik poznaje ją jako młodą kobietę, przed którą świat stoi otworem, pełną młodzieńczych pasji, nadziei, marzeń, zakochaną, szczęśliwą, beztroską... z czasem staje się świadkiem jej degradacji, zgorzknienia, postępującej obojętności względem także własnych emocji, przytłoczonej pragnieniem zemsty... zemsty, która prowadzi do jej życiowego upadku. Zazwyczaj nie lubię takiego głupiego uporu w bohaterkach i bałam się, że przez postawę Magdalen czytanie "Córek niczyich" nastręczy mi trudności..., jednak szybko zrozumiałam, że to wcale nie jest głupi upór. To raczej chęć odzyskania honoru, poczucia sprawiedliwości. Oczywiście środki, którymi bohaterka chce dojść swoich praw... mijają się z dobrze rozumianą moralnością i sprawiedliwością, ale czy czytelnik może ją potępiać? Na jej nieukształtowany jeszcze do końca los cieniem położyła się tragedia, która musiała na niej wywrzeć ogromne skutki. Nie poradziła sobie z ogromem straty, odtrąceniem, a chęć zemsty paradoksalnie ją uratowała. Nadała jej życiu tak potrzebny w tamtych ciężkich chwilach - sens.

"Córki niczyje" nie są jednak powieścią jednego bohatera. To barwne portrety psychologiczne postaci, postacie nietuzinkowe, które wpasowują się jednak w pewne typy osobowe. Nie ma w ich kreacji miałkości, banalności... A zwykła, dosłownie epizodyczna postać doktora nabiera w tej powieści większego wymiaru. Autor bardzo często nie mówi otwarcie o motywach postaci, ich emocjach... szczególnie w przypadku bohaterów drugoplanowych, a jednak oni wszyscy tworzą osobne, wyraziste kreacje, które zapadają w pamięć. Duża ilość bohaterów, ich uczucia, kontrasty występujące między nimi... to wszystko powoduje, że "Córki niczyje" czytałam cały czas z zapartym tchem. To jedna z tych powieści, w których ciemne charaktery potrafią rozkochać w sobie czytelnika. Przykładem takiego bohatera jest zawodowy oszust, kapitan Wragge, który jednak nie zostaje skazany przez autora już na samym początku na klęskę. To postać, która mimo, że perfidna i wyrachowana budzi sympatię czytelnika, bo przecież nawet ona nie jest czarno - biała.

"Czy głęboko poza zasięgiem inspirujących lub zahamowujących bodźców społecznych nie istnieją w każdym z nas wrodzone pierwiastki Dobra i Zła - jednakowo zdane na łaskę nadarzających się okazji i pokus?"

Wilkie Collins, "Córki niczyje"

Powieść Wilkie Collinsa jest pasjonującym utworem, zapierającym dech w piersi. Niesamowicie ciekawa i zgrabnie poprowadzona fabuła, w której wątki ciekawie się ze sobą łączą, a zwroty akcji... przyprawiają o szybsze bicie serca. Powieść Collinsa nie jest ckliwa ani banalna, choć momentami pojawiają się w niej delikatne wątki miłosne, które tym bardziej, że dość okrojone... rozkochają w sobie. Ci bohaterowie, ta fabuła, te zwroty akcji, przemyślane, zgrabne dialogi, a do tego piękne opisy... "Córki niczyje" są literaturą na najwyższym poziomie, literacką ucztą, książką, którą pochłonęłam w kilka wieczorów. Powieścią o której nie mogłam przestać myśleć. I nie mogę nadal... Niesamowita, piękna, wciągająca, inspirująca, mądra i wzruszająca.

Geniusz "Córek niczyich" leży w ich całokształcie. Od ukazania społeczeństwa brytyjskiego w XIX - wieku, przez pokazanie walki o własną godność, honor i tożsamość, przez walkę dobrych pierwiastków w duszy człowieka ze złymi, mało szlachetnymi po kryminalne intrygi, rodzinne i miłosne uniesienia. Powieść Wilkie Collinsa jest czytelniczą cegłą, której czytanie było dla mnie samą przyjemnością. Bez znużenia i znudzenia. Mogłabym opowiadać o niej godzinami, bo to naprawdę fascynująca literatura, w której każde najmniejsze zdarzenie i zdanie ma niebanalne znaczenie. Do wielokrotnego czytania, wertowania i analizowania... najlepiej w zaciszu, bo to powieść, która zasługuje na to by czytać ją w skupieniu i nieśpiesznie, nawet gdy ona sama będzie prosiła się o coraz szybsze przewracanie kartek. Autor trzyma cały czas czytelników w napięciu. Udało mu się powiązać ciekawą fabułę, z dobrą dozą akcji i psychologicznych uwarunkowań bohaterów. Bohaterowie jak i treść tej powieści przez każdą kolejną stronę... aż do samego końca stają się czytelnikowi coraz bliżsi. Pozostawiając po sobie pustkę. "Córki niczyje" to powieść do przeczytania i pokochania.

Moja ocena: 10/10

lipca 25, 2016

(517) Maleńka Dorrit

(517) Maleńka Dorrit
Tytuł: Maleńka Dorrit
Autor: Charles Dickens
Wydawnictwo MG
Stron 288

"Jestem wrażliwy i uczuciowy, panie Flintwinch, a taki człowiek musi być pobożny albo... niewiele wart."

Charles Dickens, "Maleńka Dorrit"

Piękna i wzruszająca. Klasyka w najlepszym wydaniu (w przenośni jak i w samym tego słowa znaczeniu, bo jej oprawa także jest piękna...). "Maleńka Dorrit" (czy też "Mała Dorrit") to powieść Charlesa Dickensa, publikowana w odcinkach w latach 1855 - 1857. Widać w niej gorączkowe podążanie człowieka za pieniądzem, gorączkę inwestycyjnych zabiegów, które miały miejsce w tamtym czasie. Powieść Dickensa to nie tylko ujęcie w ramy epoki i społeczeństwa, ale także spojrzenie na sytuację ludzi z pozycji proletariatu. Charles Dickens pokazuje, że na świecie nie ma sprawiedliwości - kary omijają złoczyńców, a nagrody dobrych, lecz może to po prostu chodzi o podejście do życia? Nastawienie, mentalność, priorytety... "Maleńka Dorrit" zachwyca pięknym językiem, barwnymi postaciami, nie do przewidzenia fabułą, która trzyma w uścisku do ostatniej strony, w niespokojnym oczekiwaniu. 

Więzienie Marshalsea to ośrodek przeznaczony do przetrzymywania dłużników. To właśnie w nim na świat przyszła Maleńka Dorrit. Nie zna innego świata, a jej życie upływa pod znakiem troski o samotnego ojca i próby zapewnienia godnego życia swojemu starszemu rodzeństwu. Poza mury więzienia wychodzi prawie jedynie po to, by szyć i w ten sposób zarabiać potrzebne na życie pieniądze - tak też trafia do domu pani Clennam, ekscentrycznej kobiety mieszkającej w starym domu wraz z dwójką służących. Jej los ma szansę na zmianę, gdy do domu po dwudziestu latach powraca młody pan Clennam - Arthur, który od pierwszego dnia czuje, że wokół rodu Dorrit spoczywa jakaś tajemnica związana także z jego rodziną. 

Akcja powieści Dickensa jest bardzo dynamiczna i płynna, a choć sama książka jest dosyć krótka, to jednak jej fabuła jest pełna zwrotów akcji i nieoczekiwanych wydarzeń. Także wydarzeń na skutek których krew buzuje czytelnikowi w żyłach... "Maleńka Dorrit" to powieść w której nie brak intryg, skomplikowanych relacji rodzinnych czy też cichych rozterek miłosnych. Tym czym zachwyca Dickens to poziom wyważenia jego pióra, stopniowanie napięcie i cudowny, dopracowany język, który idealnie zrozumiały jest jednak także dzisiaj. Początkowo jak już wspomniałam "Maleńka..." była publikowana jako dzieło w odcinkach - może to właśnie dlatego jej akcja jest poprowadzona tak, aby czytelnik nie mógł wręcz odłożyć jej lektury na później? 

Kreacja bohaterów jest perłą tej książki. Charles Dickens stworzył postacie negatywne jak i pozytywne. Wyważone jak i odrobinę szalone, i perfidne. "Maleńka Dorrit" to cała paleta bohaterów, których jednak nie zawsze spotyka to na co zasługują. Książka mająca w sobie wiele z dramatu jak i melodramatu. Mnie jednak najbardziej ujęła w niej postać Maleńkiej Dorrit, która, gdy czytelnik ją poznaje ma 23 lata - jej odpowiedzialność, skromność, pogodzenie z losem, a raczej pozytywne nastawienie do wszystkiego co ją otacza, jej dziecięca ufność w to, że nikt nie chciałby dla niej czegoś złego. Żyje w złym, brudnym świecie... w otoczeniu pełnym zniewagi i braku godności, a jednak ona sama pozostaje cały czas postacią czystą, wręcz anielską, która rozświetla i oczyszcza powieść z pokładów perfidii i chciwości płynących od innych bohaterów. Jednak nawet ironiczna pani Clennam uwięziona w swym świecie zbudowanym ze źle zrozumianej religii, która każdy objaw wesołości, dobrobytu i ekscytacji odbiera za przejaw obrazy względem Boga, a każdą niegodziwość, chwilę smutku czy cierpienia za karę zasłaną od nieubłaganego Stwórcy, który nie akceptuje najmniejszego nieposłuszeństwa... zasługuje na uwagę i szczery żal. Bohaterowie stworzeni przez Dickensa to postacie czarno - białe, nieoczywiste, których zachowanie jest niejednoznaczne. To ludzie uwięzieni w karbach swoich uprzedzeń, wybranych ról, przeszłych niepowodzeń - to właśnie przez to nie mogą ruszyć dalej, zaznać spokoju, szczęścia, przebaczyć sobie i innym - żyć. 

"Maleńka Dorrit" to książka, którą mimo, że ma już 159 lat czyta się nadal bardzo dobrze! To miłe oderwanie od dzisiejszych nieustannie nas otaczających (niestety także w literaturze...) potocyzmów. Wiem, że niektórym na słowo "klasyka" włos się jeży na głowie, ale szczególnie w wypadku "Maleńkiej Dorrit" taka reakcja nie ma prawa mieć miejsca, bo choć Dickens oddaje realia XIX - wiecznej Anglii to jednak skupia się przede wszystkim na skomplikowanej igraszce losu dotykającej bohaterów, a co za tym idzie przykłada dużą uwagę do strony emocjonalnej utworu. Według krytyków literackich i licznym analizom, którym była poddawana twórczość Dickensa historia Dorrit należy do jednych z najbardziej pesymistycznych dzieł z jego twórczości. Kreacja świata przedstawionego, otoczenie okropnych murów więziennych, perfidia ludzi i widoczne osamotnienie bohaterów, a także ich zagubienie... Oni wszyscy są bowiem uczestnikami złego z założenia systemu w którym bez pieniędzy jest się nikim, a więc nie do końca są panami swojego losu. Myślę, że mimo wszystko z powieści Dickensa bije światło... światło w postaci bezinteresownego oddania i miłości... nawet to jednak wynika z nieznajomości świata, wielkiej... czasami zgubnej ufności.

Charles Dickens stworzył powieść niezwykłą - wzruszającą i przejmującą do ostatniej strony, podczas czytania której czytelnik dech zapiera w piersiach. Wyraziści bohaterowie, moralne dylematy i człowiek będący nieustanną igraszką losu. W powieści Dickensa nic nie jest oczywiste ani czarno - białe. To wielobarwna powieść, która zachwyca. Swą skromnością, wyważeniem... brakiem nachalności. W "Maleńkiej Dorrit" nie brakuje wątków społecznych oraz kontrastów. Mnie jednak przede wszystkim urzeka postacią pana Arthura, który gotów jest nieść bezinteresowną pomoc, a który mimo to zostaje doświadczony przez los oraz postać skromnej, ufnej panienki Dorrit, która nie zmienia się mimo ulegającym przemianom otoczeniu. Dickens stworzył dzieło z którego bije jasny przekaz: ani ubóstwo, ani bogactwo nie czyni z człowieka szczęśliwym, bo w ludzkim życiu nic nigdy nie jest przesądzone. No może oprócz tego, że "Maleńka Dorrit" oczaruje niejednego czytelnika...

Moja ocena: 9+/10

maja 29, 2016

(495) Sukienka z mgieł

(495) Sukienka z mgieł
Tytuł: Sukienka z mgieł
Autor: Joanna M. Chmielewska
Wydawnictwo MG
Stron 231

"Impulsy... Czasami z pozoru niewiele znaczące zdarzenia - ot, choćby taka wizytówka, ludzik z kamyków, jakieś zdanie wypowiedziane w odpowiedniej chwili, latte podane zamiast mocnej, czarnej Monsooned Malabar... - pojedyncze zdarzenia lub ich ciągi wpasowują się w czyjąś życiową układankę. Stają się inspiracją. Początkiem łańcuszka lub też jego kolejnym ogniwem. Niteczką splatającą ze sobą ludzkie losy. Albo liną ratunkową." 

Joanna M. Chmielewska, "Sukienka z mgieł"

"Sukienka z mgieł" to moje drugie po "Poduszce w różowe słonie" spotkanie z twórczością jednej z najpopularniejszych polskich pisarek - Joanną M. Chmielewską. Spotkanie nostalgiczne, melancholijne, a przy tym co zaskakujące tchnące optymizmem. Chmielewska w swojej powieści osnutej wokół postaci smutnych, pogubionych, samotnych... pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Te dobre zmiany, które przynoszą owoc w przyszłości. "Sukienka z mgieł" to krótka książka na jedno popołudnie. Popołudnie pełne skrajnych emocji, które czytelnik zakończy z uśmiechem na twarzy. Powieść Chmielewskiej nie jest banalnym, emocjonalnie ubogim utworem, ale jest powieścią dającą nadzieję. Na lepsze jutro. Na to, że nic nie dzieje się bez powodu. 

Weronika to główna bohaterka powieści Chmielewskiej. Prowadzi Piwnicę pod Liliowym Kapeluszem - niesamowitą kawiarnię do której klienci przychodzą nie tylko ze względu na aromatyczną kawę i pyszne ciasta, ale także ze względu na empatyczną właścicielką, która dostrzega więcej niż inni. Widzi ludzi takimi jacy są naprawdę...  Sama zmaga się jednak z przeszłością. Brakiem uwagi ze strony rodziców - lekarzy, ich brakiem zadowolenia z drogi jaką obrała. Udowodniono, że środowisko / nasze kontakty z rodzicami mają ogromny wpływ na to jacy będziemy w przyszłości... Weronika jest tego najlepszym przykładem. Mimo, że dorosła i niezależna - cały czas niesamowicie pogubiona.

Do Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem trafia wiele osób, które cały czas poszukują zrozumienia, spokoju ducha. Jedną z nich jest Krycha Karpieluk - niegdyś rezolutna dziewczyna, żyjąca jednak w patologicznej rodzinie... dzisiaj ukrywająca siniaki powstałe w wyniku zachowania jej męża, alkoholika. Martwiąca się o swojego syna i o to czy zdoła zapewnić mu inną przyszłość. Przyszłość lepszą od tej, którą sama miała.. Oprócz niej czytelnicy mogą poznać autystyczną Korę, która nigdy nie wypowiedziała jeszcze żadnego słowa oraz jej mamę, obgryzającego paznokcie, sympatycznego Andrzejka, pisarza, który do kawiarenki Weroniki przychodzi w poszukiwaniu inspiracji... "Sukienka z mgieł" to jednak o wiele więcej postaci, które szybko zyskają przychylność czytelników... których dalsze losy zostaną objęte ich uwagą

Teoretycznie "Sukienka z mgieł" to drugi tom "Poduszki w różowe słonie". Praktycznie jednak nie ma to żadnego znaczenia, bowiem znajomość "Poduszki..." nie jest nam potrzebna do czytania "Sukienki..." i tak samo "Sukienka... " nie uzupełnia specjalnie "Poduszki...". Co nie zmienia faktu, że obie te książki Wam serdecznie polecam! Byłam jednak troszkę zawiedziona brakiem wyraźnej kontynuacji losów Ani, Hanki i Łukasza. Z drugiej jednak strony... ich historia po prostu ma się toczyć. Zaryzykowali. Weszli do rwącego potoku, a teraz zadaniem czytelnika jest jedynie trzymać kciuki, żeby dali radę. "Sukienka z mgieł" to mimo braku wyraźnej kontynuacji losów bohaterów "Poduszki..." powieść wielowymiarowa, niekiedy trudna... smutna. Zachwyca kreacją bohaterów, brakiem koloryzowania. Ukazaniem szarości życia z jego przebłyskami radości. 

Powieść Chmielewskiej ma niesamowity klimat, który trudno mi nawet opisać. Z jednej strony bardzo melancholijny, nieśpieszny, jakiś taki oddalony... a z drugiej strony bardzo bliski czytelnikowi, mimo, że niespotykany w innych powieściach. Chmielewska nie boi się pisać o rzeczach trudnych: zdrady, przemoc w rodzinie, alkoholizm, bieda, brak wsparcia drugiej osoby. To wszystko mogłoby się wydawać przytłaczające, męczące... Tak jednak nie jest, bowiem Chmielewska zabiera czytelnika w podróż mającą pokazać ciemne zaułki życia... a raczej fakt, że nawet w nich pojawia się czasami promyk nadziei. Promyk, który za sprawą jednego gestu, słowa może zamienić się w prawdziwy ogień. 

"Sukienka z mgieł" to wreszcie powieść piękna na której opisanie brakuje słów. Z wyrazistymi bohaterami, historiami chwytającymi za serce. Chmielewska po raz kolejny oczarowała mnie historią przez siebie stworzoną. "Sukienka z mgieł" to powieść od której trzeba dojrzeć, aby dostrzec jej prawdziwe piękno, jej sens i niezwykłość. Niezwykłość ukazaną przez zwykłość. Nie tą z pierwszych stron gazet mówiących o "celebrytach", ale tą mieszkającą u statycznego Kowalskiego. Bardzo często naznaczoną trudami, niepowodzeniami... niekiedy bardzo szarą. "Sukienka z mgieł" nie jest jednak powieścią szarą. Niesie za sobą optymistyczną myśl. Niesie nadzieję. Nie brak w niej wątków społecznych, rodzinnych, przyjacielskich, miłosnych... Historia Weroniki to historia wielopłaszczyznowa, która oczaruje niejednego. 

Moja ocena: 9-/10 Wybitna z minusem!

kwietnia 10, 2016

(472) Czerwone i czarne

(472) Czerwone i czarne
Tytuł: Czerwone i czarne
Autor: Stendhal
Wydawnictwo MG
Stron 544

"Powieść to jest zwierciadło przechadzające się po gościńcu. To odbija lazur nieba, to błoto przydrożnej kałuży."

Stendhal, "Czerwone i czarne"

Stedhal, a tak naprawdę Marie - Henri Bayle to francuski pisarz, romantyk, a zarazem prekursor romantyzmu w literaturze. Kochał Mozarta i Szekspira. Jego najważniejsze dzieła to "Czerwone i czarne" oraz "Pustelnia parmeńska", które łączą w sobie wątki obyczajowe... z miłosnymi. "Czerwone i czarne" to jednocześnie powieść, która w drugiej połowie XIX wieku trafiła do kościelnego Indeksu Ksiąg Zakazanych. Stendhal w swojej powieści śmiało ukazał patologie dotyczące Kościoła, jego nieobyczajność i zakłamanie. Jego powieść mówiła głośno o tym o czym inni woleli nie myśleć. Stąd też nie mogła cieszyć się przychylnością Kościoła... 

Głównym bohaterem powieści Stendhala jest Julian Sorel. To młody chłopak mieszkający w prowincjonalnym francuskim miasteczku wyróżniający się dużą wrażliwością, zaskakująco dobrą pamięcią i umiłowaniem do książek. Po upadku Napoleona, jego wielkiego wzorca nie ma szans na karierę oficera. Postanawia zostać księdzem. Dzięki przyjaźni z tamtejszym proboszczem dostaje posadę guwernera w domu bogatego merostwa. Julian poznaje tam starszą od siebie o kilka lat matkę rodzeństwa. Wybucha między nimi gorące uczucie, którym natężeniem oboje są zaskoczeni. Julian musi wyjechać. W swej podróży budzi wiele uczuć... rozkochuje w sobie bogatą damę, rozwija się i próbuje znaleźć miejsca dla siebie wśród arystokracji. (A może po prostu w świecie?)  Wszystko jednak zmierza ku nieuchronnej tragedii. 

Julian Sorel to postać dynamiczna. Czytelnik ma okazję poznać go jako nieśmiałego, cichego chłopaka, który z czasem staje się jednak coraz odważniejszy i bezczelniejszy, żądniejszy sławy. Próbuje wyrobić sobie "markę", pozycję w społeczeństwie, ale nie wie w jaki sposób ma to zrobić... po dobroci czy po złości? Z tego powodu między zachowaniami Juliana występuje duży kontrast. W końcu Julian, aby stać się częścią wysoko postawionej grupy społecznej postanawia się do niej dostosować... poprzez podobne do nich zachowanie. Pełne obłudy, niezadowolenia, przekonania o swojej wysokiej wartości... przez to Julian Sorel niejednokrotnie zachowuje się perfidnie. Zmienia się. Do tego stopnia, że trudno odnaleźć w nim tego wrażliwego chłopca jakim był na początku... chyba, że we wrażliwym - urażonym i obrażonych człowieku jakim się stał. 

Julian Sorel to postać niezwykła w tej powieści przez to, że chociaż jego zachowanie mi nie odpowiadało, on sam nie wzbudzał mojej sympatii.. to jednak przez cały czas lektury było mi go żal. Stał się ofiarą społeczeństwa podzielonego na kasty, swojej inteligencji. Bo przecież ubogiemu kandydatowi na księdza nie wypada czytać dzieł wybitnych filozofów, mieć własnego zdania... a już na pewno zdania odmiennego od nauki Kościoła i równie ważnych wyższych sfer. Nawet wtedy, kiedy młody Sorel zachowuje się nad wyraz wyniośle, podle, kpi z otoczenia, rani innych... krzywdzi tak naprawdę samego siebie. 

"Czarne i czerwone" to powieść opisująca francuskie społeczeństwo doby ponapoleońskiej, które próbuje ustawić plebejuszy w należnym im miejscu, w szeregu. Nie ma miejsce na indywidualności. Bardzo wyraźny jest podział społeczeństwa, a Julian staje się w powieści Stendhala symbolem wielu podobnych mu istnień. Czytelnik niezaznajomiony dokładnie ze streszczeniem tej powieści do ostatniej strony nie wie jak potoczą się losy Juliana. Wygra? Przegra? W trakcie walki o miejsce społeczeństwie bohater musi poznać ogólne prawa rządzące światem i obraz miłości w obliczu której trzeba poskromić własne pragnienia, poczucie wyższości i zarozumiałość. 

Utwór "Czerwone i czarne" to powieść bardzo złożona, ukazująca walkę między pierwiastkiem "świętości" a zwykłej ludzkiej zarozumiałości i pewności siebie. To ciekawa pozycja, którą przez większość czasu bardzo dobrze mi się czytało... Tłumaczenie Tadeusza Boy'a - Żeleńskiego wymaga jednak pewnej dozy skupienia, bowiem nie jest to powieść napisana językiem z jakim spotykamy się na co dzień. Stendhal stworzył sylwetki bohaterów, którymi targają emocje, namiętności... które udzielają się czytelnikowi. "Czerwone i czarne" to powieść momentami niesamowicie nasiąknięta emocjami, nie zawsze zachwyca tempem akcji, ale bez wątpienia wyrafinowaniem fabuły, która jest ciekawa i nieprzewidywalna. Stendhal oprócz przybliżenia społeczeństwa doby ponapoleońskiej wzrusza... "Czerwone i czarne" to świetny klasyk pełen emocjonalnych zawirowań. 

Moja ocena: 5+/6

kwietnia 09, 2016

(471) Dekameron

(471) Dekameron
Tytuł: Dekameron
Autor: Giovanni Boccacio
Wydawnictwo MG
Stron 848

"Pragnienie śmierci i obawa przed życiem nie jest bynajmniej rzeczą godną — największą chwałą jest natomiast stawić czoło grożącym nieszczęściom."

Giovanni Boccacio, "Dekameron" 

Nie wyobrażacie sobie nawet jak trudno było mi wybrać jeden cytat na początek tej recenzji z tak obszernego i genialnego tomu... "Dekameron" (z greckiego: dziesięć dni) to cykl stu nowel Boccacia. XIV w. - we Florencji wybuchła zaraza dżumy. Dziesięciu szlachetnie urodzonych florentyńczyków postanawia wyjechać z miasta na czas zarazy. Zatrzymują się w wiosce pod Florencją i tam przez dziesięć z nich każdy z nich opowiada po jednej noweli... To krótkie, treściwe teksty. "Dekameron"  sobie dawkowałam - to bez wątpienia nie jest pozycja, którą można przeczytać od deski do deski, ale z pewnością także jest to pozycja, którą warto znać!

"Dekameron" to zbiór nowel napisanych w XIV wieku. Fikcja literacka. Po raz pierwszy jednak zbiorczo zostały wydane dopiero sto lat później. W połowie XVI wielu trafiły do kościelnego indeksu ksiąg zakazanych, a więc zostały odebrane czytelnikom. Wielu "Dekameron" kojarzy się z "niegrzeczną" literaturą. Okazuje się to być jednak bardzo dużym nadużyciem. Oczywiście nowele stworzone przez Bocciacio są bardzo różnorodne. Niektóre rubaszne, napisane z dużą dozą ironii, ukazujące, że nawet mnisi i mniszki mają co nieco za uszami. Nie ma chyba takiej możliwości, żeby czytelnikowi, który sięgnie po ten zbiór nie przypadła do gustu chociażby jedna nowela... 

Opowieści opowiadane przez młodych florentyńczyków mówią o miłości (także tej nieszczęśliwej), skąpstwie, przebiegłości, dobroci, potrzebie pokory, namiętności... krótko mówiąc poprzez swoje opowieści ukazują przekrój współczesnego społeczeństwa i jego przywary. Niewskazane jest czytanie tych noweli jedna po drugiej także dlatego, że różnią się nastrojem. Jedne tchną optymizmem, a drugie smutkiem... To książka o ludzkich przywarach, miłości, przyjaźni, dążeniu ku zaszczytom. Giovanni Boccacio poruszył w swoim dziele mnóstwo tematów, więc tak naprawdę nie da się opisać fabuły tych opowiadań. To po prostu trzeba przeczytać. Przeżyć. 

"Dekameron" zachwycił mnie i w sobie rozkochał. To klasyczny utwór, który rewelacyjnie mi się czytało. Jestem pod ogromnym wrażeniem! To mądre nowele z trafnymi, niekiedy uszczypliwymi tekstami świadczącymi o niesamowitej inteligencji autora. Barwnie wykreowani bohaterowie zachwycający swoją inteligencją, bystrością... po prostu sposobem bycia. Te sto nowel (w sumie sto jeden) zawartych w tej książce to obraz społeczeństwa "wtedy" i  "dziś". "Dekameron" jest dziełem zachwycającym i ponadczasowym... kiedy sięgniecie po te nowele przekonacie się, że nasze zachowania wcale aż tak się nie różnią od zachowań ludzi, którzy żyli XIV wieku. Zostaliśmy po prostu wpakowani w inne realia... Dzieło Giovanniego Boccacia to najwyższej klasy rozrywka dla umysłu. 

Moja ocena: 6/6

grudnia 11, 2015

(418) Nie tylko wielka artystka, ale także kobieta z wadami i pragnieniami... czyli "Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach. "

(418) Nie tylko wielka artystka, ale także kobieta z wadami i pragnieniami... czyli "Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach. "
Tytuł: Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach.
Autor: Mariola Pryzwan
Wydawnictwo MG
Stron 270

"Tym co w jej sposobie bycia i powierzchowności uderzało od pierwszej chwili i najsilniej, był pewien osobliwy, dowcipny i wykwintny wdzięk"

Mariola Pryzwan, "Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach"

Czytacie poezję? Pewnie odpowiedzi na to pytanie będą różne. Osobiście czytam poezję także poza lekcjami polskiego, gdzie to jest po prostu moim obowiązkiem (czasami bardziej, czasami mniej przyjemnym). W moim domu znajdują się trzy tomiki poezji Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej po które... przyznaję, że nie sięgam każdego dnia, a raczej bardzo okazyjnie bowiem są poetki, których twórczość przypadła mi do gustu jeszcze bardziej. Nie mniej Pawlikowska - Jasnorzewska to poetka tak znana, ceniona i jednak osoba, która zapisała się na kartach kultury polskiej, że wiersze te naprawdę warto i przede wszystkim trzeba znać - choćby te najpopularniejsze. "Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach" jak sam tytuł głosi nie jest stricte pozycją biograficzną. Są to wspomnienia ludzi, którzy znali Marię oraz listy pisane przez nią i do niej. Pamiętajmy, że Maria Pawlikowska Jasnorzewska żyła w niezwykle ciekawym okresie literatury polskiej... Grupa "Skamander", Żeromski i wiele, wiele innych wybitnych twórców. A kogo wspomnienia można znaleźć w zbiorze pani Pryzwan? Zofii Kossak, Jarosława Iwaszkiewicza, siostry Jasnorzewskiej - Magdaleny Samozwaniec, Jana Lechonia i wielu innych postaci, którzy także zapisali się w historii literatury polskiej.

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska to polska poetka i dramatopisarka dwudziestolecia międzywojennego żyjąca w latach 1891 - 1945. Zmarła w młodym wieku ze względu na chorobę nowotworową, której ofiarą się stała. Jej ojcem był sławny malarz Wojciech Kossak, którego obrazy nadal są powszechnie cenione. Bratem, Jerzy Kossak - także malarz, a siostrą pisarka pisząca utwory satyryczne pod pseudonimem Magdalena Samozwaniec. Życie Marii nie zawsze było dla niej łaskawe. Otoczona w domu miłością, pokrzywdzona przez ułomność fizyczną związaną z kręgosłupem i niejednokrotnie nieszczęśliwa w miłości. Jej życiorys znajduje swoje pełne odzwierciedlenie w jej twórczości. Wierszy pochwalne miłości w chwilach gdy była szczęśliwie zakochana, utwory o miłości, stracie, gdy miłość od niej odchodziła. Pod koniec znalazła swoją miłość, która została z nią do końca - Lotka, lotnika. Potem jednak w czasie wojny i nawet po niej pojawiło się cierpienie związane z tęsknotą za ojczyzną. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska niczego tak nie pragnęła jak wrócić do ojczyzny - wpierw było to niemożliwe ze względu na wojnę i represje wyciągane względem polskiej inteligencji, twórców. Potem przez chorobę. Nie zdążyła ujrzeć swojej ojczyzny przed śmiercią, odeszła w obcym kraju. Cierpiała z tego powodu. Grób jej i jej męża znajduje się w Manchesterze.

Może to niepoprawne co napiszę, ale i tak to zrobię. Czytając poezję nie myślę o tym co spotkała danego poetę/poetkę... są to dla mnie po prostu słowa, które mogę przelać/porównać do swojego życia, swoich przeżyć, doświadczeń, ułomności, zalet, marzeń, pragnień i cierpień. Poeta, poetka jest dla mnie w trakcie czytania poezji czymś odrębnym, nieważnym. Przynajmniej tak było do czasu, gdy sięgnęłam po tą pozycję. Ze zbiorów Marioli Pryzwan wyławia się portret szalenie ciekawej i intrygującej kobiety. Portret pokazujący jak wielki wpływ na twórczość danego autora ma jego własne życie, myśli, poglądy. To jednocześnie książka pozwalająca na nowo odkryć poezję - jej moc, wartość i pewno niebywałą magię. Nie każdy lubi czytać poezję... ba... większość nawet tych czytających poezji nie czyta, myślę jednak, że patrząc jedynie na warstwę literacką poezji Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej omijając warstwę symboliczną, genezy itp. to jest to jednak poezja warta uwagi i przede wszystkim wartościowa.

Jaka była Maria Pawlikowska - Jasnorzewska? Po trochu rozpuszczona, kapryśna, zadzierająca nosa, uważająca swoją siostrę za niedojrzałą, głupszą, a przy tym wrażliwa, pomocna, potrafiąca docenić dzieła innych.... jednak nie znosząca krytyki. Postać jak dla mnie fascynująca, bo niezwykle barwna. Ludzka. Ze wspomnień zebranych w tym tomie przez Mariolę Pryzwan układa się obraz genialnej poetki, a przy tym zwykłej, słabej kobiety - lubiącej wydawać pieniądze, dostawać je, nie znoszącej krytyki skierowanej wobec siebie, nieustępliwej. A przy tym obraz bardzo poruszający.

Wspomnienia i listy zawarte w tym zbiorze to wspomnienia jej przyjaciół, rodziny, ale także zwykłych obserwatorów. Tych którzy ją kochali, ale także tych, którzy patrzyli na jej zachowanie nieprzychylnym okiem. Z tego wszystkiego wyłania się niezwykle prawdziwy i ujmujący portret bohaterki.  Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej było daleko do zwiewnej, uroczej, kochanej nimfy. Lubiła, żeby jej zdanie było tym ostatnim, ale lubiła też kochać. Potrzebowała tej miłości. Portret kobiety naprawdę fascynującej. Humorzasta, niekiedy wredna, znęcająca się, a kiedy indziej uśmiechnięta od ucha do ucha... pełna wdzięku i dziewczęcego powabu. Kobieta o wielu twarzach. Z tych wszystkich skrawków z wrażeń, które odnieśli przy spotkaniu z nią ludzie, którzy mieli ten zaszczyt ze względu na ich zgrabne i sensowne ułożenie w tym utworze układa się obraz jej życia. Jego blaski i cienie. Chwile największych sukcesów, ale także chwile największych cierpień. 

"Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach." to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy cenią poezję Jasnorzewskiej. Pozycja obowiązkowa dla ludzi interesującym się życiem innych, zasłużonych. To także książka dla tych, którzy chcą odkryć radość z odkrywania autora, jego życia. Opowieść o niezwykłej, budzącej skrajne emocje poetce. Opatrzona ilustracjami - zdjęciami, jej rysunkami, obrazami Wojciecha Kossaka. Tak, Maria Pawlikowska - Jasnorzewska odziedziczyła także po ojcu talent rysowniczy - postanowiła jednak go porzucić na rzecz poezji. Tej i wielu innych rzeczy możecie dowiedzieć się z tej pozycji. Poznać obraz kobiety niejednoznacznej, intrygującej. Kobiety, która zyskała nieśmiertelność dzięki mocy swej poezji. Jednak... nim zabierzecie się za jej czytanie zamierzam zaopatrzyć się w jakiś tomik poezji. Zbiór Marioli Pryzwan to niezwykle inspirująca książka ukazująca po raz kolejny jak poezja jest niezwykła, jak wiele za sobą niesie. A może po prostu o tym przypominająca...? Serdecznie polecam!

Za możliwość zapoznania się ze wspomnieniami o Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG!



grudnia 09, 2015

(417) Silne, niezależne, dążące do szczęścia kobiety... czyli "Chcę wszystko"

(417) Silne, niezależne, dążące do szczęścia kobiety... czyli "Chcę wszystko"
Tytuł: Chcę wszystko
Autor: Charlotte Bronte & Dorota Combrzyńska - Nogala
Wydawnictwo MG
Stron 318

"Jest również pewna historia, której szczegóły często słyszałam od różnych osób i które pragnę streśćić w coś podobnego w formie do opowiadania [...]"

Charlotte Bronte "Chcę wszystko"
 
Charlotte Bronte to oczywiście autorka niezwykle znana ze względu na swoją powieść "Dziwne losy Jane Eyre", którą pokochały tysiące czytelniczek. Trzy lata temu zabrałam się za czytanie powieści "Dziwne losy Jane Eyre" pod wpływem filmu w którym się zakochałam. Niestety dałam wtedy radę przeczytać jedynie niewiele ponad połowę z tej powieści. Ciekawa fabuła, intrygujący bohaterowie, ale w tamtym czasie język jakim została napisana ta powieść mnie pokonał. Autorka powieści losach Jane Eyre zaczęła pisać kolejną powieść pt. "Ashworth" - niestety jej nie ukończyła. Po latach Dorota Combrzyńska - Nogala podjęła się dokończenia tej historii. Jak się jednak okazuje twórczości Bronte w tej powieści jest bardzo mało, przeważa twórczość współczesnej pisarki i mam wrażenie, że dla większości będzie to dobra wiadomość, bowiem język, którym posługuje się Charlotte nie każdemu przypadnie do gustu. Język pani Doroty jest bez wątpienia o wiele przystępniejszy, lżejszy i mniej wyrafinowany co w tym akurat przypadku może być plusem. "Chcę wszystko" okazało się powieścią bardzo przyjemną i przede wszystkim udaną, choć nie oszukujmy się... powieść Charlotte Bronte była do niej jedynie pewną inspiracją, zalążkiem - reszta została w rękach polskiej autorki.
 
Angielska pisarka zaczyna swoją powieść historią pana Ashwortha, który przehulał cały swój majątek. Mężczyzna traci wszystko - żonę, majątek, synowie gdzieś daleko hen w świecie, a jedynym co ma jest córka odbierająca nauki na pensji. Historia pisana przez jedną z sióstr Bronte urywa się, kiedy dziewczyna wraca do domu. To właśnie w tym momencie pani Dorota przejmuje pałeczkę pisząc historię młodych bohaterek osadzoną w realiach wiktoriańskiej Anglii. Pełną zwrotów akcji, przyjaźni, miłości, ale także tragedii. Powieść pani Nogali to powieść pełna wigoru i emocji powieść ukazująca jak silne i niezależne potrafią być kobiety. Nawet w chwilach, kiedy wydaje się to być niemożliwe.  Panna Ashworth po powrocie do domu uczy się żyć wraz ze swoim ojcem, wchodzi w towarzystwo i szuka swojego miejsca w tej nowej dla siebie sytuacji. Kobiecie mieszkającej od początku na pensji trudno jest się z początku odnaleźć, ale jest tak wyszkolona, że oczywiście tego po sobie nie pokazuje. To jej niewzruszenie od razu przyciąga uwagę pewnego młodzieńca Artura Ripley'a. Niespełna szesnastoletnia Mary pozostaje jednak obojętna na jego zaloty. Może z czasem to się jednak zmieni?
 
Równie ważne są jednak losy Ellen Hall, cichej, skromnej i pracowitej przyjaciółki Mary, którą poznała jeszcze na pensji. Biedna dziewczyna, zdana na łaskę brata niejednokrotnie musi udowodniać, że mimo swojej niskiej pozycji społecznej jest warta tyle samo ile inne uczennicy pensji. Tylko ona musi na to dodatkowo zapracować. Jej zmagania z nauczycielką francuskiego, której widocznie nie przypadła do gustu osładza jednak przyjaźń z grubą Jane dla której jest jak wnuczka. Ku uldze Ellen także dyrektorka pensji jest jej życzliwa mimo tego ile obecność dziewczyny sprawia jej kłopotów. Ellen Hall swoją życzliwością pozyskuje życzliwość innych ludzi. Jest oddana i ma wrażenie, że jeszcze wszystko przed nią. Nie ma nic do stracenia, a jedynie wszystko może zyskać... Choć... Na jej drodze od czasu do czasu staje pewien panicz, intrygujący i zachwycający ją swoją bezinteresowną dobrocią. Pochodzą jednak z zupełnie innych klas społecznych, a to wszystko utrudnia. Jednak teoretycznie "Dla chcącego nic trudnego".
Trzecią bohaterką "Chcę wszystko" jest cichutka Marian, zniszczona przez życie. Jej rola w całej powieści wzrasta z każdą stroną, aby w końcu dojść do punktu kulminacyjnego.
 
Trzy bohaterki, trzy życiowe historie splatające się ze sobą w jedną wspólną historię opowiadającą o sile kobiet i ich niezależności. Bohaterki to z jednej strony postacie pogubione, a z drugiej strony osoby obdarzone w sytuacjach tego wymagających niezwykłą odwagą i szlachetnością. Pewne siebie, a przy tym momentami bardzo niepewne. Postacie stworzone przez Charlotte, a dalej poprowadzone przez Dorotę Combrzyńską - Nogalę to postacie bardzo wyważone. Samo ukazanie ich relacji między sobą wyszło polskiej autorce świetnie, a i ukazanie ich losów, a przede wszystkim pomysł na nie wyszedł autorce świetnie. Kruche relacje międzyludzkie, zawiść w rodzinie i kobiety walczące o swoje szczęście. Szczęście czasami do zdobycia bardzo trudne. Pani Dorota ukazuje to wszystko w sposób bardzo wysublimowany.
 
"Chcę wszystko" to świetna powieść osadzona w realiach wiktoriańskiej Anglii, którą czytałam z wielką przyjemnością. Skomplikowane relacje, miłość, przyjaźń, odkrywanie samej siebie i trudności w poszukiwaniu szczęścia. Moc przyjaźni i niezwykła moc kobiet, ich niezależność i wewnętrzna siła - choć czasami bardzo trudna do zdobycia. O tym wszystkim jest ta wzruszająca, wartka historia napisana przez panią Dorotę. To jej część prześwituje przez tą powieść. Stąd też nie odbieram jej jako klasyki, twórczości Bronte jest w tej książce bardzo mało. Inny język - występuje kontrast między tym co napisała Charlotte a tym co napisała Dorota. Stąd też nie radzę odbierać tej książki jako kolejnego dzieła Bronte, a jedynie jako powieść współczesnej autorki inspirowaną powieścią Bronte. Powieść naprawdę bardzo dobrą, przyjemną i godną uwagi.
 
Książka Doroty Combrzyńskiej - Nogali to powieść niesamowicie dobra i godna uwagi. Napisana przez współczesną autorkę, a jednak dobrze oddająca realia panujące w wiktoriańskiej Anglii. To idealna powieść dla tych, którzy nie lubią ciężkiego języka klasyki, a przy tym lubią powieści na ubiegłe epoki stylizowane. Ta jest właśnie jedną z takich powieści. Dorota Combrzyńska - Nogala inspirując się znikomą namiastką twórczości Charlotte Bronte stworzyła powieś, którą czyta się lekko i z zainteresowaniem. Świetne bohaterki, bardzo ciekawa fabuła niejednokrotnie chwytająca za serce. Widać różnicę w narracji obu pisarek, a jednak przy tym pierwsze strony napisane przez Charlotte są idealnym wprowadzeniem do całej powieści i jej klimatu. Oczywiście pani Dorota nie pisze tak nazwijmy to ekskluzywnym językiem, ale posługuje się bardzo dobrym piórem. Reasumując powieść "Chcę wszystko" to naprawdę dobry, porywający utwór, który czyta się z wypiekami na twarzy stworzony przez polska pisarkę. Eksperyment z którego wyszła naprawdę dobra powieść. Polecam fanom powieści osadzonych w wiktoriańskiej Anglii, na wrzosowiskach, o dzielnych i niezależnych kobietach!
 
Za możliwość zapoznania się z tym "eksperymentem" serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG!