Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akurat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akurat. Pokaż wszystkie posty

października 04, 2017

(658) Mroczne zakamarki

(658) Mroczne zakamarki
Tytuł: Mroczne zakamarki
Autor: Kara Thomas
Wydawnictwo Akurat
Stron 412

Opis wydawcy:
W Fayette, prowincjonalnym miasteczku w Pensylwanii, na każdym kroku czają się ponure tajemnice. Tessa, która wyjechała stąd w dzieciństwie, cały czas starała się nie myśleć o tym, co wydarzyło się tamtej letniej nocy. Tak mroczne przeżycia mogą zostawić w pamięci niezatarty ślad, jeśli tylko im się na to pozwoli.
Callie, jej przyjaciółka, została w Fayette. Przeprowadziła się do innego domu, więc nie musi codziennie patrzeć na te same ściany, ale Callie zawsze była tą silniejszą. Dlatego potrafi stawiać czoła demonom i ma nadzieję, że pewnego dnia znikną na dobre, jeśli będzie ostro imprezowała.
Jako dziewczynka Tessa nigdy nie rozmawiała ze swoją przyjaciółką o tym, co wtedy widziały. Nie przed procesem, w którym obie zeznawały. Ani tym bardziej potem. Po procesie Callie zamknęła się w sobie, a Tessa wyjechała, co tylko sprawiło, że przyjaciółki całkowicie straciły ze sobą kontakt.
Ale od wyjazdu Tessę nurtują pytania. Pewne rzeczy nieustannie budziły jej podejrzenia. A teraz musi wrócić do Fayette – tam, gdzie Wyatt Stokes czeka w celi śmierci na proces apelacyjny, gdzie przed laty zginęła Lori Cawley, kuzynka jej przyjaciółki, i gdzie ukrywa się ktoś, kto może znać prawdę.

Moja opinia: 
Okładka powieści Kary Thomas zachęca do lektury i przywodzi na myśl mroczne kryminały/thrillery/horrory... w rezultacie zaś czytelnik otrzymuje powieść obyczajową z rozbudowanym wątkiem kryminalnym, ale za to jakim! Nie mam wątpliwości co do tego, że "Mroczne zakamarki" to idealna powieść dla osób, które nie zaczytują się na co dzień w kryminałach /thrillerach/horrorach. Zaczytujące mogłyby oczywiście stwierdzić, że powieść Thomas jest mało mroczna, ale chyba nawet oni nie odmówią przyznania, że jest niezwykle zawikłana i zaskakująca. Autorka zaczyna dosyć niepozornie przywodząc na myśl wydaną niedawno powieść "Miasteczko kłamców", ale kończy z wielkim przytupem, wbijając czytelnika w miejsce na którym obecnie siedzi i pozostając ze swoją powieścią długo w jego pamięci. Oczywiście nie jest to genialna, wybitna proza, ale jeśli szukamy od literatury rozrywki w dobrym stylu, powieści, która porwie nas na kilka godzin i nie pozwoli się od siebie oderwać to "Mroczne zakamarki" są do tego idealną pozycją. 

Morderstwo sprzed laty i spotkanie przyjaciółek sprzed laty. Niewyjaśnione tajemnice, nocne strachy i kolejna zbrodnia do której dochodzi po powrocie bohaterki. Ten początek - niejednokrotnie już w literaturze się pojawiający może odstręczać czytelników. Fabuła początkowo jak z żywca wzięta z powieści Megan Mirandy "Miasteczko kłamców". Przeprowadziłam jednak małe prywatne "śledztwo" i odkryłam, że oryginalnie, to właśnie "Mroczne zakamarki" pierwsze miały swoją premierę - jedynie dwa miesiące wcześniej, ale zawsze. Więc nie zwracam na to uwagi, bo przecież tak naprawdę "Miasteczka kłamców" mogłam nigdy nie przeczytać, a tym samym nie dopatrzyć się podobieństw. Analizuję wrażenia z lektury powieści Thomas w oderwaniu od innych literackich doświadczeń i dochodzę do wniosku, że otrzymałam więcej niż się spodziewałam. 

Po latach intensywnego czytania stałam się raczej spokojnym czytelnikiem, który nie zarywa dla książek nocy, nie rozkopuje koca w irytacji, nie dostaje wypieków ani nie rzuca książką, kiedy coś dzieje się nie po jego myśli. Książka Kary Thomas to we mnie zmieniła, sprawiła, że ekscytowałam się lekturą tego typu powieści jak już to od dawna nie miało miejsca. W "Mrocznych zakamarkach" autorka z początku zapoznaje nas z kolejnymi skrawkami i elementami życia bohaterki, które złożyła się na jej dzisiejszą osobowość (swoją drogą taką, która niekoniecznie wzbudza wielką sympatię czytelnika, a może raczej kilka gramów współczucia), ale choć w niektórych zagranicznych opiniach możemy przeczytać, że mamy do czynienia z thrillerem psychologicznych - radziłabym odchodzić zarówno od nazywania tej powieści thrillerem jak i powieścią psychologiczną. Pomimo tego, że zadatki na takową ma. Docieramy do wydarzeń sprzed 10 lat, do życia dwóch 8-9 latek, które zostają zmanipulowane przez dorosłych, śledczych, aby doprowadzić do skazania człowieka. Dorastają, dojrzewają, ale nie wyrastają ze świadomości, że to ich zeznania sprawiły, że człowiek został skazany na śmierć. Pomijając już nawet aspekt winny czy niewinny - zachowania śledczych z tamtego okresu budzą w czytelniku i obawy. Winny zawsze się znajdzie? Dajcie mi winnego, a dowody się znajdą? 

Autorka zdecydowała się na przedstawienie dwóch zupełnie różnych dziewczyn, które wychowywały się w różnych domach, w różnych środowiskach i których życie potoczyło się różnie, choć zdeterminowała je te same wydarzenia. Po latach spotykają się na tej samej płaszczyźnie i uczestniczą w tych samych wydarzeniach, które ponownie ich ze sobą łączą. Może nie czynią ich przyjaciółkami, ale przynajmniej sojuszniczkami... I nagle "Mroczne zakamarki" nabierają naprawdę szybkiego tempa, a jedna tajemnica goni drugą. Akcja staje się coraz bardziej zawikłana, rodzinne tajemnice przeplatają się z wydarzeniami dotyczącymi morderstw, krąg podejrzanych się poszerza, a kiedy wydaje się, że doszliśmy już do rozwiązania zagadki... następuje nagły zwrot - okazuje się, że to był dopiero początek, a tak naprawdę zmierzaliśmy ku zupełnie innej prawdzie.

"Mroczne zakamarki" Kary Thomas to rewelacyjna powieść na jeden z jesiennych wieczorów. Wciąga, zaskakuje, a pod koniec... niejednemu czapka zleci z głowy. Jest niebanalnie, jest ciekawie, jest emocjonująco, niezbyt mroczno, ale tempo akcji wzrasta i sprawia, że książka naprawdę zapiera dech w piersiach, a czytelnik staje się niespokojny. Częściowym zaskoczeniem było dla mnie z pewnością to, że główna bohaterka znajduje się gdzieś na granicy między byciem nastolatką (a takich bohaterek na chwilę obecną w literaturze unikam) a dorosłą młodą kobietą. To wszystko sprawia, że "Mroczne zakamarki" ujmą szczególnie nie dość, że czytelniczki, które nie czytają dużo thrillerów to także te, które szukają w powieści przyjaźni, rodzinnych tajemnic, ale w obliczu młodej, jeszcze nie do końca doświadczonej, choć zdecydowanie niegłupiej bohaterki. Co więcej! Jej przenikliwość była momentami naprawdę zaskakująca i to co mi się bardzo podobało... to, że między bohaterkami występowała dobra interakcja dzięki czemu nie dochodziło do czegoś takiego, że jedna drugiej zapomniała o czymś powiedzieć na skutek czego wpadały w tarapaty. Literacki debiut Kary Thomas czyta się naprawdę dobrze, autorka posługuje się dobrym językiem, potrafi stopniować napięcie, stworzyła niebanalną historię, która trzyma w napięciu jeszcze długo po skończeniu lektury... W dodatku to idealna pozycja dla czytelniczek, które nie chcą nawet słyszeć o wątku miłosnym.

Moja ocena: 8+/10

lipca 02, 2017

(632) Lirogon

(632) Lirogon

Tytuł: Lirogon
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo Akurat
Stron 448

Bardzo lubię prozę Cecelii Ahern. Za mną cztery jej powieści: "Miłość i kłamstwa", "Gdybyś mnie teraz zobaczył", "Podarunek" i "Lirogon". Najpiękniejszą z  nich jest dla mnie "Podarunek" - piękna opowieść o miłości, rodzinie, drugich szansach i straconych chwilach. "Miłość i kłamstwa" znajdują się poza podium - one nie reprezentują talentu Ahern. "Lirogon" i "Gdybyś mnie teraz zobaczył" znajdują się prawie na równi... z przewagą tej drugiej pozycji. Nawet jeśli "Lirogon" plasuje się na trzecim miejscu - to nadal bardzo dobry wynik. Już dawno temu wyrosłam z uroczych, młodzieżowych okładek, więc okładka "Lirogona" mnie odrzuciła... okładka odrzuciła, ale treść porwała. Ahern stworzyła porywającą opowieść o inność, tolerancji, przyjaźni i miłości. Bardzo ciepłą, niebanalną historię miłosną. 

Laura jest samotną, młodą kobietą, która mieszka głęboko w lesie, w południowo - zachodniej Irlandii. Została obdarzona przez los niezwykłym talentem, który polega na umiejętności naśladowania wszystkich dźwięków - hałas ekspresu do kawy, alarm samochodu, śpiew ptaków, śmiech, płacz, brzmienie głosu poszczególnej osoby, stukot obcasów, odgłos szeleszczącej trawy - nie ma dla niej w tej materii rzeczy niemożliwych. Zaskakujący zbieg okoliczności sprawia, że Laura staje się telewizyjną gwiazdą i nagle spojrzenia całej Irlandii zostają zwrócone. Wraz z telewizyjną sławą... spotyka także miłość. Solomon to jedyna osoba, którą od samego początku interesuje dobro Laury. Ma jednak dziewczynę i zobowiązania względem niej. Nagle okazuje się, że Laura znajduje się w trójkącie... w którym nikt nikogo nie chce skrzywdzić, a nieświadomie cały czas to robi... 

"Lirogon" to dosyć tajemniczy tytuł dla historii miłosnej. Przyciąga spojrzenie, skupia uwagę... Tytuł dla tej powieści zresztą jak najbardziej zasadny i cieszę się, że wydawnictwo zostało przy oryginale. Lirogony to ptaki, które potrafią naśladować nie tylko odgłosy wydawane przez inne ptaki, ale także ludzkie dźwięki oraz odgłosy pochodzenia mechanicznego. Śmiech płacz, alarm samochodu, odgłos piły mechanicznej. To fascynujące ptaki, o których mało się mówi, ale Cecelia Ahern dotarła do informacji o nich, wykorzystała je w swojej książce tworząc historię nietuzinkową, a jednocześnie tak bliską serca każdej romantyczki - tej mniejszej jak i większej. 


Powieść Ahern to mimo wszystko wielowątkowa historia o poszukiwaniu własnej drogi życia, usamodzielnianiu się, pierwszej miłości, trudnych wyborach, uwalnianiu drugiego człowieka. To książka o miłości do natury, ale także powieść obrazująca medialne zakłamanie i kulisy programów typu talent show. Dążenie do celu po trupach, ostra rywalizacja, medialny szum... szerzący się egoizm i cynizm. Powieść Ahern to jedna z tych pozycji, którą się czyta i czyta... z niesłabnącym zainteresowaniem ze względu na pojawiające się nowe wątki, kończenie starych i przeplatanie się tych trwających. "Lirogon" to szybka akcja, świetne portrety charakterologiczne bohaterów i rozkwitająca oraz obumierająca miłość. Miłość, która choć gdzieś cały czas jest... to jednak w tyle i ważniejsze wydaje się zdobycie odwagi przez Laurę do samodecydowania o sobie i swoim dalszym życiu. Opowiada o drodze Laury do zdobycia samodzielności mimo skomplikowanej przeszłości. 

"Lirogon" to bardzo ciepła, nieinfantylna opowieść, która daje nadzieję na lepsze jutro. Wręcz idealna powieść na wakacje - przejmująca, choć nie zobowiązująca; poruszająca, ale nie ckliwa. Irlandzkie widoki i Cecelia Ahern w naprawdę dobrej formie pisarskiej, w kolejnej opowieści o kobiecie z nutką niezwykłości. Niezwykłości, która ukryta jest w każdym człowieku - nie tylko w Laurze. Wyważony wątek miłosny, wyważona akcja, fabuła... i Laura, która chwyci za serce i zdobędzie sympatię niejednej czytelniczki. Cicha, ale odważna. Niepozorna, ale piękna. Piękna na zewnątrz i piękna w środku. Laura jest pełna przeciwności, ale to właśnie przeciwności i emocje są w tej książce najbardziej ujmujące, a Laura pretenduje do tytułu jednej z najbardziej pasjonujących bohaterek. Czekam z niecierpliwością na kolejne książki Cecelii Ahern. 

Moja ocena: 8.5/10

grudnia 16, 2016

(580) Podarunek

(580) Podarunek
Tytuł: Podarunek
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo Akurat
Stron 384

"Ludzie, jak domy, mają swoje tajemnice. Czasem te tajemnice skrywają się w nich, czasem oni skrywają się w tajemnicach. Obejmują je mocno ramionami, łamią języki, by ominąć prawdę. Ale po jakimś czasie ona zwycięża, wynosi się ponad wszystko. Wierci się i kręci w środku, rośnie, aż spuchnięty język nie może więcej kłamać, przychodzi czas, kiedy musi wypluć prawdę; wtedy ta przecina powietrze i z hukiem ląduje w rzeczywistości."

Cecelia Ahern, "Podarunek"

Cecelii Ahern sławę i rozgłos przyniosła powieść "PS. Kocham cię", która była jej debiutem. Od tego czasu Ahern napisała kilkanaście kolejnych powieści. "Podarunek" bez wątpienia należy do tych lepszych w jej dorobku literackim. To ciepła, wzruszająca i przejmująca opowieść pokazująca pogoń za niepotrzebnymi zaszczytami, awansami, sytuację, gdy to co najważniejsze umyka i schodzi na drugi, trzeci, czwarty plan... zajmuje miejsce po żądzy pieniędzy i pięcia się po kolejnych szczeblach kariery. Cecelia Ahern, przede wszystkim jednak, co wybrzmiewa przez całą tę historię, zdaje się przypominać czytelnikowi, że to co najcenniejsze posiada człowiek to czas... czas, który nieubłaganie biegnie, którego nie da się zarobić, odrobić, zyskać. "Podarunek" to powieść, która w przedświątecznym okresie (i nie tylko) skłania do refleksji nad priorytetami, celami i pragnieniami. Każe się zatrzymać i rozejrzeć wokół siebie. Zmusza do refleksji. 

Lou Suffern z pozoru ma wszystko - świetną pracę, zdrowie, pieniądze, zawodowe sukcesy, piękną i zdrową rodzinę, żonę, dwójkę dzieci, piękny dom, modny samochód, ubrania od najlepszych projektantów... Radość z tego wszystkiego zaczyna mu jednak coraz bardziej umykać. Pojawia się irytacja, ciągłe niezadowolenie, kłótnie, napięta atmosfera w domu, a jedyne co popycha do działania tego pracoholika to niezdrowa ambicja. Nie ambicja, aby być lepszym, a ambicja, żeby być lepszym... od innych. Ciągła rywalizacja ze współpracownikami i niezdrowa pogoń za kolejnymi szczeblami kariery. Dla Lou praca staje się sensem życiem i jedynym ważnym, godnym uwagi elementem jego życia. Nic innego nie daje mu satysfakcji ani szczęścia (choćby to było szczęście jedynie pozorne). Zaniedbuje rodzinę, lekceważy uczucia i pragnienia bliskich... Gdyby tylko mógł być w dwóch miejscach na raz... 
Pewnego dnia spotyka Gabe'a, pierwszego człowieka, któremu z początku pomaga bezinteresownie. Ich spotkanie jest nagłe. Niespodziewane. Być może jest jedyną szansą dla Lou...

Lou Suffern to z początku pusty i irytujący facet, który nie zwraca uwagi na swoich bliskich, tłumacząc się przed samym sobą, że przecież robi to dla nich... Prawda jest jednak taka, że pragnie coraz większych pieniędzy, górowania nad kolegami, coraz wyższych stanowisk. W gruncie rzeczy przecież nie jest jednak złym człowiekiem... w gruncie rzeczy toczy ze sobą nieustanną, wewnętrzną walkę, która choć nie pojawia się bardzo długo, gdy już będzie miała miejsce nie da mu o sobie długo zapomnieć. Lou będzie musiał przewartościować swoje cały dotychczasowe życie... i tym samym zacznie pomału, wolno zdobywać sympatię czytelnika. Książka Ahern nie jest manifestem przeciwko pracowitości, czy też chęci osiągnięcia wyższej pozycji zawodowej. W końcu wszystko jest dla ludzi, prawda? To nie może się jednak odbywać kosztem innych. Czytelnik jest świadkiem stopniowego załamania się rodziny Lou, utraty zaufania, i wreszcie odrzucenia. Niestety czasami, żeby naprawić pewne rzeczy może być już za późno.

Ahern akcję swojej powieść umieściła w czasie przedświątecznych, pełnych wytężonej pracy dni. Skonfrontowała ze sobą dwa światy. Świat przedświątecznych przygotowań, spotkań, lodowisk, jarmarków, śniegu... ze światem nieustająco  nadchodzących maili, sal konferencyjnych, pogoni za stanowiskami. Atmosferę przedświątecznych dni z zapracowanym światem, w którym jeden termin goni drugi. "Podarunek" nie tchnie świątecznym (niekiedy) banałem, w "Podarunku" nie roi się od świątecznych krajobrazów, a jednak "Podarunek" pozwala wczuć się w atmosferę przedświątecznych dni. Książka Cecelii Ahern wpasowuje się idealnie w grudniowe dni nie tyle ze względu na czas akcji, ale przede wszystkim ze względu na morał płynący z tej baśniowej wręcz historii dla dorosłych. Cecelia Ahern przypomina, że w tym magicznym czasie nie chodzi o podarunki, o zaszczyty, ale czas... czas, który można dzielić z drugą osobą. Czas, który przez to staje się tak drogocenny.

Historia Lou zawiera w sobie wątki niemożliwe..., które wpasowują się w czas świąt, czas pełen cudów, drugich szans i spełnionych marzeń. Zakończenie powieści Ahern dla uważnego czytelnika, a szczególnie tego znającego inne książki jej autorstwa nie będzie zaskakujące, ale mimo to ujmujące i chwytające za serce. W "Podarunku" nie ma banalności, tzw. lania wody. Jest refleksja nad ludzkim życiem i czasem. Czasem, który ludzie często niepotrzebnie tracą, marnotrawią. "Podarunek" jest książką niepozorną, która zyskuje przy bliższym poznaniu... chwyta za serce, niesamowicie zachwyca i wzrusza, zostawiając czytelnika z czytelniczym kacem. Musi upłynąć trochę czasu nim czytelnik się pozbiera. Będzie towarzyszyła jednak temu zawsze refleksja. Cecelia Ahern pisze pięknie, pisze uroczo i kobieco, a jednak stale wystrzega się infantylności i pustych zdań. I choć delikatnym problemem jest brak głębszego wejścia w psychikę głównych bohaterów... Autorka wszelkie niedoróbki nadrabia przedstawioną historią, fabułą. Jej powieści są magiczne, a historia Lou jest tego najlepszym dowodem.

"To czasu nigdy nie ma dość; to czas wprowadza zamęt w nasze serca, musimy więc wykorzystywać go mądrze. Czasu nie można spakować, przewiązać wstążeczką i złożyć pod choinką w bożonarodzeniowy poranek.
Czasu nie można dostać. Ale można go dzielić."

Cecelia Ahern, "Podarunek"

Istnieją takie powieści, które choć mogą być niedoskonałe pod względem wykonania językowego, stylistycznego czy też dopracowania portretów psychologicznych bohaterów... ujmują. Swoją prostotą, fabułą, scenami chwytającymi za serce. "Podarunek" właśnie do takich powieści należy. To baśniowa, magiczna powieść zawierająca ważne przesłanie, nie tylko na czas świąteczny. Cecelia Ahern stworzyła niezapomnianą historię, która choć na początku trudno wejść w jej tempo... w pełni absorbuje czytelnika, angażuje jego zmysły i myśli, nie pozwalając odłożyć tej powieści ani na chwilę. "Podarunek" jest bardzo dobrą pozycją literatury kobiecej, uroczą, magiczną, przejmującą historią, która przypomina co tak naprawdę w życiu jest ważne. Zachęca do ustawienia własnej hierarchii wartości. Zmusza do zatrzymania się, chwili refleksji... i zapada w pamięć. To zdecydowanie coś więcej niż lekka, romantyczna historia. 

Moja ocena: 8+/10

października 15, 2016

(550) Gdybyś mnie teraz zobaczył

(550) Gdybyś mnie teraz zobaczył
Tytuł: Gdybyś mnie teraz zobaczył
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo Akurat
Stron 288

"[...] nigdy jeszcze nie zaprzyjaźniłem się z dorosłym. To oczywiste dla każdego, kto kiedykolwiek miał do czynienia z tym typem ludzi. Zawsze trzymają się wyznaczonych planów i terminów, koncentrują się na najbardziej nieistotnych rzeczach, jakie można sobie wyobrazić, jak pożyczki czy wyciągi z konta. Przecież każdy wie, że nie pieniądze, ale otaczający ich ludzie wywołują u nich uśmiech i poczucie szczęścia." 

Cecelia Ahern, "Gdybyś mnie teraz zobaczył"

Ciepła, urocza i napawająca optymizmem powieść podczas czytania której serce czytelnika rośnie. Czasami infantylna, czasami banalna... jednak idealna na poprawę humoru i rozluźnienie. Cecelia Ahern, bestsellerowa pisarka, autorka między innymi "P.S. Kocham cię", "Love, Rosie" czy też "Pamiętnika z przeszłości". "Gdybyś mnie teraz zobaczył" to moje drugie spotkanie z twórczością Ahern po powieści "Miłość i kłamstwa", która okazała się dosyć specyficznym utworem. Sięgając po książkę Ahern chciałam się rozluźnić, oderwać na chwilę od świata i po prostu... uśmiechnąć. I choć powieść irlandzkiej pisarki i historia w niej opowiedziana jest momentami bardzo nieprawdopodobna to jednak czytanie jej jest czystą przyjemnością! Spełniła moje oczekiwania w stu procentach. 

Świat Elizabeth Egan jest poukładany i uporządkowany jak tylko to możliwe. Ze swojego poukładania uczyniła swój pancerz i ochronę przed świat, który niejednokrotnie już ją zranił i wystawił na niejedną próbę. Skupiona na pilnowaniu swojej młodszej siostry, zajmowaniu się ojcem, który nigdy nie pogodził się z odejściem jej mamy zapomina o sobie. Ład graniczący z nudą dotyknął każdej najmniejszej cząstki jej życia. Gdzieś po drodze zatraciła samą siebie, poświęciła swoje życie dla innych... stając się kobietą zgorzkniałą, która nie odczuwa własnych emocji, pragnień w imię dobra innych. Czasami oszukańczego. Jej życie zmienia się, gdy synek jej siostry, którym się opiekuje - Luk, zaczyna rozmawiać z niewidzialnym przyjacielem. To burzy ład w życiu Elizabeth i wprowadza do jej egzystencji iskrę. Iskrę, której nie było w jej życiu już od bardzo dawna. 

"Czasem nagle zaczynałem się zastanawiać, co ona by sobie pomyślała, co by poczuła, co by zrobiła lub powiedziała, gdyby była w takiej chwili ze mną. Tak to się kończy, kiedy dzielisz się z kimś swoim sercem - ta osoba zagnieżdża się w twoich myślach i powoli anektuje je wyłącznie dla siebie." 

Cecelia Ahern, "Gdybyś mnie teraz zobaczył"

Elizabeth to typowa bohaterka, która uważa, że powinna podporządkować swój los innym. Bohaterka, która uważa, że jest odpowiedzialna za czyny swoich bliskich, a jeśli ci popełniają jakieś błędy... jest to oczywiście jej wina. Tkwi w tym przekonaniu od lat. Obwinia się, próbuje zapanować nad niepoukładanym życiem swojej siostry. Ta nieustannie to wykorzystuje, a do Elizabeth przychodzi tylko wtedy, gdy potrzebuje jej pomocy... Jest dorosła, a jednak tak nieodpowiedzialna. Zachowania ojca i siostry Elizabeth względem niej niejednokrotnie budziły moje oburzenie. Elizabeth to bohaterka, która w pewnym momencie staje się po prostu męczennicą... w imię czego? Braku sympatii, podziękowań, ponieważ to ona jest tą, która sobie w życiu jako tako poradziła. A jednak... chociaż postać Elizabeth niejednokrotnie mnie irytowała - potrafię ją zrozumieć, jej zaplątanie w świecie. 

W "Gdybyś mnie teraz zobaczył" pojawia się wiele wątków... jednak to te rodzinne są najważniejsze. Aspekt uzależnienia swojego życia od innych, problem straty, alkoholizmu, braku czułości, rozstań. Historie opisane w książce Ahern, choć podszyte nutą magii są ogromnie realne. Myślę, że każdy z nas wcześniej czy później spotka się sytuacjami jak te przedstawione w powieści Ahern... z toksycznymi relacjami w rodzinie, niepewnością, niezdrowym poświęcaniem życia dla innych, brakiem czułości. Cecelia Ahern stworzyła powieść w której nawet te najbardziej nieprawdopodobne postacie... są postaciami z krwi i kości - bardzo emocjonalnymi i prawdziwymi. Ich relacje zostały przedstawione z dużą dozą przenikliwości, jednak w taki sposób, że podczas czytania czytelnik raz się śmieje, a raz ma ochotę płakać... 

Cecelia Ahern odważnie sięgnęła po motyw niewidzialnego przyjaciela, anioła stróża tym samym wprowadzając w swoją historię wątek magii. Zrobiła to jednak tak zgrabnie, że on tylko wywołuje uśmiech i oczarowuje. Wprowadza w tę powieść pewną lekkość i niewinność. Niewinność, której w w życiu wyraźnie brakuje. "Gdybyś mnie teraz zobaczył" to powieść o odnajdywaniu siebie, poszukiwaniu szczęścia. Historia o tym, że każdy ma prawo mieć marzenia i pragnienia. 
Nie mogło oczywiście zabraknąć w niej wątku romantycznego... nieoczywistego, przyciągającego uwagę. I choć jest to historia dosyć niestandardowa to jednak i ona znajduje swoje odbicie w prawdziwych relacjach. Sam bohater nie jest także standardowym mężczyzną, który przyciąga kobiece spojrzenia. 

"Gdybyś mnie teraz zobaczył" to pełna ciepła, rozluźniająca powieść, która wzrusza i bawi. Szybka akcja, ciekawa fabuła, dobre wykonanie... Cecelia Ahern zachwyca lekkością z jaką posługuje się piórem. Historia Elizabeth to piękna książka. Idealny na jesienny wieczór, dająca nadzieję na lepsze jutro. Niesamowita, urocza historia miłosna, pogłębione relacje rodzinne... powieść o prostej radości płynącej z życia. Cecelia Ahern udowodnia, że potrafi dobrze pisać. Oczywiście "Gdybyś mnie teraz zobaczył" nie jest powieścią bez skaz, ale jest książką idealną na rozluźnienie... aby się uśmiechnąć, oderwać od rzeczywistości. "Gdybyś mnie..." zmusza jednak przede wszystkim do zatrzymania się w tym pędzie w którym żyjemy na co dzień, docenienia prostych radości, odkrycia w sobie jeszcze na chwilę cząsteczki dzieciństwa, beztroski, która w natłoku spraw zostaje gdzieś zgubiona i utracona... miejmy nadzieję, że nie na zawsze.

Moja ocena: 8/10

czerwca 07, 2016

(498) Weź mnie za rękę

(498) Weź mnie za rękę
Tytuł: Weź mnie za rękę
Autor: Tove Alsterdal
Wydawnictwo Akurat
Stron 560

"Ile potrzeba smutku, żeby zrobić coś takiego? Szaleństwa albo rozpaczy?" 

Tove Alsterdal, "Weź mnie za rękę" 

"Weź mnie za rękę" to utwór, który został uznany za najlepszą szwedzką powieść kryminalną 2014 roku. Nie mam pojęcia czy to prawda, ale jedno jest pewne: Powieść Tove Alsterdal to bez dwóch zdań świetny kryminał. "Weź mnie za rękę" wygrywa na wielu polach, na tych też wiele zyskuje. Ciekawe tło obyczajowe i historyczne, wartka akcja, interesująca intryga, a do tego wątki psychologiczne. Kryminał Alsterdal oprócz tego, że intryguje to jeszcze niesamowicie wciąga. To było 560 stron naprawdę świetnej literackiej przygody. "Weź mnie za rękę" to pozycja dla czytelników, którzy od kryminału oczekują czegoś więcej niż jedynie chwilowego oderwania się od rzeczywistości. To pozycja dla osób ciekawskich, niezwykle dopracowana i absorbująca. 

Charlie Eriksson to młoda, piękna kobieta. Kiedy ginie wszystko wskazuje na to, że popełniła samobójstwo. Pewną lukę w policyjnych dochodzeniu, a co za tym idzie w ich schemacie / portrecie ofiary stanowią zeznania bezdomnego, który twierdzi, że widział denatkę wychodzącą tej samej nocy z klubu z jakimś podejrzanym mężczyzną. Niestety jego słowa pozostają bez echa, ponieważ nie budzi zaufania swoim pijaństwem i wcześniejszymi majakami. Siostra Charlie, Helen jest zmuszona zająć się rzeczami siostry po jej śmierci. Nie utrzymywały ze sobą kontaktu, a jednak to na nią jako na najbliższą osobę spada ten obowiązek. Helen kierowana dziwnymi przeczuciami pragnie dowiedzieć się co popchnęło Charlie do tego drastycznego kroku... jednak jej śledztwo prowadzone w tajemnicy przed rodziną prowadzi ją do nowych odkryć, napędzanych traumatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa. 

Siostry jako małe dziewczynki zostały porzucone najpierw przez mamę, potem przez tatę. Ich matka pewnego dnia po prostu zniknęła. Wszystkie tropy skłaniały ku przyjęcia wersji, że uciekła od pracy w fabryce prezerwatyw, od rodziny, obowiązków, które ją przytłoczyły... uciekła wraz z kochankiem do Argentyny. Prawda jednak wygląda trochę inaczej. Uciekła - to prawda. To, że z kochankiem... to także prawda. Uciekła jednak przekonana, że robi to dla dobra obywateli argentyńskich, aby pomóc w walce o ich prawa. Pomóc w walce przeciwko zbrodniom i działaniom podejmowanych przez argentyńską juntę. Działań niegodnych, niehumanitarnych, niesprawiedliwych, brudnych... jak na brudną wojnę przystało. 

Akcja powieści Alsterdal toczy się współcześnie jak i w roku 1978. Miejscem akcji jest Sztokholm jak i Argentyna. Nie ukrywam, że to właśnie wydarzenia rozgrywające się w Argentynie najbardziej przyciągały moją uwagę. Sposób postępowania argentyńskiej junty, rozruchy, działania opozycji, jej krwawe tłumienie, a wreszcie konspiracja. Tove Alsterdal przypomina wydarzenia, które miały miejsce stosunkowo niedawno, a o których już duża część społeczeństwa zapomniała. Opowiada o sposobach działania junty argentyńskiej, brudnej wojnie, okresie wiecznego strachu i niepokoju. Opowiada o zastraszonym społeczeństwie Argentyny, o wyrzucaniu żywcem ludzi z samolotów wprost do oceanu... ludzi niewygodnych: polityków, studentów, artystów. Opowiada o dramacie, który rozgrywał się nie tak dawno. Dramacie, który stał się ważnym elementem jej kryminału. 

Współczesne losy Helen są nierozerwalnie związanie z tym co pod koniec lat 70. przeżyła jej matka w Argentynie. Poszukując prawdy o śmierci swojej siostry... poszukuje prawdy o swoich korzeniach, 
o swojej rodzinie. Tym samym Alsterdal zabiera czytelnika w podróż po meandrach ludzkiej psychiki... szuka odpowiedzi na pytanie "Czy matka, która porzuciła cały czas jest matką?". Jej powieść jest kontrowersyjna i bardzo emocjonalna. Szwedzka pisarka bez zahamowań porusza aspekt porzucenia i dorastania z jego piętnem. Stworzyła dojrzałe, dopracowane postacie, które oddają to co chciała przekazać czytelnikowi. Zaprasza do wyruszenia wraz z główną bohaterką w podróż ku prawdzie, a co za tym idzie oczyszczeniu. Oczywiście czytelnik nie musi zgadzać się ze wszystkimi zachowaniami Helen... tym bardziej, że jest postacią dosyć ekscentryczną, a zarazem zamkniętą w sobie. Nie mniej... jej losy intrygują, a ona szybko staje się postacią bliską sercu.

"Weź mnie za rękę" to rewelacyjny kryminał, który trzyma poziom przez całość książki. Autorce udało się odnaleźć złoty środek podczas tego manewrowania między teraźniejszością a przeszłością. Stworzyła ciekawy i co najważniejsze niejednokrotnie zaskakujący wątek kryminalny. Całości dopełniają barwne postacie i nawiązania do historii Argentyny w XX wieku. Nawiązania niezwykle zgrabne, a przy tym porażające. Tove Alsterdal już od pierwszych stron powieści (rzucając czytelnika w sam środek wydarzeń) wysyła jasny sygnał. Sygnał mówiący o tym, że tej książki nie można odłożyć tak długo, aż nie skończy się jej lektury. "Weź mnie za rękę" to jednak coś więcej niż kryminał. To powieść wielowątkowa, z wyraźnie zarysowanymi portretami psychologicznymi bohaterów. Powieść o porzuceniu, poszukiwaniu, szaleństwie i decyzjach, które zmieniają życie człowieka. Jak dla mnie Alsterdal stworzyła niezwykle zgrabną powieść w której wątek kryminalny jest bardzo ważnym aspektem, ale z pewnością nie jedynym. Fenomenalna. Po prostu. 

Moja ocena: 9/10 Wybitna!

czerwca 01, 2016

(496) Miłość i kłamstwa

(496) Miłość i kłamstwa
Tytuł: Miłość i kłamstwa
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo Akurat
Stron 416

"Jeśli chodzi o moją pamięć, istnieją trzy kategorie spraw: rzeczy, o których chcę zapomnieć, rzeczy, o których o których nie potrafię zapomnieć, i rzeczy, o których zapomniałam, że mi wypadły z pamięci." 

Cecelia Ahern, "Miłość i kłamstwa" 

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Ahern. Nieogarnięte zachwytem nad "Love Rosie"  czy "PS. Kocham cię", których po prostu jeszcze nie zdążyłam poznać. "Miłość i kłamstwa" to mimo mylącego tytułu powieść z wątkiem romantycznym znajdującym się bardzo w tle... w dodatku wątkiem bardzo znikomym. Ahern napisała powieść o poszukiwaniu własnych korzeni. Opisała jeden dzień, który może odmienić całe życie człowieka. "Miłość i kłamstwa" to bardzo dobra, przyjemna powieść... nie ukrywam jednak, że po tak zachwalanej pisarce oczekiwałam czegoś więcej. Utworu, który mnie kompletnie zachwyci i rzuci na kolana. Nie udało się. Na półce czekają jednak cztery inne powieści Ahern i myślę, że one spodobają mi się jeszcze bardziej. Zachwycą mnie.

Dwójka bohaterów: ojciec i córka. Dwie istoty, których życie zostało ze sobą nierozerwalnie złączone. Sabrina Boggs to matka i żona, ratownik na basenie w ośrodku dla starszych osób. Jest zmęczona i nie czerpie satysfakcji z życia... w dodatku jej małżeństwo przechodzi kryzys. Musi pamiętać o tym, żeby oddychała... tak jakby przez całe życie wstrzymywała oddech w oczekiwaniu na to co ma się wydarzyć. Pewnego dnia (swoją drogą dnia, który zaczął się bardzo nie po jej myśli) trafia na tajemniczą kolekcję kulek, która kiedyś prawdopodobnie należała do jej ojca, Fergusa. Fergus jednak po udarze utracił częściowo pamięć, a rodzina Sabriny ani ona sama nie pamiętają, żeby Fergus kiedykolwiek grał w kulki... Sprawa okazuje się bardziej skomplikowana. Przez niedopowiedzenia, tajemnice, strach przed odrzuceniem, potrzebę życia inaczej Fergus odsunął od siebie swoją rodzinę. Okazuje się, że Sabrina wcale nie zna swojego ojca... Ani takiego jakim był kiedyś, ani takiego jakim jest teraz.

Główną oś powieści Ahern tworzy historia Fergusa od samego początku zdominowana jego wielką pasją - kulkami. Dostał je jako małe dziecko od jednego z nauczyciela, potem kulki towarzyszyły mu przez resztę dzieciństwa. Kiedy dorósł nie chciał się z nimi rozstawać, ale też miał poczucie, że nie może ich wprowadzić w pełni do nowego życia, że to nie wypada. To odmieniło jego życie na zawsze i nieodwracalnie. To co było największą pasją i przyjemnością szybko stało się sprzymierzeńcem jego największych trosk i niepowodzeń. Historia Fergusa to jednak także historia dorastania, dojrzewania, trudnych relacji w rodzinie. Kontrast między historią Sabriny a Fergusa jest olbrzymi. Oczywiście jak zwykle w takich przypadkach wygrywa ta część opowieści bardziej oddalona czasowa, czyli historia Fergusa.

Sabrina to bohaterka, która w moim odczuciu jest mało znaczącym elementem tej powieści. Jest taka jakaś zadufana w sobie, niepewna i całe jej otoczenie (a także ona oraz czytelnik) nie wie o co jej chodzi, co jej nie odpowiada, co powoduje, że tak się dystansuje. Kocha jednak ojca i pragnie go poznać, bo może ma na to ostatnią szansę? Wraz z kolejnymi stronami powieści zachodzi w niej zmiana, a tym samym z każdą kolejną stroną staje się bohaterką ciekawszą. Mam wrażenie, że Sabrina jest postacią bardzo zagubioną, choć sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Fergusa poznajemy jako dziecko, nastolatka, dorosłego człowieka, a wreszcie człowieka przykutego do wózka inwalidzkiego. Jesteśmy świadkiem jego dojrzewania, jego życia... oczywiście w obliczu kulek, które jego swego rodzaju uzależnieniem. Niestety czytelnik jest także świadkiem wstępujących w jego życie kłamstwa, niedopowiedzeń, wstydu... Fergus nie jest nieskazitelnym bohaterem. Ba! Bardzo daleko mu do anioła. Krzywdzi innych, ale zasługuje na współczucie, bowiem tak naprawdę najbardziej krzywdzi samego siebie. Ze strachu, niepewności. 

"Miłość i kłamstwa" to powieść, której akcja toczy się przez jeden dzień. Wątek Sabriny - jej życia, małżeństwa, dzieci nie zostaje rozbudowany przez autorkę. Dostajemy po prostu jeden dzień z jej życia... dzień w którym to jej ojciec jest najważniejszy. Powieść Ahern nie zachwyca tempem akcji, nie jest też wzruszająca, bo to co nas wzrusza kiedy czytamy o Fergusie mija, gdy wracamy do Sabriny. Jest ciekawa. Autorka zadbała przede wszystkim o przedstawienie historii Fergusa, która ma wpływ na życie Sabriny. Wróciła do przeszłości i pokazała człowieka, który dla swojej pasji potrafi poświęcić bardzo wiele. Nie tylko pieniądze, ale także relacje międzyludzkie... Oglądanie przemiany Fergusa było najmocniejszym i z pewnością najlepszym elementem tej książki.

Cecelia Ahern stworzyła powieść bardzo poprawną, sympatyczną, bardzo dobrą - po prostu. Historia Sabriny nie rzuca na kolana w ogóle. Historia Fergusa do tego bardzo silnie aspiruje, jednak przez historię Sabriny to wrażenie zostaje zatarte. O wiele lepiej by było, gdyby autorka ograniczyła się jedynie do ukazania historii Fergusa.  "Miłość i kłamstwa" mimo mylącej okładki i tytułu nie są romansem. Co prawda w tle pojawia się malutki wątek miłosny, ale na tym "malutkim" to się kończy. Świetna kreacja bohaterów z przeszłości, gorsza tych życia Sabriny. Autorka "PS. Kocham cię" stworzyła książkę, którą jej najwięksi fani bez wątpienia powinni przeczytać. Jednak nie proponuję jej na pierwsze spotkanie z twórczością autorki, bowiem jest dosyć zwykła. Zwykła nie oznacza banalna ;) Ahern miała ciekawy pomysł, trochę gorzej wyszło z realizacją, ale nie uważam czasu spędzonego przy tej powieści za czas stracony. To było ciekawe, miłe spotkanie z literaturę. Niestety nic ponad to.

Moja ocena: 7/10 Bardzo dobra!