Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WAM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WAM. Pokaż wszystkie posty

marca 04, 2018

(689) Ostatnie dni mroku

(689) Ostatnie dni mroku
Tytuł: Ostatnie dni mroku
Autor: Graham Moore
Wydawnictwo WAM
Stron 576

Opis wydawcy: 
Tytani rewolucji przemysłowej i wielka bitwa o elektrodolary
Nowy Jork, rok 1888. Cud elektryczności powoli rozjaśnia mrok wielkiego miasta. Thomas Edison wygrywa wyścig po patent, który pozwoli mu zbić fortunę. Jednak jego główny rywal, George Westinghouse, jeszcze się nie poddał. Co ma z tym wszystkim wspólnego Nikola Tesla? Jak zakończy się wojna o elektryfikację Ameryki?
Amerykańscy bogowie nowożytności na kartach jednej powieści - Thomas Edison, Nikola Tesla, J.P. Morgan i George Westinghouse. To oni zadecydowali o losach współczesnego przemysłu. 
Jedna z najlepszych książek roku według "The Washington Post"

Moja opinia: 
"Ostatnie dni mroku" to wciągająca i ciekawa historia inspirowana wojną o tzw. elektrodolary.  Fikcja literacka, która zawiera w sobie wiele ciekawych faktów... - z pomocą w odróżnieniu fikcji od faktów historycznych pod sam koniec przychodzi nam sam autor, który opowiada o zabiegach i ubarwieniach, które dodał do swojej powieści. To ciekawa adaptacja historycznych wydarzeń... i choć sam temat nie wydaje się fascynujący (szczególnie dla osób niezainteresowanych rozwojem przemysłu) to jednak... sposób w jaki autor wykreował postacie Edisona, Tesli, Morgana i Westinghousa sprawiają, że poznawanie tej historii jest zaskakująco miłe.

Graham Moore stworzył historię o ludzkim geniuszu, który napędza jednak w większości nie pęd do wiedzy... a pogoń za sławą i pieniędzmi. Okazuje się, że wspaniałym wynalazcom nie zawsze przyświecał cel odnowy świata, jego odmienienia. Elektryczność odmieniła świat – jest uznawana za jedno z najważniejszych i najbardziej przełomowych osiągnięć w historii. Także gra o sławę w świecie wynalazców bywała bezlitosna... Dzięki zgrabnej narracji – nawet wprowadzenie informacji teoretycznych (dotyczących prądu), które były niezbędne dla zrozumienia całości... okazało się bezbolesne i przyjemne. Subtelny wątek romantyczny dodatkowo wzbogacał tę historię. 

Powieść Moora to historia po trochu sensacyjna, a po trochu kryminalna... Częste zwroty akcji i ciągłe intrygi (szczególnie na polu Edison i Tesla) sprawiają, że jej czytanie przebiega zaskakująco szybko. Oczywiście – historia walki o patenty i żarówki... nie brzmi zbyt zachęcająco, jednak nawet "Ostatnie dni mroku" zasługują na uwagę, ponieważ pokazują, że jeśli jest się utalentowanym pisarzem... wystarczy sięgnąć po jakimś temat, dobrze się z nim zapoznać, a do tego dodać swoje pisarskie umiejętności i mamy szansę na stworzenie naprawdę dobrej literacko i fabularnie pozycji :) "Ostatnie dni mroku" to idealna powieść dla osób, którzy przyjemność z czytania powieści pragną łączyć ze zdobywaniem na wiedzy na temat chwil, które odmieniły świat.

Moja ocena: 7+/10

października 24, 2015

(401) Kilka słów o szczęściu, podarkach, dawaniu i otrzymywaniu... czyli o "Szczęściu do wzięcia"

(401) Kilka słów o szczęściu, podarkach, dawaniu i otrzymywaniu... czyli o "Szczęściu do wzięcia"
Tytuł: Szczęście do wzięcia
Autor: Jason F. Wright
Wydawnictwo WAM
Stron 167

"-Myślę, że niektórzy ludzie muszą po prostu nauczyć się dawać, mamo."

Jason F. Wright, "Szczęście do wzięcia" 

Krótka i niepozorna, a niezwykle piękna, wzruszająca i napawająca optymizmem, zachęcająca do dawania dobra. Tak w kilku słowach mogłabym opisać niesamowitą książeczkę, która ostatnio wpadła w moje ręce. "Szczęście do wzięcia" autorstwa Jasona F. Wrighta to naprawdę cudowna, bardzo treściwa powieść zaskakująca swoją małą objętością... Wierzcie mi, że to 167 stron jest niczym w porównaniu z tym jakie człowiek wyciąga profity z zapoznania się z nią. To genialna, pouczająca, idealna na prezent książka pokazująca jak ważne jest dawanie, a nie tylko branie. Powieść pod której jestem niesamowitym wrażeniem. Przepięknie pokazuje, że dla osiągania swoich celów nie można wykorzystywać innych osób, a że całe dobro, które czynimy wcześniej czy później do nas wraca... czasem w najmniej spodziewanym momencie. Czasami wystarczy malutki gest, aby zmienić nie tylko nas, ale także innych.

Główną bohaterką pozycji napisanej przez pana Wrighta jest Hope (Nadzieja), która jest młodą i niezwykle ambitną dziennikarką. Ma jasno wytyczone cele i stara się je realizować. Jej jednym z celów jest fakt napisania reportażu, który pojawi się na pierwszych stronach gazet i zapewni jej sławę, i uznanie. Jest także wielką dumą swojej adopcyjnej mamy do której trafiła na skutek dość niespodziewanych dla jej mamy okoliczności, a jednak okoliczności, które wniosły do ich życia bardzo wiele dobrego, wiele szczęścia. Pewnego dnia dziewczyna otrzymuje niespodziewany podarek i rozpoczyna śledztwo... okazuje się, że nie jest jedyną, którą to spotkało. Jej dziennikarskie poszukiwania prowadzą ją do wielu zaskakujących odpowiedzi. Jednak w historii Hope nie chodzi o rozwiązanie zagadki, a o to, czego nauczy się po drodze. O to jak bardzo jej życie zostanie wzbogacone.

Przyznam się, ze z początku podeszłam podczas czytania do tej książki dosyć sceptycznie. Poznałam małą Hope i tak zaczęłam się zastanawiać co też autor wymyśli, żeby nagle uczynić z niej dorosłą kobietę. Wiadomym bowiem było, że nie będę mogła być świadkiem jej dorastania... bo gdzie to zmieścić? Szybko jednak okazało się, że był to tylko wstęp do niezwykle ciepłej i przede wszystkim wzruszającej historii, która chwyciła mnie za serce. "Szczęście do wzięcia" to jednak przede wszystkim pozycja, która po raz kolejny utwierdziła mi w przekonaniu, że i w życiu codziennym cały czas towarzyszy nam III zasada dynamiki Newtona mówiąca o tym, że z jaką siłą będziemy działać na ciało taką samą siłą będzie działać na nas ciało. Mówiąc już tak po ludzku, odrzucając na bok fizykę: dobro, które uczynimi wróci do nas... Kto wie? Może wbrew zasadom dynamiki Newtona ze zdwojoną siłą?

Dzieło pana Jasona to książka magiczna. Powieść do której tak jak do "Małego Księcia" wraca się wielokrotnie. Niezwykle pouczająca i pokrzepiająca. W historii Hope nie brak smutnych wydarzeń, a jednak jest to powieść napawająca pozytywnym uśmiechem, a przy tym jedna z tych, które czyta się z rumieńcami na twarzy. Fabuła jest krótka i bardzo zwięzła, a mimo to autor znalazł w niej miejsce na całą gamę emocji występujących w odpowiednim momencie i czasie. Bohaterowie to osoby, których sami chcielibyśmy poznać i z którymi chcielibyśmy przebywać. Co bardzo, ale to bardzo także mi się spodobało to fakt, że Hope nie jest bohaterką bez skaz, ale ma dobre serce. Nie zawsze postępuje godnie i właściwie, ale serce ma wielkie. Stąd też jej postać bardzo polubiłam. Ta powieść przedstawia nam taki wycinek z jej życia... Myślę, że jeden z tych najmagiczniejszych i najwięcej wnoszących do jej dalszego funkcjonowania.

Nie mogę wyjść ze zdumienia, że wydawnictwo WAM zdecydowało się na wydanie tej książki 21 października, a nie pod koniec listopada lub w grudniu. Za chwilkę wyjaśnię dlaczego. Ta książka pachnie świętami już od pierwszej strony, a jej głównym tematem są bożonarodzeniowe słoiki. Jeśli przyjrzycie się uważnie stronie tytułowej, ale od tytułu dostrzeżecie fakt, że jej oryginalny tytuł do "Christmas jars" czyli krótko mówiąc "Bożonarodzeniowe słoiki", To w dużym skrócie tradycja polegająca na obdarowywaniu ludzi w wigilię słoikami z drobniakami, które zbiera się przez cały rok. Wybiera się je jednak dopiero na tydzień przed świętami Nie chodzi w tym jednak o same kwoty, które się w tych słoikach znajdują, a o naukę dzielenia się i dawania coś z siebie innym. Napis na okładce "Szczęścia do wzięcia" mówi o tym, że jest to książka, która rozpoczęła najpiękniejszą charytatywną akcję w historii Ameryki. Bardzo mnie to zaciekawiło, więc próbowałam znaleźć informacje o tej akcji w internecie. Niestety w polskim internecie nie udało mi się takowych zbytnio odnaleźć, jednak po wpisaniu "christmas jars tradition" sytuacja stała się o wiele jaśniejsza. I tego mi w tej pozycji zabrakło, jednak tu już można mieć pretensje do wydawnictwa... myślę, że takie słówko od tłumacza na temat tej akcji w rzeczywistości byłoby bardzo fajnym dodatkiem. Na szczęście te bożonarodzeniowe słoiki i historia Hope jest tak naprawdę symbolem tego, że dobro można czynić cały rok, a nie tylko od święta.

"Szczęście do wzięcia" to idealny prezent i pozycja, która totalnie, obłędnie mnie zachwyciła i rozkochała w sobie. To książka wyjątkowo bliska mojemu sercu, poprawiająca nastrój i naprawdę pozytywna. W dodatku inspiruje do czynienia dobra. Powiem / napiszę Wam, że to jedna z tych uniwersalnych książek, które można czytać przez lata, a zawsze będą aktualne.... Ta książka ZAWSZE będzie niezwykle wartościową lekturą. I wiem, ba! Jestem przekonana, że ja swojego egzemplarza nikomu nie oddam. Wiem jednak także, że niejednej osobie tą książkę podaruję. To pozycja, którą moim zdaniem każdy powinien przeczytać. Tym bardziej, że wręczanie słoików, które jest jednym z bardzo ważnym aspektem tej powieści odbywa się do dzisiaj. Mam nadzieję, że słoiki przestaną nam się tylko kojarzyć z przetworami lub idiotycznym programem telewizyjnym, a za to staną się dla nas symbolem serdeczności, bezinteresownej pomocy. Takim moim małym marzeniem jest to, żeby ta książka wpadła w jak najwięcej par rąk... Jest tak niesamowicie pouczająca i piękna, że nie wyobrażam sobie, żeby mogła przejść bez większego echa. Pamiętajcie, że Wasz jeden gest może odmienić życie innej osoby, a Wy nawet nie będziecie sobie z tego zdawać sprawy. Wiecie... "Szczęście do wzięcia" łapie mnie za serce jeszcze jednym. Pokazuje dobro, miłość i to jacy dobrzy ludzie żyją na świecie, a nie zarzuca nas wszystkimi problemami tego świata. Jest taką nadzieją... Ta książka przypomina, że w świecie jest wiele dobrych uczynków. OGROMNIE Wam ją polecam! Przeczytanie tej książki zajmie Wam naprawdę mało czasu, a da ogromnie dużo.

Dla zainteresowanych: strona o tradycji świątecznych/ czy też bożonarodzeniowych słoików: http://christmasjars.com/

Blog na którym ludzie dzielą się swoimi historiami związanymi z tą niezwykłą tradycją. Znajdziecie tam historie obdarowujących jak i obdarowywanych :) http://christmasjars.blogspot.com/

I wreszcie: akcja polska, także związana ze słoikami, która ma wnieść odrobinę światła do życia dzieci kochających czytać, lecz niewidomychhttp://www.deon.pl/szczesciedowziecia/o-akcji/art,1,wspieramy-dzieci-ktore-kochaja-czytac-a-nie-moga.html

Za możliwość poznania tej niesamowitej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM!

PS. Ostrzegam, że usłyszycie o tej książce na moim blogu jeszcze niejednokrotnie! ;) 

października 05, 2015

(395) KONKURS

(395) KONKURS

Dzisiaj, tj. 5 października swoją premierę miała książka Reyes Monforte pt.: "Pocałunki piasku", którą miałam możliwość zrecenzować jeszcze przed jej premierą (moja recenzja) . 

Z tej okazji postanowiłam zorganizować mały konkurs :) 

REGULAMIN UDZIAŁU W KONKURSIE

1. Organizatorem konkursu jestem ja jako właścicielka bloga KSIĄŻKI - INNA RZECZYWISTOŚĆ. 
2. Konkurs trwa od 20:26 dnia 05.10.2015 roku do 19.10.2015 roku do godz. 24.00.
3. Zadanie konkursowe brzmi w następujący sposób:

Dla głównej bohaterki książki "Pocałunki piasku" najważniejszymi wartościami są wolność i miłość. A dla Ciebie? Przedstaw w dowolnej formie (opowiadanie, wiersz, rysunek, odpowiedź na zasadzie: argument - teza itd.) co dla Ciebie jest najważniejszą wartością. Ważne, aby w pracy zostało podane uzasadnienie. 

4. Rozwiązania należy przesyłać na adres mailowy organizatora tj. alicjaszerment@gmail.com wraz z nickiem/ imieniem i nazwiskiem autora.
5. Wyniki zostaną ogłoszone do 21.10.2015 roku do godziny 24.00. 
6. Nagrodą dla zwycięzcy będzie książka Reyes Monforte pt. : "Pocałunki piasku".
7. Fundatorem nagrody jest Wydawnictwo WAM.

8. Dodatkowo: będzie mi bardzo miło, jeśli opublikujecie na swoim blogu baner konkursowy podlinkowany do tego posta :) 

Pozdrawiam i zachęcam do udziału!

października 03, 2015

(394) Pocałunki piasku

(394) Pocałunki piasku
Tytuł: Pocałunki piasku
Autor: Reyes Monforte
Wydawnictwo WAM
Stron 496

PREMIERA: 5 PAŹDZIERNIKA 2015 ROKU

"W jej duszy zaczęła kiełkować myśl: "Może przeznaczenie tak właśnie zdecydowało, że...". Nie dopowiadała tego do końca: nie znosiła mówić o przeznaczeniu. Był to zwykle tylko pretekst, żeby usprawiedliwić fakt, iż życie bawi się kosztem czyjegoś cierpienia." 

Reyes Montforte, "Pocałunki piasku"

Tyle się teraz mówi o islamie, o tym jak bardzo różni się kultura zachodnia od wschodniej. Na rynku wydawniczym w związku z tym pojawia się coraz więcej książek tą tematyką inspirowanych. Jedną z tego typu powieści jest utwór Reyes Monforte pt.: "Pocałunki piasku", która swoją premierę będzie miała 5 października. Wcześniej w Polsce ukazały się już inne powieści autorki tj.: "Niewierna", "Burka miłości" i "Okrutna miłość". W swoich powieściach Monforte niejednokrotnie porusza tematykę wschodu. Wszystkie te powieści są na świecie powieściami bestsellerowymi. A co dla mnie o wiele ważniejsze... wszystkie one są historiami opartymi na faktach, przez co niejednokrotnie porażają i zaskakują. Myślę, że co dzień większość z nas nie zastanawia się nad problemami jakimi jest niewolnictwo, dyskryminacja kobiet i inne problemy, które cały czas dotykają niestety nie tylko kraje Trzeciego Świata. 

Reyes Monforte jest hiszpańską pisarką, której zainteresowania wkraczają w obręb kultury wschodniej. Jej najnowsza powieść wydana w Polsce, "Pocałunki piasku" opowiada historię pięknej dziewczyny pochodzącej z wydm Sahary. Laia jako dwunastolatka w ramach akcji charytatywnej została wysłana na wakacje do Hiszpanii. Tam jednak okazało się, że dziewczynka ma poważną wadę serca, więc jej pobyt w Hiszpanii został przedłużony. Jej nowi rodzice Letycja i Sandro otoczyli ją opieką i miłością na którą nigdy nie mogła liczyć będąc na Saharze. Dziewczyna wyrosła na piękną i mądrą kobietę z planami na przyszłość, które jednak planowała zrealizować w Hiszpanii nie wracając na Saharę. Szczęśliwie zakochana, z całym życiem przed sobą. Jednak jak wiadomo: Człowiek planuje, a Pan Bóg krzyżuje...

Laia miała za sobą niewolniczą przeszłość o której jednak nie wiedzieli nawet jej najbliżsi. Są bowiem tajemnice, które parzą i palą... tajemnice, którymi nie chce się podzielić z nikim. Te niewyjawione nikomu tajemnice postanowiły upomnieć się o dziewczynę odbierając jej to co dla niej najcenniejsze: wolność i miłość. Mówi się jednak, że miłość potrafi pokonać wszystkie najtrudniejsze przeszkody, a tak długo jak istnieje wiara istnieje też nadzieja. Ta młoda kobieta i jej ukochany Julio muszą pokonać naprawdę wiele przeszkód, jednak posiadają wokół siebie dobrych ludzi, którzy mogą im w tym pomóc... To będzie próba siły. 

Według autorki recepta na naprawdę świetną książkę przedstawia się w następujący sposób: historia trudnej miłości, egzotyczne przygody i plastyczne opisy. Historia miłości przedstawiona przez panią Reyes nie jest moim zdaniem historią trudnej miłości, a raczej historią miłości, która napotyka na swojej drodze wiele przeszkód. Egzotyczny przygody - tak, tego ta powieść jest pełna. To jedna z tych książek, które czyta się z zapartym tchem, oczekując co się za chwilę wydarzy. Ta powieść ma 500 stron, ale właśnie przez jej szybką akcję i swego rodzaju nieobliczalność nie odczułam w ogóle jej objętości. Trzeci punkt przepisu na świetną powieść według autorki to plastyczne opisy i muszę przyznać, że i tego w tej powieści nie zabrakło. Tu na pierwszy plan wysuwają się niesamowite opisy Sahary, jej skwaru, bezkresu i jej niezwykłej siły. Mimo wszystko to tylko niektóre czynniki, dzięki którym mogę śmiało powiedzieć, że książka Monforte to świetna pozycja na rynku wydawniczym.

Chociaż "Pocałunki piasku" to powieść reklamowana przede wszystkim jako historia saharyjskiej dziewczyny to jednak jest to także historia ojca jej narzeczonego, Carlosa. Autorka wprowadza jego postać do akcji książki w sposób dosyć niepozorny, więc na pewno nie nachalny. Z początku więc nie przykładałam dużej uwagi do jego roli w tej powieści co jak się okazało - było dużym błędem. Carlos to postać zyskująca z każdą stroną na znaczeniu, bowiem historia jego młodości, którą spędził w rejonie Sahary w pewnym momencie zaczynam się ściśle wiązać z historią miłości Julio i Laia'i. A co najważniejsze: jest niesamowicie ciekawa. Byłam pod wielkim wrażeniem tego jak autorce udało się połączyć wszystkie wątki. Wielkim wrażeniem!

I choć autorce należą się wielkie brawa za wszystko o czym napisałam powyżej to należą jej się jeszcze większe brawa za ukazanie problemu niewolnictwa. Niewolnictwa "cywilizowanego", współczesnego, cały czas występującego na świecie. Reyes Montforte ukazuje rzeczywistość kobiet żyjących w Afryce Zachodniej. W swojej powieści pokazuje jednak los kobiet zniewolonych oraz wolnych. Autorka ustami swoich bohaterów opowiada, a także krytykuje bierność świata (i ludzi) względem problemu niewolnictwa. Pokazuje zaślepienie niektórych ludzi i ich wiarę w to, że na świecie problem niewolnictwa już nie istnieje. Autorka "Pocałunków piasku" kieruje na to zdecydowanie nasze spojrzenie. Kieruje, a zarazem chwyta za serce. To jeden z powodów dla których ta powieść zapada w pamięć. 

"Pocałunki piasku" nie są pozycją bez wad. Laia i Julio to bohaterowie, którzy niestety momentami mnie irytowali. Co jest z jednej strony wadą, a z drugiej strony zaletą, bowiem przez to są to postacie niezwykle rzeczywiste. Reasumując jednak powieść Reyes Montforte to świetna, porywająca książka ukazująca problem niewolnictwa, który cały czas istnieje. To powieść barwna, wciągająca i pełna dramatycznych zwrotów akcji, przez co czyta ją się z zapartym tchem. Reyes Monforte stworzyła książkę dopracowaną i zaskakującą z naprawdę ciekawą fabułą. Posługuje się dosyć specyficznym językiem (co nie oznacza, że ciężkim!) do którego jednak bardzo szybko się przyzwyczaiłam. Przy tym wszystkim jej język jest niezwykle plastyczne, a opisy barwne. Krótko mówiąc: Książka "Pocałunki piasku" to powieść, której naprawdę warto poświęcić czas - pełna emocji, wrażeń, akcji, a przy tym niezwykle pouczająca  i otwierająca oczy na świat i problem niewolnictwa.

Za możliwość zapoznania się z powieścią "Pocałunki piasku" serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM!

sierpnia 15, 2015

(382) Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem.

(382) Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem.
Tytuł: Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem.
Autor: Robert M. Rynkowski
Wydawnictwo WAM
Stron 192

"Czas rozmowy to czas poświęcony wyłącznie rozmówcy, osobie, z którą rozmawiamy. To bycie w czasie dla drugiej osoby." 

Robert M. Rynkowski, "Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem"

Dawno, dawno temu... a konkretnie ponad dwa lata temu w moje ręce wpadła książka "Każdy jest teologiem" autorstwa Roberta Rynkowskiego. To był czas, kiedy moje zainteresowanie religią i teologią dopiero się rozwijało. Mimo to książka przypadła mi do gustu, ale miałam kilka rzeczy autorowi do zarzucenia. Napisałam wtedy np; że: "Autor stawia zbyt wiele pytań, a daje zbyt mało odpowiedzi." "Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem" to jego druga książka. I już na wstępie muszę zaznaczyć, że spodobała mi się o wiele bardziej! Ale czy autor nadal stawia za dużo pytań, a daje zbyt mało odpowiedzi? Bez wątpienia nie. I choć czuję po przeczytaniu tej książki jest większą ciekawość to jednak wiem, że żadne zagadnienie poruszone przez autora nie zostało zaniedbane. Te dwa lata temu napisałam także, że nie uważam, żeby "Każdy jest teologiem" było książką dla każdego. A jak jest ze "Zrozumieć wiarę..."? O wiele lepiej! 

"Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem"  to jak pisze sam autor kolejny etap trudnego górskiego szlaku. Pierwszy etap: książka "Każdy jest teologiem" miała na celu ukazanie, że do rozmowy z Bogiem zobligowany jest każdy i, że każdy ma do tego prawo. Niezależnie czy jest teologiem, czy architektem... Druga publikacja pana Rynkowskiego opowiada o tym jak powinien wyglądać ten dialog z Bogiem. Choć wydaje się to temat łatwy, to jednak okazuje się w rzeczywistości o wiele trudniejszy. Powód tego jest prosty: Jak ma wyglądać rozmową z Bogiem, którego nie widzimy? Jak ma przebiegać dialog, kiedy odpowiedź z drugiej strony nie zawsze jest dla nas jasna? Jednak, żeby uzyskać odpowiedzi na te wszystkie pytanie trzeba się w temat o wiele bardziej wgłębić...

I tym oto sposobem przechodzimy do aspektu teologii... i filozofii w tej książce. Aby uzyskać odpowiedź na pytanie jak powinien wyglądać dialog z Bogiem trzeba w końcu najpierw pojąć czym jest dialog, skąd się rodzą nieporozumienia i zrozumieć różnice językowe wynikające ze środowiska w którym żyjemy i nie tylko. Trzeba zrozumieć Boga... poprzez istotę Wcielenia, Trójcy Świętej i wiele innych aspektów. Autor nieustannie zachęca nas do rozmowy z Bogiem, prawdziwej i żywej. Zachęca nas do dialogu... nie jeden raz stawiając i odpowiadając na naprawdę trudne pytania.  A każdy następny rozdział wynika z poprzednich przez co ta pozycja staje się niezwykle spójną książką.

Robert M. Rynkowski w swojej publikacji przedstawia nam także różne prawdy filozofii, które mają nam pomóc zrozumieć ich aspekt teologiczny. Są jednak przytoczone w taki sposób, że czytając je nie domyślilibyście się, że są częścią jakby nie było książki teologicznej. Autor cytuje znanych i cenionych filozofów oraz teologów. Wyciąga tezy i szuka argumentów na ich potwierdzenie. Na początku każdego rozdziału "bombarduje" nas pytaniami i zachęca do szukania wspólnej odpowiedzi. Spekuluje i odpowiada... A pytania, które zadają nierzadko bywają naprawdę trudne. Pyta np.: "Czy na świecie musi być cierpienie?", "Czym jest piekło?", "Czym jest czyściec?"... i udziela odpowiedzi popartych opiniami wielu znanych postaci i oczywiście fragmentów z Pisma Świętego. Tym samym pokazuje jak duże znaczenie ma przekład Pisma. 

Napisałam na początku, że uważam, że "Zrozumieć wiarę,.." to książka przystępna, także dla "zwykłego człowieka". Zapewniam Was, że nie trzeba być fanem teologii, żeby ta książka Was zafascynowała. W końcu myślę, że nawet osoba, która ma podejście względem wiary dosyć trywialne zastanawia się nad odpowiedziami na pytania, które przytoczyłam... Jeśli boicie się specjalizacyjnego słownictwa - bez obaw! Autor unika słownictwa, którego ktoś nie będący teologiem może nie zrozumieć. Jednak jeśli takowe słownictwo już się pojawia to zapewniam Was, że wytłumaczone w przystępny sposób. 

Muszę przyznać, że niezmiernie spodobało mi się, że autor przytaczał w tej pozycji dzieła szeroko pojętej kultury. Znajdziemy w niej fragment piosenki Ellie Goulding, Marka Grechuty czy Marii Peszek. Robert M. Rynkowski jest dobrym obserwatorem świata, który go otacza i skrzętnie to wykorzystuje. A co najważniejsze w tym co pisał czułam prawdziwą pasję, może momentami nawet wzburzenie? To nie jest podręcznik do teologii. To książka napisana przez człowieka z krwi i kości - to czuć. Nie mamy w niej nudnych wywodów... Autor pisze w taki sposób, że zachęca nas, żebyśmy sami zastanowili się nad pewnymi rzeczami, a nie tylko przyswajali informacje, które on podaje nam na tacy. 

"Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem" to... fascynująca pozycja. Przystępna w odbiorze i ciekawa. Bez wątpienia także poszerzająca wiedzę - osobiście poznałam dzięki niej niejedno nowe słowo. Jej autor stawia pytania, ale daje także odpowiedzi. To nie jest napisana przez robota książka, suche teksty - to także spostrzeżenia. Mimo to widać w niej ogromny nawał pracy. Jestem bowiem pewna, że przytoczenie tylu cennych, a co za tym idzie wartościowych myśli w odpowiednim miejscu i czasie nie było łatwe. Pewnie wiele osób powie "to książka nie dla mnie" , ale osobiście uważam, że horyzonty należy poszerzać. Dlatego gorąco zachęcam Was po sięgnięcia po nią, jeśli choć trochę interesujecie się światem. Mnie urzekła w niej i filozofia, i teologia. Urzekł mnie także fakt, że jest o wiele lepsza od pierwszej książki autora. Mam wrażenie, że pan Rynkowski wypracował już sobie wspólny język z odbiorcą... Przez co nie są to nudne wywody doktora teologii, a naprawdę rewelacyjna i ambitna książka. Polecam!

Moja ocena: 8+/10 Rewelacyjna z plusem!

Za możliwość zapoznania się z książką "Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem" serdecznie dziękuję Autorowi :) 

maja 03, 2013

(250) Każdy jest teologiem

(250) Każdy jest teologiem
Tytuł: Każdy jest teologiem
Autor: Robert M. Rynkowski
Wydawnictwo Wam
Stron 176
Opis Wydawcy:

"Każdy, kto kocha Boga, jest przynaglony, by stać się w pewnym sensie teologiem". 
Benedykt XVI

Książka dla tych, którzy teologią zajmują się od lat - by zachęcić ich do postawienia sobie na nowo pytania: jak uprawiać teologię?
Jest też dla tych, którzy zaczynają przygodę z teologią - by chcieli i potrafili uprawiać teologię, nie dla zdobywania kolejnych stopni kariery naukowej. Książka ta jest też dla tych, którzy zastanawiają się nad swoją wiarą, żyją modlitwą - by uwierzyli w to, że również oni są teologami.


Moja recenzja:
Katecheta w szkole, ksiądz w kościele to teolodzy. Ale czy każda wierząca osoba także jest teologiem? Robert M. Rynkowski próbuje w swej książce udowodnić, że tak jest. Jednak ja proponuję najpierw zastanowić się kim powszechnie jest teolog. Teolog to osoba po studiach akademickich dotyczących objawień prawd religijnych poprzez Boga najczęściej dotyczących chrześcijaństwa. Już w samej tej uproszczonej definicji opinia autora książki "Każdy jest teologiem" Roberta M. Rynkowskiego upada. W końcu nie każdy z nas ukończył studia teologiczne. Czy pomimo tego każdy z nas jest teologiem? 

Autor zakłada, że tak. W końcu każdy z nas jest w pewnym sensie zobowiązanym do rozmowy o objawionym Bogu, a na tym skupia się teologia. O Bogu możemy rozmawiać nie tylko w organizacjach religijnych prowadzonych przez parafię, ale także w kawiarni, w domu - ze znajomymi, rodziną. Pomimo tego to wszystko nie jest wcale takie proste. W końcu nie każdy z nas otwarcie mówi o swojej wierze. Większość z nas nie czuje potrzeby rozmawiania o Bogu. Może to błąd? W końcu swoją wiarę cały czas powinno się umacniać i poszerzać. Świetny sposobem na to powinna być właśnie rozmowa o Objawionym. 

Po książkę "Każdy jest teologiem" sięgnęłam, ponieważ teologia jest dziedziną, która bardzo mnie interesuje. Moją uwagę przyciągnęła także intrygująca okładka. Okładka nie jest surowa, a za to jest kolorowa. Czy książka pana Roberta jest równie wielobarwna? Sam określił swą książkę jako nieakademicki wstęp do teologii. Także jako książkę dla tych, którzy żyją modlitwą, ale nie są teologami ani nie zamierzają pójść na studia teologiczne. W tym aspekcie muszę przyznać, że autor trochę rozminął się z celem. W końcu przytoczył w tej książce kilka rodzajów teologii, cytaty sławnych teologów. 

Czytałam tą książkę w wielkim skupieniu, a pomimo tego momentami miałam wrażenie jakbym czytała akademicki podręcznik. Co prawda cienki, ale nasiąknięty pojęciami, których "zwykły śmiertelnik" może nie odczytać poprawnie. Złe wrażenia związane z bardzo podręcznikowym podejściem autora do pisania tej książki zatarł ostatni rozdział w którym autor rozwodził się na temat tego czy Szymona Hołownia jest teologiem. Czytanie tego rozdziału sprawiło mi naprawdę wielką przyjemność.

Odniosłam wrażenie, że momentami autor w niektórych rozdziałach za bardzo kombinował. Przez  to chwilami ta lektura była nużąca i męcząca. Na szczęście tylko momentami! Pomimo tego wszystkiego cieszę się, że po nią sięgnęłam. Z pewnością bardzo dużo dowiedziałam się dzięki tej książce. Zasiała w mojej głowie także bardzo dużo pytań, na które pewno tak szybko nie poznam odpowiedzi. Czy jednak autor przekonał mnie do tego, że każdy jest teologiem? Z przykrością stwierdzam, że niezbyt. Wydaje mi się, że wbrew swojej woli przedstawił tą drogę jako bardzo trudną i skomplikowaną. Chyba nie o to mu chodziło... 

Książka "Każdy jest teologiem" jest bez wątpienia bardzo ciekawa i pouczająca dla osób, które naprawdę interesują się sprawami teologii. Mnie to interesuje, więc książka mi się spodobała. Pomimo tego uważam, że niektóre cytaty i inne źródła z których korzystał autor były zupełnie niepotrzebne. Autor stawia zbyt wiele pytań, a zbyt mało odpowiedzi... Autor z pewnością wiele wie na temat tego o czym pisze, ale zbyt dużą dawką wiedzy chce się podzielić. Mogę polecić tą książkę tylko osobom, których bardzo interesuje tematyka teologiczna. Niestety nikomu więcej. 

Okładka jak już wspomniałam wcześniej bardzo mi się spodobała. 

Moja ocena: 7 - / 10 Bardzo dobra z minusem!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM!

stycznia 18, 2013

(231) Chcę kochać

(231) Chcę kochać
Tytuł: Chcę kochać
Autor: s. Teresa Biłyk CSSF
Wydawnictwo WAM
Stron 128
Opis Wydawcy: 

Chcę kochać, to czterdzieści opowiadań, opisujących wydarzenia z życia współczesnej chrześcijańskiej rodziny. Wszystkie opowiadania, przeplatają się krótkimi wersjami modlitw, wśród których dzieci w sposób szczególny poznają Modlitwę Pańską: Ojcze nasz... Doświadczenia religijne ukazane są na tle roku liturgicznego, ze zwyczajami polskich tradycji. 
Opowiadania nawiązują do programu nauczania religii dla dzieci czteroletnich: Radość dzieci Bożych




Moja recenzja: 
W przedszkolu - na religii katechetka często czytała nam opowieści związane z chrześcijaństwem, które miały nas czegoś nauczyć. Bardzo miło to wspominałam i wspominam nadal, więc bez żadnego wahania sięgnęłam po książkę "Chcę kochać", która składa się z czterdziestu krótkich opowiadań o zwykłej rodzinie chrześcijańskiej. Ta rodzina jest zwykła, ale przekaz tych wszystkich opowiadań jest bardzo ważny. To z pewnością wspaniała książka dla dzieci w wieku przedszkolnym...

Wszystkie opowiadania opowiadają o zwykłej chrześcijańskiej rodzinie i jej perypetiach. W rodzinie znajduje się dwójka dzieci i to właśnie w większości za ich sprawą autorka postanowiła przybliżyć chrześcijaństwo i istotę Boga innym dzieciom. To wszystko robi w sposób łatwy, zrozumiały, a przy tym subtelny. Dodatkowo te wszystkie opowiadania są... ciekawe :) Gdybym była w przedszkolu chciałabym, żeby katechetka czytała mi właśnie takie opowiadania.

Zdecydowanym plusem tej książki jest to, że po każdym opowiadaniu znajduje się krótka modlitwa, która jest ich wspaniałym podsumowaniem. Opowiadania są krótkie, ale treściwe. Autorka niczego nie owija w bawełnę tylko wszystko przekazuje wprost. Nie trzeba się niczego domyślać. A przy tym bardzo mile się je czyta :) Opowiadają o problemach w rodzinie, w szkole i nie tylko.

"Chcę kochać" to piękna książka pokazująca, że Bóg nas kocha. To książka idealna dla rodziców, którzy chcą wychowywać swoje dzieci w wierze chrześcijańskiej. Czytanie tych opowiadań dzieci z pewnością wykształci w nich ducha chrześcijańskiego. Ale przede wszystkim czytanie tych opowiadań to dobra zabawa.

Polecam!

Okładka jest śliczna!

Moja ocena: 7/10 Bardzo dobry!

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM!

stycznia 24, 2012

(119) Rico, Oskar i Głębocienie

(119) Rico, Oskar i Głębocienie
Tytuł: Rico, Oskar i Głębocienie 
Autor: Steinhöfel Andreas
Czyta Artur Barciś
Czas 4 h 55 min
Wydawnictwo Wam
Napisane z tyłu:
Fascynująca opowieść o dwóch "nieprzystosowanych" do życia chłopcach, którzy zawiązują wspaniałą przyjaźń i wspólnie próbują odnaleźć się w "normalnym" świecie, który nie zawsze rozumie inność.

Rico, dobroduszny, naiwny i nieco upośledzony nastolatek, ma trudności z rozróżnieniem kierunków i kolorów. Nie lubi zmian w ustalonym porządku. Nieraz wszystko miesza mu się w głowie. Oskar, geniusz intelektualny, opanowany i chłodny, ale pełen lęków i z wyraźnymi defektami w wyglądzie. Chłopcy, choć tak różni od siebie, z miejsca stają się sobie bliscy...

Moja recenzja:

Andreas Steinhöfel jest niemieckim pisarzem i tłumaczem oraz recenzentem. Ma na swoim koncie mnóstwo tekstów recenzenckich i kilkanaście powieści. Specjalizuje się w powieściach dla dzieci i młodzieży, swoją pierwszą powieść wydał, gdy był na studiach.

Książkę „Rico, Oskar i Głębocienie” czyta Artur Barciś – polski aktor telewizyjny, teatralny i filmowy. Wyszło mu to fantastycznie!

Tak naprawdę nigdy nie słuchałam audiobooków, jeśli by nie liczyć takich krótkich jak „Księżniczka na ziarnku grochu”. Więc „Rico, Oskar i Głębocienie” to było dla mnie pierwsze takie spotkanie słuchowiskowe. Muszę przyznać, że było bardzo miłe. Wcześniej bardzo dużo słyszałam o tej książce i chciałam ją przeczytać, na szczęście udało mi się jej wysłuchać.

Rico to chłopiec, który bardzo dużo myśli, ale czasami wszystko mu się plącze. Jest  świetnym obserwatorem. Uważa się za głęboko utalentowanego chłopca, choć  jak sam zauważa myślenie zajmuje mu trochę więcej czasu niż pozostałym ludziom. Nie spotkałam, się jeszcze z tak dogłębnie przedstawionymi myślami bohatera. Dodawało to aromatu całej powieści. Dodatkowo Rico jest trochę naiwny i lekceważy niektóre rzeczy. Mylą mu się niestety strony świata.

Oskar jest inteligentnym chłopcem, boi się otaczającego go świata. Pewnego dnia chłopcy poznają się i od tamtego momentu się zaprzyjaźniają. Są dla siebie nawzajem oparciem, bo oboje są  „inni” . Niepostrzeżenie stają się najlepszymi przyjaciółmi. Ale sielanka nie trwa długo. Oskar zostaje porwany, a gdy Rico się o tym dowiaduje, jak przystało na przyjaciela postanawia go odnaleźć. Teraz pojawia się pytanie: „Kto by nie chciał takiego przyjaciela?”Chyba każdy by takiego chciał, ale mało osób ma takiego.

Bardzo zaskoczył mnie ten zwrot akcji z porwaniem Oskara . W ogóle się go nie spodziewałam. To świetne, że autor potrafi zaskoczyć.

Bardzo spodobał mi się sposób w jaki Artur Barciś czytał tą powieść. Świetnie przystosowywał się do sytuacji. W jego głosie odpowiednio było słychać radość i smutek.  Po prostu z przyjemnością mi się go słuchało przez te kilka godzin.




„Rico, Oskar i Głebocienie” to piękna historia o przyjaźni. Pełna mądrości i dojrzałości. Pokazuje jak ważne jest posiadanie przyjaciół, szczególnie szczerych, którzy zawsze staną w Twojej obronie. W tej powieści można odnaleźć także z początku chwilę relaksu. Jest napisana lekkim stylem.  Ta książka to świetny pretekst, aby się uśmiechnąć.

Polecam ją osobom w każdym wieku! Na pewno postaram się zdobyć ją w wersji papierowej.

Okładka jest śliczna pod względem graficznym.
Hasło po jej wysłuchaniu: Bohaterem może być każdy!

Moja ocena: 8/10 Rewelacja!
                         5/5 Rewelacja!

Audiobooka do recenzji przekazał portal nakanapie.pl! Dziękuję!

listopada 21, 2011

(86) Pochwała brzydoty

(86) Pochwała brzydoty
Tytuł: Pochwała brzydoty
Autor: Loredana Frescura
Wydawnictwo Wam
Stron 199
Napisane z tyłu:
Ja i Giorgia jesteśmy najbrzydsze z całej szkoły. Giorgia ma trochę wystające zęby, nie tylko te z przodu. Wszystkie. Dokładnie wszystkie! Nosi aparat i strasznie sepleni. Ja na szczęście nie. Mam za to brata, który jest szefem bandy. Razem z kumplami nabija się z Giorgii i robi jej okropne kawały: wkłada zdechłe żaby do kanapek albo sztuczną szczękę w książkę do biologii. A jednak Giorgia mówi o moim bracie miłe rzeczy...

Dedykuję tę opowieść tym, którzy stoją na rozdrożu i czasem widzą w lustrze kogoś obcego. Tym, którzy dostrzegają na swojej twarzy co najmniej pięć niedoskonałości, a na całym ciele co najmniej dziesięć. W nich rozpoznaję samą siebie.

Moja recenzja:

Kto nie widzi w sobie niedoskonałości, na ciele, w cechach charakteru? Jest stosunkowo mało takich osób. Niektóre z nich są po prostu zakompleksione. Ale co tak naprawdę znaczy być "brzydkim"? Jak osoby "brzydkie" odnajdują się w społeczeństwie? Każdy ma na to swój własny pogląd. A co na ten temat uważają Marcella i Giorgia? Znajdziecie odpowiedź na to pytanie jeśli przeczytacie tą książkę. Dziewczyny uważają, że świetnie nadają się do napisania o tym pracy. W końcu myślą, że są najbrzydsze z całej szkoły, ale czy napewno?

Spotkałam się już z twórczością Loredana Frescura w powieści "Świat w Twoich oczach" , ale  nie było to wtedy tylko jego dzieło, no ale spodobała mi się. W "Pochwale brzydoty" porusza tematy trudne dla nastolatek mdz. innymi pryszcze, przetłuszczające włosy i wiele innych rzeczy. Może to Wam się wydać głupie, ale dla zakompleksionych nastolatek jest to książka doskonała, wręcz potrzebna. Ja nie należę  do tej grupy, ale i tak przyjemnie mi się ją czytało :).

Marcella i Giorgia postanawiają wspólnie napisać wypracowanie o "brzydkich ludziach". Chcą przelać na nim swoje uczucia, z czasem zaczyna im być coraz lżej na sercu. Wiele rzeczy w ich życiu się zmienia, powoli zaczynają zauważać też dobre rzeczy. Zaczynają się zmieniać i dojrzewać.


Wiele dziewczyn zamyka się w sobie, bo waży np.: 4 kilo więcej od koleżanki. A ta książka napewno pomoże takim dziewczynom, wbrew pozorom jest bardzo mało takich książek. I szkoda. "Brzydota" jest to problem dla niektórych bardzo ważny, a dla niektórych obojętny. "Pochwała brzydoty" jest książką dla obu tych grup i nie tylko. Oczywiście jest przeznaczona głównie dla młodzieży. Rozluźnia i bawi. Serdecznie polecam ją każdej nastolatce.

Okładka nie podoba mi się, ale może do tej książki tylko taka pasuje?

Moja ocena: 9,5/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wam!


maja 27, 2011

(24) Świat w twoich oczach Dwie historie pewnej miłości

(24) Świat w twoich oczach Dwie historie pewnej miłości
Tytuł: Świat w twoich oczach Dwie historie pewnej miłości
Autor: Loredana Frescura i Marco Tomatis
Wydawnictwo WAM
Strony 232
Opis z tyłu:
Kłopoty rodzinne, obowiązki szkolne, rozterki przyjaciół, tęsknoty i obawy, a wreszcie pierwsze poważne życiowe decyzje. Czy pośród tych trudności dwoje siedemnastolatków, Constanza i Angelo rozpoznają nadchodzącą miłość?
Świat w twoich oczach to powieść, w której każdy nastolatek odnajdzie siebie.
Książka nagrodzona Premio Andersen 2006.

Moja recenzja:

Książka opowiada historię dwóch niespełna siedemnastolatków, zakochanych w sobie. Lecz ich miłość nie jest wcale aż taka łatwa.  Ta historia opowiada także o ich przyjaciołach, którzy są postaciami drugoplanowymi. Jest to opowieść o zwykłych nastolatkach o ich miłościach, wpadach i kłopotach.

Constanza jest zakochana w Angelu, chłopaku, którego poznaje na... dworcu, romantyczne to nie uważacie? ;-) Constanza jest dziewczyną mądrą, kochającą grać w siatkówkę, z przyjaciółką Chiarą, która bardzo często powtarza jej, że jest głupia.

Angelo jest zakochany w Constanzji, o której tak jak ona sama cały czas myśli. Ale przez głupią imprezę prawie ją stracił.

Specjalnie jakoś nie ciągnięło mnie do przeczytanie tej historii, ale to było niesłuszne myślenie. Jest to naprawdę wciągająca historia, dla każdej nastolatki, ale myślę że i osoby starsze z chęcią by ją przeczytali.

Niby zwykła historia, ale jest w niej opisane pokręcone myślenie i życie nastolatek.

Co mi się bardzo spodobało, to to że było tam zdanie lub dwa związane z Janem Pawłem II. Książka jest bardzo pomysłowa, wydaje się taka prosta, zwykła opowieść obyczajowa.


Ta książka, każdy rozdział i każde zdanie jest napakowane emocjami.
Jedyny minus dla mnie w tej książce, to to że jej akcja rozgrywa się w czasie teraźniejszym, co nadaje trochę galitiamasu.

Okładka mnie nie zachwyciła, ale też jakoś specjalnie mnie nie zgorszyła. Nie lubię wielkich postaciach na książkach, a tu są prawie na całą okładkę, ale na szczęście są namalowane.

Moja ocena:  9/10

Książkę otrzymałam i zrecenzowałam od wydawnictwa Wam.



* * *

Jutro pojawi się stosik :-)

maja 17, 2011

(21) Przeklęta moneta

(21) Przeklęta moneta
Tytuł: Przeklęta moneta
Tytuł oryginału: La Moneta Maladetta
Autor: Ciro Cabala
Przełożyła: Agnieszka Maria Stefańska
Wydawnictwo Wam
Strony 265
Opis z tyłu:

Kto posiądzie tę monetę, rezygnuje z serca.
Na początku było ich trzydzieści.
Teraz została tylko jedna.

Legenda głosi, że monety jakie otrzymał Judasz za wydanie Jezusa mają magiczną moc. Ten, kto je posiada ma ogromne powodzenie.
Ostatni z zachowanych do naszych czasów Judaszowych srebrników trafia w ręce chłopca, który z wujostwem podróżuje po Turcji. Wszystko zaczyna się komplikować, a egzotyczna podróż na Wschód przemienia się nieoczekiwanie w pełną niebezpieczeństw ucieczkę na Zachód

Moja recenzja:

Po  opisie mamy nadzieję, że będzie to świetne powieść sensacyjna, lecz po mnie nie wywarła takiego wrażenie. Zacznę od tego, że przyiągnięło mnie do tej książki, jedno ze zdań w opisie, a mianowicie: "Wszystko zaczyna się komplikować, a egzotyczna podróż na Wschód przemienia się nieoczekiwanie w pełną niebezpieczeństw ucieczkę na Zachód..."  Po tych zdaniach oczekiwałam akcji, a otrzymałam akcję pod koniec książki, szkoda, że tak późno. :-(

Pierwsze trzy rozdziały wciągające, a potem... powiem tak z trudem przebrnęłam przez tą książkę. Ponieważ książka w późniejszych rozdziałach dla mnie stała się nudna. Potem już potej dwusetnej stronie akcja powoli zaczyna się rozwijać... Oczekujemy pełnej niebezpieczeńst ucieczki na Zachód, ale... główny bohater praktycznie nie wie, że jest ścigany, dowiaduje się tego dopiero w końcowych rozdziałąch.

Janek wyrusza z wujostwem w podróż i w jego ręce wpada moneta o niezwykłym znaczeniu, nie wie jakie mogą z tego wyniknąć kłopoty. Przychodzi mu się zmierzyć z trudną decyzją, decyzją która może przeświadczyć o jego losach.


Chociaż miała to być zwykła podróż, to Janek z wujostwem i tak co chwilę spotykają jakieś trudności, ale to według mnie jest urok tej książki.
W książce tej znajdują się bardzo barwne postacie. Ekscentryczne, aż zanadto poukładane, ale też zanadto wyluzowane.

Według mnie na okładce znajduje się za dużo elementów. Samochód, moneta, droga, chłopiec i inne rzeczy.

Moja ocena: 7/10  Książkę polecam. Lecz nie uważam ją za jedną z najlepszych książek jakie czytałam.


Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dla Wydawnictwa Wam. Dziękuję bardzo za przesłanie książki.