marca 20, 2024

(739) Valeria w lustrze

(739) Valeria w lustrze

Tytuł: Valeria w lustrze

Autor: Elisabet Benavent

Tłum. Iwona Michałowska - Gabrych

Wydawnictwo Kobiece

Stron 408

„Valeria w lustrze” – drugi tom serii o Valerii. Najsłabszy z całego cyklu. Miałam wrażenie, że autorka nie miała pomysłu jak pociągnąć dalej fabułę… na co chce położyć nacisk. To tom pod pewnymi względami ważny w perspektywie rozwoju dalszych części, ale nacisk został rozłożony zdecydowanie źle. Dużo jest tutaj seksu, mniej fabuły. Pod tym względem to ogromny zawód. To tom dla spragnionych scen zbliżeń (zdecydowanie nie emocjonalnych), a większość tego, co dzieje się w tej książce poza pikantnymi obrazami da się opisać w zaledwie kilku zdaniach. Nie ma tu przemyśleń, refleksji, a nawet tematy, z którymi czytelniczki mogły się utożsamić… nie zostają rozwinięte na tyle, by w dalszej perspektywie pozostawać w pamięci odbiorców.

Valeria i jej trzy przyjaciółki. Cztery kobiety przed trzydziestką próbujące znaleźć własną drogę do szczęścia. Zacznijmy od głównej bohaterki… najważniejszej. Opublikowała „W butach Valerii”, tym samym zdradzając (pod zmienionymi imionami innych bohaterów, ale jednak własnym nazwiskiem) wszelkie, także intymne szczegóły nie tylko własnego życia, ale także swojego męża i przyjaciółek… Teraz się boi. Boi się krytyki. To inna powieść od jej debiutanckiej – niektórzy powiedzą, że niskich lotów – z drugiej jednak strony to powieść napisana przez życie. Znajduje się na rozdrożu. Trzeba w końcu załatwić sprawy z Adrianem, a to załatwienie oznacza rozwód… trudno jest jej jednak rozstać się nawet z noszoną od lat obrączką. Z drugiej strony nie może się zdecydować, czy chce wejść w związek z Victorem. Lola z kolei cały czas nie wie czy chce dalej trwać w destrukcyjnej relacji z Sergiem, ale może ta relacja ma szansę… przerodzić się w coś poważniejszego? Carmen walczy o zrozumienie Borjy, swojego chłopaka – liczy na poważną relację, ale pojęcie „poważny związek” oboje rozumieją nieco inaczej. Nerea z kolei codziennie budzi się z mdłościami… i staje przed poważnym dylematem. Ale poza tym opisem w książce dzieje się niewiele więcej. No poza scenami seksu.

Wiecie jak to jest – recenzja drugiego tomu cyklu to zawsze spoiler względem części pierwszej. Tak też jest tym razem. Był taki moment w tej książce, gdy Victor postanowił zabrać Valerię na wyjazd niespodziankę – Valeria przewidując to informuje jedną z przyjaciółek, że nie może jej towarzyszyć w niezwykle ważnej dla niej chwili. I ok. Ma do tego prawo. Nie z tym jest jednak związany mój zawód. W momencie, gdy oczy otworzyły mi się ze szczęścia, że wreszcie coś będzie się działo… będzie jakaś akcja… fabuła… HISTORIA…. rozmowy, wspólne przeżycia związane z wymarzonym wspólnym wyjazdem… równie szybko oczy mi się zamknęły, a z ust wyrwało się westchnienie rozczarowania. Wątek, który mógł zostać rozbudowany – przedstawiony dzień po dniu, został opisany na zaledwie kilku stronach, w formie opowieści na zasadzie „No byliśmy na wyjeździe. Było wspaniale. To był magiczny czas, w którym Victor powiedział, że mnie kocha”. I tyle. Naprawdę… nie mogę uwierzyć w to, że nawet wyznanie miłosne nie zostało przedstawione bliżej, opisane w pewnym ciągu, żeby rozpalić serca czytelniczek – romantyczek. 

Gdzieś się przy tym tomie Benavent pogubiła – jest to w dodatku nie tylko moja opinia – ta część także w ocenach na lubimyczytac.pl wypada najsłabiej względem pozostałych. Tę powieść należy ściśle postrzegać jako kontynuację pierwszej części – nie ma sensu czytania tej książki bez znajomości poprzednich tomów. Jedynie ta znajomość pierwszego tomu i postrzeganie jej jako kontynuacji, powiedzmy niezbędnej w rozwoju akcji jako tako ratuje sytuację… 

Miałam podczas czytania wrażenie, że tę książkę napisał ktoś inny albo Benavent miała niezły kryzys twórczy. Brakuje tu lekkości, porywającej fabuły, skrzących się humorem (ale często też subtelnym erotyzmem) dialogów. Znacząco odbiega od pozostałych tomów, także pod względem językowym.  Jest takim „zapychaczem”, żeby czytelnicy o serii nie zapomnieli nim nie pojawi się przestrzeń na napisanie czegoś naprawdę dobrego, rozwijającego znacząco historię. Tu mamy za to ciągłe wahania nastrojów, marudzenie i poczucie ogólnego rozchwiania, które jest po prostu męczące. Fani cyklu przemkną przez ten tom w oczekiwaniu na konkrety. Mam nadzieję, że nie porzucą po tej książce całości serii… bo później, im dalej – tym lepiej!

Moja ocena: 5/10

marca 15, 2024

(738) W butach Valerii - po raz drugi!

(738) W butach Valerii - po raz drugi!

Tytuł: W butach Valerii 

Autor: Elisabet Benavent 

Tłum. Barbara Bardadyn 

Wydawnictwo Literackie 

Stron 440 

Trochę mi głupio, a trochę jednak nie. Za chwilę stuknie 25 lat na karku, a ja pierwszy raz w życiu sięgnęłam po książkę, którą już kiedyś przeczytałam. I przeczytałam ją ponownie. Jeśli jest mi jednak głupio to może jedynie z tego względu o „jaką” książkę chodzi. Pamiętam jak dziś początek lipca 2015 roku, gdy przeczytałam książkę hiszpańskiej pisarki Elisabet Benavent pt. „W butach Valerii”. Minęło prawie 9 lat, a ja nadal pamiętałam niektóre ze scen… emocje jakie towarzyszyły mi podczas czytania, chociaż nie była to przecież ani literatura wysokich lotów ani literacki majstersztyk. Ot, taka skrząca się humorem i erotyzmem idealna, wciągająca historia o czterech młodych Hiszpankach, które próbują poukładać sobie życie.

„W butach Valerii”, czyli pierwsza część czterotomowej serii została wydana przez wydawnictwo Literackie w 2015 roku. Wtedy, w recenzji napisałam, że będę wypatrywać tłumaczeń kolejnych tomów z serii… no i wypatrywałam, ale one nigdy nakładem wydawnictwa Literackiego się nie ukazały. Sytuacja zmieniła się, gdy Netflix wypuścił serial na podstawie pierwszego tomu pt. „Valeria”, a wydawnictwo Kobiece wzięło sprawy w swoje ręce: wznowiło pierwszy tom „W butach Valerii” w 2020 roku i następnie wydało kolejne tomy. I tak oto, w 2024 roku – poświęciłam cztery dni na przeczytanie wszystkich czterech tomów tej serii. Okazja do tego była świetna, bo przypadkowe wolne… i do tego 2. i 3. tom wyhaczone po 5 zł na promocji. Zbieg okoliczności idealny. I tym sposobem pamiętając jak bardzo ta historia w 2015 roku mnie oczarowała… postanowiłam przeczytać kolejne opowieści o losach Valerii i jej koleżanek, oczywiście zaczynając od powrotu do tomu pierwszego. I bardzo dobrze, bo jak się okazało pamiętałam niewiele. I co ważne… zmienił się mój punkt siedzenia (a raczej czytania), a tym samym widzenia (a raczej odbioru) tej książki.

Gdy sięgnęłam po raz pierwszy po perypetie Valerii i jej koleżanek miałam 16 lat. Książka Benavent wydała mi się wtedy bardzo odważna i bezpruderyjna jak na to, że nie była zlokalizowana w księgarni na półce z literaturą erotyczną obok „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Co więcej (nie bijcie, proszę!) bohaterki wydały mi się dość stare i życiowo odległe względem mnie, nie mogłam się z nimi utożsamić – one w końcu miały aż 27 lat! „Dzisiaj”, gdy czytałam o swoich prawie równolatkach, które miały podobne problemy jak ja… a przynajmniej znajdowały się na podobnym etapie życia – potencjalne utożsamienie się z nimi było dużo łatwiejsze.

Przeczytałam wszystkie cztery tomy serii i dość długo zastanawiałam się, czy opowiedzieć Wam o wszystkich czterech w jednym poście… czy jednak to rozdzielić i zdecydowałam się na rozdzielenie.

„W butach Valerii” to pierwszy tom serii o czterech przyjaciółkach – Valerii, Nerei, Carmen i Loli. Narratorką powieści jest Valeria, która pisze książki. I uwaga… „W butach Valerii” to właśnie książka przez nią napisana, co będzie ważne w perspektywie kolejnych tomów, a co wcześniej kompletnie mi umknęło. Mieszka w Madrycie, ma męża Adriana, z którym od pewnego czasu jej się nie układa… a do tego po porzuceniu pracy i wydaniu pierwszej, uznanej przez krytyków książki nadszedł kryzys twórczy. Na jej horyzoncie pojawia się przystojny Victor, który choć nie będzie główną przyczyną zamieszania w jej życiu, to jednak odegra w tej historii istotną rolę.

To zabawna, napisana z pomysłem i bez zahamowań opowieść, w której nie brak erotyzmu. Momentami przekoloryzowana, niekiedy nawet wulgarna. Dla mnie jej ogromnym atutem jest przy tym ukazanie przyjaźni. Wszystkie cztery bohaterki są względem siebie kompletnie różne – jedna to demon seksu, druga to pedantka, a trzecia poszukuje prawdziwej miłości. Często ich zachowanie bulwersuje je same. Mimo tych wszystkich różnic znajdują jednak przestrzeń na dzielenie się swoim życiem, spotkania i co najważniejsze wspierania się, nawet jeśli same nie postąpiłyby w dany sposób.

Podtrzymuję to co napisałam w 2015 roku, że moją ulubioną bohaterką jest Lola będą postacią zupełnie bezpardonową, dla której nie istnieją tematy tabu. Szczególnie w kontekście kolejnych tomów muszę przyznać, że to postać naprawdę zasługująca na uwagę… i szacunek, którego niektórzy czytelnicy po pierwszym tomie mogliby jej jednak odmówić. W moich oczach (również biorąc pod uwagę kolejne tomy) straciła nieco postać samej Valerii, która momentami mnie po prostu irytowała. I o ile rozumiem, że spowodowane to było jej poczuciem niepewności samej siebie i drogi jaką chce podążać… to jednak nie zawsze mogłam się w tym odnaleźć. Ale taką niepewność chyba każdy z nas czasami odczuwa.. przez co zachowuje się irracjonalnie.

W tej części serii o seksie więcej się gada… niż się go uprawia. Oczywiście pojawiają się „sceny” – ich natężenie nie jest jednak zbyt duże. Książka nie jest seksem przesycona, choć napięcie seksualne jest stopniowo budowane. Posiada fabułę wykraczającą także poza temat seksu… piszę o tym, bo w kolejnych częściach tak oczywiste to nie będzie. Ta część jest wyważona, przez co łatwiej jest się utożsamić z opisywanymi wydarzeniami. Autorce udało się wykreować bohaterów z krwi i kości, którzy posiadają zarówno wady jak i zalety. Reprezentują różne postawy względem życia, związków, seksów, miłości, pracy.

„W butach Valerii” to książka, która po raz kolejny mnie porwała. Zapewniła godziny świetnej rozrywki. Powieść Benavent świetnie się czyta, z uśmiechem na twarzy, ale także niejedną refleksją dotyczącą życia. To fantastyczny początek serii i jestem miło zaskoczona, że podobał mi się tak bardzo… mimo upływu czasu, który minął od pierwszego czytania.

Moja ocena: 8/10