Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karakter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karakter. Pokaż wszystkie posty

grudnia 09, 2017

(673) Zapach mężczyzny

(673) Zapach mężczyzny
Tytuł: Zapach mężczyzny
Autor: Agneta Pleijel
Wydawnictwo Karakter
Stron 304

Kolejna – po entuzjastycznie przyjętej „Wróżbie” – odsłona autobiograficznego cyklu szwedzkiej pisarki. Narratorka studiuje w Göteborgu, próbuje znaleźć własną życiową drogę, szuka równowagi w relacjach z matką i ojcem, który zostawił rodzinę. Przede wszystkim jednak chłonie świat, chce się rozwijać, doświadczać rzeczywistości wszystkimi zmysłami. Rekonstruując młodzieńcze lata, opowiada o miłości – tej zmysłowej, i tej do literatury, o odkrywaniu świata i siebie, o kreowaniu własnego życia i o pisaniu. Przez karty powieści przewijają się mężczyźni – przelotni kochankowie narratorki i ci, którzy zostali w jej życiu na dłużej – a przede wszystkim książki, które inspirują, napędzają, nie dają spokoju. W tle toczy się rewolucja obyczajowa lat sześćdziesiątych.

Moja recenzja: 
Pierwsza powieść Agnety Pleijel z jej autobiograficznego cyklu wywołała we mnie wielkie emocje. "Wróżba" była dla mnie niezwykłym literackim przeżyciem i jedną z najważniejszych książek jakie miałam okazję przeczytać w 2016 roku. To była mocna, śmiała i niezwykle wartościowa proza, której akcja dotyczyła dzieciństwa autorki w rodzinie pełnej tajemnic, niekiedy bardzo toksycznych relacji, w latach 40. i 50. ubiegłego wieku, a więc jeszcze przed rewolucją seksualną. "Zapach mężczyzny", kolejny tom cyklu dotyka już okresu późniejszego... rewolucja seksualna odbija się także na życiu autorki - jest dużo seksu, związków, eksperymentów, poszukiwania własnej drogi i tego wewnętrznego niepokoju, poczucia rozdarcia, poszukiwania sensu życia. 

Agneta Pleijel pozostawia czytelników z kolejną trudną, bardzo wartościową, ale także wymagającą pozycją. Czyta się ją bardzo dobrze, jest zresztą napisana świetnym językiem,  a bohaterka jest dojrzalsza niż ta we "Wróżbie". Wykazuje się erudycją, delikatną znajomością życia... O ile "Zapach mężczyzny" można poznawać bez znajomości "Wróżby" to jednak mam wrażenie, że w takim wypadku będzie to dla czytelnika doświadczenie uboższe. Ważne jest w tej powieści tak samo jak w poprzednim tomie ukazanie relacji autorki z rodzicami, emocji związanych z odejściem ojca od rodziny. "Zapach mężczyzny" przedstawia to już nie na płaszczyźnie doświadczeń dziecka, ale młodej, wchodzącej w dojrzałość kobiety.

Pierwsze lata studiów to dla bohaterki nie tylko lata wysiłku umysłowego, rozwijania się, życia w ciągłym pragnieniu i zdobywania wiedzy, w prawdziwej intelektualnej burzy, ale także pierwsze związki. Te typowe, związane z zakochaniem się, ale także te oparte na różnych układach, zasadach. W ich opisywaniu autorka bywa enigmatyczna, ale zawsze wyjątkowo celna, ostra..., a pod niewieloma słowami potrafi skryć wiele emocji i prawd. Te związki z mężczyznami, ich poznawanie nie tylko w przestrzeni fizycznej, ale także psychicznej, a także pamięć o fascynacji ojcem, jej relacja z nim prowadzą autorkę do stawiania pytań o rolę kobiety w społeczeństwie, postrzegania kobiet przez mężczyzn. Dużo jest w tej powieści niekiedy feminizmu, ale takiego zdrowego. Dużo ciekawości, obserwacji... i melancholii. 

"Zapach mężczyzny" jest powieścią inną od "Wróżby". Dużo dojrzalszą, dużo bardziej melancholijną, erudycyjną, ale dla mnie także mniej poruszającą. Postać, charakter autorki zostaje dla mnie tak naprawdę cały czas zagadką - jest dla mnie bohaterką bardzo specyficzną, bardzo smutną, skupioną na życiu wewnętrznym? I to nie jest żaden zarzut. Po prostu myślę, że Agneta Pleijel jest urodzoną pisarką, poetką, artystką... jest w niej dużo tej artystycznej melancholii, a "Zapach mężczyzny", choć jest lekturą bardzo interesującą jest także smutny. Pierwsze miłości i związki zostały przez autorkę przedstawione bardzo (w stosunku do innych pozycji tego typu) niebanalnie. Brak w tym lekkości, trywialności, beztroski. 

Agneta Pleijel tworzy prozę trudną i wymagającą - nawet w momentach, kiedy nie uświadamiamy sobie, że kontakt z jej literaturą (dobrą literaturą) nie tylko literacko, ale także życiowo nas wzbogaca. Z niecierpliwością wypatruję kolejnych tomów autobiograficznego cyklu szwedzkiej pisarki. Wypatruję kolejnej dawki świetnego języka, przemyślanych zdań, trafnych spostrzeżeń dotyczących życia. Za sprawą "Wróżby" autorka wywołała we mnie wewnętrzne obrażenia, "Zapachem mężczyzny" ledwie mnie zadrasnęła..., ale nawet to niewiele autorów potrafi to uczynić. Proza Pleijel zasługuje na uwagę ze względu na krytyczne podejście autorki do samej siebie, brak koloryzowania, opiniowanie, bycie szczerą, unikanie sensacji. Zasługuje na uwagę, bo to dojrzała, mądra proza napisana przez kobietę z perspektywy czasu (ponad 50 lat), która patrzy na siebie z młodości krytycznie, a przy tym wchodzi w swoją psychikę, analizuje i wydaje wyroki. Bardzo ciekawa pozycja o wchodzeniu w dorosłość, relacjach z mężczyznami, rewolucji obyczajowej opowiedzianej od innej, prawdziwszej strony, o mechanizmach psychicznych i miłości do literatury. 

Moja ocena: 7+/10

czerwca 29, 2017

(630) Depesze

(630) Depesze

Tytuł: Depesze
Autor: Michael Herr
Wydawnictwo Karakter
Stron 312

"[...] dopiero wojna mnie tego nauczyła - że jesteś tak samo odpowiedzialny za to, na co patrzysz, jak za to co robisz."*

"Depesze" miały być najlepszym amerykańskim reportażem o wojnie w Wietnamie. Miały być dziełem porywającym, ale przy tym otwierającym oczy. Miały być... inne niż się okazały. Zbierają różne opinie. Od tych skrajnie pozytywnych po te skrajnie negatywne, a ja... jestem gdzieś po środku, bo takie "środkowe" wydają mi się także "Depesze". To co pierwsze przychodzi mi do głowy, kiedy o nich myślę to chaos. Chaos nie tylko wojny w Wietnamie o której opowiadają, ale także chaos narracyjny, językowy, stylistyczny, strukturalny, kompozycyjny. Chaos za sprawą którego "Depesze" były dla mnie tym trudniejszą lekturą. Niestety trudniejszą technicznie niż emocjonalnie. Emocjonalnie, ideologicznie "Depesze" przez swoją wyrazistość paradoksalnie tracą na sile. Mają jednak w sobie coś takiego co sprawia, że na skalę światową reportażu wojennego są ważną pozycją: bezpardonowe, odważne, zdecydowane opowiadają o wojnie, w której nie ma żadnej nadziei. A cierpienie i śmierć ludzi są bezcelowe. Wojna nie tyle odmienia ludzi co ich niszczy. 

Wojna w Wietnamie jest powszechnie uznawana za jeden z najbardziej bezsensownych i tym samym absurdalnych konfliktów na świecie. "Depesze" to reportaż niszczący obraz dzielnego amerykańskiego żołnierza i bezpardonowo z nim zrywający. Żołnierze walczący w wojnie w Wietnamie, ci przewijający się w "Depeszach" to zwykli Amerykanie, którzy zostali wysłani na wojnę wbrew sobie. Niektórzy uczestniczyli w niej z nadzieją, że cała sprawa po prostu po nich spłynie. Wierzyli w to, że mogą brać w niej udział, ale wyjść z niej bez szwanku. Bardzo szybko jednak ich wiara przeminęła... I o tym jest ten reportaż: o brutalnej, chaotycznej wojnie, o brutalnym, chaotycznym zderzeniu się z wojenną rzeczywistością. Mężczyznach, którzy nagle zaczęli mordować... i to najczęściej nie w imię własnych przekonań ideologicznych. "Depesze" to także historia korespondentów wojennych, z których jednym jest właśnie autor: Michael Herr.

Michael Herr jeszcze przed ukończeniem trzydziestego roku życia napisał pierwszą i jedyną książkę w swojej karierze. Lata później został współscenarzystą filmu "Czas apokalipsy". Nie mniej... największy wpływ na jego życie wywarły doświadczenia wojenne. Herr przez dwa lata (1967-1969) pracował jako korespondent w Wietnamie - towarzyszył żołnierzom nie tylko na froncie, ale także w obozach. W 1977 roku napisał "Depesze", które szybko zostały uznane za arcydzieło. W Polsce zostały wydane dopiero w 2016 roku. Michael Herr napisał specyficzne dzieło, które za sprawą nietuzinkowego języka zapada w pamięć. Ale czy arcydzieło? O tym moglibyśmy dyskutować.

"Depesze" są specyficznym, bardzo chaotycznym reportażem ułożonym ze skrawków wspomnień, relacji, przeżyć. Krótkie historie, złożone bez kolejności chronologicznej, nieskupiające się na konkretnych wydarzeniach ani bohaterach, a na ogólnym obrazie i wydźwięku chaosu wojny. Wojny bezsensownej i bolesnej. Herr rozmawia z żołnierzami, innymi korespondentami, a z tych rozmów - krótkich ich skrawków w sumie wyłania się obraz wojennego Wietnamu i jego klimatu. Trawka, alkohol, muzyka... Taki też jest język autora. Nieposkładany. Zdania, relacje pourywane - chaotyczne. Chaosu jest tu pełno. Brak za to trzeźwego spojrzenia, dystansu, swego rodzaju dystynkcji... i spojrzenia na wydarzenia w Wietnamie z perspektywy czasu. Widać, że w autorze, kiedy pisał tę pozycję - cały czas mocno tkwiły wspomnienia stamtąd, choć sama książka... podczas lektury miałam wrażenie, że czytam jakieś naprędce skreślone na kolanie notatki. Notatki pełne wulgaryzmów, potoczyzmów, luźnego stylu pisarskiego, brudnych i twardych obrazów... Właśnie przez to wszystko "Depesze" wydają się takie żywe i aktualne. Potoczny, bardzo dosłowny język, a jednak przekazujący głębsze treści i oddający klimat tych wydarzeń.

"Ci, którzy pamiętają przeszłość, też są skazani na jej powtarzanie: ot, taki żarcik, który płata nam historia." *

Reportaż wydany przez wydawnictwo Karakter nie jest próbą odpowiedzi na pytanie w jakim celu to piekło na ziemi zostało rozpętane. Jest za to swego rodzaju świadectwem brutalności wojny. Bardzo świeżym, bardzo odważnym... i ogromnie subiektywnym. Nie mam wątpliwości co do tego, że "Depesze", które napisał Michael Herr są nie tylko dziełem trudnym dla  samego bycia trudnym, ale także wymagającym dużo skupienia, ponieważ pojawia się w nich niejeden chaotyczny monolog, w którym trudno się połapać. "Depesze" nie są idealne, ale są ważną pozycją dla kształtowania tożsamości literackiej i światopoglądu. Dobre, choć nie zachwycające. Zabrakło mi skupienia się na historii jednostki, ponieważ to właśnie te osobiste, pojedyncze historie najbardziej chwytają mnie za serce. Tu mamy do czynienia z historią masy, genialnie przetłumaczoną i oddaną przez Krzysztofa Majera, pięknie wydaną przez wydawnictwo Karakter. Muszę jeszcze nadmienić, że "Depesze" to taka książka... pełna mądrości o wojnie. Na każdej stronie znajdziecie w niej coś wartego zapamiętania. Zdanie, które utkwi Wam w pamięci. I być może Was zaskoczę..., ale do "Depeszy" z pewnością wrócę, ponieważ im częściej je kartkuję - tym więcej z nich wyciągam i może także po trochu przyzwyczajam się do języka, od którego w realnym życiu jestem bardzo oddalona. Mimo tych wszystkich zastrzeżeń i uwag co do jednego nie mam wątpliwości: "Depesze" trzeba poznać choćby we fragmentach. 

Moja ocena: 7.5/10

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Depesze" Michael Herr, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016


lutego 06, 2017

(601) Eseje wybrane

(601) Eseje wybrane
Tytuł: Eseje wybrane
Autor: Virginia Woolf
Wydawnictwo Karakter
Stron 496

" [...] ale czy Hamlet jest lepszą sztuką niż Król Lear? Tego nie da się stwierdzić. Każdy musi to rozstrzygnąć sam. Jeśli wpuścimy do biblioteki autorytety, choćby najozdobniej przybrane w suknie i futra, i pozwolimy im, by dyktowały nam, co i jak mamy czytać oraz jaką wartość przypisywać temu, co czytamy, uśmiercimy ducha wolności, który jest oddechem tych sanktuariów. Prawa i konwenanse mogą nas obowiązywać wszędzie – ale nie tutaj." 

Virginia Woolf, "Eseje wybrane" (fragment eseju "Jak czytać książki?")

Virginia Woolf była genialną angielską pisarką i feministką, jedną z najważniejszych autorek XX wiecznej literatury modernistycznej. "Pani Dalloway", "Do latarni morskiej", "Fale", "Dama w lustrze" – piękne powieści i opowiadania, które od lat zyskują uznanie. "Eseje wybrane" to świetny zbiór jej esejów, w których ukazuje się nie tylko jako pisarka, recenzentka, komentatorka, ale także kobieta "uwikłana w świat". Jako feministka, jako kobieta, artystka... To zbiór piękny, różnorodny, do częstego wertowania i powracania. Zbiór esejów, który mnie po prostu w sobie rozkochał – oczarował, porwał. Pełen pięknych, wartościowych i co najważniejsze mądrych myśli. Literatura najwyższej próby, literatura z najwyższej półki, esencja tego co w literaturze najlepsze.

"Eseje wybrane" zostały podzielone na kilka kategorii... Czytanie, pisanie, recenzowanie, patrzenie, podróżowanie, Londyn, kobiety, życiopisanie, nieludzkie, życie i śmierć. Wszystkie te kategorie bardzo często łączą się w jakiś sposób z literaturą... I tak Virginia Woolf pisze między innymi o tym kim jest czytelnik, jak należy czytać książki, ponownie czytać powieści, o co chodzi w recenzowaniu... Mówi o kinie, kobietach w prozie literackich, znaczeniu śmiechu, odchodzeniu i wielu innych aspektach życia "szarego" człowieka jak i tego głęboko osadzonego w życiu literackim. To eseje zakorzenione nie tylko w literaturze, ale także bardzo silnie w społeczeństwie i jego problemach. Pewne jest, że "Eseje wybrane" są obowiązkową pozycję dla wszystkich czytelników żywo zainteresowanych literaturą, literaturą angielską, ale także światową i oczywiście postacią Woolf.

"Dawny pogląd głosił, że komedia przedstawia niedostatki natury ludzkiej, tragedia natomiast ukazuje ludzi wspanialszymi, niż są w rzeczywistości. Aby zatem przedstawić ich takimi, jacy są rzeczywiście, trzeba by znaleźć drogę pośrednią, uzyskując rezultat zbyt poważny, by uznać go za komiczny, zbyt niedoskonały, by nazwać go tragicznym – i to właśnie można określić jako humor." 

Virginia Woolf, "Eseje wybrane" (fragment eseju "Znaczenie śmiechu")

To co wyróżnia eseje Virginii Woolf to wielka erudycja, pięknie zbudowane zdania, niesamowity styl literacki... i różne podejście do tematu. Czasami lekkie, zabawne. Czasami pełne powagi, pewnego rodzaju nostalgii. Czasami nieubłagane, ironiczne, bezwzględne. Zawsze jednak wybitne, godne uwagi, choć czasami niełatwe. "Eseje wybrane" są literacką ucztą w najczystszej postaci. Inspirujące, wybitne teksty genialnej pisarki. Zbiór pięknie wydany i naprawdę godny uwagi. Virginia Woolf w swoich esejach dotyka np. istoty pisania, recenzowania, czytania i to właśnie te teksty interesowały mnie najbardziej – ich osadzenie w literaturze modernistycznej, epoce w której przyszło tworzyć pisarce. Są jednak ponadczasowe – za równo pod względem literackim, jak i merytorycznym. 

Pięknie spuentowane, pięknie napisane... każda strona w tym zbiorze jest zachwycająca, każda zmusza do przemyśleń. Virginia Woolf jawi się po lekturze tego zbioru jako nie tylko świetna pisarka i recenzentka, ale także teoretyczka literatury, która świetnie sprawdzała się w każdej formie literackiej. Sztuka Virginii Woolf znajduje się na wyżynach, do których każdy, który myśli o pisaniu... powinien dążyć, choć to zadanie trudne, ponieważ Woolf jest niezaprzeczalną mistrzynią. Jej eseje są mądre, poruszające, świetnie napisane, rewalacyjnie spuentowane, a co najważniejsze – jest w nich mnóstwo prawdy. "Eseje wybrane" to jedna z tych pozycji, z których cytaty czerpie się garściami, bowiem jakiego tematu Woolf by się w swoim eseju nie chwyciła... wychodzi z tego małe arcydzieło literatury. Niesamowita pozycja, która powinna znaleźć się w biblioteczce każdego. 

Moja ocena: 10/10

lutego 05, 2017

(600) Miasto Archipelag

(600) Miasto Archipelag
Tytuł: Miasto Archipelag
Autor: Filip Springer
Wydawnictwo Karakter
Stron 320

"[...] tego, że kiedyś było świetnie, nie pamięta już prawie nikt. To, że potem było kurewsko źle, idzie pomału w zapomnienie. I w końcu można się spokojnie zająć tym, co będzie." 

Filip Springer, "Miasto Archipelag"

Genialny, wielki reportaż o Polsce mniejszych miast. Reportaż po historiach miejsc i ludzi. Filip Springer olśniewa swoim projektem, który rozpoczął w internecie, a "Miasto archipelag" zasługuje na wszelkie pochwały. Autor wyrusza w podróż po 31 miastach, które po reformie administracyjnej z 1999 roku straciły status stolicy województwa, a tym samym znaczenie na mapie Polski. Jedne miasta, społeczności poradziły sobie z tymi zmianami lepiej, drugie gorzej... Trzydzieści jeden miast kilkadziesiąt zajmujących, chwytających za serce opowieści – opowieści o miastach mniejszych i większych, wszystkich jednak w jakiś sposób doświadczonych przez historię. Z tych kontrastów, punktów wspólnych wyłania się obraz Polski – Polski pięknej, Polski pasjonującej, Polski cały czas czekającej na odkrycie, Polski niedocenianej. 

"Miasto archipelag" to książka o której usłyszałam już kilka miesięcy temu i od tego czasu bardzo mnie ciekawiła. Jej lektura przerosła jednak moja najśmielsze oczekiwania... nie spodziewałam się historii przedstawionych tak zgrabnie, tak wielkiej roli człowieka w nich zawartych, podejścia do historii bez patetyzmu czy też z uwzględnieniem politycznych sympatii i antysympatii. Filip Springer przedstawia. Nie ocenia. Oddaje głos bohaterom. Pokazuje co to znaczy być dobrym reportażystą. Pokazuje, że nic nie jest czarno - białe, także czasy PRL-u... Jego książka przywodzi mi na myśl reportaże Mariusz Szczygła, a więc literaturę najwyższej klasy. Poznaje historie miejsc i ludzi – zaznajamia czytelnika z ważnymi dla tych małomiasteczkowych i wielkomiastowych społeczności, wydarzeniami. Stara się odnaleźć klucz do zrozumienia..., ale co najważniejsze "Miasto archipelag" to fascynująca historia, podróż po różnych obrazach życia w Polsce, polskiej mentalności – nadziejach i troskach w niej ukrytych. 

Przejechał całą Polskę, od Słupska po Krosno i od Suwałk po Wałbrzych... pragnął zobaczyć jak się dzisiaj żyje w tych niezwykle ważnych miastach kiedyś oraz usłyszeć jak żyło się kiedyś. Czasami jego historia sięga nawet dwieście lat wstecz. Rozmawia z ludźmi o różnych pozycjach społecznych – z aktywistami, przedsiębiorcami, politykami, artystami, zbieraczami puszek. Zagląda do warsztatów, barów, urzędów, muzeów, fabryk, przedsiębiorstw, McDonaldów, na dworce, przechodzi koło niejednej Biedronki i słucha ludzkich historii. Historii pełnych trosk, marzeń i zaprzepaszczonych nadziei, ponieważ reforma administracyjna z 1999 roku złamała niejedną społeczność, doprowadziła do upadku niejednego miasta w Polsce, które pozostają jedynie reliktem swojej dobrej przeszłości. Teraz w najlepszym wypadku pełnią funkcję miasta starszych ludzi czy też noclegowni... Niektóre z nich nie mają nawet połączenia z miastami wojewódzkimi. Budynki straszą swoim stanem, a ludzie uciekają..., bo wiedzą, że nic dobrego nie może ich spotkać. Są jednak także tacy, którzy chcą zostać, chcą inwestować, chcą rozwijać siebie i miasto w którym dorastali. Liczą na jeszcze jedną szansę. A jednak wiele z tych miast popada w ruinę... budżety wojewódzkie i powiatowe bywają bowiem nieubłagane. 

"Miasto Archipelag" to zachwycający reportaż i nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Autor pokazuje klasę, umiejętności pisarskie i reporterskie. To kilkadziesiąt pięknych, chwytających za serce historii, które są niezwykle ciekawe. Tym bardziej, że wykraczają poza to co jest dzisiaj. Autor ukazuje Polskę mniejszych miast z reporterskim zacięciem, a jednak stara się nie wydawać wyroków. "Miasto archipelag" jest ciekawą, bardzo fascynującą historią wzbogaconą zdjęciami zrobionymi przez samego autora. Wciąga, intryguje i skłania do refleksji. Moje rodzinne miasto znajduje się na obecnej liście stolic województw..., a jednak książka Springera zmusiła mnie do spojrzenia na nie jako na swoją małą ojczyznę. Spojrzenia z pytaniem: Dokąd zmierza moje miasto? Co się w nim zmieniło? Jakie jest i jacy są ludzie w nim mieszkający? Książka Filipa Springera ukazuje jak duże znaczenie w obecnych losach miast ma ich historia – często trudna, wojenna, żydowska. Nie boi się przy tym ukazywać uprzedzeń w nich drzemiących, stereotypów ich dotyczących... Springer nie przechodzi także obojętnie obok ludzkiej mentalności. Niektórzy z rozmówców Springera są dumni z miasta, w którym mieszkają. Częściej jednak przemawia przez nich żal za utraconą pozycją, niepewność jutra, bezsilność, chęć ucieczki do większego, rozwijającego się miasta. Miasta, w którym jest życie, a nie jedynie niszczejące budynki, niedokończone inwestycje... Wydźwięk książki Springera jest z jednej strony przygnębiający, z drugiej niesie jednak odrobinę nadziei, ponieważ są jeszcze ludzie, którym zależy na miastach należących do polskiego "marginesu". Miastach, które często źle się kojarzą lub nie kojarzą się w ogóle. 

"Miasto archipelag" jest ważną pozycją dla zrozumienia Polski, jej różnorodności i niejednoznaczności, dla polskiego reportażu. 

Moja ocena: 10/10

grudnia 27, 2016

(584) Wróżba

(584) Wróżba
Tytuł: Wróżba
Autor: Agneta Pleijel
Wydawnictwo Karakter
Stron 280

"Być może wróżby są jak propozycje nowych dróg, innych myśli. Wróżba może uwidocznić nowe aspekty istnienia. Wiara w cuda wydaje jej się w tej chwili nader rozsądna." 

Agneta Pleijel, "Wróżba"

Mocna, śmiała, wymagająca, wartościowa... "Wróżba" jest pozycją, którą trudno wpakować w jakieś ramy, stereotypowe ujęcia. To odważna literatura, która niekiedy swoim klimatem przypomina filmy Hitchcocka. Tocząca się opowieść o dziewczynce w trzeciej osobie liczby pojedynczej, jest niekiedy przerywana narracją pierwszoosobową w której ujawnia się autorka... Powstaje wrażenie stopklatki, która dodatkowo potęguje wszystkie emocje, które towarzyszą czytelnikowi podczas czytania "Wróżby"... Pozycja Agnety Pleijel jest niesamowita,  jest mocna i wymaga skupienia. Jednak to ten rodzaj skupienia, który daje podczas czytania satysfakcję, zmusza do zatrzymania się... i przyprawia o dreszcz. 

Agneta Pleijel jest uznawana za jedną z najciekawszych i najwybitniejszych szwedzkich pisarek. Jej proza niesamowicie porusza. Nie karmi się tanią sensacją, a jednak porusza tematy tabu... Proza Pleijel zostawia w czytelniku trwałe obrażenia i zapada w pamięć. To bardzo sugestywna, a przy tym intensywna pozycja o życiowych inicjacjach, dzieciństwie i dojrzewaniu. Pierwsza miesiączka, pierwsze pocałunki, orgazmy, poznawanie tajemnic swojego ciała i uwikłanie w skomplikowane relacje rodzinne, które wywierają na bohaterkę tej powieści ogromny wpływ. "Wróżba" jest momentami wręcz boleśnie prawdziwa, a przy tym ogromnie bliska każdemu czytelnikowi. Agneta Pleijel porusza w swej wspomnieniowej powieści elementy dzieciństwa wykraczające poza zabawę lalkami i samochodami, ale przecież wspomnienia towarzyszące dzieciństwu każdego człowieka. Być może są to tematy tabu, wspomnienia, które ludzie często spychają w odmęty pamięci..., a jednak nie da się ukryć, że to najczęściej właśnie one mają ogromny wpływ na dorosłe życie. 

Szwedzka pisarka z wielką wrażliwością układa historię o ludzkim lęku, niepewności ciała i pytaniach o sens życia. Układa swoją opowieść na podstawie strzępów wspomnień, zachowanych listów, urwanych zdań. Rekonstruuje wspomnienia, rodzinne relacje, które pozostają skażone toksycznością, niepewnością i kłamstwami. Próbuje odnaleźć siebie samą z okresu dzieciństwa i dojrzewania. Stara się rozliczyć ze swoją przeszłością i rodzinnymi uwarunkowaniami. Stawia pytania o Boga, miłość, tęsknotę, relacje międzyludzkie i ograniczenia w nich panujące. Agneta Pleijel z czasów dzieciństwa nie budzi serdeczności, a raczej duże pokłady współczucia, które jak się się szybko okazuje... może być udziałem każdego. Bohaterka jest przytłoczona otaczającymi ją emocjami, mrokiem relacji w rodzinie i milczeniem. Milczeniem, które przykrywa wszystko cienką warstwą..., która jednak za jednym podmuchem może zostać zdmuchnięta. 

Los bohaterki "Wróżby" jest zdominowany przez sytuację w rodzinie. Czytelnik poznaje ją już jednak jako małą dziewczynkę, której życie jest naznaczone za sprawą ciągłych zmian zamieszkania, samotności odczuwanej w szkole, w której nie może znaleźć wspólnego języka z innymi uczniami, a kiedy już go znajdzie... czeka ją kolejna przeprowadzka i rozpoczynanie wszystkiego od nowa. Jednak o wiele większy wpływ na jej osobowość ma charakter jej matki, która żyje w ciągłym niezadowoleniu, neguje wszystko co ich dobrego spotyka. Depresyjna osobowość matki ma destrukcyjny wpływ nie tylko na główną bohaterką, ale także na jej całą rodzinę. Jasnym punktem wydaje się być ojciec, profesor, czyli w latach 40. i 50. we Szwecji osoba bardzo szanowana i poważana. Kojarzona z wyższymi sferami. Budzi w dziewczynce fascynację i podziw, wydaje się być ostoją rodziny. Różnorodnej i różnie patrzącej na świat... Równie ważną postacią wydaje się być jednak także ciotka Ricki, która swoim opanowaniem stanowi przeciwieństwo matki dziewczynki. Jednak i jej los nie będzie do końca spokojny. 

Wspomnienia zamieszczone we "Wróżbie" pochodzą z lat 40. i 50., a więc jeszcze z okresu przed rewolucji seksualnej, gdzie wszystkie zagadnienia związane z ciałem (a już z pewnością, z erotyzmem) pozostają tematem tabu. A do relacji rodzinnych podchodziło się z dużą ostrożnością, nic nie mogło wychodzić poza mury mieszkania, a relacje międzyludzkie były skażone dużą dozą milczenia, bo tak "wypadało", a może raczej... bo inaczej "nie wypadało". "Wróżba" jest bardzo osobistą historią, która porusza czytelnika swą prawdziwością. Poruszane w niej problemy - dojrzewanie, seksualna inicjacja, depresja, niedomówienia i szarość świata dorosłych, z którymi dziecko jest nierozerwalnie złączone... czy tego chce, czy nie. Dużo w powieści Pleijel jest emocji, niedomówień, nieścisłości, znaków zapytania... i niepokoju. Mroku ciążącego nad młodą bohaterką. 

"Wróżba" jest pozycją, która zapada w pamięć. Historią, w której odnajdzie się każdy czytelnik, ale przy tym powieścią bardzo trudną, wymagającą czytelniczej i życiowej dojrzałości. Proza Agnety Pleijel wymaga dużej samoświadomości, ale uwodzi. Literackim kunsztem, emocjonalnością, bezpośredniością ukrytą za wieloma niedomówieniami. Nie mogę się odpędzić od wrażenia, że opisywanie tej powieści jest jej spłycaniem, ponieważ jest utworem na tyle złożonym... i po prostu wyjątkowym w swej bezpośredniości, że aż trudno ją opisać. Ogromnie doceniam pracę autorki, jej świadomość własnego dzieciństwa, swego rodzaju odwagę... "Wróżba" jest piękną, poruszającą historią o dzieciństwie i dojrzewaniu. Powieścią pełną niuansów i niedomówień, które tworzą niezwykle emocjonalną i mocną całość. Trudną, wymagającą, ale może właśnie przez to tak dobrą? 

Moja ocena: 8+/10