stycznia 05, 2016

(427) Elementarz księdza Twardowskiego dla najmłodszego, średniego i starszego

(427)  Elementarz księdza Twardowskiego dla najmłodszego, średniego i starszego
Tytuł: Elementarz księdza Twardowskiego dla najmłodszego, średniaka i starszego
Teksty wybrała i ułożyła Aleksandra Iwanowska
Wydawnictwo Literackie
Stron 251

"Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął 
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia [...]"

"Elementarz księdza Jana Twardowskiego dla najmłodszego, średniaka i starszego"

Ksiądz Jan Twardowski to chyba postać znana wszystkim "świadomym" Polakom, nie tylko chrześcijanom. Jego utwory towarzyszą mi już od najmłodszych lat. Bardzo cenię sobie ich ponadczasowość i uniwersalność. Trzeba bowiem przyznać, że utwory księdza Twardowskiego są dziełami trafiającymi  także do serc osób niewierzących. Polski ksiądz pisał pięknie o wszystkich aspektach życia. Nieobcy był mu temat miłości, dorastania, odchodzenia, lęku... To on napisał słowa, które na trwałe uchwaliły w świadomości wielu ludzi. 

"Śpieszmy się kochać ludzi - tak szybko odchodzą."

ks. Jan Twardowski

Ksiądz Jan powiadał, że ten elementarz (wydanie, które Wam prezentuję jest już czwartym) nie ukazałby się bez ogromnej pracy i pomocy Aleksandry Iwanowskiej, niezwykłej znawczyni jego twórczości oraz wieloletniej edytorki jego utworów. Teksty wybrane przez panią Aleksandrę są ułożone zgodnie z cyklami życia człowieka. Tak więc składa się z następujących części: Być dzieckiem, dojrzewać, nie bać się, doświadczać, zobaczyć od nowa, czekać i ufać, być z Nim, kochać, mieć rodzinę, świętować, być księdzem, pisać, odchodzić. W tym zbiorze zostały ujęte wszystkie aspekty życia człowieka. Poprzez krótkie anegdoty, opowiadania, wiersze czy po prostu krótkie refleksje. 

Ksiądz Twardowski pisał pięknie o miłości, szczęściu, dojrzewaniu... w sposób niezwykle zgrabny, szczery i przede wszystkim ujmujący. Ujmujący przez swoją delikatność i brak oderwania od świata, które udziela się niektórym księżom. Oczywiście - w elementarzu ks. Jana Twardowskiego pojawiają się nawiązania do Boga i wiary (zresztą jak na księdza przystało) nie są one jednak elementem dominującym. Elementarz ks. Jana Twardowskiego to w dodatku źródło wiedzy na temat ks. Jana Twardowskiego. Zbiór ten jest bowiem pełen jego wspomnień, przemyśleń i obserwacji na temat innych ludzi.

Twórczość ks. Twardowskiego od lat mnie zachwyca i oczarowuje. Jest niesamowicie prawdziwa i poruszająca. Czytelnik może znaleźć w niej samego siebie, a także odpowiedzi na pytania jak postępować. Jego teksty są dla mnie niesamowitą inspiracją. Wielu może odstraszać słowo "ksiądz" w autorze, ale ks. Jan Twardowski pisał np. o miłości tak pięknie, że warto jego zalecenia stosować i w życiu codziennym. "Elementarz księdza Twardowskiego dla najmłodszego, średniaka i starszego" nie jest pozycją, którą przeczytałam od deski do deski i pod żadnym pozorem nie zalecam Wam tego robić. Zaglądam jednak do niego bardzo często, a teksty w nim wyczytane od czasu do czasu uderzają mnie z niezwykłą intensywnością i przede wszystkim... zapadają w pamięć. "Elementarz ks. Twardowskiego..." to pozycja dla każdego kto pragnie choć przez chwilę mieć kontakt z niezwykłą mądrością, przenikliwością podaną na tacy za sprawą pięknego języka. Po prostu... coś wspaniałego.
Ksiądz Jan Twardowski był nie tylko wspaniałym człowiekiem, księdzem... ale także poetą.

Za możliwość poznania na nowo twórczości księdza Twardowskiego serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

grudnia 31, 2015

(426) Pojedynek

(426) Pojedynek
Tytuł: Pojedynek.
Seria Niezwyciężona (#1)
Autor: Marie Rutkowski
Wydawnictwo Feeria
Stron 384

"Czego nie rozumiem? Tego cholernego valoriańskiego honoru? A może tego, że twój ojciec wolałby raczej zobaczyć cię z nożem w bebechach, niż żyć z córką, która odwołała pojedynek?" 

Marie Rutkowski, "Pojedynek"

Seria Niezwyciężona to nowa seria na rynku wydawniczym, która już zdobyła mnóstwo oddanych czytelniczek. Kiedy zobaczyłam okładkę książki Marie Rutkowski wiedziałam, że będę ją chciała przeczytać jak najszybciej. W końcu znalazłam ku temu sposobność i przede wszystkim czas. W ten oto sposób zaczęła się pasjonująca i niestety jak dla mnie o wiele za krótka przygoda. "Pojedynek" okazał się niezwykle ciekawą, wciągającą i elektryzującą powieścią skierowaną głównie dla młodzieży. Napisana dobrym językiem, ze świetnie wykreowanym światem , zgrabnymi dialogami i pełną zwrotów akcję. Historia młodej Valorianki nie wciągnęła mnie od pierwszej strony, a jednak to błyskawicznie uległo zmianie. 

Główną bohaterką powieści Marie jest młoda Valorianka, córka generała. Valorianie są ludem zwycięzców. Przed 10 laty podbili Herran, a z jego mieszkańców Herrańczyków uczynili swoich niewolników. Ona cieszy się wieloma przywilejami ze względu na jej pozycję społeczną, a przy tym wiedzie życie pozbawione trosk, pełne zabaw. Nie daje jej to jednak satysfakcji. Czuje, że nie potrafi sprostać oczekiwaniom swojego. Staje przed dylematem: albo wstąpi do wojska albo wyjdzie za mąż. Obie te opcje nie przypadają do gustu Kestrel. Pewnego dnia trafia na aukcję niewolników. Od tego momentu w jej życiu zachodzi wiele zmian... 
On, niewolnik, Arin, Herrańczyk stracił wszystko. Jedyne co posiada to silna wola, upór i nieposkromiony duch. 

Różni ich wszystko. Łączy patriotyczna lojalność. Pochodzą jednak z wrogich sobie ludów, więc to jest jedynie przeszkodą na drodze do ich wspólnego szczęścia. Wbrew sobie rodzi się między nimi cienka nić porozumienia, która z czasem staje się coraz silniejsza. Jak można się domyślić zaczyna się między nimi rodzić uczucie. Uczucie kruche i niestabilne. Uczucie, które nie ma prawa istnieć. Aby być z sobą musieliby zdradzić swoje ludy. Aby być razem musieliby zdradzić siebie nawzajem? Jaką podejmą decyzję? Seria "Niezwyciężona" to seria pełna podstępów, intryg, akcji, brudnych tajemnic, bitw, tajemnic poliszynela. Porywa - po prostu. 

Świat wykreowany przez Marie Rutkowski to kraina pełna pięknych sukien, mieczy, intryg. To świat inny niż nasz, a przez to jeszcze bardziej pociągający. Żołnierze, okręty wojenne, wielkie bale, arystokracja, a obok tego niby pokorni niewolnicy, którzy tak naprawdę marzą i knują obok nich, aby odzyskać swoją upragnioną wolność. W książce Marie Rutkowski nic nie jest oczywiste od samego początku. Mimo to wszystko ładnie się rozwija z każdą kolejną stroną, a w dodatku tempo akcji oraz stopień zaciekawienia nią z każdą kolejną stroną w moim wypadku wzrastał... i to było bardzo przyjemne uczucie!

Bohaterowie serii "Niezwyciężona" to dojrzałe postacie, które znają swoje ograniczenia. Ich kroki są w większości bardzo przemyślane, a postępowanie nie jest głupie. Autorka skonstruowała je bardzo wyraziście, a przy tym z dużą dawką emocji. Nie ma w tej książce postaci czarno - białych. Postać, która z początku wzbudzała niechęć czytelnika poprzez taki zabieg na końcu może wzbudzić jego współczucie. Myślę, że w tej powieści nie da się nikogo definitywnie przekreślić. A jaka jest główna bohaterka? Kestrel to mądra, inteligentna dziewczyna, która potrafi kochać i nienawidzić. Co prawda jak to zawsze bywa w tego typu książkach... jej decyzje czasami bywały irytujące, jednak wynikały z jej bardzo dużej dojrzałości. 

"Pojedynek" to świetny początek w serii w której zakochałam się... od drugiego wejrzenia. A która zaciekawiła mnie niesamowicie i zaintrygowała od wejrzenia pierwszego. Marie Rutkowski pisze świetnie i niesamowicie zgrabnie. Wyraziści bohaterowie, szybka akcja, bardzo dokładnie wykreowany świat. A i wydanie jest niczego sobie ;) Tym bardziej, że na początku znajduje się mapa, która pozwala nam wejść jeszcze głębiej w świat w którym przyszło żyć Kestrelowi i Arinowi. Mogłoby się wydawać, że to dosyć oklepany pomysł na wątek miłosny... Są to jednak tylko pozory, ponieważ autorka stworzyła powieść wyróżniającą się i naprawdę porywającą. Nie kłamie opis z okładki, że to pierwszy tom emocjonującej trylogii. Serdecznie polecam wszystkim lubiącym te klimaty! Szukacie emocjonującej, porywającej książki? Jeśli tak to "Pojedynek" jest książką dla Was.

Za możliwość przeczytanie książki "Pojedynek" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!

grudnia 30, 2015

(425) Huczmiranki. Eukaliptus i werbena.

(425) Huczmiranki. Eukaliptus i werbena.
Tytuł: Huczmiranki. Eukaliptus i werbena.
Seria Huczmiranki (#1)
Autor: Agata Mańczyk
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 460

"Słabość nadeszła szybko. Porwała mnie gwałtownie, a ja nie stawiałam oporu. Ta ucieczka w nicość była moim wybawieniem. Jedyną sensowną drogą, którą mogłam podążyć. Dotrzymałam danego słowa. Ród Huczmiran pozostał bezpieczny, choć nieszczęśliwy. Takie jest nasze przeznaczenie."

Agata Mańczyk, "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena." 

Agata Mańczyk to polska pisarka, autorka książek głównie dla młodzieży. To spod jej pióra wyszły takie utwory jak "Rupieciarnia na końcu świata" czy "Jajecznica na deszczówce". Żadnej z tych książki niestety nie miałam okazji przeczytać i przyznam Wam się, że po poznaniu pierwszego tomu serii "Huczmiranki" uznałam to za dużą stratę i zaniedbanie. "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" to pierwsza powieść pani Mańczyk skierowana do dojrzalszych czytelniczek. To powieść dla szesnastolatki, osiemnastolatki, trzydziestolatki jak i sześćdziesięciolatki. Przedział wiekowy jest bardzo duży, bowiem i w samej historii każda kobieta znajdzie coś dla siebie. "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" to świetny początek nowej serii, która pojawiła się niedawno na polskim rynku  wydawniczym. Opowieść o sile kobiet, dumie ich oraz dumie Warszawy. 

W pierwszym tomie autorka skupia się na bliższym przybliżeniu postaci trzech bohaterek: Niny, Darii, Lindy. Najważniejszą postać jednak jest Nina, ponieważ obecnie to na jej życie obecnie najbardziej syntezuje przeszłość związana ściśle z historią jej przodkiń. Tym samym czytelnik ma okazję poznać trzy wcielenia Warszawy: z XIX, XX i XXI wieku. Za chwilę przejdę do króciutkiej charakterystyki fabuły, ale już w tym miejscu muszę napisać, że obraz Warszawy jest w tej książce niezwykle ważny. Klimatyczne kawiarenki, spacery po ulicach po których czytelnik może się przejść i dzisiaj... to dodaje tej powieści niesamowitego, a przede wszystkim niepowtarzalnego uroku.

Rok 1890. Linda Huczmiran wraca jak córka marnotrawna do domu po kilkunastomiesięcznej nieobecności. Linda staje przed rodziną ze złamanym sercem, w ciąży. Najbliższe jej osoby - inne Huczmiranki są gotowe zrobić wszystko, aby pozbyć się hańby, którą ściągnęła na swój ród oraz aby powstrzymać jego istnienie. Liczy się dla nich moc i przetrwanie. W Lindzie odzywa się jednak instynkt macierzyński. Jest gotowa zrobić wszystko, aby uratować swoje nienarodzone dziecko... nawet jeśli będzie musiała się sprzymierzyć ze swoim największym wrogiem. Jednak jak wiadomo bratanie się z wrogiem na dłuższą metę nie przynosi niczego dobrego. 
Rok 1963. Daria Huczmiran jest piękną, młodą, silną i przede wszystkim szczęśliwą młodą kobietą. Przyjęła oświadczyny swojego ukochanego i jest pewna, że cały świat stoi przed nią otworem. Patrzy z nadzieją w przyszłość upatrując w niej wiecznego szczęścia. Nie pozostaje jej jednak długo cieszyć się zaręczynami. Jej babka oraz matka mają zupełnie inną wizję jej przyszłości... sprzeczną z jej wyobrażeniami. Daria Huczmiran zmienia się nie do poznania, poszukując odpowiedniej roli dla siebie w tej nowej rzeczywistości w której została zmuszona żyć. 
Rok 2013. Nina Huczmiran wraca do Warszawy po długiej podróży po Europie w czasie której szukała ukojenia dla swojego bólu. Po stracie dziecka oraz męża jej cały świat się zawalił. Wszystko przestało się dla niej liczyć, Tym bardziej zasady stworzone i przestrzegane przez kobiety należące do jej rodu. Bez zgody wyjechała i oddaliła się od rodu. Nie jest to jednak jedyna rzecz, którą zapracowała sobie na nieprzychylne spojrzenia pozostałych Huczmiranek. Ślub z człowiekiem, urodzenia chłopca, a nie dziewczynki, niestawianie się na zjazdy. Trochę się tego nazbierało. Była nieposłuszna. A nieposłuszeństwa Huczmiranki nie akceptują. 

Tyle razy w tej mojej krótkiej charakterystyce fabuły tej powieści pojawiają się słowa "Huczmiran", "Huczmiranki". Dlatego dla tych niewtajemniczonych należałoby dodać, że Huczmiranki to niezwykle silne i dumne kobiety, które zawsze musiały sobie radzić w życiu same. Wiele z nich uważało, że mężczyźni pojawiający się w rodzie osłabiali ich moce. Stąd też wynikło przekonanie, że rodzą jedynie dziewczynki. Wszyscy "chłopcy" byli uznawani za swego rodzaju anomalie. Niezwykła moc tych kobiet polega na panowaniu nad zapachami. Według najstarszych Huczmiranek przebywanie wśród ludzi osłabia ich moce... stąd też przekonanie, że powinny jedynie czerpać od nich energię, ale nie wchodzić z nimi w żadne relacje przyjacielskie czy też inne. Huczmiranki uważają, że najważniejsze dla nich powinny być więzy krwi. Problem pojawia się gdy ktoś ze sposobu tego myślenia postanawia się wyłamać. Tym właśnie zawiniły Linda, Daria i Nina. Życie w rodzinie z wieloma, wiekowymi tradycjami jak pokazuje książka Agaty Mańczyk jest naprawdę trudne.

Agata Mańczyk pisze jak się okazało niesamowicie zgrabnie i ciekawie. Właśnie przez tą grację nie miałam problemu z odnalezieniem się w fabule tej powieści. Pisarka po malutkim kawałeczku odkrywa przed czytelnikiem tajniki fabuły i muszę przyznać, że przez to ta książka z każdą stroną staje się coraz bardziej elektryzująca i magiczna. Samo wydanie ma format większy niż "statystyczna" książka, a także dosyć sporą ilość stron... ma jednak także większą czcionkę co jest bez wątpienia ułatwieniem dla czytelników skarżących się na problemy ze wzrokiem. A jaka jest sama fabuła? Szybka, ciekawa i piękna łącząca się w spójny obraz. Jestem pod wielkim wrażeniem pomysłowości autorki i przede wszystkim umiejętności oddania realiów panujących w Warszawie w poszczególnych wiekach. 

"Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" to niesamowita powieść, którą czytałam z wielką przyjemnością. Agata Mańczyk stworzyła książkę o kobietach i dla kobiet. Pokazuje jak silne potrafią być i, że potrafią sobie poradzić ze wszystkim co je spotka. To wszystko obrała w bardzo ciekawą formę, która przypadnie kobietom w różnym wieku. To książka o więziach rodzinnych, nieporozumieniach, ludzkich dramatach i radościach. Powieść pełna zapachów i przede wszystkim utwór bardzo dojrzały. To jednocześnie utwór, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Już nie mogę się doczekać następnego tomu... tym bardziej, że autorka zakończyła ten tom tak sprytnie, że po prostu nie da się okiełznać ciekawości. Serdecznie polecam!

Za możliwość poznania tej powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

grudnia 27, 2015

(424) Potwory, brutalność i przygody... czyli "Ksin. Sobowtór"

(424) Potwory, brutalność i przygody... czyli "Ksin. Sobowtór"
Tytuł: Ksin. Sobowtór
Saga o kotołaku (#3) 
Autor: Konrad T. Lewandowski
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 336

"Ksin stał jak skamieniały, nie mogąc podjąć decyzji. A właściwie to ta decyzja podejmowała się sama,  wystarczyło jej tylko nie przeszkadzać." 

Konrad T. Lewandowski, "Ksin. Sobowtór" 

"Ksin. Sobowtór" to kolejna część serii o przygodach groźnego kotołaka. Serii, którą bardzo lubię mimo jej krzty brutalności... no może odrobinie większej krzty. To chyba jedyna seria stricte fantasy na której kolejne tomy czekam niecierpliwie. Trzeci tom to jak na razie tom najkrótszy, a przy tym moim zdaniem tom najlepszy. Najciekawszy, najżywszy i pod pewnymi względami najnormalniejszy. Ksin jest co prawda nadal postacią bardzo mało uczuciową, szorstką, a jednak mimo tego da się go lubić i ja go lubię. Kolejna część sagi Konrada T. Lewandowskiego jest jeszcze bardziej porywająca niż poprzednie... po prostu świetna! W dodatku urozmaicona... nawet problemy miłosne (w malutkiej dawce) się w niej pojawiają.

Przed Ksinem, dowódca armii po raz kolejny stają nowe wyzwania. Wizyta oblubienicy króla u podejrzanej Hadeny pozwala wysunąć wniosek, że ktoś pragnie przeprowadzić zamach na życie króla posługując się jego własnym dzieckiem. W tym samym czasie nieodpowiedzialne zachowanie jednego z magów powoduje zachwianie granicy między poszczególnymi światami. Ksin wyrusza w podróż, aby znaleźć pośrednich sprawców tego zachwiania. Podczas swojej wyprawy natrafia na specyficzne osoby... najemnik, złodziejaszek, jeszcze nieprzemieniona strzyga, która aby klątwa nie zaczęła działać musi zaspokajać każdej nocy i każdego dnia jakiegoś mężczyznę. Kotołak musi rozwiązać zagadkę, aby powrócić do swojego kraju i zapobiec wielkiej wojnie, której Suminor nie ma możliwości wygrać. Ksin poznaje także nową miłość i staje przed wyborem: słuchać serca czy rozumu? A może i to, i to da się połączyć? To bez wątpienia będzie trudna decyzja!

Świat stworzony przez pana Konrada został przez niego dopracowany w każdym najdrobniejszym szczególe. Jest to świat inny niż nasz w bardzo wielu aspektach. Potwory Onego, czarownicy, królowie... to wszystko tworzy niezwykły klimat tej powieści. Świetne opisy powodują pojawianie się gęsiej skórki i trzeba przyznać, że ta powieść ma momentami w sobie coś z horroru. Ten klimat, aura tajemniczości i niebezpieczeństwa wiszącego w powietrzu... Ta niewiedza czy coś się wydarzy czy nie. Świetnie skonstruowana powieść pod względem świata przedstawionego oraz bohaterów. Ksin nie jest postacią wzbudzającą miłe emocje. To potwór i czasami zachowuje się jak na potwora przystało, zmierza jednak ku sprawiedliwości. To taki srogi, pewny siebie facet, ale dosyć sprawiedliwy. Za wierność nagradza, za wszelkie odchyły w tej wierności i przestrzeganiu prawa, każe. 

Konrad T. Lewandowski stworzył swój świat bardzo odważnie i bez zahamowań. Seks, brutalność? Dla niego nie ma ograniczeń. To taka prawdziwa książka fantasy, którą czyta się zaskakująco szybko, a przy czytaniu której niejednokrotnie można mieć ochotę odłożyć ją na bok... aby trochę odpocząć i na chwilę wyrwać się ze świata, który momentami swoją brutalnością poraża i odstręcza. Robi to jednak tylko w pewnych momentach. Przez większość czasu poziom brutalności jest wyważony. Podobnie ma się sprawa z seksem i gadkami o nim w sposób dosyć... hm... mało subtelny. Taka jest jednak cecha tej książki... brak zahamowań, odwaga i bardzo wyrazisty świat oraz jego bohaterowie. 

Fabuła tej części przygód Ksina jest bardzo żywa w zwroty akcji i nie ma w niej prawie żadnych zastojów. Od pierwszej strony akcja jest szybka, a sama książka przez to porywająca. Autor niejednokrotnie mnie zaskakiwał. Jestem pod naprawdę dużym wrażeniem, a musicie wiedzieć, ze fantasy zdecydowanie nie jest moim ulubionym gatunkiem. Mimo to książka Lewandowskiego potrafiła mnie prawdziwie porwać i wciągnąć do swojego świata... do tego stopnia, że nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła poznać dalsze losy kotołaka Ksina. Postaci specyficznej, ale przy tym niesamowicie intrygującej. Ja go po prostu lubię!

"Ksin. Sobowtór" to najkrótsza z obecnie dostępnych na rynku wydawniczych części serii o Ksinie. Najkrótsza, a w moim odczuciu także najlepsza. Najciekawsza, najbardziej porywająca. Konrad T. Lewandowski ma niezwykłą umiejętność budowania napięcia w świecie przez siebie stworzonym. Nie dość, że głowa autora jest pełna pomysłów to jeszcze potrafi je w odpowiedni sposób wykorzystać . A jak wiadomo to już nie zawsze jest takie proste. Nie mogę się doczekać kiedy na rynku wydawniczym pojawi się czwarta część sagi o Ksinie kotołaku. Jeśli jeszcze nie mieliście z nią "do czynienia", a lubicie tego typu książki to ja osobiście bez najmniejszego wahania mogę powiedzieć, (a nawet wykrzyczeć) głośne "Polecam!". Wartka, ciekawa, szybka akcja... zwroty akcji, świetni bohaterowie, odrobina humoru i brutalności - a to wszystko podane (prawie) zawsze w odpowiednich dawkach. 

Za możliwość zapoznania się z kolejną świetną częścią przygód Ksina serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

grudnia 26, 2015

(423) Nasze niektóre decyzje niosą za sobą opłakane skutki... "Srebrne cienie"

(423) Nasze niektóre decyzje niosą za sobą opłakane skutki... "Srebrne cienie"
Tytuł: Srebrne cienie
Seria: Kroniki krwi (#5)
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 368

"Obłęd jest takim brzydkim określeniem - powiedział głos w mojej głowie. Pomyśl o tym jak o nowym spojrzeniu na rzeczywistość." 

Richelle Mead, "Srebrne cienie"


"Srebrne cienie" to piąta część serii "Kroniki krwi", autorstwa autorki bestsellerowej serii "Akademia wampirów". "Akademia wampirów" była swego czasu serią, która ogromnie przypadła mi do gustu... to w niej zaczytywałam się nocami, to na nią wydawałam ostatnie pieniądze. O dziwo jednak choć wszystkie tomy mam na półce...  to jednak ostatniego tomu historii Rose i Dymitra nie poznałam, a jednak doszłam do momentu kiedy na drodze Rose staje Sydney. A kim jest Sydney? Oczywiście główną bohaterką serii "Kroniki krwi". Nie znam poprzednich tomów, a jednak podczas jej czytania czułam się dosyć swojsko... ze względu na pojawianie się bohaterów z poprzedniej serii stworzonej przez Mead. Ten sam świat, a jednak ujęty pod innym kątem, ze zwróceniem uwagi na inne aspekty. 

Sydney jest młodą alchemiczką, znajomą Rose. Alchemicy to ludzie odpowiedzialni za ukrywanie przed innymi istnienia wampirów. Obowiązuje ich przede wszystkim jedna, nienaruszalna zasada. Alchemicy nie mają prawa wchodzić w bliższe niż służbowe relacje z wampirami. Serce Sydney odmawia jej jednak posłuszeństwa i wiąże się z wampirem, Adrianem.  Sydney postanowiła podążyć za głosem swojego serca i intuicji... tym samym sprzeciwiając się zasadom wpajanym przez lata przez alchemików. Ludzi, którzy nie przyjmują żadnych odstępstw od swojego toku myślenia. Każdy kto zdecyduje się inaczej myśleć jest skazany na karę. Sydney została porwana i zamknięta w ściśle tajnym ośrodku, bez okien, bez dostępu światła, w ciemnościach. Po dwóch miesiącach postanawia przystać na warunki alchemików widząc w tym nadzieję na szybszy ratunek... bo, że ten nadejdzie nie wątpi. Dla głównej bohaterki zaczyna się trudna rozgrywka. W otoczeniu ludzi, który mnie wie czy może ufać, bo każdy chce przede wszystkim uratować siebie musi podjąć trudną walkę o swoją tożsamość oraz o prawdę na tema tego co czuła i robiła przez większość swojego życia. Tortury, intrygi i wiele innych będzie musiała znieść Sydney na drodze do upragnionej wolności. 

W tym czasie jej ukochany Adrian zmaga się z problemami w rodzinie i próbuje nieskutecznie nawiązać kontakt z Sydney. Przechodzi załamanie nerwowe, zawracanie jednej dziewczynie w głowie, wraca na dwór i  wprowadza krótko mówiąc dużo zamieszania. Na szczęście ma przyjaciół na których zawsze może liczyć. To oni są dla niego największą podporą, a dochodzi nawet do tego, że są zmuszeni myśleć za niego gdy ten nie jest w stanie wrócić do trzeźwości umysłu. Adrian powoli zaczyna tracić determinację i wiarę w to, że uda mu się wraz przyjaciółmi uwolnić ukochaną. 

"Srebrne cienie" to książka, którą choć nie czytałam poprzednich tomów tej akurat serii czytało mi się w miarę dobrze. Mam jednak wrażenie, że udało mi się to w dużej mierze za sprawą znajomości "Akademii wampirów". Bez dwóch zdań Richelle Mead rzuca nas od razu na głęboką wodę. Co nie ukrywam, że przez chwilę powoduje lekki wstrząs termiczny, który jednak szybko udaje się opanować. Kiedy czytelnikowi uda się już wczytać... sama książka staje się świetnym czytelniczym doświadczeniem. Rozluźniającym, intrygującym i przede wszystkim wciągającym. Historia Sydney pokazuje drugie oblicze świata stworzonego przez Richelle Mead. Oblicze nadal ciekawe i nadal w pewnych kwestiach... brutalne. W tej powieści obok sytuacji tragicznych pojawiają się także sytuacje komiczne. Tak. Richelle Mead cały czas wstrzykuje w swoje powieści odpowiednią dawkę humoru. Humoru, która w większości przypadków mi odpowiadał.

Postawy bohaterów stworzonych przez Richelle Mead są bardzo zróżnicowane. Raz wykazują się niezwykłą dojrzałością, a kiedy indziej zachowują się jak dzieciaki... Może to wynika z niemożności poradzenia sobie z sytuacją w jakiej się znaleźli? W każdym razie momentami przez takie swoje załamywanie są postaciami irytującymi. Tym bardziej, ze w innych sytuacjach odwaga aż z nich bije. Z jednej strony rozsądni, a z drugiej strony zaskakująco dziecinni.  Sama fabuła jest bardzo ciekawa i w miarę wyważona. Dlaczego "w miarę"? Pod koniec staje się bowiem coraz bardziej komiczna... i nieprawdopodobna. No i od tego momentu niestety podoba mi się odrobinę mniej. Na szczęście na ostatniej stronie wszystko wraca na swój właściwy tor i do normy.

Więc jakie są te "Srebrne cienie"? Nierówne, intrygujące, wciągające... To książka mająca niesamowicie mocne, ale także bardzo słabe punkty. Idąc za tym tokiem rozumowania w rezultacie najnowsza książka Mead wydana w Polsce okazuje się książką dobrą z naprawdę dobrymi punktami. To oczywiście pozycja obowiązkowa dla fanów serii "Kroniki krwi", ale czy niezbędna dla fanów "Akademia wampirów"? To już zależy od tego jak bardzo się tym fanem jest. Z "Kronik krwi" możemy dowiedzieć się skrawków z tego co dzieje się po zakończeniu akcji "Akademii wampirów", są to jednak informacje naprawdę umieszczone na drugim planie. Czytanie "Srebrnych cieni" było dla mnie miłym, rozluźniającym doświadczeniem... jednak nierzucającym mnie na kolana. Przez to mam wrażenie, że to książka odpowiednia dla największych i najbardziej oddanych fanów tej serii. Bowiem w moim odczuciu "Akademia wampirów" to jednak seria lepsza. Nie mniej... jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Sydney i Adriana.

Za możliwość zapoznania się z kolejną książką Richelle Mead serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

grudnia 24, 2015

(422) Wesołych świąt!

Dzisiaj krótko i na temat :) Czego Wam życzę z okazji Świąt Bożego Narodzenia? Szczęścia i spełnienia marzeń, dobrych wybór, podążania za marzeniami... i zmierzania ku szczęściu. Wszystkiego dobrego!

Ekhem.... I oczywiście wielu wspaniałych czytelniczych przeżyć! ;)

grudnia 23, 2015

(421) Nauka przez kreatywność... czyli "Rok w lesie"

(421) Nauka przez kreatywność... czyli "Rok w lesie"
Tytuł: Rok w lesie
Autor: Emilia Dziubak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 28

"Muchy

Zupełnie nie pojmujemy, czemu nikt nas nie lubi. Macie niepotrzebną kanapkę, śliwkę lub ciastko? Chętnie się nimi zaopiekujemy."

Emilia Dziubak, "Rok w lesie"

Zdecydowanie ostatnio nastawiłam się na zapoznawanie z literaturą dziecięcą i pozycjami skierowanymi bezpośrednio do dzieci, także tych edukacyjnych. Z literatury był "Ignatek szuka przyjaciela". Z tej drugiej grupy (tj. edukacyjnej) w moje ręce wpadła pozycja "Rok w lesie", która zachwyciła mnie oraz zaciekawiła odkąd tylko zobaczyłam jej okładkę. Potem było tylko lepiej. "Rok w lesie" to prawie w stu procentach książka bez słów. To obraz jest bowiem jej najważniejszym elementem - elementem bardzo dopracowanym.

"Rok w lesie" Emilii Dziubak to pozycja składająca się z dwunastu rozkładówek miesięcy (każda na jeden miesiąc) oraz dwóch dodatkowych. Pierwsza z nich to krótka charakterystyka zwierząt, które dziecko (oraz dorosły) może ujrzeć w lesie p. Dziubak. Charakterystyka oczywiście z jednej strony rzetelna, a z drugiej dosyć żartobliwa. Przykład takiej charakterystyki przedstawiłam akurat na przykładzie muchy, jednak w książce Emilii Dziubak można dojrzeć mnóstwo innych zwierząt: łosie, bobry, bażanty, słowiki, rysie i wieeele innych. Druga dodatkowa rozkładówka to labirynt dla dzieci. Oczywiście zadanie polega na tym, aby dziecko doprowadziło jedno zwierzątko do drugiego... lub do jedzenia którym się pożywia.

Kartki z powieści Emilii Dziubak zostały wydane w postaci tekturowych, twardych stron. Stąd też prezentuje się okazale i bardzo solidnie. A i zawartość jest piękna! Każdy miesiąc jest przedstawiony pod względem tego co dzieje się w tym czasie w lesie bardzo szczegółowo. Są to jednak oczywiście rzeczy dosyć umowne. Widać to idealnie na miesiącu "grudzień", gdzie cały las jest spowity śniegiem. A jak większość z nas widzi za oknem tegoroczny grudzień tak nie wygląda, ale... jeszcze w końcu wszystko przed nami.

(zdjęcie robione wieczorem, przy słabym oświetleniu - wybaczcie jakość)

"Rok w lesie" ma za zadanie pobudzić wyobraźnię i spostrzegawczość dziecka. Autorka niczego nie podaje odbiorcy "na tacy".  Kontakt z tą pozycją może być dla dziecka bez wątpienia wspaniałą zabawą. To poznawanie tajników lasu w kolejnych miesiącach od podszewki. Dziecko może poznawać las i jego mieszkańców oraz co najważniejsze... ich zwyczaje. Dla człowieka dorosłego może się to wydawać bardzo oczywiste. A jednak dla młodego, małego człowieczka las i zwierzęta w nim mieszkające są zjawiskiem magicznym. Dzięki publikacji Emilii Dziubak las może się stać miejscem jeszcze cudowniejszym. W dodatku to jedna z tych książek nad którymi można siedzieć godzinami, poznając wszystkie zakamarki jej ślicznych ilustracji. Mądra, piękna i poruszająca wyobraźnię - polecam! Zdobędzie serce niejednego czytelnika podczas ciekawych wędrówkach po jej stronnicach... 


Za możliwość zapoznania się z tą pozycją serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!