marca 03, 2019

(704) Szklany klosz

Tytuł: Szklany klosz
Autor: Sylvia Plath
Wydawnictwo Marginesy
Stron 344
Opis wydawcy: 
Esther jest wyjątkowo inteligentna, piękna, utalentowana, jednak powoli jej świat się rozpada – i być może nie ma już dla niej ratunku.
Kiedy ma dziewiętnaście lat, przyjeżdża do Nowego Jorku – miasta spełnienia, szczęścia, zabawy, kariery – na miesięczny staż w redakcji miesięcznika dla dziewcząt. Ma poznać miasto, spędzić miło czas. Esther nie potrafi się jednak odnaleźć. Nie ma ochoty na nocne zabawy, nie umie znaleźć odpowiedniego towarzystwa, jest zniechęcona. Odkrywa, że dobre oceny, które zawsze zdobywała w szkole, tutaj nie mają znaczenia. Esther nie umie zdecydować, na czym jej zależy, co ją interesuje, czy w ogóle istnieje taka rzecz. Nie czuje się taka jak inne dziewczyny – śliczne, uśmiechnięte i zadowolone z życia. Przychodzi załamanie…

Moja opinia: 
"Szklany klosz" to amerykańska powieść, która chodziła za mną od lat. Odstraszała jednak swoją melancholią, smutkiem i pozorną trudnością. Jej wznowienie za sprawą wydawnictwa Marginesy stało się dla mnie idealnym pretekstem do sięgnięcia po nią. Paradoksalnie... cieszę się, że do tego literackiego spotkania doszło dopiero teraz. Czułam się przygotowana na spotkanie z prozą Sylvii Plath, na zetknięcie się z zagadnieniami poruszanymi w "Szklanym kloszu". Lata stykania się z problemem depresji i zaburzeniami osobowości pozwoliły mi podejść do tej książki z odpowiednią dawką wyrozumiałości i dojrzałości psychicznej. "Szklany klosz" czytałam jako dojrzała, młoda kobieta bez fascynacji śmiercią, samookaleczeniem i próbami samobójczymi. W gimnazjum wiele dziewczyn okaleczało się, a przy tym czytało z zafascynowaniem książkę Coelho "Weronika postanawia umrzeć". Mnie ta fascynacja ominęła. W "Szklanym kloszu" odnalazłam inny skrawek siebie - utożsamiałam się z bohaterką na poziomie młodej kobiety wchodzącej w etap decydowania o sobie, o tym jak będzie wyglądało jej życie w przyszłości, robienia planów i podejmowania prób określenia samej siebie. 

"Wiedziałam, że róże, pocałunki i intymne kolacyjki po restauracjach mężczyźni fundują swoim dziewczynom tylko w okresie narzeczeństwa. Natychmiast po ślubnej uroczystości ogarnia ich jedno jedyne skryte pragnienie. Chcą, żeby żona rozłożyła się pod ich nogami, jak ta mata w kuchni pani Willard. Nawet moja własna matka opowiadała mi pewnego razu, że gdy powróciła z podróży poślubnej [...] papa westchnął z ulgą i powiedział: - No, nareszcie będziemy mogli przestać się wygłupiać i być sobą! - i od tego dnia moja matka nie zaznała już ani chwili radości."

Sylvia Plath, "Szklany klosz" 

Poruszający monolog młodej kobiety, która wkracza w wielki świat, ale nie potrafi korzystać i cieszyć się w pełni z tego, co jej oferuje. Ta depresja towarzyszy Esther już w Nowym Jorku. Zostaje zmuszona do zetknięcia się ze światem i zaczyna rozumieć, że to, że zawsze była prymuską, miała najlepsze oceny - w życiu pozaszkolnym / pozauczelnianym nie ma najmniejszego znaczenia. Liczy się to, żeby być w czymś najlepszym... wtedy bycie bardzo dobrym we wszystkim ma o wiele mniejsze znaczenie. W tym najtrudniejszym momencie, kiedy ma zadecydować o swojej przyszłości - nie daje rady. Informacja o niedostaniu się na kursy literackie stanowi ostateczny cios - a plan zostania pisarką nagle wydaje się nierealny. Depresja, poczucie wyalienowania wygrywa. Próby samobójcze, szpital psychiatryczny i długie próby dochodzenia do zdrowia... wynurzanie się i zanurzenie w ciemnej otchłani... 

Sylvia Plath wydała "Szklany klosz" pod pseudonimem w 1963 roku. Niecały rok później popełniła samobójstwo. Może dlatego "Szklany klosz" jest tak autentyczną, przejmującą opowieścią. Opisuje obawy i pragnienia nie tylko Esther / czy też samej Sylvii, a pokoleń młodych ludzi, którzy stają na rozdrożu i na progu dorosłości stykają się z wieloma trudnościami i wątpliwościami, które niekiedy doprowadzają ich do choroby psychicznej. Nie ma w tej książce patetyzmu, nadmiernych łez ani ckliwości. Esther jest zawsze, niezależnie od momentu, w którym się znajduje błyskotliwą, inteligentną dziewczyną, niekiedy ironizującą, niekiedy bardzo przykrą dla swojego otoczenia, ale zawsze błyskotliwą... nawet w chwilach, gdy dopada ją największy marazm.

"Byłam pewna, że znajdę wówczas odpowiednie słowa, żeby wyrazić to, co mnie dręczy, wytłumaczyć mu, dlaczego jestem tak okropnie przerażona, dlaczego mam uczucie, jak gdyby mnie siłą wpychano coraz głębiej i głębiej do czarnego dusznego worka, z którego już nigdy się nie wydostanę." 

Sylvia Plath, "Szklany klosz" 

"Szklany klosz" przez niektórych może zostać odebrany jako silnie sfeminizowana powieść. Faktycznie - główną siłą "Szklanego klosza" są kobiety. Feministyczny wymiar rzuca się w oczy tym silniej, że Esther z czasem nabiera coraz negatywniejszego podejścia do instytucji małżeństwa, upatrując w nim końca kobiecej indywidualności. Powieść Plath to piękny utwór o depresji, szpitalu psychiatrycznym, trudnej drodze do wyleczenia, relacjach międzyludzkich i samoakceptacji... powieść, której się nie czyta, ale którą się połyka. Przejmująca, pięknie napisana, wartościowa, poruszająca, uwrażliwiająca, niewydumana. Prawdziwa. Mimo lat, które upłynęły od jej pierwszego wydania - cały czas aktualna. Przenikliwa klasyka literatury amerykańskiej, którą trzeba przeżyć - bo przeczytać, to za mało powiedziane. Niezwykle trafna w obrazowaniu świata.

Zdecydowanie jedna z najważniejszych, najpiękniejszych i najlepszych książek przeczytanych przeze mnie przez ostatnie 8 lat...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza