lutego 29, 2016

(452) Wojciech Majewski - Majewski gra Skriabina

(452) Wojciech Majewski - Majewski gra Skriabina
Tytuł: Majewski gra Skriabina
Autor: Wojciech Majewski

Wojciech Majewski to pianista, kompozytor, aranżer i pedagog. Jego ojciec, Hneryk był jedną z najistotniejszych postaci polskiego jazzu. Pierwsza płyta Majewskiego "Grechuta" ukazała się w 2001 roku. Zawierała jazzowe interpretacje utworów polskiego piosenkarza i poety. Na swoim koncie ma także kilka innych krążków. O Wojciechu Majewskim było także głośno w świecie literackim jako o autorze książki "Marek Grechuta. Portret artysty".

"Majewski gra Skriabina" to płyta zawierająca 34 miniatury. Jest w całości poświęcona muzyce wielkiego rosyjskiego kompozytora Aleksandra Nikołajewicza Skriabina, żyjącego w latach: 1871-1915. Utwory Skriabina zostały ułożone w sposób chronologiczny... od jego najwcześniejszych utworów po te najpóźniejsze. Pierwsze utwory stworzył już w wieku jedenastu lat! Chronologicznie ułożony utworów pozwala zauważyć rewolucję zachodzącą w utworach Skriabina. Płyta ważna tym bardziej, że w  2015 przypadła setna rocznica śmierci kompozytora. 

Nie każdy lubi słuchać muzyki klasycznej i nie ma w tym nic dziwnego. Ja jednak sięgam po muzykę klasyczną dosyć często. To właśnie przy niej mogę skupić się na czytaniu/nauce. To właśnie przy niej mogę się uspokoić i pozwolić płynąć swoim myślom określonym (przeze mnie, a nie przez piosenkarza) torem. Stąd też płytę "Majewski gra Skriabina" sobie często podsłuchuję. Będzie to nie lada gratka dla fanów muzyki klasycznej. Tym bardziej, że Skriabin przez część okresu swojej twórczości inspirował się kompozycjami Chopina. Już wiem jak Majewski gra na fortepianie.... teraz jeszcze ciekawi mnie jak idzie mu pisanie. Mieliście do czynienia z jego utworami lub książką? 

PS. Na okładce możecie zobaczyć koło kwintowe ukazujące zależności między kolorami... miało ścisły związek z utworami Skriabina.

Za możliwość poznania utworów Skriabina w wykonaniu Wojciecha Majewskiego dziękuję empik.com!

lutego 27, 2016

(451) Samotne miłości

(451) Samotne miłości
Tytuł: Samotne miłości
Autor: Eshkol Nevo
Wydawnictwo Muza
Stron 330

"Milczenie między nami, myśli jej jedyna córka, przekroczyło granicę, za którą chwile milczenia stają się przygniatające."

Eshkol Nevo, "Samotne miłości"
(także pozostałe cytaty pochodzą z "Samotnych miłości")

"Samotne miłości" to książka, która mimo tytułu jest bardzo niebanalna. Niebanalna, piękna i czarująca. Eshkol Nevo, izraelski pisarz - autor powieści "Neuland" i "Do następnych mistrzostw" stworzył baśniową powieść, której chyba nie da się nie pokochać. Ja nie potrafię... To piękna książka o różnych obliczach miłości - miłości w różnym wieku, samotności, potrzebie poczucia przynależności, a przy okazji spojrzenie na Izrael z bardzo dużym dystansem. Ukazanie dawki absurdu... Dawno nie czytałam takiej powieści jak "Samotne miłości". Powieści poruszającej... Powieści zabawnej, a przy tym zmuszającej do przemyśleń i refleksji nad sobą i swoim życiem. Widzicie tą łódkę na okładce? Ja właśnie dzisiaj zamierzam zabrać Was w taką wyprawę łódką...

W powieści Eshkola Nevo wielu jest bohaterów. Załóżmy jednak, że tym głównym - nadrzędnym bohaterem jest Mosze Ben Cuk, prawda ręka burmistrza Miasta Cadyków. Mosze Ben Cuk nawrócił się i stał się ortodoksyjnym Żydem. Wydaje się, że znalazł swoje miejsce na Ziemi. Założył rodzinę, ma dobrą pracę... a jednak nadal musi ze wszystkich sił starać się, aby zapomnieć o swojej przeszłości. Nie przeszłości, a raczej jej konkretnym elemencie. Jego spokój zakłócają wspomnienia o Ajelet, jego wielkiej, młodzieńczej miłości... Wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą, choć od ich rozstania minęło siedem lat. Mosze Ben Cuk dostaje nowe zlecenie. Ma wybudować na osiedlu zamieszkanym przez emigrantów z Rosji rytualną łaźnię (mykwę). Okazuje się to być jednak zadaniem o wiele trudniejszym niż przypuszczał... bo... co się stanie, jeśli starsi Rosjanie postanowią grać w mykwie w szachy? Lub zajmować się rzeczami jeszcze gorszymi... i "mniej cnotliwymi"?

"Starzy przyjaciele są naszym domem. A czasami więzieniem [...]."

Oprócz historii życia (i miłości) Mosze Ben Cuka poznajemy także między innymi historię miłości emigrantów z Rosji - Katii i Antona. To historia miłości bardzo dojrzałej, a mimo to mającej swoje pragnienia. Wśród bohaterów znajdziemy także postać ornitologa Naima, fundatora mykwy czy burmistrza miasta. Poznamy ich troski, ale i marzenia... Te wszystkie postaci jednak łączy to samo. Pragną znaleźć swoje miejsce na świecie. Miejsce, gdzie będą czuć się dobrze. Miejsce, gdzie będą czuć się potrzebni. Każdego z nich dotyka także miłość... pod różnymi postaciami, a tym samym w innymi wymiarze.

"Człowiek bez rodziny jest jak rodzina bez słońca."

"Samotne miłości" to powieść momentami bardzo... hm... rozczulająca. Zawsze jednak niesamowicie ujmująca. Nevo nie koncentruje się jedynie na postaci asystenta burmistrza. Przedstawia ludzi w różnym wieku i o różnym wykształceniu. Od małego Daniela, który zakochuje się w koleżance z klasy po parę starszych ludzi z osiedla dla emigrantów z Rosji. To umożliwia nam poznanie różnych rodzajów miłości - zarówno tej pierwszej, dziecięcej jak i tej dojrzałej, doświadczonej. Eshkol Nevo robi w sposób bardzo prosty, bez narzucania się. A bohaterowie? Jacy są bohaterowie? Niesamowici. Z jednej strony diametralnie się od siebie różnią, a z drugiej wybrzmiewa z nich to samo. Tęsknota. Wszyscy oni niesamowicie tęsknią... za miłością, poczuciem przynależności, spełnienia. 

"Nigdy nie wiemy, jak głęboko ktoś utkwił nam w sercu, dopóki nie spróbujemy go wyciągnąć."

Nie przypuszczałam, że Izraelczyk może pisać o kulturze Izraela w sposób tak swobodny, z tak ogromnym dystansem. Z tego dystansu Nevo powstaje obraz Izraela absurdalny, a także niekiedy wzruszający. Eshkol Nevo opisuje współczesny Izrael pokazując jego prawdziwe oblicze... niekiedy w sposób prześmiewczy. Nie boi się absurdów i groteski. Nie skupia się na ukazaniu ortodoksyjnych Żydów, ich wiary, zachowań... ba! Tego w tej książce nie ma prawie w ogóle. Centrum tej powieści staje się mykwa - jak mówi słownik zamieszczony na końcu książki (tak - i o to autor zadbał) mykwa to.: "[...] zbiornik napełniony napełniony wodą deszczową lub źródlaną, przeznaczony do kąpieli, rytualnego obmywania się, dla kobiet i mężczyzn".  To właśnie wokół tego zbiornika toczy się akcja tej powieści... i od niego się zaczyna. To wokół niego przenikają się losy bohaterów. To właśnie mykwa łączy Antona, Daniela, Ben Cuka, Ajelet... i wszystkich innych bohaterów. Troszkę tak jakby mykwa była dyrygentem, a postacie stworzone przez izraelskiego pisarza członkami orkiestry. Wiem... ponosi mnie wyobraźnia. Tak jednak wpłynęły na mnie "Samotne miłości".

"[...] ludzie mogą nas porzucić, także gdy wciąż przy nas są. Ich ciało zostaje, ale dusza gdzie indziej."

"Samotne miłości" to powieść baśniowa i nietuzinkowa. Kompletnie, oszałamiająco niezwykła. Nie wiem czego się spodziewałam sięgając po tą książkę... Jednak na pewno nie powieści tak zajmującej, powieści tak mądrej i pouczającej. Ta powieść nie dotrze do wielu czytelników - nie ma w niej porywającej zagadki kryminalnej, wielkiego romansu...  jest za to piękny język. Ci którzy po nią sięgną to odkryją, a przez to niezwykle się wzbogacą... wzbogacą w wymiarze duchowym. Pisałam już, że to powieść niesamowita? Eshkol Nevo pisze w sposób bardzo nieprzewidywalny. Raz opowiada co się wydarzyło u tego bohatera, a raz co u innego... porządek chronologiczny? Po co? Retrospekcje, urwana akcja... to wszystko powodowało, że przewracałam powieści tej książki z coraz większym zaangażowaniem i zaciekawieniem. Eshkol Nevo stworzył niesamowitą, momentami zabawną, przez cały czas poruszającą powieść, która jest pozycją niesamowicie uniwersalny. Izrael ukazany przez autora jest obrazem całego świata, mentalności ludzkiej. Nie brak w tym obrazie namiętności jak i ułomności ludzkich... słabości. To obraz magiczny i baśniowy, a przy tym niesamowicie prawdziwy. Przez to wszystko oraz przez wiele innych czynników (jak na przykład świetna kreacja bohaterów i ich różnorodność) "Samotne miłości" zajmują jedno z miejsc w moim sercu.... i mogę śmiało powiedzieć, że to jedna z moich najukochańszych powieści. Uwielbiam! (I nie oddam za żadne skarby!). Nie każda książka mówi tak pięknie o rodzinie, miłości, tęsknocie, potrzebie podejmowania wyborów, poszukiwaniu własnego miejsca... a nawet wierze i problemach z nią związanych. Coś wspaniałego! Prosta i piękna - taka w dwóch słowach jest ta powieść.

Za możliwość poznanie tej niesamowitej powieści dziękuję empik.com!

lutego 24, 2016

(450) Ostatni akt

(450) Ostatni akt
Tytuł: Ostatni akt
Autor: Mari Jungstedt
Wydawnictwo Bellona
Stron 360

"Jakież żądze wyzwalasz we mnie? Boję się. Lodowate uczucie upadku." 

Mari Jungstedt, "Ostatni akt"

"Ostatni akt" to moje kolejne spotkanie z twórczością szwedzkiej pisarki, Mari Jungstedt. Pierwsze miało miejsce prawie pięć lat temu przy okazji lektury książki "Niewidzialny" - pierwszej części serii Jungstedt. Pamiętam, że odebrałam ją bardzo pozytywnie. Tak więc sięgając po najnowszą powieść szwedzkiej pisarki wydaną w Polsce... oczekiwałam dużo. Miałam nadzieję na dobry kryminał, z dobrze zarysowanym tłem społecznym. "Ostatni akt" jest właśnie taką powieścią. Mimo nieznajomości poprzednich tomów cyklu o komisarzu Knutasie czytanie tej powieści było przyjemnością, a towarzyszyła temu nutka zaciekawienia. 

Na Gottlandii dochodzi do morderstwa. Jego ofiarą staje się dziennikarka - Erika Malm, kontrowersyjna dziennikarka. Dzień wcześniej podczas konferencji, odbywającej się w ramach Tygodnia Polityki, na temat nacjonalizmu, którą prowadziła doszło awantury. Jej przeciwnicy wysyłali jej także listy z pogróżkami. Szybko wychodzi jednak na jaw, że Erika Malm miała romans z dużo młodszym od siebie mężczyzną. Pytania namnażają się z każdym krokiem. Czym spowodowana była jej wizyta w amfiteatrze? Jak tak naprawdę wyglądało jej małżeństwo? I to najważniejsze... kto miał motyw, żeby ją zabić? Śledztwo prowadzi inspektor Karin Jacobsson, zastępca komisarza Andersa Knutasa. To właśnie Anders Knutas jest głównym bohaterem tej serii. W tej części wraz z inspektor Karin będą musieli nie tylko uporać się z mordercą, ale także z uczuciem, które zaczyna ich łączyć. 

Zacznę trochę nie od początku. Chcę na początku zwrócić uwagę na postać Andersa Knutasa. Akcja całej serii toczy się na przestrzeni kilkunastu lat. Tak się złożyło, że mi było dane przeczytać pierwszy... i ostatni tom. Stąd też mogłam zauważyć zmiany, które zaszły w życiu dojrzałego mężczyzny jakim jest Anders Knutas także na polu osobistym. Komisarz Knutas nie jest typowym "macho" jacy zwykle pojawiają się w kryminałach. To obecnie 58 - letni mężczyzna z ogromnym bagażem życiowych doświadczeń, porażek i zwycięstw. Ma za sobą już wiele spraw... takich, które skończyły się złapaniem zbrodniarza jak i jego utratą. Z Karin pracuje od dawna. Dopiero niedawno jednak zdał sobie sprawę z uczucia ich łączącego. To go bardzo stresuje i powoduje, że hm... staje się bardzo niezgrabny i pogubiony. Było w tym coś ujmującego. 

Zabierając się do pisania tej recenzji postanowiłam przeczytać swoją recenzję "Niewidzialnego" , czyli pierwszego tomu cyklu. Przeczytałam tą recenzję i pomijając fakt, że się przeraziłam jej jakością... a raczej tej jakości brakiem (jednak... miałam wtedy jedynie niecałe 12 lat!) to zauważyłam, że zastrzeżenia odnośnie tego tomu mam podobne jak zastrzeżenia odnośnie tamtej książki. Zastrzeżenie numer I: Brak w tej książce dobrze skonstruowanej zagadki kryminalnej. Kto kryje się pod postacią mordercy czytelnik może domyślić się bardzo szybko... co prawda potem autorka robi nagły zwrot akcji, ale nawet ten zwrot akcji jest dla czytelnika przewidywalny. Zastrzeżenie numer II: Chcę się obyć bez spoilerów, więc napiszę w ten sposób... jak to jest, że ofiara, kiedy jest mordowana ma na sobie krótkie spodenki, a kiedy znajdują jej ciało ma na sobie długie spodnie? Nie... morderca nie bawił się w przebieranki. Zastrzeżenie numer III (Stricte do wydania) - Na skrzydełku książki wydawnictwo przedstawia krótką biografię autorki - super! Tylko nie podoba mi się jedna rzecz: "Niewidzialny, pierwsza część siedmiotomowej serii kryminalnej z inspektorem Andersem [...]". Wszystko byłoby super gdyby nie fakt, że "Ostatni akt" to już dziesiąty tom tej "siedmiotomowej serii". Może warto byłoby więc zmodyfikować trochę biografię autorki?

Były zastrzeżenia, to teraz będą plusy. Mari Jungstedt nie przykłada dużej uwagi do kwestii kreacji Knutasa. Czytelnik wyrabia sobie opinię na jego temat - nie za sprawą słów autorki, a za sprawą jego czynów. Przez to miałam wrażenie, że bohaterowie żyją własnym życiem... a autorka nie ma nad nimi żadnej kontroli. To pozytywny aspekt tej powieści. Bardzo spodobało mi się także ukazanie psychiki jednej z kluczowych bohaterek, a przy tym zwrócenie uwagi na to jak różną wytrzymałość psychiczną mają ludzie, że nie każdego można traktować w ten sam sposób. Warto wspomnieć o tym, że wątek Karin i Andersa nie jest wątkiem dominującym w tej książce, a jedynie wątkiem pobocznym... który w żaden sposób nie obciąża czytelnika. Trochę szkoda. 

Reasumując: "Ostatni akt" to tak naprawdę powieść krótka (ma dosyć duże litery). Najnowsza powieść Mari Jungstedt wydana w Polsce jest powieścią dobrą, którą bardzo dobrze i przyjemnie mi się czytało. Została napisana swobodnym, przystępnym językiem. Jednocześnie nie rzuca na kolana poziomem trudności i zawiłości zagadki kryminalnej, a mimo to wciąga. Brak w niej tego napięcia, które powinno towarzyszyć odkrywaniu prawdy, ale brak w niej także niepotrzebnych dłużyzn. Mari Jungstedt stworzyła powieść dość przewidywalną, ale nie w męczący sposób. Poza tym... postać Andersa Knutasa ujmie niejedną osobę. Niestety nie jest to świetna książka. Nie jest to jednak także książka podczas czytania której czytelnik ma ochotę wyrzucić ją przez okno (A i takie się trafiają!). "Ostatni akt" polecam osobom, które chcą wejść w świat psychiki osoby ogarniętej miłością (także momentami szaleńczej), poświęcić jeden wieczór na dobry kryminał przy którym na chwilę odsapną i się uspokoją. Książka Jungstedt to nie tylko opowieść o morderstwie, ale także o zwykłych ludziach... i zwykłym strachu przed zmianami. To jedna z tych powieści, która chociaż nie jest idealna i nie rzuca na kolana... to wciąga i ciekawi. Ją się po prostu dobrze czyta. Dobra, naprawdę dobra!

Za możliwość ponownego spotkania z Knutasem serdecznie dziękuję Bellona!

lutego 20, 2016

(449) Dwa serca

(449) Dwa serca
Tytuł: Dwa serca
Seria: Miłość, pożądanie i... (#2)
Autor: Sandi Lynn
Wydawnictwo Amber
Stron  281
"11 lat:
- Mówiłeś, że ci się podobam, Scott.
- No, bo tak było Avery. Ale teraz podoba mi się ktoś inny. Przykro mi. 
[...]
16 lat:
- Straciłam z Tobą dziewictwo! Mówiłeś, że mnie kochasz!
- Myślę, że powinnyśmy zacząć spotykać się z innymi i zobaczymy, jak to będzie.
[...]"
   Sandi Lynn, "Dwa serca"


Sandi Lynn to autorka, której powieści cieszą się bardzo dużą popularnością. Napisała ich już kilkanaście. W końcu w moje ręce trafiła jedna z nich... "Dwa serca". Każdy z nas potrzebuje czasami lekkiej, niewymagającej lektury - ot, takiego czytadła. Utwór Sandi Lynn jest właśnie taką powieścią. Dobra, romantyczna historia, a przy tym bardzo kiepski erotyk. Z takiego połączenie wychodzi dobre czytadło, bo na szczęście autorka nie zarzuca nas scenami namiętności na każdej stronie powieści. Zacznę jednak od początku. 

Główną bohaterką powieści Sandi Lynn jest Avery Levis, młoda pani prawnik, a przy tym geniusz. Ma 24 lata, od trzech lat jest po studiach prawniczych i robi zadziwiającą karierę. Gdy dostaje propozycje, aby przenieść się do Nowego Jorku i tam zacząć pracę w jednej z największych (i najlepszych) kancelarii prawniczych - propozycję oczywiście przyjmuje. Pragnie zacząć życie od nowa i dać sobie spokój z facetami, którzy jak dotąd jedynie ją zawodzili. Jej plan burzy jednak pojawienia się w jej życiu Liama Waytt'a - młodego millionera, który w wieku dwudziestu dziewięć lat chce się ustatkować. Przeprowadzka do nowego domu jest pierwszym krokiem w drodze ku dojrzałego życia... kolejnym krokiem jest znalezienie Tej Jedynej, przy której będzie budził się i zasypiał... a nie z którą będzie tylko sypiać. Kiedy trafia na Avery wie, że to właśnie ta. Młoda kobieta zbudowała jednak wokół siebie mur, który nie pozwala wdawać jej się w żadne bliższe, emocjonalnie więzi. 

Sandi Lynn odwróciła sytuację, którą normalnie możemy spotkać w tego typu książkach. Tym razem to nie mężczyzna nie chce się zakochać, a kobieta. Bezlitośnie wywala go z łóżka po każdym zbliżeniu, wzbrania się przed przytulaniem. Prosty układ pt.: "Seks". Jak to jednak bywa w tego typu przypadkach Avery nie jest z gruntu złą osobą, która jak to określił Liam "używa ludzi do seksu". Odtrącenia, których była obiektem już od najmłodszych lat spowodowały, że stała się bardzo nieufna, a mężczyzn zaczęła trzymać na dystans uważając, że i tak wszyscy są tacy sami. Liam to facet, który niejednokrotnie porzucał kobiety, a raczej od samego początku niczego im nie obiecywał. To ciepły, rodzinny mężczyzna, który nie myśli tylko o seksie w porównaniu do Avery... Może z czasem i ona zmądrzeje? 

Fabuła tej książki jest prosta - oboje siebie pragnę, ale tylko jeden chce być z tym drugim na poważnie... i zdaje sobie z tego sprawę od pierwszego spotkania. Rozstania, powroty... i te sprawy. Liam jest bez wątpienia bohaterem, którego nie jedna dziewczyna polubi. A Avery? Z tą już będzie trudniej. Często zachowuje się jak lodowa księżniczka... ma ku temu swojemu powody, a jednak... to bywa odrzucające. Bardzo podobał mi się wątek w którym autorka ukazała jak duży wpływ może mieć nasze dzieciństwo na dorosłe życie.

Przyznam Wam się, że choć prolog mnie w pewien sposób zachwycił (część zaprezentowałam Wam na górze - dalszego ciągu możecie się domyślić) to jednak dalszymi stronami tej powieści byłam przerażona. Narratorami powieści jest Avery i Liam co jest ciekawym rozwiązaniem, ponieważ dzięki temu możemy poznać ich myśli - także te najskrytsze, chyba, że sami sobie jeszcze czegoś nie uświadomili. Pierwsze strony były samymi "o matko jaki on jest piękny!" albo "jaka ona jest piękna!". Oczywiście - to nie brzmiało dokładnie tak, ale chodziło mniej więcej o to. Np. Avery: "zdarzało mi się fantazjować na temat pewnych jego zakamarków, o których w ogóle nie powinnam myśleć, w stylu, [...] ile centymetrów ma jego członek". Ekhem... na szczęście potem, z każdą stroną było już tylko lepiej!

Avery to młoda kobieta sukcesu, ale przy tym kobieta bardzo zagubiona... przez to cierpi Liam. Raz zachowuje się dojrzale, a raz jak... mimo to Sandi Lynn dobrze poradziła sobie z ukazaniem jej wbrew pozorom niezwykle silnej osobowości, naznaczonej trudnymi przeżyciami. Jak przystało na powieść, która ma wpisane w tytule "pożądanie" nie mogło zabraknąć w niej "momentów". I to wyszło autorce beznadziejnie.... Mamy jakieś sześć - osiem scen zbliżeń, ale tak naprawdę wszystkie wyglądają tak samo i są nawet tak samo opisywane przez bohaterów. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie czytam tego samego... Schemat jest zawsze taki sam: ona się na niego rzuca, rozbierają się, on podziwia jej piersi, zanurza w niej palce, ona dochodzi dwa razy, potem on nie może już wytrzymać i w nią wchodzi, ona dochodzi po raz trzeci, a kiedy ona wypręża ciało on też już może dojść i padają słowa: "wypełniłem ją swoim pożądaniem aż do ostatniej kropli". Te słowa Liam'a zawsze brzmią mniej więcej tak samo... To takie monotonne i nudne. Bez tego ta książka byłaby o wiele lepsza!

"Dwa serca" to książka przy której chciałam się zrelaksować i to mi się udało. Z każdą stroną Sandi Lynn  pisała moim zdaniem lepiej. Sandi Lynn ciekawie poprowadziła swoją fabułę i miała na nią przede wszystkim dobry pomysł! "Dwa serca" to książka, która ma trochę niedoróbek - nie da się tego ukryć. Wątki stricte erotyczne wyszły autorce bardzo kiepsko. Powieść nadrabia bohaterami - szczególnie tymi drugoplanowymi jak mamy (użyłam celowo liczby mnogej) Avery i brat Liam'a oraz jego rodzina. Te postaci są takimi dobrymi duszkami tej powieści, a to w książkach uwielbiam! Utwór Sandi Lynn to idealna pozycja dla wszelkich romantyczek, które szybko mogą zakochać się w postawie Liam'a, w tym jak walczy o Avery. "Dwa serca" to przyjemna, lekka,  wciągająca i romantyczna powieść. 

Możliwość poznania książki Sandi Lynn umożliwił mi empik.com!

lutego 19, 2016

(448) Liebster Blog Award

Liebster  Blog Award to akcja, która krąży po sferze blogowej już od dłuższego czasu... Do zabawy nominowała mnie autorka bloga Wielopasja, której serdecznie dziękuję za nominację i za docenienie mojej pracy :) Zabawa polega na nominowaniu kolejnych blogerów... ja jednak nie będę nikogo nominować, ponieważ nie wiem czy nominowanie setki blogerów... jest wskazane. A tyle blogów musiałabym wskazać ;)

1. Wymień trójkę ulubionych bohaterów męskich. 

Może to dziwne, ale nie przywiązuję tak dużej wagi do bohaterów książek... nie należę do osób, które by się np. w nich zakochują ;) Choć... jakby się tak uprzeć to ogromnie lubię Dymitra z "Akademii Wampirów", Łukasz z książki "Czas pokaże" oraz Gabriela "Z dala od zgiełku" <3

2. Czytałaś książki Johna Greena? Jesteś nimi zachwycona jak większość czy raczej nie podzielasz zachwytów?

Upss... nie czytałam ani jednej książki Greena, ale czytałam na ich temat tyle, że myślę, że spokojnie mogłabym je ogólnikowo streścić. Myślę, że zabiorę się za którąś z tych książek, gdy minie na nie moda. Czy przeczytam? Z pewnością, ale nie wiem czy będzie to miało miejsce w najbliższym czasie. 

3. Często kupujesz książki czy raczej korzystasz z innych źródeł, by przeczytać jakieś opowiadanie?

Kupuję książki bardzo często, ale po okazyjnych cenach... zazwyczaj za symboliczną złotówkę. Zazwyczaj nie kupuję książek droższych niż 5 zł. Sporadycznie (tzn. raz na pół roku) korzystam z biblioteki... dzieje się tak jedynie w przypadku, gdy pilnie potrzebuję jakiejś książki... np. do szkoły. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce z dramatem "Nasza klasa" oraz z pierwszym tomem "Historii filozofii Tatarkiewicza". Teraz jednak już mam własne egzemplarze "Historii...". To mnie bardzo cieszy!

4. Z jakiego gatunku książki najczęściej goszczą przed twoimi oczami?

To jest naprawdę trudne pytanie! Tym bardziej, że ja czytam... prawie wszystko. Nie mam sprecyzowanego gatunku, a wszystko zależy od mojego nastroju w danej chwili. Mam miesiące w ciąg których najchętniej czytam kryminały, thrillery, a są też takie miesiące kiedy przed moimi oczami najczęściej goszczą romanse.

5. Jest autor, który twoim zdaniem ma ogromny rozgłos mimo, iż jego książki to nic specjalnego?

To kolejne trudne pytanie...  Chyba nie mam w swojej "karierze literackiej" takiego autora. Tym bardziej, że tych z ogromnym rozgłosem staram się raczej omijać ;) Przynajmniej tych współczesnych...

6. Wypisz jakie seriale oglądasz w kolejności od najlepszego do najgorszego. 

Nie oglądam seriali i nie mam w domu telewizora. Hm... choć ostatnio obejrzałam cały serial (8 odcinków) "Świat bez końca" na podstawie powieści Kena Foletta i choć mam kilka zastrzeżeń odnośnie samego wykonania to jednak to świetny serial! Średniowiecze, intrygi, miłość.... teraz tylko pozostaje mi przeczytać książkę, która podobno jest jeszcze lepsza niż serial.

7. Zwracasz uwagę w jakim wydawnictwie jest wydana dana książka? Jeśli tak, to dlaczego?

I tak, i nie. Wydawnictwo jest dla mnie jakąś wskazówkę... np., kiedy widzę publikację wydawnictwa Czarne już wiem, że muszę po nią sięgnąć. Dla porównania widząc książkę wydawnictwa Amber... wiem, że będzie to raczej lekkie czytadło. Czyli krótko mówiąc: zwracam... tak odrobinkę ;-)

8. Jakie posty lubisz czytać najbardziej ? Podsumowanie miesiąca, recenzję, tagi czy może coś jeszcze innego?

Najchętniej czytam recenzje i różnego rodzaju tagi. Chyba podsumowania miesiąca są dla mnie najmniej atrakcyjne... chyba, że przy okazji jakiejś recenzji lub tagu. Na blogach z recenzjami książek to właśnie książki mnie głównie interesują, a nie cyfry.

9. Bierzesz udział w wyzwaniach książkowych czy może uważasz, że takie akcje to głupstwo?

Nie biorę udziału w wyzwaniach, ponieważ nie czuję takiej potrzeby. Nie uważam jednak takich akcji za głupstwo, a wręcz za coś niezwykle pozytywnego! Myślę, że to motywuje niejedną osobę do dotrzymywania swoich postanowień :)

10. Propagujesz recenzje pisemne czy te w formie filmiku? Które są dla ciebie lepsze w odbiorze?

Osobiście jedynie zajmuję się recenzjami "pisanymi". Wynika to jednak z tego, że hm... przed kamerą bardzo bym się stresowała. Jako odbiorca także najczęściej wybieram recenzje pisemne... chyba, że chcę coś pooglądać jednym okiem - wtedy sięgam po recenzje w formie filmiku, jednak tylko w wykonaniu jednej dziewczyny. Z filmikami sprawa jest o tyle trudna, że musi jeszcze mi odpowiadać ton, tembr głosu mówiącego. To jednak nie zawsze jest proste.

11. Dobrze gotujesz czy raczej twoje popisowe danie to tosty? 
Raczej dobrze... jednak najlepiej te potrawy, których sama nie lubię... czyli łososie, kuchnia śródziemnomorska i te sprawy. Osobiście preferuję jednak kuchnię polską. Mmmmm! Idę jeść!

A Wy? Jak odpowiedzielibyście na te pytania? 

Pozdrawiam :) 

lutego 18, 2016

(447) Recenzje filmowe: Żyć nie umierać

(447) Recenzje filmowe: Żyć nie umierać
Tytuł: Żyć nie umierać
Reżyser: Maciej Migas
Obsada: Tomasz Kot, Janusz Chabior, Ireneusz Czop
Premiera: 28 sierpnia 2015

"Żyć nie umierać" to polski film - z jednej strony dramat... z drugiej komedia. Głównym bohaterem filmu Macieja Migasa jest Bartek (w tej roli Tomasz Kot), gwiazdor popularnego telewizyjnego show. Całe życie stoi przed nim otworem, a on żyje chwilą... Do czasu, gdy ze względu na pracę jest zmuszony udać się do lekarza. Okazuje się, że ma raka. Raka i trzy miesiące życia przed sobą. Bartek rozpoczyna walkę z życiem... pragnie zrobić jak mówi "remanent" w swoim życiu. Ponaprawiać to co rozwalił przez lata. Cofnąć się wstecz, przeprosić tych, których skrzywdził... Te ostatnie chwile chce spędzić pięknie - jednocześnie zaskakując ludzi ze swojego otoczenia pogodą ducha. Najbardziej pragnie jednak pogodzić się ze swoją kochaną córką... Córką, która przez lata cierpiała przez jego chorobę alkoholową. 

O filmie stworzonym przez Macieja Migasa słyszałam odkąd tylko pojawił się w zapowiedziach. Już wtedy wiedziałam, że z chęcią go obejrzę. Teraz wreszcie mi się to udało. "Żyć nie umierać" to film bardzo poruszający, choć niekiedy także bardzo zabawny. Tomasz Kot ukazał się jako bardzo dobry aktor. W jednym filmie potrafi zagrać olśniewającego showmena, a także samotnego, śmiertelnie chorego mężczyznę, który nie posiada w swoim życiu tak naprawdę nic stałego. Tomasz Kot potrafi stworzyć świetny (i przejmujący!) obraz człowieka, któremu niczego nie brak w życiu, ale także obraz człowieka udręczonego przez chorobę.

(kadr z filmu, źródło: filmweb.pl)

Historia Bartka uświadamia widzowi jak bardzo życie jest nieprzewidywalne. Możemy jednego dnia być na szczycie, a drugiego.... Choroba, tragedia może dotknąć każdego - statystycznego Kowalskiego jak i wybitnego aktora. Choroba nie wybiera. Bartek, gdy dowiaduje się o swojej chorobie... z początku nie może w to uwierzyć. Potem jednak pragnie wykorzystać jak najlepiej tą resztę, która mu pozostała. Może to myśl... dla widza? Korzystaj z życia już teraz... Warto w tym punkcie przypomnieć sobie bardzo znaną sentencję: 

"Żyj tak, jakby każdy twój dzień miał być ostatnim – w końcu okaże się, że miałeś rację."

James Thumber

Temat poruszany przez Macieja Migasa jest tematem bardzo rozpowszechnionym, często wykorzystywanym w filmach i literaturze. "Człowiek w obliczu choroby i jego życie pod jej dyktaturą." Obraz stworzony przez Migasa nie wybije się przed inne, a jednak jest w nim coś ujmującego. Historio Bartka to historia słodko  - gorzka, opowiadająca o człowieku, który w ostatnich chwilach swojego życia postanawia je odmienić. Okazuje się to jednak trudniejsze niż myślał, bowiem za dużo słów zostało wypowiedzianych, a za dużo rzeczy zostało przemilczanych. "Żyć nie umierać" to także obraz postępowania ludzi, gdy dowiadują się, że ktoś z ich otoczenia choruje na śmiertelnie niebezpieczną chorobę... 

"Żyć nie umierać" to produkcja, która trzymała mnie w napięciu do ostatniej chwili, do ostatniego ujęcia. Los Bartka tak naprawdę wcale nie jest przesądzony, a to jak potoczy się jego historia... nie jest pewne. Czy pogodzi się z córką? Czy zwycięży chorobę? Widz może się tego jedynie domyślać. Zakończenie jest naprawdę zaskakujące... Końcówka to wyjątkowo piękne ujęcia! Na uwagę zasługuje gra aktorska między Kotem a Chabiorem. Tworzą na ekranie zgrany duet, który ogląda się z przyjemnością. "Żyć nie umierać" to piękny i poruszający obraz. Naprawdę dobry film, który ogląda się z radością i... ze smutkiem. 

Za możliwość obejrzenia filmu "Żyć nie umierać" dziękuję empik.com!

lutego 16, 2016

(446) Prowadź swój pług przez kości umarłych

(446) Prowadź swój pług przez kości umarłych
Tytuł: Prowadź swój pług przez kości umarłych
Autor: Olga Tokarczuk
Wydawnictwo Literackie
Stron 320

"Więzienie nie tkwi na zewnątrz, ale jest w środku każdego z nas." 

Olga Tokarczuk, "Prowadź swój pług przez kości umarłych"

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" to moje drugie spotkanie z twórczością Olgi Tokarczuk, jednej z najbardziej znanych polskich pisarek na świecie. Moje pierwsze spotkanie - "Prawiek i inne czasy" było dla mnie spotkanie niezwykle mocnym, żywym i... poruszającym. Olga Tokarczuk jest uważana za jedną z największych polskich pisarek (o ile nie za największą). Jej powieści były niejednokrotnie nagradzane - także na arenie międzynarodowej. Wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać po "Prowadź....", a jednak zostałam przez autorkę niejednokrotnie zaskoczona. Niestety nie zawsze pozytywnie. Wynika to z "przeobrażeń" twórczych jakie przechodziła Tokarczuk... "Prawiek i inne czasy" to powieść z 1997 roku, a "Prowadź swój pług przez kości umarłych" to z kolei powieść już z 2009 roku. Spotkałam się z opinią, że Tokarczuk w początkowym okresie swojej twórczości pisała najlepiej. Bez wątpienia jest to osąd zawierający w sobie dużo prawdy... "Prawiek i inne czasy" był powieścią magiczną, wciągającą, choć niekiedy bardzo trudną ze względu na temat, który jest poruszany na jej każdej stronie... temat przemijania. Wrażenie zamknięcia wraz z bohaterami w szklanej kuli, akcja tocząca się przez lata... to wszystko było niezwykle wyraziste i nietuzinkowe... wzbudzające w czytelniku niepokój. 

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" to już powieść innej kategorii. Podczas czytania czułam "naleciałości" Tokarczuk. a jednak nie ma w tej powieści tak charakterystycznego dla niej stylu pisania. Nie ma tej magii, niesamowitego klimatu... W "Prowadź..." znajdują się jedynie tego zalążki. Nie ma także w niej tak ciekawego w moim odczuciu tematu. "Prowadź..." będzie czytelniczym marzeniem dla zapalonych wegetarianów. Ja jednak mięso jem i chociaż jestem przeciwna fermom wilków/norek... no to jednak wegetarianką nie jestem, więc postulaty Tokarczuk zawarte w tej książce nie wywoływały we mnie pasji. 

"Historie życia nie są tematem do dyskusji. Powinno się ich wysłuchać i zrewanżować się tym samym."

Olga Tokarczuk, "Prowadź..."

Akcja powieści toczy się zimą, na opuszczonych tą porą terenach Kotliny Kłodzkiej, w czasach współczesnych. Główną bohaterką powieści Tokarczuk jest jedna z niewielu pozostałych mieszkańców - Janina Duszejko. Emerytowana pani inżynier, nauczycielka angielskiego w szkole podstawowej, opiekunka domów pozostawionych na zimę, fanka astrologii. Janina Duszejko jest starszą kobietą w wolnych chwilach tworzącą horoskopy i tłumaczącą poezję Blake'a. Walczy o prawa zwierząt i pogardza ludźmi, którzy je mordują. Niespodziewanie przez Kotlinę Kłodzką przetacza się fala morderstw... ofiarami stają się myśliwi. Janina Duszejko wysuwa tezę, że za morderstwami stoją zwierzęta, które chcą zemścić się na swoich oprawcach... 

Olga Tokarczuk ze swojej powieści uczyniła z jednej strony thriller, a z drugiej powieść filozoficzną. Tak naprawdę jednak nie da się tej powieści wpasować w konkretny gatunek. Moim zdaniem bliżej jej jednak to powieści filozoficznym z gatunku... "czy zwierzęta posiadają duszę?". Janina Duszejko ostro wypowiada się na temat tych, którzy jedzą mięso przyrównując ich do tego jakby czuli się gdyby w ich zupie pływały zamiast kawałków kurczaka... kawałki człowieka. Podczas czytania tej powieści często przychodził mi na myśl film na którego pokazie niedawno byłam... a mianowicie produkcja "Jutro będzie futro" czyli film dokumentalny opowiadający o fermach zwierząt futerkowych. Wypowiedzi bohaterkami pokrywają się z wypowiedziami tymi najbardziej zagorzałych fanów wegetarianizmu, co niektórych może troszkę odstraszyć... Tokarczuk pisze odważnie - nie da się tego ukryć.

"Wszystko przeminie. Mądry człowiek wie o tym od samego początku i niczego nie żałuje."

Olga Tokarczuk, "Prowadź..."

W książce Tokarczuk duże jest też astrologii, a co za tym idzie horoskopów i wiary w nie. Nie wierzę w takie rzeczy i muszę przyznać, że też mnie one nie interesują, a monologi Janiny na ten temat były dosyć uciążliwe. Sama Janina jest bohaterką, która budziła we mnie sprzeczne uczucia. Bardzo doceniam jej oddanie sprawie, a jednak... Janina to wielka samotniczka, która uważa zwierzęta za byty wyższe od człowieka i momentami daje to odczuć innym bohaterom. Z pewnością jest bohaterką niezwykle zaskakującą. W książce Tokarczuk pojawia się mało bohaterów, ale też to Janina jest tą bohaterką bez wątpienia najważniejszą ku której skierowana zostaje cała uwaga czytelnika. Po raz kolejny pisarka stworzyła coś na wzór mikroświata.

Język Tokarczuk jak i klimat samej powieści jest świetny. W "Prowadź swój pług przez kości umarłych" autorka wychodzi także z go mikroświata jakim jest Kotlina Kłodzka i wychodzi do "normalnego" miasta, "normalnych" ludzi, którzy wydają się być jednak oddaleni o lata świetne od głównej bohaterki i bohaterów jej towarzyszących. Styl Tokarczuk to także przejmujące opisy miejsc w których osadza akcję swojej powieści. Kotlina Kłodzka zimą to w jej powieści teren wyblakły na którym może się wydarzyć dosłownie wszystko i czytelnik zdaje sobie z tego doskonale sprawę od pierwszej strony powieści. Tym bardziej, że za narrację pierwszoosobową odpowiada Janina.... bohaterka bez dwóch zdań nietuzinkowa. 

"Wie pani, czasem ma wrażenie, że żyjemy w świecie, który sobie wymyślamy. Ustalamy sobie, co jest dobre, a co nie, rysujemy mapy znaczeń... A potem całe życie zmagamy się z tym, cośmy sobie wykoncypowali. Problem polega na tym, że każdy ma swoją wersję, i dlatego tak trudno jest się ludziom dogadać." 

Olga Tokarczuk, "Prowadź swój pług przez kości umarłych"

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" to powieść różniąca się od "Prawiek i inne czasy". To powieść bardziej współczesna i przez to przystępniejsza dla czytelnika. Tokarczuk pisze prostym, lecz niezwykle dobrym językiem... to było widać także w "Prawieku..." - ta powieść jest jednak powieścią lżejszą. Ten pojawiający się wątek astrologii może być dla niejednego czytelnika dosyć nużący... tak jak dla mnie. Przez to momentami ta pozycja wydawała mi się dosyć nudna. Jednak reasumując: "Prowadź..." to powieść napisana bardzo dobrym językiem z ciekawą fabułą i akcją. Powieść jak dla mnie zaskakująca i bez wątpienia nietuzinkowa. Z powieści Tokarczuk uważny czytelnik może wynieść dużo dla siebie. Dowiedzieć się dużo o sobie jak i o swoim życiu. Mimo, że pani Olga momentami trochę przesadza, irytuje. Chyba właśnie o to chodzi w jej powieściach... "Prowadź swój pług przez kości umarłych" to z jednej strony powieść, która ogromnie mi się podobała, a z drugiej strony pozycja, która także niejednokrotnie mnie irytowała. Nie mniej to niezwykłe literackie przeżycie i niesamowita powieść, którą czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Nie każdemu jednak do gustu tak mocno jak mi. Jest w prozie Tokarczuk coś takiego co powoduje, że ogromnie chcę poznać jej inne powieści i bez wątpienia prędzej czy później to zrobię. W moim serduchu jednak pierwsze miejsce z tych dwóch pozycji Tokarczuk, które jak na razie przeczytałam... pierwsze miejsce zajmuje "Prawiek i inne czasy" - powieść cięższa, ale także wywołująca w czytelniku większe obrażenia... pozostawiająca ślad. Szkoda, że Tokarczuk nie ukazuje w  powieści "Prowadź..." pełni swoich pisarskich możliwości...

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" mogłam poznać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego. Dziękuję!