marca 15, 2016

(459) Recenzje filmowe: 11 minut

(459) Recenzje filmowe: 11 minut
Tytuł: 11 minut
Reżyseria, scenariusz: Jerzy Skolimowski
Zdjęcia: Mikołaj Łebkowski
Obsada: Richard Dormer, Paulina Chapko, Wojciech Mecwaldowski, Andrzej Chyra, Dawid Ogrodnik i inni.

"Stąpamy po kruchym lodzie, na skraju przepaści. Za każdym rogiem czyha nieprzewidziane, niewyobrażalne. Nic nie jest pewne - następny dzień, następna godzina, nawet następna minuta. Przyszłość jest tylko w naszej wyobraźni. Wszystko może skończyć się raptownie, w najmniej oczekiwany sposób"

Jerzy Skolimowski

Słowa Skolimowskiego w pełni oddają istotę filmu "11 minut". To właśnie o tym stąpaniu po kruchym lodzie, o nieprzewidywalności kolejnych chwil jest ten film. "11 minut" to jednocześnie film, który był polskim kandydatem do Oscara w kategorii "Najlepszy Film Nieanglojęzyczny". Jak wszyscy dobrze wiemy Oscara nie zdobył... nie było to jednak zaskoczeniem dla osób, które już ten film widziały.. "11 minut" to dobry film... brak mu jednak tej iskry. Wyjaśnijmy sobie na wstępie... "11 minut" nie jest jak stwierdziła "La Repubblica" - "piorunującym thrillerem".

Obsesyjnie zazdrosny mąż, jego seksowna żona ubiegająca się o rolę w filmie, amerykański reżyser, sprzedawca hot dogów z zagadkową przeszłości, dziewczyna z psem, kurier narkotykowy, zdenerwowany uczeń, starszy rysownik, grupa zakonnic i inne postacie to bohaterowie filmu Skolimowskiego. Postacie, których całe życie zostało sprowadzone do 11 minut... 11 kluczowych minut, które zaważą na całym ich życiu. Łańcucha zdarzeń, który odmieni ich życie. Przekrój społeczeństwa Warszawy - ukazanie, że mimo tego, że jesteśmy tak różnie nasze drogi cały czas się ze sobą przeplatają. 

"11 minut" to tak naprawdę film bez konkretnej fabuły. Zlepek fragmentów z życia grupy ludzi i łączący ich wszystkich wydarzenie. Tu pojawia się problem... nie wiedziałam jakie będzie zakończenie tej historii, ponieważ nie oglądałam przed obejrzeniem filmu jego zwiastuna. Zwiastun zdradza wszystko... i tak naprawdę jeśli go widzieliście - film będzie dla Was jedynie jego delikatnym dopełnieniem. Jerzy Skolimowski wprowadza do swojego filmu dużo postaci, a jednak dowiadujemy się o nich jedynie szczątkowych informacji... są zagadkowi...w tak samo dużym stopniu jak osoba spotkana przypadkowa na ulicy, z którą nasze drogi się na chwilę złączą. A obsada? Cóż... w większości naprawdę aktorzy znani i cenieni. Czy niezbędne było obsadzenie w roli umierającego mężczyzny Janusza Chabiora? Umierającego mężczyzny na którym widz nie skupia swojej uwagi... 

"11 minut" nie jest niestety filmem, który mnie zachwycił. To zlepek różnych scen z życia ludzi i z symboliczną jedenastką wszędzie. Sam pomysł był dobry, ale wykonanie? Z tym już gorzej. A ostatnia scena (punkt kulminacyjny zarazem)... hm... była bardzo abstrakcyjna - tak to chyba odpowiednie określenie. Nie jest to bez wątpienia thriller. Można w nim jednak spotkać nutkę napięcia, jeśli nie oglądało się wcześniej zwiastuna... Widz zdaje sobie sprawę z uciekającego czasu i jest ciekawy co będzie tym punktem kulminacyjnym. Jest to jakiś plus... ja osobiście cały czas liczyłam na jakieś rozwinięcie przedstawionych wątków. To był błąd, bo jedynym realnym wątkiem w tym filmie jest nieprzewidywalność przyszłości. Miało być ambitnie i inaczej, a mam wrażenie, że Skolimowski (reżyser mdz. innymi filmu "Bariera") wrócił do ścieżek już dawno obranych przez innych... w dodatku w sposób mało odkrywczy. Kto nie słyszał jeszcze o tym, że przyszłość jest nieprzewidywalna?  "11 minut" w moim odczuciu nie porusza, a jedynie przygnębia... faktem, że polskiej kinematografii jeszcze daleko do kina amerykańskiego. 

Moja ocena: 3+/6

Za możliwość obejrzenia produkcji Skolimowskiego dziękuję empik.com!

marca 13, 2016

(458) W krainie wodospadów

(458) W krainie wodospadów
Tytuł: W krainie wodospadów
Autor: Sofia Caspari
Wydawnictwo Otwarte
Stron 496

"Dobre sobie, kto powiedział, że miłość to coś cudownego? Na pewno tak nie było. Miłość oznaczała cierpienie i walkę, strach przed stratą, rozczarowanie - ale co mogło się równać z tak cudownymi emocjami, tam łaskotaniem w brzuchu, tą tęsknotą?"

Sofia Caspari, "W krainie wodospadów"

"W krainie wodospadów" to trzecia część sagi argentyńskiej. Nie znam poprzednich tomów (jedynie część pierwszego), ale już po tym wiem, że bez problemu można pominąć kolejność czytania... pojawiają się co prawda postacie z poprzednich tomów, ale historia skupia się na kolejnych pokoleniach. Książka "W krainie wodospadów" ujmie niejedną czytelniczkę. Mnogością historii w niej zawartych i przede wszystkim ich ciepłem. Sofia Caspari nie skupia się na jednej historii... porusza w powieści wiele wątków, a to wszystko przez to, że historie bohaterów stworzonych przez Caspari się ze sobą przenikają. 

Jedną z bohaterek pojawiających się w powieści Caspari jest Clarissa, która straciła męża w tragicznych okolicznościach. Po tym wydarzeniu była zmuszona uciekać z dala od rodzinnych stron, w poszukiwaniu bezpieczeństwa. Trafia do do dżungli, gdzie na jej drodze staje młody lekarz, Robert. Robert wkracza w jej życie i pomaga jej uciec przed zemstą rodu jej męża... Kobieta nie jest jednak pewna czy może pozwolić sobie na nowe uczucie... oraz zaufanie względem Roberta. Jej los jest w jego rękach. Równocześnie toczy się także historia kilku innych bohaterów... na przykład Aurory, która po raz pierwszy styka się z miłością. Niestety nie jest to miłość idealna. Fani poprzednich części mogą się natomiast ponownie spotkać z postaciami Anny, Juliusa czy Lenchen. 

Powieść Sofii Caspari ogromnie mi się spodobała. Sofia Caspari, a właściwie Kirsten Schutzhofer stworzyła fabułę osnutą na losach kilku bohaterów, poprzez zgrabne przeplatanie ich losów. Są to losy bardzo ciekawe i przede wszystkim dynamiczne. Wzruszające, wciągające i niezwykle angażujące czytelnika w ich treść. Schutzhofer umieściła akcję swojej powieści w upalnej Argentynie przełomu XIX i XX wieku. Jej historia dotyka różnych warstw ówczesnego społeczeństwa, ukazując relacje zachodzące między jego poszczególnymi warstwami. 

Sofia Caspari opowiada o silnym pokoleniu kobiet, które nie boją się walczyć o swoje marzenia... pragnienia, miłość. Bardzo spodobał mi się fakt, że autorka za główne bohaterki swojej powieści nie obiera jedynie młodych kobiet na progu wejścia w dorosłe życia, ale także kobiety dojrzałe, które już nie jedno w swoim życiu przeszły. Mimo to one także mają pragnienia i marzenia, a co się z tym wiąże niepokoje... Sofia Caspari ma dużą łatwość we wchodzeniu w psychikę kobiet i odkrywaniu ich pragnień. W powieści Caspari nie brakuje relacji rodzinnych i miłości... Wszystko to jednak zostało podane przez autorkę w sposób bardzo wyważony, a więc jej powieść "W krainie wodospadów" nie można nazwać romansem.

Historie kobiet wykreowanych przez Sofię są historiami bardzo przejmującymi, a przy tym niejednokrotnie wywołującymi uśmiech na twarzy czytelnika. Wszystko w tej powieści jest bardzo wysublimowane. Nie brak w niej przygód, tragedii, miłości i przyjaźni, a także relacji niekiedy bardzo trudnych, skomplikowanych i wymagających poświęcenia. Sam język jakim posługuje się Caspari jest naprawdę dobry! Akcja powieści nie jest zatrważająca szybka, a jednak jej tempo jest na tyle żwawe, że czyta się ją płynnie... i naprawdę szybko!

"W krainie wodospadów" to powieść, która ogromnie mi się spodobała! Ciepła, wzruszająca i ogromnie zajmująca i wciągająca. Bohaterowie stworzeni przez Sofię Caspari to postacie, których chyba nie da się lubić... a przynajmniej tak jest w wypadku tych pozytywnych postaci. Jest to widoczne tym bardziej, że w powieści Caspari nie brak także powieści negatywnych, którzy będą próbowali zaszkodzić innym bohaterom. To już koniec sagi argentyńskiej Caspari, ale to na szczęście jeszcze nie koniec mojej przygody z jej twórczością... teraz zamierzam się cofnąć dziesiątki lat wstecz i przeczytać pierwszy i drugi tom sagi. Naprawdę warto! "W krainie wodospadów" to po trochu powieść historyczna... z naprawdę dobrym tłem Argentyny na przełomie wieków.

Moja ocena: 5/6 Bardzo dobra!

Za możliwość poznania powieści Sofii Caspari serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

marca 12, 2016

(457) Uwikłani. Obsesja

(457) Uwikłani. Obsesja
Tytuł: Uwikłani. Obsesja.
Seria: Uwikłani (#1)
Autor: Laurelin Pike
Wydawnictwo Kobiece
Stron 376

Premiera: 16.03.2016 r.

"-Chciałbym, żebyś mnie odnalazła.

[...]
-Naprawdę? Nie jestem pewna.
- Więc głupol z ciebie.
- Dziękuję ci. 
- Piękny głupol, od którego nie mogę oderwać wzroku."


Laurelin Pike, "Uwikłani. Obsesja."


"Uwikłani" to pierwsza seria erotyczna w mojej "karierze". Pierwszy tom serii Laurelin Pike pt. "Uwikłani. Pokusa" przyznaję, że przypadł mi do gustu. Może nawet bardzo...? Debiutancką powieść Pike odebrałam jako dobre romansidło, z nierzucającym się tak w oczy (jak to w przypadku Grey'a) seksem. Choć bez wątpienia w "Uwikłanych" pikanterii nie brakuje. W drugim tomie jest jej mniej niż w pierwszym... i obyło się bez absurdalnych zwrotów, które niestety parę razy pojawiły się w tomie pierwszym. Historia Alayny i Hudsona po raz kolejny mnie zaciekawiła i wciągnęła. To idealna lektura z nutką pikanterii na lekki wieczór. 

Alayna i Hudson po wydarzeniach z pierwszego tomu podjęli trudną decyzję o tym, aby spróbować razem być pomimo ich trudnej przeszłości. Nieporozumienia i niedopowiedzenia skutkują między nimi niestety bardzo napiętą sytuacją. W dodatku Hudson cały czas nie potrafi nazwać tego co czuje do młodej kobiety. Para ma wokół siebie wielu nieżyczliwych ludzi, którzy będą próbowali utrudnić im dojście do wspólnego szczęścia. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że uda im się zorientować w odpowiednim momencie kto do tej grupy nieżyczliwców należy. Nikt nie mówił, że związek jest sielanką... Hudsonowi i Alaynie przyjdzie się o tym jeszcze niejednokrotnie przekonać. 

Podejście Hudsona i Alayny do siebie bardzo się zmieniło. Choć od momentu, kiedy się poznali minęły zaledwie dwa tygodnie... oni mają wrażenie jakby od tego czasu minęły lata. To był dla nich bardzo intensywny czas. Zresztą przyznam Wam się, że ja też miałam wrażenie jakby od ich pierwszego spotkania minęło już o wiele więcej czasu. Jestem pewna, że nie było to spowodowane jedynie tym, że pierwszy tom czytałam już kilka miesięcy temu. Myślę, że autorka narzuciła odrobinę zbyt szybkie tempo. Chciała, żeby za dużo się wydarzyło w zbyt krótkim czasie.

"Uwikłani. Obsesja" to część odrobinę lepsza od pierwszej. Tak jak i wtedy najbardziej podobały mi się wydarzenia, które rozgrywały się z udziałem bohaterów drugoplanowych. Te wydarzenia w których uwaga czytelnika nie pozostaje zwrócona jedynie na postać Alayny i Hudsona miały w sobie najwięcej iskry... i były po prostu najciekawsze. A co się działo, kiedy znajdowali się sam na sam? Myślę, że tego domyśli się już każdy sam. Bez obaw. Nie rzucali się przy każdej nadarzającej okazji... choć bez wątpienia często mieli na to ochotę. W tej części nie brakuje ich potyczek słownych i obaw ze strony głównych bohaterów. 

Polubiłam Alaynę i Hudsona, choć nie są nie są bohaterami idealnymi. Do ideału trochę im brakuje...I tak...  Hudson raz poważnie mi podpadł! Oj, tak... zalazł mi za skórę. Myślę, że nie tylko mi. A Alayna? Ta mi podpadła nawet kilka razy, ale ona... ma po prostu taki charakter. To te jej ciągłe obawy skierowane w stronę Hudsona, miejscowa "nierzetelność" mnie najbardziej irytowały. Poza tym jednak Alayna jak najbardziej da się lubić! Jeszcze bardziej jednak uwagę przyciąga otoczenie bohaterów, które jest bardziej barwne i dodaje tej powieści jakiejś nutki... komedii? 

Powieść "Uwikłani. Obsesja" nie należy do literatury wysokich lotów, ale i od tej trzeba czasami odpocząć. Książka autorstwa Laurelin Pike idealnie wpasowuje się w ramy lekkiej, łatwiej i przyjemnej powieści. Oj, tak... pewnością książka Pike jest przyjemną lekturą! Nie irytuje ani nie obrzydza jak to może mieć to miejsce w wypadku innych powieści tego pokroju... Nie ma także ustawicznego zagryzania warg i tekstów "o święty Barnabo!". Nie brak w tej książce erotyzmu, a w dodatku jest on dosyć wysublimowany... troszkę tak jakby autorka po prostu czuła się w obowiązku zaserwować coś takiego czytelników (może z nadzieją na dotarcie do większej grupy odbiorców?), a więc nie jest go zbyt dużo. Reasumując "Uwikłani. Obsesja" to po prostu dobre romansidło. Idealne, aby trochę się rozluźnić... Jestem ciekawa jak potoczy się dalej historia związku Alayny i Hudsona.

Moja ocena: 4+/6 Mocna czwórka z plusem!

Za możliwość poznania książki "Uwikłani. Obsesja" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!

marca 08, 2016

(456) Cukiernia w ogrodzie

(456) Cukiernia w ogrodzie
Tytuł: Cukiernia w ogrodzie
Autor: Carol Matthews
Wydawnictwo Harper Collins
Stron 464

"Moje życie stało się tak banalnie, tak monotonne. [...] Dopiero dziś uświadamiam sobie, że straciłam z oczu siebie, swoje sny i marzenia."

Carole Matthews, "Cukiernia w ogrodzie" 

"Cukiernia w ogrodzie" to powieść, która mnie oczarowała i w sobie rozkochała. Pełna ciepła i uśmiechu, z barwnymi bohaterami. Powieść Carole Matthews to jedna z tych pozycji, które czyta się z wypiekami na twarzy, niecierpliwie przewracając jej kolejne strony. Wciąga, ciekawi i niesamowicie intryguje. Mimo tego, że przypuszczałam jak potoczą się dalsze losy bohaterki książki "Cukiernia w ogrodzie" czytanie tej powieści było dla mnie czystą przyjemnością! Choć czasami miałam mordercze zamiary wobec niektórych z bohaterów tej książki... wynikało to jednak nie z ich sposobu przedstawiania przed autorkę, a jedynie z ich charakteru. Nie mniej..."Cukiernia w ogrodzie" to powieść, którą mogę polecić z czystym sumieniem wszystkim osobom lubiącym ciepłe powieści. 

Fay to kobieta po czterdziestce. Prowadzi urokliwą cukiernią, z samymi smakołykami w domowym ogrodzie. To właśnie praca i opieka nad wiecznie niezadowoloną i wymagającą cały czas opieki matką, zajmuje jej całe dnie. Czasem do tego życia wkrada się jednak Anthony - jej partner, z którym jest w związku już od dziesięciu lat. Niestety brak w ich związku emocji, świeżości... a może brak po prostu miłości, którą zastąpiło przywiązanie i chęć stabilizacji oraz poczucia bezpieczeństwa? Stałą towarzyszką Fay jest Lija, młoda Łotyszka, która swoim ciętym (i niezwykle szczerym!) językiem ujmie niejednego. Młoda pracownica Fay z czasem staje się także jej największą powierniczką... Życie Fay nabiera kolorów (i nieznanego wcześniej drżenia), gdy pewnego dnia w cukierni pojawia się Danny. Trzydziestolatek, który pewnego dnia postanowił porzucić swoje całe dotychczasowe życie i zamieszkać na barce. Z londyńskiego biurowca przeniósł się na barkę, żeglując po londyńskich kanałach. Pod jego wpływem Fay odzyskuje radość życia i zaczyna wierzyć, że nigdy nie jest za późno aby zmienić coś w swoim życiu... na lepsze. Kobietę czeka jednak wiele życiowych turbulencji... na skutek tragedii traci wszystko co było dla niej ważne. Od tego momentu musi zacząć zarządzać swoim życiem od nowa i podjąć decyzję jak ma ono wyglądać. Decyzję, która oczywiście nie będzie należała do tych najłatwiejszych.

Bohaterowie powieści Carole Matthews to bohaterowie bardzo... hm... różnorodni. W jej powieści można bowiem znaleźć bohaterów, którzy zostaną czytelnikowi zupełnie obojętni. Takich, których pokochamy... oraz takich, których będziemy mieli ochotę zamordować. Tak. Przyznaję - wobec niektórych miałam mordercze zamiary. Główni bohaterowie są jednak bohaterami bardzo ciepłymi i serdecznymi, którym czytelnik cały czas dobrze życzy. Szczególnie taką bohaterką jest Fay - oddana wszystkim... oprócz samej sobie. Przyznaję, że to bywało czasami irytujące. Wynikało to jednak z mojej ogromnej sympatii do tej bohaterki i nadziei, że wszystko ułoży się dla niej jak najlepiej. Przez to miałam ochotę nią czasami porządnie potrząsnąć i krzyknąć "Co Ty robisz?! Ona Cię wykorzystuje!". Skończyło się na tupaniu ze złości nogami... Cała gama bohaterów... gama stworzona (zagrana?) bardzo dobrze!

Tym co urzeka od pierwszej strony powieści jest jej klimat. Klimat kawiarni w pięknym ogrodzie, w pobliżu starego domu, nad wodą... i wszechobecny zapach cudownych wypieków.  Uwaga! Czytanie "Cukierni w ogrodzie" grozi niepohamowanym apetytem! ;) Jest w niej pełno smaków... nie tylko tych słodkich serników, szarlotek, tiramisu, ale także smakowitych kanapek i pysznych, świeżych sałatek. Widzicie... dla mnie była to nie lada pokusa tym bardziej, że jestem strasznym żarłokiem - a ta książka tylko mój apetyt pobudzała. Na samo wspomnienie... ale jedzeniem zajmę się za chwilę ;-)

Fabuła tej książki jest bardzo prosta. Zresztą jak na lekką, ciepłą powieść przystało. O dziwo... ten wątek różnicy wieku między Fay a Dannym nie jest wątkiem dominującym. Co więcej dodałabym, że ten aspekt stanowi znikomy wątek w tej powieści. To mnie cieszy. Tym bardziej, że autorce ten temat byłoby bardzo łatwo rozdmuchać. Tym samym to po prostu powieść o dojrzałej kobiecie, która musi nauczyć się zauważać swoje potrzeby... nauczyć się być taką troszkę egoistką. O kobiecie, która ma jeszcze całe życie przed sobą (mimo tego, że nie zdaje się tego zauważać). O kobiecie, która dopiero odkrywa, że zasługuje na szczęście, które może ją spotkać. O kobiecie, która jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, że świat stoi przed nią otworem. Wreszcie... to powieść o przemianie zachodzącej w Fay. To wszystko jednak zostało przedstawione w sposób lekki, z nutą romantyzmu.

"Cukiernia w ogrodzie" to pełna ciepła, piękna opowieść o marzeniach, potrzebach i szczęściu. Powieść, która mnie niesamowicie wciągnęła. Poznawanie losów Fay było dla mnie samą przyjemnością, choć niejednokrotnie zachowanie ludzi z jej otoczenia mnie irytowało. Jedyna "wina" Fay leży w jej wielkiej ufności względem ludzi... w twierdzeniu, że jeśli ona czegoś komuś nie zrobi to ten ktoś na pewno jej też tego nie zrobi. Niestety życie nie zawsze jest tak piękne i jasne. Carolyn Matthews, autorka serii o Klubie Miłośniczek Czekolady stworzyła poruszającą i napawającą optymizmem powieść. Lekka, ale utrzymana na naprawdę wysokim poziomie. "Cukiernia w ogrodzie" to świetna, wciągająca powieść, która odrywa od świata na kilka chwil.... 

Moja ocena: 5+/6 Bardzo dobra z plusem!

Za możliwość poznania książki Carole Matthews serdecznie dziękuję Wydawnictwu Harper Collins!

marca 06, 2016

(455) Frida

(455) Frida
Tytuł: Frida
Autor: Barbara Mujica
Wydawnictwo Marginesy
Stron 445

"Nasz umysł odkrywa fakty wciąż na nowo; tyle razy przeżywamy je w myślach, że po pewnym czasie nie wiemy już, czy zdarzyły się naprawdę, czy też wymyśliliśmy je, za każdym razem odrobinę upiększając kolejne sceny, dodając szczegóły tu czy tam, aż obraz mentalny zaczyna całkowicie odbiegać od rzeczywistości."

Barbara Mujica, "Frida"

Frida Kahlo (a właściwie: Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderon) była meksykańską malarką. Myślę, że jej postać jednak jest nam wszystkim bardziej lub mniej znana. Jeszcze bardziej znane niż jej twórczość jest jednak jej bujne życie. Choroba, życie na tle rewolucji, związek z Diego Riwerą. Frida Kahlo jest bardzo barwną postacią. Egocentryczna i pewna siebie... jedni ją kochali drudzy nienawidzili. "Frida" ukazuje obraz życia wielkiej pisarki bez tematów tabu. Biseksualność, rywalizacja sióstr, związek z nauczycielem... Historia życia Fridy jest historią niezwykle burzliwą. Niestety mam wrażenie, że autorce nie udało się w pełni wykorzystać tej burzliwości. Szkoda. 

"Frida" nie jest powieścią stricte biograficzną. Duża część postaci i zdarzeń pojawiających się w książce zrodziła się jedynie w głowie autorki. Nie mniej "Fridę" można uznać za pewne źródło informacji o meksykańskiej malarce. Jest jej życiem w końcu bardzo silnie inspirowana! Autorka próbuje wejść w skórę młodszej siostry malarki, Cristine. Tworzy coś na wzór jej potencjalnej rozmowy z psychiatrą. Zastanawia się jak jest żyć przy wielkiej i sławnej siostrze... samej będąc zwykłą, szarą myszką na którą nikt nie zwraca uwagi. Tym samym z narratora czyni właśnie siostrę Fridy. Narratorkę, którą silnie kierują emocje. To było ciekawe doświadczenie. Nie wiem tylko... czy nie było momentami sztuczne? 

Barbara Mujica stworzyła zbeletryzowaną biografię Kahlo. Ustami jej siostry opowiada o jej dzieciństwie, dorastaniu, pierwszych miłościach, życiu. Z książki cały czas bije obraz Fridy jako kobiety egocentrycznej, o niezwykle silnym charakterze! Charakterze, którego nie potrafi złamać choroba, wypadek, niepowodzenia. Frida Kahlo w utworze Barbary jest postacią dominującą. Szczególnie w swojej rodzinie... Autorka przedstawia meksykańską malarkę jako królową od pierwszej strony. Królową, która była pewna, że nią zostanie i do tego uparcie dążyła. 

Życie Fridy Kahlo nie było usłane samymi różami. W dzieciństwie zachorowała na polio, budzące powszechny strach. Od tego momentu była po części niepełnosprawna... przestała być idealna. Ukrywała jednak swoje wady pod osłoną ciętego języka. Największe zainteresowanie w kwestii jej życia budzi jednak jej związek z Diegem Rivero - utalentowanym malarzem i zagorzałym komunistą starszym od niej o ponad dwadzieścia lat. Ich związek, a później małżeństwo było bardzo burzliwe. Pełne kłótni, zdrad... ale także jak utrzymywali oboje miłości. Frida żyła w cieniu wielkiego męża. Była uznawana za żonę, która jedynie przy okazji trochę malowała. Jak to bywa zwykle w takich przypadkach w pełni została doceniona dopiero po śmierci. 

"Frida" nie jest idealną książką. Jest niekiedy porywająca, a niekiedy bardzo nużąca. Chyba nawet częściej nużąca. Pomysł z uczynienia narratorki młodszej siostry Fridy jest ciekawy, jednak ta narracja czasami mnie irytowała. Barbara Mujica stworzyła ciekawy i niekiedy porywający obraz życia Fridy. Przyznam jednak, że czasami po prostu przynudzała, a niektóre wstawki były zupełnie niepotrzebne. Na ogromny plus zasługuje jednak zdolność autorki do ukazania ówczesnych realiów życia, także na tle rewolucji. Plusem jest także ukazanie charakterów postaci... swoją drogą bardzo barwnych. Barbara potrafi świetnie przedstawiać, kreować rzeczywistość. Czasami nawet tak dobrze, że niektóre sceny jak film wyświetlały mi się przed oczami. To ogromny plus! 

Trudno mi pisać o tej książce, bo w sumie w ogólnym rozrachunku wychodzi, że jest to powieść dosyć przeciętna. Miała ogromny potencjał już w chwili, kiedy autorka za bohaterkę swojej powieści obrała Fridę - postać z tak burzliwym życiem, pełną przeciwieństw (widać to od pierwszej strony tej powieści... z jednej strony oddana, ciepła siostra, a z drugiej dziewczyna potrafiąca bezlitośnie ranić). Niestety mam wrażenie, że autorce nie udało się go w pełni wykorzystać. Książka Mujici to powieść, której niektóre strony czytelnik przeżywa każdą cząsteczką swojego ciała... kiedy indziej niestety po prostu ma ochotę odłożyć ją na bok i zasnąć. Reasumując: "Frida" to dobra powieść, która na pewno zachwyci fanów meksykańskiej malarki, buntowniczki. Mnie ujęła wyrazistością bohaterów i ukazaniem realiów ówczesnego świata. To właśnie tło historyczne i obyczajowe było dla mnie najbardziej pociągające... A reszta? No cóż. Było różnie. Arcydziełem "Fridy" moim zdaniem nazwać nie można. 

Moja ocena: 4+/6 Dobry z plusem!

Za możliwość poznania książki "Frida" dziękuję matras.pl!

marca 05, 2016

(454) Recenzja przedpremierowa: Udręka braku pożądania

(454) Recenzja przedpremierowa: Udręka braku pożądania
Tytuł: Udręka braku pożądania
Autor: Janusz L. Wiśniewski
Wydawnictwo Literackie
Stron: ok. 100

Premiera 31.03.2016 rok!

"Pamiętasz, jak w Brukseli, po tym kongresie, poszliśmy do sklepu i kupiłem trzy sukienki dla Martusi? W trzech różnych rozmiarach? Bo ja chciałem wyobrazić ją sobie w tych sukienkach, gdy mnie już nie będzie..."

Janusz L. Wiśniewski, "Udręka braku pożądania"

Janusz L. Wiśniewski to niezwykle popularny autor w Polsce..., a także za granicą. Człowiek niesamowicie wykształcony (magister fizyki, magister ekonomii, doktor informatyki, habilitowany doktor chemii)! Naukowiec i pisarz. Zadebiutował w 2001 roku powieścią "S@motność w sieci", która podbiła serca rzeszy czytelniczek... i odmieniła ich życie. Pisarz niejednokrotnie dostawał wiadomości o tym jak jego książki wpływają na życie kobiet. Pozwalają je niekiedy odmienić o 360 stopni! Na lepsze... Często wiąże się to także z porzuceniem niesatysfakcjonującego związku. Stąd też za twórczością Wiśniewską nie przepadają mężczyźni. Wiśniewski to autor także takich książek jak "Bikini", "Ślady", "Ukrwienia". Obok "S@motności w sieci" kręcę się już bardzo długo, a jednak "Udręka braku pożądania" to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora. Spotkanie ciekawe, jednak nie jestem pewna czy adekwatne to mojego życia i doświadczenia życiowego. Nie mogę jednak napisać, że był to strzał w kolano. 

"Udręka braku pożądania" to zbiór opowiadań, konkretniej: dwudziestu jeden opowiadań. Opowiadań zawierających prawdziwe, ludzkie historie. Historie przykre, dręczące, niedające spać... wydarzenia, które wywołały w bohaterach stałe obrażenia. To historie niezwykle krótkie, ale także niezwykle treściwe. Dla Wiśniewskiego nie ma tematów tabu! Pedofilia, nałogi, menopauza, strach przed rakiem, niemoc seksualna i wiele, wiele innych tematów autor porusza w swoich opowiadaniach. Pisze o szczęściu, o kłamstwie. Część opowiadań jest oparta na wiedzy stricte naukowej, inne na emocjach i rozmowach z innymi ludźmi. 

Mam z tym zbiorem pewien problem. Autor nie skupia się jak już napisałam wcześniej na jednym temacie, a stara się ich poruszyć wiele. To wszystko w jednym tomie. Szczerze mówiąc myślę, że ze względu na to czytanie tego zbioru "od deski do deski" - na jedno posiedzenie jest ogromnym błędem! Opowiadania w nim zawarte są naprawdę króciutkie, ale przy tym bardzo mocne. Warto nad nimi przez chwilę posiedzieć, a nie polecieć obojętnie do kolejnego opowiadania... "Książka powinna wywoływać w czytelniku obrażenia" - ta wywołuje, jeśli się ją sobie dawkuje.  Jeśli czytelnik zabiera się za czytanie opowiadania po opowiadaniu wrażenia się zacierają i całość traci swoją wyrazistość... co więcej szybko zapomina się o tym co się przeczytało.

Mogę się pokusić o stwierdzenie, że w "Udręce braku pożądania" każdy znajdzie jakiś tekst dla siebie. Mi najbardziej przypadł do gustu tekst "O szczęściu" z którego dowiedziałam się np., że w USA istnieje zapis w konstytucji, że każdy ma prawo do szczęścia. Odebranie go grozi w niektórych stanach nawet karą śmierci! Nikt jednak nie został jeszcze skazany z tego artykułu nawet na dwie godziny robót publicznych. Okey. Każdy znajdzie w tym tomie jakieś opowiadanie dla siebie, a jednak nie mogę wyzbyć się wrażenie, że "Udręka braku pożądania" to zbiór skierowany szczególnie do kobiet po... trzydziestym piątym roku życia. Janusz L. Wiśniewski właśnie pragnieniami i zmartwieniami tych kobiet zajmuje się najbardziej. Choć... w zbiorze znajdują się także wypowiedzi kilku mężczyzn.

"Udręka braku pożądania" to jak zazwyczaj bywa w wypadku zbiorów opowiadań - zbiór zawierający lepsze i gorsze opowiadania. W niektórych tekstach Wiśniewski porusza tematy tabu (i robi to w sposób naprawdę poruszający!), a w niektórych... przepraszam za określenie, ale troszkę jakby odgrzewał stare kotlety. Tak samo niektóre teksty są dosyć infantylne. Nie mniej... "Udręka braku pożądania" jest naprawdę dobrą lekturą, z niejedną celną obserwacją. Przekrój bohaterów Wiśniewskiego jest bardzo różnorodny - zgwałcona kobieta, porzucona kobieta, bezdomny mężczyzna i ich życie skrócone do czterech - pięciu stron tego tomu. To było ciekawe doświadczenie. "Udrękę braku pożądania" polecam szczególnie dla tych dojrzalszych kobiet... To właśnie dla nich ta książka będzie miała największe znaczenie. W prozie Wiśniewskiego dużo jest pozytywnej prostoty. Nie jest to jednak w moim odczuciu dzieło wybitne. Dobre, ciekawe, ale nie wybitne czy rewelacyjne. Wiśniewski mówi o tym o czym boją się mówić inni, ale nie odkrywa przy tym Ameryki.

Za możliwość przeczytania zbioru "Udręka braku pożądania" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie!

marca 01, 2016

(453) 5 - te urodziny bloga! :)

(453) 5 - te urodziny bloga! :)
Nastał ten dzień... "Książki - inna rzeczywistość" to blog istniejący już pół dekady! (Stwierdziłam, że to brzmi o wiele lepiej niż 5 lat :)). To właśnie pięć lat temu, we wtorek, 1 marca 2011 roku o 18:31 na blogu pojawił się pierwszy post... recenzja jakże "ambitnego" "Zmierzchu" ;) 

Zmieniło się dużo... Wystrój bloga był zmieniany kilkakrotnie, moja biblioteczka ogromnie się powiększyła i osiągnęła liczbę ponad 3 tys. egzemplarzy... Wzrost w ciągu 5 lat - dziesięciokrotny! Przeczytałam mnóstwo świetnych książek i co najważniejsze... uświadomiłam sobie, że blog to stały element mojego życia. Zaczynałam będąc w szóstej klasie szkoły podstawowej. A dzisiaj? Jestem uczennicą pierwszej klasy liceum i zamiast uczyć się na sprawdzian z logarytmów... piszę do Was te słowa. 

Te pięć lat było dla mnie czasem niesamowitym.

Dziękuję za ten czas i mam nadzieję, że "KiRZ" będą się nadal rozwijać. Co najważniejsze... Ten blog to dla mnie ogromna frajda! Nie myślałam, że wytrwa tak długo... to mnie bardzo cieszy. 

Dziękuję!