sierpnia 08, 2017

(638) Wiktoria

(638) Wiktoria
Tytuł: Wiktoria
Autor: Daisy Goodwin
Wydawnictwo Marginesy
Stron 432

Jest coś takiego w monarchii brytyjskiej co sprawia, że Brytyjczycy bez większych żalów poświęcają na jej utrzymanie (w celach reprezentacyjnych i ze względu na tradycję) miliony funtów rocznie. Jest coś takiego w monarchii brytyjskiej co sprawia, że na ekranach kinowych i telewizyjnych stosunkowo często pojawiają się nowe dokumenty, reportaże czy też filmy fabularne inspirowane / dotyczące jej historii lub życia jej poszczególnych członków. Ludzie darzą monarchię brytyjską nie tylko miłością, ale także dużą dozą ciekawości. Interesuje ich jej życie prywatne, tajemnice skrywane za pałacowymi drzwiami. Ciekawość wbrew pozorom nie dotyczy tylko historii, która rozgrywa się obecnie na naszych - choć... być może ta jest najlepsza. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że historia królowych, które rządziły przed Elżbietą II, królów, którzy na stałe zapisali się w dziejach - jest na tyle intrygująca, pozostawia często tyle niewiadomych, że nieustannie rozpala wyobraźnię. W tym takich pisarek jak Daisy Goodwin. 

Daisy Goodwin to postać znana w Polsce przede wszystkim jako scenarzystka serialu "Wiktoria" oraz autorka powieści o tym samym tytule. Miałam okazję poznać jedynie wersje książkową opowieści stworzonej przez Goodwin. Chęć przeczytania dobrej, mądrej, a przy tym niewymagającej powieści historycznej sprawiły, że mój wzrok od razu powędrował w kierunku "Wiktorii". Potrzebowałam czegoś nowego - chciałam odejść na chwilę od dobrej, znanej, szanowanej i poważanej w świecie literackim Philippy Gregory i dać szansę nowej autorce. Proza Daisy Goodwin pozwoliła mi na oderwania się od świata na kilka godzin, nie zawiodła mnie, rozpaliła moją wyobraźnię i sprawiła, że choć nie zawsze zgadzałam się z wyborami głównej bohaterki, która czasami wręcz mnie irytowała... całą historię poznawałam (a raczej połykałam) z wypiekami na twarzy - i to jakimi!

Rok 1837. Aleksandryna Wiktoria ma osiemnaście lat i obejmuje panowanie w Wielkiej Brytanii. W ciągu zaledwie kilku dni zostaje przedstawiona parlamentowi i przeniesiona do pałacu Buckingham., Nieważne ile ma lat. Ciążą na niej monarsze obowiązki. Jest młodą dziewczyną, która zostaje wrzucona w wir dworskich intryg, polityki i miłosnych skandali. Wielka Brytania jest targana wewnętrznymi konfliktami, a królowa Wiktoria musi podjąć decyzję... czy pozwoli sobą rządzić czy sama obejmie władzę. Może stać się samodzielną, choć niedoświadczoną władczynią, ale może także stać się marionetką w rękach ludzi spragnionych władzy. Będzie musiała rozdzielić dobro kraju od swojego niekiedy głupiego, młodzieńczego uporu pełnego pychy.

Czym by była powieść historyczna bez wątku romansowego? Matka Wiktorii oraz jej przyjaciel sir Jon Conroy pragną, aby młoda królowa poślubiła swojego kuzyna, księcia Alberta. Wiktoria nie chce jednak ustąpić. Pamięta go z czasów dzieciństwa jako nudnego chłopca, którego nie potrafiła zrozumieć... zresztą z wzajemnością. W sercu Wiktorii swe miejsce jednak szybko znajduje imponujący swoją mądrością, doświadczeniem i tym, że potrafi rozśmieszyć królową - premier rządu, lord Melbourne, który jako jedyny wierzy w to, że Wiktoria ma szansę stać się mądrą, odpowiedzialną, wybitną monarchinią, która będzie w stanie zdobyć miłość i zaufanie swoich poddanych, a przede wszystkim wpłynąć na poprawę jakości ich życia. Mimo to: spotkanie z Albertem zostaje zaaranżowane wbrew jej woli... w wielkiej tajemnicy. Książę Albert przyjeżdża, Wiktoria jest oburzona... i na jaw wychodzi jak wiele musi się jeszcze nauczyć o rządzeniu nie tylko imperium, ale także swoim sercem. 

"Wiktoria" Daisy Goodwin jest w wielu miejscach powieścią wręcz rozczulającą ze względu na łatwowierność, upartość, niewiedzę Wiktorii. Młoda monarchini była od dzieciństwa zamknięta w murach pałacu i nie do końca jest w stanie zrozumieć procesy rządzące światem. Przed koronacją nie uczestniczyła w balach, światowym życiu - jest lękliwa, płochliwa, niepewna siebie i z pewnością zagubiona, ale to wszystko skrywa pod warstwą nadmiernej, momentami irytującej pewności siebie. Z początku nikogo do siebie nie dopuszcza, a jedyną istotą z którą dzieli się swoimi wątpliwościami... jest lalka, która towarzyszy jej od dzieciństwa. Na kartach powieści dorasta - nabiera ogłady, dojrzewa i z każdą kolejną stroną staje się coraz bardziej świadoma odpowiedzialności, która na niej ciąży. Może podobne dylematy miłosne miała prawdziwa królowa Wiktoria i może i ona miała tak trudne początki? Jedno wiemy na pewno - stała się wybitną monarchinią.

Daisy Goodwin posługuje się lekkim, przystępnym, a przy tym dobrym językiem. Udało jej się dobrze dobrze oddać realia epoki, pokazać jej zarys, cechy społeczeństwa ówczesnej epoki. Oczywiście można czepiać się tego, że autorka skupia się przede wszystkim na dylematach miłosnych dotykających królową czyniąc ze swojej powieści tym samym głównie powieść kobiecą, której bliżej do historycznego romansu (którym się nie staje!) niż do naprawdę obrazowej, konkretnej powieści historycznej. Czepiać się można, ale... po co? Goodwin oferuje swoim czytelniczkom literaturę kobiecą w naprawdę dobrym wydaniu - poruszającą, wciągającą, fascynującą. "Wiktoria" to bardzo przyjemna historia inspirowana losami królowej Wiktorii, która została przedstawiona w tej książce jako bardzo wyrazista postać. Zgrabnie wplecione wątki miłosne, pierwsze pomyłki, nadzieje i obawy sprawiają, że wiele czytelniczek znajdzie dla siebie coś w tej powieści... a jeśli to już nastąpi: Goodwin porwie ich do świata swojej opowieści. 

Moja ocena: 7+/10

sierpnia 01, 2017

(637) Agonia dźwięku

(637) Agonia dźwięku
Tytuł: Agonia dźwięku
Autor: Jaume Cabre
Wydawnictwo Marginesy
Stron 336 

Początek XX wieku. Obrzeża Katalonii. Zapomniany przez Boga i ludzi warowny, surowy klasztor La Rapita - siedziba mniszek klauzurowych. Brat Junoy - utalentowany muzyk zostaje do niego zesłany w roli spowiednika. Odcięty od muzyki - świata, który kochał musi zmagać się z surową, pozbawioną poczucia humoru, stojącą na czele klasztoru - wielebną matką Doroteą. Zamknięty w ciszy, jedynie w swojej wyobraźni odtwarza tak drogie mu melodie i nuty. Wikła się w spór z przełożoną, która nakłada na mniszki ciężkie pokuty, odmawia im dobrego i godnego wyobrażenia. Brat Junoy nie jest w stanie zaakceptować reguł - sprzeciwia się nadmiernemu umartwianiu i patrzy z przestrachem oraz goryczą na niedożywione mniszki. Uważa, że to wszystko wcale nie prowadzi do bliższej relacji z Bogiem, a jest jedynie zachowaniem ugruntowanym pychą. Sprzeciwia się surowej karze nałożonej na dwie nowicjuszki, który nie potrafiły zachować ciszy słownej oraz emocjonalnej. Trafia do aresztu, staje przed sądem oskarżony o herezję, nadużycia, samowolę... przedstawiony jako wysłannik szatana przed ludźmi, którym daleko do prawdziwej i szczerej wiary czy też pokuty. 

"Agonia dźwięków", czyli najnowsza powieść Jaume Cabre (wydana w Polsce) jest pasjonującą opowieścią o nadużyciach władzy i ufności wiernych. Kataloński pisarz pokazuje jak cienka jest granica między szczerą wiarą, która prowadzi do zbawienia, a przekonaniem, że zna się wszystkie zamierzania / pragnienia / oczekiwania Boga. Pokusa jest silna. Matka Dorotea jest przekonana, że została wybrana, aby nawracać mniszki klauzurowe - nie dopuszcza do siebie żadnych głosów z zewnątrz. Jaume Cabre delikatnie eksponuje fakt, że sama jako matka przełożona nie znajduje się na równi z mniszkami - nie tylko, jeśli mówimy o jej mocy decyzyjnej, ale chociażby... o ilości dyżurów, obowiązkach, stanie klasztornej celi. Matka Dorotea staje się coraz bardziej zacietrzewiona - nieubłagana. Przez swoje niespełnione ambicje postanowiła (świadomie lub nie - nieważne. Jej największą winą jest ogromna pycha) brutalnie wyrwać mniszki z ich wcześniejszego życia - ograbić je ze słów, emocji, przyjaźni, relacji międzyludzkich. Kiedy na jej drodze stanęły nowicjuszki, którym szczególnie to ostatnie, czyli wyzbycie się wszelkich relacji międzyludzkich, skazanie na życie w relacji jedynie z Bogiem (czy raczej ciągłym umartwianiem się) przychodziło bardzo trudno - postanowiła ostro interweniować. Napotykając opór brata Junoya, który nacechowany jedynie wielką miłością do Boga i muzyki, nieprzesiąknięty ideą umartwiania się, pokutowania i głodzenia się bez umiaru (uznał ich karę za drakońską).

Ta cienka granica między szczerą wiarą a pychą prowadzącą do nadużyć i totalitarnej władzy (jaką bez wątpienia prezentuje matka Dorotea w klasztorze) - jej przekraczanie, radykalizacja poglądów, odsuwanie się od Boga, a skierowanie w stronę szatana - nawet pod płaszczykiem dobrych intencji przywodzi na myśl powieść Jerzego Andrzejewskiego, "Ciemności kryją ziemię" (swoją drogą naprawdę świetny obraz totalitaryzmu, walki o stanowiska w kościele - jako instytucji). Podobnie jest z "Agonią dźwięków", której tytuł przywodzi nam na myśl literaturę pełną muzyki..., a tak naprawdę jest literaturą o agonii starego klasztoru, wiary w nim, moralności. Tak samo jak Andrzejewski, Cabre pokrył swoją powieść warstwą gęstniejącego mroku. Pisarz zagęszcza atmosferę, wprowadza wiele niewiadomych i pozwala być czytelnikom obserwatorem walki (to zabrzmi z lekka banalnie) dobra ze złem. 

Akcja w powieści Cabre skupia się na dwóch wątkach - wydarzeniach, które mają miejsce w klasztorze oraz procesie brata Junoya. Gdzieś w tle znajdują się jeszcze wątki z hierarchami kościelnymi, którzy w tej całej bulwersującej sprawie (mówimy o podejrzeniu o konszachty z szatanem!) próbują ugrać dla siebie lepsze stanowisko, przychylność ludu, zwierzchników. W książce katalońskiego pisarza widać skazy Kościoła, jego kruchość, a także podatność wiernych na wpływ. Wyłania się wielki obraz swego rodzaju organizacji, która powinna być święta, a wcale taka nie jest... po książce rozsiewa się oburzenie i zniesmaczenie - o dziwo właśnie postępowaniem Junoya. Autor stopniuje napięcie, urywa rozdziałami w najlepszych, najbardziej pasjonujących momentach. Podkręca ciekawość czytelnika. 

"Agonia dźwięków" to porywająca i bardzo ciekawa powieść. Jaume Cabre stworzył bardzo plastyczną, barwną historię, która choć momentami surowa w środkach wyrazu - fascynuje. Została bardzo skrzętnie i dokładnie przemyślana oraz skonstruowana, a żadna zdanie... nie jest przypadkowe. Ciekawa tematyka idzie w parze z intrygującymi profilami psychologicznymi bohaterów, którzy uwikłani w świat Kościoła - próbują ugrać w nim jak najlepszą dla siebie pozycję. Delikatne napiętnowanie przesadzonych form pokuty nie idzie u Cabre w parze z krytyką Kościoła, a jedynie ze zwróceniem uwagi, że on także nie jest idealny. Gęsta od emocji, pełna niedopowiedzeń, nieuboga literacko, choć z pewnością uboższa niż poprzednie powieści Cabre - klasyczny, dobry styl pisania, czyli "Agonia dźwięków" - przedstawicielka wysmakowanej, zgrabnej, pełnej gracji i niebanalnej literatury. 

Moja ocena: 8/10

lipca 26, 2017

(636) Nigdzie w Afryce

(636) Nigdzie w Afryce

Tytuł: Nigdzie w Afryce
Autor: Stefanie Zweig
Wydawnictwo Marginesy
Stron 386

"Nigdzie w Afryce" nie jest kolejną książką o Żydach, którzy podczas II wojny światowej byli zmuszeni uciekać, aby uniknąć śmierci w obozach zagłady. "Nigdzie w Afryce" nie jest jedną z wielu takich pozycji - wyróżnia się na tle innych opowieści - porusza inne problemy. Książka Stefanie Zweig opowiada o losie niemieckich Żydów, którzy opuścili Niemcy na początku lat trzydziestych... w obawie przed represjami ze strony nazistów. Nie wiedzieli wtedy, że uciekają przed II wojną światową, obozami zagłady i śmiercią milionów. Szukali szczęścia i bezpieczeństwa w Afryce, mdz. innymi w Kenii. Tak postąpili także rodzice Stefanie Zweig. Kiedy zagłębimy się po lekturze "Nigdzie w Afryce" w biografię autorki - szybko dojdzie do nas, że tak naprawdę mamy do czynienia z nienachalną powieścią autobiograficzną. Bardzo poruszającą, opowiadającą o patriotyzmie, trudnej miłości do ojczyzny, rodzinie, tęsknocie, marzeniach, lękach i wyrzutach sumienia. 

Rok 1938. Walter Redlich jest żydowskim adwokatem spod Wrocławia, który po tym jak został zmuszony do zamknięci swojej praktyki - wyjeżdża do Kenii. Przed wybuchem wojny dołączają do niego żona i córka. Wbrew wcześniejszym obawom to właśnie mała Regina najlepiej przystosowuje się do nowego życia - Niemcy nie są w niej żywe. Szybko za swój dom uznaje Afrykę, którą wbrew rodzicom od razu zaczyna rozumieć. Zaprzyjaźnia się z tubylcami, rozumie przyrodę, otaczający ją świat i zasady w nim panująca. Jest szczęśliwa. Walterowi natomiast cały czas towarzyszy lęk przed utratą pracy, domu nad głową - Afryka wydaje mu się nieprzyjazna, trudna do zrozumienia i zaakceptowania. Obniżenie stopy życiowej, zmiana trybu pracy - z tej umysłowej na fizyczną... i poczucie, że na nic mu jego dyplomy sprawiają, że zbiera się w nim gorycz. Jedynym pocieszeniem jest myśl, że żyją. Najgorzej tę sytuację znosi Jettle, która traktuje pobyt w Kenii jako sytuację tymczasową. Nie chce się przystosować, brakuje jej towarzystwa, nie ma gdzie błyszczeć.

Między małżonkami bardzo często dochodzi do sporów. Nie mają pieniędzy, środków do życia, przyjaciół... a ci nieliczni - nie pochodzą z ich kręgu kulturowego. Regina jest szczęśliwa, jej rodzice żyją myślą o Niemczech. Gdy wybucha wojna - okazuje się, że dla Żydów w Niemczech i w Polsce nie ma już nadziei. Walter i Jettle nie mogą pogodzić się z tym, że ich bliscy znajdują się w niebezpieczeństwie. Czują wyrzuty sumienia, że nic dla nich nie zrobili. Ich życie w Kenii nie jest kolorowe. Kenia jako kolonia angielska, kiedy wybucha wojna... patrzy nieprzychylnie na Niemców, którzy zostają internowani. Bohaterowie na swojej drodze spotykają innych emigrantów. Dochodzi pośród nich do rozłamów - dzielą się na tych, którzy chcą rozpocząć wszystko od nowa i na tych, którzy cały czas żyją przeszłością... nie chcą zapomnieć o ojczyźnie.

"Nigdzie w Afryce" jest powieścią wyjątkową, ponieważ pokazuje nie tylko wspomnienia Żydów, ale co ważniejsze: Żydów niemieckich. To trudna sytuacja. Duża część Niemców jest ogarnięta wojennym szałem, a w Kenii niemieccy imigranci, Żydzi wstępują do armii angielskiej. Uczą swoich dzieci rozróżnienia, że to nie Niemcy są źli, ale naziści. Tęsknią za swoją ojczyzną, chociaż w tej / i za sprawą jej dowódców giną ich najbliższy, a całe państwo jest niszczone. W tym wszystkim wyjątkowo ważne stają się dzieci, które na ojczyznę patrzą z wielkim dystansem. Nie rozumieją emocji swoich rodziców. Uczą się języka, poznają rówieśników i choć czują się odrobinę odizolowane od dzieci, które urodziły się w kolonii - czują, że ich domem jest Afryka. Regina jest bardzo bystrą dziewczynką, która widzi więcej niż inni. Jej rodzice myślą, że mają przed nią jakieś tajemnice - są w błędzie.

Stefanie Zweig na kanwie swoich wspomnień stworzyła bardzo przejmującą historię, która wzbudza podczas czytania żywe emocje. Dylematy moralne bohaterów - różnorodność ich emocji oraz barwność ich postaci sprawiają, że "Nigdzie w Afryce" jest porywającą lekturą. Plastyczność i barwność opisów, przedstawienie historii z różnych perspektyw (nie tylko ojca, matki, córki, ale także postaci ledwie epizodycznych) sprawia, że "Nigdzie w Afryce" wyświetla się podczas czytania przed oczami jak film. Swoją drogą... film na podstawie tej powieści został nagrodzony Oscarem.

"Nigdzie w Afryce" to literacka uczta, która pokazuje inne oblicze wojny. Porusza problemy, które zazwyczaj w literaturze gdzieś umykają. Opowiada o miłości Niemców do Niemiec, nawet tych, które za sprawą nazistów kompletnie zmieniły swe oblicze. Bohaterowie mogą czasami wydawać się irytujący, czasami możemy ich nie rozumieć..., ale w rzeczywistości są bardzo autentyczni, ich historie przejmujące, a książka Stefanie Zweig pokazuje, że największe poruszenie wywołują historie napisane przez życie. Oczywiście - przez "Nigdzie w Afryce" przewijają się z pewnością elementy fikcji literackiej..., ale to nie zmienia faktu, że jest to książka niesamowicie autentyczna, szczera... i po prostu rewelacyjna. Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tą nieoczywistą, czasami ogromnie skomplikowaną emocjonalnie i światopoglądowo, jednak zawsze wartą uwagi powieść. To jedna z tych książek, które szczególnie kształtują...


Moja ocena: 8,5/10

lipca 24, 2017

(635) Gorące mleko

(635) Gorące mleko

Niezwykle poetycka, hipnotyzująca, skomplikowana, piękna i zapadająca w pamięć proza. Studium relacji córki z matką. "Gorące mleko" Deborah Levy to gorąca, magnetyczna powieść. Idylliczne andaluzyjskie plaże, ogrom kłębiących się emocji, podróż ostatniej szansy. Matka i córka. Rose i Sofia. Ponadto lokalny lekarz, jego córka, niezwykła dziewczyna i jej tajemniczy chłopak. Poszukiwanie odpowiedzi, własnej tożsamości, uniezależnianie się, odbudowywanie i zrywanie więzi... opowieść o tożsamości, macierzyństwie, kruchości rodzinnych relacji. Niesamowita historia... niesamowite emocje... niesamowity styl autorki. Niezapomniana historia. 

Rose od dawna cierpli na trudny do zdiagnozowania paraliż, który ujawnia się u niej... jedynie czasami. Nie mówi o tym głośno, ale są chwile kiedy jest w stanie wstać z wózka inwalidzkiego i pójść do sklepu. Mimo to jest przekonana, że jest śmiertelnie chora. Jej przekonanie o swojej chorobie, cierpiętniczym życiu w połączeniu z jej dominującym charakterem sprawiają, że jest kobietą, z którą trudno dojść do porozumienia... i krótko mówiąc: wytrzymać. Sofia (jej córka) czuje się jednak w obowiązku, aby towarzyszyć swojej matce w Andaluzji. Na co dzień pracuje w kawiarni, nie posiada własnego życia prywatnego, znajomych, przyjaciół, pozostaje w złych relacjach z ojcem, który odszedł do dużo młodszej kobiety. 

Wyprawa do Andaluzji, aby zasięgnąć porady znanego lekarza to szansa nie tylko dla Rose, aby uporać się z paraliżem, ale także dla Sofie, aby ta zaczęła swoje własne życie z dala od matki i jej depresyjnych nastrojów. Sofia jest cały czas związana niewidzialnym ze sznurem z wózkiem inwalidzkim swojej matki  - ponadto jest gotowa na każde jej zawołanie i tym samym gdzieś po drodze traci szansę na własne życie. Andaluzyjskie plaże, wysokie temperatury, piękna woda... kąpiele, żar lejący się z nieba sprawiają, że kobieta powoli zaczyna odrywać się od swojego codziennego życia. Rodzi się w niej od dawna uśpiony bunt i rozpoczyna się proces jej powolnego uniezależniania się od matki... i paradoksalnie: dopiero teraz zaczyna dorastać. Pragnie wyrwać się z psychicznej zależności i uwiązania od matki, która w rezultacie jest po prostu bardzo samotną pozostawioną samą sobie kobietą. 

Oczywiście możemy po prostu stwierdzić, że matka znęca się nad córką, a ta nie potrafi się wyrwać spod jej (świadomego) destrukcyjnego wpływu. W rzeczywistości jednak ich relacje są o wiele bardziej nie tylko kruche, ale przede wszystkim skomplikowane. Miłość, niezdrowe przywiązanie, ale też okrucieństwo przejawiające się w ich relacji są bardzo intensywne. One same trwając w tej relacji nie zawsze zdają sobie z tego sprawę. W oczy rzuca się to jednak momentalnie ekscentrycznemu lekarzowi Rose, który zabiega o to, żeby Sofie dla dobra swojego i swojej matki trochę się odsunęła - poukładała swoje relacje z ojcem i usamodzielniła się - ważniejsze staje się uniezależnienie psychiczne, a nie tylko finansowe.

"Gorące mleko" to powieść o uzależnieniu od drugiego człowieka na różnych płaszczyznach. Sofie na kartach powieści przechodzi przemianę - uwalnia się mentalnie i seksualnie. Hiszpania doprowadza do wybuchu w niej pokładów emocji, których wcześniej nie dopuszczała do głosu. Deborah Levy stworzyła oniryczną, magiczną, jakąś taką ospałą... zamgloną... nieoczywistą powieść, która posiada niezwykły klimat. W "Gorącym mleku" nie dzieje się wiele - wszystko jest ospałe, powolne, nieśpieszne. Przy tym wszystkim bohaterowie, fabuła... wszystko jest dosyć enigmatyczne. Akcja nie nabiera tempa, nie wciska w fotel, ale hipnotyzuje... porywa i wciąga. Przewijające się przez powieść symbole, nic nieznaczące zdania, które w rzeczywistości znaczą tak wiele. Niedopowiedzenia, niejednoznaczności... "Gorące mleko" to pełna zmysłowych, a zarazem subtelnych obrazów na temat bliskości, wolności, macierzyństwa, życia wewnętrznego. Porywająca, hipnotyzująca.

Moja ocena: 9,5/10

lipca 10, 2017

(634) Stos czerwonych książek, które chcę przeczytać...

(634) Stos czerwonych książek, które chcę przeczytać...
Nie nadążam z czytaniem. Doba ma za mało godzin. To nie przeszkadza mi jednak w kupowaniu kolejnych książek, które bardzo chcę przeczytać... i, które liczę, że uda mi się przeczytać (chociażby na emeryturze). Przed wakacyjnym wyjazdem wpadłam w lekki popłoch - stos książek przeczytanych, ale żadnej recenzji napisanej do przodu. W oczy wpadła mi książka "Śnieg" Pamuka. Czerwona okładka... pomyślałam od razu o stosie czerwonych książek, które chcę przeczytać (najbardziej!). Szybki przegląd książek na półkach... i uzbierał się całkiem pokaźny stos z tych moich książek w czerwonych okładkach, które "muszę" przeczytać. 

A nuż... może także Was któraś zainteresuje?  A może niektóre już znacie? Co polecacie na pierwszy ogień? (ekhem... tak wiem... "Duma i uprzedzenie"... wstyd, że jeszcze jej nie przeczytałam..)

lipca 06, 2017

(633) Amerykańska sielanka

(633) Amerykańska sielanka

Tytuł: Amerykańska sielanka
Autor: Philip Roth
Wydawnictwo Literackie
Stron 608

Philip Roth jest mistrzem. Dla mnie i dla wielu tysięcy innych czytelników. Od lat jest typowany jako zdobywca literackiej Nagrody Nobla - może w końcu się jej doczeka? Zasługuje na to. Jego powieści są niebanalne, na wskroś amerykańskie (dodatkowo pojawiają się w nich wątki żydowskie) - piękne, dopracowane, warte uwagi. Każda mnie zachwyca. "Konające zwierzę", "Everyman", "Wzburzenie"... i wreszcie "Amerykańska sielanka" już za mną. Za tę ostatnią w 1997 roku otrzymał nagrodę Pulitzera. Nie myślcie jednak, że "Amerykańska sielanka" jest powieścią przestarzałą. Wręcz przeciwnie: powieść Rotha była aktualna, jest aktualna i będzie aktualna jeszcze przez wiele lat. Pewne społeczne zachowania nie ulegają nagłym zmianom. "Amerykańska sielanka" jest obrazem destrukcji amerykańskiego społeczeństwa, rozłamu w rodzinie i straconych nadziei. Charakterystyczny humor, gorycz, intensywność emocji opisywanych przez Rotha bohaterów sprawiają, że oni wszyscy zapadają w pamięć - nie jako masa, ale jako jednostka.

Seymour "Szwed" Levov to przystojny, błękitnooki blondyn, od najmłodszych lat człowiek sukcesu. Uwielbiany przez mieszkańców rodzinnego Nevark sportowiec, uwielbiany przez matkę i ojca syn. Dorastał w czasie powojennej prosperity, ożenił się z byłą miss New Jersey, przejął po ojcu fabrykę rękawiczek, zamieszkał w pięknym domu w jeszcze piękniejszej wiosce Old Rimrock. Idealny syn, mąż i ojciec. Idealny Amerykanin, który niczym się nie troska, a którego spokoju nie jest burzony nawet przez niefortunne przypadki losu. 
To wszystko zmienia się, kiedy w 1968 roku - najdroższa, najukochańsza córka Szweda (Mery) staje się ponurą fanatyczką i zamienia się z bystrej, kochanej dziewczynki w polityczną terrorystkę. Dochodzi do zamachu. Zamachu nie tylko na jeden ze sklepów w Old Rimrock, ale także na rodzinę Szweda, jego osobowość, a przede wszystkim idyllę... Nagle Szwed bardziej niż ktokolwiek zostaje wyrwany z amerykańskiego snu, uwikłany w amerykańskie szaleństwo. 

Powieści Philipa Rotha są wielowątkowe, ich fabuła niepostrzeżenie się rozgałęzia i sprawia, że czytelnik myśli o nich jeszcze długo po skończeniu ich lektury. Jest o czym myśleć. Roth zostawia czytelnika z wieloma niewiadomymi - unika dosadności, prostolinijności i prostactwa. Jego proca jest wysublimowana, a fabuła, każde zdanie gruntownie przemyślane. W "Amerykańskiej sielance" na przykładzie tragedii dotykającej jedną z amerykańskich rodzin pokazuje całe amerykańskie społeczeństwo. Nie boi się krytyki, którą jednak czytelnik sam musi dojrzeć. Ameryka nigdy nie była czarno - biała... właśnie ze względu na różnorodność ludzi ją zamieszkujących. Społeczne różnice, dysproporcje majątkowe... niejednokrotnie prowadziły do sporów - w których uczestniczyły także dzieci z dobrych domów. 

Szwed jest zagubionym ojcem. którego życiowy ład nagle został zburzony. Stracił córkę i życie jego rodziny zostało zachwiane. Radykalizacja poglądów Mery... sprawiła, że mężczyzna zaczął czuć się winny. Analizuje swoje życie, próbuje znaleźć moment w którym popełnił błąd. Może okazywał córce zbyt dużo emocji? A może za mało? Czuła się skrzywdzona ze względu na urodę matki... lub przez problemy z jąkaniem? W pewnym momencie próbuje spojrzeć na Amerykę oczami Mary, ale nie potrafi. W przeciwieństwie do niej nie widzi wszędzie niegodziwości, uścisku... Prowadzi ze sobą wewnętrzną walkę. Z zewnątrz jest człowiekiem sukcesu, pewnym siebie mężczyzną, jednak w środku... cały jest pogruchotany. Próbuje odbudować swoje życie, ale myśl o córce nie daje mu w spokoju. 

"Amerykańska sielanka" zachwyca już samym wprowadzeniem do fabuły - ciekawe artystyczne i pisarskie zagrania sprawia, że czytelnik z coraz większą fascynacją zanurza się w tej historii. Mocą pisarstwa Rotha jest fakt, że z pozoru tworzy bardzo zwyczajne historie, ale w nich ukryta zostaje ogólna prawda. Pod zdawałoby się zupełnie zwyczajną i jak najbanalniejszą historią rękawicznictwa Roth ukrył historię powolnego bogacenia się Amerykanów po II wojnie światowej. Opowiedział o powolnym odbudowywaniu tego co zostało zburzone... wskazał, że ta idylla trwała do wybuchu wojny w Wietnamie, amerykańskiej agresji, a tym samym buntów społecznych. Nie mam wątpliwości co do tego, że książki Rotha to wybitna, ambitna i warta uwagi literatura, która jest skarbnicą wiedzy, dobrego języka, stylu, barwnych i bardzo intensywnych charakterologicznie postaci.  W "Amerykańskiej sielance" Roth opowiada o Ameryce, rodzinie, macierzyństwie, ojcostwie, rodzącym się terroryzmie, buncie młodych... i bezwarunkowej miłości. Mimo miejscami ciętego, prowokacyjnego języka - jest piękna i poruszająca. To jedna z tych niezwykle smakowitych literackich podróży, którymi trzeba się rozkoszować...

Moja ocena: 10/10

lipca 02, 2017

(632) Lirogon

(632) Lirogon

Tytuł: Lirogon
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo Akurat
Stron 448

Bardzo lubię prozę Cecelii Ahern. Za mną cztery jej powieści: "Miłość i kłamstwa", "Gdybyś mnie teraz zobaczył", "Podarunek" i "Lirogon". Najpiękniejszą z  nich jest dla mnie "Podarunek" - piękna opowieść o miłości, rodzinie, drugich szansach i straconych chwilach. "Miłość i kłamstwa" znajdują się poza podium - one nie reprezentują talentu Ahern. "Lirogon" i "Gdybyś mnie teraz zobaczył" znajdują się prawie na równi... z przewagą tej drugiej pozycji. Nawet jeśli "Lirogon" plasuje się na trzecim miejscu - to nadal bardzo dobry wynik. Już dawno temu wyrosłam z uroczych, młodzieżowych okładek, więc okładka "Lirogona" mnie odrzuciła... okładka odrzuciła, ale treść porwała. Ahern stworzyła porywającą opowieść o inność, tolerancji, przyjaźni i miłości. Bardzo ciepłą, niebanalną historię miłosną. 

Laura jest samotną, młodą kobietą, która mieszka głęboko w lesie, w południowo - zachodniej Irlandii. Została obdarzona przez los niezwykłym talentem, który polega na umiejętności naśladowania wszystkich dźwięków - hałas ekspresu do kawy, alarm samochodu, śpiew ptaków, śmiech, płacz, brzmienie głosu poszczególnej osoby, stukot obcasów, odgłos szeleszczącej trawy - nie ma dla niej w tej materii rzeczy niemożliwych. Zaskakujący zbieg okoliczności sprawia, że Laura staje się telewizyjną gwiazdą i nagle spojrzenia całej Irlandii zostają zwrócone. Wraz z telewizyjną sławą... spotyka także miłość. Solomon to jedyna osoba, którą od samego początku interesuje dobro Laury. Ma jednak dziewczynę i zobowiązania względem niej. Nagle okazuje się, że Laura znajduje się w trójkącie... w którym nikt nikogo nie chce skrzywdzić, a nieświadomie cały czas to robi... 

"Lirogon" to dosyć tajemniczy tytuł dla historii miłosnej. Przyciąga spojrzenie, skupia uwagę... Tytuł dla tej powieści zresztą jak najbardziej zasadny i cieszę się, że wydawnictwo zostało przy oryginale. Lirogony to ptaki, które potrafią naśladować nie tylko odgłosy wydawane przez inne ptaki, ale także ludzkie dźwięki oraz odgłosy pochodzenia mechanicznego. Śmiech płacz, alarm samochodu, odgłos piły mechanicznej. To fascynujące ptaki, o których mało się mówi, ale Cecelia Ahern dotarła do informacji o nich, wykorzystała je w swojej książce tworząc historię nietuzinkową, a jednocześnie tak bliską serca każdej romantyczki - tej mniejszej jak i większej. 


Powieść Ahern to mimo wszystko wielowątkowa historia o poszukiwaniu własnej drogi życia, usamodzielnianiu się, pierwszej miłości, trudnych wyborach, uwalnianiu drugiego człowieka. To książka o miłości do natury, ale także powieść obrazująca medialne zakłamanie i kulisy programów typu talent show. Dążenie do celu po trupach, ostra rywalizacja, medialny szum... szerzący się egoizm i cynizm. Powieść Ahern to jedna z tych pozycji, którą się czyta i czyta... z niesłabnącym zainteresowaniem ze względu na pojawiające się nowe wątki, kończenie starych i przeplatanie się tych trwających. "Lirogon" to szybka akcja, świetne portrety charakterologiczne bohaterów i rozkwitająca oraz obumierająca miłość. Miłość, która choć gdzieś cały czas jest... to jednak w tyle i ważniejsze wydaje się zdobycie odwagi przez Laurę do samodecydowania o sobie i swoim dalszym życiu. Opowiada o drodze Laury do zdobycia samodzielności mimo skomplikowanej przeszłości. 

"Lirogon" to bardzo ciepła, nieinfantylna opowieść, która daje nadzieję na lepsze jutro. Wręcz idealna powieść na wakacje - przejmująca, choć nie zobowiązująca; poruszająca, ale nie ckliwa. Irlandzkie widoki i Cecelia Ahern w naprawdę dobrej formie pisarskiej, w kolejnej opowieści o kobiecie z nutką niezwykłości. Niezwykłości, która ukryta jest w każdym człowieku - nie tylko w Laurze. Wyważony wątek miłosny, wyważona akcja, fabuła... i Laura, która chwyci za serce i zdobędzie sympatię niejednej czytelniczki. Cicha, ale odważna. Niepozorna, ale piękna. Piękna na zewnątrz i piękna w środku. Laura jest pełna przeciwności, ale to właśnie przeciwności i emocje są w tej książce najbardziej ujmujące, a Laura pretenduje do tytułu jednej z najbardziej pasjonujących bohaterek. Czekam z niecierpliwością na kolejne książki Cecelii Ahern. 

Moja ocena: 8.5/10