stycznia 21, 2018

(679) Kiedy była porządną dziewczyną

(679) Kiedy była porządną dziewczyną
Tytuł: Kiedy była porządną dziewczyną
Autor: Philip Roth
Wydawnictwo Literackie
Stron 392

Opis wydawcy:

Lata czterdzieste dwudziestego wieku, małe miasteczko na Środkowym Zachodzie. Lucy Nelson ma za sobą trudne dzieciństwo. W walce z uzależnieniem alkoholowym ojca, który ostatecznie trafił do więzienia, poniosła sromotną porażkę. Pomimo tego wciąż próbuje zmieniać mężczyzn wokół siebie, nawet jeśli może to doprowadzić do jej zguby.

Jednym z kolejnych „pacjentów” Lucy staje się mąż, Roy – człowiek niedojrzały i nieodpowiedzialny, życiowy nieudacznik. Czy Lucy wygra w tej nierównej walce?

Moja opinia: 
Prozę Rotha uwielbiam, a każda chwila, kiedy sięgam po jego kolejną powieść jest dla mnie prawdziwym świętem. Za mną "Everyman", "Konające zwierzę", "Wzburzenie", "Teatr Sabata" i "Amerykańska sielanka" - wszystkie doskonałe, precyzyjne i niezwykle celne w obrazowaniu amerykańskiego społeczeństwa. Philip Roth to marka sama w sobie. Ten amerykański pisarz już od lat wymieniany jest jako jeden z głównych kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Jego proza jest poruszająca, wciągająca, a bohaterowie barwni i bardzo prawdziwi zarówno w swoich wadach jak i zaletach. Z tym, że Roth słynie także z tego, że głównymi bohaterami jego powieści są mężczyźni. W sumie od tej reguły istnieje tylko jeden wyjątek... jest nim właśnie powieść "Kiedy była porządną dziewczyną". Moje jak dotąd jedyne, ale bardzo silne rozczarowanie prozą Rotha. 

Małe, amerykańskie miasteczko, a w nim główna bohaterka - Lucy Nelson. Jej dzieciństwo zostało naznaczone alkoholizmem ojca, biernością i brakiem zaradności matki. Milczeniem ukochanych osób. To wszystko sprawiło, że czuła się bardzo samotna, bezradna i niezaradna życiowo. Historia stara jak świat... Lucy, choć potępiająca to jak wyglądała jej rodzina, małżeństwo jej rodziców, dzieciństwo... w swoim życiu powtarza podobne błędy. Wybiera niewłaściwego faceta, nie potrafi zapanować nad własnym życiem, ale stara się. Pragnie wyrwać się z rodzinnego środowiska, jednak wpada w ramiona faceta, który ciągnie ją na dno. Odnawia piekło, które przeżywała jako dziecko. Lucy zaczyna się wycofywać, a jej egzystencji towarzyszą coraz większe pokłady lęku. Natomiast najciekawszym aspektem jej historii było dla mnie jej macierzyństwo. 

Powieści Rotha charakteryzuje dużo ilość ironii - w tej także jest to widoczne. Bez wątpienia Roth posługuje się językiem po mistrzowsku - kreśli każde zdanie wyraźną kreską i stara się, aby dialogi były błyskotliwe - w zależności oczywiście od tego, który z bohaterów w rozmowie uczestniczy. W powieściach Rotha zawsze ujmowało mnie to, że potrafiłam w nich znaleźć cząstkę siebie. W tym przypadku jednak tak nie było - postać Lucy, choć tragiczna... budziła nie tyle mój żal, co irytację. Wolę Rotha zdecydowania jako pisarza tworzącego charaktery męskie. Mam wrażenie, że gdzieś się pogubił... zbytnio utragicznił i zinfantylizował postać Lucy. To w gruncie rzeczy słaba kobieta, która robi wszystko dla innych, choć z krzywdą dla siebie. Gdzieś w jej zachowaniu zaciera się granica między dobrocią a głupotą. 

"Kiedy była porządną dziewczyną" tak jak inne powieści Rotha opisuje życie w małym miasteczku, zamknięcie społeczności, baczne spojrzenie jej uczestników zwrócone na innych, mentalne ograniczenie, stereotypowość, niechęć względem innego sposobu życia niż ten wybrany przez nich. To wszystko cenię w prozie Rotha - poruszanie amerykańskich problemów i obrazowanie społeczności, jednak tym razem autor podał to wszystko w zbyt ciężkiej i topornej formie. Zabrakło mi w tej książce pewnej dozy polotu i lekkości. Roth napisał po prostu wiele lepszych książek. 

"Kiedy była porządną dziewczyną" zaczyna się ciekawie i początkowo wciąga, jednak potem fabuła, dialogi stają się zbyt rozwleczone, a sama historia nie tyle płytka... co po prostu nużąca, męcząca i nudna. Brak wyraźnego punktu na którym mogłabym zawiesić wzrok sprawił, że cała historia gdzieś ok. połowy książki zaczęła mnie już ogromnie męczyć. To spowodowało, że potem już częściej odpływałam myślami... niż trwałam przy bohaterce i jej perypetiach. Roth porusza w niej kilka ciekawych wątków jak np. fałszywa pobożność, uzależnienie od drugiej osoby, chorobliwy przymus czynienia dobra, jednak to wszystko podał czytelnikom w sposób, który w ogóle do mnie nie przemówił. Jestem zawiedziona, bo ta historia miała duży potencjał. Nie mniej - z Roth'em się nie rozstaję, do poznawania jego twórczości cały czas gorąco Was zachęcam, ale... nie zaczynajcie przygody z tym autorem od tej powieści. Napisał wiele lepszych książek. 

Moja ocena: 6/10

stycznia 20, 2018

(678) Tkanka

(678) Tkanka
Tytuł: Tkanka
Autor: Natalia de Barbaro
Wydawnictwo Literackie
Stron 56

Nie jestem wielką fanką poezji - zresztą jak większość ludzi (także tych czytających). Szkolarskie podejście, analizowanie każdej najmniejszej metafory, symbolu, porównania, wypisywanie środków stylistycznych zastosowanych przez autora, analizowanie każdego słowa sprawiają, że bardzo często zapominamy dostrzegać samą treść. Brakuje interpretacji tekstu, którą zastępuje analiza formy. Na moich półkach znajduje się jednak kilkadziesiąt tomików poezji - takich klasyków jak Horacy, Leśmian, Morsztyn, Kochanowski czy Biernat z Lublina, a także tych twórców mniej znanych. Ci wszyscy poeci przeze mnie wymienieni są gruntownie "przerabiani" na lekcjach polskiego - szczególnie na profilu humanistycznym. To często sprawia, że samodzielnie już po nich nie sięgamy. Nie wszyscy poezję lubią, nie wszyscy ją cenią - moim zdaniem powinna przede wszystkim przemawiać do serca i duszy odbiorcy, wywoływać w nim obrażenia. Do mnie w ten sposób przemawiają utwory Poświatowskiej, Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej (te spotkania z ich poezją zostały jednak wzbogacone za sprawą znajomości ich biografii), a także ks. Jana Twardowskiego. 

Dzisiaj chcę opowiedzieć Wam parę słów o króciutkim tomiku poezji Natalii de Barbaro pt. "Tkanka". Pani Natalia to z zamiłowania poetka, a z wykształcenia psycholożka. Zadebiutowała w 2010 roku, książką poetycką pt. "Ciemnia". W "Tkance" zostało zawarte 35 wierszy jej autorstwa. Piszę o tych wierszach, ponieważ zasługują na uwagę - wywołują w czytelniku obrażenia. Wzbudzają niepokój, wprawiają w drżenie. Większość jest bardzo krótka, a z pewnością nie znajdziemy w tym zbiorze utworów długich. To poezja skupiona na kruchości życia i przemijaniu - ludzi, życia i rzeczy. 

Natalia de Barbaro przemawia do czytelnikami symbolami i skojarzeniami. Jej wiersze, choć krótkie są bardzo obrazowe i niosą za sobą wiele treści. Poetka w tym tomie skupia się na tematyce przemijania, utraty, śladów, które po sobie zostawiamy... Zabiera czytelników na drogi, do ogrodów, w krainę snów, w krajobrazy zimowe i wiosenne. Autorka trąca czytelnika, szturcha, przyprawia o lęk, pewną dozę smutku i nostalgii. Warto sobie ten tomik, jego poznawanie dawkować... to prosta, nieskomplikowana, ale bardzo mocna poezja, która uruchamia wyobraźnię i wrażliwość na otaczający nas świat. W tym wypadku nie trzeba się zastanawiać "co autor miał na myśli..." - wystarczy czuć. 

stycznia 19, 2018

(677) Szadź

(677) Szadź
Tytuł: Szadź
Autor: Igor Brejdygant
Wydawnictwo Marginesy
Stron 416

Opis wydawcy: 

Las. Młoda dziewczyna. Wygląda, jakby spała. Ale nie śpi. Wie, że zaraz umrze. I czuje, co robi z nią jej morderca, tyle że nie jest w stanie nawet mrugnąć.

Kiedy nad ranem zostają znalezione zwłoki, na miejscu zjawia się komisarz Agnieszka Polkowska. Nikt nie chce z nią pracować – zbyt wiele wymaga, słynie z ostrego języka i jest bardziej inteligentna od kolegów. Jej zaangażowanie w każdą ze spraw nie bierze się znikąd: ma kilka tajemnic i wolałaby się nimi nie dzielić. Ostatnie, czego jej trzeba, to błyskotliwy psychopata – człowiek, który odczuwa emocje tylko wtedy, gdy poluje. Gdy wybiera dziewczyny, osacza je i zabija: powoli, delektując się ich cierpieniem. Jest precyzyjny i metodyczny, przekonany, że nikt mu nie dorówna. Nie popełnia błędów. Do czasu.

Kiedy na jego drodze staje komisarz Polkowska, będzie musiał zmierzyć się równym mu przeciwnikiem, kimś, kto potrafi rozgryźć tok jego rozumowania i podążyć za makabrycznymi wskazówkami.

Czy Polkowskiej uda się ocalić kolejną dziewczynę, mimo seksizmu i niekompetencji jej szefów? Czy tajemnica z przeszłości, która dopada ją w chwili, gdy jej życie zaczyna się układać, pokrzyżuje śledztwo? Czy zdoła uratować życie kogoś, kto jest jej najbliższy?

Moja opinia: 
Nie ukrywam - do prozy Igora Brejdyganta mam słabość. Jego pierwsza książka, "Paradoks" wywarła na mnie bardzo silne wrażenie. Po kryminały sięgam stosunkowo rzadko, ale odkąd tylko zobaczyłam "Szadź" w zapowiedziach - wiedziałam, że tę powieść przeczytam na pewno. W książkach Brejdyganta nie chodzi jedynie o wątek kryminalny, akcję, dojście do prawdy, ale także o wybory moralne - wątki obyczajowe i społeczne, które są niebanalne. Do tego powieść Brejdyganta została idealnie osadzona w realiach polskich. Inteligentni czytelnicy dostrzegą w kryminale Brejdyganta ironię, humor i komentarze dotyczące sytuacji w Polsce... mniej lub bardziej delikatne - niektórych te wstawki polityczne, aspekt antysemityzmu, "Polski dla Polski", wrogości Polaków względem cudzoziemców i uchodźców, których w Polsce nie ma... może odrzucać, denerwować, irytować. Mnie jednak to odpowiadało, nie raziło, raczej uwiarygodniało całą historię. 

"Szadź" nie jest książką, w której chodzi o wykrycie sprawcy - czytelnika zna postać mordercy już praktycznie od pierwszych stron, domyśla się zakończenia całej historii, zagadką pozostają dla niego jedynie drobne powiązania, motywacje, sposób myślenia śledczego jak i poszukiwanego. Krótkie rozdziały, opisujące perspektywę różnych bohaterów sprawiają, że "Szadź" poznaje się w zaskakująco szybkim tempie. Mimo, że postać mordercy przed samym czytelnikiem zostaje odkryta ekspresowo - zaciekawienie i tak budzi proces dochodzenia do prawdy przez policję. Policję, która nie zawsze stanowi wzór godny do naśladowania. 

W powieści Brejdyganta występują policjanci dobrzy, utalentowani, a także głupi..., którzy wszędzie widzą zagrożenie lub miejsce do politycznej rozgrywki. Mam wrażenie, że niektóre sytuacje, procesy śledcze, dyskusje między policjantami zostały przerysowane, stały się wręcz karykaturalne. Niekiedy sytuacje im towarzyszące były wręcz absurdalne, a przynajmniej takie się wydawały... jednak nie ukrywajmy: wymiar sprawiedliwości i policja nie składają się z samych żądnych prawdy, ukarania winnego śledczych, którzy zarywają noce, żeby złapać winnych, przynieść spokój rodzinom pokrzywdzonym. Na tym tle wyróżnia się jednak Polkowska - śledcza utalentowana i zdeterminowana, by odkryć prawdę. Jednak.... nawet ona nie pasuje do modelu policjantek znanych z innych kryminałów. To lesbijka, która po osiemnastu latach postanawia odnowić kontakt ze swoją córką, a raczej dopiero zbudować tę relację. Sytuacja nie jest prosta, wywołuje w niej niekiedy jeszcze większy stres niż ściganie mordercy. 

Sam morderca to przebiegły drań, który jednak głęboko wierzy w swoja misję - jest inteligenty i przebiegły, przez wiele czasu zawsze krok przed śledczymi, którzy go ścigają . Poznaje swoje ofiary, wykorzystuje i brutalnie morduje. Ważny element tej powieści tworzą także postacie zamordowanych dziewczyn - religijnych, pogubionych, poszukujących istot, które tak naprawdę najbardziej na świecie pragną bliskiej relacji przyjacielskiej i miłosnej. Religia, wiara i relacja z Bogiem nie zawsze są wystarczające. Układy w kurii, relacje z Rosjanami, życie wśród małej społeczności - na "Szadź" można patrzeć pod wieloma aspektami. To właśnie na intencjach, myślach, ruchach i wyścigu z czasem, w którym uczestniczą bohaterowie - czytelnik powinien się skupić. 

Igor Brejdygant na co dzień pracuje jako scenarzysta - także jego powieść ma formę krótkich, niekiedy urywanych rozdziałów. To wzmacnia dynamikę tej powieści, a także sprawia, że bardzo łatwo się w niej zatracić... Znacie ten tekst "jeszcze tylko jeden rozdział?". W przypadku tej książki staje się to tym bardziej groźne, że kończąc jeden rozdział... widzicie, że kolejny ma tylko pół strony... i co zrobić? Trzeba przeczytać jeszcze jeden, a potem kolejny i tak dalej. Tym bardziej, że "Szadź" jest sympatyczną powieścią, w której dużo jest ludzkich przywar, układów i problemów. To świetna rozrywka, która jednak może nie zadowolić fanów wytrawnych zagadek kryminalnych. 

"Szadź" przyciąga wzrok swoją okładką. To dobrze napisana i skonstruowana historia, która wciąga i angażuje. Lubię styl Brejdyganta, jego sposób patrzenia na rzeczywistość, ale... mam poczucie, że stać go na jeszcze więcej. "Szadzi" się nie czyta, "Szadź" się pochłania, ale czuję pewien niedosyt. Zabrakło mi tutaj tej podwójnej moralności, która w "Paradoksie" tak mnie zachwyciła. Autorowi udało się wytworzyć podobny klimat, ale to "Paradoksowi" pozostaję wierna. Tamta powieść mnie zachwyciła, zapadła w pamięć, oczarowała, zmusiła do zastanowienia się nad tematem podwójnej moralności i sprawiedliwości, związała z charyzmatycznymi bohaterami. "Szadź", choć jest powieścią ciekawą i zapewniającą dawkę dobrej rozrywki - nie pokazuje pełni umiejętności Brejdyganta, więc aby zachwycić się jego prozą... sięgnijcie po "Paradoks". 

Moja ocena: 7/10 

stycznia 18, 2018

(676) Wojna i terpentyna

(676) Wojna i terpentyna
Tytuł: Wojna i terpentyna
Autor: Stefan Hertmans
Wydawnictwo Marginesy
Stron 416

Dla Polaka słowo "wojna" wiąże się przede wszystkim z II wojną światową. Widać to w literaturze zarówno popularnej jak i tej faktu. Dla Belgów jednak o wiele większa znaczenie miała I wojna światowa - to właśnie jej skutki odczuwają do dnia dzisiejszego. Znajdują na polach kolejne niewypały i poszukują prawdy o losach swoich przodków. Mimo tego, że od traumy Wielkiej Wojny minęło już prawie 100 lat - pamięć o niej cały czas jest silna, choć na polskim rynku wydawniczym prawdopodobnie niezauważalna. "Wojna i terpentyna" Stefana Hertmansa jest pozycją unikatową - łączącą w sobie literaturę faktu z beletrystyką. Pozycją niezwykle poruszającą i wstrząsającą. Piękną opowieścią o wojnie, sztuce, miłości i percepcji przeszłości przez współczesnych. 

Dziadek Stefana Hertmansa, Urbain krótko przed śmiercią (w 1981 roku) powierzył mu swoje dzienniki, w których opisał swoje życie - pracę w odlewni żelaza, biedę, śmierć ojca, doświadczenia żołnierza walczącego na froncie podczas pierwszej wojny światowej, wielką pasję i miłość, która umarła. Hertmans przez lata jednak do tych dzienników nie zaglądał - pamięć o dramatycznych historiach, które pamiętał z dzieciństwa... była dla niego zbyt silna. Nie chciał do tego wracać, nie chciał wychodzić ze swojej strefy komfortu. Złożył jednak obietnicę, że zrobi coś z tym materiałem - czas biegł nieubłaganie. Autor zdawał sobie sprawę, że jeśli nie wyda tej historii do 2014 roku, a więc setnej rocznicy wybuchu pierwszej wojny światowej... jego pozycja zginie wśród dziesiątek innych wojennych wspomnień. 

"Wojna i terpentyna" nie stanowi jednak jedynie zapisków dziadka Hertmansa. To połączenie akcji w dwóch przestrzeniach czasowych - historii wnuka, który sięga po dzienniki dziadka, zaczyna rozumieć kolejne fragmenty układanki, doceniać z każdą kolejną przeczytaną stroną swojego dziadka coraz bardziej go docenia oraz historii dziadka - weterana, parafrazy jego dzienników. Historia Urbaina jest poruszająca - od trudów doświadczanych w dzieciństwie po te trudy wojenne i wielką miłość. Był kilkakrotnie ranny, głęboko wierzący i za każdym razem wracał na linię frontu... po drodze w pamięci bardzo mocno towarzyszyła mu postać przedwcześnie zmarłego ojca, jego największego bohatera i wzoru do naśladowania. 

Tytuł "Wojna i terpentyna" idealnie oddaje sens tej powieści - z jednej strony zapisków o wojennych losach, a z drugiej strony poruszającej opowieści o pasji, dążeniu do realizacji marzeń i malarstwie, które stanowi odskocznię i uwalnia. Trudne warunki i czas, w którym przyszło żyć dziadkowi autora nie pozwoliło mu do końca rozwinąć swoich umiejętności. Nigdy, nawet na wojnie nie przestał pielęgnować swojej pasji - zawsze był wrażliwy na piękno sztuki., choć odrzucał tą współczesną, socjalistyczną. Powrót po wojnie do rzeczywistości, która jednak już nigdy nie była taka sama stanowił dla niego wstrząs, ponieważ okazało się, że I wojna światowa stanowiła cezurę, po której już nigdy nic nie było takie samo. Wielu zapomina o tym, że po I wojnie światowej (która niosła za sobą 12 mln zabitych) wybuchła epidemia grypy hiszpańki (podczas której w ciągu roku zginęło 100 ml ludzi). Także ona wywarła olbrzymi wpływ na życie Urbaina. 

Stefan Hertmans pisząc "Wojnę i terpentynę", posługiwał się prawdziwie malarskim językiem. Narrację poprowadził żwawo i wartko sprawiając, że czytelnikowi jest naprawdę trudno oderwać się od tej pozycji. Najlepsze historie pisze samo życie... "Wojna i terpentyna" bardziej lub mniej dokładnie przebiega przez pięć pokoleń rodziny Hertmansa. Belgijski pisarz napisał przepiękną, ale także ogromnie mocną powieść. Pokazuje świetny styl pisania, pisze z dużą wrażliwością i przenikliwością. Docenia najmniejsze detale historii swojego dziadka i jego życiowych wyborów. "Wojna i terpentyna" to proza wysublimowana, wstrząsająca, pokazująca I wojnę światową i XX wiek z brutalną szczerością. To literatura najwyższej klasy - zdecydowanie zbyt mało znana na gruncie polskim. 

Moja ocena: 8+/10 

stycznia 10, 2018

(675) Sen Alicji, czyli jak działa mózg

(675) Sen Alicji, czyli jak działa mózg


Tytuł: Sen Alicji, czyli jak działa mózg
Autor: prof. Jerzy Vetulani, Maria Mazurek, Marcin Wierzchowski
Wydawnictwo Mando

O "Śnie Alicji..." usłyszałam po raz pierwszy dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia, jako o idealnym prezencie dla dzieci - szczególnie tych w wieku szkolnym. Postać profesora Jerzego Vetulaniego - wybitnego naukowcy, psychofarmakologa, neurobiologa, który o zagadkach ludzkiego mózgu i tajemnicach ludzkiej psychiki opowiadał prosto i zabawnie była mi znana już wcześniej. Słyszałam wiele dobrego o jego książkach dotyczących ludzkiego mózgu, ale dotąd nie miałam przyjemności poznać żadnej pozycji jego autorstwa. "Sen Alicji, czyli jak działa mózg" to książka, która trafiła w moje ręce przypadkiem. Sięgnęłam po nią bardzo szybko, chcąc się trochę rozluźnić, zanurzyć po dłuższej przerwie w świat literatury i inspirujących książek. Jedyna książka Vetulaniego napisana z myślą o dzieciach okazała się uroczą, zabawną i niezwykle inspirującą pozycją. Dla młodszego i starszego czytelnika!

Główną bohaterką historii stworzonej przez Vetulaniego jest tytułowa Alicja. Dziewczynka będąca uczennicą szkoły podstawowej, która zasypia..., a we śnie toczy rozmowę z mózgiem. Poznaje jego konstrukcję, zasady działania na prostych przykładach z życia wziętych. Dowiaduje się czym jest amygdala, hipokamp, zakręt obręczy, móżdżek... Poznaje ciekawostki dotyczące ludzkiego mózgu: czy wiedzieliście, że ptaki rozpoznają ludzi po ich twarzach? A połączenie półkuli mózgu (zwane spoidłem wielkim) jest silniejsze u dziewczynek niż u chłopców? Te wszystkie i wiele innych faktów zostało opisane prostym, przystępnym i zrozumiałym językiem.

"Sen Alicji, czyli jak działa mózg" to przepięknie ilustrowana i mądra pozycja, która pobudza wiedzę i zaciekawienie czytelnika. Niezwykle inspiruje i intryguje. Została napisana z humorem i polotem, ale nie jest banalna... Zawarto w niej wiele trafnych obserwacji dotyczących nie tylko ludzkiego mózgu, ale także psychiki i życia. W pamięci już na zawsze pozostanie mi przyrównanie ludzkiego życia do ołówka, który z czasem się skraca... aż po kolejnych struganiach kurczy się, aż w końcu znika... tak samo jak znika człowiek, ale zarówno ołówek jak i człowiek pozostawiają po sobie zapisane strony. 

Książka Vetulaniego została napisana z dużym wyczuciem. Pozornie skierowana do młodszego czytelnika - na pewnych płaszczyznach może nie zostać od razu przez niego zrozumiana, ale to taka książka do której się powraca. I może za pierwszym razem w umyśle dziecka nie pozostaną takie słowa jak amygdala... to jednak w końcu lektura tej pozycji zaowocuje, a na pewno pozwoli dziecku zrozumieć jak skomplikowany jest ludzki organizm, którym kieruje mózg - świadczy o tym już sam początek książki, gdzie odbywa się dyskusja między poszczególnymi organami ciała, które próbują się prześcignąć... a raczej wykłócić, który odgrywa główną rolę. "Sen Alicji..." stanowi dla mnie pozycję ujmującą, która zachwyca zarówno od strony graficznej jak i tej retorycznej - pobudza wyobraźnię, rozszerza horyzonty... i wiecie co? Teraz jestem już pewna, że muszę sięgnąć po inne (już skierowane do dorosłych) książki Vetulaniego. 

Moja ocena: 10/10 

grudnia 11, 2017

(674) Na wschód od Edenu

(674) Na wschód od Edenu
Tytuł: Na wschód od Edenu
Autor: John Steinbeck
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Stron 848

Powieść uznawana za najwybitniejsze dzieło Steinbecka opowiada o tragicznym losie rodziny Trasków, która na przełomie XIX i XX wieku osiedliła się w dolinie Salinas. Adam Trask, farmer, samotnie wychowuje dwóch synów – Arona i Kaleba. Chłopcy różnią się od siebie jak woda i ogień, a jedyne co ich łączy, to nieustanna rywalizacja o miłość surowego ojca. Aron jest spokojny i posłuszny, Kal to urodzony buntownik, który żywi wyraźną niechęć do brata i za wszelką cenę chce odnaleźć matkę. Napiętą sytuację między braćmi pogłębia jeszcze miłość do tej samej dziewczyny – Abry. W końcu Kaleb odnajduje matkę, demoniczną Kathy, w domu publicznym i odkrywa, że jest ona zupełnym przeciwieństwem tego, co uosabia ukochany ojciec. Rozdarcie wewnętrzne, konieczność dokonania wyboru i nadmiar napięć doprowadzają do tragedii…

„Na wschód od Edenu” to jedna z najwybitniejszych i zarazem najpopularniejszych powieści XX wieku. Podczas gdy w warstwie fabularnej jest realistyczną sagą rodziny kalifornijskich ranczerów, jej drugie, głębsze dno można odczytywać jako reinterpretację biblijnej historii o Kainie i Ablu i przypowieść o walce dobra ze złem w człowieku.

Moja opinia: 
Po lekturze wspaniałej, choć przy tym bardzo krótkiej powieści Steinbecka "Myszy i ludzie" - jego twórczość zapragnęłam pochłaniać. Na drugi ogień poszła jego najdłuższa powieść (zresztą także najdłuższa książka przeczytana przeze mnie w 2017 roku), utrzymana w tematyce kalifornijskiej, będąca nie tylko sagą rodziny kalifornijskich ranczerów, ale także reinterpretacją biblijnej historii o Kainie i Ablu, historią o walce dobra ze złem, Ameryce, trudnym losie amerykańskich ranczerów, amerykańskim śnie, ale także wojnie i genezie zła. Steinbeck w swej powieści porusza także wiele innych aspektów związanych z życiem człowieka. "Na wschód od Edenu" jest powieścią obszerną, naładowaną mądrością, motywami, ogromnie wielowątkową i rewelacyjnie napisaną. Jej się nie czyta - ją się pochłania. 

Czytelnik ma zarazem do czynienia z opus magnum Johna Steinbecka, noblisty z 1962 roku (powieść "Na wschód..." została wydana po raz pierwszy w 1952 roku). To także jedna z najbardziej osobistych powieści w dorobku pisarzy - główna akcja i wydarzenia z nią związane rozgrywają się w Kalifornii, będącej rodzinnym krajem pisarza. Opisy natury to coś z czym czytelnik musi zmierzyć się już na pierwszych stronach powieści - opis miasteczka Salinas i jego okolic będących malowniczymi i urodzajnymi terenami w latach deszczu, a jałową ziemią w latach suszy. Te opisy nie mają jednak nic wspólnego z nudą, nadmierną rozległością. Zarysowują miejsce akcji, pozwalają umieścić bohaterów w określonej przestrzeni. Steinbeck czaruje i zachwyca słowem od pierwszych stron. Widać jego świetny warsztat pisarski oraz błyskotliwość umysłu. 

Dla Steinbecka "Na wschód od Edenu" stanowiło kulminację wszystkiego co wiedział o pisaniu, wszystkiego co do tej pory stworzył. Steinbeck pisał prozę zaangażowaną, która miała wywoływać w czytelniku silne emocje, tworzyć historie, które znajdą wśród czytelników zrozumienie, które także dla nich staną się prawdziwe i możliwe do zrozumienia. Autorowi to się udało. "Na wschód od Edenu" poprzez zróżnicowanie bohaterów - ich charakterów, a także zachowań trafia do czytelnika. Znajduje zrozumienie tym lub innym wątkiem. Bohaterowie są barwni, prawdziwi, niezwykle nasyceni emocjonalnie, wyraziście naszkicowani, godni uwagi. 

Jeśli mówimy o reinterpretacji historii Kaina i Abla musimy wspomnieć o motywie zbrodni. Dochodzeniu bohaterów do niej, zewnętrznych predyspozycji do zbrodni, warunki społeczne. U Steinbecka nie ma tematów tabu. W powieści "Na wschód od Edenu" wspaniałe jest to, że jest tak naprawdę obszerną przypowieścią, którą możemy odczytać zarówno jedynie na płaszczyźnie realistycznej (czerpiąc z lektury ogromną przyjemność) jak i na płaszczyźnie symbolicznej, czerpiąc wtedy z lektury przyjemność podwójną. 

Postacie Steinbecka są dynamiczne, niezależne względem siebie, jedne dowcipne inne zawistne. Bystre albo zacofane. Realizm, naturalizm, indywidualizm bohaterów, wartkie dialogi... "Na wschód od Edenu" to wielowątkowa, a przy tym przemyślana i dopracowana od A do Z powieść, która porywa do swojego świata, odrywa od rzeczywistości, wciąga, inspiruje i jest fascynującym literackim doświadczeniem. Rywalizacja braci, relacje rodziców z dziećmi, kalifornijski świat, ogromna rola natury, zobrazowanie amerykańskiego stylu życia poczynając od końca wojny secesyjnej po I wojnę światową... ukazanie przyjaźni, miłości... ta książka przyciąga wszystkim. Jest kwintesencją dobrej literatury w amerykańskim stylu. Wielkie, napisane z rozmachem dzieło!

Moja ocena: 10/10

Za możliwość poznania kolejnej wspaniałej pozycji Steinbecka serdecznie dziękuję księgarni megaksiazki.pl

grudnia 09, 2017

(673) Zapach mężczyzny

(673) Zapach mężczyzny
Tytuł: Zapach mężczyzny
Autor: Agneta Pleijel
Wydawnictwo Karakter
Stron 304

Kolejna – po entuzjastycznie przyjętej „Wróżbie” – odsłona autobiograficznego cyklu szwedzkiej pisarki. Narratorka studiuje w Göteborgu, próbuje znaleźć własną życiową drogę, szuka równowagi w relacjach z matką i ojcem, który zostawił rodzinę. Przede wszystkim jednak chłonie świat, chce się rozwijać, doświadczać rzeczywistości wszystkimi zmysłami. Rekonstruując młodzieńcze lata, opowiada o miłości – tej zmysłowej, i tej do literatury, o odkrywaniu świata i siebie, o kreowaniu własnego życia i o pisaniu. Przez karty powieści przewijają się mężczyźni – przelotni kochankowie narratorki i ci, którzy zostali w jej życiu na dłużej – a przede wszystkim książki, które inspirują, napędzają, nie dają spokoju. W tle toczy się rewolucja obyczajowa lat sześćdziesiątych.

Moja recenzja: 
Pierwsza powieść Agnety Pleijel z jej autobiograficznego cyklu wywołała we mnie wielkie emocje. "Wróżba" była dla mnie niezwykłym literackim przeżyciem i jedną z najważniejszych książek jakie miałam okazję przeczytać w 2016 roku. To była mocna, śmiała i niezwykle wartościowa proza, której akcja dotyczyła dzieciństwa autorki w rodzinie pełnej tajemnic, niekiedy bardzo toksycznych relacji, w latach 40. i 50. ubiegłego wieku, a więc jeszcze przed rewolucją seksualną. "Zapach mężczyzny", kolejny tom cyklu dotyka już okresu późniejszego... rewolucja seksualna odbija się także na życiu autorki - jest dużo seksu, związków, eksperymentów, poszukiwania własnej drogi i tego wewnętrznego niepokoju, poczucia rozdarcia, poszukiwania sensu życia. 

Agneta Pleijel pozostawia czytelników z kolejną trudną, bardzo wartościową, ale także wymagającą pozycją. Czyta się ją bardzo dobrze, jest zresztą napisana świetnym językiem,  a bohaterka jest dojrzalsza niż ta we "Wróżbie". Wykazuje się erudycją, delikatną znajomością życia... O ile "Zapach mężczyzny" można poznawać bez znajomości "Wróżby" to jednak mam wrażenie, że w takim wypadku będzie to dla czytelnika doświadczenie uboższe. Ważne jest w tej powieści tak samo jak w poprzednim tomie ukazanie relacji autorki z rodzicami, emocji związanych z odejściem ojca od rodziny. "Zapach mężczyzny" przedstawia to już nie na płaszczyźnie doświadczeń dziecka, ale młodej, wchodzącej w dojrzałość kobiety.

Pierwsze lata studiów to dla bohaterki nie tylko lata wysiłku umysłowego, rozwijania się, życia w ciągłym pragnieniu i zdobywania wiedzy, w prawdziwej intelektualnej burzy, ale także pierwsze związki. Te typowe, związane z zakochaniem się, ale także te oparte na różnych układach, zasadach. W ich opisywaniu autorka bywa enigmatyczna, ale zawsze wyjątkowo celna, ostra..., a pod niewieloma słowami potrafi skryć wiele emocji i prawd. Te związki z mężczyznami, ich poznawanie nie tylko w przestrzeni fizycznej, ale także psychicznej, a także pamięć o fascynacji ojcem, jej relacja z nim prowadzą autorkę do stawiania pytań o rolę kobiety w społeczeństwie, postrzegania kobiet przez mężczyzn. Dużo jest w tej powieści niekiedy feminizmu, ale takiego zdrowego. Dużo ciekawości, obserwacji... i melancholii. 

"Zapach mężczyzny" jest powieścią inną od "Wróżby". Dużo dojrzalszą, dużo bardziej melancholijną, erudycyjną, ale dla mnie także mniej poruszającą. Postać, charakter autorki zostaje dla mnie tak naprawdę cały czas zagadką - jest dla mnie bohaterką bardzo specyficzną, bardzo smutną, skupioną na życiu wewnętrznym? I to nie jest żaden zarzut. Po prostu myślę, że Agneta Pleijel jest urodzoną pisarką, poetką, artystką... jest w niej dużo tej artystycznej melancholii, a "Zapach mężczyzny", choć jest lekturą bardzo interesującą jest także smutny. Pierwsze miłości i związki zostały przez autorkę przedstawione bardzo (w stosunku do innych pozycji tego typu) niebanalnie. Brak w tym lekkości, trywialności, beztroski. 

Agneta Pleijel tworzy prozę trudną i wymagającą - nawet w momentach, kiedy nie uświadamiamy sobie, że kontakt z jej literaturą (dobrą literaturą) nie tylko literacko, ale także życiowo nas wzbogaca. Z niecierpliwością wypatruję kolejnych tomów autobiograficznego cyklu szwedzkiej pisarki. Wypatruję kolejnej dawki świetnego języka, przemyślanych zdań, trafnych spostrzeżeń dotyczących życia. Za sprawą "Wróżby" autorka wywołała we mnie wewnętrzne obrażenia, "Zapachem mężczyzny" ledwie mnie zadrasnęła..., ale nawet to niewiele autorów potrafi to uczynić. Proza Pleijel zasługuje na uwagę ze względu na krytyczne podejście autorki do samej siebie, brak koloryzowania, opiniowanie, bycie szczerą, unikanie sensacji. Zasługuje na uwagę, bo to dojrzała, mądra proza napisana przez kobietę z perspektywy czasu (ponad 50 lat), która patrzy na siebie z młodości krytycznie, a przy tym wchodzi w swoją psychikę, analizuje i wydaje wyroki. Bardzo ciekawa pozycja o wchodzeniu w dorosłość, relacjach z mężczyznami, rewolucji obyczajowej opowiedzianej od innej, prawdziwszej strony, o mechanizmach psychicznych i miłości do literatury. 

Moja ocena: 7+/10