stycznia 31, 2016

(438) Czas pokaże

(438) Czas pokaże
Tytuł: Czas pokaże
Autor: Anna Ficner - Ogonowska
Wydawnictwo Znak
Stron 715

"W życiu potrzebne są zarówno odwaga, jak i siła. Odwaga, by mówić, a siła by milczeć" 

Anna Ficner - Ogonowska, "Czas pokaże"

Mam mętlik w głowie. Nie potrafię napisać recenzji tej książki. Nie potrafię oddać swoich uczuć. To moje pierwsze spotkanie z prozą Anny Ficner - Ogonowskiej i jestem pewna, że nie ostatnie. "Czas pokaże" to książka w której się bezgranicznie zakochałam, choć główna bohaterka czasami mnie irytowała. To piękna, mądra powieść o życiu... dająca nadzieję i radość. Na początku tej powieści znajdują się opinie czytelniczek na temat tego, że proza tej pani odmieniła ich życie najlepsze. Przyznam się ze wstydem, że na początku troszkę w to powątpiewałam. Uznałam to za chwyt marketingowy. Po kilkudziesięciu stronach, które niestety trochę mi się wlekły.. zrozumiałam o czym mówiły, bo sama to poczułam. Szczęście, wiarę w siebie i pewność, że wszystko będzie dobrze. Wiarę w to, że to ode mnie zależy jak potoczy się moje życie. Książka niesamowita, napakowana mądrościami, napawająca optymizmem... coś pięknego i niezwykle mocnego. Anna Ficner - Ogonowska pomogła mi odkryć w sobie na nowo niepoprawną romantyczkę i optymistkę. Dziękuję!

Dla mnie ta książka to fenomen... z jednej strony niekiedy bardzo mi się dużyła, bohaterka niesamowicie irytowała, a ukazywanie w większości dramatów doprowadzało do szału... z drugiej... po jej przeczytaniu mam ochotę tylko się chichrać i czytać ją po raz kolejny. Jednak muszę przyznać, że jest fenomenalna mimo niejednego minusu. Wywarła na mnie ogromne wrażenie i spowodowała, że targa mną mnóstwo emocji! W większości pozytywnych! To teraz troszkę o fabule.

Julka to dwudziestotrzyletnia studentka, przyjaciółka Neli. Nadal mieszka w domu rodzinnym, gdzie każdy dyktuje jej co ma robić. Szczególnie matka i ciotka. Julka udaje cichą i spokojną, z pokorą przyjmuje wszelką krytykę, ale tak naprawdę... w duszy ma tego wszystkiego dosyć, ma ochotę się wyrwać i chce być w końcu traktowana jak dorosła. Nie ma jednak odwagi, by powiedzieć to głośno. Wraz z Nelą już ponad rok udziela się w szpitalu na dziecięcym oddziale onkologicznym w szpitalu. Tam też poznaje swoją wielką miłość. Problem w tym, że ta miłość jest ordynatorem oddziału starszym od niej o dwadzieścia lat... To nie jej jedyny problem - jego przeszłość wywiera wpływ na ich relację. Julka już wie, że to ten jedyny. Wie, że to z Łukaszem chce spędzić swoje życie. Wie także, że musi być bardzo silna, aby do tego doszło. Czy znajdzie w sobie siłę aby zawalczyć o to co dla niej najważniejsze? Czy znajdzie siłę, aby wyjść z bezpiecznego kokonu i zacząć żyć na własną rękę? Julka będzie potrzebowała dużo odwagi i wiary, że miłość może pokonać wszelkie burze. 

Fabuła książki pani Ogonowskiej została dobrze rozplanowana i przemyślana, a jednak doskwierał mi fakt, że było bardzo mało sielanki w relacjach Łukasza z Julką. Inaczej: ona była. Tylko, że autorka nam o niej nie opowiadała. Było wspomniane, że się spotykają i nic więcej. Wbrew pozorom jednak sama Julka zaznacza w jej historii, że nie jest najważniejszy aspekt jej miłości, a aspekt zdobywania przez nią dojrzałości. Zdobywania siły do wyrwania się z utartych przez innych szlaków. Walki o siebie i swoje życie. Julka uczy nabierać się dystansu do społeczeństwa i do tego co kto o niej pomyśli, powie. Dojrzewa. 

Łukasz to facet po przejściach. Ordynator dziecięcego oddziału onkologicznego, oddany swojej pracy i dzieciom. Długoletnia praktyka lekarska nauczyła go radzić sobie ze stratami... Jako doświadczony lekarz wie, że czasami trzeba po prostu odpuścić. Wie jednak także, że niekiedy trzeba walczyć. Kiedy na jego drodze staje Julka jest pewny, że to przy niej chce się budzić każdego dnia, o nią walczyć, choć wie, że będzie trudno. Najważniejszą istotą w jego życiu... zawsze będzie szpital. Jest dojrzały i pewny swych uczuć, cierpliwy. Julka jest pod pewnymi względami jego przeciwieństwem - niedoświadczona życiowa, momentami bardzo porywcza, a przez to niekiedy zachowująca się bardzo dziecinnie. To jeszcze młoda osoba, które nie wszystkie informacje potrafi właściwie przyjąć, przetrawić. Przez to momentami odbierałam ją jako postać irytującą. Niezwykłą przyjemność sprawiało mi jednak obserwowanie tego jak dorasta. jak rzeźbi się jej charakter, jak z młodej dziewczyny staje się młodą kobietą z jasno obraną przez siebie drogą. Pani Ogonowska była niezwykle szczera w kwestii ukazania jest charakteru... w tym także jej kokieterii pojawiającej się w pewnej chwili.
Relacja Julki i Łukasza od początku była bardzo trudna i wystawiona na nieprzychylne spojrzenia innych. Ale wiecie... "Kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje". Czy ich miłość przetrwa próby na które jest wystawiana? Wszystko leży w ich rękach. Czy znajdą w sobie odwagę? I przede wszystkim siłę aby zawalczyć o siebie piękne uczucie, które ich połączyło? Czas pokaże... 

"Czas pokaże" to książka, która zaczyna się dosyć banalnie. Dwie studentki i ich mało ciekawe życie. Kilkadziesiąt pierwszych stron mnie nie porwało, jednak potem z każdą kolejną stroną już było tylko lepiej, płynniej i ciekawiej. Styl Anny Ficner - Ogonowskiej nie należy może do najlepszych, ale jest naprawdę dobry. Niektórym może nie odpowiadać fakt, że w książce znajduje się bardzo dużo obserwacji dotyczących społeczeństwa, przemyśleń... mi to jednak ogromnie odpowiadało. Do tego stopnia, że musiałam się powstrzymywać, żeby nie zakreślać co drugiego stania w tej powieści. Mnóstwo w niej trafnych i przede wszystkim mądrych refleksji. Pani Ogonowska jest widocznie dobrą obserwatorką życia. 

Wątek miłosny w tej powieści moim zdaniem nie jest najważniejszy. Niezwykle ważnym aspektem jest próba uwolnienia się Julki spod wpływu innych osób, jej zdobywanie odwagi, żeby walczyć o siebie. To powieść o młodej kobiecie, która w obliczu miłości nauczyła się mówić o tym czego pragnie, czego potrzebuje i co chce. To historia, która może przydarzyć się każdej kobiecie. Niekiedy smutna, niekiedy wesoła. Napawająca jednak optymizmem i dobrą energią. Powieść pani Anny ma lepsze i gorsze momenty. Nie uważam jednak, żeby pomimo swojej dużej objętości była to powieść przegadana. Co więcej... cieszę się, że mogłam się związać z Julką (którą w gruncie rzeczy polubiłam) i jej historią na tak wiele stron. Ubolewam jednak nad faktem, że jej historia nie będzie kontynuowana. 

Reasumując: Najnowsza powieść Anny Ficner - Ogonowskiej jest powieścią rewelacyjną, świetną i jak dla mnie mimo wszystkich wad o których wspomniałam powieścią wybitną. Płynie z niej niezwykły optymizm. Cała historia została opisana niezwykle ciekawie i przyznam Wam się, że nie zawsze czuję się tak zżyta z bohaterami. W tym wypadku oni i ich historia jednak cały czas krążą po mojej głowie. Historia bardzo piękna, choć też niezwykle trudna. "Czas pokaże" to książka, która wzmacnia swą dobrą energią i napawa optymizmem. Książka w której się po prostu kompletnie zakochałam... Więc tak: Wy teraz biegniecie do księgarni/biblioteki po "Czas pokaże", a ja zabieram się za ponowne czytanie tej powieści. Wiem, że teraz wyciągnę z niej jeszcze więcej.. i już nie mogę się tego doczekać.

Za możliwość poznania niesamowitej książki pani Ogonowskiej serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak!

stycznia 29, 2016

(437) Noora

(437) Noora
Tytuł: Noora
Autor: J.K. Johansson
Wydawnictwo Literackie
Stron 275

"Nad plażą w Palokaski wisiała mglista mżawka, zupełnie jakby ktoś rozpylił deszcz w aerozolu. Nie dało się rozróżnić kropel ani tego, czy padało z góry na dół, czy z dołu do góry."

J.K. Johansson, "Noora"

Tymi słowami rozpoczyna się powieść J. K. Johansoon pt. "Noora", drugiej części cyklu "Miasteczko Palokaski". W pierwszej części tego cyklu akcja toczy się wokół zaginięcia młodej dziewczyny Laury. Kiedy ciało zostaje odnalezione dochodzenie zostaje zamknięte, a śmierć dziewczyny uznana za nieszczęśliwy wypadek. Jej koleżanka Noora składa w tym momencie zeznanie, że widziała jak ktoś spycha dziewczynę ze skały. Policja uznaje jednak, że nastolatka zmyśla. Inaczej uważa urlopowany policjant, Korhonen, który obstaje przy wersji, że Laura została zamordowana. W śledztwie pomaga mu szkolna pedagog Miia. Gdy pewnego dnia natyka się na zdjęcie Noory, która ma na szyi taki sam naszyjnik jak Laura przed zabójstwem zaczyna podejrzewać, że dziewczyna nie kłamała i rzeczywiście jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 

Mam bardzo mieszane odczucia odnośnie tej książki. Na okładce możemy przeczytać, że to "mroczna" trylogia, która co chwilę zaskakuje czymś innym, stwarza ciągłe poczucie zagrożenia, a co za tym idzie strachu. Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Poziom strachu podczas czytania tej powieści wynosił u mnie zero. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że autorka serwuje nam bardzo długie wprowadzenie do akcji, przedstawiając życie bohaterów, ich problemy. Ten wątek kryminalny jest bardzo ubogi i w dodatku niesamowicie oddalony od tych złych bohaterów. Ale... tak nie jest przez cały czas. W końcu dochodzimy do momentu gdy natężenie aspektów kryminalnych się zwiększa, dochodzimy już kilka stron później do punktu kulminacyjnego i... zamykamy książkę, bo to już koniec powieści Johansson. Koniec niestety przewidywalny, ale napisany dosyć intrygując przez co mogę napisać, że jestem ciekawa jak się potoczą dalsze losy bohaterów. Bohaterów nietuzinkowych.

Noora to dziewczyna pogubiona w swoim życiu, która udaje przed innymi zupełnie inną osobę. Najbardziej jednak udaje przed swoją rodziną. Próbuje dopasować się do swoich rówieśników, a jednak wciąż jest dla nich niewidoczna. Wpada na pomysł: założyć bloga na którym opisze życie stworzonej przez siebie dziewczyny, jej pełną imprez i zakupów egzystencję. Blog szybko zdobywa (za sprawą jej sprytnych zabiegów) rzeszę fanów, jednak powoli to co dawało Noorze satysfakcję staje się jej utrapieniem. Noora to bohaterka, której powinno się współczuć... mnie ona jednak czasami irytowała.  Pogubiona - niesamowicie.

Drugą istotną bohaterką jest Miia - szkolna pedagog, uzależniona od internetu po którym krąży pod różnymi pseudonimami i życiorysami. Do tego dochodzi ostry seks z człowiekiem o którym prawie nic nie wie. Miia nie pragnie stabilizacji i ku niej nie zmierza co martwi jej rodzinę. Sen z powiek spędza jej także historia Laury, a także Noory. Miia bez wątpienia nie jest przykładem młodej, odpowiedzialnej kobiety. Podczas czytania miałam różne odczucia względem jej postaci... raz pozytywne, raz negatywne. Jest... nieidealna.

Bohaterowie są plusem tej powieści. Borykający się z różnymi problemami i przede wszystkim z samym sobą i skomplikowanymi relacjami międzyludzkimi. To przez fińskich autorów (którzy skrywają się pod pseudonimem) zostało bardzo dobrze podkreślone i spowodowało, że czytanie tej książki szło mi niezwykle sprawnie. Do tego stopnia, że mimo wszystko jestem ciekawa jak potoczą się ich dalsze losy.

Wątek kryminalny autorów także jest nieidealny. Nierozwinięty, porzucony i niedopieszczony. To nie jest kryminał. To powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym. który w dodatku wbrew pozorom jest gdzieś z tyłu. Nie czułam wielkiego napięcia podczas czytania tej powieści, choć przyznaję, że to kilka razy się pojawiło. Mimo to... "kilka razy" to za mało na prawie trzysta stron. Mimo to czułam zainteresowanie losami bohaterów, które jednak zostały pod koniec porzucone w środku akcji. Nie zostały zamknięte w tym tomie, więc żeby dowiedzieć się reszty wydaje się być niezbędnym przeczytać kolejną część pt.: "Venla".

Reasumując "Noora" to bardzo dobra powieść obyczajowa, a dobry kryminał. Powieść Johansson miała być jednak przede wszystkim świetnym kryminałem, prawda? To się autorce nie udało. Na tym polu "Noora" przegrywa. Wygrywa jednak jeśli chodzi o ukazanie problemu braku akceptacji wśród rówieśników, uporczywej chęci bycia zauważonym. Wygrywa krótko mówiąc w kwestii ukazania psychiki statystycznego, przeciętnego nastolatka. "Noora" to książka przy której spędziłam miło kilka godzin. "Noora" to bardzo dobra powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym. "Noora" to słaby kryminał. Za krótka, niedopracowana w pełni, napisana po tzw. "łebkach", a jednak intrygująca. Więc? Jaka jest "Noora"? Dobra i pozytywnie wpływająca na rozluźnienie, nie spodziewajcie się jednak fajerwerków.

Za możliwość poznania "Noory" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie!

stycznia 28, 2016

(436) Broadchurch

(436) Broadchurch
Tytuł: Broadchurch
Autor: Erin Kelly
Wydawnictwo Literackie
Stron 430

"Niektórych świateł nie da się zgasić."

Erin Kelly, "Broadchurch"

Skończyłam czytać tą powieść już wczoraj wieczorem, jednak z recenzją przychodzę do Was dopiero dzisiaj. Powód tego jest prosty. "Broadchurch" to książka napisana na podstawie serialu Chrisa Chibnalla o tym samym tytule. Bardzo dobra książka na podstawie rewelacyjnego serialu. Widzicie... nie potrafię jednocześnie pisać recenzji i oglądać z zapałem serialu. Ekhem... a za to właśnie zabrałam się po przeczytaniu tej książki. Tym bardziej, że dowiedziałam się, że powieść Erin Kelly powstała opierając się na jedynie pierwszym sezonie, a w telewizji można już było obejrzeć sezon drugi. Koniecznie musiałam poznać dalsze losy bohaterów. Tym samym więc obejrzałam pierwszy sezon i jeden odcinek drugiego. Przy okazji sprawdziłam czy Kelly udało się oddać rzetelnie akcję w serialu. Patrząc na to.... Oddała to w 99,9 %. Tu pojawia się problem: na kogo mam się denerwować za kreację głównej bohaterki? Na Chrisa Chibnalla czy Erin Kelly? Chyba jednak na tą pierwszą postać. Wszystko jednak w swoim czasie.

Broadchurch to małe, spokojne miasteczko nad morzem.  Tragedia jednak powoduje, że spokojnym być przestaje. Pewnego dnia na plaży zostaje znaleziony martwy jedenastoletni chłopak, Danny Latimer. Nie ma świadków, nie ma śladów, jest dwoje niedoskonałych śledczych. Senne, nadmorskie miasteczko staje się areną działań miejscowej pani sierżant Ellie Miller oraz komisarza Alec'a Hardy'ego, który właśnie przybył do Broadchurch po ostatniej nieudanej sprawie. Kobieta i mężczyzna. Dwa zupełnie różne podejścia do sprawy. Ona ciepła i uczuciowa odbiera morderstwo bardzo osobiście: jest w końcu najlepszą przyjaciółką matki chłopca. On dąży po prostu do tego, aby odkryć kto stoi za morderstwem. Ona nie wierzy w to, że mordercą może być ktoś z Broadchurch... związana blisko ze społecznością nie widzi wad w niej ukrytych. On podejrzewa każdego. Największą nieufność w miasteczku budzi jednak on sam: szorstki i nieuprzejmy, owiany złą sławą śledczy.

Kontrast występujący między Ellie a Alec'iem wzbogaca tą książką, całą historię. Można by powiedzieć "dobry i zły glina". To jednak nie do końca tak jest. Alec jest tą "złą" gliną, ale wynika to z jego doświadczenia zawodowego (także w kwestii zabójstw, któremu Ellie brak  - to jej pierwsza tak trudna sprawa). Alec uważa, że to okoliczności czynią z ludzi morderców, a więc każdy może się nim teoretycznie stać. Ellie z kolei każdego pragnie oczyścić z zarzutów i nie dopuszcza do siebie myśli, że mordercą może być ktoś kogo zna. Momentami zachowuje się bardzo naiwnie i po prostu głupio, jak nastolatka, a nie dorosła kobieta, żona i matka dwójki dzieci. Mam wrażenie, że jest słabym ogniwem tej książki (i serialu?). Nie polubiłam jej. Najzwyczajniej w świecie mnie po prostu irytowała. Za to Alec? Rewelacja! Tajemniczy, szorstki i oddany sprawie. Nie przekraczający jednak granic. Potrafi być także współczujący (a nawet troskliwy!). Choć wtedy... wydaje się dosyć dziwny.

Na szczególną uwagę jeśli chodzi o bohaterów zasługuje także mama zabitego chłopca, Beth. Erin Kell starała się jak najlepiej oddać emocje jej towarzyszące, jej udrękę, dylematy i przede wszystkim rozpacz. Podobnie postępowała z każdym bohaterem tworząc ich wyraźne portrety psychologiczne. To bez wątpienia plus tej powieści. Dzięki temu "Broadchurch" nie jest jedynie suchym kryminałem. Tempo akcji w "Broadchurch" nie jest zawrotne, ale za to fabuła jest naprawdę intrygująca. Autorka przez cały czas nas zwodzi przez co podejrzenia czytelnika co chwilę padają na inną postać. I tu pojawia się pewien minus... mordercą okazuje się osoba najmniej o to wszystko podejrzana i tak naprawdę podejrzenie, że mordercą jest ta i ta osoba... byłoby podejrzeniem wziętym z chmury. Nie lubię czegoś takiego. Wolę powolutku odkrywać tajemnicę ze śledczym - tu niestety ta możliwość została mi odebrana.

Mimo wszystko mam wrażenie, że serial jest lepszy niż książka. Język autorki jest dosyć przeciętny co mnie na początku niemiło zaskoczyło. Potem jednak już się po prostu do tego przyzwyczaiłam. Nie mniej ma u mnie ogromny plus za umiejętność oddawania emocji bohaterów, widoczków i atmosfery panującej w Broadchurch. Jeszcze kilka zdań co do bohaterów: dziennikarka Karen, którą z każdą chwilą coraz bardziej lubiłam, choć... z początku wydawało mi się to niemożliwe - to kolejny przykład na rewelacyjną kreację bohaterów. Porównując jednak książkę z serialem: serial wygrywa jeszcze silniejszym ukazaniem emocji.

"Broadchurch" to bardzo dobre odtworzenie serialu, które jednak od serialu trochę odstaje. Książka ze sporą ilości emocji w której jednak rozwiązanie zagadki nie jest rzeczą najważniejszą. Ma swoje plusy i minusy. Ukazuje życie w małym miasteczku, ciekawych bohaterów no i ma świetnego Aleca. Erin Kelly stworzyła świetną książkę na podstawie jeszcze lepszego serialu, który bez wątpienia będę oglądać. Z chęcią także sięgnę po kolejne części Broadchurch o ile takie pojawią się na polskim rynku wydawniczym. Książka Kelly bez wątpienia wygrywa ciekawą fabułą, ukazaniem emocji i bohaterami. Jeśli lubicie tego typu zawikłane zagadki kryminalne, wyrazistymi bohaterami radzę sięgnąć po "Broadchurch", który pozwoli Wam się na chwilę oderwać od rzeczywistości. Wciąga bardzo. Szczególnie pod koniec, który podobał mi się najbardziej i był niesamowicie zaskakujący.

Za możliwość poznania "Broadchurch" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie!

stycznia 25, 2016

(435) Kilka dni lata

(435) Kilka dni lata
Tytuł: Kilka dni lata
Autor: Małgorzata Sobieszczańska
Wydawnictwo Literackie
Stron 324

"Przypomniała sobie pytanie terapeutki, co jest silniejsze: miłość do Janka czy lęk przed samotnością."

Małgorzata Sobieszczańska, "Kilka dni lata" 

Patrzę na okładkę książki "Kilka dni lata" i zastanawiam się jakie sygnały jej szata graficzna do mnie wysyła. Powieść smutna czy powieść optymistyczna? A tytuł? "Kilka dni lata". Kilka dni lata to czas, który może człowieka odmienić, zmienić całe jego życia, pozwolić na przegrupowanie wartości. Powieść Małgorzaty Sobieszczańskiej jest powieścią... gorzką. Książką o tym, że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Akceptacja. Akceptacja tego co nas otacza, tego jacy jesteśmy, przyzwolenie, zgoda na to co ma się wydarzyć i przede wszystkim ufność... ufność pokładana w nas samych. "Kilka dni lata" to książka niełatwa, o szarości życia i wyborach, które musimy przez cały czas podejmować. Historia trzech kobiet pokrzywdzonych niejednokrotnie przez życie i próbujących znaleźć swoje miejsce w rzeczywistości w której przyszło im żyć. 

Małgorzata Sobieszczańska w swojej książce zadaje czytelnikowi pytanie o to czy wierzy w to, że historia zatacza koło także wśród ścisłej rodziny za pośrednictwem genów, przez coś silniejszego od nas. Czy kolejne pokolenia mogą być przez to "zmuszane" do popełniania określonych genów? Czy występuje coś na zasadzie "klątwy" przekazywanej z matki na córkę? Powielanie pewnych przeżyć, podobne życiowe wybory. Za chwilę mógłby się odezwać psycholog i powiedzieć, że nasi przodkowie mają bezpośredni wpływ na nasze życie, ponieważ oni kształtują naszą rzeczywistość, kiedy jesteśmy dziećmi. Ma to bowiem bez wątpienia ogromny wpływ jacy jesteśmy i jacy będziemy w przyszłości. Jesteśmy w końcu potomkami... Jednak czy nasza historia musi się okazać powieloną historią prababek, babek i matek?

Trzy kobiety i jeden mężczyzna - babcia, matka, ojciec i córka. Powieść Sobieszczańskiej to historia trzech kobiet i mężczyzny, którego losy są z nimi nierozerwalnie związane. Amelia (babcia) niebawem odejdzie. Nim jednak to się stanie pragnie opowiedzieć komuś swoją historię. Historię na tle wojny, opowieść o wielkim uczuciu, rozdarciu w rodzinie, cierpieniu, życiu w poczuciu niesprawiedliwości losu, a wreszcie konieczności pogodzenia się z nim. Powiernik chcąc czy nie chcąc staje się jej prawnuk, mały Kuba. Kubuś jest jednak niewiele rozumie z opowieści prababki... 
Drugą bohaterką jest córka Amelii, Janina. Janina zrezygnowała z pracy, aby móc opiekować się matką. Tym samym zrezygnowała z samej siebie będąc zamknięta w mieszkaniu na piętnastym piętrze wieżowca. Jej historia zaczęła się jednak wiele lat temu... naznaczona historią Amelii. Trzecią bohaterką jest Maja, córka Janiny, która zamieszkała z pozostałymi dwoma kobietami i małym synkiem po rozwodzie, który bardzo ciężko zniosła. Maja pragnie wrócić do męża, który ją zostawił. Tęsknota popycha ją do nieracjonalnych czynów, które tylko komplikują całą sytuację. Wraz z kobietami w małym mieszkaniu mieszka także Kostek - mąż Janiny. Jego też zawiodło życie... Oni wszyscy spróbują znaleźć ukojenie poprzez rozrachunek z przeszłością i skomplikowanymi relacjami między sobą. Choć... myślę, że z czymś o wiele gorszym. Brakiem tych relacji. Obojętnością. 

Głównymi bohaterami tej powieści są trzy kobiety. Trzy kobiety, których życiem los pokierował nie po ich myśli, a wszystko za sprawą jednej nocy. W dodatku są to trzy kobiety w różnym wieku. Amelia już nie ma wpływu na swoje życie, Janina może w swoim życiu jeszcze coś zmienić, a Maja wbrew temu jak jej się wydaje ma jeszcze całe życie przed sobą. W historii tych kobiet nie chodzi tylko o umiejętności odmiany swojego losu. Chodzi o próbę jego akceptacji, przyzwolenia, ufności o której pisałam już wcześniej. Wszystkie trzy w pewnym punkcie swojego życia czuły się jakby znalazły się w potrzasku... pielęgnują w sobie poczucie złości, zawodu, niezadowolenia, smutku, samotności. Przyczyna tego jest niesamowicie prosta... strach. Bohaterki książki pani Sobieszczańskiej boją się wyjść ze swojego "bezpiecznego" kokonu. Z katafonii emocji, które mimo, że są złe i destrukcyjne dla nich samych oraz ich otoczenia dają im złudne poczucie stałości, bezpieczeństwa. Łatwiej nienawidzić niż kochać... Gonić niż szukać... Łatwiej wbrew pozorom także tracić niż po stracie przyjmować...

"Kilka dni lata" to książka, której fabuły toczy się na tle ważnych dla Polski wydarzeń - II wojna światowej, protesty 89'. Nawet bez tych ważnych momentów w historii jest to powieść pełna ludzkich dramatów, samotności i niemiłych wspomnień. Książka o brutalności życia. Nie ma w tej powieści sielankowych momentów. Stąd też mój wniosek, że jest gorzka... Gorzka, a przy tym niesamowicie piękna, bo pokazująca, że nie warto cały czas żyć przeszłością. Czasami nawet od tej najpiękniejszej przeszłości trzeba się odciąć grubą krechą, aby móc dobrze żyć tu i teraz. Odrzucenie przeszłości, tęsknoty, życie tu i teraz i patrzenie z nadzieją w przyszłość... przynosi ulgę. 

Powieść Małgorzaty Sobieszczańskiej to powieść trudna i smutna. Taka, która pozostawia w czytelniku obrażenia po lekturze. Nie ma w sobie nic z lekkości lata, a jedynie jego upał i żar. Jego trud... Może właśnie to powoduje, że powieść Sobieszczańskiej jest pozycją tak dobrą i wyjątkową? Niepowtarzalną? Trudno mi pisać o czymś tak dobrym. O czymś czego nie da się wyrazić słowami, to trzeba po prostu poczuć i poznać. Poznać trzy pogubione kobiety... z czego dwie jeszcze próbują udawać odważne. Niesamowite oddanie realiów ubiegłych dekad, wrażenie zamknięcia z bohaterkami w szklanej kuli...Właśnie bohaterowie - pogubieni, słabi, tonący ludzie, którzy myślą, że chwytają się brzytwy... a może to co oni odbierają jako brzytwą jest tak naprawdę deską ratunkową? "Kilka dni lata" to wybitna, przejmująca powieść, ze świetnie zarysowanymi portretami psychologicznymi bohaterów, która na długo pozostaje w pamięci wywołując wręcz obrażenia.... zostawiając ślady. Wyrazista do ostatniej strony... może na ostatniej szczególnie? Po prostu: wyjątkowa. 

Za możliwość poznania tej przejmującej historii serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie!

stycznia 23, 2016

(434) Perfidia

(434) Perfidia
Tytuł: Perfidia
Seria: L.A.Quartet 2
Autor: James Ellroy
Wydawnictwo Sonia Draga
Stron 880

"Życie jest krótkie. Łatwo przyszło, łatwo poszło."

James Ellroy, "Perfidia"

Jestem hm... po części załamana. "Perfidia" to książka, którą męczyłam przez naprawdę długi czas. To wszystko chyba przez to, że zazwyczaj podczas jej czytania... zasypiałam. Nie wynikało to niestety ze zmęczenia. Nie czytałam żadnej książki Kinga, a jednak jego opinia z okładki "Perfidia" przekonała mnie do tego, żeby sięgnąć po książkę James'a Ellroy'a. Niestety okazało się to być złym wyborem... Oczekiwałam porywającej lektury z ciekawą zagadką, a otrzymałam niestety coś bardzo nużącego. "Perfidia" nie jest zachwycającą powieścią, nie jest nawet w moim odczuciu bardzo dobrą powieścią. Jest powieścią dobrą, bez wielkich zaskoczeń, pozytywnych emocji. Pisałam Wam już, że nienawidzę pisać negatywnych recenzji? Ech... 

6 grudnia 1941 roku to gorący okres w Stanach Zjednoczonych, które stoją w przededniu II wojny światowej. Wojna ostatecznie wybucha, gdy japońskie samoloty bombardują Pearl Harbor. To odmienia Los Angeles. Warto wspomnieć o tym, że w tym czasie duża część mieszkańców Los Angeles była Amerykanami japońskiego dochodzenia. Lojalnymi... Nie zmienia to jednak faktu, że według władz stanowią realne zagrożenie dla Amerykanów. Zaczynają się aresztowania, Japończycy trafiają do obozów internowania. W tym samym czasie dochodzi do brutalnego morderstwa japońskiej rodziny. Ta sprawa łączy losy trójki mężczyzn i jednej kobiety. William H. Parker jest kapitanem wydziału policji w Los Angeles i bez wątpienia nie jest postacią kryształową (zresztą jak każdy w tej powieści) pozostający w zażartym konflikcie z Dudley'em Smithem. Dudley jest irlandzkim emigrantem, osobą dwulicową chcącą czerpać zyski z wojny i... byłym mordercą IRA. Trzecim mężczyzną jest młody Japończyk, policyjny chemik Hideo Ashida. Co ciekawe... jest jedynym Japończykiem na liście płac L.A. (ciekawe jak długo...). Jedyną kobietą w tym kwartecie jest Kay Lake - żądna przygód i pogubiona młoda kobieta. 

Wszystko byłoby pięknie. Przyjemna dla oka okładka, ciekawa fabuła. Tak - fabuła jest naprawdę ciekawa. Jest jednak także zbyt rozwleczona, przekombinowana... Mnogość wątków jest minusem tej książki. James Ellroy nie radzi sobie z wprowadzeniem w swoją książkę nowych faktów, sytuacji. Przez to szybko tworzy się chaos, który utrudnia czytanie. Doszło nawet do tego, że w pewnym momencie musiałam się zastanawiać, który wątek jest wątkiem głównym. "Co za dużo to niezdrowo" to powiedzenie, które sprawdza się w wypadku tej powieści idealnie. Niestety użyję go jeszcze niejednokrotnie... 

Bohaterowie. Nie wystarczyłoby wszystkich palców rąk i nóg człowieka, aby zliczyć jak wielu ich jest. "Co za dużo...". Z początku ta książka jest nawet wciągająca. Potem jednak bohaterowie się mnożą (i to w dodatku drugoplanowi!) w niesamowitym tempie i przede wszystkim ilości. Skomplikowane imiona, nazwiska utrudniają orientację w fabule, w postępowaniu bohaterów i przede wszystkich w ich udziale w całości. Za dużo! Większość bohaterów drugoplanowych nic ważnego do tej książki nie wnosi, są takimi zapychaczami. Ciekawe co by o tym pomyśleli gdyby byli żywymi ludźmi... taka dygresja... 

"Perfidia", a raczej zagadka w niej zawarta byłaby świetna gdyby nie mnogość wątków i jej niezdrowe zawikłanie. Krótko mówiąc... Ellroy chciał za dużo i przedobrzył. W związku z tym w pewnym momencie ta książka stała się po prostu niesamowicie nudna, ciężka i pełna dłużyzn. Stephen King pisał o autorze "Perfidii" między innymi tak "jest gwałtowny i odważny, zabawny i obrzydliwy". Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz: nie mam pojęcia co zabawnego jest w tej powieści. Czy jest odważna? Tak. Gwałtowna? Raczej nie. Nie znam poprzednich książkę Ellroy'a. O tej jednak mogę powiedzieć, że jest przytłaczająca i męcząca.

James Ellroy miał dobry pomysł na fabułę, głównych bohaterów. Wykonanie jednak zawalił. Chciał dużo i dobrze, a wyszło ciężko i nieciekawie. "Perfidia" mnie irytuje. Irytuje mnie tym, że pomysł autora, wymyślona przez niego intryga jest bardzo dobrym pomysłem na rewelacyjną książkę. Spokojnie wystarczyłoby 350 stron... a co z pozostałymi ponad czterystoma? Wyrzucić do kosza. A tak na poważnie. "Perfidia" jest pełna niepotrzebnych fragmentów. Czuję niedosyt. Oczekiwałam świetnej książki, a otrzymałam powieść podczas której czytania się męczyłam. Kolejnym minusem jest zbyt duża ilość bohaterów drugoplanowych, którzy byli po prostu zbędni... i nieciekawi przez ich natężenie. To irytujące tym bardziej, że kreacja głównych bohaterów była bardzo dobra i przede wszystkim różnorodna. Nie wiem co się stało... Czuję, że James Ellroy ma duży potencjał. Jednak potencjał to za mało. Z tej bajki wynika taki morał... że "Perfidii" polecić Wam nie mogę. Chyba, że lubicie powieści przegadane. 

"Perfidię" przeczytałam dzięki stronie empik.com!

stycznia 22, 2016

(433) Pogromca lwów

(433) Pogromca lwów
Tytuł: Pogromca lwów
Saga o Fjallbace (#9)
Autor: Camilla Lackberg
Wydawnictwo Czarna Owca
Stron 428

"Koń zwietrzył woń strachu, zanim jeszcze dziewczynka wyłoniła się z lasu." 

Camilla Lackberg, "Pogromca lwów"

"Świetna i intrygująca" - tak krótko można scharakteryzować książkę Camilli Lackberg. Miałam nadzieję na spotkanie z ciekawym, a przy tym wciągającym kryminałem i w związku z tym "Pogromca lwów" okazał się lekturą idealną. Intrygująca zagadka kryminalna, wyraziści bohaterowie z krwi i kości i nastrój stopniowanego napięcia. "Pogromca lwów" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Lackberg. Pierwsze, ale z pewnością nie ostatnie. Jestem po ogromnym wrażeniem twórczości tej pani.  Pisze zgrabnie, ciekawie i bez dłużyzn - co dla mnie obecnie najważniejsze. Zagadka, którą stworzyła była dla mnie intrygująca do ostatniej strony... i jest intrygująca nadal. Świetne ukazanie psychiki bohaterów i rys ich sylwetek. To jednak nie są jedyne plusy tej powieści. Zacznijmy od początku.

Styczeń, mroźna Fjallbacka. Na jednej z dróg dochodzi do tragedii. Na drogę wybiega półnaga dziewczyna i wpada pod samochód. Kierowca nie jest w stanie się zatrzymać. Na skutek obrażeń dziewczyna umiera. Jak się okazuje zmarłą dziewczyną jest nastoletnia Victoria, która zaginęła cztery miesiące wcześniej. Aż do tego momentu nie było od niej żadnych znaków życia. Prędko wychodzi na jaw, że dziewczyna przed śmiercią była poddawana brutalnym torturom. Patrik Hedstrom jest odpowiedzialny za śledztwo w sprawie zaginięcia Victorii. Prawdopodobnie jej zniknięcie ma związek jeszcze z kilkoma innymi dziewczynami, które także zaginęły. Nie ma jednak konkretnych podejrzanych ani konkretnych śladów. Sprawa dziewczyn łączy się jednak w pewien nieznany jeszcze nikomu sposób z kobietą, która odsiaduje karę za zabójstwo męża i znęcanie się nad dzieckiem. Tą sprawą zajmuje się żona Patrika - Erika Falck, znana pisarka, która fabułę swoich książek tworzy ze zbrodni, które miały miejsce w Szwecji. Badając rodzinną tragedię sprzed lat Erika dochodzi do wniosku, że kobieta odsiadująca zbrodnię coś przed nią ukrywa. Coś bardzo istotnego.

"Pogromca lwów" to dziewiąty tom serii i nie mogę napisać, że brak znajomości poprzednich tomów mi nie przeszkadzał, bowiem byłoby to kłamstwo. Ale... mogę z czystym sumieniem napisać, że w odbieraniu tej książki jako thrillera, czy po prostu kryminału nie przeszkadzało mi w ogóle. Ten lekki dyskomfort wynikał jedynie z tego, że książka Lackberg ma bardzo bogatą i przede wszystkim świetną warstwę obyczajową, a bohaterowie,  którymi "włada" są ludźmi z krwi i kości, posiadającymi własne problemy nie tylko. Krótko mówiąc postacie stworzone przez szwedzką pisarkę nie są jedynie marionetkami w jej rękach służącymi do wykrycia sprawcy. Może nawet "przeszkadzanie" to złe określenie, bowiem to mi nie utrudniało czytania. Autorka przypomina czytelnikowi co wydarzyło się w poprzednich tomach... jeśli chodzi o losy bohaterów - poprzednie zagadki już są gdzieś w tle, nieważne. No dobra... przyznam Wam się... Ja po prostu strasznie chciałabym poznać wcześniejsze losy bohaterów!

Głównymi bohaterami są oczywiście Erika i Patrik. Bywa między nimi różnie, ale się kochają i są dla siebie wsparciem. Bardzo ich polubiłam. Chyba przez to, że mnie nie irytowali i wszystko w ich zachowaniu było niesamowicie szczere. Tak samo ma się sytuacji z pozostałymi bohaterami. Przyznaję, że jest taki jeden irytujący... ale to jego największa zaleta, a poza tym... bez niego byłoby o wiele mniej zabawnie. W książce muszą się pojawiać także irytujący bohaterowie, aby móc docenić tych nieirytujących i "do serca przyłóż". Nie ma w tej książce bohatera bez historii, którego życia byłoby dla czytelnika białą plamą. Przez to ta powieść i jej bohaterowie stawała mi się coraz bliższa i w dodatku to znacznie ułatwiało mi ukazywanie się filmu stworzonego z tej powieści w mojej głowie. Kiedy ktoś coś do mnie w tym czasie powiedział... czułam się jak wytrącona z transu - niesamowite wrażenie.

Znam rozwiązanie zagadki "Pogromcy lwów" i zastanawiałam się już nad tym czy mogłam dociec o co DOKŁADNIE w niej chodzi i myślę, że jednak w 100% by mi się to nie udało. Oczywiście - w mojej głowie pojawiały się jakieś zajawki kto jest odpowiedzialny za zaginięcia dziewczyn i z czasem te hipotezy stawały się coraz dokładniejsze i pokrywały się z rozwiązaniem. Mimo to nie pokryły się z nim w stu procentach, ponieważ autorka zakończeniem utwierdziła mnie w moim zachwycie nad jej twórczością i spowodowała, że po prostu musiałam powiedzieć "WOW!". Nie jestem znawczynią kryminałów, ale i bez tego wiem, że ten jest naprawdę dobry.

Ogromnie spodobało mi się przeplatanie powieści obyczajowej z thrillerem, które pojawia się w tej pozycji. Mamy chwilę wielkiego napięcia, oczekiwania co dalej... a potem scenę rodzinnej kolacji przeżytej w spokoju. Radość przeplatana ze smutkiem. To stworzyło świetną atmosferę tej powieści i spowodowało, że jej czytanie było dla mnie ogromną przyjemnością. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że "Pogromca lwów" to książka do której jak już dopadniecie... to już się od niej nie odkleicie do ostatniej strony. Camilla Lackberg niejednokrotnie mnie zaskakiwała, stopniowała napięcie i wzbudzała we mnie emocje. Wzburzenie, smutek, radość, złość, wzruszenie - całą gamę emocji. 

Reasumując "Pogromca lwów" to rewelacyjna książka, którą czyta się zastraszająco szybko. Ciekawa intryga, szybka akcja, wyraziści bohaterowie. Camilla Lackberg pisze łatwo i przyjemnie, ale nie infantylnie. Jestem pod ogromnym wrażeniem i ta książka na długo pozostanie w mojej głowie, choć teraz wyląduje pod sufitem jako "przeczytana". Kiedy jednak ktoś mnie zapyta o świetny kryminał, thriller z tak samo świetną warstwą obyczajową odpowiem bez wahania "Lackberg". Jeśli jeszcze nie mieliście do czynienia z twórczością tej autorki... musicie koniecznie to zmienić!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości księgarni Matras :) 

stycznia 19, 2016

(432) Przygody detektywa Blomkvista

(432) Przygody detektywa Blomkvista
Tytuł: Przygody detektywa Blomkvista
Autor: Astrid Lindgren
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 528

"Dzieci są jak psy - stwierdził komisarz po ich wyjściu - Węszą i grzebią wszędzie, gdzie się da, aż raptem trafią na coś pożytecznego."

Astrid Lindgren, "Przygody detektywa Blomkvista"

Na półkach księgarni pojawia się coraz większa ilość literatury skierowanej do młodego czytelnika, w wieku 6-14 lat. Są to pozycje bardzo różnorodne - od fantastyki poprzez pierwsze miłości, przygody po kryminalne zagadki.  Oczywiście na chwilę obecną w tych powieściach wszechobecne są komórki, laptopy itp. elektronika. Są to już powieści bardzo współczesne, obrazujące świat współczesnego dziecka. Osobiście należę jeszcze do tego pokolenia, które każdą wolną chwilę spędzało na podwórku łażąc po drzewach, skacząc przez skakankę i na innych tego typu aktywnościach (a nie siedząc przed komputerem). Wtedy dla mnie literaturą, którą czytałam były oczywiście powieści Lucy Maud Montgomery, Astrid Lindgren, Korczaka - krótko mówiąc klasyka. "Przygody detektywa Blomkvista" to zbiór trzech książek: "Detektyw Blomkvist", "Detektyw Blomkvist żyje niebezpiecznie", "Detektyw Blomkvist i Rasmus, rycerz Białej Róży" autorstwa Astrid Lindgren. Według wydawnictwa jest to zbiór skierowany dla dzieci w wieku 6-14 lat co uważam za lekką przesadę. Obecnie czternastoletnia osoba to uczeń pierwszej klasy gimnazjum, dlatego skłaniałabym się raczej ku stwierdzeniu, że to zbiór skierowany dla osób w wieku 6-12 lat. To jednak jedynie moja drobna dygresja. 

Głównymi bohaterami tej serii są Kalle Blomkvist, Ewa - Lotta i Anders. Akcja książki "Detektyw Blomkvist" toczy się wokół osoby wujka Einara, który przyjeżdża do rodziny Ewy - Lotty (pamiętaj Drogi Czytelniku, że w Szwecji dzieci do każdego pana/pani mówią wujku/ciociu, a także gdy mówią o nim). Aż do jego przyjazdu największym problemem młodego detektywa było to, że mieszkańcy Lillkoping są niezwykle uczciwy ludźmi, nie dopuszczającymi się żadnych przestępstw. Trzynastolatek marzy o tym, aby zostać wybitnym detektywem. Wraz z wujkiem Einarem natrafia się ku temu okazja... której jednak Kalle szybko pożałuje. 
W części "Detektyw Blomkvist żyje niebezpiecznie" robi się jeszcze bardziej... niebezpiecznie. Dochodzi do morderstwa, którego świadkiem staje się Ewa - Lotta. To burzy na chwilę sielankę głównych bohaterów, jednak jak to dzieci... szybko potrafią wrócić do swoich zwykłych zajęć. Morderca jednak do normalnego życia nie wraca nigdy. 
Trzecia, ostatnia część to "Detektyw Blomkvist i Rasmus, rycerz Białej Róży". W tej części akcja rozwija się najszybciej oraz pojawia się wiele nowych bohaterów, w tym Rasmus. Rasmus będący pięcioletnim brzdącem, który mnie rozczulał... ale także czasami bezlitośnie irytował. Młodzi przyjaciele będą musieli zmierzyć się z uprowadzeniem i bardzo niebezpiecznymi "wujkami". 

Wszystkie trzy powieści są niezwykle ciekawe, a jednak najbardziej do gustu przypadła mi powieść pierwsza i trzecia. Ta druga... jakoś wszystko za długo się dla mnie w niej ciągnęło i jej czytanie zajęło mi najwięcej czasu. Między trzema książkami, których akcja toczy się rok po roku widać wyraźne oddalenie w czasie. Bohaterowie dorastają, dojrzewają i nie są już tymi samymi dziećmi, których spotykamy w poprzedniej części. Świadczy to o niebywałej umiejętności Astrid Lindgren to kreacji postaci. Wszystkie trzy książki różnią się także minimalnie językiem... Ten fakt myślę, że wynika jednak w dużej mierze z faktu, że każdą książkę na język polski tłumaczyła inna pani. Dla mnie był to niestety minus, którego jednak niewprawiony czytelnik... czyli ten docelowy - nie dostrzeże. Jak już się czepiam... to jeszcze przyczepię się do braku ilustracji nad którym ubolewam. Może kolejne edycje tego zbioru już w ilustracje wzbogacone zostaną? 

Sięgnęłam po "Przygody detektywa Blomkvista", ponieważ chciałam jeszcze na chwilę powrócić do lektur dzieciństwa, poczuć klimat powieści Astrid Lindgren, w których jako dziecko się zaczytywałam i, które zawsze mnie oczarowywały. (Zdradzę Wam w tajemnicy, że obecnie jeśli widzę w antykwariacie jakąś powieść Astrid Lindgren, której jeszcze nie mam na swojej półeczce... udaję się z nią do kasy ;))  Z detektywem Blomkvistem zetknęłam się po raz pierwszy i było to spotkanie niezwykle udane. To zabawne jak wciągały mnie jego przygody... szczególnie w momencie, gdy wszystko prowadziło do nieuchronnego rozwiązania zagadki. Powieści Astrid Lindgren są zarazem obrazem tego jakie były te kilkadziesiąt lat temu dzieci, że dorastały później. To złe określenie "dorastały później" - one po prostu dłużej cieszyły się dzieciństwem. 

Widzicie... ten maksymalny wiek docelowy jakie wskazuje wydawnictwo , czyli 14 lat wcale nie jest wiekiem nieuzasadnionym. W końcu główni bohaterowie tej powieści także w pewnym momencie mają po 14 lat. Trzeba pamiętać o tym, że "Przygody detektywa Blomkvista", a raczej poszczególne powieści składające się na tą książkę były wydawane pierwotnie w latach 1946, 1951, 1953. Młodzież była inna, co część młodych czytelników może obecnie zaskakiwać. Nie uświadczą bowiem w niej nawet komputerów stacjonarnych... już nie wspominając o tabletach i tym podobnych "dziwactwach". Tamte dzieci tego nie znały i nie potrzebowały. Żyły w zgodzie z naturą wymyślając coraz to nowe zabawy. Może pobawią się w cyrk? Może w wojnę z przyjaciółmi? Pójdą do starego domu? Nie ma problemu! Zawsze coś wymyślą i szybko okaże się, że wakacje są za krótkie. 

Boję się, że niebawem okaże się, że powieści Astrid Lindgren skończą jako "typowe klasyki" - zakurzone i porzucone, że będą powieściami "zbyt dziwnymi" i "odległymi" dla współczesnych dzieci, które od najwcześniejszych lat edukacji szkolnej częściej obcują z tabletem, komórką niż z książką. Żywię jednak także nadzieję, że język jakim posługuje się autorka, jej zdolność do budowania fabuły, akcji, cały świat przedstawiony w jej powieściach, wysiadywanie na drzewach, moc przyjaźni, intrygujący świat wokół nas i oddalenie od jego centrum - rozkocha i oczaruje w sobie jeszcze niejedno pokolenie czytelników.  

Przy czytaniu zbioru powieści Astrid Lindgren pt. "Przygody detektywa Blomkvista" bawiłam się wybornie. Ciekawe, trafne dialogi, niesamowita aura i ciągłe przygody. Świat dziecięcych zabaw i pragnień. Świat stworzony przez wybitną pisarkę w wyrazie pokłonu dla dzieci. Wciągające i niezwykle barwne. Bohaterowie z krwi i kości, ciekawe przygody, zwroty akcji... i rodzice, którzy nie biorą w tej powieści prawie w ogóle udziału. W prozie Astrid Lindgren to dzieci są najważniejsze i to one są ich władcami, królami. Mam nadzieję, że jeszcze niejedno dziecko zostanie oczarowane powieściami Astrid Lindgren. "Przygody detektywa Blomkvista" to moje kolejne niezwykle udane spotkanie z twórczością niesamowitej pisarki, którą była Astrid Lindgren. Jeśli macie wokół siebie jakieś dzieci... koniecznie polećcie im "Przygody..." - tym samym... propagujcie czytanie klasyki literatury dziecięcej! 

Za możliwość zapoznania się z kolejną książką Astrid Lindgren serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia! :)