października 28, 2016

(557) Kobieta, która ukradła moje życie

(557) Kobieta, która ukradła moje życie
Tytuł: Kobieta, która ukradła moje życie
Autor: Marian Keyes
Wydawnictwo Sonia Draga
Stron 544

"Czasami dostajesz to, czego chcesz, czasami dostajesz to, czego potrzebujesz, a czasami dostajesz to, co dostajesz." 

Marian Keyes, "Kobieta, która ukradła moje życie"

Przypadkowe spotkanie, spojrzenie, jedno słowo może odmienić życie drugiego człowieka diametralnie, a my możemy sobie nawet nie zdawać z tego sprawy. Nie mniej przypadki chodzą po ludziach, a ich konsekwencje niekiedy stają się widoczne dopiero po upływie wielu miesięcy, lat... gdy połączenie ze sobą faktów wydaje się być czasami wręcz niemożliwe. Marian Keyes w swoją powieść zgrabnie wplata ten wątek.... tworząc tym samym ciepłą, uroczą, pokrzepiającą historię. "Kobieta, która ukradła moje życie" to rewelacyjna reprezentantka literatury kobiecej. Najlepszym dowodem na to jak bardzo mnie oczarowała jest fakt, że zakupiłam już zbiór felietonów tej autorki pt. "Pod pierzyną".

Stella Sweendey to mieszkanka Dublina, żona i matka - kobieta jakich wiele. Czytelnik poznaje ją gdy chcąc spełnić dobry uczynek doprowadza do drogowej kraksy (oczywiście nieświadomie). Kierowca Range Rovera od razu prosi ją o numer telefonu (bynajmniej nie po to, żeby zaprosić ją na randkę... ale raczej dla spraw związanych z ubezpieczeniem). Po tym dość żenującym i nieprzyjemnym wydarzeniu Stella wraca do pracy w salonie kosmetycznym, opieki nad dwójką dorastających dzieci i wspierania swojego męża - niespełnionego artysty z wielkimi ambicjami.
Wszystko zmienia się, gdy kilka miesięcy później budzi się z mrowieniem w kończynach... już pod wieczór znajduje się na oddziale intensywnej terapii w szpitalu. Sparaliżowana, niezdolna mówić, a jedynie co jej pozostaje to mruganie... tylko nad powiekami jej mózg sprawuje jeszcze kontrolę. Stella zapadła na ciężką, bardzo rzadką chorobę neurologiczną. Lekarze każą czekać... Życie jest jednak nieprzewidywalne, a los stawia ponownie na jej drodze kierowcę Range Rovera.

Stella to bohaterka, która ujmuje swoją prawdziwością, zwykłością. Nie jest ani nazbyt urokliwa, ani piękna, ani nad wyraz inteligentna. To kobieta jakich wiele. I to jest w tej powieści właśnie wspaniałe. Marian Keyes nie daje opanować się wszechobecnemu kultowi młodości i całego przemysłu i biznesu z nim związanego. Ukazuje zwykłą kobietę z jej wszystkimi ułomnościami, problemy nie tylko rodzinnymi, ale także takimi z rzędu... diet, dbania o figurę i zdrowie. Co prawda wychodzi momentami poza obraz "zwykłej" bohaterki, ale nieznacznie, fundując jej chwilę medialnego zainteresowania, szumu i sławy. A jednak nawet wtedy Stella pozostaje kobietą jak inne, nieidealną - pod względem fizycznym jak i psychicznym. Niekiedy irytująca, niekiedy bardzo optymistyczna. Prawdziwa.

Prawdziwe są także sytuacje i obraz relacji, których uczestnikiem jest Stella. Oczywiście bardzo mało kobiet ląduje w szpitalu w stanie zupełnego porażenia, ale jest to po prostu pewien symbol - symbol sytuacji ekstremalnej w której niejedna kobieta się znalazła lub kiedyś się znajdzie. Symbol sytuacji, która staje się próbą, a jednocześnie jednym z najtrudniejszych doświadczeń w życiu. Próby, która jednocześnie może stać się przyczyną / powodem zmian... ważnych decyzji życiowych. Decyzji, które także Stella jest zmuszona podejmować. Jednak Marian Keyes opisała to wszystko w sposób bardzo ludzki - zauważając obie strony medalu, dobre i złe aspekty. W "Kobiecie, która..." nic nie jest czarno - białe, choć mimo braku nadmiernej ilości lukru powieść Keyes zdecydowanie napawa optymizmem, a tym samym poprawia humor. 

Fabuła książki Keyes jest wielowątkowa. Wątki rodzinne przeplatają się z tymi miłosnymi, jednak to wszystko razem nie tworzy banalnej, przewidywalnej całości, a wręcz przeciwnie. Sceny zabawne przeplatają się z tymi wzruszającymi, ściskającymi za serce. Jednak tym co ujmuje najbardziej jest wielobarwność bohaterów - brak ich zafałszowania, brak postaci idealnych. Są prawdziwe problemy, rozterki i spory. To połączenie tworzy zabawną, piękną powieść, którą czytelniczki będą czytały z wypiekami na twarzy z niecierpliwością przewracając jej kolejne strony. (Uwaga! Możliwe zaniedbywanie z tego powodu obowiązków!). 

"Kobieta, która ukradła moje życie" to ujmująca historia, która w dodatku jest bardzo bogata w treść. To ponad pięćset stron ciekawej, świetnej literatury, która mimo, że opiera się na stwierdzeniu, że warto podążać za marzeniami... nie jest infantylna ani banalna. Marian Keyes zdaje się pamiętać, że człowieka spotykają w życiu dobre jak i złe chwile, i żadnych z tych zdarzeń swoim bohaterom nie szczędzi. Stella jest jedną z tych bohaterek o których losach można czytać i czytać. Bez znużenia, znudzenia czy też irytacji. Keyes stworzyła świetną pozycję literatury kobiecej o nieprzewidywalności ludzkiego losu i dobrych, i złych jego odcieniach. Zabawną historię w której komizm przeplata się z tragedią... a to wszystko w odpowiednich i jak najlepszych proporcjach!

Moja ocena: 8+/10!

października 26, 2016

(556) Krótka historia siedmiu zabójstw

(556) Krótka historia siedmiu zabójstw
Tytuł: Krótka historia siedmiu zabójstw
Autor: Marlon James
Wydawnictwo Literackie
Stron 750

"Te pokojowe wajby zrobiły z niego głupca. To jest właśnie problem z pokojem. Pokój usypia czujność." 

Marlon James, "Krótka historia siedmiu zabójstw" 

"Krótka historia siedmiu zabójstw" to jedna z najgorętszych premier tej jesieni. Wyjątkowa pod każdym względem, wspaniała, a jednak jej czytanie jest prawdziwą katorgą... Do bólu prawdziwa i przejmująca, przez to niezwykle trudna. Pełna brutalnych, a jednak jak prawdziwych scen charakteryzujących niesamowite zróżnicowanie społeczeństwa jamajskiego XX wieku. Niesamowity styl pisania, zróżnicowany język - genialne oddanie emocji bohaterów. "Krótka historia siedmiu zabójstw" to powieść pełna silnych osobowości, świetnych portretów psychologicznych bohaterów. Ona żyje i pulsuje - językiem, postaciami, fabułą. 

Marlon James stworzył powieść silnie zainspirowaną zamachem na muzyka reggae Boba Marleya, który miał miejsce w 1976 roku. Zamach jest punktem wyjścia tej historii. Zamach, który się nie powiódł, a jednak bez wątpienia odmienił życie wielu osób. Napastnicy nigdy nie zostali schwytani, ale to właśnie oni rozpoczynają tą trudną historię. Autor wciąga czytelnika w brutalny świat, pełen przemocy i korupcji, narkotyków, prostytucji i zbrodni. Smutny świat jamajskiej, trudnej rzeczywistości ogarniętej korupcją, nierównościami społecznymi... lub równościami na poziomie skrajnej nędzy. "Krótka historia siedmiu zabójstw" to historia stworzona na wiele głosów. To niesamowicie ważna książka o Jamajce, która bez problemu może stać się odzwierciedleniem problemów dotykających cały świat.

W powieści Marlona Jamesa pierwsze skrzypce grają bez dwóch zdań bohaterowie. Różnorodni i wielobarwni, choć wszyscy spowici aurą tajemniczości i pewną dozą ciemności. Opisanie fabuły, czy też poszczególnych bohaterów tej powieści wydaje się być niemożliwym, bo jest tego zbyt dużo... zbyt dużo wątków, które składają się jednak na ogromnie wyrazisty obraz całości. James serwuje czytelnikom całą paletę bohaterów - od dzieci slamsów, baronów narkotykowych dziennikarzy, po prostytutki, gangsterów, agentów CIA, policjantów i polityków. Z dużą dokładnością przedstawia ich psychikę, pozycję i rolę w społeczeństwie... przez połączenie tych wszystkich małych elementów  - poszczególnych postaci Jamajki i pokrzywdzonego, skazanego na krzywdę i nieład społeczeństwa.

"Żywi czekają i patrzą, bo oszukują samych siebie, że mają czas. Umarli patrzą i czekają...Umarli nigdy nie przestają gadać i żywi czasem ich słyszą."

Marlon James, "Krótka historia siedmiu zabójstw" 

Powieść jamajskiego pisarza to jeden z tych utworów na których opisanie po prostu brakuje słów. "Krótka..." Uderza i burzy komfort psychiczny czytelnika, wyciągając go z jego bezpiecznego kokonu. Autor przez ukazanie myśli różnych warstw społecznych niepokoi. Jednak jego najważniejszym zabiegiem jest oddanie sposobu ich wysławiania się, ich żargonu. To nie tylko nadaje tej powieści klimatu, prawdziwości, realności, ale także znacznie utrudnia jej czytanie. Marlon James niejednokrotnie konfrontuje czytelnika z "prostym jamajskim" ludem, a więc także z jego nieeleganckim sposobem wypowiadania się. Ba! Wymową wręcz niepoprawną w której roi się nie tylko od błędów stylistycznych, ale także ortograficznych. Stopień hierarchii społecznej, którą zajmują bohaterowie jest różny... przekłada to się także na język jakim została napisana ta powieść. Tym samym czytelnik otrzymuje rozdziały pełne kalekiego, okraszonego wulgaryzmami języka jak i tego niesamowicie poprawnego i eleganckiego. Ten zabieg stylistyczny wprowadza do tej powieści zamęt. Zamęt, który jednak jest przede wszystkim zaletą. To tylko powoduje, że "Krótka historia siedmiu zabójstw" jest powieścią tak ludzką, tak intensywną... i tak prawdziwą. 

Ponad siedemset stron wybitnej, niepokojącej literatury. Pełnej brutalnych scen z jamajskiej rzeczywistości. Gwałty, zbrodnie, demoralizacja, przestępczy świat i poczucie,że za pieniądze można kupić wszystko. Poczucie, że za pieniądze mogą zostać sprzedani ludzie, kraj. James stworzył ciekawą fabułę, ale wydaje się, że ważniejsze niż sama fabuła, jej wątki są sami bohaterowie - ich emocje. Stwierdzenie, że są ofiarami miejsca w którym przyszło im żyć... rodziny w której się urodzili, ram w które wbrew sobie zostali wtłoczeni. A przetrwanie w szarej rzeczywistości okazuje się niekiedy bardzo trudne. Książka Jamesa jest brutalna, w swej brutalności i wulgarności niekiedy bardzo wstrząsająca. Czasami jednak potrzebny jest taki wstrząs. 

"Krótka historia siedmiu zabójstw" nie jest książką krótką, lekką, przyjemną. Jest straszna, czytanie jej to katorga. Męcząca i trudna. Marlon James napisał jednak powieść przy tym wszystkim ujmującą. Niełatwą, bardzo niepokojącą... z ciekawie rozgrywającą się akcją. Powieść Jamesa tętni emocjami i jest ważnym jamajskim głosem. Głosem pełnym muzyki reggae, przekleństw, buntu i niezgody na otaczający świat. To ważna powieść, wstrząsająca, ale przede wszystkim nietuzinkowa i oparta na ciekawych zabiegach językowych. Marlon James genialnie posługuje się piórem, manipuluje emocjami czytelnika... i jest w tej książce na 100%. "Krótka..." nie jest tym czego się po niej spodziewałam. Jest wymagającą literaturą z wyższej półki. Równie trudną jak wspaniałą.

Moja ocena: 8+/10

października 25, 2016

(555) Interwencje 2

(555) Interwencje 2
Tytuł: Interwencje 2
Autor: Michel Houellebecq
Wydawnictwo Literackie
Stron 256

"[...] między dzieciństwem a dorosłością istnieje niezwykle ważny etap, jakim jest dojrzewanie. We współczesnych społeczeństwach nie jest to etap drugorzędny i przejściowy; przeciwnie, to stan, na który - choć nasza fizyczność stopniowo się starzeje - jesteśmy skazani, musimy w nim żyć zarówno dzisiaj, jak i do końca naszych dni."

Michel Houellebecq, "Interwencje 2" 

"Interwencje 2" to zbiór tekstów autora mdz. innymi "Uległości" i "Poszerzenia pola walki" publikowanych od 1992 roku. Wywiady, felietony, eseje, recenzje - zbiór inspirującej krótkiej formy. Houellebecqa jedni kochają, drudzy równie mocno nienawidzą. W "Interwencjach..." widać jednak wyraźnie jego rozwój psychologiczny. To zbiór w dużej mierze myśli zaskakujących i odkrywczych, zawsze jednak równie niepokornych, odważnych i ciętych. Niektórzy uważają Houellebecqa za szaleńca, którego system moralny już dawno uległ deformacji. Zwyrodnieniu. Bez wątpienia jego niektóre teksty i myśli w nich zawarte odrzucają czytelnika. Jednak jeszcze więcej tekstów czytelnika inspiruje i porywa. Zmusza do przyznania autorowi racji. 

"Interwecje 2" nie są jednak zbiorem bez wad. Tym bardziej, że we współczesności niektóre myśli uległy dezaktualizacji... myślę, że nawet w wypadku takiej osobowości jaką ma Houellebecq. To teksty sprzed kilku / kilkunastu lat. Czy ma znaczenie co kilkanaście lat mówił Houellebecq na temat islamu? Jego poglądy z pewnością uległy zaostrzeniu - szczególnie po wszystkich tragediach, które dotknęły Paryż - bezpośrednio właśnie przez islam. W książce zostały jednak także zawarte myśli ponadczasowe, cały czas aktualne. Może nie tyle co ponadczasowe, co cały czas aktualne - np. na temat seksualności, relacji międzyludzkich, logiki konsumpcjonizmu czy też literatury. 

"Dzisiaj swoich współczesnych czytam nieco mniej, raczej wracam do dawnych lektur - to normalne, starzeję się. Teraz już wiem, że czytać będę do końca swoich dni - może przestanę palić, na pewno uprawiać seks, a rozmowy z innymi ludźmi stopniowo przestaną mnie bawić; nie potrafię jednak sobie wyobrazić siebie bez książki."

M. H., "Interwencje 2"

Houellebecq jest francuskim pisarzem, a więc w jego tekstach nie mogło zabraknąć też tej kultury... Niestety czytelnik - "laik" w tym temacie nie będzie czerpał informacji z lektury "Interwencji". To ogromny minus tej książki. Być może tytuły powieści przewijających się przez te teksty są utworami dla Francuzów tak znanymi jak dla Polaków "Lalka", a jednak większość z nich nie została przetłumaczona na język polski. Czytelnikowi tym samym naprawdę trudno odnieść się do kpin Houellebecqa na temat pewnych francuskich wydań czy też książek, jeśli nie otrzymuje (chociażby od tłumacza w przypisach) choćby najmniejszego, najkrótszego zdania na temat fabuły takiej powieści, która pada "ofiarą" Houellebecqa czy też zdobywa jego aprobatę. Tym samym "Interwencje 2" tracą niekiedy swoje podparcie w rzeczywistości, a szkoda. To z pewnością utracony potencjał - autora czy tłumaczki? 

"Interwencje 2" są ciekawą lekturą, która bez wątpienia wzbogaca czytelnika. Nie można jej przeczytać od deski do deski, ale krótka forma tekstów w niej zawartych pozwala na jej swobodne "podczytywanie". Teksty zawarte w tym zbiorze są ciekawe i bez wątpienia intrygujące. To książka reprezentujące myślenie Houellebecqa, które jest odważne, nietuzinkowe... czasami wkraczające wręcz na grząski grunt. Chyba nie ma czytelnika, który zgodziłby się ze wszystkimi myślami autora. Tym bardziej, że niektóre są wręcz odrzucające. Jednak nie ma wątpliwości co do tego, że "Interwencje 2" to bezkompromisowy komentarz do świata, który znajdzie swoje zastosowanie również dzisiaj - może nie we wszystkich kwestiach, ale w wielu - niezależnie od tego, że na ten komentarz składają się teksty sprzed lat. To po prostu ciekawa książka, którą warto chociażby przejrzeć. 

Moja ocena: 7/10

października 23, 2016

(554) Para zza ściany

(554) Para zza ściany
Tytuł: Para zza ściany
Autor: Shari Lapena
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Stron 336

"Prawda leży blisko. Zawsze jest blisko. Trzeba tylko ją zauważyć."

Shari Lapena, "Para zza ściany"

Elektryzujący kryminał, którego moc jest oparta na narracji, niedomówieniach i narastającym napięciu. Historia podczas czytania której czytelnik będzie niejednokrotnie zmieniał stronę barykady, po której zamierzał stanąć. Thriller emocjonujący, stale zaskakujący i trzymający w napięciu. Shari Lapena stworzyła powieść sensacyjną, której nie oparła na tanich chwytach, a na naprawdę ciekawej narracji i zgłębieniu psychologicznych motywacji bohaterów. "Parę zza ściany", którą polecają między innymi Tess Gerritsen, Harlan Coben i Lisa Gardner czytelnicy będą czytali z zapartym tchem. Z niemiłym poczuciem, że nikt nie jest bezpieczny, że nikomu nie można ufać... 

Zaczyna się dość niewinnie. Młoda para, świeżo upieczeni rodzice, szczęśliwe małżeństwo - Anne i Marco, zostają zaproszeni przez przyjaciółką zza ściany, Cynthię na kameralną imprezę z okazji czterdziestych urodzin jej męża, Grahama. Cynthia nie życzy sobie jednak, żeby na imprezę przyszli wraz z dzieckiem... opiekunka dla dziecka w ostatniej chwili odwołuje swoje przyjście, a Anne po wielu namowach męża postanawia zostawić dziecko same. Ich zabezpieczeniem przed ew. zagrożeniem ma być elektroniczna niania oraz fakt, że postanawiają co pół godziny, na zmianę chodzić do dziecka. Impreza jednak nie przebiega do końca tak jak chciałaby Anne. W dodatku martwi się tym, że zostawiła dziecko same... Małżeństwo w końcu udaje się do domu. Tam jednak okazuje się, że ich córeczka zniknęła. Do ich domu wkracza tłum policjantów, z dziesiątkami pytań, a przed drzwiami zaczynają gromadzić się dziesiątki dziennikarzy, a oni sami stają się głównymi podejrzanymi. 

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Anne choruje na depresję poporodową. Jednak to niejedyny fakt wskazujący na to, że za zniknięcie małej Cory mogą odpowiadać sami rodzice. Marco ma kłopoty finansowe. Przeszłość Anny pozostawia wiele wątpliwości. Pojawiają się nieścisłości związane z jej wspomnieniami z tej ostatniej nocy. Społeczeństwo już wydaje wyrok - za zniknięcie dziecka są odpowiedzialni rodzice. Śledczy także dają im wyraźnie do zrozumienia, a ich przesłuchiwania nie mają końca. Kręcą się po domu, badają ich przeszłość... Gdy wydaje się, że zagadka zniknięcie niemowlaka jest bliska rozwiązania - pojawiają się kolejne pytania. Pytania i zaskakujące wydarzenia nie mają końca, a jednak czytelnik cały czas ma wrażenie, że najważniejsze dopiero przed nim... 

"Para zza ściany" to powieść, która intryguje już samą fabułą, a potem jest już tylko lepiej.  Co ciekawe Shari Lampena nie skupia się i nie zamyka się na jedynie jednego czy też dwóch bohaterów. 
Specyficzna narracja, która pozwala poznać czytelnikom można by rzec, że jednocześnie emocje i myśli wszystkich bohaterów występujących w danej scenie zdecydowanie wzbogaca i w pewien sposób charakteryzuje tę powieść. Genialne oddanie ich wewnętrznej udręki, zależności i relacji. Przy tej okazji pojawiają się niestety niekiedy powtórzenia... nie jestem pewna czy celowe. Być może pojawiają się po prostu dla podkreślenia emocji bohatera - ich zaktualizowania (czy też potwierdzenia, że nadal są takie same). Shari Lapena w bardzo zgrabny i ciekawy sposób przedstawiła motywacje bohaterów. Zrobiła to w sposób tak interesujący i dokładny, że bez wątpienia możemy w tym wypadku mówić o thrillerze psychologicznym.

Czytając "Parę zza ściany" czytelnik wyraźnie czuje wzrastające napięcie i niepokój, ponieważ powieść Lapen nie zapewnia czytelnikowi odpowiedzi już od pierwszych stron. Niejednokrotnie myli tropy i tak naprawdę czytelnik nie ma możliwości wybiegania na przód, a jeśli taka możliwość się pojawia... jest bardzo ograniczona. Wpływ na to ma także z pewnością fakt, że akcja toczy się w większości w domu małżeństwa... na zamkniętej przestrzeni, w zamkniętym gronie, które niegdyś było szczęśliwe. Teraz to jednak właśnie tam rozgrywa się wielki dramat utraconego dziecka. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Shari Lapena zafundowała czytelnikom narrację w czasie teraźniejszym, co już samo w sobie zaskakujące, ponieważ bardzo rzadkie. Także w thrillerach. Może to jednak to powoduje, że "Para zza ściany" tak wciąga? Tak silnie wpływa na emocje czytającego?

Pisząc, że "Para zza ściany" zapiera w dech w piersiach nie mam na myśli jedynie tempa akcji, a także emocje, które budzi w czytelniku. Cierpienie, udręczenie, zagadkowość, poczucie zagrożenia i lekkiego szaleństwa - to wszystko w trakcie czytania udziela się czytelnikowi powodując, że książkę Lapen trzeba czasami odłożyć na bok... żeby ochłonąć. Nabrać dystansu do rozgrywających się wydarzeń, bo to przecież właśnie potencjalna krzywda dzieci budzi w człowieku najsilniejsze uczucia, ponieważ dzieci są nieskalane. Niewinne. Bezbronne. Thriller Lapen pokazuje, że nie da się nigdy poznać drugiego człowieka do końca. Autorka w zgrabny sposób operuje ludzkimi słabościami i ułomnościami tworząc świetny thriller, z genialnie skonstruowaną zagadką, która będzie trzymała czytelnika do ostatniej strony w napięciu... aby tam zadać ten ostateczny cios. Jak dla mnie rewelacyjny, ogromnie ciekawy i dopracowany powieść. Idealna na długi, jesienny wieczór.

Moja ocena: 8/10


października 21, 2016

(553) Kolekcja Harrego Pottera i specjalny rabat dla czytelników! :)

(553) Kolekcja Harrego Pottera i specjalny rabat dla czytelników! :)
Przed nami weekend z Harrym Potterem... z tej okazji wszyscy czytelnicy bloga "Książki - inna rzeczywistość" mogą zakupić wybrane książki ze strony Znaku z dodatkowym rabatem :) Wystarczy przenieść się na stronę: http://www.znak.com.pl/innarzeczywistosc :) Tam już dalej zostaniecie poinstruowani... ;) Dla zachęty kilka fotek produktów... które są dostępne w tej promocji.





października 18, 2016

(552) Stosik... na poprawę humoru?

(552) Stosik... na poprawę humoru?
Ten znak zapytania dlatego, że już sama nie wiem jak mam usprawiedliwiać te stosiki ;) Kiedy czytacie te słowa... (obojętnie czy robicie to o 20 - ej o której ten post miał się pojawić czy o północy)... ja ślęczę nad fascynującą historią starożytnej Grecji ;) A może w przerwach dla relaksu podczytuję "Krótką historię siedmiu zabójstw"? Okaże się... Ale teraz przejdźmy już do sedna sprawy... 


1. Parmenion & Aleksaned & Olimpias - trylogia antyczna o życiu Aleksandra Macedońskiego... zamierzam sobie nią troszkę osłodzić życie, kiedy aspekt nauki (wkuwania) o starożytnej Grecji  i Aleksandrze Macedońskim przejdzie do historii. 
2. Pasażer do Frankfurtu & Pięć małych świnek - namiętnie kolekcjonuję powieści Christie... na półce mam ich już 26? Co zawstydza mnie tym bardziej, że nie przeczytałam jeszcze żadnej, a znam jedynie ich fragmenty. Zmienię to. Do końca roku 2016 z pewnością. 
3. Nana - druga powieść Emila Zoli na mojej półce. Rozglądałam się za nią już od dawna, więc tym bardziej cieszę się, że udało mi się ją w końcu zdobyć. Teraz tylko pozostaje znaleźć czas na jej przeczytanie. 
4. Piętaszek Michel Tournier - wiedziałam, że z jakiegoś powodu ta książka powinna znaleźć się w mojej biblioteczce, ale nie mogę go sobie przypomnieć... za żadne skarby świata. Nie mniej - jest.
5. Biedna pani Norris - impulsywny zakup za 50 gr... poza tym: bardzo lubię powieści wydawane przez Wydawnictwo Literackie. 
6. Lesie, ojcze mój - zbiór poezji Papuszy wraz z krótkim wprowadzeniem w jej życiorys i twórczość. Jak dla mnie ogromna perła tego stosu. Tym bardziej, że o Papuszy słyszałam już bardzo wiele, a niestety nie miałam na własność nic z jej twórczości. 
7. Gra w klasy - kolejna perła, poszukiwana przeze mnie w rozsądnej cenie już od maja. W końcu wpadła w moje łapki i na pewno zostanie przeczytana do końca roku. 
8. Tortilla Flat - Steinbeckowi byłoby trudno się oprzeć. 
9. Kocia kołyska
10. I nie było już nikogo
11. Targowisko próżności - żałuję, że tylko pierwszy tom... 
12. Obejrzyj się królu - akcja tej powieści rozgrywa się w bibliotece. Właśnie to mnie do tej powieści przekonało. 
13. Kopacki - recenzje, krótkie eseje... Cieszę się z tej pozycji niezmiernie - tym bardziej, że kupiłam ją w naprawdę okazyjnej cenie :) 
14. Poetyckie debiuty 2013
15. Węgierskie lato. Przekłady z poetów węgierskich
16. Ryżowy podarunek
17. Ofiara - czytałam już jeden thriller tej autorki i bardzo mi się podobał. Mam nadzieję, że z tym będzie podobnie. 
18. Złota godzina - zapowiada się wielka, piękna książka,

Pozdrawiam Was serdecznie :) 

października 16, 2016

(551) Belgravia

(551) Belgravia
Tytuł: Belgravia
Autor: Julian Fellowes
Wydawnictwo Marginesy
Stron 464

"Przeszłość, jak wielokrotnie nam powtarzano, to obca kraina, gdzie wszystko dzieje się inaczej. Może to i prawda... tak, rzeczywiście jest to prawda, gdy chodzi o moralność czy obyczaje, rolę kobiet, rządy arystokratów i mnóstwo innych elementów naszego codziennego życia. Ale istnieją też podobieństwa. Ambicja, zazdrość, gniew, chciwość, dobroć, altruizm i nade wszystko miłość zawsze tak samo potężnie oddziaływały na ludzkie wybory jak i dzisiaj."

Julian Fellowes, "Belgravia"

"Belgravia" autorstwa scenarzysty serialu "Downton Abbey" to wysokiej klasy literatura kobieca. Piękna powieść, której akcja została osadzona w XIX - wiecznym Londynie. Autor zabiera swoich czytelników w podróż po rodzinnych tajemnicach, intrygach i namiętnościach, które mogą wywrócić świat do góry nogami. Napisana świetnym językiem, bardzo dopracowana historia ludzkich namiętności, pragnień, marzeń i porażek. Piękne dwory, londyńska socjeta, skandale, społeczne obwarowania i mezalianse. Powieść Fellowes'a tętni życiem i zachwyca każdą najmniejszą cząstką. Relacje międzyludzkie, barwni bohaterowie, dynamika w zakresie postaci jak i akcji nie pozwala oderwać się od "Belgravii". Zresztą fanów Downton Abbey do tej pozycji przekonywać nie trzeba... 

Rok 1815. W przededniu bitwy pod Waterloo odbywa się bal u księżnej Richmond, w którym uczestniczy arystokracja i oficerowie. Oprócz nich na liście gości znajduje się także dostawca wojskowy Trenchard wraz ze swoją żoną oraz córką. Otrzymali zaproszenie na to wydarzenie, które silnie zapisze się w historii (nie tylko powieściowej), ponieważ ich córka Sophia zdobyła serce młodego, ambitnego hrabiego... a przynajmniej tak im się wydaje. Beztroską zabawę gości przerywa jednak informacja o tym, że wojska Napoleona nadchodzą... Swoją drogą bitwa pod Waterloo będzie jego ostatnią bitwą, ale wtedy jeszcze nikt nie wie jak zakończy się to starcie. Jedno jest pewne: będą ofiary. Bal u księżnej Richmond jest jednym z kulminacyjnych wydarzeń w "Belgravii" - mogłoby się wydawać, że to on jest motorem akcji... nie mniej i w powieści, i w historii było to wydarzenie bardzo ważne. Brukselski bal, który zapisał się na kartach historii już na zawsze. 

Rok 1840, Londyn. Czas względnego spokoju, na tronie zasiada młodziutka królowa Wiktoria. Londyn się rozwija, prze do przodu, powstają nowe, wspaniałe rezydencje i dzielnice elit. Jedną z nich jest Belgravia. Mimo całego postępu w społeczeństwie cały czas panuje silny podział, a arystokracja wiedzie prym. Tu czytelnik znowu spotyka Jamesa Trenchard, kupca, który ciężką pracą osiągnął już bardzo wiele, a jednak cały czas nie uzyskał wymarzonej pozycji społecznej, a wiele drzwi cały czas pozostaje przed nim zamknięte. Wraz ze swoją żoną Anną wiodą w miarę spokojne życie. Wraz z nimi mieszka ich syn Oliver wraz ze swoją małżonką. Młodzi cały czas wyciągają względem rodziców nowe żądania... przyzwyczajeni do luksusu, pragną się w nim pławić, a nie na niego pracować. Napięcia wzrastają, gdy tajemnica Anny i Jamesa sprzed lat daje o sobie znać. Nagle, nieoczekiwanie zostają zmuszeni do złączenia swych losów z arystokratycznym rodem... Społeczna przepaść, chęć ugrania jak najlepszej pozycji dla siebie... to wszystko przestanie mieć tak wielkie znaczenie, gdy w grę wejdzie chęć zachowania wspólnej tajemnicy, która obie rodziny może pogrążyć. 

W internecie można znaleźć informacje, że "Belgravia" jest powieścią historyczną. Wydaje się to być sporym nadużyciem i bez wątpienia takim jest. Oczywiście w książce pojawiają się wydarzenia historyczne, jednak można je zliczyć na palcach jednej ręki. Czy umieszczenie fabuły w XIX - wieku powoduje, że możemy nazwać powieść historyczną? W przypadku "Belgravii" uważny czytelnik będzie skłaniał się jednak ku literaturze kobiecej, której akcja rozgrywa się w ciekawym pod względem historycznym okresie. Julian Fellowes z dużą dokładnością zarysował nastroje panujące w angielskim społeczeństwie, szczególnie wśród arystokracji w której obrębie rozgrywa się ta historia. Rola pieniądza, pozycji społecznej i związane z tym konwenanse. Ograniczenia oddane rzetelnie i bez infantylności. Infantylność jest bowiem czymś czego w "Belgravii" czytelnik nie znajdzie. 

"Belgravia" to książka. która zachwyca już od pierwszych stron. Także pod względem narracyjnym. Narrator wszechwiedzący, który wybiega czasami w przyszłość dodaje tej powieści barw. I tak czytelnik niejednokrotnie będzie miał wrażenie, że po prostu wysłuchuje opowiedzianej przez kogoś historii. Kogoś, kto został bardzo dobrze poinformowany i zna wszystkie niuanse zawarte w tej intrygującej historii. Dzięki temu autorowi udało się stworzyć niespłycone portrety psychologiczne bohaterów. Pełne barw, ponieważ w powieści Fellowes'a nic nie jest czarno - białe, a już z pewnością nie bohaterowie! Głównym wątkiem "Belgravii" jest skrywana od lat rodzinna tajemnica, która stanowi główną oś wydarzeń.  Wokół niej rozgrywają się jednak wydarzenia równie ważne - na tle rodzinnym, emocjonalnym czy też społecznym. I tylko pozostaje pytanie kto w tej powieści pełnej intryg, tajemnic, miłości i ludzkich namiętności oraz pragnień gra główne skrzypce? Kobiety czy mężczyźni? Obie te grupy w powieści Fellowes'a wykazują się przezornością i inteligencją, a ich portrety zostały przedstawione w sposób mistrzowski. W dodatku nie brak im pewnego dostojeństwa i wyważenia, które wyraźnie sugeruje nam, że to nie są bohaterowie nam współcześni, choć "Belgravię" można potraktować jako powieść uniwersalną. 

Julian Fellowes stworzył rewelacyjną powieść, którą czytelnicy pokochają. Za dopracowanie, za mnogość wątków i motywów, za zgrabne połączenie wątków fabularnych, świetne portrety psychologiczne bohaterów, rzetelne oddanie tła historycznego i przede wszystkim język. "Belgravia" pokazuje, że literatura kobieca nie musi być głupia, infantylna i napisana kiepskim językiem. Może zachwycać wykonaniem, zatrzymywać dech w piersi, wzruszać, a jednocześnie być ucztą dla literackiego zmysłu artystycznego. "Belgravia" porywa, oczarowuje i będzie oczarowywała kobiety w każdym wieku, spragnione dawki dobrej literatury. Fellowes napisał powieść, która jest kwintesencją tego co w literaturze kobiecej dobre. Niesamowite oddanie epoki, piękne zakończenie... "Belgravia" to po prostu powieść o której prędko się nie zapomina. Polskim czytelniczkom pozostaje jedynie czekać na kolejne powieści Fellowes'a, które ukażą się w Polsce. 

Moja ocena: 10/10