lutego 14, 2016

(445) Venla

(445) Venla
Tytuł: Venla
Trylogia: Miasteczko Palokaski (#3)
Autor: J.K. Johansson
Wydawnictwo Literackie
Stron 208

"Targane wiatrem jasne loki, takie same, jakie miał jej ojciec na zdjęciach z dzieciństwa. Na koniec pomyślała jeszcze o Mii, Nikkem, matce i ojcu - i o tym, jak bardzo nich tęskni."

J. K. Johansson, "Venla"

"Venla" to trzeci i ostatni tom trylogii "Miasteczko Palokaski". Czy lepszy od swojej poprzedniczki "Noory", której recenzję mogliście przeczytać dosyć niedawno? I tak, i nie. "Venla" to książka z lepiej rozwiniętą zagadką niż w drugim tomie, a także mroczniejszych i cięższym klimatem, a przez to dosyć nużąca. Tak... książka mająca dwieście stron była dla mnie niekiedy nużąca. Jednak po kolei... W trzecim tomie wreszcie zostaje przez autorów (J.K. Johansson to jedynie pseudonim pod którym ukrywają się popularni fińscy autorzy piszący scenariusze filmowe i telewizyjne) wyjaśnione zagadka zaginięcia Venli, która wydaje się być powiązana ze śmiercią Laury i zaginięciem Noory. Muszę napisać, że to akurat było ciekawe i dosyć zaskakujące... choć mam wrażenie, że autorzy i tak wszystkiego do końca nie wyjaśnili. Nie wiem tylko czy potraktować to za minus czy za plus. 

Na scenę znowu wkracza Miia Pohjavirta w tym wypadku już bezapelacyjnie jako główna bohaterka. Była policjantka, obecnie szkolna pani pedagog przed laty straciła w niewyjaśnionych okolicznościach siostrę Venlę, a krótko po tym ojca. W krótkim czasie zaginęły także jej dwie uczennicy. To przypomniało Mii o traumie sprzed lat. Ta młoda kobieta przeżywa teraz trudny okres w swoim życiu - leczy się w z uzależniania od internetu, próbuje pozbierać się po traumatycznych przeżyciach ostatniego czasu, których była uczestnikiem, nie radzi sobie z relacjami damsko - męskimi. W rodzinnym domu natyka się na ślad sprawy z sprzed lat i to wywołuje w jej głowie kolejne pytania. Nie wie komu może ufać, a komu nie... Wszystko przestaje jej się wydawać takie jak wcześniej. Nawet jej przyjaciel z policji Kornhonen nie może do niej dotrzeć. Co więcej... Mii zaczyna znajdować się na celowniku policji. Wszystko przez tajemnice, które ukrywa i którymi naturalnie nie chce z nikim się podzielić. 

Podczas recenzowania ostatniej części trochę narzekałam na zbyt szybkie tempo akcji, gdy ta wreszcie się rozwinęła. W wypadku tej części akcja jest rzeczywiście bardziej rozciągnięta w czasie i bardziej dopracowana. Co odbieram za plus tej powieści. Zmienił się także klimat, który w tej części staje się naprawdę mocny i to kolejny plus! W książce "Noora" bowiem nie mogłam się doszukać za grosz mroczności. Niby plus, a jednak po części także minus... Mroczny klimat, ale po części w pewnym sensie także duszący. Uważam, że wszystko powinno być w pewnym sensie wyważone. W tej powieści chyba troszkę tego wyważenia brak. 

"Venla" to powieść, którą czytało mi się dobrze, ale gorzej niż poprzednią książkę autorów, a wszystko przez ten klimat. Ogółem jednak podobała mi się bardziej, ponieważ lepiej została przez autorów zarysowana fabuła, a zagadka było o wiele ciekawsza niż w poprzedniej części i przede wszystkim intrygująca. Losy Venli, historia jej zaginięcia... rzeczywiście - nie spodziewałam się, że ta zagadka zostanie w ten sposób rozwiązana, jednak połączenie losów Venli z historią pozostałych dziewczyn - to już było troszkę naciągane. 

A jak ma się sprawa z bohaterami? Pojawia się nowy bohater, mężczyzna i odegra on dosyć ważną rolę w tej książce. W dodatku go polubiłam! Pojawia się także nowa pani policjantka... jednak ta akurat mojej sympatii nie zyskała. Sprawa z Mią ma się bardzo różnie. Choć przez większość czasu Mia była bohaterką, która zyskiwała moją sympatią to jednak jej niektórych zachowań nie mogłam zrozumieć. Jak na przykład znalezienia w samochodzie zwłok w worku i stwierdzenia "powiem o tym policji dopiero za jakiś czas". No, ale cóż... różne ziółka chodzą po tym świecie ;-) 

Mam ogromnie mieszane uczucia wobec ostatniej książki z trylogii "Miasteczko Palokaski". Z jednej strony mroczna, ciekawa i wciągająca... z drugiej nużąca, dusząca, irytująca i po prostu momentami nudna. Nie wiem co myśleć o tej serii, jednak jedno jest pewne. Seria "Miasteczko Palokaski" nie podbiła mojego serca. To dobra seria przy tworzeniu, której niestety autorzy nie potrafili umiejętnie wykorzystać całego potencjału wymyślonej przez siebie historii. "Venla" tak jak poprzednia część cyklu ma lepsze i gorsze momenty. Reasumując: z ciekawości możecie przeczytać. Osobiście cieszę się, że udało mi się doczytać tą serię do końca. Nie ukrywajmy jednak, że jest mnóstwo serii lepszych od tej. Decyzja należy do Was. Może zetknijcie się po prostu z pierwszym tomem ("Laura") i zobaczcie jak Wy ją odbierzecie? Tak sobie myślę... może lepiej autorom wyszłoby pisanie książek obyczajowych? Ukazanie tła obyczajowego było bowiem tak samo jak w powieści "Noora" bardzo dobre! I po raz kolejny okazało się najmocniejszą stroną... 

Za możliwość poznania ostatniej książki z serii "Miasteczko Palokaski" dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

lutego 13, 2016

(444) Stosik - pierwsza połowa lutego

(444) Stosik - pierwsza połowa lutego
Witam wszystkich! :) 
Co jak co, ale stosiki publikuję bardzo hm... nieregularnie. Dzisiaj jednak postanowiłam zaprezentować Wam swoje nabytki z pierwszej połowy lutego. Trochę się tego uzbierało... Krótko mówiąc: wizyty w antykwariacie mogę uznać za jak najbardziej owocne! W lutym doszło także do mnie parę książek od wydawnictw. Po kolei... 

 STOS I


Od góry: 
1. "Zimowa opowieść. Przepaść czasu" Jeanette Winterson - recenzja już na blogu. Czytanie książki Winterson było dla mnie niesamowitym literackim doświadczeniem. Tak o niej pisałam: "Przepaść czasu" to poruszająca, niesamowicie mądra, i nietuzinkowa powieść o której długo nie zapomnę. Kopalnia wiedzy o życiu i pięknych cytatów na jego temat...".
2. "Persona non grata." Piotr Liana - Zapowiada się bardzo ciekawie! Morderstwo i lokalne tajemnice... 
3. "Antrakt" Rupert Smith - recenzja na blogu. Bardzo, ale to bardzo mi się podobała! Choć mogła być jeszcze lepsza... Tak o niej pisałam:  "Zapominając jednak o zupełnie niepotrzebnym ukazaniu losów Helen "Antrakt" jest powieścią genialną, arcydziełem. Niestety "Antrakt"  to  w rzeczywistości także losy Helen, a więc książka tylko bardzo, bardzo dobra... Szkoda, bo twórczość Smitha zasługuje na dzieło wybitnej."
4. "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olga Tokarczuk - druga książka Tokarczuk z którą mam do czynienia... Część już za mną. Jak na razie w moim odczuciu to powieść dobra, jednak bez tego wielkiego uroku książki "Prawiek i inne czasy". O "Prawiek...." pisałam tak: "jest naprawdę ciekawa i intrygująca. Momentami druzgocąca... Tokarczuk pisze bardzo kontrowersyjnie i mam wrażenie, że momentami brakowało jej czegoś takiego jak wyczucie dobrego smaku. Jednak niesamowicie doceniam to jak wykreowała świat w którym osadziła akcję, tą baśniowość wsi i jej zupełne odrealnienie."
5. "Ostatni akt" Mari Jungstedt - jedna książka tej pani już za mną. Co prawda czytałam ją ponad cztery lata temu... jednak pamiętam, że bardzo mi się podobała. 
6. "Podróże z owocem granatu" Sue Monk Kidd to najbardziej osobista książka autorki "Sekretnego życia pszczół". Dwie książki Kidd już za mną... O "Czarnych skrzydłach" pisałam tak: ""Czarne skrzydła" to piękna, poruszająca, a przede wszystkim mądra i wartościowa książka. Warto pamiętać o tym, że autorka swoją książkę oparła na historii Sary Grimke - kobiety, która w XIX w. działała na rzecz kobiet i zaniechania niewolnictwa. To wszystko przedstawiła w swojej książce dodając oczywiście elementy fikcyjne. Nie mniej to czyni moim zdaniem tą książkę jeszcze bardziej fascynującą!"
7. Venla J.K. Johansson - to ostatni tom serii kryminalnej, której poprzedni tom nosił tytuł "Noora". O poprzednim tomie pisałam tak: "Reasumując "Noora" to bardzo dobra powieść obyczajowa, a dobry kryminał. Powieść Johansson miała być jednak przede wszystkim świetnym kryminałem, prawda? To się autorce nie udało. Na tym polu "Noora" przegrywa. Wygrywa jednak jeśli chodzi o ukazanie problemu braku akceptacji wśród rówieśników, uporczywej chęci bycia zauważonym. Wygrywa krótko mówiąc w kwestii ukazania psychiki statystycznego, przeciętnego nastolatka." Mogę Wam zdradzić, że ta powieść już za mną.. i jest bez wątpienia lepsza niż "Noora". 
8, 9, 10. Repetytorium maturzysty biologia/matematyka/chemia czyli trzy książki, które już mi dzielnie służą i bez wątpienia jeszcze się przydadzą. 

II STOS


11. Złote rendez - vous Alistair MacLean - to już kolejna książka tego autora w mojej biblioteczce. Cieszy niezmiernie!
12. Siedem dalekich rejsów Leopold Tyrmand - czyli kolejna książka autora legendarnej powieści "Zły".
13. Partyzanci Alistair MacLean 
14. Strofy z dreszczykiem - zbiór strof z których niektóre są naprawdę mroczne. Oczy aż mi się zaświeciły, kiedy ją zobaczyłam.
15. Piętnastoletni kapitan Julius Verne - czyli zbieram powieści Verne.
16. 20 000 mil podmorskiej żeglugi Julius Verne
17. Dziewczyna spoza szlaku Curwood - czyli kolejna książka w biblioteczce mojego ukochanego autora. 
18. Robur zdobywca. Pan świata. Verne
19. Kocia mama i jej przygody Maria Buyno - Arctowa - piękne ilustracje i piękna książka.
20. Kiedy słońce było bogiem Zenon Kosidowski - bardzo lubię książki jego autorstwa. Są niesamowicie ciekawe!
21. Wiadomości z teorii literackiej w analizie literackiej
22. Pod niebem rodzinnym. Krajobraz w poezji. - na punkcie tej pozycji kompletnie oszalałam! Tym bardziej, że można znaleźć w niej utwory między innymi Konopnickiej, Szymborskiej, Leśmiana, Gomulickiego. 
23. Dzieła emigracyjne tom trzeci. Melchior Wańkowicz - powoli zbieram kolekcję. 


24. Kościół według papieża Franciszka - obecnie książka bardzo na czasie. Bez wątpienia przeczytam!
25. Reguła czterech Caldwell / Thomason - thriller!
26. 20 odsłon zachłannej miłość Xiaglu Guo - ta książka chodziła za mną już bardzo długo, aż w końcu wpadła w moje ręce :) 
21. Diabeł ubiera się u Prady Lauren Weisberger
22. Kierunek Bagdad Henry Hemming - bardzo lubię książki z tej serii. 
23. Tydzień po tygodniu do matury Język polski 
24. Renesans Jerzy Ziomek 
25. Świat według Clarksona - nie miałam w planach tej książki, ale... jechałam pewnego dnia autobusem i widziałam pana, który śmiał się w głos czytając tą książkę. Może mnie także rozśmieszy? 
26. Dzieje Tewji Mleczarza Szolem Alejchem -  jestem w trakcie czytania i ogromnie mi się podoba!
27. Małżeństwo wagi półśredniej John Irving - o twórczości tego autora ostatnio znowu zrobiło się bardzo głośno. To będzie moje pierwsze spotkanie z jego twórczością, ale mam nadzieję, że udane.
28. Się lenienie Iza Smolarek - zbiór wierszy.
29. Żywe wraki Newton Thornburg
30. Ameryka Franz Kafka - mam słabość do książek z tego wydania.
31. Czerwony kościół Scott Nicholson
32. Dziewczyna, która się nie uśmiechała Shane Dunphy 

To by było na tyle :) Czytaliście którąś z tych pozycji? Co sądzicie? 

lutego 11, 2016

(443) Antrakt

(443) Antrakt
Tytuł: Antrakt
Autor: Rupert Smith
Wydawnictwo Muza
Stron 416

"- Chyba mówiłeś, że to błąd [...].
- Tak - odparł - I pewnie tak jest. Ale niektóre błędy warto popełnić dwa razy."

Rupert Smith, "Antrakt"

Edward Barton był uważany za jednego z najlepszych pisarzy okresu powojennego. Choć krytycy bezlitośnie krytykowali jego książki, czytelnicy je kochali. Ekranizacji doczekało się kilka jego powieści podczas oglądania których czytelnicy na przemian śmiali się i płakali w wielkim wzruszeniu. W życiu Edwarda wydarzyło się jednak coś na skutek czego nagle zniknął ze sceny, wycofał się z życia w blasku fleszy. Skończył z pisaniem. Po jego śmierci, jego wnuczka Helen staje przed trudnym wyzwaniem. Uporządkowanie niepublikowanych nigdzie dzienników pisarza i maszynopisów okazuje się być trudnym i wymagającym psychicznie zadaniem. Helen dowiaduje się całej prawdy o swoim słynnym dziadku, a co za tym idzie o swojej rodzinie. Poznaje historię miłosną skomplikowaną o wiele bardziej niż te przedstawiane w książkach Bartona... Życie Helen także się komplikuje. Kobieta wdaje się w romans, który może zniszczyć jej własną przyszłość. Jej oraz jej rodziny...

"Antrakt" to książka, którą chciałam przeczytać odkąd tylko pojawiła się w zapowiedziach. Okładka stanowczo zaczęła działać na moją wyobraźnię. Nie byłam jednak pewna czego mam się spodziewać po samej fabule. Tym bardziej, że w sumie składa się z dwóch wątków... Wątku życia Heleny jak i wątku życia Edwarda. W tym momencie pojawia się między tymi dwoma "częściami" książki wyraźne zgrzytanie. Zgrzytanie, które jednak jedynie podkreśla umiejętność pisania Ruperta Smitha. 

Z jednej strony mamy życie Helen opisane jej "stylem", a z drugiej poznajemy życie Edwarda poprzez jego powieści i dzienniki, które Helen czyta... a my wraz z nią. Te charakteryzują się świetnym językiem i przede wszystkim brakiem małostkowości. Życie Edwarda Bartona było ciekawe i burzliwe. Pełne emocji, niepokojów na tle wojny, artyzmu. Taki też jest język jakim w tym momencie posługuje się Rupert Smith. Dopracowany. Wypowiedzi Edwarda czytałam z przyjemnością i z wielkim zaciekawieniem. To właśnie jego życie, jego wypowiedzi są w moim odczuciu największą zaletą tej książki, a tym samym jej najmocniejszą stroną.

Z Helen już sytuacja ma się inaczej. Jest postacią krnąbną i naiwną, a naiwności u bohaterek (szczególnie tych głównych) nie znoszę. Niesamowicie mnie irytowała... Tym bardziej, że jest postacią samolubną, infantylną i przede wszystkim małostkową. Brak jej dojrzałości i empatii, którą jednak powinna posiadać kobieta po trzydziestce - matka i żona. Dlatego czytanie fragmentów w których to ona była głównym bohaterem nie było dla mnie czystą przyjemnością (już szybciej udręką...) - na szczęście w tej książce zdecydowanie dominuje wątek Edwarda! Tworzyło to jednak świetny kontrast między Helen, a wyważonym nawet w najgorszych momentach swojego życia Edwardzie. Co ważne żaden z bohaterów stworzonych przez Smitha nie jest postacią bez skazy. Każdy ma co nieco za uszami... każdy ma na swoim koncie jakieś dylematy moralne.

Rupert Smith z dużą dokładnością (i gracją!) opisuje artystyczny Londyn XX wieku. Czasy przed II wojną światowej jak i po niej. Jego język (w wersji Edwarda) jest przejrzysty, a przy tym naprawdę, naprawdę dobry! To właśnie przez to część w której dominował Edward podobała mi się najbardziej. Jego dylematy moralne, trudne losy, dojrzewanie i szukanie własnej ścieżki w życiu jak i w jego artystycznym aspekcie podczas II wojny światowej. "Antrakt" to przez jego losy książka pełna wyrazu, łącząca w sobie przeszłość z teraźniejszością.
Losy niełatwe. Nie spodziewałam się takiego wątku miłosnego jaki zaserwował nam autor. Był dla mnie chyba z każdą kolejną stroną coraz większym zaskoczeniem. Rupert Smith świetnie przedstawił emocje targające bohaterami, z dużą dokładnością. Nie zostawił bez echa kwestii tego co nimi kierowała ani tego jak się z tymi czuli. Autor "Antraktu" poświęcił swoim postaciom bardzo dużo uwagi. 

Książka Ruperta Smitha jest bardzo dobrą powieścią, której czytanie sprawiło mi niemałą przyjemność. Autor zgrabnie zaplątał fabułę, a tym samym zaskoczył mnie tym jak potoczyły się losy bohaterów. Chyba tego się nie spodziewałam... ma u mnie za to ogromny plus! "Antrakt" to świetna książka obyczajowa, której większość akcji toczy się w XX wieku, co jest jedynie jej zaletą, a nie wadą. Niestety Helen bardzo mnie irytowała... Powinnam zacząć od tego, że w tej powieści nie ma bohatera, który by mnie nie irytował chociaż przez chwilę. Jednak... wszyscy oprócz Helen robili to z pewną gracją. Na szczęście i Helen ma szansę (znikomą, ale zawsze) na to, żeby wkraść się w końcu w łaski czytelnika. Lepiej późno niż wcale. Rupert Smith posługuje się naprawdę dobrym językiem i choć nie wygrywa tempem akcji to jednak bez wątpienia wygrywa stylem jej poprowadzenia. W jego powieści liczy się przede wszystkim jakość. "Antrakt" byłby dziełem mistrzowskim gdyby nie niepotrzebne wstawienie do tej powieści postaci Helen i jej współczesnych losów... Oczywiście: losy Edwarda wywarły wyraźny skutek na jej życie. Jednak mimo to... uważam, że jest to niepotrzebne. Na tym ta książka traci. Wyrywa nas z pięknego przeżycia literackiego i wrzuca w lawinę rozwydrzonej trzydziestoparolatki... Zapominając jednak o zupełnie niepotrzebnym ukazaniu losów Helen "Antrakt" jest powieścią genialną, arcydziełem. Niestety "Antrakt"  to  w rzeczywistości także losy Helen, a więc książka tylko bardzo, bardzo dobra... Szkoda, bo twórczość Smitha zasługuje na dzieło wybitnej.

Za możliwość poznania "Antraktu" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza!

lutego 10, 2016

(442) Książkomat - propagowanie czytelnictwa czy przyrównanie książki do batonika?

(442) Książkomat - propagowanie czytelnictwa czy przyrównanie książki do batonika?
Od czasu do czasu możemy usłyszeć o książkomatach, czyli automatach, które zamiast przekąsek, napojów serwują spragnionemu czytelnikowi książki. Ostatnio jeden z takich książkomatów stanął w Krakowie, na dworcu. W mojej głowie pojawiła się myśl... "To dobry pomysł na propagowanie czytelnictwa czy przyrównanie książki do batonika?" 

(źródło: radiokrakow.pl)

Jak dla mnie świetny pomysł i przede wszystkim mądry. Zapominacie wziąć książki, a czeka Was długa podróż pociągiem? Teraz to już nie będzie problem, ponieważ na dworcu będziecie mogli zaopatrzyć się w książkę z książkomatu. Jak na razie w Krakowie można dostać jedynie dwie książki... jedną za 20 zł, a drugą za 5 zł. Wydawnictwo Znak, który jest głównym inicjatorem akcji w Krakowie zapowiada jednak, że w ofercie pojawi się więcej książek. Muszę przyznać, że chętnie zobaczyłabym taki książkomat w swoim mieście. 

Jak ma się sprawa z przyrównywaniem książki do batonika? Coś w tym jest. Książka tak dostępna jak batonik... wynikają z tego plusy i minusy. Plusem bez wątpienia będzie fakt, że... książka powinna być tak dostępna jak batonik (oraz tak często czytana jak słodycze jedzone). Powinnyśmy mieć możliwość dostania książki na każdym zaułku ulicy. A jednak... znika magia udania się do księgarni, grzebania wśród książek na półkach, aby wybrać tą jedyną, którą zabierzemy ze sobą do domu. 

Dla zdesperowanego czytelnika, spragnionego lektury na podróż książkomaty będą jednak prawdziwym rarytasem. Tym bardziej, jeśli książki w nich będą różnorodne, a ich ceny będą się zaczynać już od mniej niż 10 zł. Patrząc na to z tej strony książkomaty mają potencjał, ale czy mogą zastąpić udanie się do księgarni/antykwariatu?  Tą chwilę pełną napięcia: co wpadnie w moje ręce? Co uda mi się "upolować"? W moim wypadku z pewnością nie. 

PS. Istnieje jeszcze możliwość, że ktoś podczas długiego oczekiwania na pociąg... zamiast na coś słodkiego skusi się na kawał dobrej literatury ;-) (Coś kalorycznego dla umysłu, a nie jak to zwykle bywa dla ciała). 

 A Wy? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

lutego 09, 2016

(441) Zrób sobie raj

(441) Zrób sobie raj
Tytuł: Zrób sobie raj
Autor: Mariusz Szczygieł
Wydawnictwo Czarne
Stron 290

"Córeczce tłumaczę, że Jezus rzeczywiście istniał, ale czy był to Syn Boży , jest nam obojętne. Najważniejsze, że był przykładnym człowiekiem - mówi." 

Mariusz Szczygieł, "Zrób sobie raj" 

"Zrób sobie raj" to książka polskiego reportażysty i dziennikarza, Mariusza Szczygła. Trafiła w moje ręce przez przypadek, wygrzebana w antykwariacie za symboliczną złotówkę, wzięta automatycznie ze względu na fakt, że została wydana nakładem Wydawnictwa Czarne. Książka z pogranicza reportażu, felietonu i publicystyki. Mariusz Szczygieł opisuje Czechy współczesne naznaczone przez okupację sowiecką, transformację, wydarzenia XX i XXI wieku. Opisuje fascynujący naród jakim jest naród Czeski, ich chęć do kpiny, ogromny dystans do siebie i ich antydepresant - czyli kulturę pełną żartu, śmieszności. Czechy, która za maską śmieszności chowają wszystkie dla siebie tragiczne wydarzenia, to co ich boli i gnębi. 

Najbardziej fascynującą rzeczą w Czechach jest jednak dla Mariusza Szczygła ich ateizm, oddalenie od Boga, coraz większe odchodzenie od kultury sakralnej. Jak żyje się bez Boga? Co według Czechów dzieje się po śmierci? Te pytanie oraz inne wraz z odpowiedziami przewijają się przez tą książkę trochę jak refren. A co w zwrotkach? Czechy w postrzeganiu cenionych przez Czechów czeskich artystów, znajdują się więc w niej wypowiedzi mdz. innymi: Jana Saudka czy Egona Bondyego. Są to niejednokrotnie opowieści kontrowersyjne... mogą być takie szczególnie dla konserwatywnych chrześcijan. Jego rozmówcy niczego się nie wstydzą - opowiadają o swoich porażkach, zwycięstwach, przeżyciach seksualnych, poglądach. Robią to w sposób bardzo otwarty, ale... Czesi chyba po prostu już tacy są.

"Zrób sobie raj" to utwór, którego czytanie sobie z przyjemnością dawkowałam. To reportaż niesamowicie wciągający, intrygujący i przede wszystkim otwierający oczy na niezwykłą osobowością Czechów... i Polaków. Mariusz Szczygieł wyraźnie ukazuje kontrast między mentalnością narodu czeskiego a polskiego. Kontrast między narodami, których historia jest jednak bardzo podobna. Oba zniewolone, niejednokrotnie umęczone, zmuszone do walki o własną niepodległość. Mimo tego podejściu współczesnych Czechów i Polaków różni się od siebie diametralnie. Co więcej... Mariusz Szczygieł także w opiniach na temat Polaków bywa momentami bezlitosny. Nie wybija się jednak z książkami. Jak na dobrego dziennikarza przystało pozwala przemówić swoim bohaterom. By jednak ta książka nie była jedynie wypowiedziami bez żadnej genezy... przybliża także najważniejsze, a przede wszystkim mające największy wpływ na postawę współczesnych Czechów wydarzenia z historii.

Czytanie książki Mariusza Szczygła "Zrób sobie raj" było dla mnie literacką ucztą, a przy tym niezwykle dokształcającą i przede wszystkim kształtującą światopogląd lekturą. Spostrzeżenia Mariusza Szczygła są trafne i przede wszystkim szczere. Jest świetnym dziennikarzem i widać to w jego książce. Jego rozmówcy to osoby, które nie boją się wyrażać swojego zdania. Niektóre wypowiedzi są kontrowersyjne i jak sam autor stwierdza... niektóre być może wynikają z wyolbrzymień stosowanych przez jego rozmówców. Nie brakuje w niej jednak ogromnego poczucia humoru i dystansu, który kreują Czesi. Za tą fasadą skrywają swoje wszystkie bolączki... obawy, niepokoje i to co ich gryzie. Nie epatują jednak swoimi negatywnymi emocjami. Epatują humorem i kpiną, którą obarczają wszystkich i wszystko. "Zrób sobie raj" to świetny reportaż. To pozycja obowiązkowa dla fanów tego gatunku!

lutego 07, 2016

(440) Zimowa opowieść. Przepaść czasu.

(440) Zimowa opowieść. Przepaść czasu.
Tytuł: Zimowa opowieść. Przepaść czasu.
Seria: Projekt Szekspir
Wydawnictwo Dolnośląskie
Stron 312

"Przebaczenie to takie słowo jak tygrys - są na jego temat pewne materiały filmowe i potwierdzono jego istnienie, ale niewielu z nas widziało go z bliska, w naturalnym środowisku, i niewielu poznało go takim, jaki jest." 

Jeanette Winterson, "Zimowa opowieść. Przepaść czasu"

"Zimowa opowieść. Przepaść czasu" to pierwsza książka wydana w ramach akcji do której z okazji 400. rocznicy śmierci Williama Szekspira zaprosił bestsellerowych pisarzy, brytyjski wydawca Hogarth Press. Będą to powieści inspirowane twórczością Szekspira. Pierwszą książką z serii jest "Przepaść czasu" autorstwa Jeanette Winterson inspirowana "Zimową opowieścią" Szekspira.  "Przepaść czasu" to powieść, której czytanie było dla mnie niesamowitą ucztą literacką i niesamowitym przeżyciem. Mroczny klimat, płynący spokój, poetycki język, pewne odrealnienie, niedopowiedzenia, wydarzenia rozdzierające serce... wrażenie jakby się śniło... to wszystko powoduje, że powieść Jeanette Winterson pozostanie na długo w mojej pamięci. Co więcej...bez wątpienia sięgnę po inne powieści tej Pani. 

Powieść Wintereson rozpoczyna się przedstawieniem oryginalnej historii Szekspira. To był dla mnie ogromny plus tym bardziej, że akurat "Zimowej opowieści" Szekspira nie czytałam. Potem czytelnik przenosi się do "Nowej aranżacji" i zaczyna się coś zupełnie niesamowitego... już od pierwszych słów. Jeanette Winterson posługuje się niesamowitym językiem. W jej powieść z jednej strony wszystko jest takie spokojne... a z drugiej strony niesamowicie gwałtowne. To z tego spokoju płynie największa moc. Spokój i klimat niesamowitej mroczności, która momentami zapiera czytelnikowi dech w piersi. A niby Jeanette Winterson przedstawia zwykłą historię... 

Leo jest bogatym bankierem, ma żonę MiMi (uznaną piosenkarkę) i małego syna Mila. Dotąd był szczęśliwy... Wszystko zmienia się gdy MiMi spodziewa się dziecka, którego on nie chciał. Podejrzewa żonę o romans ze swoim najlepszym przyjacielem Kseno. Jest przekonany, że to on jest dzieckiem, którego kobieta się spodziewa. Myśl, że żona i najlepszy przyjaciel go zdradzają doprowadza go do obłędu. Faktem, który podkręca jego złość jest fakt, że Ci mają ze sobą świetny kontakt, a on sam za młodu... miał romans z Ksenem. Jego obsesja prowadzi do tragicznych wydarzeń, które odmienią życie wszystkich bohaterów. Droga do przebaczenia jest długa, kręta i stroma. Nie chcę Wam przybliżać jeszcze bardziej fabuły... Wszyscy, którzy znają sztukę Szekspira dalszego ciągu z pewnością się domyślą. Dla mnie ważniejsze jest pokazanie Wam dzisiaj jak to wszystko zostało przez Winterson przedstawione.

Bohaterowie stworzenie przez Winterson są bohaterami z krwi i kości. Niezwykle wyrazistymi i namiętnymi. Biją od nich emocje i to one w olbrzymiej części nimi kierują. Czytelnikowi bardzo łatwo jest odnieść bohaterów powieści Winterson do postaci z utworu Szekspira. Wszystko za sprawą zgrabnego zabiegu autorki. Tak więc... Zamiast Leontesa mamy Leo, Hermiona została mianowana MiMi, Poliksenes - Kseno itd. "Przepaść czasu" jest przekładem "Zimowej opowieści" na współczesne czasy i ich realia. "Przekładem świetnym", dopracowanym i niesamowitym pod względem klimatu, języka.

Cała fabuła została przemyślana i bardzo dobrze dopracowana. Trudno mi mówić o udziale w fabule autorki, bowiem... widać jej wyrazistą inspirację dziełem Szekspira. Mimo to choć domyślałam się jak ta historia może się dalej potoczyć dzięki poznaniu tego jak przedstawia się "Oryginał" (może byłoby lepiej gdyby znajdował się na końcu, a nie na początku?) przeżywałam losy bohaterów, trzymałam za nich kciuki i przede wszystkim nie mogłam się doczekać jak dalej potoczy się ich historia. Jakie drogi wybiorą, jak autorka zakończy historię przez siebie napisaną... jak to wszystko wytłumaczy? 

Tym co najbardziej przyciągnęło moją uwagę w tej powieści jest jej klimat. Klimat mroczny. Momentami tak mroczny, że aż duszący... Mimo to jest to powieść dosyć spokojna... powolna agonia? Autorka czasami zadaje nam celne pchnięcia... pchnięcia tak celne, że łzy nabiegają do oczu, napięcie wzrasta... by za chwilę mieć ochotę krzyczeć lub po prostu odetchnąć z ulgą. Akcja powieści Jeanette Winterson nie jest zaskakująco szybka... i w tej sytuacji jest to niewątpliwym atutem. Stopniowo wzrastające napięcie, oczekiwania na to co przewidziała dla swoich bohaterów autorka, niepokój z tym związanym. "Przepaść czasu" to książka napisana pięknym, wyrafinowanym językiem, którą najlepiej czytać w odosobnieniu... wtedy uderza w czytelnika najmocniej treścią jak i swoim ukrytym przekazem. 

"Świat trwa, niezależnie od radości i rozpaczy, od szczęścia jednej kobiety czy straty jednego mężczyzny."

Jeanette Winterson, "Zimowa opowieść. Przepaść czasu"

"Przepaść czasu" to wybitna powieść inspirowana dziełem Szekspira o tym co zazdrość może zrobić z człowiekiem. Powieść, której czytanie zapiera momentami dech w piersiach. Dzieło Jeanette Winterson nie jest lekką, łatwą i przyjemną powieścią do czytania przed snem. To powieść z niesamowicie silnymi kreacjami bohaterów. Powieść podczas czytania, której łzy zbierają w oczach, a serce się rozdziera. Powieść niesamowita przez emocje, które przekazuje. To książka misternie napisana i przede wszystkim niesamowicie dopracowana. O takich pozycjach długo nie można zapomnieć... Język autorki jest odważny. Nie boi się mówić o społecznych bolączkach współczesnego świata. Tym samym przypomina o tym jak wiele negatywnych uczuć czai się w ludziach. Przypomina jednak także o tym, że te negatywne uczucie można wyprzeć przez te pozytywne. Nie ukrywa jednak, że to trudne... "Przepaść czasu" to poruszająca, niesamowicie mądra, i nietuzinkowa powieść o której długo nie zapomnę. Kopalnia wiedzy o życiu i pięknych cytatów na jego temat... 

Za możliwość przeczytania "Przepaści czasu" serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!

lutego 03, 2016

(439) Razzmatazz

(439) Razzmatazz
Tytuł: Razzmatazz
Autor: Karol Mroziński
Wydawnictwo Harmonia
Stron 224

"Mewy to ptaki morskie. Ciekawe czemu przylatują do miasta?
- Z tego samego powodu, co wszyscy - odpowiedział. - Żeby jeść śmieci."

Karol Mroziński, "Razzmatazz"

"Razzmtazz" to kolejna książka wobec której mam mieszane odczucia. Zacznijmy więc od krótkiej charakterystyki jej autora. Karol Mroziński to poeta, dziennikarz i... prawie prawnik. Jego profil na facebook'u zebrał już tysiące polubień i cały czas zbiera kolejne. Jego twórczość jest porównywana do twórczości takich pisarzy jak Marek Hłaska czy Charles Bukowski, czyli pisarzy naprawdę wielkich i cenionych. To może jeszcze w ramach wstępu trochę o tytule? "Razzmatazz" to z angielskiego efekciarski, spektakularny, olśniewający... To zarazem debiut Karola Mrozińskiego. Czy "Razzmatazz" to właściwe określenie dla niego? Jest efekciarski, ale mnie nie olśniewa. Panu Mrozińskiemu brak jeszcze odrobiny wyczucia. Czasami mniej znaczy więcej. 

Trudno mi opowiedzieć Wam o tej pozycji, ponieważ to zbiór opowiadań. Opowiadań w dodatku dosyć nierównych. Z początku Karol Mroziński mnie swoją twórczością ujął. Pisze o sytuacjach z życia wziętych czasami je troszkę koloryzując, ale w większości po prostu z niezwykłą dawką ironii. Jest dobrym obserwatorem życia i niejednokrotnie musiałam kiwać w zamyśleniu głową, myśląc: "Tak, tak rzeczywiście jest.". W literaturze jednak (nawet tej najbardziej ekstrawaganckiej) bardzo sobie cenię wyczuciu smaku. Z tym jednak panu Karolowi nie zawsze się udawało. Krótko mówiąc: pomysł super - gorzej z jego podaniem. 

W tomiku "Razzmatazz" mam swoje ulubione opowiadania. Opowiadania, których fabuła bardzo mi się spodobała, a przy tym mnie nie zniesmaczyła. Poziom opowiadań Karola Mrozińskiego jest bardzo nierówny. Choć w większości Karol Mroziński dał się poznać poprzez swoje opowiadania jako świetny obserwator rzeczywistości to jednak niektóre są moim zdaniem zwykłymi zapychaczami, kolejnymi stronami dodanymi niepotrzebnie. A jaki jest styl Karola Mrozińskiego? Ekstrawagancki jak wszystko w tym zbiorze. Nie boi się przekleństw, fekaliów... Czasami służy mu to do opisania rzeczywistości, niekiedy jednak jest zwykłym zapychaczem. Jak się pewnie domyślacie w tej drugiej sytuacji jest rzeczą bardzo.. irytującą i zupełnie niepotrzebną. 

Zbiór "Razzmatazz" to dobry zbiór opisujący rzeczywistość z ogromnym dystansem i poczuciem humoru, który i mnie niejednokrotnie przywołał uśmiech na twarz. Poznanie prozy Karola Mrozińskiego było ciekawym doświadczeniem. Mimo to uważam, że pan Mroziński musi jeszcze nad swoim stylem troszkę popracować... mniej się rozdrabniać, mniej "zapychać" naprawdę dobre spostrzeżenia niepotrzebnymi słowami, przekleństwami. "Mniej znaczy czasami więcej". "Razzmatazz" jest zbiorem w większości dobrych opowieści, lecz jeszcze nie w pełni dopracowanych. Jest to jednak bez wątpienia coś innego, ekstrawaganckiego... lecz jeszcze nie olśniewającego. O tej książce będzie jeszcze głośno, ponieważ jedni za sprawą odważnego języka autora ją pokochają... inni ją znienawidzą. Osobiście na razie plasuję się gdzieś pomiędzy.

Za możliwość zapoznania się z prozą Karola Mrozińskiego dziękuję Wydawnictwu Harmonia!